DSC00052

SZYBKI WYWIAD #04: Słodki Jezu

Tuż przed świętami miałem okazję przeprowadzić krótki wywiad z kolegą Rafałem, który w sieci znany jest jako Słodki Jezu. Z czytanki możecie dowiedzieć się jak zaczęła się jego przygoda z cosplayowaniem naszego Zbawiciela, czy miał w związku z tym jakieś nieprzyjemności, a także dowiedzieć się co go na co dzień kręci i czy jest to bardziej boskie niż diabelskie! Zapraszam do czytania! 

DSC00052

Jak zaczęła się Twoja przygoda z cosplayowaniem Jezusa? Ktoś Ci podpowiedział, że jesteś do niego podobny?

W sumie to już na studiach padały takie teksty. Wiadomo, gość w długich włosach z brodą to część osób z wizerunkiem Jezusa kojarzy ale wtedy nawet nie miałem pojęcia, że będę robił taki cosplay. Chociaż może to bardziej z tego, że studiowałem na uczelni o dość chrześcijańskim profilu. Pomysł zrodził się w 2014 gdzie strój o ile można go tak nazwać powstał z prześcieradła. Cała akcja ze strojem miała być jednorazowa, tylko do jednego zdjęcia dla portalu PS Site, gdzie ogłoszono konkurs na zrobienie zdjęcia pt „pokaż jakim fanem marki Playstation jesteś”. Wtedy można było wygrać jubileuszową wersję ps4 utrzymaną w stylistyce pierwszego plejaka. Wygrać się nie udało, ale zdjęcie wraz ze strojem chociaż zostały. Pierwsza akcja w tym stroju miała miejsce podczas Pyrkonu 2015 i szczerze mówiąc byłem zaskoczony reakcjami ludzi. Nigdy w życiu nie widziałem tylu pozytywnie zakręconych osób, którzy prosili o wspólne zdjęcie, zagadywali czy po prostu chcieli przytulić. Dodam, że to był ten sam mocno niedorobiony strój z prześcieradła plus trampki, dzięki którym później mnie kojarzono. Później przyszedł czas na ulepszenie stroju czym zajęła się moja znajoma. Jej zdolności krawieckie są nieocenione i tak na Pyrkon 2016 powstał Jezus 2.0 (strój bardziej dopracowany a dodatkowo posiada kieszenie) oraz chyba najbardziej rozpoznawalny strój prawilnego Jezusa w którym się czuje najlepiej.

Postać z filmu lub serialu, której bałeś się w dzieciństwie?

Pierwsze co mi przychodzi do głowy to Buka i Hatifnatowie z Muminków oraz gremliny z filmu Gremliny rozrabiają. Inną budzącą w dzieciństwie grozę była postać diabła Piszczałki. Może to nie pojedyncza postać bo w zasadzie to dziesiątki postaci a dokładnie to była to scena przemarszu wilków z Akademii Pana Kleksa.

Z tego co wiem to interesujesz się polską literaturą fantasy, science-fiction i posapo. Jakie książki naszych rodzimych autorów szczególnie polecasz?
Jako pierwszego mogę przedstawić tylko Michała Gołkowskiego i od niego bym polecił Sztywnego oraz pozostałe książki z uniwersum Stalkera, trylogię Komornika oraz dość mocną książkę Moskal. Wiadomo Michał napisał więcej książek ale akurat te najbardziej przypadły mi do gustu. Ogólnie to wszystkich polskich autorów, których książki pojawiły się w fabrycznej zonie. Z innych autorów to poleciłbym Głębię od Marcina Podlewskiego. Jeśli lubicie klimaty Star Trek, Star Wars i ogólnie space opery to ta książka Was pochłonie. Pilipiuk z cyklem o Wędrowyczu i Grzędowicz z Panem Lodowego Ogrodu.

Jakie seriale oglądasz kiedy czas pozwala? U mnie zwykle podsumowujesz swoje odczucia wobec The Walking Dead.

Swojego czasu dość sporo seriali pochłaniałem. Zdarzyło się, że potrafiłem cały sezon np. Dextera obejrzeć jednego dnia ale to było dawno temu jak miałem czas na to. Obecnie to niestety wypadłem z obiegu seriali i jakoś boje się zacząć je na nowo oglądać wiedząc, że to pochłonie sporo czasu. Obecnie na bieżąco jestem z moim ulubionym The Walking Dead, Grą o tron czy Ashy Slashy czyli Ash vs Evil Dead oraz w Rick i Morty. Okres świąteczny to więcej wolnego czasu dlatego planuje nadrobić zaległości w postaci Fear The Walking Dead oraz Stranger Things.

21688325_1689694274405487_4848769452290200153_o

Jezus w cosplau Jezusa z The Walking Dead

Jakich zespołów słuchasz, które płyty lub utwory zrobiły na Tobie ostatnio duże wrażenie w tym roku? A może odkopałeś coś sprzed lat co Cię totalnie kupiło?

Głównie to będą kapele grające metal co raczej nie będzie zaskoczeniem. Z kopaniem w poszukiwaniu kapel to trafiłeś bo czasami poświęcam kilka godzin szukając na yt lub w internecie takich perełek. Z tych które udało mi się wykopać to poleciłbym In Despair, Siren’s Dawn, From North z utworem He Who Hates z racji tego, że folk/viking metal jest tym co lubię, Sventoyar w utworze Krashen Vechir (cover Limp Bizkit „Boiler” w folkowym wydaniu), Rarorg, КОЛО, Drakwald, Whispered i rosyjska folkowa kapela którą dość niedawno wykopałem ГРАЙВ объятиях Мары. Z takich standardowych zespołów które najczęściej lecą z głośnika to rodzimy The Sixpounder, Children of Bodom, Iron Maiden, Trivium, Five Finger Death Punch a czasami różne dziwne wynalazki jak Maximum the Hormone, Blood Stain Child czy chociażby rosyjski hardbass.

Które kanały na polskim i zagranicznym YouTube oglądasz najczęściej?

Swojego czasu gdy dość sporo grałem w Battlefield 3 to oglądałem bardziej kanały twórców związanych właśnie z ta grą ale obecnie kanałów na które zaglądam jest niewiele. Najczęściej będzie to Z Dupy, GF Darwin, Carrioner a z zagranicznych to kanał Borisa.

Wymień pięć bardzo popularnych filmów, których jeszcze nie było Ci dane obejrzeć.

Tego byłoby naprawdę dużo bo mam spore zaległości w filmach ale takie top5 to byłoby tak: Liga Sprawiedliwości, Dunkierka, Valerian, IT, Baby Driver.

Czy myślałeś już o tym by swoją cosplayową pasję przekształcić w źródło utrzymania? Masz już jakieś plany na przyszły rok z tym związane?

To by było trochę dość ryzykowne źródło utrzymania. Fakt, nie Ty jeden mnie o to pytasz bo znajomi proponowali abym założył chociażby kanał na yt typowo gamingowy ale obawiam się, że przy obecnej polityce yt to szybko by mi konto zablokowano. Na pewno część osób uważałaby to za coś fajnego i być może to oglądali ale zapewne nie brakowałoby też takich co chcieliby zamknięcia danego kanału jak i całej reszty kont na portalach społecznościowych. Na chwilę obecną to nawet nie wiedziałbym jak to ogarnąć jak też nie czuje się na tyle pewny siebie aby coś takiego zacząć robić. Może kiedyś coś z tego wyjdzie. Jeśli chodzi o przyszły rok to pewnie standardowo kilka konwentów z Pykronem na czele gdzie chciałbym pojawić się w jakiejś kolejnej wariacji stroju Jezusa i może czymś nowym. Marzy mi się strój z uniwersum Wiedźmina ale nie jednych z głównych postaci bo na to się nie nadaję ale bardziej strój wzorowany na tych jakie można spotkać w grze. Być może to będzie strój mieszkańca Skellige klanu an Craite. Poza tym dalsze relacjonowanie konwentów na których się pojawiam albo dodatkowo podobne akcje jakie miały miejsce podczas zimowej edycji Warsaw Comic Con.

24302367_1647716471951336_4112600289929185662_o

Takiemu podskakiwać nie wypada!

Najzabawniejszy hejt jaki przeczytałeś na swój temat toooo?
To miało miejsce na tegorocznym WCC (Warsaw Comic Con – przyp. Stanley). Jak zapewne pamiętasz to robiliśmy ekipą pochód biczowników podczas premiery trzeciej części Komornika od Michała Gołkowskiego. Zebraliśmy się przy stoisku Fabryki Słów skąd mieliśmy zaplanowany start całej procesji. Podchodzą do mnie ludzie prosząc o wspólne zdjęcie i jak to mam w zwyczaju to robię charakterystyczne \m/ do zdjęcia. Po chwili podchodzi do mnie jakaś kobieta mówiąc, że prawdziwy Jezus tak się nie zachowywał, a już tym bardziej nie robił takich obrazoburczych znaków dłonią. Tłumaczę jej na spokojnie, że to taka promocja książki, którą jej osobiście polecam na co ona, że jeśli w tak niegodziwy sposób się zachowujemy to ona takiej książki nawet nie będzie dotykać. Dodała tylko, że gdyby mogła to by tu jakieś odpowiednie służby sprowadziła aby nas przegonić (Co tacy ograniczeni ludzie robią na konwentach? XD – pyt. Stanley)

Dzięki za wywiadzik, samych sukcesów życzę, ostatnie słowa należą do Ciebie!
Nie ma sprawy. I to ja dziękuje za możliwość pojawienia się u Ciebie. Jak też dziękuje wszystkim którzy poświęcą chwilę na jego przeczytanie. Do zobaczenia zapewne na konwentach!

FACEBOOK Słodkiego Jezusa: https://www.facebook.com/o.jessuu/

INSTAGRAM Słodkiego Jezusa: https://www.instagram.com/o.jessuu/

ARMIA BANIORYLCÓW: https://www.facebook.com/groups/1544582315597892/

INSTAGRAM STANLEYA: https://www.instagram.com/zrytystanley/

INSTAGRAM MOJEGO BLOGA: https://www.instagram.com/zryta.bania.stanleya/

maxresdefault[1]

SZYBKI WYWIAD #03: Marco Kubiś

Marco Kubisia znają w internecie Ci co lubią się bać. Bardzo cieszę się, że udzielił mi tego krótkiego wywiadziku tuż przed konwentem Fantasmazuria, którego będzie gościem. Chcecie wiedzieć czego sam się kiedyś bał? Jakiej muzyki słucha? Jakich popularnych filmów nie widział? Przeczytajcie! 

maxresdefault[1]

Postać z filmu lub serialu, której bałeś się w dzieciństwie?

Gobliny z filmu Troll 2. Dalej się ich boję, ale teraz raczej dlatego, że są dość mocno kiczowate. Ale to dobrze. Ten film to coś wspaniałego.

Jakich szkolnych lektur nie znosiłeś najbardziej?

Tych z dużą ilością stron. Szanujmy swój czas Panie Prus, ok?

Jakich zespołów słuchasz, które płyty lub utwory zrobiły na Tobie ostatnio duże wrażenie?

Jeśli w piosence pojawia się słowo Google, to zasadniczo wygrała moje serce, więc ostatnio Julii Marcell trochę słucham. I Sonaru.

Które kanały na polskim i zagranicznym YouTube oglądasz najczęściej?

Polskiego Youtube’a oglądam po znajomości. Jak kogoś znam, to oglądam, ale i tak staram się nie, żeby się nie inspirować. Za to jeśli chodzi o zagranicznego, to jest kilka perełek poczynając od wszystkiego co związane z h3h3productions, po wspaniałe i niezwykle mądre filmy z kanału Nerdwriter1. Polecam to i to.

Wymień pięć bardzo popularnych filmów, których jeszcze nie było Ci dane obejrzeć.

Na mojej liście filmów do obejrzenia są takie hity jak American Psycho, Children of men, Brazil, Natural Born Killers, czy klasyczne Metropolis. Więc trochę tego jest. Nie jestem z tego jakoś dumny.

Wymień pięć Twoim zdaniem najlepszych filmów z naszego podwórka.

Dzień świra i Wszyscy jesteśmy Chrystusami to dwa moje ulubione. A tak to, za słabo się znam, żeby coś wymyślić.

Jeśli nie mógłbyś kontynuować swojej działalności na YouTube to czym byś się zajmował?

Vimeo? Albo Dailymotion, choć tam się teraz wrzuca porno, prawda?

Który moment w swojej karierze uważasz za najbardziej przełomowy?

Moment, w którym zacząłem robić filmy na Youtube. Bo to jest zawsze najtrudniejsze, zacząć i potem kontynuować przez te kilka miesięcy. A reszta idzie z górki. W sensie z reguły spadasz z tej górki i po drodze dość mocno się obijasz, ale turlanie się to też jakiś sposób podróżowania.

Która z serii Twoich filmików należy do tych najulubieńszych i dlaczego?

Koszmarna 5. Lubię porządek, a w tej serii z powodu punktów zawsze jest porządek. Łatwiej zobaczyć mroczne istoty, gdy wszystko jest poukładane. Może mają dla mnie jakieś prezenty. Uwielbiam prezenty!

Jakie filmy kojarzą Ci się z „ryciem bani zbyt mocno”?

Shrek? A przynajmniej to, co zrobił z nim Internet.

Dzięki za wywiadzik, ostatnie słowa należą do Ciebie, chcesz kogoś pozdrowić?

Tak. Kawę. Czy możesz umówić mnie i ją na jakieś spotkanie na te pozdrowienia? Powiem ci w sekrecie, że mam na nią ochotę. Zawsze.

e955c28c446639fcef10c5254fdc0108,780,0,0,0[1]

SZYBKI WYWIAD #02: Cyber Marian

Z okazji zbliżającego się konwentu Fantasmazuria, który współorganizuję przeprowadziłem krótki wywiad z jednym z naszych gości! Zapraszam do czytania i oczywiście na imprezę, link do wydarzenia: https://www.facebook.com/events/611634169040207/ 

e955c28c446639fcef10c5254fdc0108,780,0,0,0[1]

 Postać z filmu lub serialu, której bałeś się w dzieciństwie?

Może nie będę zbyt oryginalny, ale zdecydowanie bałem się Buki z Muminków. Scenka w której Ryjek wychodzi na werandę i nagle dostrzega jej tępe spojrzenie śni mi się do dziś.

Jakich szkolnych lektur nie znosiłeś najbardziej? Generalnie wszystkich 🙂 W szkole nie bardzo lubiłem czytać zadawanych lektur. Za literaturę świadomie wziąłem się już po ukończeniu szkoły. Jedyna lektura, którą zapamiętałem i mi się podobała to Mistrz i Małgorzata. 

Jakich zespołów słuchasz, które płyty lub utwory zrobiły na Tobie ostatnio duże wrażenie?

Generalnie wychowałem się na muzyce elektronicznej i filmowej, na takich klasykach jak Jean Michel Jarre, Vangelis albo Yello. Lubię też troszkę cięższe brzmienie: Metallica, Disturbed, Rammstein. Słucham tych zespołów od wielu wielu lat, bo jak to powiedział inżynier Mamoń „mi się podobają melodie, które już raz słyszałem” 🙂 ale czasem zdarzy mi się odkryć coś nowego, co mi się mega spodoba. Ostatnio urzekła mnie płyta LP „Lost on you”.

Które kanały na polskim i zagranicznym YouTube oglądasz najczęściej?

Na codzień jestem zwykłym subskrybentem i dużo oglądam YouTuba, wszystkiego po trochu, ale odcinki na które zawsze czekam to: Autostopem na koniec Świata, Przez świat na fazie, czy G.F.Darwin. Z zagranicznych oglądam: Corridor, Racka Racka, RocketJump, Tomska.

Wymień pięć bardzo popularnych filmów, których jeszcze nie było Ci dane obejrzeć.

Można powiedzieć, że ja tak generalnie mam bardzo duże zaległości z ostatnimi bardzo popularnymi filmami, które cały czas wchodzą do kin. Chyba już z rok nie byłem w kinie. Jest to spowodowane po prostu brakiem czasu a także tym, że jakoś wolę oglądać teraz seriale.

Wymień pięć Twoim zdaniem najlepszych filmów z naszego podwórka.

Nie jestem w stanie ocenić tego obiektywnie, więc po prostu powiem, które Polskie filmy uwielbiam: Rejs, Kiler, Miś, Kingsajz i Seksmisja. Wiem, że jest dużo fajniejszych i filmowo ambitniejszych polskich produkcji, ale po prostu mam sentyment do dawnych polskich komedii 🙂

Jeśli nie mógłbyś kontynuować swojej działalności na You Tube to czym byś się zajmował?

Tworzeniem filmów na Vimeo 🙂

Który moment w swojej karierze uważasz za najbardziej przełomowy?

Myślę, że wrzucenie pierwszej części: „Jutuberzy w macierzy”, po tym filmie Cyber Marian zaczął być rozpoznawany jako postać i nawiązałem kontakt z wieloma YouTuberami.

Który z najpopularniejszych Twoich filmów był najbardziej czasochłonny? W który włożyłeś najwięcej swojej pracy?

Myślę, że „Wojownicy złomu”. Zarówno zdjęcia jak i montaż były bardzo wymagające. Ogarnąć wielki plan z kaskaderami, samochodami, rekonstruktorami i potem to wszystko dobrze zmontować kosztowało mnie dużym psychicznym obciążeniem 🙂

Jakie filmy kojarzą Ci się z „ryciem bani zbyt mocno”?

Wszystkie filmy typu Naga broń, czy Hot Shots 🙂 na czele z moim ulubionym czyli Top Secret. Ale to takie pozytywne rycie bani. Bo takie średnio niepozytywne to Begotten 🙂

Dzięki za wywiadzik, ostatnie słowa należą do Ciebie, chcesz kogoś pozdrowić?

Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej tam Prosiaczka nie było”.

masochista-mietczynski[1]

SZYBKI WYWIAD #01: Mietek Mietczyński (Masochista)

Niezmiernie miło mi poinformować Was, że tym Szybkim Wywiadem mam nadzieję rozpocząć całą serię, w której będę przepytywać osoby, które po prostu lubię. Na pierwszy ogień idzie Mietek Metczyńki, aka Masochista, na którego kanale pojawiła się wczoraj 50 recenzja filmowa. Tym razem padło na klocuch pod tytułem „Łza Księcia Ciemności” i jak zwykle Mietek wybrnął z tematu na swój masochistyczny sposób. A jeszcze przed premierą najnowszego filmiku odpowiedział na kilka moich pytań. Endżoj!

masochista-mietczynski[1]

Postać z filmu lub serialu, której bałeś się w dzieciństwie?

Może nie z filmu i serialu, ale strasznie bałem się tego animowanego typa z czołówki teleturnieju „Miliard w rozumie”.

Jakich szkolnych lektur nie znosiłeś najbardziej?

„Nad Niemnem” oraz „Cierpienia młodego Wertera”…. no i „Nad Niemnem”.

Wymień TRZY, Twoim zdaniem najbardziej uniwersalne seriale, które każdy powinien obejrzeć.

Szczerze mówiąc daleki jestem od tego, aby uważać, że coś jest na tyle uniwersalne, że każdy to powinien obejrzeć. Wole mniej uniwersalne rzeczy więc chyba nie odpowiem na to pytanie.

Jakich zespołów słuchasz, które płyty lub utwory zrobiły na Tobie ostatnio duże wrażenie?

Moją ulubioną piosenką ostatnio jest dubstepowa przeróbka nuty z serialu „Plebania”.

Które kanały na polskim i zagranicznym YouTube oglądasz najczęściej?

To się w sumie zmienia mi jakoś co miesiąc, bo nie lubię się przejadać rzeczami. W chwili odpowiadania na pytania takie najbliższe mojemu serduszku kanały to G.F. Darwin, Wiliextreme, Klocuch, KalekaMentalny i Szczery Jerry, ale tak jak mówiłem, to jest ruchome.Co do zagranicznych kanałów to oczywiście JonTron, Pewdiepie i Binkov’s Battlegrounds.

Wymień pięć bardzo popularnych filmów, których jeszcze nie było Ci dane obejrzeć.
Zastanawiam się i jakoś ciężko mi wpaść na tytuły, których nie widziałem. Co prawda było ich na pewno wiele, ale pod względem technicznym ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie 😀

Wymień pięć Twoim zdaniem najlepszych filmów z naszego podwórka.

