MENU
  • Gorące bułki, płonące statki i paskudne rany, czyli o drugim odcinku siódmego sezonu „Gry o Tron”.

    Lipiec 24, 2017 8:04 pm Dodał stanley

    Już słyszę te narzekania. Że nuda, że łażą, gadają, bzykają się i nic z tego nie wynika. Jednak im więcej się słucha, im więcej się chłonie o czym bohaterowie ze sobą rozmawiają tym lepiej rozumie się ich decyzje i można przewidzieć jakie będą tego konsekwencje. A tak ogólnie to rozpierducha z końcówki epizodu zrobiła mi bardzo dobrze, ale pozwólcie, że zacznę od początku…

    helen%20sloan%20-%20hbo%20photo%2010[1]

    Paluchy won od mojej siorki, dziadu!!!

    Wnioskuję, że w tym i w ostatnim sezonie będzie cała masa nawiązań do wydarzeń przede wszystkim z pierwszego sezonu, oraz do wydarzeń jakich w serialu nie uświadczyliśmy. To nie jest produkcja, w której bohaterowie łatwo zapominają o przeszłości i wybaczają przewinienia swoich rodziców oraz bliższych i dalszych krewnych. Ani też nowych sojuszników, którzy muszą udowodnić jakoś swoją lojalność. Rozmowa Daenerys z Varysem, a później z Olenną to nie jest coś rewolucyjnego dla fabuły, ale nadaje głębię tym postacią, sprawia, że mają background, mają swoją przeszłość i kierują się konkretnym kodeksem. Bardzo ciekawą postawę ma Varys, który po prostu uważa, że Danny będzie odpowiednią królową dla prostego ludu. Czy jest to wszystko zgrabną intrygą, którą łysol stosuje by uchronić swój tyłek? Czas pokaże, póki co jest to dla mnie jedna z najbezpieczniejszych postaci, która trzyma się mocnej pretendentki na władczynię. Poza tym po stronie Varysa jest też Tyrion, któremu Danka ufa niemalże bezgranicznie (mając na uwadze, że jest Lannisterem o czym wspomina zdystansowana Olenna, która z całego serduszka pragnie zgonu Cersei. Nie wypada mi też nie wspomnieć o wizycie Melisandre, która najwyraźniej widzi w Dance kogoś kim nie okazał się Stannis. Czerwonej Kapłance zawdzięczamy rezurekcję Jona, ale i tak nie należy jej za bardzo ufać, jeszcze może narobić więcej szkody niż pożytku, a spalenia Shireen nie wybaczyłem jej do dziś. Fakt, faktem, większość sojuszników przykleja się tam gdzie widzi swoje szanse na przeżycie. Ach, jeszcze jedno, scena erotyczna z Missandei i Szarym Robakiem. Bardzo delikatna i miłosna, a nie na granicy pornola, co jest miłą odskocznią od zwyczajowych scenek z nagością. Wiedzcie, że jest to nic innego jak zapowiedź tego, że któreś z nich zginie, a obstawiam Robaka ze względu na bycie w armii.

    Informacje dzięki krukom bardzo szybko się roznoszą i choć do tej pory wydawało nam się, że Cersei szans z Daenerys za bardzo nie ma, to z pomocą jak zwykle przyszedł Qyuburn, z którym wielce sympatyzuję. Całkiem imponująca jest ta kusza Wam powiem, a skoro smoka można zranić to i można zabić. Nie da się ukryć, że wielce epicka byłaby scena ubicia smoczyska przez Cerseii tym urządzeniem, o ile została by ładnie zaserwowana. Póki co królowa miała mniej więcej taką samą minę jak Joffrey strzelający do prostytutek ze swojej ulubionej kuszy. To, że Danny ma smoki nie znaczy, że nie da jej się pokonać, rzecz w tym by to wszystko miało ręce i nogi. Póki co plan Danki szybko poszedł się chromolić po tym jak Euron niczym kapitan Jack Sparrow, tylko bardziej szalony, zrobił rozpierduchę w bardzo pięknym stylu.

    Naczytałem się w komentarzach, jakie to ciarki wywołało u ludzi powiedzenie przez Jona imienia Daenerys. Po otrzymaniu kruka od Sama Jon już w końcu coś wie. Wie gdzie jest smocze szkło, którym można pokonać Białych Wędrowców. Tym samym udanie się do Daenerys jest naturalnym krokiem choć przez większość nie przyjętym dość ciepło. Jon ma na uwadze to, że Daenerys ufa Tyrion, jedyny Lannister, któremu i on nie potrafi nic zarzucić. Pozostawia więc władzę Sansie pod swoją nieobecność, a przed opuszczeniem siedziby bardzo dobitnie tłumaczy Littlefingerowi co z nim zrobi jeśli ruszy jego siostrę. Pamiętacie jak Ned dusił Petyra? Ten sezon jest pełen echa, które nie zawsze jest łatwo wyłapać, ale kiedy już się to zrobi, to satysfakcja murowana.

    yara-theon-greyjoy-game-of-thrones-season-7-episode-2[1]

    – To nie są fajerwerki, prawda?

    Mówiło się dużo o reunionie wszystkich pozostałych przy życiu Starków w tym sezonie, ale póki co nie zanosi się na to, że Arya spotka Jona. Wiadomo, że dzięki spotkaniu z Gorącą Bułką nie od razu uda się do Kings Landing by zabić królową. Jednak spotkanie z rodziną jest ważniejsze i skłoniłbym się do tego, że albo spotka Jona po drodze, albo zobaczy się tylko z Sansą. I wtedy będzie miała okazję zabić Littlefingera. Jon natomiast najprędzej spotka się z Brannem, a wszyscy, wedle moich snuć, zobaczą się na przykład w finale sezonu (i wtedy któreś z nich zginie). Póki co byliśmy świadkami chwilowego reunionu Aryii i Nymerii, jej wikora, która dowodzi całym stadem. I choć Arya, mówi na końcu zdanie sugerujące nam, że to mogła nie być Nymeria, to jeśli przypomnimy sobie co mówił Ned (jak on często ostatnio w rozmaitych wymianach zdań powraca) o Aryii to zrozumiemy co miała na myśli. Ned mówił o Aryii, że powinna być jak Sansa, przeznaczona do bycia księżniczką, królową, Arya jednak mówiła, że „to nie ona”, że „taka nie jest”. To niby są wszystko małe scenki, ale pokazują, że ta historia, mimo skrótów, uproszczeń i zabiegów balansujących na granicy logiki i sensu jest spójna, że bohaterowie mocno żyją przeszłością i początkiem swoich historii, szczególnie te młode, a już tak bardzo naznaczone przez życie postacie.

    Naznaczonym przez babranie się w szambie jak ostatnio widzieliśmy jest Sam. A jako, że wojownik z niego nienajlepszy za to pochłaniacz książek perfekcyjny to nic dziwnego, że ukazuje nam się jako postać przydatna i siedząca tam gdzie powinna (no poza tym gównem). W GoT mieliśmy już wiele dość graficznych scen (R.I.P Oberyn), ale tym razem twórcy zaserwowali nam scenę rodem z filmów Cronenberga. Jak ktoś jadł podczas oglądania scen z Jorahem to pozdrawiam, nawet się lekko wzdrygnąłem i zrozumiałem jak okrutną chorobę miała Shireen. Wydaje mi się, że Samowi się uda i jeszcze będzie dane Jorahowi i Dance się zobaczyć. Tak przy okazji, przejście pomiędzy grzebaniem w ranie, a jedzeniem przez typa w knajpie, w której była Arya to jest czysty, paskudny majstersztyk!

    Na koniec oczywiście najsmaczniejsza część odcinka czyli walka pomiędzy Greyjoyami. Euron chyba nie przepada za związkami lesbijskimi, bo kiedy już miało dojść do czegoś więcej między Yarą a Ellarią to wparował w swoim przerysowanym stylu i zaczął siać pożogę. Statki płoną, trup ściele się gęsto i w jakże satysfakcjonujący sposób giną dwie Żmijowe Bękarcice ku uciesze tłumów (nie oszukujmy się, wątek Dorne w GoT jest mocno do dupy). Euron się nie pierdoli w tańcu i takie sztuczki jakich używały dziewczyny koło dupy mu latały. Pozostała więc moim zdaniem ta najładniejsza z sióstr, uprowadzona tak samo jak Ellaria i Yara. Wiemy więc już jaki będzie prezent dla Cerseii, ale z tego co można było wyczytać to nie będzie dar jaki skusi królową pozwolenie Euronowi być królem. Za to pozwoli jej mniej ubrudzić ręce, skoro Euron odwali za nią eliminację wrogów. Podobały mi się bardzo emocje na twarzach Yary i Theona, ona była rozczarowana postawą brata, on przez chwilę znów stał się niewolnikiem Ramsaya, Fetorem który stchórzył i skoczył do wody. Nie pozostanie to bez echa jeśli będzie mu dane się spotkać z siostrą, jedyną osoba, która może go przygarnąć jest Sansa, której jak pamiętamy uratował życie (choć wcześniej myślał, że stracił jej braci).

    Czego możemy być pewni w następnym epizodzie? Spotkania Danki z Jonem, powrotu Eurona do pałacu Cerseii ze swoimi prezentami, oraz ataku Nieskalanych na armię Lannisterów. No i tytułowej sprawiedliwości królowej, tylko której? To tyle na dziś, do przeczytania za tydzień! Piszcie w komentarzach kto Waszym zdaniem nie dotrwa do końca tego sezonu!

    Komentarze

    Kategorie: