MENU
  • Nie będzie Negan pluł nam w twarz, czyli o pierwszym odcinku ósmego sezonu „The Walking Dead”.

    Październik 24, 2017 8:35 pm Dodał stanley

    Zdaję sobie sprawę, że siódmy sezon TWD mógł być dla wielu bardzo męczący bowiem cała nasza ostała przy życiu ferajna przez pierwszą połowę sezonu była pod butem Negana, natomiast przez całą drugą szukała grup, które zechciałyby się do nich przyłączyć. Rick co chwilę przeżywał załamanie nerwowe, a część bohaterów na własną rękę chciała się pozbyć Negana co oczywiście nie miało racji bytu. Nasi bohaterowie musieli się zebrać do kupy, cokolwiek zaplanować i dopiero wtedy, naprawdę pewni siebie ruszyć na wojnę.

    the-walking-dead-season-8-episode-1-daryl-caroljpg-69fb3e0f941c9762[1]

    Dobrze jest zobaczyć ulubieńców w komplecie.

    Mercy jest setnym odcinkiem TWD. Nie mogło więc zabraknąć echa pierwszego epizodu i dzięki temu zobaczyliśmy scenę z Carlem, który, niczym Rick w pierwszym odcinku łazi pustkowiami, zagląda do samochodów i pod samochody zdejmując przy tym swój odziedziczony po ojcu kapelusz. Mam wrażenie, że bezdomnego koleżkę, którego pod koniec odcinka dokarmił jeszcze zobaczymy, nie wydaje mi się by ta scenka nie miała być tylko spokojnym wtrętem nic nie wnoszącym do fabuły. Widzimy także zombiaka, którego zagrała ta sama dziewczyna z pierwszego odcinka, Odzwierciedleniem odcinka pierwszego jest także pobudka starszego Ricka, kulejącego, którego córka Judith ma już 6 lat. Pewnikiem są to wydarzenia z przyszłości już po wydarzeniach z All Out War, Rick zerka na kwiatki na stole mniej więcej w ten sam sposób jak w pierwszym odcinku kiedy się obudził (tyle, że kwiatki są świeże, a nie zwiędłe). Ostatnia scena z uwięzionym Neganem i Gabrielem to lustrzanka widoku z góry kiedy Rick był uwięziony w czołgu. Tak więc twórcy zadbali by maniakalni fani mieli z oglądania całkiem sporo przyjemności, ale czy setny odcinek podołał jako opener nowego sezonu?

    Pozbywanie się kolejnych wartowników jest całkiem efektowne i buduje fajne napięcie. Akcja z wysadzaniem samochodów, wiekopomne przemowy i wszystko co dzieje się przed konfrontacją z Neganem jest na najwyższym poziomie i ma się wrażenie, że nadchodzi gigantyczna rozpierducha z setką ofiar. Nic bardziej mylnego, jakby to powiedział Radek Kotarski. Ufortyfikowana ekipa Ricka wpada na podwórko do Negana, a ten jak gdyby nigdy nic dalej zasypuje widzów swoimi obraźliwymi tekstami, tym razem o rozmiarze swojego przyrodzenia. Gość nie przewidział tylko, że mieszkańcy Hilltop już dawno mają w dupie Gregory’ego i stoją po stronie Maggie i Jezusa. Gregory zostaje więc zepchnięty ze schodów przez Simona, a baza zbawców ostrzelana moim zdaniem trochę za bardzo, całkiem sporo amunicji wpakowano w okna (choć może przez to Neganowi chociaż będzie zimno?). Może wychodzę na zbyt złośliwego, ale wierzę, że teksty o tym, że Rick nie jest centrum wszechświata i podejście, że możne zginąć mniej osób, że może zginąć jedynie Negan (co technicznie nie jest możliwe, sporo osób zapatrzonych w niego chętnie swoje życie za Zbawców odda) znajdzie swoje dalsze sensowne uzasadnienie. Bardzo nierozsądnie postąpił Gabriel ratując Gregory’ego, ale czy mógł przewidzieć, że aż taki z niego bojaźliwy dupek? Jeśli przypomnimy sobie zachowanie Gabriela kiedy pojawił się w TWD to był mniej więcej tak samo tchórzliwy jak Eugene. A teraz jest całkiem, całkiem badassem, więc liczę, że jeszcze kilka mocnych akcji z jego udziałem będzie (Seth Gilliam i Ross Marquand czyli Aaron trafili do głównej czołówki serialu, więc jeszcze z nami trochę zostaną).

    the-walking-dead-mercy-2[1]

    Oby na wielkich przemowach się nie skończyło

    Wśród ostro komentujących odcinek znaleźli się w większości tacy, którzy uważają, że Negan powinien już zginąć na milion sposobów, albo przynajmniej zostać ranny. Póki co Rick pokazał, że już się go nie boi, trochę go nastraszył i przede wszystkim zrobił mu ładną fotkę, której z pewnością użyje by go potem poniżyć. Oczywiście serial nie miałby teraz racji bytu gdyby Negan zginął, ale akcje w serialu robią się coraz bardziej nieprawdopodobne. Dlatego jak zwykle na mnie zrobiły wrażenie drobne szczegóły, takie jak na przykład kwiat narysowany na murku za którym skryła się Carol i przebłyski z przyszłości, zarówno te, które pokazują Ricka w podobny sposób jak po egzekucji Abrahama i Glenna jak i te bardziej sielankowe, gdzie jest już po wojnie. Jeśli to nie jest tylko majacząca przed oczami naszego ulubieńca wizja, a przyszłość która nadejdzie, to możemy mieć pewność, że przeżyje Michonne, Carl i Judith. Natomiast może zginąć bardzo dużo istotnych postaci, których śmierć ponownie doprowadzi Ricka na skraj załamania.

    Mam wielką nadzieję, że ten epizod nie jest tylko jednym z niewielu, w której była ładnie pulsująca akcja. Że będzie się działo, będą rozpierduchy i akcja. Z tego co wiem, to mniej więcej w połowie sezonu skumamy dokąd to wszystko zmierza, czym są te wizje i tak dalej. Pewne jest też to, że będzie sezon dziewiąty, w którym skrzyżują się ścieżki bohaterów z TWD z FTWD (Kirkman potwierdził to w The Talking Dead, cross nastąpi po emisji sezonu 4-go FTWD, a więc w dziewiątym TWD, jeszcze w 2018 roku). Ode mnie tyle na dziś, dzięki za uwagę i do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: