MENU
  • Nie wolno Ci być samotnym, czyli recenzja filmu „Lobster” (2015)

    Marzec 2, 2016 2:46 pm Dodał stanley

    Kwestią czasu było kiedy Yorgos Lanthimos podejmie się realizacji pierwszego w swoim dorobku filmu anglojęzycznego. Po artystycznym sukcesie Kła  Alpach, które niestety przeszły bez większego echa grecki wizjoner podejmuje się projektu znacznie większego, choć wciąż opartego na klaustrofobicznym uniwersum. Tylko, że twarze jakieś takie bardziej znajome, co wcale nie psuje odbioru dzieła, ani przez chwilę nie miałem wrażenia, że oglądam dzieło skrojone pod amerykańskiego widza, no, chyba że bardzo wybrednego. Colin Farrel, Rachel Weisz, John C. Reilly, Lea Seydoux, Ben Wishaw – z tymi jakże zdolnymi aktorami będziemy obcować na ekranie w filmie nietuzinkowym i zostawiającym widza z wielkim „WTF?” na twarzy co kilkanaście minut. Rzecz dzieje się w alternatywnej niedalekiej przyszłości gdzie nikomu nie wolno być samotnym. Świeżo owdowiali, rozwodnicy, ludzie, którym związki się nie udały trafiają do Hotelu, w którym mają 45 dni na znalezienie nowego partnera, inaczej zostaną nieodwracalnie zamienieni w wybrane przez siebie zwierzę. Główny bohater, David, zostaje zmuszony do przebywania tam, a przebywa w towarzystwie swojego brata przemienionego w psa. Sam, w razie niepowodzenia w poszukiwaniach, pragnie być przemieniony w homara (ang. lobster, stąd tytuł filmu). Czasu jest niewiele, a bycie skrytym w sobie nie pomaga mu w wykonania zadania. Zresztą wyobraźcie sobie, że zostajecie zmuszeni do zakochania się w 45 dni i stworzenia szczęśliwego choć kontrolowanego związku. Właśnie. Bohaterowie uciekają się do różnych sztuczek (wątek mężczyzny granego przez Wishawa), ten świat jest jednak tak skonstruowany, że wystarczy jedna cecha wspólna między parą by uznać ją za wiarygodną.

    IMG_2135.CR2

    Thriller, dramat, czarna komedia – ten miszmasz jest ciężkostrawny, ale smakowity jednocześnie.

    W świecie tym funkcjonuje coś na kształt ruchu oporu, buntowników, którzy ukrywają się w lasach i nie godzą się na przymusowe poszukiwanie partnera, natomiast mieszkańcy hotelu mogą przedłużyć swój pobyt w nim o kilka dni „polując” na zbiegów bronią na strzałki usypiające. Tym samym wydłużają sobie czas na znalezienie drugiej połówki. W grupie oporu jest kategoryczny zakaz łączenia się w pary i okazywania sobie głębszych emocji. Ruchem dowodzi bardzo nieprzyjemna dziewczyna w którą z powodzeniem wciela się Seydoux. Davidowi udaje się uciec z przerażającej placówki i dołączyć do buntowników, sprawa jednak mocno się komplikuje kiedy poznaje tak samo krótkowzroczną kobietę jak on (Weisz). I powiem Wam, że ich wątek jest o wiele bardziej romantyczny niż w dowolnej komedii spod znaku lukru i happy endu. Bohaterowie żyją w świecie, w którym emocje i uczucia właściwie ciężko jest artykułować i pewne rzeczy trzeba obejść. Po lesie natomiast kręcą się pawie, flamingi czy wielbłądy, a więc Ci, którym nie udało się znaleźć na czas partnera bądź partnerki. Czysta groteska, psychodelia i ciężar godny następcy Kła. Nie wiem jakie dragi musieli brać twórcy tak absurdalnego scenariusza, ale serdecznie gratuluję, że udało im się to przenieść na ekran, bo film ryje czerep pierwszorzędnie. Całość jest podlana bardzo podłym, czarnym humorem, który bynajmniej nie rozładowuje napięcia. Miejcie też na uwadze, że pewne kwestie w filmie biorą się bezpośrednio z dialogów, a część scen jest niewytłumaczalna w szerszym kontekście. Te sceny po prostu tam są bo „należą” do tamtego świata. Za masturbację można zostać ukaranym włożeniem rąk do tostera, kopulacja jest wskazana dla rozładowania napięcia, ale seks można uprawiać tylko z wyznaczonym do tego pracownikiem bądź pracowniczką. Dla kogoś uważnie oglądającego Kieł te zależności mogą być mniej szokujące, ale i tak pomysłowość twórców nie zna granic.

    Jeśli o obsadę chodzi to Farrel i Weisz spisali się na medal. On jest neurotycznym wąsaczem (trochę mi przypomina Velcoro z drugiego sezonu Detektywa) w okularkach, dość brzuchatego i zamkniętego w sobie. O niej wiadomo w sumie niewiele, jest atrakcyjna, spokojna i wpada Davidowi w oko od razu, tak samo jak on jej. Ich miłość jest zakazana, ale obydwoje są na tyle uparci, że nie zważają na cenę jaką mogą za to zapłacić. Cóż w tym filmie mnie jeszcze ujęło? Na pewno zdjęcia, leśne plenery robią duże wrażenie, wnętrze pokręconego hotelu również, ale i tak najbardziej pokręceni są niemogący się w tym paskudnym miejscu odnaleźć bohaterowie. Niektórzy są totalnie wypaleni z uczuć, ale nie chcą być przemienieni, inni już wolą popełnić samobójstwo niż być potem psem, ptakiem czy innym wilkiem. Reżyser wrzuca nas w świat tak pokręcony, a jednocześnie niepokojąco możliwy, że seans pozostawił mnie z masą pytań, na które albo nie dostałem odpowiedzi, albo te odpowiedzi są równie pokręcone jak Lobster jako taki. Bardzo się cieszę, że film trafił do polskich kin z koszmarnym poślizgiem co prawda (premiera odbyła się 15 maja 2015…), ale nic straconego, dzieło pozornie niszowe trafiło do multipleksów i skasuje przypadkowego widza w 5 minut. To jeden z najlepszych baniorylców jaki trafił do ogólnego obiegu w ostatnich miesiącach, więc jeśli lubujecie się w oglądaniu niekonwencjonalnych historii to pędźcie w trymiga, póki grają. Po niedanym seansie Pokoju mogę stwierdzić, że mam świetną passę do oglądania zrytych filmów na dużym ekranie. Aż strach pomyśleć co Lanthimos wykombinuje za kilka lat. Zaznaczam na samym końcu byście się nie sugerowali ocenami na portalach rozmaitych, to nie jest film, który trafi do wszystkich. Ja natomiast rekomenduję po całości i czuję, że za kilka lat film ten będzie równie „kultowy” co Kieł.

    Seans wwiercający się w czachę umożliwiła mi współpraca z olsztyńskim oddziałem kina Helios!

    Helios Polska

    Komentarze