MENU
  • Najciemniej pod latarnią, czyli o piętnastym odcinku 8 sezonu „The Walking Dead”.

    Kwiecień 10, 2018 11:29 pm Dodał stanley

    Najnowszy odcinek TWD moi mili nie jest dobry. Jest zajebisty. Mam wrażenie, że twórcom wrócił w końcu rozum do głowy i zamiast rozwlekać akcję w nieskończoność to postawili na żywe dialogi i rozwiązywanie wątków, które męczyły nas w nieskończoność. Muszę przyznać, że list do Ricka czytany głosem Carla zrobił na mnie wrażenie, a i przekazanie listu do Negana miało potężny ładunek emocjonalny. To jest droga w jedną stronę. Tylko jedna grupa może wygrać. Koniec absurdów, podchodów, zmieniania stron i miotania się tam i z powrotem. Finał musi być finałem, inaczej wszystko co było tak długo budowane będzie totalnie zniszczone. Zastanawiam się tylko czy finał pójdzie torem komiksu czy jednak twórcy postawili na bardziej radykalne, zamykające zupełnie ten rozdział TWD rozwiązanie. Tymczasem jesteśmy jeszcze jedną nogą w demaskowaniu spiskowców, obserwujemy uciekających tchórzy (którym mam nadzieję poprzestawia się w tych pustych pierdolonych głowach, fuck you Eugene!) Przed Wami dogłębna analiza tego co się działo w piętnastym już odcinku ósmego sezonu Ricka i spółki!

    Jeffrey Dean Morgan as Negan, Steven Ogg as Simon - The Walking Dead _ Season 8, Episode 15 - Photo Credit: Gene Page/AMC

    Żegnaj Simon, ty bezwzględny sukinsynu!

    Mam wrażenie, że dość kompleksowo zdążyliśmy poznać Simona jako bezwzględnego, pozbawionego empatii osobnika jakże zbliżonego do Trevora z GTA. Była to jedna z moich ulubionych postaci, fenomenalny Steven Ogg, który straszył nie tylko szaloną fryzurą i wąsem, ale dokonywał czynów, przy których Negan jawi się jako sędzia sprawiedliwy na własnych zasadach. Szok wywołała we mnie informacja, że to on wybił facetów i dzieci babeczek z obecnego Oceanside (brawo za upór należą się Aaronowi, konsekwentnie ten wątek poprowadzono, choć krótki i lekko w tle doprowadził do zasilenia armii Ricka). Negan wysłuchał wszystkich kłamstw, najpierw trochę nam zasugerowano bashing Lucille, ale ostatecznie panowie rozwiązali sprawę po męsku, a i wszyscy zdrajcy rozstali się z życiem. I zwróćcie uwagę w jakim tonie Negan pozbawia życia Simona. Ma mu za złe, że przez niego konflikt jeszcze bardziej się zaostrzył i doszedł do takiej ściany, za której jest już tylko zabić lub przeżyć. To jest morderstwo pełne goryczy, wściekłości i bezsilności. Z ostatniej sceny dowiadujemy się przecież, że Negan ma świadomość, że to mogło się potoczyć zupełnie inaczej. Z perspektywy czasu widać, że Simon kreował się nie tyle na jego prawą, rękę co zastępcę w razie rychłego zgonu. Simon właściwie tylko czekał na jego śmierć i próbował po swojemu zmanipulować Dwighta, który w zdradzie miał zupełnie inny interes. Ale przyznać trzeba, że ostatnie podrygi Simona, scena z tym paskudnym karaluchem Gregorym, który ma większego farta niż Eugne i Gabriel razem wzięci były rewelacyjne. Natomiast co do Dwighta to mam nadzieję, że przeżyje, bo jednak Negan potwornie go skrzywdził odbierając żonę i kalecząc na całe życie. Nie próbuję wybielić Negana, to jest postać mocno niejednoznaczna, ale naznaczona wielką tragedią, która wypruła go z uczuć, przynajmniej pozornie. Z zajawki kolejnego epa wynika, że Dwight będzie w takim samym więziennym wdzianku co niegdyś Daryl i podejrzewam, że ostatecznie będzie on ratowany przez Ricka i spółkę. A co do Simona to nawet jako zombiak jest przewściekły i zajebiście zrobili mu charakteryzację, a Ogg był w swoim żywiole, choć po jego występie w Talking Dead stwierdzam, że to prześwietny koleś i bardzo utalentowany aktor charakterystyczny.

    Josh McDermitt as Dr. Eugene Porter - The Walking Dead _ Season 8, Episode 15 - Photo Credit: Gene Page/AMC

    Zmień front frajerze!

    Pozostałe wątki w tym odcinku byłyby zapychaczami gdyby nie dobre tempo i kreatywność. Rozprawki Eugene’a, sugestie wobec widzów, że naboje, które są produkowane mogą być uszkodzone, 5 minut Gabriela, no i przede wszystkim epicki rzyg na Rositę. Drodzy Państwo, tak trzeba było od dawna, a nie jakieś natchnione przemowy Ezekiela, z których wynikła tylko koszmarna masakra. Tak, wojna bywa patetyczna, cenimy heroizm, ale mam wrażenie, że All Out War cierpiało mocno na niedobór brutalności i momentami niektóre zgony nie wybrzmiały jak należy. Ten odcinek pospinał wszystko co trzeba bardzo zgrabnie, wizja Carla może się wypełnić ale i tak nie w taki sposób jaki by sobie tego życzył. Pokój jest możliwy, ale niestety tylko po wybiciu wszystkich wrogów. Jedyne czego nie wiemy to czy będą ofiary w istotnych postaciach, kilka jest obstawianych w tym Tara, Gabriel, być może Ezekiel. To, ze Rick zostanie ranny już wiemy, to, że przeżyje pewien moment w totalnej samotności także, wydaje mi się, że ten sezon jest jednak bardzo dobry pod pewnym warunkiem: kiedy spojrzymy na niego jako całość, a nie kiedy będziemy wyciągać mielizny ze scenariusza. Ten sezon jest klamrowy, na szczęście lepszy z epizodu na epizod z kilkoma wyjątkami. Jak go ostatecznie ocenię dowiecie się za tydzień, mam nadzieję, że o wcześniejszej porze niż dziś. Tyle ode mnie, do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: