MENU
  • Dwie strony medalu, czyli o trzecim odcinku ósmego sezonu „The Walking Dead”

    Listopad 7, 2017 9:57 pm Dodał stanley

    Nagonka na TWD trwa w najlepsze. Fani narzekają, że nuda, że szczątkowa fabuła, że za dużo strzelania, że za mało zombie, że Rick już nie ten, że Negana za dużo, że to, że tamto. Wszystko źle! Prawda leży gdzieś po środku, lecz pragnę zauważyć, że wśród bohaterów, którzy się obecnie pojedynkują nie ma wojskowych, nie ma wielu strategów, nie ma osób nieskazitelnie czystych i każda decyzja niesie ze sobą opłakane konsekwencje. I z jednej strony rozumiem tych, którzy zarzucają, że serial stracił swój pierwotny urok i z survival horroru stał się płaczliwym melodramatem, ale z drugiej moim skromnym zdaniem właśnie ten ludzki pierwiastek nadaje serialowi unikalnego charakteru. Że w tej całej pochłaniającej człowieczeństwo apokalipsie jest jeszcze w ogóle na nie miejsce.

    sQ5obuaZj55LryCfNiujDo[1]

    Po dwóch stronach barykady, a niby po tej samej.

    Beztroska Ezekiela już w tym odcinku się na nim zemściła, nieważne jak płomienną przemową by zarzucił, nieważne ile otuchy by swoją gadką dodawał to twarda rzeczywistość zweryfikowała jego „zajebistość” na otwartym polu. Dwie przeprowadzone bezbłędnie akcje jeszcze o niczym nie świadczyły, zresztą z punktu widzenia logiki były bardzo wątpliwe. Bo Zbawcy mają swoje sposoby na ukrycie i w sumie to przecież grupa wpadła w oczywistą pułapkę i ofiar nie zabraknie. Chciałbym, żeby Carol wpadła w swój „killer mode” i porozstawiała po kątach kogo trzeba jak w starych sezonach, póki co wydaje mi się słabo zagospodarowaną postacią i czekam na jakąkolwiek wspólną scenę z nią i z Neganem (którego prawdopodobnie zobaczymy dopiero w piątym odcinku).

    Postawa Jezusa też nie wszystkim się może podobać, bowiem jego pacyfistyczne nastawienie może spowodować więcej szkody niż pożytku. To całe prowadzenie pojmanych Zbawców mogło się skończyć bardzo źle, szczególnie, że mamy wśród nich tego prowokującego Morgana koleżkę. Morgan jest obecnie pierwszą postacią do odstrzału, bowiem coraz bardziej pogrąża się w szaleństwie i po pojedynku z Jezusem postanowił odłączyć się od grupy. A wiecznie bezpieczny nie będzie, a ofiar w wojnie zabraknąć nie może. Uważam, że Maggie jest inteligentną przywódczynią i nie pozwoli by komuś stała się krzywda. Rzecz w tym, że teraz mają nowe gęby do wykarmienia, a to wciąż są Zbawcy więc ktoś może wywołać bunt wśród więźniów. Ten odcinek jak dla mnie wygrała scena z Gregorym pod bramą, reakcja Kala i ogólnie lekko komediowy jej ton. Jak dla mnie dni tego gościa są policzone, ale sprawia, że troszkę humoru w serialu i w sumie dzięki takiemu wężowi nigdy nic nie wiadomo więc czekam na rozwój wydarzeń. Jeśli Gabriel przeżyje potyczkę z Neganem to Greg może słono zapłacić za to, że go wtedy zostawił.

    Co do sceny, która w tym odcinku miała być najbardziej poruszająca to mam pewne wątpliwości. Czy zdążyliśmy aż tak wgryźć się w relację Aarona i Erica by się wzruszyć śmiercią tego drugiego? Ładnie to było zagrane, bardzo naturalnie i tak po ludzku, ale wciąż jest to strata postaci z trzeciego planu, której dużo na ekranie nie uświadczyliśmy. Tak czy siak odejście Erica sprawia, że mamy wstępne podwaliny do relacji Aarona z… Jezusem, który w jednym z epizodów dał nam wyraźnie do zrozumienia, że woli facetów. Póki co Aaron dostał pod swoją opiekę Gracie, czyli dziewczynkę znalezioną przez Ricka. Mówi się, że w wizji Ricka to może być właśnie Gracie, a nie Judith, która może się stać ofiarą wojny z Neganem.

    22905008_902843086551707_7621548686432645441_o[1]

    Morales pokazał nam nieco inną perspektywę życia ze Zbawcami.

    Bardzo podobała mi się rozmowa Ricka z Moralesem. Facet przeżył podobne piekło do Ricka, stracił całą rodzinę i w ostateczności to Zbawcom zawdzięcza życie. Słusznie, zauważył, że liczy się tu i teraz, że nie ma już tych ludzi, z którymi był blisko, że krótko znał Ricka, i że nie ma znaczenia co zrobił Negan grupie Ricka, ważne co uczynił dla Moralesa. Bardzo płytką zagrywką byłoby ze strony twórców przekonanie Moralesa, żeby przyłączył się do morderczej przecież ekipy Ricka. Rickowi nic nie zawdzięcza, Neganowi życie jako takie. Jest więc też druga strona medalu, jest spojrzenie z innej perspektywy na naszych ulubieńców. I jest też Daryl, który doskonale wie kogo zabił. Nawet jeśli Morales pojawił się tylko na chwilę, nawet jeśli stał się chwytem marketingowym, niespodzianką na krótką chwilę to jego spojrzenie mówi bardzo dużo o tym jak zmienili się bohaterowie. Nie ma już „oficer friendly”, jest za to człowiek, który strzela częściej niż Negan używa Lucille.

    Uważam, że ten odcinek mimo ewidentnych akcji, przy których scenarzyści się wielce nie męczyli zaoferował nam całkiem sporo. Biorę też poprawkę, że bohaterowie nie są strategami, wyszkolonymi, zawodowymi żołnierzami czy płatnymi zabójcami. Są ludźmi, ludźmi, którzy aby przeżyć muszą uciekać się do decyzji, które będą się za nimi ciągnąć całe życie. Liczę przede wszystkim na backstory Negana, które w komiksie jest mocno poruszające, bowiem póki co znamy go tylko z tej bezwzględnej, szalonej strony. Kto nie chciałby zobaczyć genezy potwora, którym się stał? Kto nie chciałby się dowiedzieć dlaczego jego kij nosi takie a nie inne imię? Świat TWD jest bardzo pojemny i przed nami jeszcze bardzo dużo odkrywania go. A że odkrywamy go bardzo powoli? Cóż, jest to już taki tasiemiec, że w końcu zostaną z nim najwierniejsi fani tacy jak ja. Tacy, którzy każdy odcinek Wam przeanalizują. Póki co uważam, że ten epizod był lepszy od dwóch poprzednich. Ode mnie tyle na dziś, do przeczytania za tydzień!

    Komentarze

    Kategorie: