maxresdefault[1]

Miłość silniejsza niż śmierć, czyli recenzja serialu „Altered Carbon”.

Obejrzałem Altered Carbon z lekkim poślizgiem, wcześniej czytając kilka dość rozbieżnych recenzji na jego temat. Byłem wtedy na etapie zachłyśnięcia się rewelacyjnym trailerem, który nie zdradzał za dużo, a jednocześnie zapowiadał dużo akcji, świat zbliżony do tego, który widzieliśmy w Blade Runnerze, a postacie jawiły się jako enigmatyczne i z zupełnie różnych bajek. Nie dziwię się, że część krytyków się rozczarowała fabułą całości bowiem okazało się, że za tętniącą od kolorów i efektów specjalnych otoczka kryje się fabuła zgoła przyziemna i tak bardzo ludzka, choć zagmatwana jak diabli.

maxresdefault[1]

Takeshi Kovacs musi rozwiązać skomplikowaną zagadkę kryminalną.

Odkąd wynaleziono tak zwane „stosy”, do których można przenieść ludzką świadomość, cielesna powłoka jakże podatna na zniszczenie stała się dosłownie rzecz ujmując towarem, którą właściwie może otrzymać prawie każdy, w zależności od statusu materialnego. Główny bohater, Takeshi Kovacs, budzi się po hibernacji w nieswojej skórze i szybko zostaje zwerbowany do rozwiązania zagadki kryminalnej, miejscem zbrodni jest dom pewnego bogacza, który jest tak zwanym „matem”, osobą, która może sobie pozwolić naprawdę na bardzo wiele w świecie, gdzie śmierć można oszukać na wiele sposobów, a jedynie zniszczenie stosu jest prawdziwym i nieodwracalnym zgonem. Takeshi coraz bardziej zagłębia się w niewygodną dla wielu intrygę, w którą wmieszana jest także policja, miejscowe prostytutki, ojciec pewnej nastolatki i gość do złudzenia przypominający Edgara Alana Poe. Tyle mogę Wam zdradzić z samej fabuły, bowiem im więcej bym napisał, tym bliżej zaspoilerowania bym był. Bardzo istotne dla fabuły są retrospekcje, związki między postaciami i ich uczucia, a w samym centrum tego barwnego zamieszania tkwi miłość, romantyczna, niezdrowa, niemożliwa. I od tego czy łykniecie momentami dość wyolbrzymione koncepty towarzyszące kolejnym odcinkom zależy czy łykniecie całość. Bowiem niektóre fabularne twisty jawią mi się jako archetypowe przykłady deus ex machina, kiedy wydaje się, że z pewnych sytuacji postacie nie mają szans się wydostać to na ratunek przybywa siła umysłu, ducha i ewentualnie ciała. Za to pozostałe elementy orbitujące wokół głównej osi fabularnej są czystym złotem, czy też może bardziej modyfikowanym węglem.

Serial obrazuje jak mógłby wyglądać nasz świat gdybyśmy nie musieli przejmować się śmiercią w takim stopniu jaki zaprząta nam ona głowę na co dzień. Gdybyśmy na luzie mogli sobie pożyć powiedzmy, 250 lat, a potem przenieść swoją świadomość do lepszego, młodszego i zdrowszego ciała to czy przejmowalibyśmy się upływem czasu? Czy poszukiwalibyśmy tej jedynej osoby w życiu, czy nie odbiłoby nam od możliwości dalszego ewoluowania, zmieniania świata, transformowania i siebie i otoczenia? Altered Carbon pokazuje, że nawet w świecie, gdzie jest się teoretycznie nieśmiertelnym, zdolnym przeżyć w hibernacji lub w innym ciele wiele, wiele lat to i tak otoczy nas ludzka chciwość, żądza bogactwa, wykształcą się jeszcze dziwniejsze erotyczne fantazje, zboczenia, fetysze, nowe formy zbrodni i okrucieństwa. Dość wyraźnie zarysowany jest podział na żyjących w bogactwie i biedzie. Biedota mieszka na ulicach, mieszka w mało atrakcyjnych lokacjach, ludzie snują się po ulicach bez większego celu, a do tego nigdy nie ma się pewności z kim tak właściwie się obcuje. Może pod powłoką uroczej dziewczyny kryje się seryjny morderca? Może pięcioletni chłopiec jest w rzeczywistości starym zwyrodnialcem? To bardzo intrygujący świat, przerażający ale pobudzający wyobraźnię. Wyobraźnię wybujałą wielce mają też bogacze mieszkający „w chmurach”, w bardzo wysokich niedostępnych dla biedoty budynkach. Jeśli kogoś stać na wspaniałą powłokę to ją sobie kupuje, a potem, jeśli ma takie widzimisię to może ją zmienić. Jeśli ktoś jest przestępcą to jego świadomość można przenieść do takiego ciała, w którym będzie bezbronny, ale będzie mógł wyznać swoje winy. Łatwiej jest niektórym uciec sprawiedliwości, ale są też metody na wybadanie kto jest kim.

maxresdefault[1]

Wizualnie serial zapiera dech w piersiach.

Mam nadzieję, że serial otrzyma drugi sezon bowiem ten świat ma ogromny potencjał do dalszej eksploracji, można pokazać jeszcze bardzo wiele dziwacznych, chorych, romantycznych lub sensacyjnych historii niekoniecznie z tymi samymi postaciami. W sumie ta wizja nie jest tak odległa od tego co widywaliśmy w Black Mirror, nie jest to wizja napawająca optymizmem, serial wyraźnie ostrzega nas przed tym, że gdziekolwiek zmierzamy jako gatunek tam zawsze znajdzie się grupa osób, która będzie chciała trzymać władzę i przejmować kontrolę nad nowymi ideami. A polityka, przestępczość, seks i religia zawsze i wszędzie będą manipulować masami, ale też zwykłymi jednostkami tkwiącymi w samym środku chaosu jakim jest nasz świat. Ode mnie mocne 8/10, polecam fanom science-fiction, którzy lubią się głowić nad fabułą dniami i nocami, ale też maniakom kina spod znaku sztuk walki, fanom pokręconych historii romantycznych i wszelakich osobników poszukujących mistycyzmu, filozofii i alternatywnych wersji przyszłości świata. Ode mnie tyle na dziś, a już wkrótce recenzja Kształtu wody!

Komentarze