Pozwolisz, że skupię się na w miarę świeżych tytułach, bo jakby brać pod uwagę te stare, to potem by się okazało, że o czymś zapomniałem i smutek (chociaż i tak pewnie zapomnę). No to z tych w miarę nowszych na pewno „Ostatnia rodzina”, „Vinci” (nie wiem czy to już guilty pleasure, ale no lubię ten film), „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, „Dom zły” i „Rewers”.

Jeśli nie mógłbyś kontynuować swojej działalności na You Tube to czym byś się zajmował?

Jeśli byłoby to możliwe to chętnie poszedłbym w dziennikarstwo sportowe.

Z oglądaniem i omawianiem, którego ze złych polskich filmów męczyłeś się najbardziej?

Chyba „Sprawa się rypła”, bo jakoś strasznie uparłem się, że chce zrobić ten film, a w trakcie okazało się, że w sumie nie ma w nim aż tylu śmiesznych rzeczy jak na początku myślałem.

Zdradzisz jaką lekturą i jakim filmem zajmiesz się w najbliższym czasie na swoim kanale?

Nie, gdyż sam nie wiem 🙂

Dzięki za wywiadzik, ostatnie słowa należą do Ciebie, chcesz kogoś pozdrowić?

Mamę.

You Tube: https://www.youtube.com/user/mietczynski

Teetrees: http://masochista.teetres.com/

Fanpage: https://www.facebook.com/mieciumietczynski/

Dzieciaczki Miecia: https://www.facebook.com/groups/559950824147890/

1503908_10202237564355413_516818635189656636_n[1]

„Piękni panowie na tle kaloryferów” – wywiad z Katarzyną Czajką (Zwierz Popkulturalny)

Ci, którzy przeczytali mój pierwszy wywiad na nowym blogu zostali poinformowani, że będę starać dobierać się ciekawych gości do działu w wywiadami, takimi, którzy będą mieli coś ciekawego do powiedzenia w temacie nie tylko kinematografii. Uznałem, że Kasia Czajka czyli Zwierz Popkulturalny to osoba, którą koniecznie powinniście poznać jeśli jesteście chłonni wiedzy zapodawanej na luzie, od fanki do fanów rozmaitych filmowych i serialowych produkcji. A W kolejce do przepytania czekają już Masochista, Grupa Filmowa Darwin czy raper Gospel. Tymczasem obadajcie moją pisaninę ze Zwierzem! UWAGA ZACHOWAŁEM ORYGINALNĄ PISOWNIĘ U ZWIERZA! ŻADNYCH DODATKOWYCH PRZECINKÓW!

1503908_10202237564355413_516818635189656636_n[1]

Jeśli chcesz wyglądać epicko to strzel fotę na tle brytyjskiej flagi. 

Stanley: Hej Zwierzu! Mam wrażenie, że rozmawiamy w bardzo ciekawym momencie Twojego życia. Niedawno minęło 7 lat, odkąd prowadzisz bloga, który, mam wrażenie, jest dość istotnym źródłem wiedzy nie tylko dla rozkochanych w brytyjskiej kinematografii i serialach, ale ogólnie dla wszelakich zjadaczy wiedzy na temat popkultury jako takiej. Wiem, że pisanie to Twoja wielka pasja, ale czy nie łączy się z nią pewna edukacyjna misja? Czy Zwierz ma poczucie uświadamiania swoich czytelników, że to z czym obcują na co dzień, kultura i popkultura, to takie wiecznie nieodkryte lądy, które są celem Zwierza badań? 

Zwierz: Tak na pewno blog ma w pewnym stopniu rolę edukacyjną. Czasem mi się obrywa od bardziej „zaawansowanych” blogerów piszących o zjawiskach popkulturalnych, że właśnie trzymam się bardzo prostych rzeczy, czy czasem „Odkrywam Amerykę”. Zdaję sobie z tego sprawę, ale jednocześnie – właśnie o to chodzi – żeby zwrócić uwagę czytelników na pewne sprawy, które dla znawców są oczywiste a mogą dać wiele radości tym, którzy w świat popkultury dopiero wchodzą. W sumie z tym jest zawsze spory problem bo ludzie chcą wiedzieć więcej ale często mają wrażenie, że nie sposób się przebić. Mam nadzieję, że trochę w tym mi pomagam. I tak największą radość czerpię z tego, że mogę komuś coś pokazać, wskazać, wyjaśnić. W sumie chęć wyjaśnienia innym co kryje się w popkulturze stoi gdzieś na górze moich priorytetów w czasie pisania bloga.

S: Przyznam, że na wiele tematów, które porusza Zwierz sam bym nie wpadł, może dlatego, że jestem mężczyzną, może dlatego, że nie mam w ich zakresie odpowiedniej wiedzy. Skąd Katarzyna Czajka czerpie pomysły na wpisy, które niemalże codziennie można uświadczyć na blogu? Spisujesz sobie pomysły, robisz grubszy research, korzystasz z podpowiedzi czytelników? Jak to się dzieje, że blog od tylu lat po prostu tętni życiem i jest coraz lepszy?

Z: Myślę, że płeć niewiele ma z tym wspólnego. To znaczy, nie mam wrażenia, że poza zestawami pięknych panów na tle kaloryferów cokolwiek było bardzo kobiece (a i piękni panowie mogą zainteresować bez względu na płeć). Natomiast plusem popkultury jest to, że ciągle dostarcza nowych tematów – zarówno tych które oznaczają komentowanie rzeczywistości – a tu pojawiają się coraz to nowe problemy czy tytuły jak i te przy których trzeba pogrzebać. Dla mnie każdy seans to kopalnia tematów. Oczywiście najłatwiej znaleźć temat zadając sobie proste pytania np. dlaczego ten film powstał właśnie teraz, do czego odnoszą się bohaterowie, jak wygląda kwestia reprezentacji. Kiedy zaczniemy sobie zadawać mnóstwo pytań nagle okaże się, że jest pomysł na mnóstwo notek. Co do spisywania pomysłów, to noszę je w głowie trzymam je tam i czasem wypuszczam wcześniej czasem później. Natomiast tajemnicą rozwijania bloga jest po pierwsze – pisać o tym co naprawdę nas interesuje, nawet jeśli niekoniecznie zainteresuje to innych no i nigdy nie być z siebie 100% zadowolonym.

S: Jako, że minęło już 7 lat odkąd w tym siedzisz to czy jesteś w stanie przytoczyć mi i czytelnikom najbardziej rewolucyjne momenty na blogu? Czy tylko wpisy przysporzyły Ci popularności, czy może na sukces Zwierza złożyło się jeszcze jakieś tajemnicze coś?

Z: Myślę, że pierwszym takim przełomem były moje recenzje kolejnych odcinków 2 sezonu Sherlocka. Pisałam je po nocy tak by były absolutnie pierwsze w Polskim internecie. Serio jedną pisałam do 2 tylko po to by potem natychmiast zacząć pisać relację ze Złotych Globów. Dziś jestem już nieco spokojniejsza i czasem idę spać. Druga sprawa, to moje dwie negatywne recenzje – jedna – dawno temu Baby Blues i druga niedawno 50 Shades of Grey. Wyraźnie ludzie lubią kiedy jestem złośliwa. Jednak osobiście najbardziej przełomowy był chyba zeszłoroczny wpis o seksizmie. Wtedy poczułam że tekst napisany przeze mnie może przeczytać naprawdę mnóstwo osób. Ale dla tych co myślą, że w blogosferze można zostać gwiazdą przez noc. Niestety, dzień po notce którą polubiło 2 tys. Osób trzeba napisać kolejną którą polubi 50. Na tym chyba polega sukces. Nie na tej jednej fenomenalnej notce tylko na to by znaleźć w sobie siłę i napisać też tekst zupełnie zwyczajny.

sherlock[1]

Pisanie o drugim sezonie Sherlocka przyniosło Zwierzowi wielu nowych czytelników.

S: We wstępie zaznaczyłem, że uważa iż teraz jest dość intensywny okres z życiu Zwierza. Przyszła wiosna, nadchodzą konwenty, popularność rośnie i z pewnością Zwierz pojawia się na coraz większej ilości imprez. Do tego jeszcze dochodzi pisanie pracy doktoranckiej i książki o ile się nie mylę, prowadzenie podcastu z Pawłem Opydo i buszowanie na YT z Mysza Movie a do tego normalna praca. Moje pytanie więc brzmi: jakim cudem Zwierz mieści to wszystko nie tyle w 24 godzinach co w całym tygodniu, czy nawet miesiącu? Jakiś rygorystycznie ułożony plan dzienny czy tygodniowy? Urządzenie pozwalające cofać czas jak u Hermiony? A może tylko mi się wydaje, że to zajmuje tak dużo czasu i na luziku styka jeszcze na życie prywatne?

Z: Brzmi to dużo bardziej imponująco niż jest w rzeczywistości. Pisanie bloga to 2-3 godziny dziennie najczęściej między 23 a 1 w nocy. Czyli w godzinach kiedy i tak większość z nas nic produktywnego nie robi. Wtedy mój mózg pracuje najlepiej. Druga sprawa – nagrania z Pawłem oznaczają że raz w tygodniu nie muszę pisać długiej notki. Z Myszą widujemy się raz na dwa trzy miesiące i nagrywamy więcej niż jeden klip. Rzeczywiście doktorat idzie powoli ale dlatego, że pomiędzy napisaniem wstępu a pierwszego rozdziału w ramach prokrastynacji napisałam powieść. Niektórzy prokrastynują w sposób mniej twórczy ale ja naprawdę robiłam to dla frajdy. A życie towarzyskie? Cóż mam olbrzymie szczęście, że moi znajomi i bliscy są ludźmi którzy doskonale rozumeją że dom i praca to nie są dwa osobne byty. Można sobie godzinkę posiedzieć z laptopem, godzinę pograć w planszówkę i godzinę spędzić na rozmowie i jakoś się udaje. W każdym razie myślę, że do póki mam czas na rozmyślania to starczy mi czasu na wszystko. Bo właśnie to zajmuje najwięcej czasu. Myślenie.

S: Jako, że Zwierz siedzi w blogosferze znacznie dłużej niż ja to pozwolę sobie zapytać o jej kondycję. Ostatnio widzieliśmy się na Blog Forum Gdańsk i było całkiem sympatycznie, niedawno odbyła się Gala Twórców, która kiedyś była Blogiem Roku. Jak wygląda sytuacja blogosfry kulturalnej w kontekście tych wszystkich blogów parentingowych, podróżniczych, edukacyjnych, ekonomicznych czy lifestyleowych? Czy w tak hermetycznej społeczności twórców jest jeszcze miejsce na zupełnie nowe twarze i blogi, czy jednak wszystko sprowadza się do tak zwanej starej gwardii, która mimo że wciąż musi walczyć o uwagę czytelnika to nie robi już tego z taką świeżością jak kiedyś?

Z: Myślę, że osobie takiej jak ja naprawdę trudno ocenić stan blogosfery. Po prostu trochę za mało czasu spędzam w jej towarzystwie. Nie jest to żadna szlachetna izolacja, po prostu tak wyszło. Na pewno już teraz wiadomo, że młodzi ludzie raczej będą szli w kierunku YouTube co zostawia blogerom jednocześnie więcej miejsca ale też sprawia, że wielu szuka dla siebie też czegoś poza blogiem. Dziś wielu blogerów zakłada sklepy, publikuje, ma kanał na YouTube, podcast. Bo sam blog to nagle za mało. Widać też że co raz mniej w blogosferze liczy się popularność, albo inaczej – że wcale nie jest tak, że to najpopularniejsi twórcy są najbardziej zaangażowani w środowisko blogerskie. Angażują się przede wszystkim ci którzy trochę to środowisko w Polsce tworzyli, młodsi najczęściej przychodzą bez takiej potrzeby określania czym jest bloger czy blogosfera. Po prostu działają. Natomiast blogosfera kulturalna ma jeszcze mnóstwo możliwości rozwijania się. Po pierwsze jest nas mało, jesteśmy wciąż niedocenieni, nie dostrzega się potencjału i profesjonalizmu wielu blogerów. Ale jednocześnie ta nasza marginalna nieco rola oznacza, że jest sporo uwagi do przejęcia, sporo blogów do założenia i kanałów które mogą podbić serca widzów. Tak więc, piszcie o kulturze, pomieścimy się!

S: Skoro już przy blogach jesteśmy… Czy Zwierz ma czas na czytanie blogów koleżanek i kolegów po fachu? Jeśli tak to czy byłby skłonny podrzucić mi kilka zarówno popkulturalnych nazw jak i tych z innych dziedzin? Chętnie bym sobie poczytał, a i moi czytelnicy mogliby odkryć coś nowego.

Z: Przyznam bez bicia że czytam mało blogów. Ale mam swoich ulubionych autorów. Lubię Pawła Opydo (już nie Zombie Samurai), bardzo lubię czytać Ichaboda czy Lekturę Obowiązkową – świetne profesjonalne blogi. Świetny i nieco inny jest Mistycyzm Popkulturowy, zawsze warto czekać na 15 stronicową notkę Myszy no i z osób bardziej znanych to Riennahera ma moje serce za pisanie o sobie w bardzo inteligentny sposób – mądrze i bez upiększeń.

S: Jak wygląda współpraca ze Zwierzem? Wiem, że pewne wpisy powstają w wyniku współpracy z Netflixem, HBO czy też AXN, ale czy zawsze jest tak, że to firma się do Zwierza odzywa, czy może zdarzyło się, że Zwierz sam zostawił na siebie namiary? Chcę zweryfikować mit o tym, że blogerowi nie wypada odzywać się jako pierwszemu w sprawie współpracy, bo może zostać odebrany jako „cienki gracz”, który jest tylko łasy na kasę.

Z: Przyznam szczerze, że kilka razy w życiu przyszło mi do głowy, żeby odezwać się do firmy ale nigdy tego nie zrobiłam. Chyba z lenistwa, albo z takiego przekonania, że jeśli jestem coś gotowa napisać to muszę to napisać niezależnie czy ktoś mi da pieniądze czy nie. Pamiętam że przy karcie Cinema City Unlimited myślałam czy aby nie napisać do sieci ale chyba ostatecznie doszłam do wniosku, że moja opinia więcej jest warta jeśli wszyscy mają pewność, że to nie jest reklama. Natomiast nie uważam by było w tym coś złego, zwłaszcza jeśli ma się doby pomysł na współpracę. Dla mnie to tylko dowód na to, że blogi się profesjonalizują.

S: Czy są tematy o których Zwierz nigdy nie napisze, a które by pasowały do tematyki bloga? Albo czy są takie tematy, o których Zwierz chciałby napisać, ale boi się, że rozpętają niepotrzebną burzę, bo w necie wszystko jest trudniej wytłumaczyć niż w cztery oczy?

Z: Mój blog jest bardzo inkluzywny. Przynajmniej mam taką nadzieję. Na moim osobistym koncie na fb bardzo często piszę o tym co uważam w sprawach światopoglądowych, ale nie chciałabym zalewać tym bloga, głównie dlatego, że mam wrażenie iż nie tego ludzie chcą od zwierza. Ale jednocześnie- nigdy nie mów nigdy – na blogu było już sporo światopoglądowych tekstów, w sprawach które dzielą społeczeństwo i nic się nie zawaliło. Na pewno nigdy nie napiszę czegoś sprzecznego z moim światopoglądem tylko dlatego, że wiem iż przyniesie to popularność. Natomiast każdą burzę da się przetrwać jeśli wierzy się w to co się pisze.

S: Ostatnio Zwierz przyłączył się do Patronite, które interpretuję jako przystań dla twórców szukających finansowego wsparcia wśród swoich fanów. Jest to wsparcie dobrowolne i dzięki temu nikt nie powinien twierdzić, że twórca naciąga odbiorcę na kasę i dlatego program ten cieszy się taką popularnością. Zwierz w ciągu ostatnich kilku tygodni zebrał blisko setkę patronujących, moje pytanie więc brzmi czy się tego w jakimś stopniu spodziewałaś? Czy zgłosiłaś się tam spontanicznie, czy ktoś podpowiedział? Rozumiem, że artykuł, który napisałaś na blogu o całej idei bardzo pomógł w podjęciu decyzji czytelnikom?

Z: Pamiętam jak mówiłam znajomym, że po stracie fuchy jaką było pisanie dla Onet Autorzy muszę znaleźć jakiś sposób by zarobić dodatkowe 400-500 zł miesięcznie by mieć pieniądze na wydatki które ponoszę około bloga – od biletów na pociągi po bilety do kina. Spodziewałam się że maksymalnie będziemy mówić o kilkunastu osobach, może o 200 zł. To co się stało było dla mnie zaskoczeniem. Obiecałam wszystkim podziękować listownie i wciąż piszę listy 🙂 Myślę, ze artykuł wyjaśnił na czym polega idea – nie jest płaceniem za treść tylko wsparciem tych którzy ją tworzą. I to myślę przemawia do wielu osób. Poza tym uważam że mam z czytelnikami na tyle partnerskie stosunki, że oni wiedzą, że w sumie siedzimy w tym razem.

S: Skoro już mamy niepowtarzalną okazję porozmawiać to poprosił bym Cię byś wymieniła mi kilku aktorów, którymi się jarasz ostatnio najbardziej. Krótko mówiąc, trochę wsparcia estetycznego poproszę 😀 Mamy wspólnych czytelników, którzy na pewno się ucieszą!

Z: Ostatnio dzięki High Rise i dzięki The Night Manager w moim sercu znów zagościł Tom Hiddleston. Niewiele osób wie, ale na zwierza bardziej niż uroda działa talent, więc jak urodziwy aktor jest utalentowany – zwierz odlatuje. Po Daredevilu zwierz ma słabość do Charlie Coxa (miał ją wcześniej a teraz mu jakoś wróciło), no i jakoś zwierz ostatnio obejrzał kilka rzeczy z Richardem Maddenem i musi przyznać że nie było to przykre doświadczenie.

the-night-manager-2016-V07o[1]

Tom Hiddleston i Hugh Laurie – wystarczające powody by sięgnąć po The Night Manager.

S: Zwierzu czy jesteś w stanie wymienić choć kilka filmów, które miałaś zrecenzować, ale zrezygnowałaś z rozmaitych powodów i na odwrót, kilka tytułów, które miałaś sobie darować, a jednak omówiłaś na blogu. I dlaczego podejmowałaś takie a nie inne decyzje?

Z: Na blogu nie zrecenzowałam tylko jednego filmu który obejrzałam w kinie od założenia bloga i to był film Iluzja – zdenerwował mnie końcówką i w końcu recenzji nie napisałam. Natomiast czasem oglądam film już po premierze kinowej, kiedy wszystko napisano i mam poczucie, że nie mam żadnego własnego pomysłu na jego opisanie czy interpretację. I wtedy właśnie decyduję się nie pisać. Bo napisać recenzję tylko po to żeby była… przyznam szczerze, to rzadko kończy się czymś naprawdę ciekawym.

S: Jakie seriale ogląda ostatnio Zwierz? Ja szczerze mówiąc nie za bardzo mam czas na tasiemce, ale może przekonasz mnie i czytelników by się zabrali za jakiś konkretny tytuł?

Z: Crazy Ex- Girlfriend to serial który mnie zaskakuje, myślałam że będzie beznadziejny a tymczasem z odcinka na odcinek się zmienia. Nie mam pojęcia co z niego wyrośnie. Oglądam teraz Ranch – niby komediowy serial na Netflix ale całkiem ciekawy jeśli chce się rzucić okiem na nieco inną – nie wielkomiejską – Amerykę. Polecam też Real O’Neals – ciekawy komediowy serial o perfekcyjnej rodzinie, która w czasie jednego wieczoru okazuje się zupełnie nie perfekcyjna. Ogólnie ostatnio mam fazę na rzeczy lekkie i przyjemne.

S: Pogadajmy chwilę o polskiej kinematografii? Bo Zwierz zdaje się mieć ciekawe podejście do naszych rodzimych produkcji i chodzi chociażby na komedie romantyczne, które ja z zasady omijam. Czy są jakieś polskie filmy, które zrobiły na Tobie ostatnio bardzo pozytywne wrażenie?

Z: Chodzę na komedie romantyczne bo czekam aż jakaś będzie miała oryginalny pomysł. Ostatnio bardzo dobre wrażenie zrobili na mnie Ekscentrycy – komedia muzyczna, z ciekawym historycznym tłem, przyzwoitym humorem i bardzo dobrym aktorstwem. Nic wielkiego ale oglądało się miło. Mam za to olbrzymi szacunek do polskiej szkoły filmowej i naszych filmowych osiągnięć z przeszłości. Serio w Polsce nakręcono tyle niesamowitych filmów że aż żal że przez tyle lat udało się to roztrwonić. Choć ostatnio jest jakby nieco lepiej – Bogowie, Ida, Córki Dancingu – sporo jest takich perełek.

S: Jeśli dobrze pamiętam to Zwierz boi się horrorów. Jakiego gatunku w szczególności i dlaczego? Czy Zwierz ogląda horrory w kinie czy tylko w domowym zaciszu?

Z: Nienawidzę się bać. Serio, to jest jedna z tych rzeczy, której staram się unikać. Myślę, że to bujna wyobraźnia. Jeden horror pozostaje ze mną na całe życie, co więcej pod moim łóżkiem na pewno mieszka potwór. Nie przepadam za amerykańskimi remake japońskich horrorów – boję się ich bardziej niż oryginałów.

S: Jakie miejsce w życiu Zwierza zajmuje muzyka? Wydaje mi się, że dzielisz się nią z czytelnikami dość rzadko. Zwierz chodzi na koncerty czy to już się nie mieści w i tak napiętym grafiku? Jacy artyści podbijają serducho Zwierza najbardziej?

Z: Byłam w życiu na dwóch koncertach muzyki popularnej – Mumford and Sons w Stodole i Paul McCartneya na Narodowym. I tyle. Natomiast dużo częściej jestem na koncertach w Filharmonii i tu jest cała tajemnica. Moja muzyka to muzyk klasyczna, może z elementami muzyki filmowej, choć też symfonicznej. Jak mi źle słucham sobie Tańców Słowiańskich Dworzaka, jak mam dobry humor to jakiejś Symfonii Beethovena, kiedyś przez pół roku słuchałam tylko Don Giovanniego. Wymieniać można długo. To nie snobizm raczej taka socjalizacja. Ale muzyka nie jest dla mnie tak ważna jak dla innych ludzi. Nie umiem przy niej pracować, mogę bez niej żyć. Lubię muzykę, ale bardzo rzadko np. włączam playlistę na komputerze. Tak więc myślę, że nie ma nic dziwnego w tym że rzadko się nią dzielę.

mumford-and-sons[1]

Zwierz rzadko bywa na koncertach, ale był na koncercie Mumford and Sons

S: Czy jesteś w stanie zdradzić mi o czym w najbliższym czasie będę mógł poczytać u Ciebie na blogu? Jakieś konkretne pomysły na najbliższe miesiące? Na podcasty i na filmiki na YT?

Z: Sama chciałabym wiedzieć 🙂 Na pewno będą recenzje nowości, może znajdzie się trochę recenzji rzeczy na DVD w nieco innym kontekście niż może się wydawać. Co do podcastów… tematy wymyślamy bardzo na bieżąco. A YT? Jej zielonego pojęcia nie mam.

S: Zwierz jest istotą dość mobilną i często na konwentach się pojawiającą. Gdzie będzie można zobaczyć Cię na 100% w tym roku? I o czym będą Twoje prelekcje?

Z: Na Pyrkonie będę bez prelekcji, na Serialkonie będę mówić o amerykańskich remake brytyjskich seriali, w Olsztynie na Konferencji serialowej będę się zastanawiać czy Netflix produkuje seriale a potem gdzie nogi poniosą. Ale mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć do mojego ukochanego Torunia na Copernicon bo to mój najukochańszy konwent na świecie.

S: Książka Zwierza ujrzy światło dzienne już całkiem niedługo. Dość enigmatyczne na fanpage napisałaś, że będzie to fabuła o filmach. Możesz zdradzić coś więcej, czy wolisz by treść była całkowitą tajemnicą? Książka jest już całkowicie ukończona? Jeśli tak to ile zajęło Ci jej stworzenie i jak się poczułaś kiedy napisałaś ostatnie słowo?

Z: Akurat fabuła jest prosta do streszczenia – dwóch przyjaciół – Polak i Żyd zakładają w 1909 roku kino i… starają się nie zbankrutować. A w tle życie, historia i poborcy podatkowi. Książka jest ukończona od bardzo dawna, to ten przypadek kiedy do wydawnictwa trafia skończony maszynopis. Napisałam ją nieprzyzwoicie szybko bo jakieś sześć miesięcy, pisania na boku, bez takiego zacięcia „muszę napisać dziś pięć stron”. Kiedy napisałam ostatnią stronę poczułam się zaskoczona, ale też dumna. To pierwsza książka jaką w życiu skończyłam (kilka zaczęłam), byłam dumna że potrafię. Wtedy w ogóle jeszcze nie myślałam o publikacji.

S: Nie darowałbym sobie gdyby mnie zadał Ci tego pytania. Wymień mi pięć filmów, które „zryły Ci banię zbyt mocno”, i dlaczego?

Z: Requiem dla snu – oglądane w czasie młodzieżowej konferencji naukowej, bez przygotowania, bez żadnego opisu fabuły bez niczego – po jednym seansie wiedziałam że nie chce tego więcej oglądać.

Odyseja Kosmiczna 2001 – obejrzałam ją pierwszy raz jako bardzo młoda osoba, totalnie nic nie zrozumiałam z zakończenia. Przez lata myślałam że to wiek a potem okazało się że ten film po prostu ma enigmatycznie zakończenie.

Fight Club – bo mój brat powiedział mi tylko, że ten film wydaje się średni ale jest genialny i rzeczywiście.

Wszystko gra – bo nie byłam w stanie uwierzyć, że Allen nakręcił tak fenomenalne zakończenie filmu. Serio byłam poruszona.

An Amercian Tail – bo do dziś nie rozumiem jak ktoś zrobił animację o rosyjskich/ żydowskich myszkach uciekających przed pogromami do Stanów. Co oni pili pisząc ten scenariusz?

I to by było na tyle moi drodzy! Oczekujcie kolejnych wywiadów, a Zwierzowi serdecznie dziękuję za poświęcenie mi czasu! Szukajcie nas na w najbliższym czasie na Pyrkonie! 

quentintarantino_0[1]

„Właśnie pracuję nad trzecią częścią „Kill Billa”‚” – wywiad z Quentinem Tarantino

Nie było mi łatwo utrzymać tego w tajemnicy. Dotarcie do Mistrza nie było łatwe, ale w końcu każdy na świecie, zna każdego na świecie, co zna każdego na świecie co może znać kogoś co zna kogoś co zna kogoś znającego kolegę kolegi Quentina Tarantino. I tak udało mi się dotrzeć do mojego filmowego guru, który odpowiedział na kilka moich pytań. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z zapisu tejże jakże pasjonującej rozmowy.

quentintarantino_0[1]

Stanley: Witaj Mistrzu! Jak zdrowie? 

Quentin Tarantino: A dziękuję, dobrze, trochę pochlałem wczoraj z Samuelem, ale kaca nie mam.

Stanley: Zacznę może od dość kontrowersyjnego pytania. Czy uważasz, że chłodne przyjęcie Hateful Eight ma znaczący związek z tym, że premiera miała miejsce w podobnym czasie co Przebudzenie mocy

Quentin Tarantino: Do chuja pana! Nienawidzę jebanego Disneya! Nie dość, że film wypuścili w tym samym czasie co mój to jeszcze zrobili z Kylo Rena płaczliwą ciotę! Dobrze, że Ennio zgarnął Oscara za muzykę, bo jakby Williams wygrał to bym mu wjechał na chatę i oszczał wszystkie instrumenty. Jebać Disneya! Tylko studio Ghibli! Włodarze Disneya mogą mi opylić kiełbachę.

Stanley: W Twoich filmach jest dużo wulgarności i brutalności, ale wydawało mi się, że na co dzień jesteś pokojowym człowiekiem. Chyba się myliłem… 

Quentin Tarantino: A zajebał Ci ktoś kiedyś laczkiem w czoło? Kurwa, jestem najbardziej agresywnym popierdolcem na tej planecie. A moje filmy są odzwierciedleniem mojego postrzegania go. Na pomysł stworzenia Pulp Fiction wpadłem kiedy biłem koleżankę meblem kuchennym po dupsku w takiej specjalnej koszuli białej. Tak jakbym udawał, że mam żonę, czaisz. A jak wpadłem na pomysł by Samuel opowiadał w Hateful Eight o robieniu lachy to w tym czasie lachę mi robił Leonardo DiCaprio. Myślisz, że tego Oscara to za nic dostał? Kurwa, ale się wkurwiłem.

Stanley: Czy Mistrz się właśnie nie przyznał, że stosuje przemoc wobec kobiet? I, że Leonardo przekupił Akademię by dostać statuetkę?… 

Quentin Tarantino: A co to kobiety jakieś gorsze? Ty kurwo! Kobiety mają prawo być bite tak samo jak mężczyźni. Równouprawnienie dziwkarzu! Właśnie pracuję nad trzecią częścią Kill Billa i będzie tam dużo bicia kobiet. A co do Leonardo… Kurwo, ciesz się, że piszemy przez neta, bo bym Cię dojechał i zniszczył. A zresztą znajdę tą Twoją jebaną Ostródę i tam wpadnę z Dannym, Robertem i Elim i spuścimy Ci łomot jak w Bękartach. Dobrze, że ten wywiad to fejk na Prima Aprilis bo już mnie chuj strzela i sobie stąd idę, goń się!

Stanley: Dziękuję za poświęcony czas i miłą atmosferę! Mimo wszystko był to dla mnie wielki zaszczyt. 

Quentin Tarantino: Pierdol się!

5 piw

„Kąpałem się z gumowym rekinem” – wywiad z Jakubem Pelczarem (Na Trzeźwo Nie Warto)

Zawsze sobie obiecywałem, że jak już będę miał porządnie wyglądającego bloga to będą się na nim znajdować wywiady przeprowadzane w taki sposób, że sam bym je chętnie czytał. Co prawda format dzisiejszych pytań nie sprawdziłby się w przypadku wielu innych potencjalnych przepytywanych, ale w przypadku Jakuba, twórcy NTNW był wręcz wskazany, taki to nietuzinkowy osobnik. Z wywiadu dowiecie się czy ogląda te wszystkie dziwne filmy, ze swoim dziobakiem, czemu woli oglądać filmy „pod wpływem” i czy chciałby robić ciasteczka z płodami! Zapraszam do czytania! W komentarzach typujcie kolejnych osobników bądź osobniczki, z którymi powinienem przeprowadzić wywiad!

5 piw

Stanley: Siema, siema na początku powiedz mi po ilu jesteś piwach w momencie kiedy przeprowadzamy wywiad?

Jakub Pelczar: Czołem! Choć jest późny wieczór, to dopiero zwlokłem się z łóżka i walczę z potwornym kacem, dlatego zamiast piwka, raczę się sokiem marchwiowym i przykładam kota do skroni. Choć nie jest wykluczone, że niedługo pobiegnę do monopolowego po „środki pierwszej potrzeby”.

S: Pomysł na bloga jest przedni, czuć na kilometr, że to strona prowadzona z dystansem, bez napinki i działa trochę na zasadzie „marnuję sobie dla Was życie, doceńcie to!” Kiedy to się wszystko dokładnie zaczęło i jaki był pierwszy film, którego recenzja pojawiła Ci się w głowie pod wpływem alkoholu?

J: Pierwszym był „Ośmiorekin”, produkcja na pewno dobrze Ci znana. Od zawsze miałem zdrowo nawalone pod czachą, jeśli chodzi o „płetwiasto-zębaty” temat, tak więc jak pewnie się domyślasz, kąpałem się z gumowym rekinem, zbierałem wycinki w gazetach i nagrywałem na VHS wszystkie programy, jakie tylko leciały w Tv. A sam blog był wynikiem połączenia trzech rzeczy: pasji, o której wspomniałem, zamiłowania do dziwacznych filmów gore oraz wypadku w dzieciństwie… wsadziłem dwa nity do kontaktu i wywarło to na mnie długotrwały wpływ. A jeśli chodzi o „poświęcanie się” dla dobra ludzkości, to masz absolutną rację. Jestem takim filmowym, zdeprawowanym, acz dobrym samarytaninem.

S: Widziałeś zapewne w swoim życiu, podobnie jak ja, wiele srogiego filmowego gówna. Możesz przytoczyć choć kilka najbardziej ekstremalnych, pokręconych scenek, które śnią Ci się po nocach sprawiając, że musisz sięgnąć po kolejnego browarka by zniknęły?

J: Może cię to zaskoczy, ale najbardziej zapadła mi w pamięć scena śmierci rekina w „Szczękach”. Zawsze uważałem, że to bardzo głęboka postać, która nie jest rozumiana przez ludzi, bo przecież to całe pożeranie żywych istot i statków prawdopodobnie było spowodowane infekcją dziąseł, których nie mógł wymasować z powodu zbyt krótkich płetw. Natura bywa czasami okrutna, ale nigdy tak, jak człowiek.

S: Wśród tego badziewstwa zdarzają się pewnie jakieś zaskakujące perełki, byłbyś w stanie wymienić, powiedzmy 5 najbardziej zaskakujących, do których podchodziłeś jak do jeża, a okazało się, że pozostawiły po sobie pozytywne wrażenie?

J: Jasne, to się zdarza, choć jak sam wiesz, nie jest to częste. Pozytywnie zaskoczył mnie remake „Piątku trzynastego”, lekko dziwaczna „Chirurgiczna precyzja”, niskobudżetowy „Abominable” z Henriksenem i Combsem, najnowszy „Samurai Cop 2”, który jest kompletnie odjechany oraz „Adam Chaplin”, splatter gore, przy którym siedziałem jak wryty.

S: W jaki sposób docierasz do tych wszystkich szalonych tytułów? Jak je odkrywasz? Robisz research będąc lekko już najebanym? Bo mam wrażenie, że niektóre tytuły znajdujesz w tak głębokiej otchłani, że nawet Nietzsche by nie chciał do niej zajrzeć.

J: Tym razem nie będę ściemniał ani koloryzował, a powiem szczerą prawdę. Bardzo dużo czasu spędzam w internecie na wyszukiwaniu ciekawych pozycji i bywa, że w trakcie poszukiwań natrafiam na stronki, które powinny zarzucić mój komputer taką ilością szajsu, że wydolnościowo przypominałby ZX Spectrum. Ale takie szukanie się opłaca, choć pewien jestem, że buszowanie po przepastnych głębiach cyberprzestrzeni prędzej czy później wyjdzie mi bokiem. Jestem w stanie się o to założyć.

S: Zdarzyło Ci się zacząć coś oglądać, a potem powiedzieć stop i zrezygnować zerkając ukradkiem na czym by się tu powiesić? Jakiś film doprowadził Cię do takiej ostateczności, że miałeś ochotę nałożyć jetpack i odlecieć z tej planety?

J: Największe trudności miałem z filmami Davida DeCoteau. To facet, który przez ostatnie kilka lat kręci jedynie gejowskie pseudohorrory, w których największy nacisk położony jest na ukazywanie męskich klat oraz (nie bójmy się tego słowa) pindoli, które potrafią zaatakować widza w najmniej spodziewanym momencie. Mimo wszystko żadnego z tych gniotów nie przewinąłem ani o sekundę i z iście tytanicznym wysiłkiem wytrzymywałem do końca, choć zawsze na granicy alkoholowego „zejścia”.

S: Z tego co wiem to masz swoją łanię, która musi mieć żelazną banię by być z takim zwyrolem. Razem oglądacie te pokręcone filmy, czy raczej nie łączysz pracy z prywatą i romantycznymi uniesieniami?

J: Mój dziobak, jak zwykłem ją nazywać często ogląda ze mną różne filmidła, ale z reguły lekkie horrory, czasem jakieś fajne Gore, choć nie czerpie z tego takiej satysfakcji jak ja. Pamiętam jednak, że gdy poinformowałem ją o moim zamiarze obejrzenia „Porno E.T”, ta stanowczo kazała mi zaczekać, by razem ze mną rozkoszować się podziwianiem perypetii przyjaznego przybysza z kosmosu, dymanego przez ludzi z epoki wiktoriańskiej. Było miło.

S: Pamiętam, że dłubałeś na You Tube, zapowiadałeś też wdźięcznie brzmiący film „Oknokalipsa”. Co się dzieje z tymi filmowymi projektami? Będziesz jeszcze straszyć swoją facjatą na YT lub w filmach?

J: Straszyć będę, ale z „Oknokalipsą” niestety nie wyszło. Jeden z głównych aktorów ukończył trzy dni zdjęciowe, które miały miejsce pod granicą Słowacji, a potem zrezygnował. By ukończyć w połowie nakręcony film, musiałbym wyciąć wszystkie sceny z jego udziałem, a to oznaczałoby bardzo dużą stratę i praktycznie rzecz biorąc, kręcenie wszystkiego od nowa. Za to pojawię się epizodycznie w dwóch filmach Tomira Dąbrowskiego oraz jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, wyreżyseruję Lovecraftowski horror pod koniec tego roku.

S: Wydaje się oczywistym, że z blogerem legitymującym się piwkiem podczas oglądania filmów powinni zainteresować się reklamodawcy związani z browarnictwem i innymi napojami wyskokowymi. Pojawiły się już jakieś zacne oferty współpracy? Jeśli to temat tabu to luzik, nie musisz odpowiadać!

J: Próbowałem nawiązać kontakt z reklamodawcami około roku temu, ale to był błąd, ponieważ miałem wtedy zbyt małą grupę czytelniczą, co pewnie zniechęciło potencjalnych partnerów biznesowych. Teraz, choć zasięg mam dwukrotnie większy, wciąż wolę czekać z wysyłaniem ofert. Poczekam jeszcze dziesięć, dwadzieścia lat i pewnie wrócę do tematu, chyba że ktoś odezwie się wcześniej.

S: Czy alkohol rzeczywiście jest niezbędny do przetrwania „fabuł”, które oglądasz, czy tak na dobrą sprawę większość dałoby się obejrzeć choćby bez łyczka piwka?

J: Pewnie że niekiedy by się dało, ale piwo poszerza granice świadomości i pozytywnie wpływa na szyszynkę, pozwalając dostrzec to, co nieuchwytne. Jeśli widziałeś „From Beyond” z Jeffrey’em Combsem, to z pewnością kumasz o co chodzi. I odpowiadając na pytanie, którego nie zadałeś, a bardzo chcesz: nie, nie jestem uzależniony.

S: Nie obawiasz się, że tematyka tych koszmarnych filmów w końcu się wyczerpie i będziesz musiał albo zamknąć ten grajdołek, albo poszerzyć go tematycznie? Na przykład o chujowe, łzawe komedie romantyczne z aktorstwem rodem z Trudnych spraw? Nie dusisz się tak właściwie w dość hermetycznej tematyce?

J: Ja żyję tą tematyką i nie przeszkadza mi jej hermetyczność. Bo gdzie indziej można zobaczyć faceta wyłażącego z ziemskiej macicy, gdzie mógłbym podziwiać rozterki miłosne Frankensteina gwałciciela czy też wpatrywać się z zachwytem w animacje, których powstydziłby się trzynastolatek? Ten temat ma przed sobą długą przyszłość i bardzo wątpię, że braknie mi materiału do recenzowania.

S: Czy jest film, którego byś się nie podjął obejrzenia? Może być mainstreamowy, może być z Twojej, że tak to ujmę półki. Czego nie tkniesz Nietrzeźwy Krytyku?

J: O ile nie uważam czasu za straconego, siedząc przy szmirach typu „Czarna lalka z piekła rodem”, to gdybym miał zobaczyć „50 twarzy Grey’a” czy którąś z naszych rodzimych komedii, wyprodukowanych przez ostatnie dziesięć lat, byłby to marnotrawstwo owego czasu. Każdy ma jakieś granice, a pewien jestem, że prędzej czy później zwymiotowałbym, jeśli byłbym wystawiony na „podziwianie” ekspresji Karolaka czy powtarzających się schematów, które serwują widzom polscy scenarzyści.

S: Czy poza pływaniem w filmowym szambie coś Cię jeszcze szczególnie interesuje? Masz jakieś hobby? Pasje? Karmienie łabędzi cegłami, podpalanie żłobków, wypiekanie ciasteczek w kształcie płodów?

J: Z tymi płodami ująłeś mnie za serce! Chciałbym je wypiekać, ale kiepski ze mnie kucharz. Co do innych rodzajów zainteresowań, to kiedyś zdarzyło mi się pisać opowiadania, zmajstrowałem nawet jedną gównianą książkę, która i tak poszła do spalenia, sporo grałem w kapelach metalowych na gitarze basowej i namiętnie unikałem świeżego powietrza oraz sportu. Teraz nie mam za dużo czasu na inne rzeczy (dwa koty w domu, sam rozumiesz) tak więc skupiam się na blogu i okazjonalnie czytam Terry’ego Pratchetta, choć moim ukrytym marzeniem jest gra na Mikro-Banjo.

S: Czy Twoim zdaniem są jeszcze jakieś zupełnie nieporuszone w kinie tematy, o których czas najwyższy stworzyć wiekopomne dzieło? W sumie to nie ma już żadnych granic dobrego smaku przynajmniej w kinie undergroundowym i amatorskim więc podrzuć kilka chorych tematów o których filmy chciałbyś zobaczyć.

J: Teraz to mnie zagiąłeś. Nie mam zielonego pojęcia, co ci zwyrole mogą jeszcze wymyślić, choć nie ukrywam, że przyjmę na klatę wszystko, co ociera się o ekstremę. Jedyne, czego mógłbym nie oglądać do końca życia, są azjatyckie produkcje, w których napięcie budowane jest poprzez wykorzystywanie olbrzymiej ilości pierdów, posyłanych w twarze aktorek. Nie moja para kaloszy.

S: W którym momencie nastąpił przełom na Twoim blogu, zauważyłem, że zainteresowanie nim wzrasta z miesiąca na miesiąc i to nie może być dziełem przypadku, no chyba, że biegasz za ludźmi i obiecujesz im browary za lajki, które potem i tak obalasz w domu?

J: Może to cię zdziwi, ale robię to co zawsze. Straszę czytelników, wysyłam im robione w Paincie rysunki cmentarzy i nachodzę ich w domu, jeśli zbyt rzadko udostępniają moje wypociny. Także jak widzisz, robię dokładnie to samo co każdy szanujący się bloger i za tym nagłym wzrostem zainteresowania nie kryje się żadna tajemnica. Chyba, że Rogaty Pan faktycznie przyjął ofiarę z zeszłego miesiąca.

S: Dostawałeś już może wiadomości od „czytelników”, którzy sugerowali, że zgłoszą Twój fanapage, lub doprowadzą do zamknięcia bloga za rozprzestrzenianie treści wulgarnych, erotycznych, pełnych zgnilizny moralnej i ogólnego rozmijania się z rozumem?

J: Ostatnio miałem taki przypadek, ale było to moje niedopatrzenie, ponieważ umieściłem na facebookowym fanpage’u nieocenzurowany plakat filmu „Jezus Chrystus: Seryjny gwałciciel”. W sumie był tam ukazany jedynie nagi tyłek panienki, która dźwigała krzyż, ale jak wiadomo, nie ma nic bardziej obrazoburczego niż damskie pośladki. Zdarza się też, że dostaje maile od czytelników, którzy z uporem maniaków ślą pod moim adresem bluzgi i kwieciste wiązanki, ale to mnie tylko rozbawia. Uważam, że jeśli nie chcesz czegoś widzieć, to po prostu nie patrz i idź sadzić marchew.

S: Poza pływaniem w odmętach kinematograficznej padaczki żywisz się jeszcze „normalnymi” produkcjami? Oglądasz mainstreamowe produkcje, najpopularniejsze seriale, dzieła tworzone z pietyzmem i będące wybitną w wielu oczach sztuką? Jest jakiś reżyser któremu oddałeś swoją duszę i obejrzysz cokolwiek by nie wypuścił?

J: Każdy reżyser ma na swoim koncie większe lub mniejsze wtopy, tak więc nie sugeruje się raczej znanymi nazwiskami, bo im bardziej się na coś napalam, tym większa jest szansa, że film będzie capił niczym gnijący wielbłąd. Ale jeśli chodzi o mainstream, uwielbiam, a wręcz ubóstwiam „Osadę” Shyamalana czy „Mad Max: Fury Road”, które mogę oglądać bez końca. Podobnie zresztą jak „Co robimy w ukryciu”, jedną z niewielu komedii, która dosłownie wbiła mnie w fotel.

S: Czy Pan Nietrzeźwy słucha jakiejś mocnej muzy? Bo wygląda na klasycznego metalucha, który szepce swojej wybrance przed snem Hammer Smashed Face Cannibal Corpse. A może to tylko pozorne i złudne wrażenie i pieścisz swoje uszy Arką Noego?

J: Sporo słuchałem Cannibali, byłem nawet do pewnego stopnia fanatykiem tego zespołu, ale z czasem, zwłaszcza gdy sam porzuciłem muzykowanie, moja fascynacja death metalem wyraźnie spadła. Teraz co jakiś czas odświeżam sobie różnego rodzaju perełki, jak „Thru our scars” zespołu Fleshgod Apocalypse czy też „Dechristianize” Vital Remains. A teraz cię zaskoczę. Od kilku lat najbardziej gustuję w soundtrackach z gier pochodzących z Pegasusa i Gameboy’a. Uwielbiam te staroszkolne dźwięki i melodyjki.

S: Mamy pierwszy kwartał roku niepańskiego 2016, masz już jakieś plany co do NTNW, które chciałbyś zrealizować do końca roku. Udało Ci się wypuścić koszulki z całkiem atrakcyjnym wizualnie logosem, więc to już masz za sobą. Jakieś konkretne plany podbicia kosmosu?

J: Kosmos może zaczekać, bo w planach mam także kufle oraz spot reklamowy, który będę niedługo kręcił. Za jakiś czas zapewne uda się także przekroczyć tysiąc recenzji oraz mam nadzieję zachować zdrowie i urodę, które są źródłem zazdrości największych gwiazd Hollywood.

S: Na koniec gdy już jesteśmy zapewne obaj najebani powiedz coś miłego do czytelników, namów ich by Cię zaczęli czytać czy coś, rozliczymy się po publikacji, tysiaczka na czysto przelejesz na konto i wszyscy będą happy. Pozdrówki, buziaki, smyraki, siusiaki.

J: Ty już się nabombiłeś, a mi właśnie minął kac, także otwieram pierwsze piwko, które wygrałem na promocji. A co do was pysiaczki, którzy czytacie ten wywiad, mam jedno bardzo ważne przesłanie, które mam nadzieję, że przekażecie dalej. Myjcie ręce po skorzystaniu z ubikacji, bo godne to i sprawiedliwe, a honoru nie ujmujące. A tak na poważnie, mam nadzieję że wywiad was zainteresował (Stanley, przelew będzie jutro) i choć część z was zaglądnie czasem na „Na trzeźwo nie warto”, by wraz ze mną ryć sobie beret przy naszych kochanych, gniotowatych produkcjach. Ciao!

LINK DO BLOGA: http://www.natrzezwoniewarto.pl/

LINK DO FANPAGE: https://www.facebook.com/NaTrzezwoNieWarto/?fref=ts

12645164_1029025207143906_824626207898700898_n[1]

12 „ZRYTYCH” PYTAŃ – CZYTELNICY PYTAJĄ STANLEYA!

Część z Was już zapewne wie, że chciałbym by pojawiały się tu wywiady z interesującymi personami ze świata kultury i popkultury, bardzo chciałbym poznać punkt widzenia inspirujących mnie osób ze świata blogosfery, You Tube, filmu i muzyki – krótko mówiąc tych, których uważam za intrygujących rozmówców mających coś ciekawego do przekazania. Uznałem, że najlepiej zacząć od siebie, choć rzecz jasna nie mam zamiaru przepytywać samego siebie. Pytania dostarczyliście mi Wy, drodzy czytelnicy i sądzę, że dzięki temu poznacie mnie nieco lepiej. Nie uważam się za osobę o wysokim mniemaniu o sobie, ale ten wywiad może choć trochę przybliżyć Was do poznania mnie jako twórcy, który dokonuje wyborów takich a nie innych tematów na bloga. Dziękuję każdemu z osobna, co się przyczynił do powstania tego tekstu i zapraszam do czytania! Kilka pytań zadały te same osoby, a że wydawały mi się ciekawe to nie chciałem ich odrzucać, miłej lektury!

12645164_1029025207143906_824626207898700898_n[1]

To żem ja, Wasz bloger. Widać, że ryj styrany zrytymi filami. 

Magdalena pyta: Co Cię skłoniło do założenia bloga? Jak wpadłeś na ten pomysł?

S: Szczerze mówiąc zaczęło się od przeglądania zawartości pewnego fanapage, który obecnie zmienił nazwę, a którego tytułu tutaj grzecznościowo nie przytoczę. Jego zawartość nie pokrywała się tym co oferował tytuł, co mnie koszmarnie irytowało. Dnia 15 maja 2013 roku założyłem fanpage Filmy, Które Ryją Banie Zbyt Mocno i jakoś się to potoczyło, bloga założyłem jakoś miesiąc lub dwa później gdy na fanpage zrobiło się na pewne kwestie za ciasno. Nazwę bloga zaczerpnąłem z piosenki Wóda zryje banię Braci Figo Fagot, okazała się na tyle chwytliwa, że samoistnie zaczęła przyciągać ludzi. I pomyśleć, że to mógł być fanapage jak każdy inny, tymczasem udało mi się dotrzeć do finałowej 11 konkursu na Blog Roku dzięki SMS-om czytelników (teraz to się nazywa Gala Twórców, polecam zerknąć), byłem na jakże ekskluzywnym Blog Forum Gdańsk 2015, a i zdarzyło mi się być rozpoznawalnym na Woodstocku, co sprawiło, że uświadomiłem sobie jak to daleko zabrnęło właściwie w dość krótkim czasie.

Magdalena pyta: Skąd czerpiesz energie na tak duże angażowanie się w to co robisz? Widać, że sprawia Ci to ogromną przyjemność, ale co jest twoim motorkiem napędowym od początku?

S: Jakkolwiek „włazidupsko” by to nie zabrzmiało to energię czerpię od czytelników, którzy codziennie wracają i sprawiają, że jest dalszy sens ciągnięcia tego wózka. Różnie między nami bywa, niektórzy mają zbyt wygórowane oczekiwania, często się jeszcze mylę, robię błędy i jestem na bakier z interpunkcją, ale wracają. Bawię się w to prawie od trzech lat, ale wciąż sprawia mi to niegasnący fun. Szczególnie, że jest nas coraz więcej. Jak zakładałem stronę, to nie myślałem, że po niemal trzech latach będę miał tu blisko 35 tysięcy osób. Biorąc pod uwagę, że tematyka jest teoretycznie niszowa, a każdy ma teraz pod ręką Filmweb, to cieszę się, że ludzie do mnie wracają i czytają te wszystkie wypociny. Mam wrażenie, że wraz z pojawieniem się Zrytej Bani Stanleya zaczyna się moje nowe otwarcie. Doświadczenie nabrane przez tych parę lat procentuje i jest dużo lepiej niż na początku. Wierzcie mi lub nie, wszystkich filmów na świecie jeszcze nie widziałem, ale jestem na dobrej drodze. I Wy też!

Małgorzata pyta: Od jakiego filmu zaczęła się Twoja przygoda z tym wszystkim?

S: Pierwszym filmem, który zmienił mój światopogląd i zrył mi banię zbyt mocno jest zdecydowanie Podziemny krąg. Natomiast pierwszym filmem omówionym na fanpage jest Funny Games U.S. Hanekego. Co do pierwszego filmu jaki obejrzałem w całości w telewizji lub w kinie, to naprawdę nie mam pojęcia, pewnie jakaś bajka w rodzaju Bolka i Lolka, która doczekała się już chyba wszystkich możliwych negatywnych interpretacji. Szkoda, że nie pamiętam pierwszego kinowego wypadu, chętnie się bym z Wami tym podzielił, pamiętam natomiast emocje, kiedy muzyka Johna Williamsa otwierała Kamień Filozoficzny. Coś niesamowitego!

Anna pyta:  Jakimi kryteriami się kierujesz opisując film?

S: Film, który „ryje mi banię” nie musi być horrorem, dramatem, thrillerem, czy wyjątkowo zabawną komedią. To może być film familijny, który pamiętam z dzieciństwa, a który budził we mnie jakieś skrajne wtedy emocje. Jako rocznik 89 załapałem się na tak wspaniałe klasyki jak Jumanji, Pogromcy duchów, Maska, Park jurajski. Ile baniaków, tyle opinii, często omawiam dzieła, które czytelnicy uważają za zryte, a mnie nie ruszają totalnie. Rozpiętość tematyczna sięga więc od Króla Lwa do Srpskiego Filmu. Pojawiały się zarzuty, o to, że się wypaliłem i zabrakło mi pomysłów na wpisy, ale ja to widzę nieco inaczej – wszystko co zostawia w nas jakiś ślad, ślad na psychice ryje banie. To jest główne kryterium. Bardzo miło wspominam czas na fanpage przypominania takich produkcji jak Zbuntowany anioł, Madeline, Lippy and Messy. Czytelnicy są strasznie aktywni kiedy zaczynam grzebać w przeszłości. „Rycie bani” to termin wielowymiarowy, a ta wielowymiarowość to jedyne słuszne w moim mniemaniu kryterium.

Zuzanna pyta: Gdybyś miał wybrać film najbardziej opisujący Twoje życie to który?

S: Waham się pomiędzy Donniem Darko, gdyż czasem mi się wydaje, że trafiłem do jakiejś dziwnej krainy zwanej planeta Ziemia, a Ludzką stonogą, bo mam wrażenie, że otoczenie chce zrobić wszystko byleby nas upchnąć w jakimś dziwnym łańcuszku pokarmowym. Ograniczanie wolności, mówienie co mamy robić i to najlepiej z pozycji kolan. A politycy, celebryci i fanatycy religijni, za przeproszeniem, srają nam do ryja. A wolałbym, żeby moje życie przypominało losy Guido z Życie jest piękne, nim trafił do obozu. Tymczasem mam wrażenie, że świat zmierza do totalnej ekstremy, ala Srspski Film. Gdybym nie miał tutaj osób, które trzymają mnie swoją zajebistością na tym łez padole, już dawno ubrałbym jetpack i odleciał z tej planety.

12822059_1047102058669554_311336155_n[1]

Zawsze i wszędzie Tyler najlepszy będzie!

Zuzanna pyta: Z którym bohaterem najbardziej się utożsamiasz?

S: Jestem pod dość dużym wpływem filozofii Tylera Durdena (Podziemny krąg), Rusta Cohle’a (serial Detektyw), Johna Locke’a (serial Zagubieni) i Kolesia (Big Lebowski). A jeszcze kilka lat temu czułem się równie ciapowato co Sid ze Skinsów, to była postać, z którą było mi bardzo po drodze. Zresztą to po dziś dzień moja ulubiona postać z tego znakomitego brytyjskiego serialu.

 Zuzanna pyta: Z którą filmową kobietą chciałbyś się umówić?

S: To dość niesprecyzowane do końca pytanie, bo nie jestem pewien czy chodzi o aktorkę, czy bohaterkę filmową. Jeśli chodzi o aktorkę to stawiam na Helenę Bonham Carter, bo od lat uważam ją za fenomenalną w swoim fachu, aczkolwiek niedocenioną tak jak należy (brak Oscara to skandal!). Natomiast jeśli chodzi o postać z filmu to byłaby to Marla Singer z Podziemnego kręgu, portretowana zresztą przez Helenę. Jej autodestrukcyjna natura jest bardzo intrygująca i rozmowa z nią mogłaby mieć na mnie niemały wpływ.

Maciej pyta: Czy jest jakiś film, który wywołał u Ciebie jakiś rodzaj traumy (dziecięcej)?

S: Jeśli chodzi o film, to cholernie mnie przeraziły Crittersy, byłem wtedy w podstawówce. Natomiast jeśli o seriale chodzi to Gęsia skórka, Czy boisz się ciemności, postacie z Chojraka. Była też kiedyś seria książek Szkoła przy cmentarzu, miałem przez nie strasznego pietra i sypiałem przy zapalonym świetle. Bo moja podstawówka też znajdowała się, i wciąż znajduje koło cmentarza, po którym zresztą biegaliśmy na wuefie.

Zbyszek pyta: Jaki film obejrzany w kinie wywarł na Ciebie największy wpływ? Mam na myśli to uczucie, kiedy film się kończy i nie jesteś w stanie wstać z krzesła bo nie wiesz jak dalej żyć…

S: W kinie? Zdecydowanie Pasja Gibsona. To było swoiste katharsis, po seansie tego filmu uodporniłem się na ekranową przemoc raz na zawsze. Seans był klasowy i o ile zwykle wszyscy cisnęli bekę na filmach rozmaitych (nawet na Liście Schindlera) to pamiętam, że Pasję oglądaliśmy jak wryci. Bardzo podobał mi się język w tym filmie i wizerunek Szatana. Nie jestem osobą wielce religijną, ale nie odnajduję póki co innego filmu, który by odcisnął na mnie tak znaczące piętno. Więcej o nim napiszę przy okazji wpisu Wielkanocnego.

Marta pyta: Czy masz taki film, który przy pierwszym seansie kompletnie do ciebie nie trafił, a za drugim razem okazał się znakomity?

S: To bardzo trudne pytanie, zazwyczaj już po pierwszym seansie jestem w stanie stwierdzić, że będę fanem danego tytułu lub, że już nigdy do niego nie wrócę. Kochaj, albo rzuć. Z filmami jest raczej tak, że po którymś seansie moja miłość do nich nieco przygasa. Albo, że coraz lepiej je rozumiem, znajduję w nich kolejne dno, albo ukryte przesłanki. Sztandarowym przykładem Podziemny krąg. Za każdym razem tak samo genialny, ale zależy w jakim okresie mojego życia i tego co się na świecie dzieje, oglądany. Za to mogę podać przykład zespołu, którego kiedyś strasznie nie trawiłem, a obecnie uwielbiam – Die Antwoord. Mój pierwszy kontakt z nimi wyglądał jakoś na zasadzie „Co to za niemożebne gówno” (pierwszy numer jaki usłyszałem z ich repertuaru to Enter The Ninja). Głos Yo-Landi mnie irytował, to było takie meh. A dziś bardzo ich lubię i miło wspominam koncert w naszym kraju.

Marta pyta: Czy masz takiego aktora, dla którego obejrzysz każdy, nawet najgorszy, film?

S: Edward Norton for the win! Mógłby zagrać w kontynuacjach Sharknado, The Room 2, nawet Birdemic 3, a ja i tak bym dzielnie obejrzał, od pierwszej do ostatniej minuty.

12822256_1047103442002749_785352762_n[1]

Jakoś tak się złożyło, że bardzo ważne dla mnie filmy i „Lateralus” znalazły się na jednym zdjęciu…

Konrad pyta: Czy prócz filmów masz innego jebolca, np. książki/gry/mefedron?

S: Co do mefedronu to nie próbowałem i nie mam zamiaru. Wystarczającym narkotykiem są filmy, muzyka, książki i moja kobieta. Filmy to już doskonale wiecie jakie, muzyka rockowa, metalowa, trochę alternatywki, ambientu i sporadycznie rapsy z solidnym przekazem. Książek niestety czytam niewiele, bo jakbym je miał pochłaniać tak jak filmy to nie maiłbym już czasu na nic innego. Ale podobają mi się biografie znanych muzyków i książki sf, oraz powieści pozornie dla dzieci (teraz magluję Serię Niefortunnych Zdarzeń oczekując na serial). W gry nie gram z podobnego powodu, ale szybka partyjka w Wormsy zawsze spoko. Generalnie kręci mnie wszystko co jest związane z popkulturą. Lubię odwiedzać konwenty i oglądać You Tube nawet jeśli powszechnie się uważa, że niczego ciekawego nie oferuje. I lubię sobie blogi poczytać by wiedzieć jak inni widzą pewne sprawy. Chłonę tak dużo jak tylko czas na to pozwala.