MENU
  • Depresja z końską twarzą, czyli Stanley kontra „BoJack Horseman”.

    Listopad 30, 2017 8:53 pm Dodał stanley

    Dziś spadł pierwszy śnieg w moim maleńkim miasteczku i jakoś tak nieprzyjemnie się zrobiło. To znakomita okazja by przybliżyć fenomenalny serial animowany dla dorosłych jakim jest BoJack Horseaman. Znakomicie wyważony komediodramat od Netflixa obecnie liczy sobie cztery sezony, ale na upartego będziecie w stanie pochłonąć je, no, powiedzmy, w tydzień. Jest to historia, która Was jednocześnie rozbawi do łez, ale też odbierze wszelaką nadzieję na lepsze jutro. I choć bohaterem opowieści jest wyblakła gwiazda serialu familijnego z lat 90-tych, do tego o fizjonomii konia to nie można odmówić animacji uniwersalnego przekazu, prostych prawd, które nie zawsze do nas docierają.

    14-bo-jack-horseman-review.w710.h473[1]

    BoJacka bardzo trudno jest tak szczerze polubić, ale współczuje mu się niemal od samego początku.

    BoJack nie potrafi pogodzić się z tym, że jego popularność drastycznie spadła odkąd przestano emitować serial Rozbrykani. W jego domu mieszka fajtłapowaty Todd, którego życie jest pasmem mniejszych lub większych nieszczęść, była BoJacka, a jednocześnie jego agentka, kotka Princess Carolyn, jest tak zapracowana, że nie ma czasu na życie prywatne, a kolejną postacią, która miesza w życiu Horsemana jest Diane, która ma napisać za niego książkę biograficzną, która przyniesie mu ponownie wielką sławę. Żeby tego było mało BoJacka „dręczy” średnio rozgarnięty pies-aktor-gwiazdor, pan Peanutbutter, który gra obecnie w serialu bliźniaczo podobnym do Rozbrykanych.

    Na początku było mi dość ciężko przyzwyczaić się do samej kreski, jaki i do fabuły opowieści, nie do końca potrafiłem się wkręcić i potrzebowałem drugiego podejścia by w pełni docenić ten zwierzęco-ludzki świat. Im dłużej zacząłem się mu przyglądać tym bardziej wciągał mnie w spiralę śmieszno-smutnych sytuacji. Fabuła jest wielowątkowa, mnóstwo w niej retrospekcji, czy to z ekscesów BoJacka, czy z jego dzieciństwa, które miało niebagatelny wpływ na jego obecny charakter i skłonność do używek. Pięćdziesięcioletni BoJack desperacko pragnie znowu pragnie być w centrum uwagi, choć im dalej w fabułę tym nie do końca wiadomo czyją uwagę chce przykuć. Bowiem im bardziej zaczyna mu się powodzić na rozmaitych płaszczyznach tym bardziej zaczyna dostrzegać, że wszystko co się wokół niego dzieje jest niczym wydmuszka: po każdej wielkiej rewolucji przychodzi bolesny upadek, na który bohater jest wręcz przygotowany.

    Serial nie tylko jest widza przyprawić o stany depresyjne, ale też obnaża mechanizmy działające w Hollywood, pokazuje ulotność karier wielkich nazwisk i nie ucieka od umieszczania prawdziwych znanych nazwisk. Pojawiają się więc odpowiedniki aktorów takich jak Andrew Garfield, Naomi Watts, Cate Blanchett, są też zwierzęce odpowiedniki chociażby takich reżyserów jak Cameron Crowe czy Quentin Tarantino. To świat rządny plotek, skandali, dramatów, na których inni budują swoją popularność. Cała ta otoczka ma jednak na celu uwypuklić samotność głównego bohatera i jego znajomych, którzy borykają się z samotnością, egzystencjalną pustką, dręcząca przeszłością i poszukiwaniem sensu w życiu. Ten kolorowy, „przyjaźnie” narysowany świat co chwile zaskakuje nokautującymi zwrotami akcji w jestestwie postaci i przyznam, że po obejrzeniu kilku bardziej dołujących odcinkach towarzyszyło mi bardzo nieprzyjemne uczucie, jakby ciężar doświadczeń BoJacka i spółki został zrzucony na moje barki. Z drugiej jednak strony jest tu wiele komicznych, absurdalnych sytuacji, które sprawiają, że nie jestem w stanie oprzeć się wracaniu do kolejnych odcinków. Wielkie brawa dla kreatorów serii, którzy podobnie jak twórcy Ricka i Morty’ego swoją pracę nad serialem traktują jak swoiste katharsis. Sentencje wypowiadane przez postacie są bowiem momentami głęboko filozoficzne, poruszające, zmuszające do zastanowienia się, co do cholery robimy ze swoim życiem i czy w ogóle warto żyć.

    Oddzielny akapit zdecydowanie należy się aktorom dubbingującym w serialu, które, przyznam, że na pierwszy rzut ucha trudno rozpoznać. Will Arnett odwala fenomenalną robotę w roli BoJacka (nie jest on specjalnie znanym z twarzy aktorem, możecie go kojarzyć przede wszystkim z Arrested Development), ale chyba najlepiej słucha mi się mistrzowskiego Aarona Paula, czyli Jessego Pinkmana z Breaking Bad w roli nieporadnego Todda. Okazjonalnie w roli byłego przyjaciela BoJacka udziela się też Stanley Tucci, laureat dwóch Złotych Globów, znany z Igrzysk Śmierci, Nostalgii Anioła, Spotlight, Diabeł ubiera się u Prady czy Zostań. Robotę odwalają przednią i gwarantuję, że na „pierwszy rzut ucha” ich nie rozpoznacie. Do tego Paul jest też zaangażowany w produkcję całości, jest bardzo ważną jego częścią, więc jeśli za nim tęsknicie to koniecznie musicie sprawdzić BoJacka. 

    o-bojack-facebook[1]

    Bardzo szybko przyzwyczaicie się do tej ekipy.

    Ten serial przybliży Wam co mogło dziać się przez lata w głowach takich artystów jak Robin Williams czy Jim Carrey, na co dzień bardziej komediantów, w prywatnym życiu osobników cierpiących na głęboką depresję. Pokaże Wam, że tak zwane gwiazdy to też zwykli ludzie, którzy nawet posiadając na koncie grube miliony dolarów nie są szczęśliwi, którzy zaraz po zejściu z planu filmowego stają się zupełnie innymi osobami. Gdybym miał ocenić serial po kilku pierwszych epizodach, to pewnie wystawiłbym mocną, zaangażowaną emocjonalnie ósemkę, ale obecnie, kiedy historię Horsemana, mam już głęboko we krwi, to nie wypada mi nie dać oceny maksymalnej, bowiem w kategorii współczesnej animacji jest to arcydzieło. Ode mnie tyle na dziś, bowiem więcej zdradzać Wam nie chcę, ta produkcja po paru odcinkach znakomicie zaczyna bronić się sama. Także do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: