MENU
  • Wrzesień 24, 2016 5:44 pm Dodał stanley

    Podrusz 1

    Wdech…

    Wydech…

    Kiedy otwierasz oczy po raz pierwszy w życiu wszystko jest niewyraźne, do mózgu docierają zniekształcone dźwięki otoczenia, natłok bodźców atakuje zmysły sprawiając krótkotrwały, acz rozchodzący się po całym ciele ból.

    Wdech…

    Wydech…

    Rodzisz się w bólu, wchłaniasz go i zapamiętujesz już na zawsze. Będzie potem powracać niczym senny koszmar w przeróżnych okolicznościach i nic z nim nie zrobisz. Żadne medykamenty nie zagłuszą bólu istnienia. Pokornie się mu poddasz, bo i tak nie masz wyjścia. Ból ten jest jednocześnie wrogiem i przyjacielem. Tym pierwszym, gdyż będzie dręczyć przez całe życie, tym drugim, ponieważ sprawia, że jesteś. Istniejesz.

    Wdech…

    Wydech…

    Pierwsze co widzisz to cztery ściany i sufit niesamowicie białego pomieszczenia, tak białego jakby był światełkiem na końcu tunelu, po przejściu którego odkryjesz inny wymiar. Dopiero się narodziłeś, więc jeszcze nie możesz się ruszać, jesteś sparaliżowany i jedyne co możesz to ledwo mrugać oczami. Czerń. Biel. Czerń. Biel.

    Wdech…

    Wydech…

    Czerń. Biel. Hałas, który generują z siebie postacie przebywające w pomieszczeniu jest nie do zniesienia. Wykrzykują coś, poruszają się zbyt szybko, czujesz ich zamaszysty dotyk na sobie. Tu coś wbijają, tam coś nakleją i jeszcze światłem prosto po oczach, bo czemu by nie. Tortury trwają długo. Później mówią, że to „sprawdzanie funkcji życiowych”. Żyjesz, czujesz to, wiesz o tym, ale oni muszą swoje. Dobra, dobra, już starczy tego wszystkiego.

    Wdech…

    Wydech…

    Krzątanina wokół nie ustaje. Nie rozgraniczasz co jest czym, ale podświadomie czujesz coś na kształt pozytywnej energii bijącej od niewyraźnych zarysów postaci i ich twarzy. Od dwóch rozmytych, roztrzęsionych kształtów tkwiących lekko na uboczu wyczuwasz mieszaninę ciepła i zimna, łączy się to z rwanymi dźwiękami, które z siebie wydają. Im dłużej je z siebie wydają tym bardziej są intensywne.

    Wdech…

    Wydech…

    Mówili potem, że to pierwszy odnotowany na świecie przypadek, w którym od poczęcia, do ukończenia dwudziestu kilku lat pacjent przebywał w śpiączce. Przy podtrzymywaniu go przy życiu, aż do momentu przebudzenia czuwa nad nim nim cały sztab specjalistów, a postępy w leczeniu śledzi pół świata. Nauka poszła tak bardzo do przodu, że wspólnymi siłami udaje się zadbać o „okres dojrzewania” śpiącego. Kiedyś umarłby zanim podjęto by decyzję o jego leczeniu. Teraz, w czasach niesamowitego postępu technologicznego jest to jeden z największych sukcesów współczesnej medycyny.

    Wdech…

    Wydech…

    Nie zapytali się. Nikt się nie zapytał.

    Wdech…

    Wydech…

    Nikt nie zapytał czy tego chcesz. Czy wolisz tam pozostać.

    Wdech…

    Własnie zaczyna się Twoja podróż, czy tego chcesz czy nie.

    Komentarze

    Tagi:

    Kategorie: