MENU
  • Kolorowy, śmieszny, fantastyczny… koniec świata, czyli recenzja filmu „Thor: Raganrok”.

    Październik 26, 2017 8:41 pm Dodał stanley

    Filmy Marvela stoją ostatnio na niesamowicie wysokim poziomie, a do tego są tworzone z niesamowitą lekkością i wypuszczane w sensownej kolejności. Po świetnym, wyluzowanym Spiderman: Homecoming przyszło mi się zmierzyć z jeszcze bardziej rozrywkowym Thor: Ragnarok, którego reżyserią zajął się Taika Waititi (Co robimy w ukryciu, Dzikie łowy). Po trailerze już byłem kupiony, ale miałem gdzieś z tyłu głowy tą świadomość, że jednak mogłem w nim dostać to co w filmie najlepsze (zmora trailerów wypuszczanych od ładnych paru lat). Zajawka okazała się na szczęście tylko drobnym wycinkiem całej, bardzo pojemnej historii, która w przeciwieństwie do dwóch poprzednich części jest znacznie bardziej dynamiczna, barwniejsza i pełna komicznych bohaterów.

    thor-ragnarok[1]

    Największym atutem filmu jest to, że… przekonał mnie do głównej postaci.

    Zaznaczę od razu, że tak jak w przypadku ostatnich Strażników Galaktyki nowego Thora można oglądać bez znajomości poprzednich dwóch części. Nietrudno połapać się kto jest kim, choć początek z udziałem pewnego znanego tu i ówdzie Doktora S. może się wydać nieco chaotyczny. Cieszę się bardzo, zachowana jest ciągłość fabularna, że są smaczki, ale tak jak mówiłem, nieprzekonani do postaci Syna Odyna nie będą mieli większych problemów by się połapać nie znając jedynki i Mrocznego świataRagnarok jest bowiem nowym otwarciem, dziką jazdą w ejtisowych klimatach, z Immigrant Song Led Zeppelin wybrzmiewającym w ciągu 10 pierwszych minut (utwór pojawia się dwa razy i za drugim robi takie samo, he, he, piorunujące wrażenie). Punktem wyjścia jest pojawienie się w Asgardzie bogini śmierci Hel (zjawiskowa i bawiąca się swoim czarnym charakterem Cate Blanchett) co doprowadza do pewnego wypadku, w wyniku którego Thor i Loki (tak, Loki jest mistrzowski, ale tym razem Thor dorównuje mu swoją komicznością) lądują na obcej planecie. Planetą rządzi niejaki Grandmaster (Jeff Goldblum, nawet nie wiem czy jest on czarnym charakterem, czy po prostu zajebistym, prześmiesznym szajbusem), który organizuje walki gladiatorów. Thor musi stanąć do walki z Hulkiem, który rozbił się na planecie dwa lata wstecz (wątek Hulka/Bruce’a Bannera jest zresztą świetnie nakreślony, a Mark Ruffalo jako Banner ma świetne wspólne sceny z Hemsworthem i Hiddlestonem). Nie brakuje więc efektywnej rozwałki i „miłego” wspomnienia z okresu pierwszych Avengersów.  Ragnarok ma nas przede wszystkim bawić i nawet jeśli ma kilka skrótów i niedociągnięć to giną one w morzu żartów dobrych, bardzo dobrych i wybitnych, mnie rozwalił ten, którego większość mogła nie zauważyć (podpowiem, że chodzi o występ BARDZO znanego aktora w inscenizacji sceny z części drugiej). Waititi ma kilka asów w rękawie i sięga po nie w bardzo dobrych momentach, bo nawet kiedy oglądamy sceny, wydawałoby się, mocno dramatyczne, gdzie giną bohaterowie, to szybko są rozładowywane, nawet tym czarnym humorkiem.

    Efekty specjalne są wyborne, kolorystycznie to jest ta sama bajka co ostatni Strażnicy a nasza planeta też nie ma za dużego udziału w fabule co zdecydowanie działa na jej korzyść. Jest na co patrzeć, jest czego słuchać, dwie godziny mijają szybciutko, a relacje między Thorem a Lokim absolutnie nie nużą i nabierają wręcz nowego, jeszcze zabawniejszego wymiaru. Hiddleston jest rewelacyjny, dalej niczym zbuntowany nastolatek, ale jeśli w poprzednich częściach były momenty, za które go nie lubiłem, tak tutaj kupuję go w każdej minucie i czasem nawet kibicuję by mu się udało (choć wiecie dobrze jak to z nim jest). Większy nacisk położono też na postacie kobiece, pokazane jako silne, choć mające skłonności do zła. O ile Walkiria lubi sobie po prostu wypić, tak Hela lubuje się w masowych zabójstwach i choć jest wykreowana wspaniale, to nie byłem w stanie z nią jakkolwiek sympatyzować (a przecież lubimy kibicować tym złym, czyż nie?). Podoba mi się też morał wynikający z całej tej historii i kierunek w jaki zmierza opowieść o Thorze, Lokim i mieszkańcach Asgardu.

    Marvel Studios' THOR: RAGNAROK..L to R: Hela (Cate Blanchett) and Skurge (Karl Urban)..Ph: Film Frame..©Marvel Studios 2017

    Nie przypominam sobie filmu, w którym Cate by nie błyszczała.

    To zupełnie inaczej opowiedziana opowieść niż zwykle bywało u Marvela, bez przesady i patosu poprzednich Thorów i z humorem większości produkcji tego Uniwersum. Z obowiązkowym cameo Stana Lee, ze smacznymi, sarkastycznymi i ironicznymi dialogami, zabawnymi postaciami, które niby nic do fabuły nie wnoszą, ale po prostu fajnie, że są, z rozpierduchami małymi i dużymi. Czy to jest najlepszy film ze stajni od Marvela? A czy musi być najlepszy? Nie! Wystarczy, że trzyma poziom pozostałych, kiedy trzeba to daje odetchnąć i jest po prostu tym czego potrzebujemy przed Black Panther Infinity War. Idźcie do kina, gwarantuję, że będziecie się świetnie bawić i polubicie Thora jeśli nie byliście przekonani. Wyśmienity film na paskudną, jesienną aurę. Ode mnie 9/10 i do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: