MENU
  • 12 „ZRYTYCH” PYTAŃ – CZYTELNICY PYTAJĄ STANLEYA!

    Marzec 5, 2016 3:40 pm Dodał stanley

    Część z Was już zapewne wie, że chciałbym by pojawiały się tu wywiady z interesującymi personami ze świata kultury i popkultury, bardzo chciałbym poznać punkt widzenia inspirujących mnie osób ze świata blogosfery, You Tube, filmu i muzyki – krótko mówiąc tych, których uważam za intrygujących rozmówców mających coś ciekawego do przekazania. Uznałem, że najlepiej zacząć od siebie, choć rzecz jasna nie mam zamiaru przepytywać samego siebie. Pytania dostarczyliście mi Wy, drodzy czytelnicy i sądzę, że dzięki temu poznacie mnie nieco lepiej. Nie uważam się za osobę o wysokim mniemaniu o sobie, ale ten wywiad może choć trochę przybliżyć Was do poznania mnie jako twórcy, który dokonuje wyborów takich a nie innych tematów na bloga. Dziękuję każdemu z osobna, co się przyczynił do powstania tego tekstu i zapraszam do czytania! Kilka pytań zadały te same osoby, a że wydawały mi się ciekawe to nie chciałem ich odrzucać, miłej lektury!

    12645164_1029025207143906_824626207898700898_n[1]

    To żem ja, Wasz bloger. Widać, że ryj styrany zrytymi filami. 

    Magdalena pyta: Co Cię skłoniło do założenia bloga? Jak wpadłeś na ten pomysł?

    S: Szczerze mówiąc zaczęło się od przeglądania zawartości pewnego fanapage, który obecnie zmienił nazwę, a którego tytułu tutaj grzecznościowo nie przytoczę. Jego zawartość nie pokrywała się tym co oferował tytuł, co mnie koszmarnie irytowało. Dnia 15 maja 2013 roku założyłem fanpage Filmy, Które Ryją Banie Zbyt Mocno i jakoś się to potoczyło, bloga założyłem jakoś miesiąc lub dwa później gdy na fanpage zrobiło się na pewne kwestie za ciasno. Nazwę bloga zaczerpnąłem z piosenki Wóda zryje banię Braci Figo Fagot, okazała się na tyle chwytliwa, że samoistnie zaczęła przyciągać ludzi. I pomyśleć, że to mógł być fanapage jak każdy inny, tymczasem udało mi się dotrzeć do finałowej 11 konkursu na Blog Roku dzięki SMS-om czytelników (teraz to się nazywa Gala Twórców, polecam zerknąć), byłem na jakże ekskluzywnym Blog Forum Gdańsk 2015, a i zdarzyło mi się być rozpoznawalnym na Woodstocku, co sprawiło, że uświadomiłem sobie jak to daleko zabrnęło właściwie w dość krótkim czasie.

    Magdalena pyta: Skąd czerpiesz energie na tak duże angażowanie się w to co robisz? Widać, że sprawia Ci to ogromną przyjemność, ale co jest twoim motorkiem napędowym od początku?

    S: Jakkolwiek „włazidupsko” by to nie zabrzmiało to energię czerpię od czytelników, którzy codziennie wracają i sprawiają, że jest dalszy sens ciągnięcia tego wózka. Różnie między nami bywa, niektórzy mają zbyt wygórowane oczekiwania, często się jeszcze mylę, robię błędy i jestem na bakier z interpunkcją, ale wracają. Bawię się w to prawie od trzech lat, ale wciąż sprawia mi to niegasnący fun. Szczególnie, że jest nas coraz więcej. Jak zakładałem stronę, to nie myślałem, że po niemal trzech latach będę miał tu blisko 35 tysięcy osób. Biorąc pod uwagę, że tematyka jest teoretycznie niszowa, a każdy ma teraz pod ręką Filmweb, to cieszę się, że ludzie do mnie wracają i czytają te wszystkie wypociny. Mam wrażenie, że wraz z pojawieniem się Zrytej Bani Stanleya zaczyna się moje nowe otwarcie. Doświadczenie nabrane przez tych parę lat procentuje i jest dużo lepiej niż na początku. Wierzcie mi lub nie, wszystkich filmów na świecie jeszcze nie widziałem, ale jestem na dobrej drodze. I Wy też!

    Małgorzata pyta: Od jakiego filmu zaczęła się Twoja przygoda z tym wszystkim?

    S: Pierwszym filmem, który zmienił mój światopogląd i zrył mi banię zbyt mocno jest zdecydowanie Podziemny krąg. Natomiast pierwszym filmem omówionym na fanpage jest Funny Games U.S. Hanekego. Co do pierwszego filmu jaki obejrzałem w całości w telewizji lub w kinie, to naprawdę nie mam pojęcia, pewnie jakaś bajka w rodzaju Bolka i Lolka, która doczekała się już chyba wszystkich możliwych negatywnych interpretacji. Szkoda, że nie pamiętam pierwszego kinowego wypadu, chętnie się bym z Wami tym podzielił, pamiętam natomiast emocje, kiedy muzyka Johna Williamsa otwierała Kamień Filozoficzny. Coś niesamowitego!

    Anna pyta:  Jakimi kryteriami się kierujesz opisując film?

    S: Film, który „ryje mi banię” nie musi być horrorem, dramatem, thrillerem, czy wyjątkowo zabawną komedią. To może być film familijny, który pamiętam z dzieciństwa, a który budził we mnie jakieś skrajne wtedy emocje. Jako rocznik 89 załapałem się na tak wspaniałe klasyki jak Jumanji, Pogromcy duchów, Maska, Park jurajski. Ile baniaków, tyle opinii, często omawiam dzieła, które czytelnicy uważają za zryte, a mnie nie ruszają totalnie. Rozpiętość tematyczna sięga więc od Króla Lwa do Srpskiego Filmu. Pojawiały się zarzuty, o to, że się wypaliłem i zabrakło mi pomysłów na wpisy, ale ja to widzę nieco inaczej – wszystko co zostawia w nas jakiś ślad, ślad na psychice ryje banie. To jest główne kryterium. Bardzo miło wspominam czas na fanpage przypominania takich produkcji jak Zbuntowany anioł, Madeline, Lippy and Messy. Czytelnicy są strasznie aktywni kiedy zaczynam grzebać w przeszłości. „Rycie bani” to termin wielowymiarowy, a ta wielowymiarowość to jedyne słuszne w moim mniemaniu kryterium.

    Zuzanna pyta: Gdybyś miał wybrać film najbardziej opisujący Twoje życie to który?

    S: Waham się pomiędzy Donniem Darko, gdyż czasem mi się wydaje, że trafiłem do jakiejś dziwnej krainy zwanej planeta Ziemia, a Ludzką stonogą, bo mam wrażenie, że otoczenie chce zrobić wszystko byleby nas upchnąć w jakimś dziwnym łańcuszku pokarmowym. Ograniczanie wolności, mówienie co mamy robić i to najlepiej z pozycji kolan. A politycy, celebryci i fanatycy religijni, za przeproszeniem, srają nam do ryja. A wolałbym, żeby moje życie przypominało losy Guido z Życie jest piękne, nim trafił do obozu. Tymczasem mam wrażenie, że świat zmierza do totalnej ekstremy, ala Srspski Film. Gdybym nie miał tutaj osób, które trzymają mnie swoją zajebistością na tym łez padole, już dawno ubrałbym jetpack i odleciał z tej planety.

    12822059_1047102058669554_311336155_n[1]

    Zawsze i wszędzie Tyler najlepszy będzie!

    Zuzanna pyta: Z którym bohaterem najbardziej się utożsamiasz?

    S: Jestem pod dość dużym wpływem filozofii Tylera Durdena (Podziemny krąg), Rusta Cohle’a (serial Detektyw), Johna Locke’a (serial Zagubieni) i Kolesia (Big Lebowski). A jeszcze kilka lat temu czułem się równie ciapowato co Sid ze Skinsów, to była postać, z którą było mi bardzo po drodze. Zresztą to po dziś dzień moja ulubiona postać z tego znakomitego brytyjskiego serialu.

     Zuzanna pyta: Z którą filmową kobietą chciałbyś się umówić?

    S: To dość niesprecyzowane do końca pytanie, bo nie jestem pewien czy chodzi o aktorkę, czy bohaterkę filmową. Jeśli chodzi o aktorkę to stawiam na Helenę Bonham Carter, bo od lat uważam ją za fenomenalną w swoim fachu, aczkolwiek niedocenioną tak jak należy (brak Oscara to skandal!). Natomiast jeśli chodzi o postać z filmu to byłaby to Marla Singer z Podziemnego kręgu, portretowana zresztą przez Helenę. Jej autodestrukcyjna natura jest bardzo intrygująca i rozmowa z nią mogłaby mieć na mnie niemały wpływ.

    Maciej pyta: Czy jest jakiś film, który wywołał u Ciebie jakiś rodzaj traumy (dziecięcej)?

    S: Jeśli chodzi o film, to cholernie mnie przeraziły Crittersy, byłem wtedy w podstawówce. Natomiast jeśli o seriale chodzi to Gęsia skórka, Czy boisz się ciemności, postacie z Chojraka. Była też kiedyś seria książek Szkoła przy cmentarzu, miałem przez nie strasznego pietra i sypiałem przy zapalonym świetle. Bo moja podstawówka też znajdowała się, i wciąż znajduje koło cmentarza, po którym zresztą biegaliśmy na wuefie.

    Zbyszek pyta: Jaki film obejrzany w kinie wywarł na Ciebie największy wpływ? Mam na myśli to uczucie, kiedy film się kończy i nie jesteś w stanie wstać z krzesła bo nie wiesz jak dalej żyć…

    S: W kinie? Zdecydowanie Pasja Gibsona. To było swoiste katharsis, po seansie tego filmu uodporniłem się na ekranową przemoc raz na zawsze. Seans był klasowy i o ile zwykle wszyscy cisnęli bekę na filmach rozmaitych (nawet na Liście Schindlera) to pamiętam, że Pasję oglądaliśmy jak wryci. Bardzo podobał mi się język w tym filmie i wizerunek Szatana. Nie jestem osobą wielce religijną, ale nie odnajduję póki co innego filmu, który by odcisnął na mnie tak znaczące piętno. Więcej o nim napiszę przy okazji wpisu Wielkanocnego.

    Marta pyta: Czy masz taki film, który przy pierwszym seansie kompletnie do ciebie nie trafił, a za drugim razem okazał się znakomity?

    S: To bardzo trudne pytanie, zazwyczaj już po pierwszym seansie jestem w stanie stwierdzić, że będę fanem danego tytułu lub, że już nigdy do niego nie wrócę. Kochaj, albo rzuć. Z filmami jest raczej tak, że po którymś seansie moja miłość do nich nieco przygasa. Albo, że coraz lepiej je rozumiem, znajduję w nich kolejne dno, albo ukryte przesłanki. Sztandarowym przykładem Podziemny krąg. Za każdym razem tak samo genialny, ale zależy w jakim okresie mojego życia i tego co się na świecie dzieje, oglądany. Za to mogę podać przykład zespołu, którego kiedyś strasznie nie trawiłem, a obecnie uwielbiam – Die Antwoord. Mój pierwszy kontakt z nimi wyglądał jakoś na zasadzie „Co to za niemożebne gówno” (pierwszy numer jaki usłyszałem z ich repertuaru to Enter The Ninja). Głos Yo-Landi mnie irytował, to było takie meh. A dziś bardzo ich lubię i miło wspominam koncert w naszym kraju.

    Marta pyta: Czy masz takiego aktora, dla którego obejrzysz każdy, nawet najgorszy, film?

    S: Edward Norton for the win! Mógłby zagrać w kontynuacjach Sharknado, The Room 2, nawet Birdemic 3, a ja i tak bym dzielnie obejrzał, od pierwszej do ostatniej minuty.

    12822256_1047103442002749_785352762_n[1]

    Jakoś tak się złożyło, że bardzo ważne dla mnie filmy i „Lateralus” znalazły się na jednym zdjęciu…

    Konrad pyta: Czy prócz filmów masz innego jebolca, np. książki/gry/mefedron?

    S: Co do mefedronu to nie próbowałem i nie mam zamiaru. Wystarczającym narkotykiem są filmy, muzyka, książki i moja kobieta. Filmy to już doskonale wiecie jakie, muzyka rockowa, metalowa, trochę alternatywki, ambientu i sporadycznie rapsy z solidnym przekazem. Książek niestety czytam niewiele, bo jakbym je miał pochłaniać tak jak filmy to nie maiłbym już czasu na nic innego. Ale podobają mi się biografie znanych muzyków i książki sf, oraz powieści pozornie dla dzieci (teraz magluję Serię Niefortunnych Zdarzeń oczekując na serial). W gry nie gram z podobnego powodu, ale szybka partyjka w Wormsy zawsze spoko. Generalnie kręci mnie wszystko co jest związane z popkulturą. Lubię odwiedzać konwenty i oglądać You Tube nawet jeśli powszechnie się uważa, że niczego ciekawego nie oferuje. I lubię sobie blogi poczytać by wiedzieć jak inni widzą pewne sprawy. Chłonę tak dużo jak tylko czas na to pozwala.

    Komentarze