MENU
  • Helloooooł z innego wymiaru, czyli o 3 i 4 odcinku „Twin Peaks: The Return” słów kilka.

    Maj 30, 2017 8:17 pm Dodał stanley

    Wcale się nie zdziwię jeśli część widzów po obejrzeniu odcinka trzeciego postanowiła sobie zrobić dłuższą przerwę od oglądania przygód agenta Coopera i spółki, bowiem stężenie absurdu, surrealizmu i abstrakcji sięgnęło zenitu. Twin Peaks miało to do siebie w poprzednich sezonach, że między treściami nadprzyrodzonymi a przyziemnymi panowała względna równowaga, po prostu część bohaterów zachowywała się jak opóźniona umysłowo. Nowy sezon przywalił z grubej rury już w poprzednich odcinkach, spółka Lynch-Frost jedynie udowodniła, że można jeszcze mocniej i bezkompromisowo.

    26watching-slide-3HO7-master768[1]

    Mistrzowska scena!

    Odcinek trzeci otwiera dość ciężkostrawna podróż do innego wymiaru, pełna symboli i nawiązań do szczegółów z poprzednich sezonów i Ogniu krocz ze mną. Nasz ulubieniec Cooper przedostaje się do świata rzeczywistego, jego zły sobowtór ma wypadek i trafia do aresztu, a drugi sobowtór stworzony przez tego złego do tej pory funkcjonujący jako Dougie Jones zostaje unicestwiony w innym wymiarze. Nie brzmi to jak streszczenie starego, poczciwego odcinka TP, czyż nie? Im bardziej się jednak człowiek przygląda tym więcej widzi spójności w operowaniu „twin peaksowym” dziedzictwem i dodawaniem do niego nowych, acz nie szkodliwych elementów. Kilka scen jest tutaj po prostu złotych choć nie popychają specjalnie fabuły do przodu. Cameo Michaela Cery grającego z manierą Marlona Brando to złoto, David Duchovny jest wyborną Dennise i tylko na Alberta Rosenfielda patrzy się z boleścią bowiem Miguela Ferrera nie ma już między nami. Jest na szczęście wciąż między nami David Lynch, który agentem Cole’m wciąż jest wybornym i wykreowany przez siebie świat ma za pewne pod większą kontrolą niż nam się wydaje.

    Znakomite są sceny w kasynie i gra aktorska McLachlana jako nieobecnego wielce Dougiego/Coopera. To całkiem zabawne a jednocześnie „nawiedzone” przez ciemną stronę mocy scenki, w których „helloooooo” jest wypowiadane po mistrzowsku. Jedyne co może dziwić to nieco zbyt oderwane od rzeczywistości reakcje otoczenia na odmienionego Dougiego. Ale to jest świat Twin Peaks więc żądanie bardziej „normalnych” reakcji jest wręcz nie na miejscu. Nie brakuje nawiązania do Mullholand Drive, pojawiła się bowiem postać grana przez Naomi Watts. Kolejna mistrzowska scena to ta śniadaniowa z piciem kawy, generalnie odcinek numer 4 jest najbardziej klasycznie peaksowy z tych dotychczasowych, chociaż i w nim wszystko jest powywracane do góry nogami. Za to rozmowa ze złym sobowtórem przez agentów FBI to póki co chyba najmroczniejszy, pełen podskórnego napięcia fragment tego sezonu.

    26watching-slide-8453-master675[1]

    Ktoś tu konkretnie ukradł odcinek!

    Jakie jeszcze callbacki można wyłuskać z tych epizodów? Motyw niebieskiej róży znany z Ogniu krocz ze mną pojawia się kiedy Coop jest uwięziony w innym wymiarze i w rozmowie Rosenfielda z Cole’m. Bobby reaguje na zdjęcie Laury w taki sam przerysowany i przegięty sposób jak jego odpowiednik sprzed ponad 25 lat. Nawet motyw z czekoladkami się pojawia, a nawiązuje bodajże do pierwszego epizodu. No i w końcu pojawia się sowa, która nie jest tym czym się wydaje. I tak bym mógł wymieniać i wymieniać postacie i przedmioty,  które się przewijają, ale potrzebny byłby solidny analityk by całą mitologię TP Wam tu przedstawić. Ja przede wszystkim ten serial czuję. Czuję jego dziwność, śmieszność, ale też dramatyczność i mistycyzm. I choć nawet jeszcze ramki tych puzzli nie ułożyłem to bawię się przednio i nie zamierzam serialu porzucić. Cztery odcinki to wystarczająco dużo by sobie wyrobić opinię o tym czy Lynch i Frost wciskają nam bełkot, czy jednak spójną lecz nie pozbawioną elementów „nierozwiązywalnych” całość. Te cztery epizody miały być dla nas testem wytrzymałości i zapewne przygotować na jeszcze więcej niesamowitych i zwariowanych scen rodem z sennego koszmaru. Czekam na udział kolejnych dawno nie widzianych postaci i tych nowych szczególnie granych przez moich ulubieńców. Szczególnie na Roberta Kneppera, Jeremy’ego Davisa, Monicę Bellucci, Tima Rotha i Laurę Dern.

    Oczywiście mam świadomość, że ten sezon nie odpowie na wszystkie pytania, ba mam wrażenie, że twórcy zostawią nas z jeszcze większą ilością WTF niż zostawiali te 25 lat temu. Lynch, który nie chciał tworzyć drugiego sezonu TP ma ku temu swoje powody… Pozostaje więc czekać, czy „The Return” będzie artystycznym domknięciem całości czy tylko fanaberią twórców świadomych na ile sobie mogą pozwolić bez oglądania się na kogokolwiek. I to by było na tyle na dziś wpis o kolejnym epizodzie oczywiście za tydzień!

    Komentarze

    Kategorie: