Mastodon_Asleep+In+The+Deep[1]

TOP 10 STANLEYA: Najciekawsze teledyski z kotami.

Mastodon_Asleep+In+The+Deep[1]

Moi drodzy, będzie jazda! 

Nie od dziś wiadomo, że śmieszne koty rządzą w Internetach. Koty wydają się o wiele bardziej skomplikowanymi stworzeniami od psów. Podejrzewam, że potajemnie rządzą światem. Sam mam jednego, którego codziennie obserwuję (o wdzięcznym imieniu Behemoth) i tak sobie pomyślałem, że czemu by nie zrobić totalnie luzackiego wpisu o kotach występujących w teledyskach. Nie wiem właściwie dlaczego wpadłem na taki pomysł, ale skoro mamy początek weekendu to czemu mielibyście nie obejrzeć czegoś lekkiego i przyjemnego. Endżoj!

10.WEEZER – Island In The Sun. Kotki małe, kotki duże, kotki łagodne, kotki groźne. Bardzo ładny teledysk od jakże popularnych panów od rozciągniętych swetrów z Weezer.

9.GRUMPY CAT AND FRIENDS – Hard To Be A Cat At Christmas. Święta z perspektywy najbardziej humorzastego kota na świecie i jego ziomeczków.

8.MADONNA – Express Yourself. Bardzo stylowe wideo, kot niby jest tutaj dodatkiem, ale jego obecność, jego mała dostojna obecność zmienia wszystko.

7.FATBOY SLIM – The Joker. Słooooodkie kotki jako mieszkańcy małych domków. Równie urocze co piosenka mistrza Fatboya. Bardzo lubię zarówno klipy jak i muzykę tego pana.

6.ED SHEERAN – Drunk. Ed pije i przeżywa swoje mniejsze i większe upadki u boku swojego kota. Całkiem lubię piosenki Eda, więc ten klip musiał się tu znaleźć.

5.ORBITAL – Wonky. To zdecydowanie jedno z bardziej poschizowanych wideł co się tutaj znalazły. Ale jaka muzyka taki teledysk. Nie wiem po jakich to dragach robione, ale chyba nie chciałbym spróbować.

4.BJORK – Triumph of A Heart. Generalnie to wszystkie teledyski tej pani są dziwne. W tym na przykład wokalistka jest w średnio udanym związku. Z kotem właśnie.

3.THE CURE – The Lovecats. Ten teledysk może bardzo bani nie ryje, ale jest po prostu przeuroczy. No i piosenka w wykonaniu The Cure. To chyba wystarczy.

2.HOLY FUCK – Red Lights. Jedyną moją reakcją na ten teledysk było wyrzucenie z siebie nazwy tego bardzo ciekawego zespołu. Znakomita stylizacja na oldschoolowe czasy tak baj de łej.

1.MASTODON – Asleep In The DeepCo robi Wasz kot kiedy śpicie? Dowiecie się oglądając ten znakomity, psychodeliczny klip.

51BhCkTNz+L[1]

HALLOWEENOWE ODLICZANIE #05: Najlepsze ścieżki dźwiękowe do horrorów.

51BhCkTNz+L[1]

A dziś postanowiłem Was troszeczkę muzyką postraszyć podrzucając moim zdaniem najlepsze ścieżki dźwiękowe do filmów grozy. Endżoj!

10.PIŁA (2004, muzyka Charlie Clouser). Jedna z najbardziej charakterystycznych i wpadających w ucho ścieżek dźwiękowych. Motyw przewodni pojawiał się zawsze pod koniec każdej części i zwiastował rozwiązanie fabularnego twistu. Clouser jest też autorem przewodniego motywu mojego ukochanego serialu grozy – American Horror Story.

9.WYSŁANNIK PIEKIEŁ (1987, muzyka Christopher Young). Muzyka do znakomitego Sinistera to także jego robota. I do Egzorcyzmów Emily Rose. Albo amerykańskiego rimejku Klątwy. Generalnie pan ten lubuje się w ścieżkach dźwiękowych do filmów grozy, ale jego muzykę usłyszycie też w… drugiej i trzeciej części Spider-Mana. A z zupełnie innej beczki to chociażby w Hazardzistach czy Kronikach portowych.

8.ODGŁOSY (1977, muzyka Goblin). Dario Argento, ojciec chrzestny podgatunku horroru/brutalnego thrilleru znanego jako giallo, często współpracował z grupą Goblin. Poza soundtrackiem do mrocznej baśni, z której garściami czerpał Aronofsky tworząc Czarnego łabędzia, Goblin uświetnił swoją muzyką min. wampirycznego Martina Głęboką czerwień. A fanom zombie na pewno nie obca jest ich muzyka do Świtu żywych trupów Georgea A. Romero.

7.KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW (1984, muzyka Charles Berenstein). Charles Berenstein nie zapisał się co prawda w historii soundtracków złotymi zgłoskami, ale jego ścieżka do Koszmaru jest unikatowa. Twórca ten po dziś dzień dostarcza muzykę do filmów niszowych, albo delikatnie ujmując tak złych, że aż dobrych pokroju zeszłorocznego Sharktopus vs. Whalewolf. 

6.HALLOWEEN (1978, muzyka John Carpenter). Carpenter jest na na tle kompleksowym twórcą, że do własnych filmów przygotowuje też muzykę, bardzo charakterystyczną zresztą. Niezależnie czy oglądaliście serię Halloween, kultowe Oni żyją, kosmiczne Coś czy bardziej rozrywkową Wielką drakę w chińskiej dzielnicy słyszeliście właśnie jego muzykę.

5.PSYCHOZA (1960, muzyka Bernard Herrman). Bez muzyki Herrmana zupełnie inaczej wyglądałyby takie filmy  Hitchcocka jak Zawrót głowy, Niewłaściwy człowiek, Człowiek, który wiedział za dużo i oczywiście Psychoza. Poza tym jego muzykę usłyszycie w Taksówkarzu, Przylądku strachu, Obywatelu Kane czy klasycznym serialu grozy Strefa mroku.

4.EGZORCYSTA (1973, muzyka Jack Nitzsche, Mike Oldfield). Ścieżka dźwiękowa do Egzorcysty to przede wszystkim klasyczny utwór Oldfielda – Tubular Bells. Współtwórca muzyki, nieżyjący już Jack Nitzsche stworzył zaś muzykę między innymi do Lotu nad kukułczym gniazdem Formana i adaptacji opowiadania Stephena Kinga Stań przy mnie.

3.LŚNIENIE (1980, muzyka Wendy Carlos, Rachel Elkind). Mająca obecnie 76 lat kompozytorka Wendy Carlos stworzyła też ścieżkę dźwiękową od innego klasyka Stanleya Kubricka – Mechanicznej pomarańczy. Rachel Elkind nie zrobiła kariery, współtworzona przez nią muzyka jest jedyną ścieżką dźwiękową w jej filmowej karierze.

2.OMEN (1976, muzyka Jerry Goldsmith). Goldsmith stworzył też ścieżkę dźwiękową do rimejku filmu, który miał premierę szóstego czerwca 2006 roku. Jego muzyka ozdobiła też dzieła takie jak Chinatown, Gremliny rozabiają, Planeta małp, Mumia, Trzynasty wojownik czy Człowiek widmo. Kompozytor odszedł w wieku 75 lat.

1.DRACULA (1992, muzyka Wojciech Kilar). Przerażająca i dramatyczna jednocześnie historia hrabiego Draculi została opatrzona ścieżką dźwiękową naszego rodzimego kompozytora, który ma na koncie muzykę do takich filmów jak Rejs, Ziemia obiecana czy Pianista Romana Polańskiego. Kilar odszedł od nas w 2013 roku w wieku 81 lat. I to by było na tyle, do przeczytania już jutro w kolejnym halloweenowym odliczaniu.

gallery-1475764203-3[1]

Gardła poderżnięte, flaki wyprute, czyli o czwartym odcinku 6 sezonu American Horror Story

Im dalej zagłębiamy się w historię koszmaru w Roanoke tym bardziej się wszystko gmatwa, co było zawsze zarówno atutem jak i bolączką AHS. Atutem ponieważ twórcy pokazywali coraz bardziej zawiłe relacje między bohaterami, którzy wcześniej nie mieli ze sobą styczności, bolączką ponieważ do fabuły wkradał się chaos, a często też brak logiki i niekonsekwencja następujących po sobie wydarzeń. Twórcy zawsze maskowali to co bardziej wymyślnymi paskudnymi scenami i krwawymi, efektownymi scenami. Mam jednak wrażenie, że twórcy tym razem postanowili nie przesadzać i nie zrobiło nam się nagle kilka wątków prosto z dupy. Zamiast tego pojawiają się nawiązania do Murder House, a nad widzami wciąż wisi widmo 6 odcinka, który ma być game changerem. Czyżby długo oczekiwane potwierdzenie, że wszystkie sezony są ze sobą mocno powiązane, bardziej niż nam się wydaje?

gallery-1475764203-3[1]

A Wy będziecie następni…

Po aresztowaniu Lee, Shelby i Matt kłócą się o to co kobieta zobaczyła w lesie, a czego jej mąż nie pamięta. Czyli stosunku z demoniczną wiedźmą graną przez Lady Gagę. Kiedy mężczyzna zaczyna płakać jak dziecko Shelby mięknie, i chwilę później muszą się zmierzyć z gościem ze świńskim łbem. Do akcji wkracza doktorek znany nam już z taśm wideo, który wtajemnicza naszych milusińskich w finał historii o dwóch pielęgniarkach, które przypłaciły życiem za przebywanie w domu kupionym przez naszych bohaterów. Nie ma to jak przeurocze wyrywanie rączek. Ginie też rodzina Azjatów, wygląda na to, że na jakąkolwiek taryfę ulgową Jatka zgodziła się tylko w przypadku Shelby i Matta. Dowiadujemy się, że słowo „croatoan” to ostrzeżenie, które odpędza złe moce, niestety chwilkę później przydatny doktorek dostaje kilka strzał i ginie na miejscu. W tym sezonie nasi bohaterowie właściwie głównie krzyczą i uciekają więc Shelby i Matt czmychają do domu gdzie czeka już na nich Cricket nie mający dobrych wieści. Żadnego układu nie będzie między nimi a społecznością Roanoke, której genezę wędrowania za Jatką zresztą poznajemy. Otruła i zarżnęła całą społeczność łącznie ze swoim synem by mogli jej służyć, dała się zamordować przez wiedźmowatą Lady Gagę, która ponownie wykorzystała sobie Matta i dowiedzieliśmy się, że nauczyła się manipulować swoją erotyczną aurą będąc za kratkami. Także za każdą negatywna postacią kryje się jakiś osobisty dramat, zdrada, jakiś element doprowadzający do morderczego szaleństwa. Chciałem jeszcze tylko zauważyć, że im dłużej nie ma na ekranie Evana Petersa tym bardziej się widzowie burzą. Mam wrażenie, że stał się on dla widzów znakiem rozpoznawczym nawet bardziej niż Jesssica Lange, która odeszła po 4 sezonie.

Istotnym jest fakt, że to Jatka poświęciła w ofierze Priscillę, która nie dopuściła by Flora podzieliła jej los. Dziewczynkę udaje się z rąk przeklętego ducha wyrwać, ale zamiast niej zostaje w ramach ostrzeżenia zamordowany Cricket, któremu malowniczo wypruwają wnętrzności. Coby nie mówić, ten sezon w departamencie brutalności daje mocno radę i momentami całkiem nieźle obrzydza. Także tego sezonu jak najbardziej zamierzam bronić, choć powoli scenarzyści wpadają w pułapkę powtarzalności i przesuwają fabułę dosłownie o milimetry. No ale ponoć 6 epizod ma to wszystko zmienić. Czekam z niecierpliwością i liczę, że to nie będą tylko słowa na wyrost, że wielki twist nie będzie wielkim rozczarowaniem. ?Ode mnie na dziś tyle, do przeczytania za tydzień!

lhotl-1[1]

TOP 10 STANLEYA: 10 razy gwałt na ekranie, czyli o ofiarach i oprawcach słów kilka.

Dziś doczytałem się do kolejnej szokującej informacji jakoby 12 letnia dziewczynka urodziła dziecko będące „owocem” gwałtu przez 29 letniego zwyrodnialca. Gwałt w kinie pokazywany jest niezbyt często, raczej się o nim mówi niż się go widzi, jest to bowiem zbyt graficzna forma dla kina mainstreamowego, a przecież kategoria R zabija pieniążki czyż nie? Chciałem więc zwrócić Waszą uwagę na filmy, których tematyką jest gwałt i jego konsekwencje dla ofiary i oprawcy. Nie ma co prawda omówienia Dziewczyny z tatuażemale jak najbardziej jestem za tym rodzajem kary dla wszelakich zwyrodnialców jaki został tam pokazany. Zapraszam do czytania!
The_Virgin_Spring_006[1]
ŹRÓDŁO (Jungfrukällan, 1960, reż. Ingmar Bergman). Gdyby nie ten film gatunek rape and revenge z pewnością by nie powstał. Straszliwa zemsta ojca na gwałcicielach i mordercach jego córki, który nieświadomie trafiają pod strzechy jego domostwa. Tytuł filmu można po latach interpretować dwojako: jako opowieść o genezie zła i inspirację do powstania nowego podgatunku. Oczywiście u Bergmana wszystko było bardziej subtelne i „do dopowiedzenia” niż w obecnych epatujących przemocą produkcjach.
1971-A-Clockwork-Orange-02[1]
MECHANICZNA POMARAŃCZA (A Clockwork Orange, 1971, reż. Stanley Kubrick). Dzieło bardzo ważne dla  kinematografii jako takiej. Barwne, pękające od skrajnych emocji i ukazujące gwałt jako coś dla młodych ludzi nie mającego większego znaczenia. System prewencyjny dokonuje też emocjonalnego i psychicznego gwałtu na głównym bohaterze jego eksperymentalną terapią, którą odpłaca za swoje czyny. Czy jednak Alexander DeLarge jest potem całkowicie zdrowy i przestrzegający prawa? Szczerze śmiem w to wątpić. Dodam jedynie, że wspaniała muzyka klasyczna znakomicie kontrastuje z tym co widzimy na ekranie.
lhotl-1[1]
OSTATNI DOM PO LEWEJ (The Last House On The Left, 1972, reż. Wes Craven) oraz OSTATNI DOM PO LEWEJ (The Last House On The Left, 2009, reż. Dennis Iliadis). Pierwowzór inspirowany Źródłem. Gwałciciele pod strzechą rodziny swojej ofiary. Pierwszy film w dorobku Cravena szybko trafił na listę zakazanych ze względu na zbyt duże okrucieństwo. Nie da się jednak pokazać istoty gwałtu bez szarpaniny, przemocy i… gwałtu jako takiego, który jest przecież aktem terroru nie tylko cielesnego, ale przede wszystkim psychicznego. Remake jest oczywiście bardziej ekstremalny graficznie, ale czy niesie ze sobą ten sam ciężar co oryginał kiedy pojawiał się na ekranach? Oczywiście, że nie, w końcu w dobie rozmaitych gore produkcji mógł co najwyżej wypaść po prostu dobrze, ale już nie tak szokująco.
BDDefinitionISpitonYourGrave-9-1080[1]
PLUJĘ NA TWÓJ GRÓB (I Spit On Your Grave, 1978, reż. Meir Zarchi). BEZ LITOŚCI (I Spit On Your Grave, 2010, reż. Steven R. Monroe). I SPIT ON YOUR GRAVE 2 (I Spit On Your Grave 2, 2013, reż. Steven R. Monroe). Kiedy ofiara bierze sprawy w swoje ręce to wiadomo, że skończy się to masakrą dla oprawców, którzy myśleli, że są bezkarni. Pierwowzór ciężki, ale bez dobitnej puenty rimejków, które są bezkompromisowe i bijące po twarzy graficzną dosłownością. To były bardzo ciężkie seanse dla mnie jako faceta, ale oni na to wszystko zasłużyli, a bohaterki odniosły satysfakcjonujące zwycięstwo. Problem z tymi filmami jest właściwie jeden, ale bardzo istotny: wątpię, że w realnym świecie nawet tak zwinnej i sprytnej bohaterce udałoby się dokonać takiego aktu samosądu i to bez późniejszych konsekwencji. Na szczęście ten film ma za zadanie jedynie nastraszyć potencjalnych zwyrodnialców i swoją rolę wypełnia znakomicie. Trzeciej części nowego cyklu nie polecam, gdyż to ponieważ jest zwyczajną powtórką z rozrywki z tą samą bohaterką co w jedynce.
tumblr_n02dapd7VP1qj3j14o1_1280[1]
UŚPIENI (Sleepers, 1996, reż. Barry Levinson). Trauma z dzieciństwa zostać pomszczona za dorosłego być musi (że tak zarzucę stylem Mistrza Yody). Czyli o psychicznym terrorze dziejącym się w głowach, tych, którzy za dzieciaka byli wykorzystywani seksualnie. A zemsta jest prosta i słuszna. Wielkie kino z Pittem, De Niro i Hoffmanem i jeden z bardziej zapamiętałych filmów w karierze Levinsona. Zostawia ślad na psychice na bardzo, bardzo długo. No i pokazuje kunszt aktorki na bardzo wysokim poziomie. De Niro w roli duchownego to jest mistrz!
meh.ro2837[1]
WIĘZIEŃ NIENAWIŚCI (American History X, 1998, reż. Tony Kaye). To wyjątkowy przypadek, kiedy gwałt zaczął odciskać piętno na głównym bohaterze w pewnym sensie w sposób pozytywny. Bohater grany przez Nortona po przeżyciach więziennych wraca do świata jako odmieniony człowiek. W tym przypadku gwałt jest karą za poglądy i wielką swastykę na klacie. Analna sodomizacja głównego bohatera robi z niego innego człowieka, takiego, któremu otwierają się oczy na świat. Bezprecedensowy to przypadek, tak jak zresztą i cały film opowiadający przecież o mężczyźnie opętanym przez ideologię, o brutalnym i świadomym swojego czynu mordercy, któremu pod koniec filmu zaczynamy przecież współczuć.
ec80d9b443-p1846n2eq51bjj8nm7vpqscijb3Szenenbild_03(3508x2334)[1]
3096 DNI (3096 Tage, 2013, reż. Sherry Hormann). Na podstawie wydarzeń, które naprawdę miały miejsce. Przez tytułowych 3096 dni bohaterka filmu była przetrzymywana i wielokrotnie gwałcona, aż w końcu udało jej się uciec. Dzieło ukazuje 8 letnią relację porywacza i gwałciciela z jego ofiarą, która w jego rękach spędziła cały okres dojrzewania. Nie wspomniałem bowiem, że do porwania doszło w roku 1998 kiedy Natasha Kampusch miała 10 lat. Czuć, że to kino europejskie, nie brakuje ciężkiej atmosfery, jeśli szukacie czegoś lżejszego to polecam zeszłoroczny, osrarowy Pokój z rewelacyjną Brie Larrson w roli matki pięcioletniego chłopca, będącego „owocem” gwałtu.
hg4zntk088eqld3t7mno[1]
NIEODWRACALNE (Irreverslible, 2002, reż. Gaspar Noe). 20 minut gwałtu na  Monice Bellucci. Nie ma najmniejszego znaczenia, że jest prowokacyjnie ubrana. Po prostu trafia na zwyrodnialca. I jest to wszystko okrutnym gwałtem także na widzu, szczególnie, że finał historii jest już na początku i cofamy się do początkowej sielanki. A początek skopie największych twardzieli, scena praktycznie rodem z jakiegoś chorego gore horroru. Byłem chyba podobnie wstrząśnięty układając sobie puzzle po seansie 21 gramów. Gasparowi spodobała się taka narracja i próbował jej w kolejnych filmach – Wkraczając w pustkę – ze skutkiem bardzo dobrym, i w tegorocznym Love, które zostało uznane za przeintelektualizowanego pornola.
fmngzbfbnn1snj1dcp4m[1]
SRPSKI FILM (2010, reż. Srdjan Spasojević). Jak daleko sięgają ludzkie dewiacje? Na jakich stanowiskach muszą być zwyrodnialcy, którzy są w stanie opłacić film o gwałcie na noworodku? Srpski Film był banowany w wielu krajach, lecz jego wydźwięk nie jest „pro” pornograficzny. Pokazuje dramat rodziny, która dała się wciągnąć w głębokie bagno, kiedy ich życie znalazło się na zakręcie. Ten film to także dowód, że w kinie jeszcze wszystkiego nie pokazano. Że może w głowie szaleńca powstać pomysł na „new born porn” i stworzy on film o kręceniu takiego filmu. I że są ludzie, którzy zagrają, zmontują, udźwiękowią taki film i wypuszczą do dystrybucji. Nasz świat jest mroczny  i pełen obrzydliwości, którą przecież się przemilcza. Oglądałem „Srpski” dwa razy, pierwszy by się dowiedzieć czy jest tak ekstremalnie jak mówią, drugi by zrozumieć. Mocny dramat dla bardzo dojrzałego psychicznie widza lub ciężka kupa przekoloryzowanego gnoju, wiadomo, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
AFTER LUCIA, (aka DESPUES DE LUCIA), Tessa Ia, 2012. ©Videocine
PRAGNIENIE MIŁOŚCI (Despues de Lucia, 2012, reż. Michel Franco). W tym dziele wszystko eskaluje od głupiego wyskoku nastolatki, która po pijaku uprawia seks z chłopakiem, głupek to nagrywa, cała klasa widzi taśmę a potem jest tylko gorzej. Jej klasa terroryzuje ją psychicznie, a na jednej z imprez zostaje wielokrotnie zgwałcona, a do tego oddają na nią mocz. Finał jest szokujący. Podpowiem, że skojarzył mi się z Funny Games i jak to się mówi, that escalated quickly. Mało u nas znany film, ale zdecydowanie warty Waszej uwagi.

b639fd7e20e76c1e61ac70094daf9a48.md[1]

Miłość w czasie zarazy, czyli o jedenastym odcinku drugiego sezonu „Fear The Walking Dead”

Podstawowym problemem jaki ludziska mają z Fear The Walking Dead jest to, że wszystko rozkręca się bardzo powoli, serial jest przegadany, a bohaterowie zachowują się irracjonalnie. Ach i jeszcze, że serial jest za bardzo latynoski ostatnimi czasy. ZAWSZE znajdzie się jakiś argument by dowalić i uznać, że nudne. Może ja jestem jakiś dziwny, ale przyzwyczaiłem się już do bohaterów, przyjąłem na klatę, że to bardziej dramat niż horror i generalnie i że postacie wciąż są jedną nogą w starym życiu. Inni nie zważając na to, że wszystko można utracić w kilka minut nawiązują bliższe relacje. Krótko mówiąc, kto marudził na serial ten dalej marudzić będzie, a komu się podoba ten powinien być zadowolony. Szczególnie, że jedna scena była baaaardzo w tym odcinku szczególna i świetnie nakręcona. Ale pozwólcie, że zacznę od początku.

Madison i Strand udaje się wyrwać z zombie oblężenia i połączyć siły z Alicią. Jej towarzyszka jest na celowniku rodzinki, która została przez nią zamknięta podczas wesela pokazanego w poprzednim odcinku. Madison staje się kimś na kształt mediatora, uzmysławia pozostałym „mieszkańcom” hotelu, że zombiaków trzeba się pozbyć najlepiej wspólnymi siłami, trzeba więc zawrzeć coś na kształt rozejmu. Alicia odkrywa, że hotel zostanie porządnie podmyty przez wzburzone fale i tym samym pojawia się pomysł zwabienia truposzy na molo i „samozrzucenia” ich do wody. Bierze się za to Madison, która powoli urasta do rangi liderki, którą wszyscy respektują i zaczynają słuchać. I scena na molo jest zdecydowanie najlepsza w całym epizodzie, świetnie nakręcona i pełna napięcia. Truposze malowniczo wpadają do wody i wygląda na to, że zagrożenie jest tymczasowo zażegnane. Na końcu epizodu Strand postanawia pomóc biedakowi, którego świeżo poślubiona żona się przemieniła. Zawsze podobały mi się tego typu sceny zarówno w TWD jak i FTWD, gdzie bohaterowie wyrażają swój ból po stracie bliskiej osoby i gdzie tak bardzo podkreślane jest, że to co teraz szwenda się po świecie nie jest już członkiem naszej rodziny.

b639fd7e20e76c1e61ac70094daf9a48.md[1]

Proszę nie zabijać nikogo z tej dwójki. Z góry dziękuję.

Tymczasem Nick kombinuje jak tu mafiozów ugłaskać i bawi się w małego dropsotwórcę. Alejandro jest zadowolony z jego zachowania, przekonuje się do niego coraz bardziej i zdradza mu jak to się stało, że został ugryziony. Wciąż węszę w tym jakąś nieścisłość, ale to pewnie nam zostanie wyjaśnione w najbliższym czasie. Chłopak jest z siebie na tyle dumny, że nawet sobie na fajeczkę pozwala i mocno zbliża się do „testującej go” Lucianny, która chwilę wcześniej traci brata. TWD pokazało nam dobitnie, że każdy rozpoczęty romans bardzo szybko kończy się zgonem którejś ze stron. I pewnie w przypadku tego serialu też tak będzie choć postać Lucianny jest bardzo obiecująca. Rzecz w tym, że cała ta społeczność jest mocno szemrana i obawiam się, że Nick będzie musiał stamtąd prędzej czy później czmychać. Zresztą jego połączenie się z rodziną wydaje mi się oczywiste, a nie wyobrażam sobie by ten sezon miał się nie zakończyć jakąś solidną rozpierduchą i utratą kogoś z głównej obsady.

fear-the-walking-dead-s02e11-pablo-e-jessica-360x240[1]

Nick zdobywa szacun na dzielni.

Na koniec pozwolę sobie na kilka przemyśleń bowiem wydaje mi się, że pewnych postaci czas na ekranie dobiega końca. Oczywiście mowa o Chrisie na którego nie da się patrzyć, a jest bezbarwny i irytujący na potęgę. Travis z pewnością z każdą swoją porażką stanie się twardszy, Alicia już teraz wydaje się urodzoną survajwerką, Madison wyrasta na, he, he, „szeryfa” tego bezkrólewia, a Strand na jej prawą rękę. Niestety z trailera do następnego epizodu wynika, że bohater ten zostanie postrzelony, nie jestem pewny czy dożyje do końca sezonu. A Nick, jak to Nick, nadal będzie chodzić swoimi ścieżkami. Pozostaje jeszcze rozkminić co z Ofelią, podejrzewam, że zakosiła jakiś samochód i pojechała szukać Daniela w zgliszczach domostwa Celii. Czekam na jakiś wielce szokującą scenę, jakiś zgon, coś co potrząsnęłoby widzami, bo póki co wszyscy są zbyt bezpieczni. I to by było na tyle, dzięki za uwagę i do przeczytania next time!

Moralni-1132x670[1]

STANLEY OBSERWUJE: Dlaczego polskie kabarety są nieśmieszne?

Wczoraj natknąłem się na fragment 18. Mazurskiej Nocy Kabaretowej i tak sobie oglądałem i oglądałem i czułem jak narasta we mnie nowotwór spowodowany totalnie nieśmiesznymi, żenującymi wręcz dowcipasami. Zastanowiłem się porządnie, czy kilka lat temu by mnie to bawiło doszedłem do jednego konkretnego wniosku: NO FUCKING WAY. Było kiedyś kilka bardzo zacnych kabaretów, takich jak Tey, Starsi Panowie, Potem i oczywiście Hrabi. Jest kilku twórców, którzy właściwie są bezprecedensowi na tle całej sceny, to jest Grupa MoCarta, Limo, Grupa Rafała Kmity, Formacja Chatelet, czy nawet ongiś Mumio. Są też osobnicy, których można podciągnąć pod grupę tak zwanych stand-uperów, to jest Daukszewicz, Poniedzielski, Giza, którzy prezentują naprawdę wysoki poziom i nie próbują udawać amerykańskich, często jadących po bandzie artystów.

kabaret_pod_wyrwigroszem[1]

Po wpisaniu w wyszukiwarkę „nie śmieszne polskie kabarety” wyskoczył mi kabaret Pod Wrywigroszem. Słusznie!

Niestety większość polskich kabareciarzy reprezentuje humor przaśny, bezrefleksyjny i opierający się na wydzieraniu, przeklinaniu i robieniu z siebie idiotów. Ich skecze często są pozbawione puenty, urywają się bez specjalnej kumulacji, aktorzy schodzą ze sceny w pośpiechu, a ich teksty bardzo szybko wyparowują z głowy. Mimo wszystko zapełniają największe amfiteatry i hale ku uciesze gawiedzi, która ryczy śmiechem w najbardziej betonowych momentach. Dlaczego tak się dzieje? Skąd ten fenomen polskiej sceny kabaretowej, która totalnie się wypaliła i ciągnie swoje kariery na oklepanych patentach lub ogrzewaniu starych skeczy w wersji 2.0? Wydaje mi się, że podczas tak zwanej masowej imprezy często działa tak zwana psychologia tłumu. Zdarzyło mi się być na kabaretonach w celach obserwatorskich i śmiać się razem ze wszystkimi mimowolnie w momentach, które normalnie by mnie nie poruszyły (czyli na przykład kiedy oglądałem dany skecz w zaciszu domowym przed telewizorem, odcięty od otaczającego mnie tłumu). Jest to coś na kształt presji otocznia, zjawiska, którego nie da się łatwo wytłumaczyć, zresztą znacie to jeśli kiedykolwiek byliście na koncercie, masowo skanduje się wtedy nazwę zespołu nim zacznie, i przed bisami, albo zaczyna się klaskać bo ktoś inny zaczął. Podobnie jest ze śmianiem się, podobnie jak ziewanie jest bowiem „zaraźliwe”. Nijak się to ma do kupowania biletów na występy kabaretów, bo do tego nikt nie przymusza, ale niesłabnąca popularność nijakich grup kabaretowych, szczególnie tych serwujących żenujące piosenki (kabaret Rak w tym przoduje) nie bierze się znikąd. Warto odnotować, że trasy kabaretowe często uderzają w małe miasteczka, w których ludzie są głodni jakiejkolwiek rozrywki, więc występ kabaretu traktują równie egzotycznie jak przyjazd cyrku czy iluzjonisty. Tak więc dzikie tłumy walą drzwiami i oknami do domów kultury i zaśmiewają się do rozpuku, gdyż nawet nie mieli styczności z czymś bardziej wysublimowanym. Nie zarzucam tutaj widzom kabaretonów braku inteligencji czy dennego poczucia humoru, to po prostu bierze się z braku świadomości istnienia czegoś głębszego, jak na przykład Grupy Monty Pythona, której obecnie nazwanie kabaretem byłby grubą zniewagą. Sam termin kabaret się, za przeproszeniem, skurwił, oznaczał kiedyś coś znacznie więcej, z większą pompą i komentarzem dotyczącym sytuacji politycznej, gospodarczej, nastrojów wśród mieszkańców miast małych i dużych. W tym miejscu kłania się kabaret Tey, którego twórcy za swoje wywrotowe występy swego czasu siedzieli w pudle. A teraz? Teraz co najwyżej twórców można by ukarać zniesieniem ich programu z publicznej telewizji.

Moralni-1132x670[1]

Kiedyś znakomici, dziś pozbawieni ikry – Kabaret Moralnego Niepokoju

Upadek niektórych kabaretów z naszego podwórka można też wytłumaczyć przemeblowaniami w składzie. Jak wiele stracił na odejściu Katarzyny Pakosińskiej niegdyś znakomity Kabaret Moralnego Niepokoju wiedzą wszyscy, którzy widzieli ich nowe pozbawione ikry numery. Dochodzi też do tak kuriozalnych przypadków niezrozumienia zapotrzebowania odbiorcy na ambitną rozrywkę, że powstają takie potworki jak w założeniu pastiszowe Studio Yayo, które swoim poziomem wznosi zażenowanie na wyższy level. W dobie youtuberów (którzy też często reprezentują przaśny i prostacki typ humoru) ciężko jest dogodzić szczególnie młodym odbiorcom, których nie rozbawią suchary Ani Mru Mru jeśli mają dostęp do tak abstrakcyjnych i radykalnych w swoim zabawianiu ludzi osób jak chociażby Filthy Frank, któremu bliżej do agresywnej groteski i bardzo czarnego humoru. Nie moi drodzy kabareciarze, po raz kolejny odgrzewana zupka z Radomia nie wyniesie Was na piedestał humorystycznego komentowania rzeczywistości. Po części za kabareciarzy można uznać na przykład GF Darwin, Krzysztofa Gonciarza, Jakuba Dębskiego (Dem) czy Macieja Dąbrowskiego (Z Dupy), którzy reprezentują bardzo odmienne podejście do rozweselania widzów a do tego przemycają treści refleksyjne i bardzo aktualne. Teraz stąpam po dość grząskim gruncie, bo wymienieni przeze mnie twórcy dla niektórych reprezentują podobny poziom „nie śmieszności”, ale w ich produkcjach ciężko mi się doszukać tej fałszywej nutki, którą wciskają nam polskie kabarety. Weźmy takiego Kryspina, jedno z wcieleń gościa z Paranienormalnych, który wcielał się także, w „kultową” Mariolkę. Jeśli już tą postać uważaliście za nieśmieszną, to Kryspin jest w stanie jeszcze bardziej pogłębić Waszą depresję, bowiem zbudowany jest z wszystkiego co wymusza śmiech od wyglądu po zachowanie. Poziom mniej więcej taki sam jaki zamierzenie, bądź nie, reprezentuje Gracjan Roztocki, autor pamiętnej Piosenki o kupie. Podobnie jak kabarety wypalił się Świat według Kiepskich, który kiedyś był portretem przeciętniej polskiej rodziny w bardzo krzywym zwierciadle, a obecnie jest pozbawionym puenty badziewiem, gdzie aktorzy ogrywają swoje postacie i kwestie z automatu.

Można też uznać, że z pewnych rzeczy po prostu wyrośliśmy i to co kiedyś nas bawiło stało się po prostu zbyt prostackie i odtwórcze. Zauważcie ile grup kabaretowych boryka się z tak zwanym syndromem „złotego strzału”, jednego znakomitego skeczu (na przykład Polacy w niebie Neo-Nówki). Nie potrafią go przeskoczyć i wszystko co potem robią wygląda jak zrobione na siłę, po prostu nie ma w tym mocy. To by było na tyle, nie będę dłużej kopać leżącego, zresztą im dłużej o tym piszę tym bardziej mój nowotwór się powiększa i zabija moje szare komórki. Nieco mi to wszystko wyszło chaotycznie, ale tak już jest jak coś obserwuję. Dzięki za uwagę i do przeczytania next time!

doc_1964_0[1]

TOP 10 STANLEYA: Filmowy Polaka zryty portret własny.

Polska kinematografia dramatem stoi, nie ma się co oszukiwać. Poza w miarę sprawnym kinem sensacyjnym możemy się pochwalić właśnie ciężkimi, kontrowersyjnymi dramatami. Postanowiłem wybrać te, które zostawiają najmocniejsze piętno na widzu, tarmoszą nim i nie pozostawiają obojętnym nawet jeśli nie są tak niesamowite jak być mogły. Ostatecznie z mojej dyszki wypadły takie tytuły jak Pokłosie, Cześć Treska, Ida, Róża, Wesele i kilka innych w podobnym przytłaczającym klimacie. Czyli przystawka przed nadciągającym Smoleńskiem, Ostatnią rodziną Wołyniem. Oczywiście część z tych filmów pokazuje nas, Polaków w bardzo alegorycznym i krzywym zwierciadle, ale tak czy siak wiele jest w tych dziełach prawdy. Pamiętajcie, że to moje subiektywne zestawienie, to raz, dwa, piszcie w komentarzach jakie wy filmy uważacie za portretujące nasz naród!

berlinale-2011-suicide-room-el-abismo-del-mun-L-49TmuJ[1]

10.SALA SAMOBÓJCÓW (2011, reż. Jan Komasa). W połowie film udany, w połowie klapa. Późno powstał (w sensie było już dawno po modzie na emo) i pokazuje zbyt skrzywiony obraz młodzieży, moim skromnym zdaniem daleko bowiem polskim młodym ludziom do takich „skinsopodobnych” istot. Przekombinowany obraz przedstawiający mojego imiennika jako rozpadającego się od środka wrażliwca, który ma za mało miłości, a tak naprawdę ma za mało w głowie. Bohaterka kobieca jest dużo bardziej twardsza od niego, a on sam wypada nienaturalnie na tle rówieśników. Za to świetnie pokazuje rodziców, zblazowanych bogaczy, którzy mają w dupie swoje pociechy i pozwalają by rosły na emo smutasów. Mimo wszystko uważam, że to obraz nie do końca prawdziwy, gdyby go pokazać zagranicznemu widzowi mógłby potem postrzegać nasz kraj jako meeeega dziwny.

17379_4[1]

9.WSZYSCY JESTEŚMY CHRYSTUSAMI (2006, reż. Marek Koterski). Portret Polaka – alkoholika, ale nie pokazujący go od strony zabawnego pana żula spod sklepu. Najgorzej jest kiedy w nałóg popada intelektualista, który chciałby się tego pozbyć ale nie bardzo może. Nosi ze sobą ciężar niewidzialnego krzyża, do którego często nieświadomie przybija najbliższych. Udana kontynuacja wątków rozpoczętych w Dniu Świra. Ostrzeżenie przed nałogiem, gorzkie i bez rozgrzeszenia. W podobnym klimacie utrzymane są znakomity Żółty szalik z Gajosem, czy Pod Mocnym Aniołem Smarzowskiego.

maxresdefault[1]

8.SYMETRIA (2003, reż. Konrad Niewolski). Portret naszych polskich więzień bez zbędnego koloryzowania, łagodzenia ich wizerunku i  mieszkańców. Historia Łukasza, w którego wciela się świetny Arkadiusz Detmer, porusza i kopie tam gdzie trzeba. Ale nie jest to typowe męskie kino dla twardzieli. To przejmujący dramat, który powinien obejrzeć każdy, nawet osoby, których razi wulgarność i przemoc. Ten film uświadomi wam wiele na temat resocjalizacji w naszym pięknym kraju. Ponoć nigdy nie siedzi się za niewinność. Pozycja obowiązkowa. I jeden z nielicznych filmów, w którym Borys Szyc jest naprawdę bardzo dobry.

17891_2[1]

7.PLAC ZBAWICIELA (2006, reż. Krzysztof Krauze, Joanna Kos-Krauze). Bardzo przygnębiający obraz rozpadu rodziny, widziany „od środka”. Ma się poczucie totalnej beznadziei i niemocy oglądając go. Kiedy narastają niezdrowe emocje między bohaterami można tylko zacisnąć pięści i kląć pod nosem. Nie życzę nikomu by miał takie problemy jak pokazana tu rodzina, która nie może cieszyć się miłością i dziećmi, która nagle staje się sobie obca. Film dla szukających w kinie realizmu i głęboko wierzących w człowieka. Po tym wasza wiara zachwieje się, ale mam nadzieję, że nie upadnie.

fotos_74[1]

6.PRĘGI (2004, reż. Magdalena Piekorz). Film bardzo siadający na psychice. Pokazujący jaki wpływ ma trauma z dzieciństwa na przyszłość, jak mogą wyprać człowieka z emocji, sprawić, że będzie mu ciężko pokochać. Jedna z najlepszych kreacji Żebrowskiego, świetna Grochowska i zjawiskowy, bezbłędny Frycz. Twarde, intensywne emocjonalnie kino. Przerażające jest to jak bardzo można identyfikować się z bohaterem. Film, którego tytuł można odczytać dwojako. Pręgi zostają nie tylko na ciele, ale także na umyśle.

630699c5e15c81b967f62cce85b4.1000[1]

5.PRZESŁUCHANIE (1982, reż. Ryszard Bugajski). Fantastyczny pojedynek aktorski Janda-Ferency. Tortury fizyczne i psychiczne, przy których wszelkie Piły wysiadają choćby dlatego, że tak się kiedyś robiło, tak wyciągało informacje. Bezwzględnie wyprani z emocji funkcjonariusze SB kontra niewinne często nie mające o niczym pojęcia ofiary. W naszym kraju także można było łamać ludzi jak zapałki. Film ciężki w odbiorze, ale obowiązkowy. Kto nie widział, powinien szybko nadrobić.

doc_1964_0[1]

4.DZIEŃ ŚWIRA (2002, reż. Marek Koterski). Kurwa, ja pierdolę. Najlepsze dialogi w polskiej kinematografii, w filmie, który nie jest przecież radosną pojebaną komedią sensacyjną a lustrem niejednego Polaka, sfrustrowanego, wściekłego, nienawidzącego tego pieprzonego hałasu wokół nas. Jesteś sobie facetem, masz kryzys wieku średniego, a Twój syn nie grzeszy inteligencją tak bardzo, że praktycznie do spowiedzi chodzić nie musi. Wkurwia Cię wszystko, łącznie z tym filmem, bo patrzysz na niego i widzisz siebie i chuj strzela, że tkwisz w tym gównie po same uszy. Jak ja się boję, że będę takim Adasiem za czas jakiś…

fo_film_krotki_film_o_zabijaniu_kieslowski_05_45477[1]

3.KRÓTKI FILM O ZABIJANIU (1987, reż. Krzysztof Kieślowski). Jeden z najbardziej beznamiętnych filmów jakie widziały moje oczy. Brutalne morderstwo i brutalny wymiar kary. Szokująca godzina i dwadzieścia cztery minuty. Nie chcę tego dzieła oglądać po raz drugi. Za pomocą prostych środków Kieślowski uzyskał efekt uderzający z pięści w podbrzusze. Znakomita kreacja młodego Mirosława Baki, o którym ostatnio słuch zaginął. Więcej nie jestem w stanie o tym dziele napisać. Zostaje w głowie na zawsze.

26864_6[1]

2.DŁUG (1999, reż. Krzysztof Krauze). Najlepsza kreacja Roberta Gonery w jego karierze i jeden z najbardziej porażających obrazów jakie było dane nam obejrzeć. W końcu to ilustracja wydarzeń, które wydarzyły się naprawdę, wstrząsnęły naszym krajem i odbiły szerokim echem. Tak bardzo łatwo wdepnąć jest w bagno, które wciąga za każdym możliwym ruchem. Można ten film podciągnąć pod wyświechtane hasło „Prawda czasu, prawda ekranu”. A Andrzej Chyra nie był tak demoniczny nigdy przedtem, ani potem. Strzeżcie się spotkać na swojej drodze takich ludzi jak Gerard.

440892f9ca5b066593115e34c879.1000[1]

1.DOM ZŁY (2009, reż. Wojciech Smarzowski). W jak bardzo brzydkim i szarym świetle stawia nas, Polaków, ten film wiedzą tylko Ci, którzy analizowali go pod każdym możliwym kątem. To, że jest zbrodnia, nie znaczy, że będzie kara, a przynajmniej nie wymierzona temu, co na to zasłużył. Paradoksalnie to jeden z najlepiej zrealizowanych obrazów w historii polskiej kinematografii. Padały porównania do Tarantino i braci Coen. Film pokazuje, że naszym władzom w pewnym bardzo niechlubnym okresie nie zależało na dochodzeniu do prawdy, przekupstwo było na porządku dziennym a echa tamtych czasów są widoczne go dziś. Chyba nie muszę specjalnie namawiać nikogo do obejrzenia tego dzieła. To na takie filmy jak ten, powinno się zabierać wycieczki szkolne, nawet jeśli jest lekko podkoloryzowany.

plebania-janusz-tracz[1]

STANLEY OBSERWUJE: Dlaczego polskie seriale obyczajowe są tak popularne?

Jakiś czas temu napisałem całkiem lubiany przez Was wpis Dlaczego współczesne polskie komedie są do dupy?, w którym dość dobitnie rozprawiałem się z mechanizmami rządzącymi tymi „prześmiesznymi” produkcjami. Z tasiemcami obyczajowymi sprawa ma się zupełnie inaczej bowiem dla większości zaprawionych w boju kinomanów funkcjonują gdzieś na granicy świadomości i przebijają się do niej kiedy stanie się w nich coś spektakularnego (ktoś kopnie w kalendarz wjeżdżając w kartony, ktoś  trafi w szpony sekty, jeszcze inna postać umyje sobie rączki pod kranem z którego nie leci woda).  Rzecz w tym, że takich kinomanów jest tak naprawdę garstka i swoim „nieoglądaniem” nie manifestują zupełnie niczego. Uważam wręcz, że polskie seriale obyczajowe w swej kuriozalności są fenomenem, który należy całkiem uważnie śledzić. Nie jesteśmy w stanie zatrzymać ich produkcji, ponieważ odbiorców pod postaciami naszych babć, mam czy cioć nigdy nie zabraknie, a mieć im za złe oglądanie przygód Marka Mostowiaka czy lekarzy z Leśnej Góry po prostu nie wypada, gdyż jest to jedna z nielicznych form rozrywki powszechnie przyjętej w telewizji, z której można skorzystać po powrocie z pracy czy wypełnieniu obowiązków domowych. Podobnie jest z oglądaniem Jaka to melodia czy Familiady w weekendowe popołudnie czyż nie?

plebania-janusz-tracz[1]

O Traczu w tym wpisie nie ma ani słowa, ale ostatnio przyciąga uwagę.

Żelaznych powodów popularności tak zwanych tasiemców jest przynajmniej kilka. Pierwszy wynika z tego o czym pisałem chwilę temu, a więc z popołudniowej pory emisji. Zaczyna się od tego, że rodzinka chce się wychillować po dniu pracy i puszcza sobie w telewizji cokolwiek, byleby leciało. I tak sobie to leci i leci i nagle przyłapujemy się na śledzeniu perypetii jakiegoś przyjaźnie wyglądającego bohatera lub bohaterki, który boryka się z problemami całkiem podobnymi do naszych. Właśnie. Taka postać ma często problemy ze znalezieniem pracy, miłości, pomaga swoim przyjaciołom, marzy o sukcesie lub jest na jego dobrej drodze. Od zera do bohatera z całą masą kłód pod nogami. Lubimy takie historie, lecz po roku obcowania z danym tytułem już właściwie nie pamiętamy o co się rozchodziło, bo po drodze namnożyło się mniej lub bardziej absurdalnych wątków utrzymujących nas przy danym tytule. Rzecz jasna tutaj przoduje nieśmiertelny Klan, któremu nie zaszkodziło uśmiercenie kilku ważnych bohaterów, wymienienie aktorów na zupełnie niepodobne twarze czy wymyślenie wątków tak bardzo nierzeczywistych, że aż się czasem zastanawiam co oni wciągają przed napisaniem scenariusza. I to już jest właściwie powód numer dwa, twórcy dbają o ciągłość historii zostawiając sam trzon historii, którym w tym przypadku jest niełatwy żywot klanu Lubiczów, dobudowując do tego co i rusz bardziej zabijające ćwieka sytuacje.

Powodem numer trzy jest właśnie ta absurdalność i zadbanie o to by dany wątek imał się aktualnych wydarzeń na świecie. Czyli osadzenie fabuły w czasie rzeczywistym, podkreślanie, że postacie żyją w tym samym czasie i w tej samej przestrzeni co my. Łatwo nam się z tym wszystkim utożsamić, jeszcze łatwiej kibicować by los się odmienił, bowiem to co spotyka bohaterów (lub ich bliskich) powinno ich naznaczać takimi traumami i depresjami, że by się nie pozbierali. Wypadki, morderstwa, alkoholizm w rodzinie, zadłużenia, sekty, narkotyki, nagłe odkrycie swojej orientacji seksualnej, chore rodzeństwo, zdrady, rozwody, rozstania i powroty i cała masa innego szajsu, którego nikomu nie życzę. Te wszystkie niesamowite zbiegi okoliczności sprawiają, że nie zrywamy z losami bohaterów, w końcu co nas obchodzi życie kogoś komu układa się wszystko jak należy? Liczymy na kolejne załamanie, dramat, tragedię i co jakiś czas takową dostajemy, a przyznać trzeba, że odbija się ona szeroko chociażby w sieci, jest mocno bekotwórcza (jak wspomniany wjazd Hanki z M jak Miłość w kartony).

0003PQ51I59S7PVC-C122-F4[1]

Pamiętasz ich? Znaczy, że już od dawna oglądasz Klan.

Czwartym podpunktem jaki wyklarował mi się podczas moich obserwacji jest po prostu fakt, że lubimy guilty pleasure. Lubimy źle zagrane postacie, drętwe dialogi, koszmarną muzykę, nierzeczywiste sceny rozgrywające się w klubach lub na domówkach, bo przecież każdy serial jest tak skonstruowany by pokazać życie zarówno osób młodych,  w średnim wieku, jak i seniorów (tak więc jak widzicie łatwo jest zaangażować przed ekrany każdą grupę wiekową). Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo to jest złe, niedopracowane, irytujące i wołające o pomstę do niebios, ale i tak oglądamy. I coraz częściej oglądamy z powodu numer pięć, który wydaje się najmniej istotny, ale coraz bardziej zauważalny. Bowiem do tasiemców zgarnia się coraz częściej bardzo popularnych aktorów, znanych z klasycznych filmów (chociażby Daniel Olbrychski w Klanie). Fajnie sobie popatrzeć jak ongiś wielcy aktorzy odcinają kupony grając w takich produkcjach, które przeżyją ich samych.

Myślę, że to co Wam tu wypisałem, tych kilka uwag na temat popularności polskich seriali, to jedynie wstępniak do dłuższej dyskusji, do której serdecznie Was zapraszam. Jeśli oglądacie polskie tasiemce to przyznajcie się w komentarzach jakie. Dzięki za uwagę i do przeczytania next time!

dirty-jokes-2[1]

Seksualne podteksty w serialach animowanych (CZĘŚĆ 1)

Dziś wpis typowo rozrywkowy, jako, że jutro na zarówno na fanpage jak i na blogu nic się dziać raczej nie będzie gdyż to ponieważ jadę na Capital Of Rock do Wrocławia (Gojira, Limp Bizkit i Rammstein! Jak ktoś się wybiera niech da znać!) W kreskówkach jest całkiem sporo podtekstów, szczególnie tych z Cartoon Network (Johny Bravo jest wręcz nimi naszpikowany) i Nickelodeon. Postanowiłem zebrać póki co 10 najciekawszych i Wam je tu podrzucić! Miłego śmieszkowania!

ed-edd-n-eddy-masturbation[1]

ED, EDD I EDDY. Panowie ewidentnie oglądają magazyny erotyczne. Chix Jiggy Jiggy muszą im styknąć za prawdziwą dziewczynę. Widać też zużyte chusteczki, czyli ktoś tu lubi tresować żołnierza 😀

dirty-jokes-5[1]

LOONEY TUNUES. Kaczor Duffy czyta odpowiednik naszego Playboya – Playducks.

dirty-jokes-2[1]

ATOMÓWKI. Bardzo subtelny żarcik. Bajka mówi swojej koleżance, że powstały przypadkiem w wyniku laboratoryjnego wypadku. Ich koleżanka odpowiada, że to nic złego, bo także powstała „przypadkiem”.

dexter-hooker[1]

LABORATORIUM DEXTERA. Dexter i prostytutka. Zatańczy, jeśli zapłaci jej 50 dolarów extra. I nawet wygląda jak typowa podfruwajka.

dirty-jokes-0[1]

JOHNNY BRAVO. Żart doskonale zrozumiały dla wszystkich Amerykanów. Jest takie powiedzonko She want’s the D i znaczy tyle co ona chce f…iuta.

adult-jokes[1]

PRZYGODY TIMMY’EGO aka WRÓŻKOWIE CHRZESTNI. Kolejna dość wyraźna aluzja do masturbacji. Czy wyjęta z kontekstu, czy nie.

8ba360f87dab6befae21ffb7da0aecfa[1]

SPONGEBOB KANCIASTOPORTY. Żółta gąbka zakopał się i wystaje mu z dna tylko nos. Przynajmniej taką nadzieję ma Pan Krab. Że to nos. W tej kreskówce jest baaaardzo dużo takich żartów, zresztą Tłusty Krab znajduje się w Bikini Dolnym. Chyba nie muszę Wam tego tłumaczyć.

e048b280-1cf3-0133-4670-0a2ca390b447[1]

HEJ ARNOLD! Thy My Sausage, czyli Spróbuj mojej kiełbaski. Wyborny żarcik. Aż mi się przypomniał Hot Dog Braci Figo Fagot.

f79dc54927169898c140f41132d926d80457c41b_hq[1]

PEŁZAKI. Dziadek daje dzieciakom kasety wideo z kreskówami. Pokazuje im też, że ma swój ulubiony film, o samotnych kosmitkach, który ogląda, kiedy dzieci śpią. Słowo Vixens znaczy tyle co lisiczki, awanturnice, krótko mówiąc, dziadek zwyrol ogląda kosmicznego pornola 😀

e00690835ea08c58502a5f2370ed757b-1[1]

ANIMANIACY. Nie tylko u nas o męskim przyrodzeniu mówi się per „ptaszek”. W Animaniakach zła sexy laska chce dostać ptaszka, ale przecież to serial familijny więc nie będą go mogli pokazać 😀 I to by było na tyle! Dzięki za uwagę, do przeczytania next time!

Gone

Filmy, które najlepiej oglądać parami – część 2

Kiedy w maju zapowiadałem pierwszą część tego jakże zacnego cyklu opisywałem go w ten sposób i podtrzymuję ten opis więc zacytuję sam siebie i jedziemy z tematem: „Ileż to razy naczytałem się komentarzy w rodzaju Poleci ktoś film podobny do… Spieszę z pomocą! W tym cyklu będę Wam zestawiać ze sobą filmy, które moim skromnym zdaniem mają ze sobą całkiem sporo wspólnego i najlepiej oglądać je jeden po drugim o ile rzecz jasna ma się na to czas. Dzięki temu dane zagadnienie można ugryźć z szerszej perspektywy, przyjrzeć się problematyce poruszanej w nich z dwóch stron barykady lub po prostu znaleźć filmy stworzone według pewnego klucza. Zobaczymy czy Wam się ten rodzaj wpisów spodoba! Miłego czytania!”

Prestiż

ILUZJONISTA (The Illusionist, 2006, reż. Neil Burger) i PRESTIŻ (The Prestige, 2006, reż. Christopher Nolan). Mówi się, że filmy te są wręcz bliźniacze i ktoś tu od kogoś podkradał pomysły, ale dla mnie to bujda, po prostu przyjrzyjcie im się bliżej. Iluzjonista to w sumie bardziej miłosna historia, a Prestiż dokonuje demitologizacji magii także tej ekranowej, typowo po nolanowskiemu. Dlaczego by nie spędzić wieczoru z Nortonem, Biel, Giamattim, Balem, Jackmanem, Johansson, Serkisem i Bowiem jako wisienką na magicznym torcie? Dzieła warte porównania i dokonania wnikliwej analizy.

Coś

OBCY – 8 PASAŻER „NOSTROMO” (Alien, 1979, reż. Ridley Scott) i COŚ (The Thing, 1982, reż. John Carpenter). Dwa klasyczne body horrory warto zaliczyć za jednym zamachem by zobaczyć jak zajebiste efekty specjalne były na tamte czasy. Kosmiczny koszmar rozgrywa się w dziele Scotta na statku kosmicznym, a u Carpentera w arktycznej bazie pośrodku niczego. Filmy obowiązkowe do obejrzenia nie tylko przez fanów horrorów, ale szanujących się kinomanów jako takich.

Turbo

KUNG FURY (2015, reż. David Sandberg) i TURBO KID (2015, reż. François Simard, Anouk Whissell). Obie fabuły jednocześnie składają hołd tanim VHS-om z lat 80, a jednocześnie widać, że są na nie stylizowane, że nie do końca udało się oddać ducha tych lat, bo jednak nowoczesność chcąc nie chcąc się tam przebija. Fabuł Wam nie przybliżę bo są równie absurdalne i krwawe co ejtisowe klasyki. Podpowiem jedynie, że pierwszy film to hołd dla kopańców i sensacyjniaków, a drugi bardziej skłania się ku post apo w duchu old Mad Maxów.

Czerwony

SHREK (2001, reż. Andrew Adamson, Vicky Jenson) i CZERWONY KAPTUREK – PRAWDZIWA HISTORIA (Hoodwinked!, 2005, reż. Cory Edwards). Obie produkcje obśmiewają klisze, którymi rządzą się bajki i baśnie, żonglują stereotypami i parodiują znane i lubiane opowieści z naszego dzieciństwa. Okej, Kapturek cierpi nieco na archaiczną formę animacji, ale jeśli przymkniecie na to oko to będziecie się bawić znakomicie.

Gone

ZAGINIONA DZIEWCZYNA (Gone Girl, 2014, reż. David Fincher) i WOLNY STRZELEC (Nightcrawler, 2014, reż. Dan Gilroy). Filmy te łączy nie tylko mroczna i gęsta atmosfera, no i rzecz jasna kryminalna intryga, ale przede wszystkim pokazanie telewizji w bardzo nieprzychylnym świetle. W tym pierwszym media nakręcają chaos wokół zaginięcia popularnej pisarki Amy i jej kryzysu małżeńskiego, w tym drugim tytułowy wolny strzelec posuwa się o wiele za daleko by dostarczyć stacji telewizyjnej jak najbardziej krwawe ochłapy z wypadków i przestępstw. Uwielbiam jeden i drugi i polecam serdecznie zjadaczom ambitnego, a jednocześnie mainstreamowego kina.

The-Walking-Dead-Season-7-2-600x343[1]

Co nam mówi trailer do 7 sezonu „The Walking Dead”?

The-Walking-Dead-Season-7-2-600x343[1]

Na tegorocznym Comic Conie zaprezentowano trailer do 7 sezonu The Walking Dead i muszę przyznać, że jest on na tyle sprytnie skonstruowany by nie zdradzić kogo Negan potraktował Lucille. Zanim przeczytacie co mam na jego temat do powiedzenia po prostu obejrzyjcie!

Ten sezon skupi się przede wszystkim na relacjach Negana i jego Saviorsów z grupą Ricka. Jak już zdążyliśmy zauważyć postać ta budzi na tyle duży respekt, że co niektórzy klękają przed jego przerażającym obliczem. Negan to postać mocno sarkastyczna i posiadające własne zasady, jego pojęcie sprawiedliwości jest niepodważalne, a scena egzekucji jednej z głównych postaci (najczęściej obstawia się Glenna ponieważ zginął w komiksie oraz Abrahama, bo w sposób w jaki on zginął w komiksie zginęła Dennise) będzie na pewno jedną z brutalniejszych w serii, pokazana z takiej perspektywy na jaką czekamy.

Wiadomo też ze Carol (która doczeka się rehabilitacji) i Morgan trafili do królestwa, gdzie mieszkańcy są mocno uzbrojeni, niczym rycerze, a i zwierząt maści rozmaitej nie brakuje (w trailerze widać dużo koni i dość nieprzyjemnie wyglądające świnie). Królestwem rządzi charyzmatyczny Ezekiel, posiadacz całkiem zacnych deradów i tygrysa imieniem Shiva (jeden z odcinków FTWD się tak nazywa, a trailer do drugiej połowy drugiego sezonu jest przeepicki). Oznacza to, że akcja serialu będzie się dziać już nie tylko w Alexandrii, która teraz będzie pod kontrolą Negana. Rick na pewno będzie złamany po egzekucji jednej z postaci więc antagoniście będzie łatwo się zadomowić w miejscu i tak mocno narażonym na ataki. Wiadomo, że Enid wyjdzie w końcu z szafy, wiadomo też, że Dwight ubrany w ciuchy Daryla i posiadający jego motor będzie jedną z centrycznych postaci sezonu, pokazano go całkiem sporo w trailerze. Powróci też ninja Jezus w swoim stylu i dowiemy się co stało się z Tarą, która rozstała się grupą na długo przed finałową akcją. Jest ona w poważnych tarapatach, mam nadzieję, że będzie jej w tym sezonie nieco więcej, że ją rozwiną, w końcu jeszcze nie wie, że jej ukochana nie żyje. Do tego wygląda jakby walczyła bardziej z żywymi niż nieumarłymi.

Co ciekawe nie pokazując nam właściwie nikogo z głównych bohaterów udało się zbudować zajebiście trzymający w napięciu trailer, którego początek jest oparty po prostu na retrospekcjach. ZERO uchylenia rąbka jakiejkolwiek tajemnicy. Z przebłysków możemy się tylko domyślać, że między mieszkańcami Królestwa a grupą Negana może dojść do starcia, czyli zostanie nam zobrazowane to co działo się w komiksowym All Out War. Jeśli zauważyliście coś jeszcze to rzecz jasna piszcie w komentarzach, jestem przygotowany na bardzo dramatyczny i pełen napięcia sezon, wierzę, że nowe postacie go odpowiednio odświeżą, i nakierują na nowe tory. A póki co cieszmy się z tego co mamy i oczekujcie solidnych wpisów jak już serial powróci na ekrany!

AmericanMary2[1]

Najbardziej obrzydliwe filmy świata (część 4)

To już czwarta odsłona jakże popularnego na blogu cyklu o obrzydliwych filmach, która ląduje zawsze pod koniec miesiąca by nasycić Wasze chore mózgi obrzydliwymi obrazami  i chorymi fabułami (a czasem i melodiami, pozdro dla Słonia). Zanim rzecz jasna przejdziecie do tego mocno pokręconego zestawienia przypomnijcie sobie poprzednie trzy części pod tymi linkami:

CZĘŚĆ 1: http://zrytabaniastanleya.pl/najbardziej-obrzydliwe-filmy-swiata-czesc-1/

CZĘŚĆ 2: http://zrytabaniastanleya.pl/najbardziej-obrzydliwe-filmy-swiata-czesc-2/

CZĘŚĆ 3: http://zrytabaniastanleya.pl/najbardziej-obrzydliwe-filmy-swiata-czesc-3/

gurotesuku_mb03[1]

31.GUROTESUKU (2009, reż. Kôji Shiraishi). Japońskie gore należy do jednego z najdziwniejszych i najbardziej przeładowanych przemocą podgatunków filmowego horroru. Oczywiście są mocno przerysowane i idzie złapać do nich dystans, ale w przypadku tego filmu mamy do czynienia z prościutką fabułą opierającym się na tym, że dwójka bohaterów zostaje porwana i poddana strasznym torturom. Krótkie to to (1 h 13 min) i tak jak tytuł głosi gość groteskowe, dokładnie tak jak ekranowa makabreska.

AmericanMary2[1]

32.AMERICAN MARY (2012, reż. Jen Soska, Sylvia Soska). Główna bohaterka jest studentką medycyny, która dostaje ofertę nie do odrzucenia. Za całkiem przyzwoity hajs ma dokonywać nielegalnych operacji w „medycznym undergroundzie”. Jak możecie się domyśleć zabiegi te będą niecodzienne i dziwaczne, które ładnie streszcza określenie body horror. W roli głównej całkiem atrakcyjna Katharine Isabelle znana z serialu Hannibal, w którym przecież też wykwintnie chorych akcji nie brakowało.

rob-zombie-s-house-of-1000-corpses-the-firefly-family-actor-walter-phelan-320573[1]

33.DOM 1000 TRUPÓW (House of 1000 Corpses, 2003, reż. Rob Zombie). Rob Zombie zaczynał swoją karierę od występów w zespole White Zombie, następnie rozpoczął karierę solową, a potem zamarzyło mu się zostać reżyserem. Zrealizował horror czerpiący ze staroszkolnych paskudnych horrorzysk, wykorzystał najbardziej ograne schematy i stworzył bestialski momentami obraz nie tak daleko leżący od jego pstrokatych teledysków. Postać kapitana Spauldinga jest obecnie klasycznym czarnym charakterem, a bohaterowie filmu powracają w nawiązujących do kina drogi Bękartach diabła. No i oczywiście w obsadzie Sheri Moon Zombie, żona tego jakże ciekawego muzykanta.

meg[1]

34.MEGAN IS MISSING (2011, reż. Michael Goi). Ten film zdecydowanie wygrywa naturalizmem. Takie historie się zdarzają. Opowieść o zniknięciu Megan wstrząsa, choć film momentami zdradza swoje amatorskie pochodzenie. Umawianie się z obcymi przez internet może mieć swoje opłakane konsekwencje i ten film to dobitnie pokazuje. Dzieło jest mocno przygnębiające i moim zdaniem słusznie przyczepia mu się łatkę horroru. Bo prawdziwy horror jest wtedy kiedy dzieje się w naszym życiu.

hqdefault[1]

35.SLAUGHTERED VOMIT DOLLS (2006, reż.  Lucifer Valentine). Pierwsza część trylogii, na którą składają się jeszcze ReGOREgitated Sacrifice Slow Torture Puke Chamber. Tytuły mówią same za siebie. W trzech częściach ta sama „aktorka” (nie ma nic poza tą trylogią na koncie) robi rzeczy przekraczające ludzkie pojęcie. Sprawa wygląda tak, że główna bohaterka zawiera pakt z Szatanem. Jest bulimiczką i prostytutką, i może stać się ofiarą seryjnego mordercy pań lekkich obyczajów. Generalnie syf niemiłosierny przeznaczony tylko i wyłącznie dla takich samych pojebusów jak Valentine. Nie polecam, ostrzegam, trzymajcie się od tego z daleka.

tumblr_m9ah62okcC1r6rjufo1_r1_500[1]

36.AUGUST UNDERGROUND’S MORDUM (2003, reż. Jerami Cruise, Killjoy, Fred Vogel, Cristie Whiles, Mike Schneider). Podobnie jak w przypadku SVD odradzam oglądanie tegoż tytułu będącego środkowym segmentem trylogii August Underground, tą najbardziej znaną. Jest to film stylizowany na snuff, w którym będziecie (choć mam nadzieję, że jednak nie) tortury i mordy bardzo naturalistyczne. Co ciekawe w tworzenie filmu zaangażowany był Killjoy z death metalowego zespołu Necrophagia mający obsesję na punkcie morderstw i wszelakiego gore.

the-machine-girl-02[1]

37.THE MACHINE GIRL (2008, reż. Noboru Iguchi). Zemsta! Zemsta dziewczęcia, które zamiast ręki ma karabin maszynowy i rozpruwa nim każdego wroga jaki stanie jej na drodze. Bardzo krwawe, bardzo przerysowane i momentami cholernie (czy zamierzenie czy nie tego nie wiem) zabawne. Te filmy rządzą się żelaznym prawem: aktorki w nich grające są nieprzeciętnej urody i raczej wyglądają na kruche i niewinne co po prostu jest przełożeniem na live action schematu w anime. Zemsta jest krwawa i zasłużona i przeobrzydliwa, gratuluję panu reżyserowi za ogarnięcie tej porąbanej fabuły. Ach, jest część druga, polecam ogarnąć jeśli jedynka Wam się spodoba.

72885-janhybsemhpjt5b15d[1]

38.ZOMBIE ASS: THE TOILET OF THE DEAD (2011, Noboru Iguchi). Martwica mózgu podniesiona do potęgi entej. Ten sam reżyser co poprzedniej propozycji tylko tematyka gówniana. Zombie wyłażące z wychodka i atakujące panienki. Sranie, pierdzenie, gore, generalnie fekalny humorek nie najwyższych lotów. Ten film powstał tylko i wyłącznie dlatego, bo mógł i nie ma najmniejszego sensu czy też przekazu. Jeśli z jakiegoś niewiadomego powodu macie fioła na punkcie kału to będziecie bawić się wyśmienicie 😀

037-pierre-clementi-theredlist[1]

39.SŁODKI FILM (Sweet Movie, 1974, Dušan Makavejev). Hedonizm, rozwiązłość, skandal na miarę Różowych flamingów Watersa. Kilka wątków, które łączą się ze sobą lepką nie tylko od cukru polewą. Dzieło w przewrotny i nieakceptowalny dla każdego sposób krytykuje konsumpcyjny styl życia świata lat 70. Mamy więc Wybory Miss (próżność, moi drodzy, próżność), mamy bardzo rozwiązłą proletariuszkę będącą kapitanem statku, mamy paskudną scenę z czekoladą i antysystemowy przekaz. Więcej nie zdradzę, akurat ten film warto obejrzeć i wyciągnąć zeń bardzo wyraźne wnioski.

zajawki-zombie-2[1]

40.ZOMBIE POŻERACZE MIĘSA (Zombie 2, 1976, reż. Lucio Fulci). Na koniec tej dyszki klasyczny horror Fulciego (uznawanego za równie szajbniętego twórcę co Ruggero Deodato (Cannibal Holocaust). Jest w nim okropna scena przebijania oka przez ostrą, drewnianą drzazgę, która jest wręcz wyznacznikiem tego, co pokazywały nam potem Piły Hostele. Rzecz zdecydowanie warta zachodu jeśli się jara horrorami. I tylko tytuł zwodniczy, bo wbrew pozorom to pierwsza część zombiakowego dziedzictwa Fulciego, który odszedł w 1996 roku.