the_end_of_the_fking_world[1]

Koszmar dojrzewania, czyli recenzja serialu „The End of the F***ing World”.

Najnowszy serial od Netflixa obejrzałem wczoraj, zaczynając wieczorem, a kończąc w okolicach 4 rano. Zaledwie 8 odcinków trwających po około 20 minut wciągnęło mnie momentalnie, bowiem uwielbiam historie o outsiderach, szczególnie pokazanych w tak „krzywy” sposób jaki zaproponowali twórcy. On ma zadatki na bycie nowym Dexterem, ona jest zbuntowana i nienawidzi wyidealizowanego świata. On myśli o tym by ją zabić, ona czy jest w stanie się w nim zakochać. Razem uciekają w bliżej nieznanym im samym kierunku, po drodze łamiąc wszelakie prawa. Sprawy zaczynają się komplikować kiedy James w obronie Alyssy popełnia morderstwo. Jedynym sposobem jest dalsza ucieczka przed wymiarem sprawiedliwości, znalezienie kogoś kto ich przygarnie, a przy tym nie będzie zadawać zbyt dużo pytań. Jak zapewne możecie się domyślić nic nie będzie szło po ich myśli…

Fabuła jest wręcz pretekstowa, bowiem historii w takim klimacie było już kilka. Zderzenie czołowe inspiracji takimi klasykami jak True Romance czy Natural Born Killers zaowocowało mieszanką czarnej komedii, z thrillerem i dramatem w idealnych proporcjach. Główni bohaterowie zostali tak napisani byśmy mieli wobec nich jak najbardziej skrajne odczucia, a jednocześnie im głębiej ich poznajemy tym bardziej idzie pojąć dlaczego uważają się za psychopatów i odludków. Poszukują swojego celu, choć nawet nie wiedzą jaki on tak właściwie jest. Dzięki narracji, dzięki której możemy poznać myśli postaci, wiemy, że mówią co innego, a myślą co innego, są pełni wewnętrznych sprzeczności, mają swój bagaż doświadczeń, który sprawia, że łatwo im współczuć, choć doskonale się wie, że ich czyny są moralnie wątpliwe delikatnie rzecz ujmując. Tworzą tak wybuchową i sprzeczną jednocześnie mieszankę, że nie sposób im się oprzeć, szczególnie, że wielu minut z nimi nie spędzicie, to krótka, choć intensywna i bardzo skondensowana historia. Alex Lawther (min. Black Mirror – Shut Up and Dance) oraz Jessica Barden (Lobster, Hanna) są bardzo naturalni w swoich kreacjach, dzięki temu, że nie są aż tak powszechnie znani nie ma się poczucia, że „jedynie” odtwarzają swoje postacie, a raczej, że nimi po prostu są. Ich romantyczna zależność rozkwita powoli i niesie ze sobą wszystkie wady i zalety świeżego związku.

the-end-of-the-f-ing-world-alex-lawther-700-420[1]

Czy James stanie się nowym Dexterem?

The End of the F***ing World może też poszczycić się znakomitą stroną techniczną i ogólną budową świata przedstawionego. Zdjęcia kojarzą mi się z miejsca z uroczymi kadrami z filmów Wesa Andersona, ścieżka dźwiękowa, która prawie w ogóle nas nie opuszcza to esencja kawałków, które chętnie wykorzystałby w swoich filmach Tarantino bądź Lynch. Bohaterowie mają taki cudowny, niedbały akcent, noszą retro ciuchy, rozbijają się po małomiasteczkowych hotelikach czy stacjach benzynowych, a każda postać jaką spotykają na swojej drodze musi być na swój sposób ekscentryczna, lub po prostu szalona. Do tego dochodzi jeszcze soczysta łycha przemocy, w bardziej groteskowym wydaniu, zawrotne tempo wydarzeń i przewrotne wnioski jakie wyciągają z opowieści nie tylko James i Alyssa, ale także widzowie. Przyznam też, że wątek policjantek, które ewidentnie miały się wcześniej ku sobie jest bardzo ciekawy i nie zapycha fabuły przede wszystkim dzięki świetnej grze Gemmy Whelan (Yara z Gry o Tron).

The End of the F***ing World: - Episode 1 (Jessica Barden as Alyssa) The End of the F***ing World Channel 4 TV Still

Czy Alyssa odnajdzie sens życia?

Po zobaczeniu traileru miałem wrażenie, że zobaczę coś mega pokręconego i nie mającego aż tak dobrej puenty. Nie wiem nawet czy na chwilę obecną historia powinna dostać drugi sezon, bowiem kończy się niejednoznacznie i tak się zastanawiam, czy ciąg dalszy nie powinien pozostać w zasięgu tylko wyobraźni widza. Dostałem soczystą opowieść o koszmarze dojrzewania, o niedopasowaniu do społeczeństwa, pełną finezyjnych wiązanek, temperamentnych postaci, fenomenalnej muzyki i tego unikalnego czegoś, co sprawia, że szybko o tej parce nie zapomnę. Całość ogarniecie bez napinki w niecałe cztery godzinki więc polecam przysiąść choćby i dziś wieczorem. Zryte, pokręcone, ale i piękne to jednocześnie. Polecam!

9/10

Komentarze