59cb77d8867f7275561243[1]

Moc jest w nim silna, czyli Stanley kontra „Ostatni Jedi” [BEZSPOJLEROWO]

Zacznę od końca. Od mojej indywidualnej oceny końcowej The Last Jedi. Wynosi ona dziewięć na dziesięć punktów Stanleyowej skali. Jeśli więc uważacie, że powinienem się za tak wysoką notę puknąć w czoło to już w tym momencie możecie przestać dalej czytać. No chyba, że Wasza wrodzona złośliwość będzie Wam kazać dalej babrać się w moich wyolbrzymionych zachwytach. Wasza sprawa. Ja tam bym dalej nie czytał recenzji, no powiedzmy, Zmierzchu albo Greya gdybym zobaczył prawie lub maksymalną ocenę, Wasz wybór. Musicie się liczyć z tym, że nie jestem w tym temacie obiektywny i podchodzę do tego dzieła jak fan, który obejrzał film z cyklu Star Wars, który fundował mu co kilka scen wielkie WTF. Tyle słowem wstępu, pozwólcie, że przejdę do bezspojlerowych szczegółów.

59cb77d8867f7275561243[1]

JEST MOC!

Uniwersum Star Wars jest bardzo pojemne i każdy chwali sobie zupełnie inne jego aspekty. Jedni chwalą wątki czysto przygodowe (których w TLJ jest bardzo dużo), drudzy skupiają się bardziej na filozofii przyświecającej cyklowi, w końcu to opowieść o równowadze między dobrem i złem we wszechświecie. Jest też grupa fanów, których najbardziej kręcą tytułowe wojny, pojedynki między flotami, same walki na miecze, a jeszcze inni najbardziej zwracają uwagę na warstwę estetyczną, efekty specjalne, zdjęcia, plenery, to wszystko przecież składa się na unikalny, nie dający się podrobić klimat serii. Każdy fan oczekuje czegoś innego, ma inne wymagania i w ostatecznym rozrachunku zwraca uwagę na drobiazgi, które niekonieczne przeszkadzają komuś innemu. The Last Jedi już teraz jeszcze bardziej dzieli fanów sagi, bowiem w kontekście poprzednich części jest najbardziej zaskakującym i nieprzewidywalnym obrazem. Choć przeczytałem już kilka opinii osób, które stwierdziły, że film ich niczym nie zaskoczył bowiem są mocno „ostukani” z tematem (a więc siedzą w książkach, komiksach i bliżej serduszka mają Expanded Universe).

star-wars-the-last-jedi-images-000[1]

Nie brak humoru sytuacyjnego, a relacje między bohaterami nie są naciągane.

Wyśmiewane tu i ówdzie Przebudzenie mocy w moim odczuciu Ostatni Jedi stawia w zupełnie innym świetle, szczególnie dzięki temu, że jest właściwie jego bezpośrednią kontynuacją, bez przeskoku w czasie (to nie jest spojler, trailery nam to wyraźnie pokazały). Wątki z poprzedniej części nabierają nowych rumieńców, kilka zostaje wyjaśnionych zwykle w zaskakujący sposób. Przez cały film miałem wrażenie, że twórcy chcą zagrać na nosie wszystkim snującym epickie teorie spiskowe i poprowadzili fabułę w zupełnie inne rejony. Pomijam tutaj fakt, że wielowątkowość nieco rozmyła clue całego filmu, ale z drugiej strony materiału było całe mnóstwo i podjęto próbę by zmieścić go sensownie w dwu i półgodzinnym dziele. No i przede wszystkim film uciszy tych, którzy w Przebudzeniu widzieli kopię Nowej nadziei. Bowiem jak na standardy Star Wars jest to film bardzo… hmmm… odważny? Wyłamujący się z dotychczasowych schematów i przez to jednocześnie satysfakcjonujący osoby oczekujące czegoś świeżego jak i będący przekombinowanym dla radykalnych fanów.

Pierwsze skrzypce gra w The Last Jedi właściwie tylko kilka postaci. Rey, Kylo Ren, Luke i na upartego Poe Dameron, który wreszcie dostał całkiem sporo czasu ekranowego. To co dzieje się między Rey i Kylo Renem (w końcu poznajemy ich bardziej i zaczynają nabierać głębi jako postacie), relacje jakie miały i mają miejsce między nimi i Lukiem (Mark Hamill absolutnie wymiata w swojej sztandarowej roli) tylko pozornie są centrum fabuły, bowiem dookoła tego wątku dzieje się dużo innych pomniejszych i sprawiających, że TLJ to emocjonalny rollercoaster. Force Awakens rozkręcało się powoli i właściwie dopiero w jego połowie zaczął nam się klarować główny wątek, a w środkowej części trylogii tego centrum tak jakby brakuje. Ale nie przeszkadza się to znakomicie bawić i odkrywać kolejnych zaskakujących rejonów galaktyki. Bardzo dużo miejsca poświęcono istocie Mocy jako takiej, kilka scen i wymian zdań rzuca nowy cień na jedaizm, jako religię, jest kilka gorzkich słów odnośnie działań wojennych i o wybieraniu stron konfliktów. Nie ma jasnego podziału na Ciemność i Światło, to opowieść o czynach i ich konsekwencjach, o banicji i poszukiwaniu odkupienia, o poświęceniu i odwadze, złu i tchórzostwu, miłości i nienawiści. Czyli niby o tym o czym Gwiezdne Wojny traktują od lat, ale na świeżo, Moc jest zdecydowanie w tym dziele silna.

Luke-700x400[1]

Łukaszu Niebochodziarzu, powiem Ci tyle: wymiatasz!

Co może się w najnowszych SW nie podobać? W zależności od tego jakie macie poczucie humoru film może Was momentami albo mocno bawić, albo mocno żenować i to czasem w scenach gdzie humor ten jest nieplanowany. Tutaj akurat robotę odwalają głownie BB-8 (zawsze śmieszny) i Finn (ekhm, ekhm). Film ma też kilka smaczków obsadowych, bowiem wyglądająca już za młodu jak kosmitka Laura Dern wygląda jeszcze bardziej kosmicznie jako admirał Holdo, a w rolę porucznik Connix wciela się Billie Lourd, córka Carrie Fisher. Co do postaci samej Lei to pewną scenę, a właściwie cały jej wątek możemy potraktować mocno symbolicznie, biorąc pod uwagę, że jakiś czas temu odeszła. Kilka scen sprawiło, że siedziałem z rozdziawioną japą, kilka, że śmiałem się jak pojebany, jeszcze inne trzymały w nerwowym napięciu, a i momentami czułem się jakbym oglądał przygody Indiany Jonesa. Tak więc stwierdzam z ulgą, że The Last Jedi, przede wszystkim dzięki temu, że pozbyłem się wobec niego mega twardych oczekiwań dał mi dużo więcej niż mógłbym przewidzieć. Rozbawił, wzruszył, zaskoczył i ani przez chwilę nie nudził. Dla jednych będzie przeładowany, dla innych przegięty, dla mnie jest po prostu star warsowy. Wybitnie star warsowy, a do tego mający coś świeżego w zanadrzu. Nie wykluczam, że za którymś podejściem mógłbym mu mieć sporo za złe, ale obecnie… obecnie jestem meeeega zadowolony. No i porgów nie ma tak dużo jak mogłaby Wam się wydawać! Za to jaskiniowe liski przecudowne jak zaginione pokemony. Tyle ile mogłem Wam bezspojlerowo napisać to napisałem. Zainteresowanych dyskusją spojlerową już teraz zapraszam na grupę dla Baniorylców:

https://www.facebook.com/groups/1544582315597892/

Ode mnie tyle na dziś! Ocenę już znacie więc niech Moc będzie z Wami!

Komentarze