MENU
  • Jak nie wizualizować marzeń, czyli o pewnym zrytym filmiku słów kilka.

    Marzec 20, 2017 9:54 pm Dodał stanley

    Przyznam na wstępie, że miałem tego tematu nie poruszać, ponieważ wydawało mi się, że tak jak wszystko na co jest nagły hajp tak i ten filmik zostanie po prostu obrzucony błotem i szybko zapomniany. Tak się jednak nie stało i ostatnie dokonanie Łukasza Jakóbiaka dotarło do bardzo popularnych twórców na YT: h3h3Productions i JET Crew. Być może nie wszyscy mieliście styczność z tym filmikiem więc na wstępie go krótko streszczę. Ostatnia produkcja autora programu 20m2 Łukasza jest wizualizacją jego udziału w programie Ellen DeGeneres, znanej prowadzącej programy typu talk-show i jednej z najlepszych prowadzących galę oscarową ever. Z założenia miał to być filmik, który miał na prowadzącej zrobić wrażenie tak wielkie, że zaprosiłaby jego autora do swojego programu. I gdyby poprzestać na jakiejś atrakcyjnej, zabawnej formie, czegoś na zasadzie fanowskiego video, nawet nagranego w specjalnie wybudowanym do tego studiu stylizowanym na to u Ellen to byłoby to może i dziwaczne, ale całkiem okej i być może robiące na samej Ellen pozytywne wrażenie. Być może niektórzy z Was o tym słyszeli, ale na przykład vlogerce o ksywie Vroobelek udało się „być” w programie Ellen nie tyle cieleśnie co jej materiał został tam wyemitowany i moim skromnym zdaniem Łukasz mógł pójść w podobnym kierunku. Niestety postawił na zupełnie inną, bardziej rozbuchaną taktykę, która, co tu dużo mówić zakończyła się dla niego katastrofą pod postacią internetowego linczu nie tylko przez hejterów jako takich, ale przez jego wiernych widzów, dla których to już było za dużo.

    z21492042IER,Lukasz-Jakobiak-podczas-udawanej-wizyty-u-Ellen-de[1]

    W jakiś pokrętny sposób jest to wszystko mocno popierdolone i przerażające.

    Grzechów ten materiał ma całą masę, jednak nim do nich przejdę ustosunkuję się do postaci Łukasza jako takiej. Cenię sobie ludzi, którzy spełniają swoje marzenia, którzy mają swoje wyraziste pasje i poprzez ciężką pracę wdrapują się na szczyt. Nie da się ukryć, że bohater mojego dzisiejszego wynurzenia jest bardzo konsekwentny i przeprowadził w swoim programie bardzo dużo całkiem ciekawych i merytorycznych wywiadów. Łukasz był więc kojarzony jako całkiem sprawny dziennikarz i konferansjer imprez jutuberskich, który pokazał, że jak się chce to można nawet mimo wszędobylskiego jadu i podkładanych pod nogi kłód. Jako że do cochaingu podchodzę z dużym dystansem po prostu postanowiłem nie oglądać jego przemówień motywacyjnych szczególnie po ostatniej prześmiewczej dramie Generatora Frajdy z Kołczem Majkiem. Po prostu nie chciałem mieć styczności z kołczingiem w jakiejkolwiek formie. I jak się potem okazało całkiem słusznie olałem, bowiem z materiału stylizowanego na spotkanie u Ellen wynika, że Łukasz stosuje najgorsze i jednocześnie najtańsze kołczingowe zagrywki na których można zarobić krocie. Trudno jest mi sobie nomen omen zwizualizować całą drogę, która doprowadziła do powstania tego filmu, ale jak pisałem w pierwszym akapicie Łukasz chciał jak najlepiej. Problem w tym, że tylko dla siebie a nie dla widzów, których po prostu oszukał. Szeroko zakrojona akcja na Instagramie i obietnica oglądania na żywo spełnienia jednego z najważniejszych marzeń ucieszyła fanów, którzy oczywiście kibicowali swojemu ulubionemu twórcy. „No i super” pomyślałem sobie, bowiem sam wielokrotnie wyobrażałem sobie spotkania z ulubionymi zespołami, aktorami czy aktorkami (do których sporadycznie dochodzi, ale wyglądają zupełnie inaczej w rzeczywistości niż w wyobraźni). Potem przyszło lekkie rozczarowanie, że to jednak tylko wizualizacja, ale okej, uznałem, że to może być całkiem spoko haczyk na Ellen i spełnienie jednego z ważniejszych marzeń życia tego gościa. Nie czułem się więc wielce oszukany jak niektórzy na wstępie i zacząłem szukać mocnych punktów tego materiału. Jedyne co mi się ostatecznie udało odfajkować in plus to odwzorowanie studia i jakieś tam zbudowanie klimatu talk-show. Cała reszta to jednak hardcore’owe rycie beretu w najgorszym wydaniu. Gra naszych wizualizujących marzenie bohaterów jest po prostu zła, na tyle sztuczna i wystudiowana, że trudno nie być szczerze zażenowanym. Pani Beata jest kiepską Ellen, a Łukasz kiepskim gościem u kiepskiej podróbki Ellen. Jak na materiał przygotowany tak długo to rzecz jawi się mocno niedopracowaną, momentami źle zsynchronizowaną, a do tego śmiech z offu jest tak ewidentnie doklejony, że nie czuć uczestnictwa publiki. Takie zabiegi wychwycone przez widzów rzutują negatywnie na opinię na temat całego materiału, to wszystko jest tak cholernie przeszarżowane, że aż kuje w oczy od pierwszej kuchennej sceny. Zakładam, że niewielu widzów programu Łukasza tak naprawdę wie czym jest wizualizacja, co ma na celu i po co tak właściwie powstała, więc skupia się na fakcie, że od pierwszej kuchennej sceny coś nie gra i pachnie fejkiem. Nie chcę tutaj tego analizować pod kątem aktorstwa i dialogów bo już sobie powiedzieliśmy, że jest to na miernym poziomie, ale w razie czego można przecież użyć argumentu, że to „tylko wizualizacja”, tylko wizja tego co marzeniach Łukasza z pewnością wydarzyło się już kilkaset razy. Prawdziwy dramat zaczyna się jednak w wybudowanym na potrzeby filmiku studiu i kiedy pojawia się fałszywa Ellen grana przez panią Beatę. Jak na osobę, która tak bardzo wielbi Ellen to Łukasz jest gościem, który w realu często by jej przerywał  i wyszedłby na bardzo narcystyczną, sztucznie udającą skromność osobę. Jeśli ten wywiad w rzeczywistości miałby się skupić na „zajebistości” gościa Ellen to raczej nie byłby to lubiany odcinek. I to już nie chodzi o to czy nasz bohater sobie zasłużył na udział w programie czy też nie, bowiem to zależy od indywidualnych kryteriów Ellen, ale o postawę jaką reprezentuje gość. Fajnie jest być pewnym siebie, charyzmatycznym osobnikiem, za którym pójdą tłumy, ale można to robić z klasą i szacunkiem dla inteligencji fana. Rzecz w tym, że Łukasz wypadł w materiale na tak zakochanego w sobie buca, że to aż serce boli. Zakładam, że prawdziwa Ellen widziała w życiu bardzo wiele, że przeżyła takie historie, że mogły by nam oczy zbieleć, ale to co odwalił Łukasz może uznać za… zbyt sprzeczne, niebezpieczne i dziwne. Sprzeczne, bowiem z jednej strony Łukasz jest jej maniakalnym fanem, a z drugiej opowiada tylko o sobie i próbuje w tej rozmowie dominować. Niebezpieczne, bo gość może zostać uznany za chorego psychicznie stalkera, a dziwne bo cała ta akcja jest totalnie niekonwencjonalna i w paru miejscach być może specjalnie, a być może nie totalnie się rozjeżdża. Pierwsze WTF to moment zapowiedzenia gościa czyli pokazanie go, że już siedzi u Ellen zanim usiadł u Ellen. To albo rodzaj jakiegoś postrzelonego żartu, albo swoista incepcja. Do tego aktorka grająca Ellen na publice i chyba największy koszmar całości poza finałowym tańcem, to okropne zdjęcie, uśmiechniętego Łukasza obok śpiącej Ellen. Co to miało na celu? Jeśli przekonanie do zaproszenia do programu to w budzący wiele wątpliwości sposób. Gdybym był Ellen to bałbym się wpuścić kogoś takiego do studia, bo jeśli ktoś sobie wymyślił, że fajnie jest robić komuś zdjęcie kiedy śpi i jeszcze się przy tym uśmiechać jak zwyrol, to od tego jedynie krok od porwania. Być może brzmię jakbym przesadzał, ale tak to po prostu widzę.

    Idę o zakład, że niektórzy uznają nasz naród po zobaczeniu tego materiału za mocno szurnięty.

    Mówili mi ludzie, że mam obejrzeć bo ryje beret niesamowicie i potwierdzam, że w skali od 1 do 10 to gdzieś tak 4815162342 bym dał. Żeby to jeszcze było z większym jajem i mniejszą spiną zrobione, gdyby to było zapowiedziane jako wizualizacja a nie zaplanowane jako ściema, która jednie rozjuszyła widzów to to miałoby sens i nie spotkałoby się z takim hejtem, który jest co prawda momentami zbyt wulgarny i często uderza w wygląd Łukasza co moim zdaniem jest słabe, ale tam gdzie trzeba trafia, bo to jest mocno rakotwórczy materiał i nie wiem co musiałoby w nim ująć Ellen by zgodziła się na udział Łukasza w swoim programie po zobaczeniu czegoś tak „creepy”. Oczywiście, by spełniać marzenia to trzeba zapierdalać, ale trzeba mieć też za uwadze, że widzowie nie są głupi i nabijanie ich w butelkę jest mega szkodliwe. A jak to ładnie Gargamel ujął zostało nam sprzedane „publiczne masturbowanie się” gościa, który ma niebotyczne mniemanie o sobie. Czy ten film będzie pogrzebaniem kariery Jakóbiaka? Szczerze wątpię, bo na miejsce fanów, którzy odejdą przyjdzie nowa grupa, która to wszystko jednak kupuje. A i gości do wywiadów nie zabraknie. Jedyne czego nie wróżę, to bycia gościem u Ellen, no przynajmniej nie w najbliższym czasie. Ode mnie tyle na dziś, do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: