lead_960[1]

Jaka piękna katastrofa, czyli recenzja filmu „The Disaster Artist”.

Gwarantuję Wam, że takiego filmu jeszcze nie widzieliście. To nie ten sam kaliber opowieści co Ed Wood w reżyserii Tima Burtona. To jest zupełnie coś innego, pokręconego, zabawnego, a jednocześnie momentami dość smutnego, bowiem Tommy Wiseau jest postacią jakby z innego wymiaru, wizjonerem samemu dla siebie, nieświadomym jak bardzo nieumiejętnym i pozbawionym talentu jest osobnikiem. Jego postać jest jednak na tyle ekscentryczna, że jednocześnie pewnych rzeczy nieświadoma. Tommy marzy o wielkiej karierze w Hollywood, a że nikt go tam nie chce puścić drzwiami to wbija się oknem realizując scenariusz, który jawi się jako mocno odbijający jego dotychczasowe życie. Tommy inspiruje się Szekspirem, Jamesem Deanem, największymi sławami ze świata sztuki filmowej i literatury. Jest prostolinijny, nie lubi rozmawiać o swoim pochodzeniu, ani skąd ma niebotyczne sumy na koncie, a w swój projekt życia wciąga Grega Sestero, początkującego aktora, któremu imponuje, że Tommy jest postacią aż nadto ekspresyjną i nie zważa na konstruktywną krytykę. Greg nie ma świadomości, że oto przyczyni się do powstania jednego z najgorszych filmów w historii kinematografii, filmu, który nie miał być żartem, a się nim stał.

lead_960[1]

AJ DID NAAAAAAAT!

Właśnie streściłem Wam sam film w reżyserii Jamesa Franco na podstawie książki Grega Sestero, The Disaster Artist. James wciela się w tajemniczego Wiseau, nawet nieco zbyt mocno przerysowuje jego maniery zachowania i sposób wysławiania, ale i tak lepszej kreacji Tommy’ego sobie wyobrazić nie potrafię. Poza samymi kulisami powstawania The Room przede wszystkim widz poznaje skrawki życia Tommy’ego i Grega, którzy szybko stali się najlepszymi przyjaciółmi, właściwie to na dobre i na złe. Ich perypetie bywają i przekomiczne i nieco dramatyczne, ale przede wszystkim pokazane na tyle zgrabnie i dynamicznie, że nie ma mowy o fragmentach nudnych czy niepotrzebnych. Tommy ma ciężki charakter, lecz nie wiadomo czy jest on nabyty, czy gość próbuje podrabiać zachowania osób, które go przez lata inspirowały. Momentami jest niczym dziecko błądzące we mgle, często bywa zazdrosny, szczególnie kiedy Greg znajduje sobie dziewczynę, a swoją agresję rozładowuje w taki sposób, że potem go wszystko boli. Czasem jest mi go żal, czasem uważam go za ostatniego dupka i megalomana, ale z drugiej strony on jest tak bardzo, bardzo nieświadomy tego co robi i tak święcie przekonany, że jest Wielkim Artystą.

the-disaster-artist[1]

Śmiechom nie było końca.

Podoba mi się to, że w filmie pojawiają się znane twarze, czy to w rolach drugoplanowych, czy grające same siebie. Poza braćmi Franco na ekranie pojawiają się min. Zac Efron (nierozpoznawalny w pewnych scenach!), Josh Hutcherson, Seth Rogen, Kate Upton, Dylan Minette, Bryan Cranston (w świetnej scenie, którą docenią fani Zwariowanego świata Malcolma), nie brakuje też udziału samego Grega Sestero, a cameo samego Tommy’ego ma miejsce w scenie po napisach, tak więc musicie zostać do samego końca filmu w kinach. Oczywiście przed seansem The Disaster Artist polecam przebrnąć przez The Room, które na upartego idzie potraktować jako wyborne guilty pleasure, które co prawda ocenia się na jeden punkt (lub na dziesięć jeśliście z tych, którym film rozsadził łeb samym faktem poznania), ale za to z takim gigantycznym serduszkiem. Sam Disaster Artist to dla mnie dzieło niemal doskonałe, słusznie Franco wyrwał Złoty Glob za swoją kreację, ale jak wiemy oskarżenia o molestowanie seksualne wyeliminowały go z wyścigu o Oscary, a film ma jedną nominację za scenariusz adaptowany. Nie zmienia to faktu, że jest to jeden z najciekawszych filmów, który dla mnie mógłby właściwie być odrobinę dłuższy i jeszcze bardziej zagłębiający się w szalony umysł Wiseau. Nie pozostaje mi nic innego jak wystawić temu dziełu solidne 9/10 i zaprosić Was do obejrzenia ciekawostek związanych z The Roomktóre ostatnio pojawiły się nam moim kanale. Miłego oglądania!

Komentarze