MENU
  • Nim pochłonie nas czarna dziura, czyli o jedenastym odcinku trzeciego sezonu „Twin Peaks”.

    Lipiec 25, 2017 8:08 pm Dodał stanley

    Nie dziwię, że czekaliście na opis tego epizodu na tyle mocno, że aż dostałem wiadomości na fanpage kiedy będzie wpis. Ten odcinek, mimo tradycyjnych dłużyzn oglądało się przepysznie. Aż czuło się smak tego placka wcinanego przez Dougiego. W końcu zobaczyliśmy połączenie fabuły z teraźniejszości z szalonym ósmym epizodem, który dosłownie wysadził nam głowy. Jestem cholernie podjarany kierunkiem, w który to wszystko zmierza, pozwólcie jednak, że zacznę od początku.

    24peaks-2-master675[1]

    Najgrubszy moment odcinka!

    Jeżeli zamierzacie kiedyś kogoś kropnąć to utwierdźcie się wcześniej w przekonaniu, że Wasza ofiara jednak jest martwa. Młody Horne tego nie dopilnował i jeśli otyła panna przeżyje to narobi niezłego zamieszania. Tutaj większość bohaterów albo jest szalona, albo przynajmniej srogo nawiedzona na punkcie czegoś i jedynie dwóch stróżów prawa zdaje się być tymi najspokojniejszymi, ale pakującymi się w grube tarapaty. Analiza mapy zrobiła swoje, Pieńkowa Dama przedzwoniła by udzielić wskazówki, i już wiemy, że bohaterowie zetkną się z Czarnym Ogniem. Jak zauważyliście zacząłem analizę od lajtowych motywów, bowiem to co się dzieje przed wyrównaniem rachunków z sympatycznymi „gangsterami” przez Dougiego to była jazda bez trzymanki (widać jak wielkie przywiązanie ma Lynch do snów, które stają się potem rzeczywistością).

    Córka Shelly odwaliła niezłą akcję, jej matka wbiła na maskę samochodu i z deczka się poturbowała. Niemal komediowa scena, na granicy totalnego kiczu. Ładne otwarcie panowie, nie ma co. Szybko dowiadujemy się o motywach narwanej dziewczyny. Jej mąż ćpun ma romans z siostrą Donny, Gerstern i coś mi się wydaje, że gdyby się nie ukryli to mogłyby paść nawet dwa trupy. Po akcji Becky się nieco uspokaja, a swoim rodzicom tłumaczy, że jej mąż to jest w sumie fajny chłopak, tylko że wiecie, nieco zagubiony. Bobby obiecuje, że jeśli Steven coś znowu odwali to go aresztuje i co ciekawe jest w tym sezonie kreowany na postać pozytywną, bardzo spokojną i poszukującą swoistego odkupienia poprzez służenie prawu. Jak widzieliśmy nie jest już z Shelly, która ugania się za typem spod ciemnej gwiazdy, którego magiczne sztuczki widzieliśmy jakiś czas temu (Red, tak dla przypomnienia, który przez okienko wyglądał tak miło). Znowu widać słabość Shelly do złych chłopców, a poza tym jest tu ładna paralela w rodzaju „jaka matka taka, córka”, jeśli przypomnimy sobie perypetie Shelly z oryginalnych dwóch sezonów. Zaraz po tej niezbyt komfortowej dla Bobby’ego sytuacji dochodzi do strzelaniny i jednej z bardziej rozbrajających sekwencji tego odcinka. Ta cała strzelanina, mina tego chłopca co strzelał w rodzaju „szkoda, że mi się nie udało”, baba ciągle wciskająca klakson i chłopiec, któremu z ust ciekła zielonkawa ciecz. Wraz z Bobbym robiliśmy wtedy wielkie WTF, tak bardzo pojebana to była sekwencja.

    Ale nie tak bardzo jak ta z udziałem Cole’a i ekipy. Cole i paczka udali się tam gdzie aresztowany w pierwszym epizodzie Bill udał się by przenieść do innego wymiaru. Tam spotkał majora Briggsa i tam zebrały się wszystkie ciemne moce. Cole niemal dał się pochłonąć przez wielką, czarną dziurę ziejącą z nieba, było zza niej widać przyjemniaczków pokoju Woodsmana, który w epizodzie 8 szukał światła. Ta historia jest bardziej sensowna niż nam się zdaje, a łącznikiem wszystkiego jest Cooper i Laura o czym przekonamy się w finale. Szkoda, że Billy zginął, jedyne co czuł przed niespodziewanym wysadzeniem głowy to strach. Najciekawszą reakcję na to wszystko miała Diane, która wyraźnie widziała zagrożenie, ale nic nie zrobiła i prawidłowo odcyfrowała (jestem pewien!) współrzędne na ciele Ruth, której głowę widzieliśmy w pierwszym odcinku przy ciele majora Briggsa. Ona dużo wie, obawiam się, że może trzymać się z Evil Cooperem bardziej niż nam się zdaje. Ogólnie to był mój ulubiony moment odcinka, surrealizm, kryminał i science fiction w jednym. Zło nadchodzi i musimy się przygotować do jego pojawienia…

    RR_16250.R.1500860276[1]

    Brawo dla tych panów! Uwielbiam ich aktorstwo w TP!

    Co do całej akcji z Dougiem i udobruchaniem gangsterów to prześmieszne to było i bardzo podobało mi się nawiązanie do… „Siedem” Finchera. Co jest w pudełku? Spotkanie na pustyni? Przecież to był hołd dla jednego z najlepszych thrillerów ever. Należy też zauważyć, że Dougie miał krótką migawkę z Czarnej Chaty, a do tego hajs, który wygrała bezdomna pani sprawił, że odnowiła swoje rodzinne relacje. Czyżby Lynch chciał wpuścić odrobinę światła do tego skorumpowanego, brudnego świata, w którym krzywdzić jest tak łatwo, nawet zabicie kogoś jest prościutkie. Belsuhi i Knepper znakomici w roli braci ponownie, jeszcze lepsi niż ostatnio i mam nadzieję, że wrócą. Tak samo ich nieogarniające życia dziewczyny. Co znamienne dla tegoż epizodu, to to, że nie odwiedziliśmy Roadhouse, a epizod zamknęła przepiękna, poruszająca Dougiego muzyka. Pięknie się to wszystko splata i na o wielu więcej płaszczyznach niż nam się wydaje. Nie jestem w stanie tego wszystkiego wyłuskać, bo wtedy musiał bym siedzieć nad recapami pewnie i ze dwa, trzy, dni, ale to co widzę na gorąco zawsze Wam podrzucam. Także ode mnie tyle na dziś i do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: