MENU
  • O dwóch takich co musieli współpracować, czyli o piątym odcinku ósmego sezonu „The Walking Dead”.

    Listopad 21, 2017 9:46 pm Dodał stanley

    Musiałem dwukrotnie zmierzyć się z tym epizodem by go w pełni docenić. Co prawda jestem mocno rozczarowany „spowiedzią Negana”, ponieważ tak naprawdę dowiedzieliśmy się z niej niewiele (uczył dzieci, zdradzał żonę chorą na raka, nie mógł jej dobić po przemianie, a kij nazwał jej imieniem), ale daje mi to pewną nadzieję na to, że dowiemy się więcej w niedalekiej przyszłości, a jego relacja z Gabrielem zostanie rozwinięta. Sądzę iż ten duet ma całkiem dobry potencjał ekranowy, a to co mówił Gabriel nieco usprawiedliwia jego „szokujące” co niektórych zachowanie.

    Jeffrey Dean Morgan as Negan, Seth Gilliam as Father Gabriel Stokes - The Walking Dead _ Season 8, Episode 5 - Photo Credit: Gene Page/AMC

    No nie będę ściemniał, że nie tęskniłem!

    Odcinek zaczyna się od retrospekcji, w której Gabriel błaga Boga o cel swojej egzystencji, który jakby nie patrzeć poznajemy na końcu odcinka. Przyznam, że gościa długo nie lubiłem i uznawałem za darmozjada w grupie Ricka. Dopiero kiedy z trzęsiportka zmienił się w prawdziwego i wiernego Grimesowi survivora zacząłem się nim przejmować. Byłem w stanie zrozumieć dlaczego chciał uratować Gregory’ego, ta postać wciąż szuka odkupienia po tym jak zginęli przez niego wierni. Ale nie byłem w stanie skumać dlaczego, do jasnej cholery, kiedy miał okazję strzelić prościutko w Negana to wolał wysłuchać jego wyznania, odpuścić grzechy i oddać broń? Przekonała go perspektywa Negana, że to Rick rozpoczął ten cały ciągnący się już bardzo długo konflikt? Halo, chciałem zauważyć, że Negan kiedy chce to wszystko bierze siłą, więc Rick po prostu się bronił. Ale sam fakt, że postacie z zupełnie różnych stron barykady były zmuszone do współpracy bardzo mi się podobał. Z drugiej strony dostaliśmy już wielokrotnie przerabiane smarowanie się wnętrznościami zombiaków by wmieszać się w ich tłum. Na chwilę obecną Gabriel potrzebuje lekarza i to zdecydowanie bardziej niż Maggie. Misją duchownego jest odbicie dr Carlsona z rąk Zbawców, problem w tym, że pomóc może mu w tym jedynie Eugene…

    No właśnie. Eugene. A raczej wątek całej ekipy, która zaczyna się między sobą oskarżać o to kto jest w grupie kretem. Wiadomo, że padnie na świeżaka, który wcześniej był w drużynie wroga, ale po stronie doktora Mądralińskiego stoi Dwight, który jak wiemy zmienił stronę konfliktu. Eugene i jego słowotok zdążył zirytować już większość współziomków i widzów (szczególnie, że bohater „zmienił” strony), ale ja tam wciąż gościa lubię i kibicuję, szczególnie, że nie wkopał Dwighta, którego przecież rozgryzł po farbie z żołnierzyków. Motyw z wzajemnymi podejrzeniami całkiem spoko poprowadzony, bardzo lubię postać Simona (nie tylko ze względu na to, że jak go widzę to jawi mi się Trevor z „GTA”, po prostu pan Steven Ogg jest mega aktorem). Gadka z Gregorym natomiast mocno rozwleczona, to był chyba najdłuższy wstęp do odcinka w TWD, czołówka ruszyła w okolicy 10 minuty (?!). No i bunt wśród pracowników zrozumiały, pokazano nam słabą stronę Zbawców, którzy pozbawieni dowódcy stają się jedynie bandą zdezorganizowanych osobników gotowych pozabijać się nawzajem. A Negan jest chodzącą charyzmą i stawia wszystkich do pionu, jest wręcz traktowany jak Bóg.

    Norman Reedus as Daryl Dixon, Andrew Lincoln as Rick Grimes - The Walking Dead _ Season 8, Episode 5 - Photo Credit: Gene Page/AMC

    Bijo się jak pszeczkolaky!

    Zupełnie z boku epizodu rozegrały się sceny z Rickiem i Darylem, którzy wpadli w ostrą bójkę (beka, takich starć się często nie widuje XD). Rick nie chce wszystkich zabić, Daryl wręcz przeciwnie i trudno się dziwić postawie ich obu. Ricka męczą wyrzuty sumienia, Daryl natomiast wciąż ma w pamięci tortury jakie go spotkały w Sanktuarium i kolejne zgony osób chociażby takich jak Dennise. Tak więc poróżnieni panowie po eksplozji dynamitu się rozdzielają, Rick lezie z buta do Śmieciarzy, a Daryl zasuwa do Alexandrii. I w sumie najbardziej intrygujący jest ten cholerny helikopter, którego nie idzie nigdzie przypiąć (przyzwyczailiśmy się, że takich maszyn już od dawna w TWD nie ma!), a który z pewnością będzie mieć potem znaczenie, bo w TWD mało rzeczy się dzieje przypadkowo. Tak więc jest jeszcze szansa na rozkręcenie tego sezonu w dobrym kierunku. Czekam też na tego przyszłorocznego crossa z FTWD, to może być zastrzyk świeżej krwi dla obu serii. Kiedyś mi się TWD oglądało rewelacyjnie, teraz ogląda mi się dobrze. Wydaje mi się, że ta magia już nie wróci, ale nie przestanę oglądać i pisać o TWD póki się samo z siebie nie skończy. To by było na tyle na dziś, do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: