MENU
  • Myślałem, że wciąż wiosłujesz, czyli o piątym odcinku siódmego sezonu „Gry o Tron”.

    Sierpień 14, 2017 8:19 pm Dodał stanley

    Spór o to czy Jaime przeżył zostaje rozwiązany już w pierwszych sekundach epizodu, oczywiście ratuje go Bronn. Panowie przewijają temat smoków, po czym Jaime stwierdza, że musi przekazać informację siostrze. Tyrion przechadza się po powojennych zgliszczach, a Danny skazuje na śmierć ojca Sama i jego brata. Tatko Sama nawet w ostatnich chwilach swojego życia nie chce by to Sam przejął po nim rodzinne ziemie, widać że chce by Dickon (XDDDD) pokłonił się królowej. Drogon dokonuje ich płomiennej egzekucji, a następnie akcja przenosi się przed siedzibą Danki, gdzie Jon ku zaskoczeniu Danny jak gdyby nigdy nic głaszcze sobie smoka. Jak widzicie dużo się dzieje w bardzo krótkim czasie. Zachowanie Danki sprawia, że coraz mniej zaczynam jej kibicować, ponieważ wszystko załatwia przemocą, ze szczególnym zamiłowaniem do ognia. Zupełnie inaczej bohaterka zachowuje się przy Jonie, a jej jakże przyjazna strona pokazuje się przy okazji powrotu Joraha. Zachowanie Danki niepokoi nie tylko Jona, ale też Tyriona i Varysa, którzy słusznie twierdzą, że królowej należy przypiłować pazury.

    jon_dragon.1502678311[1]

    Smok wyczuł krew Targaryanów.

    Cersei także jest królową, której szpony swego czasu orały większość jej wrogów. Jaime składa jej raport ze starcia z armią i smokami, następnie spotyka się z Tyrionem, który w imieniu swojej królowej oferuje tymczasowy pokój w zamian za przyłączenie się do wojny z Białymi Wędrowcami. Najpierw musi zostać im doniesiony dowód na ich istnienie… Okazuje się, że Cersei ponownie jest w ciąży, więc jej determinacja do zniszczenia wrogów na każdym możliwy sposób jest jak najbardziej na miejscu. Jaime nie jest przekonany do przekazania tej informacji poddanym, lecz ostatecznie zgadza się z siostrą by mieć to po prostu gdzieś. Sama myśl, wypuszczenia na świat kogoś co mógłby być z charakteru podobny do Joffrey’a napawa mnie obrzydzeniem, ale podejrzewam, że Mad Queen ostatecznie go żywego nie urodzi.

    Bardzo ciekawe rzeczy działy się w obozie Starków. Bran widzi jak bardzo przerypana będzie wojna z Nocnym Królem. Sansa i Arya dogryzają sobie i w sumie jak się spojrzy w przeszłość to obie po części mają rację. Najistotniejszy jest jednak wątek z Littlefingerem, który nie przestaje knuć i zbierać informacji. Arya zagląda do jego pokoju i znajduje to czego chciała po czym wychodzi, a on jest tego świadkiem. Wydaje mi się, że Petyr będzie jedną z ofiar finałowego odcinka, zdemaskowany przez Aryę i Brana, a przez Aryę pozbawiony życia. To byłby w sumie ten potężny zgon przed ostatnim sezonem. Petyr był ostatnio dość nieostrożny i jak najbardziej jeszcze w tym sezonie głowę stracić może. Notka, którą znalazła Arya ma być pułapką, która sprawi, że dziewczęta się poróżnią, ale pamiętajmy, że w pogotowiu zawsze jest Bran.

    Tymczasem w Cytadeli Sam się strasznie męczy, a Gilly odkrywa, że Jon wcale nie jest bękartem choć nie zostaje nam to powiedziane prosto w twarz. Sam nie chce się już dłużej męczyć między maestrami, którzy wcale nie są skorzy do uwierzenia w to co widział na własne oczy. Zgarnia księgi, zabiera Gilly i jej synka po czym postanawia wrócić w swoje rodzinne strony. Oczywiście żaden maester nie zdążył powiedzieć Samowi jaki los spotkał jego ojca i brata. Jaki przez to będzie miał stosunek do Dany, która lubi się z Jonem z wzajemnością? Tego dowiemy się niedługo!

    game-of-thrones-season-7-episode-51[1]

    Cersei jest pewna swoich najbliższych kroków.

    Czekaliśmy na niego długo. Nazywa się Gendry. Jest bękartem Roberta i bardzo dobrze włada młotem. Ser Davos znajduje go tam gdzie wszystko się właściwie w życiu młodzika zaczęło. Ponownie jest płatnerzem i tym razem tworzy zbroje dla armii Lannisterów. Z miejsca zgadza się puścić bezpieczny kąt i udać się do Dragonstone, gdzie poznaje Jona przed którym przedstawia się bez zbędnych ceregieli. Jak widzicie mamy kolejny reunion i kolejną postać, która, mimo, że pojawia się pod koniec sagi to może być dla niej bardzo istotna. Pojawienie się Gendry’ego i pokaz jego siły jest dość symboliczne, bowiem w tym odcinku sformalizowała nam się drużyna, którą wypadało wcześniej przedstawić. Dokładnie tak jak w LoTR przed wyruszeniem w drogę należało zebrać drużynę i tak też się stało. Ostatecznie dowód na istnienie White Walkerów biorą na siebie: Jon, Tormund, Ogar, Jorah, Thoros, Beric i Gendry, którzy w przyszłym epizodzie będą się z nimi mierzyć. Co oczywiście będzie czystym, ale bardzo widowiskowym szaleństwem. Nie mogę się doczekać, dwa najdynamiczniejsze epizody przed nami. Ten był pełen gadania, ale za to bardzo konkretnego, następne dwa będą już przesycone akcją i trupem. Dostaniemy i chleb i igrzyska. Jestem pod wielkim wrażeniem i cieszę się, że serial nie stracił na mocy odkąd przestał być bazowany na książce Martina. Tyle ode mnie na dziś, do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: