MENU
  • Krowa smyrgnęła nad księżycem, czyli o piątym odcinku 3 sezonu „Twin Peaks” słów kilka.

    Czerwiec 7, 2017 9:03 pm Dodał stanley

    Festiwal slapsticku, dziwności i okładania kijem baseballowym schematów rodem z mydlanych oper trwa w najlepsze. Co prawda w najnowszym epizodzie uniknęliśmy wielce surrealistycznych scen, ale wydaje mi się to słuszną ciszą przed burzą, zresztą, w poprzednich odcinkach było ich aż nadto. Jedyną mega dziwną sceną była ta z tajemniczym migającym przedmiotem znajdującym się w środku Argentyny, który przekształcił się w dziwaczne cóś. Bez takiej sceny współczesny Lynch nie byłby sobą. Kyle McLachlan po raz kolejny udowodnił swój aktorski kunszt jako Dogie/Cooper i muszę przyznać, że o ile ten pierwszy jest postacią momentami przezabawną przez swoją nieporadność to ten drugi budzi autentyczny strach. Scena z „jednym telefonem” to było czyste złoto.

    twin-peaks-the-return-season-3-episode-5-review-case-files[1]

    Naomi Watts zawsze na propsie, a McLachlan… to zdecydowanie jego role życia.

    Poza tym dostaliśmy pozornie niezwiązane ze sobą migawki z udziałem postaci, które swoją dziwacznością lub agresją mogliby obdzielić dzikie tłumy. Jedną z bardziej rozbrajających jest ta z udziałem doktora Tamblyna, który jak widać ma łeb do interesów i mieszkańcom Twin Peaks chętnie wciśnie pozłacane łopaty by odkopać się z otaczającego ich łajna. Tak więc sceny z udziałem tego pana nabierają konkretniejszego kształtu i mają swoje sensowne rozwinięcie, co oczywiście sugeruje użyteczność tego bohatera w następnych odcinkach. Pamiętacie zniknięcie majora Briggsa w drugim sezonie TP? Cóż, jego bezgłowe ciało zostaje poddane badaniu, zostaje z niego wyjęty pierścionek, który Dogie dał swojej żonie. Że niby nic tu nie ma sensu? Spokojnie to tylko pozory, sam z wielkim trudem łączę kolejne zagmatwane elementy układanki. O tym, że historia lubi się powtarzać może świadczyć wątek córki Shelly, w którą wciela się Amanda Seyfried. Jej Becky (czyżby nowa Laura Palmer?) lubi sobie przyćpać, a jej facet to kawał chamowatego buca. Który i tak jest pikusiem przy Richardzie Horne, postaci tajemniczej choć o znajomo brzmiącym nazwisku. To ten agresor co jarał sobie pod znakiem zakazu w barze i sprawił, że panienka prawie poszczała się w gacie na poły z przerażenia, na poły z podniety. Trzeba przyznać, że swoboda artystyczna sprawiła iż Lynch i Frost lecą po bandzie kiedy tylko chcą. Atrakcyjny dla oka jest też udział Roberta Kneppera (zawsze gra złodupca, zawsze!) i daaaawno nie widzianego Jamesa Belushiego. Panowie wcielili się w właścicieli kasyna, które „obrobił” Dogie. Ciekaw jestem czy jeszcze się pojawią.

    slack-for-ios-upload[1]

    Pamiętajcie dzieciaki, narkotyki to zło!

    A tak poza tym to nasz Dogie jest na celowniku nie tylko wśród poirytowanych pracowników korporacji (picie czyjejś kawy, zarzucanie kłamstwa, gapienie się w posąg) ale także wśród osób, które chcą go sprzątnąć. Eksplozja samochodu była całkiem widowiskowa, powrócił też wątek ćpunki i jej syna, coś mi mówi, że nie widzimy jej po raz ostatni. Natomiast opętany przez Boba Cooper ma przebłyski jego istnienia wewnątrz siebie. Świetne jest to, że Lynch ma pomysły na to jak wracać do postaci, których odtwórcy już nie żyją. Nikt nie próbuje za pomocą CGI ożywić postaci, zamiast tego dostajemy zgrabne przebitki z poprzednich sezonów lub głośne wspominanie o nieobecnych (czy to tych którzy nie żyją, czy tych, którzy po prostu nie zostali zaangażowani w „The Return” lub się na to nie zgodzili). Bardziej miasteczkowy, czy też miastowy klimat pozwolił mi nieco odpocząć po pokręconych poprzednich epizodach. To był najbardziej staropeaksowy odcinek od początku emisji trzeciego sezonu, a do tego taki, który zasugerował nam, że w końcu przynajmniej kilka puzzli zacznie do siebie pasować. Wciąż jednak nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że przynajmniej kilku bohaterów pojawiło się by po prostu było bardziej peaksowo, a tak naprawdę wiele do fabuły nie wnoszą. Chociaż Lynch jako perfekcjonista doskonale wie co nam zaserwować prosto w twarz, a co pozostawić w strefie domysłów.

    Cieszę się, że ten sezon jest tak długi (łącznie 18 odcinków) bowiem jest tu aż kilkanaście historii do opowiedzenia, kilka wątków z pewnością zostanie zamkniętych, ale też wiele drzwi zostanie otwartych na oścież i pewnych rzeczy się nigdy nie dowiemy. Ale przecież nie chcemy, bo tylko pozornie człowiek pragnie wiedzieć jak działa iluzja, kiedy już to wie, często zaskoczenie ustępuje rozczarowaniu. Ja póki co rozczarowany nie jestem i choć wiem nieco więcej niż ostatnio to i tak wciąż wiem mało i jest mi z tym dobrze, bo to TP. Tyle ode mnie na dziś, do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: