MENU
  • Nie tylko „Deadpool”, czyli o łamaniu 4 ściany w filmach i serialach słów kilka.

    Marzec 7, 2016 1:30 pm Dodał stanley

    Wydaje mi się, że jesteśmy przyzwyczajeni do ekranowej magii na tyle, że jakiekolwiek odchyły z nią związane doprowadzają nas do swoistego dyskomfortu. Takim dyskomfortem jest tak zwane łamanie 4 ściany – przełamywanie bariery pomiędzy widzem a bohaterem filmu, który w takich a nie innych okolicznościach zaczyna się zwracać bezpośrednio do nas, lub na naszych oczach dzieje się scena pokazująca chociażby ekipę techniczną lub coś w tym rodzaju. Kiedy historia pokazywana nam na ekranie nagle zaczyna „przenosić się” na widza i dotykać go bezpośrednio wtedy dopiero zaczyna robić się ciekawie. Stajemy się nagle częścią opowieści i choć nie mamy wpływu na jej dalszy przebieg to seans jako taki ma wpływ dużo mocniejszy na nasze emocje. W ostatnich miesiącach sztandarowym przykładem filmu łamiącego 4 ścianę jest Deadpool, który nie dość, że sam w sobie bawi się konwencją, to jeszcze ma czas by poświęcić go na rozmowę z widzem. Zachłyśnięci zabawą Wade’a Wilsona z nami na ekranie nie powinniśmy zapominać o innych genialnych filmach, które taką rozrywkę (bądź też torturę, ale nie uprzedzajmy faktów) serwowały nam wcześniej. Swoją drogą scenka po napisach w Deadpoolu sprytnie kalkuje Wolny dzień Ferrisa Buellera z 1986 roku z Matthewem Broderickiem w roli tytułowej, filmu także nagminnie „przedostającego się” przez ekran.

    deadpool01[1]

    Dzisiejszy wpis z wiadomych przyczyn sponsoruje Wade Wilson aka Deadpool.

    Niegdyś łamanie 4 ściany było charakterystycznym zabiegiem dla seriali animowanych (chociażby kultowe That’s All Folks wypowiadane przez Królika Bugsa, Kaczora Duffy’ego i tak dalej). Postacie zwracały się bezpośrednio do widza, „przydzwaniały” w ekran z rozbiegu lub go zamalowywały. Rzecz jasna miało to na celu zbliżyć dzieciaki do swoich bohaterów, ale w warstwie emocjonalnej trudno było doszukać się głębszej więzi. Obecnie te zabiegi także mają rację bytu także w serialach animowanych dla dorosłych (pamiętny licznik słowa shit South Park, częste „odpały” w Family Guy Simpsonach). Zabieg ten często jest też używany w parodiach filmowych, przez co jeszcze bardziej można odczuć, że ktoś tu sobie robi z nas jaja. Zerknijcie chociażby na parodie z Leslie Nielsenem, Straszne Filmy, czy kultową scenę w Kosmicznych jajach Mela Brooksa z przewijaniem taśmy video w czasie rzeczywistym. Jak dla mnie małe mistrzostwo świata, w dziele, które samo w sobie jest swoistą przewrotną perfekcją. Rzecz jasna do tego nurtu zaliczają się też nieśmiertelne produkcje Monty Pythona.

     maxresdefault[1]

    Łamanie 4 ściany w Kosmicznych Jajach. Na półce Mr. Rentala stoją wcześniejsze filmy Brooksa – Nieme Kino, Lęk Wysokości i Historia Świata – Część 1.

    Nim przejdę do filmowego, poważnego repertuaru, słów kilka o serialach, w których prym w łamaniu 4 ściany wiedzie House of Cards. Czy byłby to tak bardzo genialny serial gdyby nie zwroty Francisa Underwooda wprost do kamery? Czy przez to serial ten nie jest jeszcze większą pułapką na widza? Oczywiście, że tak, dzięki temu jest nad czym myśleć, a i sympatia niezdrowa do naszego polityka z krwią na rękach znacznie wzrasta (wpis o postaciach serialowych, których nie powinniśmy darzyć sympatią już wkrótce!). Specem od łamania bariery między widzem a ekranowymi bohaterami jest też Tina Fey, kreatorka serialu opowiadającego o kulisach powstawania programów rozrywkowych – Rockefeller Plaza 30 (nagrodzonego 6 Złotymi Globami, polecam!). Mam nadzieję, że na sali są czytelnicy zakochani w Supernatural, z udziałem Sama i Deana Winchesterów działy się już różne rozmaite sceny będące esencją dzisiejszego tematu (znalezienie książek o własnych przygodach chociażby). Jakby ktoś się zastanawiał to śpiewanie piosenek w serialach takich jak Buffy czy w końcowej scenie pierwszego sezonu Skins (Sid intonuje Wild World) także jest przejawem łamania 4 ściany i to fantastycznym w swej prostocie. Dodajmy jeszcze narrację bezpośrednią w Zwariowanym świecie Malcolama (ha! jarałem się grą Cranstona zanim stał się Walterem Whitem!) i wstawkę Abeda z Community (bohater z obsesją na punkcie telewizji) i mamy kilka znakomitych przykładów jak robić to z klasą i tak by zaskakiwać widza. Seriale jednak rządzą się swoimi prawami i w nich takie zabiegi teoretycznie są wskazane bardziej.

    gif-of-house-of-cards-fourth-wall[1]

    Hello Frank!

    Okej, przejdźmy do meritum tegoż wpisu, czyli filmów, które igrają sobie z widzem. Jak zawsze zacznę od mojego ukochanego Fight Clubu, gdzie narrator jakże zgrabnie opisuje nam cóż Tyler w swej pracy wyczynia. Tyler pokazuje nam to takie kółeczko, które często pojawia się z w górnym rogu ekranu w momencie zmiany filmowej taśmy i oczywiście [SPOJLER ALERT] miga nam na ekranie nim po raz pierwszy pojawi się w „realu” [END OF SPOJLER ALERT].  Rzecz jasna nie brakuje innych zacnych scenek z bezpośrednimi zwrotami do widza, a cała narracja jest jednym wielkim kontaktem między widzem a narratorem. Podobnie dzieje się w Amelii American Psycho, choć jakże to różne od siebie filmy. Ciekawym przykładem jest także introdukcja do Pana życia i śmierci z Nicolasem Cagem (scena gdzie pali cygaro), wstawka w Kiss Kiss Bang Bang (Robert Downey Jr i Val Kilmer), zastosował to też Woody Allen w Annie Hall. To zazwyczaj są motywy, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć, zaskakują i mieszają nie tylko w fabule, ale i głowie widza. Byłbym zapomniał, Scorsese w swoich kultowych dziełach – Chłopcy z ferajny Wilku z Wall Street także zastosował ten zabieg. Znajdzie się też kilka przykładów filmów, które łamiąc czwartą ścianę mają za zadanie przerazić widza i dziwię się, że to zabieg tak rzadko stosowany w horrorach. Mogę się mylić, ale ostatnia scena gdzie Norman Bates w Psychozie gapi się prosto na nas jest czystym, niczym nie skrępowanym „przebijaniem się” przez ekran. Chciałbym jednak najbardziej skupić się na Funny Games Hanekego, który zarówno w wersji oryginalnej z 1997 jak i o 10 lat późniejszej, amerykańskiej perfekcyjnie wykorzystał możliwość zwrócenia się do widza. Nie dość, że Paul i Peter „bawią się” z terroryzowaną rodzinką to jeszcze dodatkowo Paul bawi się z widzem, bezczelnie puszczając do niego oczko i twierdząc, że przecież doskonale wie, że ta gra nie skończy się dobrze. Nie jest to jedyny film, który tak bezczelnie kpi sobie z widza, kiedy myślę o tego typu zabiegach przed oczami staje mi Jay i Cichy Bob gadający z Benem Affleckiem o tym kto byłby na tyle głupi by oglądać film o ich przygodach, a potem patrzą się w ekran.

    NORTHLIGHT SCAN

    Nie mogło zabraknąć uroczego Paula – Funny Games U.S.

    4gi8sSzIYzo[1]

    W opozycji do zbyt ciężkawego filmu Haneke śmieszki z „Jay i Cichy Bob kontratakują”

    Czwarta ściana ma to do siebie, że albo widza zbliży do filmu, albo zdystansuje i sprawi, że będzie chciał od niego uciec. W każdym razie ja tak mam kiedy czuję na sobie wzrok postaci, które teoretycznie się wprost na mnie gapić nie powinny. Ach, byłbym zapomniał, złamanie 4 ściany może być też zabiegiem perfidnie reklamującym lub reklamę obśmiewającym (zdecydujcie sami – Świat Wayne’a). Oczywiście zarzuciłem Wam tu tylko kilkoma moim zdaniem błyskotliwymi przykładami, sami możecie w komentarzach pododawać od siebie swoje ulubione momenty. Dodam jedynie, że kłaniam się pas tym, którzy odwiedzili bloga od dnia jego powstania czyli od 25 lutego! Przewinęło się Was tutaj już ponad 15 tysięcy, jestem pod wrażeniem i cieszę się, że wracacie. Mogę Wam obiecać, że mam już przynajmniej kilku chętnych twórców, którzy zgodzili się udzielić mi wywiadu (więcej szczegółów dziś na fanpage!) Jutro prawdopodobnie dwa wpisy! O ostatnim odcinku The Walking Dead i wpis z okazji Dnia Kobiet (nieco przewrotnie i po mojemu!). I to by było na tyle!

    thats_all_folks[1]

    Komentarze