MENU
  • O fenomenie „Ricka i Morty’ego” słów kilka.

    Lipiec 30, 2017 9:00 pm Dodał stanley

    Mam wrażenie, że Rick i Morty to obecnie jedna z najbardziej elektryzujących kreskówek na świecie. Na serwisie Filmweb znajduje się obecnie na miejscu czwartym wśród setki najpopularniejszych seriali znacząco wyprzedzając BoJacka Horsemena (miejsce 32) czy Archera (miejsce 99). A biorąc pod uwagę spadającą popularność South Parku Family Guya śmiało można stwierdzić, że Rick i Morty rozdają karty. Muszę przyznać, że tak wielowarstwowej, wielowymiarowej, łączącej rozmaite gatunki filmowe i zabiegi serialowe kreskówki nie widziałem od dawna. Jeśli więc zaniechaliście oglądania po pierwszym, pilotażowym odcinku, który jest najlżejszym ze wszystkich to proponuję dać drugą szansę, bowiem dalsze przygody zapijaczonego geniusza i jego wnuczka to istna jazda bez trzymanki.

    3CE1jZo[1]

    Kiedy fucker jest po prostu pozdrowieniem.

    Jakościowo Rick i Morty wpisuje się w pułap kreskówek pokroju Wodogrzmoty Małe lub Pora na przygodę atakując widza kolorowymi światami, znakomitym dubbingiem i oczywiście pogiętą do granic możliwości fabułą. Jednym z twórców omawianego przeze mnie dziś serialu jest niejaki Justin Roiland, który swoim głosem obdarzył postaci właśnie z tych dwóch animacji. Natomiast drugim kreatorem serialu jest Dan Harmon, twórca popularnego w Stanach i mniej popularnego u nas Community. Połączone siły dwóch zdolnych twórców obrodziło niesamowicie inteligentną, prześmiewczą, ale też gorzką opowieścią, która nie uznaje żadnych świętości. I to kreskówkę, która posiada ciągłą fabułę, choć na takową nie wygląda. Cóż mam na myśli? Ano to, że fabuły rozgrywające się przecież w różnych rzeczywistościach się ze sobą przeplatają i czasem ciężko połapać, którego Ricka i Morty’ego przygody oglądamy. Nieraz zastanawiałem się jakim cudem w 25 minutowym odcinku dzieje się tyle rozmaitych i to całkiem sensownych rzeczy. Czym tak na dobrą sprawę ta kreskówka pokonuje pozostałe propozycje? Jaką wiadomość chcą nam przekazać jej twórcy? Postanowiłem pobawić się w analityka i wyłowić to co w tej historii dla mnie najistotniejsze.

    960[1]

    Śpiewanie dla nieboskich głów. 

    Zacznę od tego co widoczne jest dla takich maniaków popkultury jak ja, a więc rozmaitych nawiązań do filmów i seriali. Nie da się bowiem ukryć, że widzów uwielbiających takie smaczki jest cała masa i poza easter eggami z Gravity Falls Adventure Time możemy znaleźć całą masę różnych, różnistych pysznych odniesień. Sam wygląd postaci głównych tej kreskówki przywodzi na myśl doktora Emmeta Browna i Marty’ego McFly’a z Powrotu do przyszłości. Przyznam, że właśnie ich wygląd skłonił mnie do sięgnięcia po produkcję i idę o zakład, że bardzo wiele osób rozpoczęło swoją przygodę z nimi właśnie z powodu tego podobieństwa. Gdyby natomiast przyjrzeć się należycie poszczególnym odcinkom na wierzch wyjdą inspiracje takimi filmami jak Kosiarz umysłów, Informator, Coś paskudnego tu nadchodzi, Bliskie spotkania trzeciego stopnia, Ryzykowny interes, Zdążyć przed północą, Pamięć absolutna, Bogowie muszą być szaleni, Wieka draka w chińskiej dzielnicy, I kto to mówi czy Skazani na Shawshank. Nie brakowało też jednoznacznych wskazań na takie filmy jak Incepcja, Nosferatu, Pogromcy duchów, Zardoz, Park Jurajski, Koszmar z ulicy wiązów, Obcy, czy Noc oczyszczenia. Nie brakowało też hołdu złożonego mistrzowi Cronenbergowi czy podśmiechujków z M. Night Shyamalana. Twórcy mają klasykę popkultury w małym palcu i bawią się nią na całego choć moim zdaniem siła Ricka i Morty’ego tkwi w czymś zupełnie innym. A mianowicie w kreacji postaci i relacji między nimi i nurtom filozoficznym jakie są eksponowane w poszczególnych odcinkach. Co ciekawe w serialu uświadczymy całkiem sporo bardzo krwawych scen, ale jawnej erotyki już nie (choć jest to serial dla dorosłych).

    Rick-Morty-Summer[1]

    Bardzo lubię Summer, mam nadzieję, że będzie jej jeszcze więcej.

    Najogólniej rzecz ujmując przyglądamy się życiu rodziny dysfunkcyjnej, momentami nawet patologicznej. Rick jest alkoholikiem jego córka Beth także lubi się narąbać Jerry jest wcieleniem życiowego przegrywa, Summer czuje się ignorowana i nie potrafi dogadać z ojcem, a Morty nie należy do najbardziej lubianych dzieciaków w szkole. W powietrzu wisi rozwód państwa Smith i w zależności od odcinka zbliżają lub oddalają się od siebie. Brzmi poważnie i momentami jest to serial mocno dołujący. Postacie poboczne, takie jak pan Wagina czy pan Goldenfold także należą do dość niecodziennych i wpływających na otoczenie bohaterów. W bardzo skomplikowany acz trafiający w sedno sposób twórcy opowiadają nam o samotności, depresji, seksoholizmie, uzależnieniach, trudnych związkach, religii, starości i śmierci. I to w sposób daleki od jakiejkolwiek poprawności politycznej. Tutaj przechodzimy do sedna popularności serii, a więc nurtom filozoficznym, które sprawiają, że z każdego odcinka można wyciągnąć tematy do rozmów na długie godziny.

    ibuin[1]

    Czasem tak właśnie oglądam odcinki.

     Nasza planeta jest tylko jedną z wielu, a że mieszka na niej najinteligentniejszy człowiek ze wszystkich ludzi, Rick Sanchez, możemy wraz z nim i z Mortym eksplorować rozmaite planety i alternatywne rzeczywistości. Jako gatunek ludzki jesteśmy niewiele warci, szybko przemijamy, nie wykorzystujemy swojego potencjału i jesteśmy po prostu głupi. Szybko wychodzą na wierzch inspiracje chociażby Lovecraftem, który w swoich dziełach pokazywał gigantyczne bestie z najmroczniejszych otchłani, przy których nasza planeta jest tylko maleńkim punkcikiem w jednej z wielu galaktyk. Kojarzone jest to wszystko z tak zwanym kosmicznym pesymizmem, nurtem filozoficznym, który nie jest pozytywnie nastawionym do faktu naszego istnienia. Przez niemal wszystkie epizody przewija się filozofia nihilistyczna, kłanianie się w pas Fryderykowi Nietzsche, absurdalne myślenie według Alberta Camusa, i przede wszystkim eksploatowany jest kryzys egzystencjalny, nieskończona rozkmina nad bezsensem naszego istnienia i nielogiczności religii (nawet w obliczu spotkania samego Diabła). Jeśli miałbym wskazać najbardziej prowokujące do rozmyślań odcinki to wskazałbym Get Schwifty gdzie Rick i Morty śpiewali wielkim kosmicznym głowom radiowy hicior, podczas gdy Smithowie mierzyli się z nowo powstającym religijnym kultem oraz Meeseeks And Destroy z udziałem niebieskich stworów, których jedynym sensem istnienia było rozwiązywanie doraźnego problemu, po czym zniknięcia na zawsze. Aaaaach i jeszcze epizod z fałszywymi wspomnieniami był przegenialny, absolutny majstersztyk.

    rDcG9V9[1]

    Jak trzeba to cała rodzina robi rozpierduchę.

    Najmroczniejsze, najnieprzyjemniejsze myśli towarzyszące mi podczas oglądania tego serialu zawsze oscylują wokół bezsensowności życia, braku tak zwanej „drugiej strony” i nieuchronnego przemijania. Mimo wielu wymiarów, alternatywnych światów, nieskończonych możliwości rozwoju jesteśmy tylko „roztańczonym pyłem tego świata”. Jeśli brzmi to dla Was zbyt przygnębiająco to nie polecam oglądać, natomiast jeśli kochacie rozmyślanie nad naszym światem, chcecie się nad sobą zastanowić, a jednocześnie śmiać się do rozpuku to polecam Wam wgryzienie się w ten właśnie serial. Nie chcę tutaj za bardzo spojlerować, ale mogę Was zapewnić, że trzeci sezon ma być najmroczniejszym z dotychczasowych i z pewnością wpłyną na to wydarzenia z weselnego odcinka i ucieczki Ricka z więzienia. Dawno nie było tak pobudzającej, niepokojącej i świeżej produkcji, która grała by tak skrajnie na emocjach. Z większym wysmakowaniem od South Parku Family Guya. Ode mnie tyle na dziś, mam nadzieję, że kogoś przekonam do zaprzyjaźnienia się z tą produkcją, a wkrótce mam nadzieję naskrobać tekst o BoJacku Horsemanie. Do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: