Andrew Lincoln as Rick Grimes, Chandler Riggs as Carl Grimes - The Walking Dead _ Season 8, Episode 8 - Photo Credit: Gene Page/AMC

Konsekwencje głupich decyzji, czyli o ósmym odcinku ósmego sezonu „The Walking Dead”.

Fani TWD należą do wyjątkowo dociekliwej społeczności, która nawet stworzyła portal The Spoilong Dead, na którym wymieniają się przeciekami z planu serialu. Na podstawie tego czy dani aktorzy pojawiają się na planie, jakie zdjęcia wrzucają na Instagramie, jak wyglądają (np. czy mają długie czy krótkie włosy, lub czy dostali angaż do nowego filmowego lub serialowego projektu) są w stanie wysnuć teorie kto i w którym odcinku zginie. Teorii wokół półfinałowego odcinka ósmego serialu też nie brakowało i choć serial w ostatnich latach znacznie stracił zainteresowanie widowni to nie brakuje maniaków, którzy wciąż analizują każdy odcinek przygód Ricka i spółki. Ja należę do osób umiarkowanie spekulujących, ale przyznam, że informacja o tym iż Chandler „Coral” Riggs udaje się na studia dała mi mocno do myślenia. I co tu dużo mówić, ósmy epizod potwierdził moje obawy w związku z pożegnaniem postaci młodego Grimesa. Jego uśmiercenie podzieliło wielce fanów The Walking Dead, część się po prostu zasmuciła, część ucieszyła, gdyż postaci nie lubiła, lecz coraz więcej głosów pojawiło się w zupełnie innym tonie a mianowicie, że „jak to możliwe, że Carl zginął, a bezużyteczne postacie wciąż się wałęsają po ekranie”. Premiera odcinka dziewiątego, który zostanie wyemitowany za 75 dni zweryfikuje, czy było to dobre posunięcie i czy oglądalność sezonu się poprawi. Póki co jednak pozwólcie, że skupię się na tym co How It’s Gonna Be miał do zaoferowania, a następnie wysnuję kilka teorii odnośnie tego jak dalej potoczy się fabuła kolejnych epizodów.

Andrew Lincoln as Rick Grimes, Chandler Riggs as Carl Grimes - The Walking Dead _ Season 8, Episode 8 - Photo Credit: Gene Page/AMC

Czy pokojowe rozwiązanie w ogóle jest możliwe?

Jeśli mieliście dość dramatycznych zbliżeń na strudzone twarze bohaterów to i tym razem musieliście się nieźle zirytować. Zbliżenia stały się znakiem rozpoznawczym tego sezonu, tak byśmy mogli jak najdokładniej czytać z oczu coraz bardziej zmęczonych wojną z Neganem postaci. Szybka retrospekcja z udziałem Carla i Ricka trochę mnie zaniepokoiła, szczególnie, że syn Ricka wyraźnie dał do zrozumienia ojcu, że ta wojna nie ma sensu, że grupy powinny dojść do porozumienia, współpracować i żyć ramię w ramię. HALO, przecież apokalipsa się nie skończyła nieumarli wciąż się po okolicy wałęsają, a grupy zamiast oczyszczać teren ze sobą walczą. Carla zaczęło to wszystko przerastać i w pewnym momencie zaczął nawet pisać list do ojca, pożegnalny, wynika więc z tego, że chciał odejść i zacząć żyć na własną rękę. Atak zbawców pokrzyżował mu plany i stwierdził, że pod nieobecność ojca przejmie jego rolę i choć spróbuje podjąć negocjacje ze Zbawcami. Co ciekawe w kilku punktach swojego wywodu trafił Negana w czuły punkt, choć ten nie był dłużny wspominając chociażby o Gracie, którą Rick oddał swego czasu Aaronowi pod opiekę. Nie udało mu się niczego osiągnąć, Zbawcy i tak zaatakowali i w końcu rozpoczęła się rozpierducha, która po prostu musiała w końcu nastąpić. Rzecz w tym, że Sanktuarium nie jest już takie bezpieczne, a zniszczenie takiego azylu jak Alexandria jest, delikatnie mówiąc, średnim pomysłem. Im bardziej centryczny dla Carla stawał się ten odcinek tym więcej przesłanek o jego odejściu zaczęło do mnie docierać. Kiedy mówił, że i tak umrze, kiedy widać było, że nie może się tak sprawnie poruszać to czułem, że coś się wydarzy. Rzecz w tym, że jego odejście nie było dla mnie tak dramatyczne jak chociażby śmierć Hershela i oczywiście Abrahama i Glenna. Zwykłe ugryzienie i to poza ekranem. Czy na to zasłużyła jego postać? Liczę, że w dziewiątym odcinku jego odejście wybrzmi jak należy, póki co zamiast mnie dobić to nieprzyjemnie zaskoczyło.

Co do reszty postaci w tym odcinku to bardzo mało poświęcono im czasu. Raczej migali na ekranie niż mieli coś ciekawego do zrobienia. Żadnego mocnego pierdolnięcia ze strony Daryla, Carol, Morgana? Jedynie Maggie pokazała, że „ma jaja” i nie poddała się po akcji, w której niemal zginął Jerry. Oczywiście „przypadkiem” zginęła postać mało istotna dla fabuły, czy ktokolwiek się przejął (poza postaciami) gościem, którego zabił Simon? No właśnie. Za to Maggie wybrała do zabicia gościa mającego jakiekolwiek znaczenie, którego już wcześniej widzieliśmy i który miał swoje 5 minut. Motyw z trumną bardzo spoko, takie zostawienie wiadomości pokazuje, że Maggie się nie ugnie i raczej już nie posłucha Jezusa.

Motyw w Królestwie… Ech… Ezekiel jak zwykle bohatersko broni swojego ludu, a lud stoi za nim murem. Ten wątek jest do przesady przeładowany patosem, ale no cóż, taki jest „urok” całego tego sezonu. Zamknął bramę i dał się stłuc, wiadomo tyle, że warty jest obecnie więcej żywy niż martwy. Ach, i jeszcze jedno, muzyka w tym segmencie, totalnie z dupy, dziwna strasznie, jakaś taka… zbyt „przygodowa”?

Najfajniejszy, przynajmniej dla mnie był wątek Eugene’a, którego dręczyły wyrzuty sumienia po tym jak pomógł Zbawcom wydostać się z pułapki. Gość wciąż myślami jest przy starej ekipie, choć bezpieczniej czuje się wśród Zbawców, w końcu czuje się doceniony i potrzebny. Ostatecznie jednak pomaga Gabrielowi i doktorowi opuścić Sanktuarium, świadomy konsekwencji swojego czynu. Jak spojrzą na niego jego byli przyjaciele? Dwight wyznał, że Eugene pomógł Zbawcom, gdyby nie jego ingerencja to nie zaatakowaliby Alexandrii. Z drugiej strony pewnie będzie go bronić Gabriel, o ile w ogóle uda mu się w jednym kawałku dotrzeć do reszty ekipy.

Jako, że o Złomiarzach nie ma co pisać (tchórze i tyle) to zerknijmy na wycieczkę Enid i Aarona. Chcieli pogadać z babeczkami z Oceanside, a zamiast tego po prostu mogą zginąć (Enid, tyś głupia, po co od razu strzeliłaś?). Jako, że lubię Aarona, i bardzo chcę zobaczyć reakcję Enid na śmierć Carla (przecież ze sobą kręcili!) to życzę im jak najlepiej i mam nadzieję, że jakoś (oby sensownie) z tego wyjdą.

Fajnie, że Michonne miała swój moment, od jakiegoś czasu mam wrażenie, że to postać zostawiona bez jakiegokolwiek pomysłowego wątku, podobnie zresztą jak Daryl, który podejmuje same nieprzemyślane decyzje (pośrednio przez niego zginął Glenn, a konsekwencją ataku Sanktuarium był… atak Zbawców, simple as fuck). Mam problem z tym, że narobiło się tyle grupek, że jest taki podział i co chwilę pojawiają się postacie, których udział w serialu strasznie rozmywa fabułę. No cóż, może następny sezon będzie bardziej zwarty, jeśli zna się komiks i wie się co nadciąga to może być znacznie ciekawiej (rzecz w tym, że bez udziału Carla kilka wątków jest z góry skreślonych). Krótka walka Ricka z Neganem była całkiem niezła, AAAALE, czy na dobrą sprawę Rick nie miał szans by go zabić? Przypominam że zdarzyło mu się zagryzać kolesi na amen, Garetha rozjechał zanim wątek z kanibalami się na dobre rozkręcił, a Negan wygląda na totalnie niezniszczalnego. Owszem Negan jest zajebistym badassem, ale nawet jego teksty, szczególnie w tym odcinku były niczym echo tego co już kiedyś mówił. Pora obrać nowy kierunek, wpompować świeżą krew w wyświechtane schematy, ileż to się naczytałem opinii od ludzi, że Fear The Walking Dead zrobiło się bardziej emocjonujące i po prostu lepsze.

Chandler Riggs as Carl Grimes, Danai Gurira as Michonne - The Walking Dead _ Season 8, Episode 8 - Photo Credit: Gene Page/AMC

Dorastał na naszych oczach, Będę tęsknić.

Podsumowując, był to epizod, w którym zginęła postać, na którą stawiało się, że przeżyje do samego końca serii, że wręcz przejmie stery po ojcu jeśli zginie. Nie stanie się tak i czuję, że kolejny odcinek to będzie wielkie przeżywanie Ricka jego śmierci połączone z killer modem. Rzecz w tym, że snuje się teorie, jakoby Rick miał okazać Neganowi miłosierdzie i osadzić go w klatce (tak było w komiksie). Ja jednak mam nadzieję, że twórcy sobie nie strzelą w kolano i takiego pomysłu nie zrealizują gdyż TOTALNIE przeczyłby temu co Rick obiecywał Neganowi wielokrotnie. Nawet śmierć Carla nie powinna mieć wpływu na jego decyzję czyż nie? Bohaterowie są już na tyle odczłowieczeni, że jeden ludzki gest nie zmyje z nich krwi osób, które zabili przez ponad siedem sezonów. Dlatego jeśli Rick spenia to liczę na Maggie, serio liczę, że to ona może być osobą, która zaciuka Negana. Piszcie w komentarzach czy Wam się podobało, czego oczekujecie po następnych epizodach i do przeczytania w lutym. Bez Carla się będzie jakoś tak wyjątkowo dziwnie to oglądać…

Komentarze