MENU
  • Nerdy, geeki, kobiety i inne podludzie, czyli jak nie pisać o popkulturze.

    Marzec 18, 2017 2:49 pm Dodał stanley

    KURWA MAĆ!, że tak sobie pozwolę zakląć na wstępie z bezsilności. Kilka dni temu nawinął mi się przed oczyma artykuł zatytułowany Godzilla, Logan i inne Kongi… Jak inteligentna, trzeźwo myśląca kobieta ma przetrwać na filmie „dla nerdów” autorstwa pewnej pani z portalu naTemat. Dawno nie przeczytałem tak nieprzemyślanego, że się tak delikatnie wyrażę, tytułu wpisu, a potem było już tylko gorzej. Otóż w kilku punktach został tam przedstawiony tok myślenia jaki powinna obrać nieszczęsna kobiecina, której przyjdzie zmierzyć się z blockbusterami w rozmaitych okolicznościach. Gdyby to jeszcze miało charakter „ASZdziennikowy” to można by to uznać, za całkiem niezłą i cierpką satyrę na temat stereotypów, które przylgnęły zarówno do kobiet jak i nerdów, geeków i hollywodzkich wysokobudżetowych hitów. Artykuł jest seksistowski na potęgę i w pewnym sensie autorka szydzi z geeków, choć nazywa ich nerdami, co świadczy o niezbyt dobrym przygotowaniu do wpisu.

    BURBANK - NOVEMBER 17: "The Psychic Vortex -- While Koothrappali (Kunal Nayyar, left) and Sheldon (Jim Parsons, right) attend a university mixer, Leonard is upset to discover that Penny believes in psychics, on THE BIG BANG THEORY, Monday, Jan. 11 (9:30-10:00 PM, ET/PT) on the CBS Television Network. (Photo by Sonja Flemming/CBS via Getty Images)

    Sheldon czuje się obrażony pani tekstem.

    Punktem wyjścia jest założenie, że kobieta inteligentna i trzeźwo myśląca jest narażona na utracenie szarych komórek i jakieś swoiste uwstecznienie jeśli przyjdzie jej obejrzeć filmy wymienione w tytule wpisu. Czyli wysokobudżetowe kino rozrywkowe, czy to PG-13 czy jak w przypadku Logana R. Koniec świata, bo przecież wspomniane produkcje to stek bzdur i nawał efektów specjalnych. Otóż, kurwa, nie. Już nie będę się rozwodzić nad ignorancją i spychaniu tych filmów do intelektualnego rynsztoka, bo to widać jak na dłoni, mniej rzuca się w oczy stwierdzenie, że dziewczęta będące geekami są mniej inteligentne od tych trzeźwo myślących. Bo wychodzi na to, że inteligentna, trzeźwo myśląca kobieta nie może być nerdem ani geekiem, gdyż te grupy należą do podludzi i spierdolin. Geek i nerd to nie są synonimy, choć oba określenia mogą charakteryzować tą samą osobę to wcale nie muszą. Nerd jest kimś w rodzaju kujona, osoby, która siedzi po uszy w książkach i może mieć problemy z przystosowaniem się do społeczeństwa. Geek natomiast może być i nerdem, ale wcale nie musi, to po prostu slangowe określenie kogoś pochłaniającego popkulturalne dobrodziejstwa, znającego epizodyczne postacie z rozmaitych uniwersów, identyfikująca się bardziej z jakąś grupą postaci, na przykład komiksowych, serialowych czy filmowych. To taki gość czy gościówa, którzy nie będą się wstydzić bawić klockami LEGO lub kupowaniem Happy Meali jeśli zabawka będzie w klimacie ich ulubionej serii. Poza tym „nerd” generuje otwarcie negatywne konotacje i jest to słowo kojarzące się chociażby z naszym paskudnym określeniem – „stulejarz”.

    Napoleon-Dynamite_612x380[1]

    Napoleon ma w to wyjebane.

    Wracając do meritum, autorka w złym świetle stawia nie tylko dziewczyny jarające się popkulturą, ale kobiety tak w ogóle przypisując im pewne sprzeczne cechy. Dlaczego inteligentna i trzeźwo myśląca kobieta miałaby mieć jakiekolwiek problemy z przetrwaniem „filmie dla geeków” (gwoli ścisłości nie istnieje coś takiego jak film dla geeków, może być film o geekach jak Napoleon Wybuchowiec, może też być film, który do geeków trafi najbardziej ale jeśli się będzie się go oglądać uważnie to stanie się po prostu uniwersalny jak Scott Pilgrim kontra świat. Założenie, że kobieta o wysokim intelekcie nie skuma tego co dzieje się w fabule Konga, Godzilli czy Logana jest jak strzelenie sobie w stopę, jest bowiem najzwyczajniej w świecie sprzeczne. Te filmy nie mają wielce zagmatwanej fabuły, szczególnie dla trzeźwo myślących ludzi. Ale, ale, kolego Stanley, przecież to jest swoista złośliwość i próba wmówienia nam, że filmy dla geeków charakteryzują się ciągłym napierdalaniem, oczojebnymi efektami specjalnymi i postaciami wyciętymi z papieru. Nie znaczy to, że kino rozrywkowe jest proste, czy raczej w tym przypadku prostackie, i przeznaczone tylko dla nieinteligentnych i zapijaczonych umysłowo mężczyzn. Ten artykuł jest po prostu seksistowski, ponieważ zakłada, że większość kobiet znakomicie bawi się na komediach romantycznych, a nie kuma science-fiction i fantasy. No i obowiązkowo musi się bać horrorów, brzydzić przemocą i najlepiej by wszystko zawsze kończyło się dobrze. Jeśli autorka dzieli ludzi na grupy ciosane z drewnianych klocków, bez własnych charakterów i upodobań, które nie wpisują się w jakiś tam kanon to wychodzi na bardzo ograniczoną, mającą zawężony punkt widzenia i próbuje udzielać instrukcji… tak właściwie komu? Do kogo jest to tekst? Bo jawi mi się, że do grupy, która tak naprawdę istnieje tylko w wyobraźni autorki. Nie jest powiedziane, że Logan Kong muszą się oglądającej spodobać, to nie jest poradnik jak sprawić, by seans nas ucieszył. To jest poradnik z cyklu „Karyna,  musisz zaakceptować fakt, że oglądasz film dla dziwolągów. To jest bardzo głupi film, i Ciebie niegodny, i ogólnie Ci ubliża swoją głupotą, ale zobacz jakie ładne widoczki, jakie efekty, i Ci aktorzy tacy przystojni, tacy umięśnieni”. Taki bullshit chce wcisnąć autorka tekstu.

    5072209eae2e11c082225709ddc1d1e9[1]

    Scott nie ma czasu na taki bullshit.

    To jest balansowanie na granicy założenia, że „Bridget Jones” jest filmem tylko i wyłącznie babskim, a „Terminatora” mają prawo obejrzeć tylko panowie. A do tego gdzieś tam mimochodem przemyka pogarda dla rozrywkowego kina, bo przecież nie prezentuje się równie wdzięcznie co „Ojciec chrzestny” czy romantycznie jak „Titanic”. Zostaje jeszcze kwestia jednego słowa, które rzuca się w oczy w tytule. „Przetrwać”. Czyli autorka wysnuła sobie w głowie, założenie, że oglądająca będzie się potwornie męczyć, nudzić, utyskiwać i skupiać na wszystkim innym bo przecież jest inteligentna i trzeźwo myśląca. No ni chuja się tego nie inaczej zinterpretować, bo każde wytłumaczenie to strzał w pysk dla którejś ze stron. Tekst obraża właściwie każdego widza. Zabrakło mi jeszcze stwierdzenia, że filmy animowane i kreskówki to wymysł przeznaczony tylko dla dzieci, a dorośli z nich niczego nie wyniosą. Nie chce mi się więcej strzępić ryja, ale mam nadzieję, że prędko czegoś tak równie płytkiego i ubliżającego mi i moim czytelnikom nie przeczytam. Ode mnie na dziś tyle, do przeczytania next time!

    Komentarze