MENU
  • Nie taki klaun straszny jak go malują, czyli recenzja filmu „To”.

    Wrzesień 15, 2017 4:34 pm Dodał stanley

    Kino jest miejscem, które zdecydowanie weryfikuje mój strach wobec tego co widzę na ekranie. Kiedy jestem w domu i oglądam film na komputerze lub przed telewizorem to mogę po prostu wyłączyć i zapalić światło, a z kina co najwyżej uciec, co łączy się z późniejszym wstydem jeśli ktoś to zauważy. Od dziecka boję się ciemności, nie przepadam też za zamkniętymi pomieszczeniami, a i klauny budzą we mnie, delikatnie rzecz ujmując, mieszane uczucia. Szedłem więc na nową adaptację klasyki mistrza grozy z pewną dozą niepewności, czy aby seans ten nie przyniesie mi stanu przedzawałowego. Kiedy jednak minęły wszelakie trailery (z tych przerażających zdecydowanie wybijał się ten do „Botoksu” Vegi) i w moje uszy zaczęło wtłaczać się dziecięce podśpiewywanie, a oczom ukazały się pierwsze plenery, zamiast strachu pojawiła się fascynacja, że oto na dwie godziny przeniosę się do końcówki lat 80-tych gdzie słuchało się namiętnie The Cure, a na drzwiach pokojów wisiały plakaty z „Sokiem z żuka”. „To” okazało się wypadkową „Stranger Things”, „Goonies”, „Stań przy mnie” i dość pomysłowo zastosowanych jump scare’ów. Tima Curry’ego „zastąpił” Bill Skarsgård, a całość zdecydowanie oparta była na klimacie lat 80-tych.

    it_2017_1_758_426_81_s_c1[1]

    Pennywise, I Love You!

    Z mojej perspektywy film ten nie był straszny, ani trochę, ani razu się nie wzdrygnąłem, za to pochłonął mnie bez reszty dziecięcymi kreacjami, które kupiły mnie z miejsca. W „It” nie brakuje ciętego, młodzieżowego dowcipu, momentów oddechu, młodzieńczych fascynacji płcią przeciwną, tej nieuchwytnej w pewien sposób niewinności, którą mąci pojawienie się tajemniczego stworzenia przyjmującego kształt „zabawnego” klauna. Wyraźnie zaznaczono tutaj różnice pomiędzy postrzeganiem świata przez dorosłych i dzieci, muszę przyznać, że niektórzy dorośli byli bardziej przerażający niż materializujący się na wszelakie sposoby Pennywise. Nie chcę tutaj zdradzać za dużo tym, którzy nie widzieli oryginału, ani nie czytali książki, ale mam wrażenie, jakby wszyscy dorośli w Derry byli po prostu źli, i wychowywali swoje pociechy w radykalny, doprowadzający do agresji sposób. Widać to po młodzikach, którzy pastwią się nad dzieciakami w wyjątkowo okrutny sposób. Przemocy fizycznej, psychicznej i krwawych scen w nowym „It” nie brakuje, balans pomiędzy sielanką, a wizualnym piekłem został ładnie zachowany, a smaczku zdecydowanie dodaje „skradająca się” muzyka, która swobodnie sąsiaduje ze szlagierami z lat 80-tych.

    Co do postaci samego Pennywise’a to Bill Skarsgård sportretował go iście po mistrzowsku. Jego oślizgły głos, szczerząca się facjata, głód wyzierający z oczu – to wszystko sprawia, że jest postacią jednocześnie makabryczną, groteskową i fascynującą. Nie straszył mnie co prawda, ale kradł każdą scenę w jakiej pojawiał się w pełnej krasie. Obsadzie dziecięcej życzę natomiast świetnie rozwijających się karier, bowiem interakcje pomiędzy młodymi aktorami są najmocniejszą stroną filmu. Nietrudno uwierzyć, że są paczką dobranych przyjaciół zwanych złośliwie Frajerami. Najbardziej ujął mnie bluzgający Richie (Finn Wolfhard znany z roli Mike’a w „Stanger Things”) i przewrażliwiony Eddie, który wszędzie widzi siedliska bakterii i wirusów. No i „trójkąt” miłosny też jest całkiem sympatyczny i bardzo po dziecięcemu opowiedziany. Mam nadzieję, że Sophia Lillis wcielająca się w Beverly jeszcze nie raz nas na ekranie zaskoczy, natomiast Jeadena Lieberhera wkrótce będziemy mogli zobaczyć w kolejnym ciekawym filmie „The Book Of Henry”, o którym nieco więcej wkrótce na fanpage.

    it_2017_2_758_426_81_s_c1[1]

    Ekranowe dzieciaki też dostają ode mnie dużo ejtisowej miłości!

    Nowe „To” jest zdecydowanie brutalniejsze i radykalniejsze od miniserialu z lat 90-tych, pozwala sobie na więcej, szczerzy kły niczym stwór z czerwonym balonikiem w łapie. Kilku bardziej kontrowersyjnych wątków znanych z książki tutaj co prawda nie ma, ale i tak nie powinno Wam to odebrać dobrej zabawy i dreszczyku emocji, który towarzyszył przy pierwszym spotkaniu z Pennywisem. Miejcie też świadomość, że jest to część pierwsza tej opowieści, co zostaje nam powiedziane wprost na samym końcu filmu. Jestem nowym „To” zauroczony i polecam maniakom „Stranger Things”, „Gęsiej skórki”, „Czy boisz się ciemności” i oczywiście tych lekko kiczowatych horrorów z lat 80-tych. Rozczarują się Ci, którzy oczekują się sfajdać w spodnie podczas seansu, jednak z odpowiednim nastawieniem, że bardziej niż na horror idzie się na film przygodowy z elementami kina grozy będziecie się bawić znakomicie. Dostałem w 100% TO czego chciałem, polecam z czystym sumieniem!

    8/10

    Komentarze

    Kategorie: