3045812-poster-p-1-how-a-kickstarter-campaign-and-kung-fury-turned-david-sandberg-into-an-it-film-director[1]

TOP 10 STANLEYA: Filmy pretendujące do miana kultowych.

Definicja czegokolwiek kultowego sama w sobie nie jest łatwa do sprecyzowania. „Kultowość” jakiegoś popkulturalnego, filmowego, muzycznego czy książkowego zjawiska wynika przynajmniej z kilku często sprzecznych założeń. Kultowość nie zależy bowiem od tego czy film obejrzało 10 osób czy 10 milionów, czy zespół jest z absolutnego szatańskiego undergroundu, czy może jednak jest powszechnie znany jak Tool lub Death Grips. Kultowość zależy od kręgu odbiorców, od interpretacji dzieła i środków jakie zostały użyte podczas jego tworzenia. Słowo to jest często nadużywane i nieadekwatnie do statusu dengo obiektu kultu. By wyjaśnić Wam mój tok myślenia dotyczący tematu najpierw przytoczę kilka filmowych i serialowych przykładów:

Donnie Darko – ponieważ jest to bardzo oryginalna historia ze świetnym tłem trafiająca do tak zwanego pokolenia MTV. Ma wyrazistego bohatera, którego ciężko jednoznacznie ocenić. Do tego film w swojej niereżyserskiej wersji jest mocno enigmatyczny. Innym dziełem pokoleniowym jest chociażby Napoleon wybuchowiec pokazujący żywot kogoś będącego totalnym geekiem.

Martwica mózgu lub Martwe zło 2, ewentualnie Re-Animator – jako dzieła, które zredefiniowały filmowy horror, uczyniły z niego coś nie tylko strasznego, ale i niebywale zabawnego. Do tego film Raimiego ma atut pod postacią Asha, którzy wyrzuca z siebie znakomite jednolinijkowce, czyli teksty łatwo zapadające w pamięć. To sam tyczy się więc w tym kontekście Terminatora czy chociażby z naszego podwórka Psów.

Podziemny krąg, Mechaniczna pomarańcza, Big Lebowski – za przekazywanie bardzo indywidualnych filozofii życia, wizji świata i otoczenia, czy to wielkomiejskiego czy małomiasteczkowego. To takie filmy za którymi idzie dzika popularność ale jednocześnie nie są powszechnie akceptowalne ze względu na swoją kontrowersyjność i postawy bohaterów w nich uwypuklone.

Clerks – Sprzedawcy lub Pulp Fiction – przykłady filmów gadanych, które błyszczą także fabularnie. Film Smitha ujmuje lata 90 w momentami gorzką pigułę natomiast dzieło Tarantino zyskuje dzięki swojej nielinearnej formie.

Rocky Horror Picture Show lub Tenacious D – Kostka przeznaczenia – przykłady cholernie oryginalnych musicali. Pierwszy wyróżnia się bohaterem transseksualnym, drugi parą szalonych muzyków marzycieli, którzy stawiają czoła samemu Szatanowi. Filmy kulowe wyróżniają się wiec oryginalnością i często mają bardzo konkretny fandom.

Miasteczko Twin Peaks, Z Archiwum X, Zagubieni – seriale wokół których narosło tyle legend i opowiadań, że nie sposób ich nie uznać za wyjątkowe i zmieniające bieg historii. Pierwszy wyróżniał się oczywiście balansowaniem na granicy kiczu i opery mydlanej zmieszanej wręcz z paraliżującym horrorem, drugi urósł do rangi wyjątkowego dzięki wyrazistym postaciom i eksponowaniu teorii spiskowych, a trzeci wykorzystując klasyczny motyw bezludnej wyspy stał się tak tajemniczy, że przerósł własnych twórców. Kultem natomiast obrasta od ładnych paru lat chociażby wyjątkowy Breaking Bad, którego emisja zakończyła się w 2013 roku.

Myślę więc, że teraz na spokojnie możecie obadać moje zestawienie filmów, które uważam, że za parę, paręnaście  lat będą owiane niesłabnącą czcią i totalnym kultem. I nie biorę tutaj pod uwagę tylko naszego kraju ale cały świat!

hardcore-henry-STX-Entertainment[1]

HARDCORE HENRY (Hardcore, 2015, reż. Ilya Naishuller). Nie da się ukryć, że to film innowacyjny, cała historia dzieje się z perspektywy głównego bohatera, który jest czymś na kształt cyborga. Akcja rozgrywa się w Rosji, a film został w sumie zrobiony nie za jakieś kosmiczne pieniądze. Dzieło, które docenią i gracze i maniacy klasycznej sensacyjnej rozpieduchy, a do tego jest jeszcze sprytnie wpleciona refleksja na temat poshumanizmu. No i Sharlto Copley totalnie wymiata. Dla mnie osobiście to dzieło, o którym się będzie rozkminiać jeszcze przez ładne lata. Bardzo cieszę się, że mogłem zobaczyć je w kinie!

athena-cinema-dot-com[1]

CO ROBIMY W UKRYCIU (What We Do In The Shadows, 2014, reż. Jemaine Clement, Taika Waititi). Mockument komediowy o życiu wampirów? Taki film mógł powstać tylko w Nowej Zelandii. Najlepszy film o wampirach jako takich od czasu Draculi Coppoli z 1992 roku. Momentami nawet na poważnie zrobiony (wątek starzenia się miłości życia jednego z bohaterów). Do tego piękne nawiązania do klasycznego Nosferatu, wyjątkowe wilkołaki, które nie powinny przeklinać i specyficzny humor, który nie każdemu podejdzie. Mnie ten film kupił w każdym calu i to jedna z największych pozytywnych niespodzianek w ostatnich latach.

Mordecai

DOM W GŁĘBI LASU (The Cabin In The Woods, 2012, reż. Drew Goddard). O tym filmie napisałem już wiele, pewnie, mówię o nim za każdym razem gdy ktoś prosi mnie o polecenie zarówno komedii jak i horroru. To bardzo modernistyczny misz-masz klisz znanych z klasycznych dzieł doprawiony tą całą chorą „podziemną” gierką z cyklu „kto przeżyje do końca”. Kiedyś zasady horroru wyjaśniał Krzyk teraz precyzuje je właśnie ten film. Nie dość, że poszukiwacze nawiązań do innych filmów mają tutaj srogą wyżerkę to jeszcze historia sama sobie wciąga w mgnieniu oka. Mam ten film na swojej półce i uznaję go za absolutną perełkę, która jednocześnie znalazła się w moim zestawieniu filmów, których większość nie kuma i nie czai podjarki. Miazgator!

nightcrawler review

WOLNY STRZELEC (Nightcrawler, 2014, reż. Dan Gilroy). Wygląda na to, że co jakiś czas trafia się pokoleniówka z Gyllenhaalem. Historia bezrobotnego acz obrotnego antypatycznego Lousia Blooma, który zaczyna na bawić się w reportera na własną rękę i przekraczać granice prawa jest dla mnie tym czym kiedyś dla widzów był chociażby Taksówkarz Scorsese. Co ciekawe postać Blooma jest tak zagrana, że czuje się do niego jakiś niepokojący rodzaj sympatii. A może po prostu jestem zwichnięty na umyśle i kibicuję postaci złej na wskroś? Bloom to cwaniak, któremu po prostu się udaje, gość, który nie ma nic do stracenia, a zyskać może naprawdę wiele. Do tego film pokazuję, że wcale nie trzeba być profesjonalistą by złapać dobrą fuchę. Wystarczy spryt, samozaparcie i odrobina „szczęścia” znalezienia się tam gdzie być się nie powinno. Jedna z najlepszych kreacji Jake’a, który wyrósł na aktora dystansującego konkurencję. Ten gość zwykłym uśmiechem potrafi przyprawić o ciarki.

Whiplash-7121.cr2

WHIPLASH (2014, reż. Damien Chazelle). Ten film wcale nie musiał trafić pod mainstreamowe strzechy. Moim zdaniem broniłby się świetnie bez tych Oscarów, ale przecież Simmonsowi się należało jak psu buda. To przykład dzieła, który wygrywa właśnie charakterystyczną postacią, a przy tym pokazuje, że są na świecie jednostki, które potrafią sięgać po marzenia kosztem nawet poważnego uszczerbku na zdrowiu. To przełomowy film nie tylko dla Chazelle’a jako reżysera, który wcześniej stworzył Whiplash jako krótki metraż także z Simmonsem, ale też i dla samego odtwórcy Fletchera i Milesa Tellera, który póki co moim skromnym zdaniem lepszej roli nie zagrał. To mógł być film dla maniaków nie tylko jazzu, ale muzyki jako takiej, a staje się żelaznym klasykiem. Lubię do niego wracać, a szczególnie do ekscytującej sceny finałowej.

gone-girl[1]

ZAGINIONA DZIEWCZYNA (Gone Girl, 2014, reż. David Fincher). Moim zdaniem to najlepszy film Finchera od czasów Podziemnego kręgu. Nie uważam by dzieła, które po nim powstały były słabe, każde ma swój urok, ale Zaginiona dziewczyna dostarcza nam postać antagonistki doskonałej. To nie jest film, który można obejrzeć na pierwszej randce, to nie jest jakiś tam fajnie skonstruowany thriller. To jest kawał wywrotowej jak dla mnie sztuki, opartej o bardzo ciekawą książkę Gillian Flynn. Pike jest wręcz magnetyczna, Affleck idealnie pierdołowaty. Cóż z tego, że to dzieło skrojone pod wielki sukces komercyjny, skrywa w sobie znacznie więcej niż mogłoby się wydawać i kilkanaście lat będzie wymieniany jako znamienny dla tamtych czasów, które są obecnymi.

Deathgasm[1]

DEATHGASM (2015, reż. Jason Howden). Jak wspominałem we wstępie, kultowym statusem cieszy się chociażby druga część Martwego zła. Ten film to ewidentne nawiązanie do niego i zabawa z krwawą konwencją nie tylko dla metalowej braci. Ale to metalowa brać rozkochana w ekstremie doceni ten film najbardziej, widać, że temat został ugryziony przez znających się na takiej muzyce. Znaczące jest, że to kolejna propozycja z szalonych terenów Nowej Zelandii. Przywołanie złego demona przez metalowców to dopiero początek mocno nie zobowiązującej zabawy. Tylko pamiętajcie by całkowicie wyłączyć mózg przed seansem i dać się porwać tej z deka ogłupiającej rozrywce. Polecam przy okazji posłuchać sobie na przykład Arki Satana, The Black Satans czy Infant Annihilator!

495556[1]

BRUD (Filth, 2013, reż. Jon S. Baird). James McAvoy znakomitym aktorem jest, a ten film przypomina czołowe zderzenie Złego porucznika Trainspottingiem. Mamy więc skorumpowanego gliniarza, czarny humor, szaleństwo, agresję, narkotyczne odjazdy i tytułowy brud, który przylepia się do widza z każda minutą coraz bardziej. Konotacje z Trainspottingiem sięgają w przypadku tej historii dużo głębiej, film powiem powstał na podstawie książki Irvine’a Welsha, twórcy szalonych przygód Rentona i spółki. Zanim więc zobaczymy drugą część przygód tego głosu pokoleń kręconych ponownie przez Danny’ego Boyle’a warto sobie przyswoić ten film, który, co skandaliczne, miał premierę w polskich kinach prawie rok po oficjalnym ukazaniu się na całym świecie.

"THE VOICES", 2013 Director: Marjane Satrapi, Dreiundzwanzigste Babelsberg Film GmbH

GŁOSY (The Voices, 2014, reż. Marjane Satrapi). Bo gdybym umieścił tutaj Deadpoola to byłoby zbyt oczywiste. Ponownie trafia się tutaj film z mojej wspomnianej wcześniej topki. Ryan Reynolds jako schizofreniczny Jerry rozmawiający ze swoim psem i kotem, trzymający w lodówce głowę dziewczyny, która mu się mocno podobała. To nie jest komedyjka do wspólnego oglądania z kolegami przy piwku. To bardzo mroczny momentami dramat ubrany w ładne kolory doprawiony motywami rodem z horrorów. Zaskoczył mnie ten film niesamowicie i bardzo się cieszę, że miałem nad nim oficjalny patronat. Niestety film był dość słabo promowany w naszym kraju, a ze względu na swoją niecodzienną formę nie został też należycie zrozumiany. Reynolds sam dubbingował zwierzaki, a za kamerą stanęła reżyserka znakomitego, animowanego Persepolis.

3045812-poster-p-1-how-a-kickstarter-campaign-and-kung-fury-turned-david-sandberg-into-an-it-film-director[1]

KUNG FURY (2015, reż. David Sandberg). Film, który jest bardziej ejtisowy niż same ejtisy mógł powstać tylko we współczesnych czasach. To jedyny film na liście, który został przygotowany z myślą o YouTube a nie kinowym wyświetlaniu. Co my tutaj mamy? Superglinę rzucającego jednolinijkowce z rozbrajającą genezą i tajną misją której musi się podjąć, czyli eliminacji Adolfa Hitlera. Mamy więc podróż w czasie, dinozaury strzelające laserami z oczu, Thora z mega klatą, Kung-Fuhrera strzelającego przez słuchawkę telefonu, rozczłonkowywanie za pomocą sztuk walki… No i piosenkę True Survivor Davida Hasselhoffa. Zresztą cała ścieżka dźwiękowa miażdży system! To ten rodzaj filmu, który albo się kupuje od pierwszej minuty, albo nie kuma zupełnie i tyle. Ja mam przypinkę z Kung Fury i jestem total mega z niej dumny! Tank you all za przeczytanie i do następnego! W komentarzach piszcie swoje ulubione filmy, które mogą za parę lat stać się totalnie kultowe!

fear-the-walking-dead-s02e04-proper-hdtv-x264-killers-large[1]

Gdy ulice spłyną krwią, czyli o czwartym odcinku drugiego sezonu „Fear The Walking Dead”.

Niektórzy zauważyli już, że FTWD zaczyna w końcu łapać dobre tempo. Mimo, że większość akcji wciąż rozgrywa się na Abigail to zrobiło się na tyle ciekawie by nie narzekać. Dostaliśmy więc flashback dotyczący Stranda, który okazał się sprytnym osobnikiem, potrafiącym sobie radzić mimo finansowego kryzysu. Nick wyruszył z tajną misją (świetna introdukcja do odcinka, klimatyczna, zagadkowa, brawo!), a na łódź wbili się nieprzyjaźni osobnicy, z którymi kontakt wcześniej nawiązała Alicia. Jesteśmy więc na dobrej drodze do zobaczenia naszych bohaterów jako walczących o swoje życie i najbliższych nie tylko przeciwko zombiakom, ale też innym ludziom.

fear-the-walking-dead-episode-205[1]

Oglądanie Nicka wymazanego krwią sprawia radochę. W końcu ma nową fryzurę.

Historia Stranda delikatnie co prawda rozwodniła odcinek, ale była potrzebna. Wiemy więc, że albo jest gejem, albo takowego udaje, a właściciela Abigail poznał podczas drinkowania. Strand wyobraża sobie domostwo w Meksyku jako bezpieczne schronienie, które jest idealne na czasy gdy ulice spłyną krwią. Mimo, że oszukał Thomasa Abigaila to potem się z nim zaprzyjaźnił i wszedł w głębszą relację. Szybko połączyło się nam to z wątkiem Nicka, który wymazany krwią szukał jednego z domostw, w których Abigail mógł przebywać. Znajduje jego współpracownika, który wciąż jest mocno przywiązany do swojego starego życia, dla niego samochód dalej ma tą samą wartość. Świadczy to o tym, że wciąż nie wszyscy przyjmują apokalipsę jako zjawisko nieodwracalne. Bohaterowie nie wiedzą, że Strand zdezerterował, a jego ponton został podziurawiony przez obcych, którzy wbili się na łódź.

Dwóch niezbyt przyjemnych typków i ciężarna laska wbijają na Abigail i sieją postrach. Na łodzi nie ma już Nicka ani Stranda, wszyscy prócz Travisa zostają związani. Travis ma odpalić łódź za pomocą kabli, a Alicja próbuje zmiękczyć koleżkę, z którym najczęściej rozmawiała przez walkie talkie. Madison próbuje narobić w głowie ciężarnej porządnego chaosu sugerując, że jej dziecko może urodzić się zainfekowane. Widać, jak niewiele jeszcze wszyscy wiedzą o tym co się wydarzyło, jak żonglują informacjami, jak bardzo dopiero się tego wszystkiego uczą. I to mi się bardzo podoba. Jest się czego bać, nazwa serialu zaczyna do niego pasować. Do tego widzimy jak ludzie zaczynają przypominać zwierzęta walczące o przetrwanie, jak się grupują, pojawiają się pierwsze obozy rządzone przez konkretne osoby takie jak pokazany nam Connor, który jest póki co bladym cieniem takich postaci jak Gubernator o Neganie nie wspominając. Zabiera więc ze sobą Travisa i Alicię, reszta pozostaje na łodzi. Wraz z pojawieniem się na horyzoncie pontonu z Nickiem i znajomym Stranda dochodzi do wymiany ognia i wnerwiający do początku mnie agresor zostaje wyeliminowany. Cios zadaje Madison a poprawia Chris, widać, że w tych postaciach agresja wzbiera coraz bardziej.

Epizod kończy się udaniem po unoszącego się na wodzie Stranda, mogę Wam jedynie zdradzić, że w następnym odcinku porwani bohaterowie będą chcieli się wydostać z pułapki, w którą wpadli, a Alicia będzie w dość dużym niebezpieczeństwie. W końcu ogląda mi się ten serial z należytym mu napięciem i dobrze się przy nim bawię, mam nadzieję, że wy też. Także do przeczytania za tydzień, liczę, że pokazane nam zostaną kolejne ciekawe zachowania bohaterów i tym razem będzie więcej nieumarłych!

Esther-orphan-37279011-1024-768[1]

Uśmiechnięte i niewinne, czyli najbardziej przerażające filmowe dzieci.

W thrillerach i horrorach bardzo często wykorzystywany jest motyw dziecka.  Czy to porwanego przez siły nieczyste czy też przez nie opętane lub będące same z siebie złem wcielonym. Przed Wami zestawienie najbardziej przerażających filmowych dzieciaków zawierające jedną postać pułapkę (takie info dla oglądających ten konkretny tytuł!). Zapraszam do czytania i rzecz jasna podrzucania swoich propozycji!

uploads_8d387b4e-83c7-4544-ac16-d9494047b65a-14-jpg-14774[1]

HENRY EVANS (Synalek, 1993, reż. Joseph Ruben). Taka podrasowana wersja Kevina z czasów kiedy Culkin jeszcze nie myślał o tym by poświęcić swoje życie na ćpanie. Zagrał w tym filmie ze swoim przyjacielem Eliah Woodem znanym z roli Froda w LoTR. W filmie Henry jest małym, bardzo niebezpiecznym psychopatą i przez to jest bardziej autentyczną postacią niż pozostałe w zestawieniu.

the-omen[1]

DAMIEN THORN (Omen, 1976, reż. Richard Donner). Damien jest Antychrystem nieświadomym swoich mocy. Jego szatańska aura eliminuje wszelakie zagrożenia z jego drogi, a jego „wyznawcy” są w stanie nawet popełnić samobójstwo. Jeśli uwielbiacie horrory o zabarwieniu religijnym to z pewnością doskonale znacie ten film. Jeśli jakimś cudem go nie widzieliście to polecam, to nagrodzony Oscarem klasyk.

435602.1[1]

ISAAC CHRONER (Dzieci kukurydzy, 1984, reż. Fritz Kiersch). Ten dzieciak ma przede wszystkim przerażającą facjatę. I jest sprawcą wieeeelu nieszczęść w okolicach rodzinnych. Co ciekawe horrory często rozgrywają się w takich wiejskich lub małomiasteczkowych społecznościach, to często tereny niezbadane, w na których mieszkają dziwni ludzie. Film jest adaptacją powieści Stephena Kinga.

large-sixth-sense-blu-ray6[1]

COLE SEAR (Szósty zmysł, 1999, reż. M. Night Shyamalan). Nie jest to zły dzieciak, całkiem sympatyczny, problem w tym, że potrafi się porozumiewać ze zmarłymi co raczej przyjaciół mu nie przysparza. Jedna z najlepszych ról młodego Osmenta i w sumie do tej pory najlepszy film Shymalana, który pogubił się w swoich wielkich twistach. Dla mnie klasyk w sumie to dorastania, jeden z pierwszych filmów, który narobił mi konkretnego pietra.

exorcist12[1]

REGAN (Egzorcysta, 1973, reż. William Friedkin). Okej, niby tutaj dziewczynka jako taka nie jest winna, ale pod wpływem opętania staje się przerażającym narzędziem w rękach Rogatego. Bez dwóch zdań najlepsza kreacja Lindy Blair, szkoda, że kontynuacje serii były słabiusieńkie. Dwa Oscary dla tego klasyka należały się jak psu buda. Dodam jedynie, że religijnym purystom bardzo się ten film nie spodobał, ze względu na mocne zakończenie.

Samara-Morgan-Ring[1]

SAMARA MORGAN (The Ring, 2002, reż. Gore Verbinski). W oryginalnym Ringu jest rzecz jasna Sadako, ale to starsza dziewczynka od Samary. Muszę przyznać, że to jeden z niewielu udanych rimejków azjatyckiego kina. No ale za kamerą stanął koleś, który odświeżył gatunek kina pirackiego (Piraci z Karaibów), znający się na swoim fachu więc w sumie się nie dziwię. Oczywiście polecam obie wizje tego klasycznego horroru, niestety żyjemy w czachach gdzie o oryginałach się często nawet nie wie…

CKx3vxcUkAAixeD[1]

TOSHIO SAEKI (The Grudge – Klątwa, 2004, reż. Takashi Shimizu/ Klątwa Ju-on, 2002, reż. Takashi Shimizu). Ciekawy przypadek, bardzo ciekawy. Zarówno w oryginale jak i rimejku występują Ci sami azjatyccy aktorzy, postać Toshino odgrywa wiec ten sam chłopiec. A postać jego zbyt milusia nie jest, szczególnie w tym bielusieńkim wydaniu. Im więcej tych dzieciaków omawiam tym bardziej nie chcę mieć własnych.

1405232480_4[1]

DANNY TORRANCE (Lśnienie, 1980, reż. Stanley Kubrick). Oczywiście na Danny’ego niebagatelny wpływ ma otoczenie hotelu do którego trafił z rodzicami. Ale jego legendarne REDRUM kwalifikuje go na tą listę mimo, że w gruncie rzeczy jest uroczy. Szacun dla młodego za znakomitą kreację i nie zapominam oczywiście o przerażających bliźniaczkach w pakiecie.

Esther-orphan-37279011-1024-768[1]

ESTHER (Sierota, 2009, reż. Jaume Collet-Serra). Sierota to jeden z najfajniejszych filmów na liście. Esther to postać, która zachowuje skrywa pewną mroczną tajemnicę. Dlatego nie zdziwcie się kiedy zauważycie, że chce pozbyć się tych, którzy przeszkadzają jej w osiągnięciu swojego celu. Och, gdyby pan M. Night kręcił wciąż filmy na takim poziomie jak ten…

CASE 39

LILITH SULLIVAN (Przypadek 39, 2009, reż. Christian Alvart).  Zanim Rene Zellweger oszpeciła się tak, że naprawdę cieżko mi ją rozpoznać to wystąpiła w całkiem ciekawym dziele, w którym okazuje się, że dziewczynka imieniem Lilith nie jest tak niewinna jak mogłaby się wydawać. Poszukajcie sobie informacji o znaczeniu imienia Lilith jeśli nie kumacie kim może być. Nie jest to horror wybitny, ale Ferland odwala kawał znakomitej roboty, podobnie jak w Silent Hillu. 

village_of_the_damned_by_krazyminor2011-d6erkfg[1]

DZIECI Z MIDWITCH (Wioska przeklętych, 1995, reż. John Carpenter). Remake klasyka z 1960 roku zmajstrowany przez twórcę Coś, Halloween czy Oni żyją.  Mieszkanki Midwitch doznają masowego omdlenia, a potem okazują się być ciężarne. Ich dzieci wyglądają niczym kosmiczne stworzenia, wiecie, że to do niczego dobrego nie doprowadzi…

Mam nadzieję, że majówka Wasza była udana, życzę też wszystkim maturzystom by roznieśli jutrzejsze egzaminy! Do przeczytania next time!

game_of_thrones_s06e02_ramsay_walda[1]

Najlepszy syn i brat w Winterfell, czyli o drugim odcinku 6 sezonu „Gry o tron”.

Wydaje mi się, że jeśli ilość trupów w tym sezonie będzie się utrzymywać do samego końca, to będzie trzeba zrobić casting na zupełnie nowe postacie i fabułę. Przyznam, że spodziewałem się bardziej stonowanego epizodu po poprzednim, tymczasem dostałem odcinek dewastujący w mega pozytywny sposób. Twórcy się nie patyczkują i wszystko zmierza do połączenia się ścieżek postaci, które dawno się nie widziały, lub jeszcze nie miały okazji się spotkać.

game_of_thrones_s06e02_home_winterfell[1]

Układanie puzzli z Branem czas zacząć! 

Zacznę od tego, że nie zobaczyliśmy Daenerys, Littlefingera, Bronna,  Samwella i bękarcic z Dorne, o których maniacy tego rejonu chcą jak najszybciej zapomnieć. Za to pojawił się niewidziany przez cały poprzedni sezon Brandon Stark w towarzystwie Trójokiej Wrony, w którą wciela się Max Von Sydow znany przede wszystkim z kultowej kreacji w Egzorcyście. Bran miał więc wizję swojego ojca Eddarda i wuja Benjena jako młodzików ćwiczących walkę na miecze. Pojawia się też ciotka Brana, Lyanna, o której krążą legendy iż jest matką Jona Snowa. Moją największą ciekawość wzbudził jednak Hodor, który kiedyś nazywał się Willis i potrafił mówić (co sprawiło, że przestał?!). Podobnie jak Branowi w mojej głowie pojawiło się mnóstwo pytań, na które odpowiedzi poznamy w najbliższych epizodach, bowiem w trzecim odcinku chłopak i Wrona pojawią się w wizji wydarzeń  z Wieży Radości, w której brał udział Ned Stark. Przeszłość ma niebagatelny wpływ na przyszłość i to ona układa wszystko w takiej kolejności jak widzimy. To tylko pozorny chaos i przestawianie pionków na szachownicy, a wygrana jak wiemy prowadzi do Żelaznego Tronu.

Wątek pozostałych przy życiu rodowitych Starków rysuje się coraz ciekawiej. Sansa pozostaje pod opieką Brienne i Podricka, a Theon, który wcale nie chce wybaczenia swoich win postanawia wrócić w swoje rodzinne strony, w których nie jest za wesoło, ale o tym za chwilę. Brienne przekazuje informację Sansie, o tym, że widziała Aryę całą i nie przypominającą damy, co wcale Sansy nie dziwi. Swoją droga krążą już pogłoski o przywróceniu do życia Ogara na co czekam z niecierpliwością, tworzył z Aryą wyśmienity duet! Tymczasem najmłodsza Starkówna wciąż niewidoma dalej odbywa ćwiczenia i zostaje poddana próbie przez Jaqena trzy razy wypierając się swojej tożsamości nawet kosztem przywrócenia wzroku. Jaqen postanawia więc naszą ulubienicę przenieść na wyższy level, także szkolenia ciąg dalszy w kolejnym epizodzie. Zresztą plakaty promujące sezon mocno sugerują, że wątek Aryi jest baaaardzo ważny dla fabuły.

Zajrzyjmy na chwil kilka do Meereen gdzie Tyrion robi sobie jaja z tych co jaj nie posiadają, a potem próbuje rozgryźć logikę smoków tkwiących w podziemiach. Postanawia się z nimi zaprzyjaźnić, dzięki temu, że okazuje im szacunek pozostaje przy życiu i uwalnia je z łańcuchów. Znakomita, pełna napięcia scena, ogólnie Tyrion z sezonu na sezon jest coraz bardziej zajebisty i gdzie go nie poniesie tam jest kozakiem. Cieszę, że towarzyszy mu Varys, bo razem tworzą dość zgryźliwy i rzucający soczystymi tekstami duet. U pozostałych Lannisterów nie jest już tak różowo. Tommen przeżywa swoją pizdowatość i przeprasza się z matką, Jaimie przy katafalku Myrcelli odbywa dość znaczącą rozmowę z Wielkim Wróblem i widać jak sprytna to postać, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Ale najlepsze i tak jest pojawianie się Góry w dowolnych scenach. Gość budzi taki strach, że klękajcie narody, śmieszka nabijającego się z Cersei lekko cisnął o ścianę, a efekty widzieliśmy sami. Jest to przecudna broń w zanadrzu Lanniterów i liczę, że zrobi piękną miazgę z pewnej septy, o ile sama Cersei tego nie zrobi.

game_of_thrones_s06e02_ramsay_walda[1]

Ramsay jak zwykle w formie 😀

A teraz słów kilka o najlepszym synu i bracie w Winterfell czyli o Ramsayu Boltonie, który zafundował nam drugi najbardziej szokujący moment odcinka. Jako, że jego macocha dziecię powiła i w tym momencie stracił prawo do tronu po prostu zarżnął Roosea, a macochę i braciszka rzucił ogarom na pożarcie. Stał się tym samym samozwańczym lordem, który chce zaatakować Czarny Zamek. Myślałem, że to będzie clue odcinka, ale trupów było jeszcze więcej bowiem pokazano nam losy Greyjoyów. Stary irytujący Greyjoy odbył rozmowę z siostrą Theona, a następnie spotkał się ze swoim bratem i równocześnie przeznaczeniem, którego odznacza, jak u większości postaci z GoT niemałe szaleństwo. Zrzuca więc Baloona z mostu i czmycha i w tym momencie nie wiadomo kto obejmie władzę w tym rodzie, a pamiętajmy, że Theon jest właśnie w drodze do domu.

Na koniec wpisu oczywiście pozostaje mi szoker-twister-maderfaker odcinka, czyli to co działo się na Murze. Po pierwsze Ed sprowadził posiłki i zobaczyliśmy dlaczego nie warto wkurwiać olbrzyma. Zabójcy Jona zostali aresztowani, a ser Davos poszedł pogadać ze zrezygnowaną Melisandre o możliwości przywrócenia Jona do świata żywych. Dobrze, że nie przyszło im pogadać o tym co spotkało biedną Shireen bo ze wskrzeszenia Snowa byłyby nici. Melisandre choć sama do końca nie wierząca w siebie odprawia rytuał, lecz nie widząc rezultatów zrezygnowana wychodzi z sali tak jak cała reszta. Sztywniak Jon pozostaje sam i po chwili sam w wielkim szoku ożywa, co prawdopodobnie przyczyniło się do Waszych dzikich okrzyków radości przed ekranami.  Pozostaje nam się zastanowić czy Jon wyda wyrok śmierci na swoich mordercach i jak będzie traktowany. Wiadomo też, że Ramsay, najlepszy i najukochańszy syn i brat w Winterfell chce uderzyć na zamek i liczę na jego konfrontację z Jonem. Liczę też, że wizje Branna poukładają wszystko w sensowną całość i dzięki nimi poznamy prawdopodobieństwo kto obejmie tron. Tak czy siak sezon ma tak znakomite i utrzymujące się w świetnym tempie otwarcie, że nie pozostaje mi nic innego jak napisać Wam „do przeczytania za tydzień”! Czasem GoT bywało ślamazarne, ale teraz niszczy system totalnie. Trafiają bez pudła. Tak więc… Do przeczytania za tydzień!

The Academy of Motion Picture Arts and Sciences will expand its three-month celebration of anime with a screening of the 2002 Oscar¨-winning animated feature ÒSpirited AwayÓ on Friday, July 17, at 7:30 p.m., and ÒA Tribute to Animation Master Hayao MiyazakiÓ on Tuesday, July 28, at 7:30 p.m.  Both events will take place at the AcademyÕs Samuel Goldwyn Theater and will include extended gallery hours for the AcademyÕs ongoing exhibition ÒANIME! High Art Ð Pop Culture.Ó

Pictured here: SPIRITED AWAY, 2002.

Filmowe anime dla zielonych, czyli przewodnik dla nieprzekonanych.

Filmowo-serialową majówkę ze Stanleyem czas zacząć! Dziś mam dla Was wpis o anime i jak się z nim zaprzyjaźnić. Przyjęło się oceniać „chińskie bajki” przez pryzmat opowiadań o tym jaka to ta Japonia jest pojebana i jak głupie kreskówki wypuszcza. Jeśli Wasza styczność z anime jakimś cudem ograniczyła się do Dragon Balla, Pokemonów lub Czarodziejki z księżyca to nic dziwnego, że macie totalnie błędne pojęcie o temacie. Można być też przeciwnikiem „bo tak”, lub mieć uraz z powodu zachowań maniaków tego gatunku animacji, którzy są w stanie wydrapać oczy za obrazę ich ulubionej serii. To nie jest artykuł dla zaprawionych w boju, choć rzecz jasna mogą zerknąć i zweryfikować, czy dokonałem słusznego wyboru. Nie staram się też tym wpisem na siłę rozkochać w japońskiej animacji, ale są takie perełki, które należy zobaczyć nawet jeśli się jest mocno do tematu uprzedzonym. Zapraszam do czytania!

P S. Przy pisaniu pomagała mi nowa płyta BABYMETAL Metal Resistance, polecam! Będzie wpis o teledyskach tej grupy!

04[1]

GROBOWIEC ŚWIETLIKÓW (Hotaru no haka, 1988, reż. Isao Takahata).  Ten film oglądałem jeszcze za czasów legendarnego kanału Hyper. Opowiada o losach osamotnionego rodzeństwa, które próbuje przetrwać w czasie II Wojny Światowej w Japonii. Nie ma tutaj patyczkowania się z widzem i mydlenia mu oczu, że wszystko skończy się dobrze. Mimo, że film jest ze stajni Ghibli, mianowanej japońskim Disneyem nie ma tu ckliwego happy endu. Brutalna rzeczywistość ubrana w szaty animacji. Jeśli jakiś film jest idealny na otwarcie tego zestawienia to właśnie ten.

doc_1272_0[1]

MÓJ SĄSIAD TOTORO (Tonari no Totoro, 1988, reż. Hayao Miyazaki). Totoro to postać kultowa, mająca status japońskiej Myszki Miki. Nie moi drodzy, żaden tam Pikachu. Totoro jest stworzeniem mieszkającym w lesie, z którym zaprzyjaźniają się dwie dziewczynki. Zresztą nie tylko z nim, w lesie mieszka cała społeczność niezwykłych stworzeń, film jest mocno familijny i jest znakomitą introdukcją do japońskich bajek i baśni, wszelakich niezwykłych krain i w sposób prosty i przejrzysty pokazuje jakie są najważniejsze wartości w dzieciństwie. Jeśli byliście dzieciakami z niesamowitą wyobraźnią to ten film uderzy w wasz czuły punkt.

The Academy of Motion Picture Arts and Sciences will expand its three-month celebration of anime with a screening of the 2002 Oscar¨-winning animated feature ÒSpirited AwayÓ on Friday, July 17, at 7:30 p.m., and ÒA Tribute to Animation Master Hayao MiyazakiÓ on Tuesday, July 28, at 7:30 p.m. Both events will take place at the AcademyÕs Samuel Goldwyn Theater and will include extended gallery hours for the AcademyÕs ongoing exhibition ÒANIME! High Art Ð Pop Culture.Ó Pictured here: SPIRITED AWAY, 2002.

SPIRITED AWAY: W KRAINIE BOGÓW (Sen to Chihiro no Kamikakushi, 2001, reż Hayao Miyazaki). Nagrodzony Oscarem film opowiadający o niesamowitej podróży głównej bohaterki, która musi uratować swoich rodziców przemienionych w świnie. Galeria przedziwnych stworzeń, bogów dużych i małych bawi, tumani, przestrasza. Ilość wplecionych tutaj symboli i znaczeń może być dość przerażająca dla rozpoczynającego przygodę z anime, ale to jest tak uniwersalna opowieść, że nie sposób jej tutaj nie przytoczyć. Jest to póki co jedyny film nagrodzony Oscarem za najlepszy film animowany, najczęściej statuetki zgarniają produkcje Disneya. Moim zdaniem brak statuetki  za całokształt dla Myiazakiego określanego mianem japońskiego Disneya jest jakimś nieporozumieniem. A w tym roku pan ten obchodził 75 urodziny, gość sam wygląda jak rodem z jakiejś kreskówki.

Metropolis%202_zps2ylypxre[1]

METROPOLIS (2001, reż. Rintaro). Jeśli interesuje Was tematyka posthumanizmu i możliwości przejęcia władzy nad światem przez roboty to ten film jest dla Was. Pewien chłopiec i jego wujek rozwiązują zagadkę pojawienie się w ich spokojnym w miarę żywocie robota o wyglądzie małej dziewczynki Timy. Tima staje się coraz bardziej świadoma siebie i chciałaby być czymś więcej niż robotem. Do tego oczywiście dochodzi wątek jej konstruktora i motyw przejęcia władzy nad ludźmi. Jeśli podobała Wam się chociażby Ex Machina to koniecznie sprawdźcie ten tytuł.

princess-mononoke-1024--(None)[1]

KSIĘŻNICZKA MONONOKE (Mononoke-hime, 1997, reż. Hayao Miyazaki). Pewien książę bardzo małej wioski zostaje przeklęty przez demona i rusza w podróż by poprosić owianego legendą boga zwierząt o zdjęcie uroku. Bardzo ważną rolę odegra w tym wszystkim tytułowa księżniczka. Nie jest to film przeznaczony stricte dla młodych widzów bowiem nie brakuje nieco krwawych scen i ogólnie klimat jest dość ciężki i mroczny, ale piękny zarazem. Pamiętam, że na tym dziele byłem w kinie i oglądałem je z rozdziawioną paszczą. Niesamowita to była przygoda jak ja i choć większości wtedy nie zrozumiałem to po latach wszystko poukładało się jak należy. To już trzeci film ze studia Ghibli w tym zestawieniu ale nie ostatni, oj nie.

Akira_(1988)_[1080p,BluRay,x264,DTS]_-_THORA.mkv_012346.735_1[1]

AKIRA (1988, reż. Katsuhiro Ôtomo). Im dalej w zestawienie tym bardziej produkcje dla dojrzałego lub dorosłego widza. W tym klasyku główny bohater, członek gangu motocyklowego zostaje poddany eksperymentom medycznym, tym samym zostaje obdarzony nadludzką mocą, nad którą nie potrafi zapanować. Film ma jeszcze bardzo oldchoolową kreskę i powstał rok przed moimi narodzinami. Warto się dokopać do tego wiekowego dzieła, jak widzicie to trzeci film z 88 roku w tym zestawieniu, z którym koniecznie trzeba się zapoznać jeśli chce się zaprzyjaźnić z „chińskimi bajkami”.

ghost-in-the-shell[1]

GHOST IN THE SHELL (Kôkaku kidôtai, 1995, reż. Mamoru Oshii). Ten film miał moim zdaniem niebagatelny wpływ na Matrixa. Cyberpunkowa estetyka powinna spodobać zwolennikom powieści Philipa K. Dicka. Mamy więc tajnych agentów poszukujących bardzo niebezpiecznego hakera o pseudonimie Władca Marionetek. Niepokojąca wizja roku 2029, który nie jest aż tak strasznie odległy, a biorąc pod uwagę postęp technologii wydaje się przerażająco możliwa. Obecnie szykuje nam się wersja aktorska tegoż dzieła ze Scarlett Johansson w roli głównej. Nie do końca jeszcze wiem co o tym myśleć, ale i tak obejrzę dla czystego porównania. Jeśli miałbym wybrać z tej 10 tylko 5 obowiązkowych produkcji to ta by się w niej ewidentnie znalazła.

HaurunoUgokuShiro[1]

RUCHOMY ZAMEK HAURU (Hauru no ugoku shiro, 2004, reż. Hayao Miyazaki). Główna bohaterka, Sophie zostaje przemieniona w staruszkę, w zamku tytułowego Hauru spotyka demona, który składa jej propozycję nie do odrzucenia. Ponownie widz zetknie się z mitologią japońską, jest to bowiem film przepełniony, podobnie jak Spirited Away niesamowitymi postaciami z pogranicza jawy i snu. Oczywiście pod przykrywką tych wszystkich dziwactw i niesamowitych wydarzeń kryje się gloryfikowanie najlepszych ludzkich uczuć z miłością na czele. To już ostatni film od Ghibli w zestawieniu, dwie ostatnie propozycje to kino stanowczo dla widza dorosłego.

6319150_orig[1]

PAPRIKA (Papurika, 2006, reż. Satoshi Kon). Z czego Nolan zżynał Incepcję? Nowy rodzaj psychoterapii zwany PT polega na wprowadzeniu w nieświadomego śpiącego tak zwanego detektywa snów, który ma do odwalenia kawał roboty. Kiedy urządzenie do rozpoczęcia terapii zostaje skradzione pewna nagrodzona Noblem psychoterapeutka o pseudonimie Papryka udaje się do świata snów by odzyskać urządzenie. Jak to u japońskich twórców bywa, możliwość pokazania sennego koszmaru jest nie do zmarnowania więc szykujcie się na rozpruwające beret widowisko. Radzę oglądać kiedy poprzednie propozycje z listy będziecie mieć już odhaczone!

perfect_blue_screenshot_2[1]

PERFECT BLUE (Pafekuto Buru, 1997, reż. Satoshi Kon). W tym filmie możemy doszukać się punktów stycznych z Czarnym łabędziem Aronofksyego, także nieco obalam tutaj mity o ich wielkich umysłach i oryginalności (poza Perfect Blue widzę też zależność Łabędzia Suspirią Dario Argento). Co my tutaj mamy? Nie pozbawioną brutalności opowieść o popularnej piosenkarce, która postanawia spróbować swoich sił w aktorstwie. Szybko przekonuje się, że produkcje w których występuje są przesycone przemocą i seksem, przez stres zaczyna doznawać halucynacji i mieć wizję siebie z czasów bycia piosenkarką. Brzmi znajomo? Jest schizowo? Owszem i to w reżyserii tego samego pana co późniejszej o 9 lat Papriki. I to by było na tyle, oczekujcie niedługo przewodnika wprowadzającego do seriali anime z niedużą ilością odcinków! Dzięki za uwagę i do przeczytania next time!

nekromantik1[1]

Najbardziej obrzydliwe filmy świata (część 2)

Miesiąc temu zaproponowałem Wam wpis jeszcze z czasów starego bloga, w aktualnej, odświeżonej wersji, którą możecie znaleźć tutaj: http://zrytabaniastanleya.pl/najbardziej-obrzydliwe-filmy-swiata-czesc-1/ także zanim zaczniecie krzyczeć, że czegoś Wam brakuje to obadajcie część pierwszą, okej? Miłego czytania i udanej majówki życzę, wpisów podczas niej rzecz jasna nie zabraknie!

last-house-on-the-left-1972-740x493[1]

11.OSTATNI DOM PO LEWEJ (The Last House on The Left, 1972, reż. Wes Craven). Narodziny nurtu rape and revenge nastąpiły w atmosferze ogólnego skandalu. Craven debiutował tym filmem i dla wielu widzów fabuła była zbyt szokująca i brutalna. Grupka niezrównoważonych psychicznie patusów zamienia życie dwóch dziewcząt w prawdziwe piekło: gwałt, upokorzenie, przemoc fizyczna i psychiczna. Absolutna dewastacja przez bestie, które trafia wkrótce pod dach rodziny jednej z ofiar. Jak myślicie, jaka będzie zemsta? Taaaak, dokładnie taka jak sobie wyobrażacie. Dziełu towarzyszyło wymowne hasło promocyjne TO AVOID FAINTING KEEP REPEATING „IT’S ONLY A MOVIE… ONLY A MOVIE… ONLY A MOVIE… W 2009 powstał całkiem zgrabny remake tego dzieła z Aaroem Paulem w jednej z głównych ról. Polecam zerknąć na obie w ramach porównania.

nekromantik1[1]

12.NEKROMANTIK (1987, reż. Jörg Buttgereit). Tutaj za wiele nie trzeba tłumaczyć bowiem tytuł mówi sam za siebie. Tak zwany pociąg do zakopanego czyli nekrofilia zostaje sportretowana przez niemieckiego reżysera najwyraźniej zakochanego w takiej estetyce. Mamy więc opowiastkę pokrętnie romantyczną za niewielkie pieniądze, która doczekała się kontynuacji w roku 1991 oczywiście od tego samego zwyrola. Ale żebyście nie mieli niedosytu nekrofilii na całe Wasze życie to dorzucę, że można te podwójne danie uzupełnić seansem dokumentu Corpse Fucking Art z roku, w którym niesławne dzieło powstało. Co ciekawe ten pan ma też na koncie dwa bardziej znośne choć wciąż mocno eksperymentalne filmy, Króla śmierci Schramm na który każdy Rylec powinien swój czas poświęcić.

irreversible-2[1]

13.NIEODWRACALNE (Irréversible, 2002, reż. Gaspar Noé). Ostatnio pan reżyser w swoim Love nieco za bardzo rozpłynął się w swojej charakterystycznej, na poły artystycznej, na poły wręcz pornograficznej formule. Nieodwracale jest moim zdaniem jego najbardziej wyważonym i stąpającym twardo po ziemi dziełem. Pokazuje nam od tyłu to co już się wydarzyło i zmierza sobie spokojnie do sielankowego finału. Monica Bellucci występuje tutaj w ponad 20 minutowej scenie gwałtu, widz jest absolutnie bezradny i może tylko odwrócić głowę lub wyłączyć film jeśli jest słaby. Film jest wiec w pewien umowny sposób wyjątkowo obrzydliwy a paskudna scena z gaśnicą do dziś jest dla mnie niczym siarczysty policzek. Wyjątkowo mocny dramat, ale takich też nam potrzeba w czasach gdzie dużo rzeczy się ugrzecznia i przemyca między wierszami, to ten film wali w pysk tak długo aż widz nie straci przytomności.

400full-guinea-pig-2_-flowers-of-flesh-and-blood-screenshot[1]

14.KRÓLIK DOŚWIADCZALNY 2: KWIAT CIAŁA I KRWI (Ginî piggu 2: Chiniku no hana, 1985, reż. Hideshi Hino). Cała ta seria to zbiór mniej lub bardziej zapadających w pamięć krótkich metraży, trwających poniżej godziny i skupiających się na jak najdziwaczniejszej fabule i mieszaniu widzowi we łbie. Dokument to jeszcze czy fikcja? Była rzeźnia czy to tylko taka stylizacja. Legendy o snuffach krążą po ciemnych stronach internetów nie od dziś. Dla mnie to jednoznacznie jest specyficzny eksperyment nastawiony na szokowanie i poetyckiej formie. Oto pan w stroju samuraja deklamuje poezję ćwiartującego przy tym pewną kobietę. Ot cała fabuła. Ech… Japonia, tego nie ogarniecie.

Dani-in-the-movie-Cradle-Of-Fear-cradle-of-fear-19742917-400-255[1]

15.KOŁYSKA STRACHU (Cradle of Fear, 2001, reż. Alex Chandon). Jeśli tytuł Wam się kojarzy z pewnym zespołem to słusznie, w tym groteskowym gore występuje Dani Filth, wokalista black metalowych śmieszków z Cradle of Filth. Mamy więc 4 historię, które łączy postać mordercy dzieci, który mści się za swoje krzywdy. Dodam, że jest to groteska stricte brytyjska i jako takiego czarnego humoru z tamtejszych rejonów też tam szukajcie. Nie jest to dzieło wybitne wizualnie, raczej przypomina przerysowane klipy Kredek, ale w gatunku wybitnie brutalnych niewiele filmów mu podskoczy. Jeśli więc lubicie CoF (ja lubię, mam nawet Damnaion and A Day na półeczce) to koniecznie obadajcie, a tylko utrwalicie sobie wizerunek Daniego jako pociesznego diabełka z pudełka.

960_cannibal_holocaust_blu-ray_6o_758_426_81_s_c1[1]

16.NADZY I ROZSZARPANI (Cannibal Holocaust, 1980, reż. Ruggero Deodato). O tym filmie krążą legendy niesamowite. Faktem jest że ucierpiało sporo zwierząt, a ekipa filmowa musiała stawić się w komplecie by udowodnić, że żyje. Bardzo naturalistyczne kino kanibalistyczne doprawione wyjątkowo urokliwą muzyką. Już rok później ujrzał światło dzienne Cannibal Ferox, a w 2013 Eli Roth wypuścił na świat kłaniający się w pas temu dziełu The Green Inferno. Wydaje mi się, że jedynie w serialu Hannibal akt konsumpcji ludzkiego ciała bywał pokazywany w tak estetyczny sposób jak to tylko możliwe. Ostatnio bardzo ciekawym przykładem kina kanibalistycznego był westernowy Bone Tomahawk omawiany przeze mnie przed wczoraj na blogu.

0fb253_45855b8a94f943ec83f2d4a80f2bcadf[1]

17.MEN BEHIND THE SUN (Hei tai yang 731, 1988, reż, Tun Fei Mou). O oddziale 731 na World Painted Blood grupa Slayer nagrała piosenkę. Był to oddział, który dokonywał podczas wojny najbardziej popierdolonych eksperymentów na ludziach i zwierzętach, jakie możecie sobie wyobrazić. Odmrażanie rąk tak by zostały tylko kości to jedynie maleńka część tego co wypada mi Wam zdradzić. Ekstrema sięga tutaj bardzo wysoko dzięki naturalizmowi i znów nie do końca wiadomo czy przynajmniej w zwierzętach nie było prawdziwych ofiar. Najgorsze jest to, że nie jest to jedynie wymysł reżysera, a próba opowiedzenia tego co się tam działo naprawdę.

tumblr_m3snamxzR51rp562wo4_1280[1]

18.SALO, CZYLI 120 DNI SODOMY (Salò o le 120 giornate di Sodoma, 1975, reż. Pier Paolo Pasolini). Pasolini nie dożył premiery tego filmu, został zamordowany i tu należy rozwiać pogłoski, że przez jego plugawą zawartość. Dzieło podejmuj wątki z książki markiza De Sade i jest tu i jedzenie ekskrementów i seksualne poniżenie i generalnie wszystko co może się kryć pod pojęciami takimi jak disturbing, nasty and sadistic. Zwróćcie uwagę jak wielką pogardą darzył de Sade ludzi na wysokich stanowiskach tworząc inicjatorami książkowej orgii księcia, bankiera, biskupa i sędzię. Nie jest to dzieło, które z czystym sumieniem mogę polecić każdemu, ale jest to swoista klasyka złego smaku i wynaturzenia, a także lekcja tego do czego zdolni są ludzie. Brrrrr…

excision_horror_review-1[1]

19.CHIRURGICZNA PRECYZJA (Excision, 2012, reż. Richard Bates Jr.). Historia pewnej mało zadbanej młodej dziewczyny, która ma dość chore seksualne wizje i marzy by zostać chirurgiem. W przypadku tak rozchwianej psychiki lepiej jednak by to marzenie się nie spełniło… W realu grająca główną bohaterkę Analynne McCord jest przeurocza, ale cudowni charakteryzatorzy zrobili z niej tutaj stworzenie mocno odpychające. Co ciekawe jej mamę gra ex gwiazda porno, Traci Lords, jest też Roger Bart znany z Hostel 2 czy John Waters, o którym słów kilka za chwilę. To bardzo pokręcone dziełko, które przypadło mi do gustu z nie do końca wiadomych przyczyn.

Pink-Flamingos[1]

20.RÓŻOWE FLAMINGI (Pink Flamingos, 1872, reż. Jonh Waters). Waters pławił się przez lata w kiczu i kampie, ale to właśnie Różowe flamingi zapowiadane szumnie jako komedia przyniosły mu złą sławę. Mamy więc tutaj losy dość patologicznej rodzinki z transwestytą Divine na czele. Czegóż my tutaj uświadczymy? Chociażby konsumpcji psich odchodów, seksu oralnego, obsceniczności i niezbyt lotnego humoru doprawionego bardzo krzywym aktorstwem. Jeśli wydaje Wam się, ze nic co ludzkie nie jest Wam obce to możecie zrewidować swoje poglądy obczajając ten film. A z drugiej strony od Watersa polecam W czym mamy problem o seryjnej mamusi morderczyni. Przednia czarna komedia!

Część trzecia zestawienia rzecz jasna w okolicy końca maja! Czy w kolejnej odsłonie cyklu uda się przesunąć granice ekstremy jeszcze bardziej? Oczekujcie!

85ea02a11852[1]

JAK TO JEST ZROBIONE: Poklatkowe animacje Tima Burtona.

Dziś troszkę materiału typu behind the scenes, które moim zdaniem nie tyle odbierają magię filmom animowanym, tworzonym w najbardziej tradycyjny i pieczołowity lalkarski sposób, o ile pokazują, że to jest rzeczywiście magia za która stoją niezwykli czarodzieje. Przed Wami zdjęcia z planu Miasteczka Halloween, którego Tim nie był co prawda reżyserem, ale przyniósł materiały do scenariusza, cały koncept oraz postacie, Gnijącej panny młodej gdzie głosów głównym postaciom udzielali Johnny Depp i Helena Bonham Carter oraz Frankenweenie gdzie miesza się jednak trochę ruch poklatkowy z animacją komputerową. Endżoj! Wszystkie zdjęcia są materiałami znalezionymi przeze mnie w sieci, nie roszczę sobie do nich żadnych praw i należą do Touchstone Productions, Laika Entertainment i Walt Disney Pictures.

MIASTECZKO HALLOWEEN (1993)

KP29-BA-344.tif

Wejdę sobie między nich, pewka nikt nie zauważy

PHct7chcsDJCff_1_l[1]

Ten pan po lewej to Henry Selick, reżyser Miasteczka Halloween.

tumblr_nbgpzj5yNO1sa4coho1_500[1]

50 twarzy Jacka Skellingtona

36315340_1280x960[1]

Biegnie, biegnie renifer, grzeje go kaloryfer.

9e679d11d672d8d316e7eb8eee3fd92b[1]

Przy tym „złym” też było mnóstwo pracy.

behind-the-scenes-4[1]

Selfie z Jackiem musi być.

GNIJĄCA PANNA MŁODA (2005)

2005+Corpse+Bride+032[1]

Jak widać postacie są w rzeczywistości dość małe.

psu_stop_motion_animation_s_t640[1]

Czasem trzeba przeszkodzić w pogduszkach i coś poprawić.

85ea02a11852[1]

Są też tacy, którzy potrafią uchwycić mistrza przy pracy.

2005+Corpse+Bride+036[1]

 Kolorystyka scenerii przyprawiła mnie o zimne dreszcze.

noces-funebres-de-tim-burton-2005-tou-09-g[1]

A co pan nas tutaj tak na tych schodach złapał?!

Gg7y1iTMutE[1]

Troszkę green screena musi być.

46532-advanced-art-stop-motion-animation-interview-pete-kozachik-asc[1]

Przeurocze zdjęcie, prawie wszyscy szczęśliwi.

FRANKENWEENIE (2012)

FRANKENWEENIE1[1]

Panie, nie dotykaj pan tego chłopca!

tumblr_mcqv878ttv1rk7u1io1_500[1]

Panie Buton, weź pan w lekcjach nie przeszkadzaj! 

"Frankenweenie" Nadine Petterson (Junior Maintenance) touches up an Edgar puppet in the Puppet Hospital. ©2012 Disney Enterprises, Inc. All Rights Reserved. Photo by: Leah Gallo

Nie wiem, co robi ta pani, ale to dwuznaczne.

frankenweenie-bts480[1]

Panie, weź pan te renkie! 

sparky-renderings[1]

Piesiulki! Jakie śliczne!

Dajcie znać czy chcecie więcej takich wpisów! Koralina, Wallace i Gromit, czy Uciekające kurczaki także są warte takich wpisów!

image02[1]

Tam gdzie żyją dzikie stwory, czyli recenzja filmu „Bone Tomahawk” (2016)

Nie da się ukryć, że filmowy western przezywa prawdziwy renesans, nie zdziwcie się więc jeśli wkrótce pojawi się wpis na blogu poświęcony w pierwszej kolejności tym najnowszym, rewelacyjnym dziełom, które nie dość, że kłaniają się w pas klasyce to jeszcze dodają nowe elementy od siebie. W tym gatunku wydarzyło się dużo ciekawego zarówno przed, jak i po premierze Django Nienawistnej ósemki Tarantino. Nie jest to mój ulubiony gatunek filmowy, ale kilka tytułów kupiło mnie totalnie i to o nich będzie mowa jakoś w przyszłym miesiącu. Tymczasem przedpremierowo chciałbym się z Wami podzielić refleksją nad Bone Tomahawk, który do kin wchodzi w ten piątek.

image02[1]

Jenkins i Russel tworzą świetny duet. Szczególnie podobała mi się rozkmina o czytaniu książek w wannie. Sam bardzo często to robię i obecnie czytam „Podziemny krąg”. 

Po pierwsze jest to debiut reżyserski S. Craiga Zahlera, któremu udało się zgrabnie połączyć duszny dramat z… kanibalistycznym horrorem. Po drugie obsada jest taka, że każdego maniaka kina grozy powinno wysadzić z kapci. Poczynając od introdukcji z udziałem Sida Haiga (Dom 1000 trupów, Bękarty diabła) i Davida Arquette (seria Krzyk), poprzez Kurta Russela (Coś), nierozpoznawalnego na pierwszy rzut okaz Richarda Jenkinsa (Dom w głębi lasu), będącego centralną postacią całości Patricka Wilsona (Naznaczony, Obecność), kończąc na znanym z przeładowanego wręcz tajemnicami serialu Zagubieni  Matthewie Foxie. Na pewno działa tutaj udział Russela, który pasuje do westernowej konwencji jak ulał co widzieliśmy w Nienawistnej ósemce. Z tymże w Bone Tomahawk wciela się w postać pozytywną, szeryfa zabitej dechami dziury liczącej mniej niż 300 mieszkańców. I w tej dziurze dochodzi do krwawego ataku i porwania żony głównego bohatera przez Indian-kanibali. Jeśli brzmi to Wam nieco tandetnie to uspokoję od razu: proporcje między horrorem, dramatem a westernem są dobrze osadzone, przede wszystkim będziemy obserwować upartego w poszukiwaniach żony kulejącego Arthura, w towarzystwie szeryfa, jego drugiego zastępcy i zadufanego w sobie pana Broodera, który niegdyś do Samanthy podbijał.

Fabuła rozwija się powoli, nieco w klimacie spaghetti westernów, a nieprzyjazne otoczenie i umęczeni bohaterowie siadają na karku widza i sprawiają, że czuje się niekomfortowo jakby za chwil kilka miał zza krzaków wyskoczyć spragniony ludzkiego mięsa kanibal. Z pewnością widz niecierpliwy i oczekujący non-stop akcji poczuje się znudzony i stwierdzi, że zabrakło pomysłu na fabułę, ale twórcy zależało na stworzeniu dzieła mocno fizycznego, naturalnego, bez wielkich przeskoków w czasie. Dosadnie poczułem wędrówkę czterech jeźdźców, którzy mają świadomość, że ich misja jest samobójcza i mogą skończyć jako pokarm na bestii. Co ciekawe pojawia się też kilka ciosów wymierzonych w rasizm tamtych czasów (ponoć Indianie-kanibale nie jedzą czarnoskórych), a do tego dialogi są naszpikowane sarkazmem i ironią. W pewnym momencie Samantha wyrzuca siebie całą wręcz istotę tego dzieła i o swoją koszmarną sytuację wcale nie posądza zdziczałych Indian. Zaskoczyła mnie taka wewnętrzna rewizja filmu, bo to trochę na zasadzie łamania 4 ściany bez jej łamania. Z ust bohaterki to twórcy dają nam wskazówkę o czym jest film.

635878573862444022-Bone-Tomahawk-art[1]

Łuki kontra broń palna, cywilizacja kontra prymitywizm. Szanse są… wyrównane.

A czy film spodoba się fanom horrorów? Jak najbardziej, jest tu kilka smacznych scen gore, ale film nie jest tak przesiąknięty brutalnością jak można by przypuszczać. Bestialskie dzikusy są tutaj wykreowane wedle wzorców znanych Cannibal Holocaust, są prymitywni, nie umieją się posługiwać bronią palną, ale jak już kogoś dorwą to go porwą, rozerwą i zjedzą (oczywiście nie mam zamiaru powiedzieć Wam kto pada ich ofiarą i w jaki sposób). W każdym razie do paru scen wypada mieć silny żołądek i zdrowe nerwy. O ile w innych modernistycznych horrorach wszelakie gore wypada często groteskowo, to dzięki scenerii nieprzyjaznego dzikiego zachodu i ekstremalnej sytuacji w jakiej znaleźli się bohaterowie można poczuć się naprawdę nieswojo. Szczególnie, że tylko bohater grany przez Foxa jest najsprawniejszy fizycznie i ma baaaardzo duże doświadczenie w zabijaniu Indian.

Podsumowując, jest to kawał zacnego męczenia widza i rycia bani. Granie konwencjami, westernowymi i horrorowymi kliszami, czarny jak smoła humor, brud, smród i opium, dużo, dużo opium. Dzięki niemu zresztą film ma taki znakomicie ociężały klimat. Czy będzie to dzieło kultowe? Czas pokaże, wkrótce zresztą wyjaśnię Wam moje pojmowanie słowa kultowy w kontekście kina. Ciekawa to i nietuzinkowa mieszanka gatunków, którą na pierwszy ogień totalnie kupią zakochani w Nienawistnej ósemce. Póki nie zaatakowało nas szaleństwo zwane Civil War warto sięgnąć po tą mocno niezależną produkcję, za której wprowadzenie do polskich kin należą się porządne propsy. Smakowicie przegadany, brutalny filmowy kąsek. Idźcie na niego do kina.

8/10

Stanley najczęściej ogląda filmy w olsztyńskim kinie Helios.

Helios Polska

Frank Dillane as Nick Clark fights with Joe Giles as Crab infected - Fear The Walking Dead _ Season 2, Episode 03 - 
Photo Credit: Richard Foreman, Jr/AMC

Nigdy nie ufaj nieznajomym, czyli od trzecim odcinku drugiego sezonu „Fear The Walking Dead”.

W końcu zrobiło się w tym serialu na tyle ciekawie bym mógł z ręką na serduchu napisać „zacznijcie oglądać”. Zrobiło się po prostu interesująco, pojawili się bohaterowie, których losami naprawdę można zacząć się przejmować. Zapewne niewielu z Was śledziło krótkie przerywniki zatytułowane Fear The Walking Dead: Flight 462, które pokazały jak zaraza rozprzestrzeniła się na pokładzie samolotu. Pokazano nam tam całkiem ogarniętego koleżkę i nastawioną tylko na przeżycie Charlie, która bez mrugnięcia okiem pozbywała się zakażonych podczas lotu.

Frank Dillane as Nick Clark fights with Joe Giles as Crab infected - Fear The Walking Dead _ Season 2, Episode 03 -  Photo Credit: Richard Foreman, Jr/AMC

Dziabnięty, czy nie dziabnięty? 

Bohaterka i koleś są jednymi z nielicznych, którzy przeżyli katastrofę, z tym, że młody jest poparzony i ciężko ranny, to właśnie scena z nimi otwiera dość zaskakująco epizod. Charlie pokazuje, że będzie o dzieciaka się troszczyć nawet kosztem życia innych i pod koniec odcinka trafia na naszych bohaterów by wraz z nimi uciec na Abigail. Strand jednak nie pozwala im wejść na pokład, ich ponton zostaje przyczepiony do łodzi. Co ciekawe awarię przewoźnika powoduje trup, który utknął przy silniku, a bardzo podobny do tego, który płynął z Charlie pontonem. Przypadek? Nie sądzę. Grunt, że odcinek kończy się odcięciem tej pary od ekipy naszej powoli dającej się polubić rodziny. Ocaleli płyną w kierunku Meksyku, na celowniku Madison jest rzecz jasna Strand za swoje niehumanitarne, acz w zaistniałych okolicznościach dla niego rozsądne zachowanie. Im więcej osób płynie tym więc gęb do wykarmienia będzie kiedy dotrą do bezpiecznej przystani. O ile dotrą. W końcu ten serial przypomina survival, w końcu powoli poznajemy też znane z TWD metody pozbywania się zombie.

Jak już wspomniałem fajnie zostało zbudowane napięcie. Nim bohaterowie zostali osaczeni na plaży Chris wyżył się na umierającym pasażerze feralnego lotu tym samym oczyszczając się z bólu po stracie matki. Koleś mimo dziecinnego zachowania coraz lepiej ogarnia broń i sposoby eliminacji nieumarłych. W końcu widać też, że Alicia i Nick są dla siebie ważni, że siostra się o niego troszczy. Koleś wpada w niezłe tarapaty dzięki którym odkrywa ten sam sposób przemykania miedzy zombie co ekipa z TWD w odcinku Guts. Wysmarowany krwią i śmierdzący trupem swobodnie przemykał między nimi. Rzecz w tym, że nie wiadomo, czy nie został ugryziony, miał w pewnym momencie nietęgą minę. Ten odcinek udowodnił też, że Salazar mimo swojej zajebistości może stracić kontrolę nad otoczeniem, z oczu zniknął mu Chris a potem zrobił się chaos podczas ataku trupów i został uratowany przez Charlie.

Tymczasem na statku Madison przyznała, że wie iż udają się do Meksyku i przeżywała chwile grozy kiedy Travis zanurkował naprawiać statek. Bohaterowie mają coraz mniej czasu na swobodny oddech, wciąż muszą się przemieszać i przebywaniem na Abigail przedłużają nieuniknione. A na lądzie trupów jest już cała dzika masa i dotarcie do bezpiecznej przystani może graniczyć z cudem. Przyznam, że trailer do tego odcinka został tak skonstruowany, że myślałem, że zginie Travis lub Nick. Ale to przecież tylko marketingowe triki. W następnym epizodzie nasi bohaterowie będą już mieć broń przy twarzach i zagrażać im będą bardziej żywi niż martwi. Do tego pokazano nam Stranda wyrzuconego za burtę i raczej nieprzytomnego. To oczywiście świetny, przyciągający do oglądania zabieg, ale czy traktować to jako spojler, że zginie? Cóż, nie sądzę, choć chciałbym zobaczyć jak Madison robi z nim porządek i przejmuje łódź. Nie przekonał Was pierwszy sezon? Zabierzcie się za drugi, jest znacznie lepszy. To by było tyle na dziś, do przeczytania za tydzień!

maxresdefault[1]

Bomba, Spejson, Push-Upek, czyli o Git Produkcji słów kilka

Postanowiłem poświęcić przynajmniej kilka wpisów na przybliżenie Wam twórczości czołowego alternatywnego animatora z naszego podwórka, aktorskiego mistrza dubbingu, scenarzysty, reżysera, producenta, wokalisty, kompozytora i muzyka jakim jest Bartosz Walaszek. W tym artykule chciałbym przybliżyć Wam animacje jakimi się przez lata zajmował. Seria wypuszczonych przez Git Produkcję kreskówek odznacza się prostotą postaci, wulgarnym humorem i trafnymi nawiązaniami do popkultury i satyrą wymierzoną w najbardziej pielęgnowane stereotypy o Polakach. W drugiej części wpisu będzie mowa o Zespole Filmowym Skurcz, kultowego dla maniaków najbardziej jak się tylko da amatorskiego kina parodiującego przede wszystkim kino kopane. Miłego czytania i przypominania sobie dzieł Wściekłego Węża!

fe28e1b74cc4decc3bc36db0c26fa315[1]

PIESEK LESZEK. Dawno, dawno temu gdy na 4Fun TV była dobra muzyka blok przedziwnych czasem programów był przerywany Kartonami, czyli króciutkimi animacjami o przygodach postaci w sposób prymitywny stworzonych i prymitywnie się zachowujących. Przynajmniej tak mi się na początku wydawało, bo prym wiodły przygody Leszka, przedurnego kundla z wieczną chcicą. Okazało się, że nie wszystkie Kartony są utrzymane w tym stylu, choć kilka tytułów do dziś mnie mocno zastanawia… Takich jak ta poniżej…

hqdefault[3]

CZŁOWIEK BIEGUNKA. Schemat animacji opiera się stresujących sytuacjach, które dopadają głównego bohatera zmieniającego się w Człowieka Biegunkę. Przeraziłeś się horroru? Utknąłeś w windzie? Spotkałeś dresa? Przyłapali Cię na sikaniu do basenu? Zesraj się! Wtedy na pewno unikniesz konsekwencji! Smutne miał życie ten nieszczęśnik, znacznie ciekawiej radził sobie pewien hydraulik!

hqdefault[1]

CZESIEK HYDRAULIK. Czesiek jest kolesiem pewnym siebie i potrafi zaliczać panienki. Jak trzeba to spróbuje też coś naprawić choć nie zawsze mu to wychodzi. To była animacja wręcz przeładowana erotyką, obecnie te najbardziej czołowe produkcje GP obywają się bez świecenia cyckami i mają o wiele większą wartość, ale początki były takie a nie inne. Szacun jak najbardziej się należy.

35f5ed81544684a26659f7401d8c4c00[1]

STOJĄCY WĄŻ. To pewnie daleki krewny Cześka. Bo tylko zaliczanie mu w głowie. Jest Indianinem i w sumie tyle powinno Wam wystarczyć. Nie jest to poziom But Manitou, ale jak się lubi poprzednie tytuły, a ten się jakimś cudem ominęło to wręcz należy przyswoić. A może… Może ten Wąż to kuzyn TEGO Węża?

hqdefault[5]

MIŚ PUSH-UPEK. Strzałem w dychę było utrzymanie tej bajki w czerni i bieli. Przypomina mi o tym, że nasz kraj to jednak ma problem z piciem, bo przygody Push-Upka często były określane mianem prawdziwych. Wiadomo, że to tylko śmieszkowanie, ale jak się pomyśli o Pod mocnym aniołem czy Wszyscy jesteśmy Chrystusami, albo o Żółtym szaliku to popularność misia wcale nie jest taka przypadkowa. „Z samych siebie się śmiejecie…”

hqdefault[1]

KURCZAK PINDOL. Pindol jest bardzo uprzejmy i spokojny, często wpada w tarapaty i ma przeurocze oczka. Szkoda, że stoi trochę w cieniu bardziej rozpoznawalnych kreskówek, ale dla mnie ma ten cudowny, abstrakcyjny humorek (odcinek z gównem).  Kto nie widział niech nadrabia bo jest na YT.

hqdefault[1]

POD GRADOBICIEM PYTAŃ. Program, który zjada show Szymona Majewskiego i Kuby Wojewódzkiego na śniadanie. Andrzej Strzelba przesłuchuje najznakomitszych gości show biznesu, zadaje niewygodne pytania, a dzięki jego kontaktom w programie występują postacie z innych kreskówek od Git Produkcji. Andrzej to bardzo charyzmatyczny prowadzący rządzący tłumami na publice i zespołem przygrywającym w każdym odcinku. Mistrz!

14d0345d9b1417697809f24429aac488[1]

GENERAŁ ITALIA. I pomyśleć, że ten rozbrajający serial kiedyś był mocno prymitywny, niczym wczesny Piesek Leszek. Ale przyszły zmiany i udało się z tej kreskówki zrobić coś naprawdę świetnego, ośmieszającego Hitlera, Stalina i bazujący chociażby na przygodach Indiany Jonesa. Niektóre żarciki słowne były przekozackie i do dziś kładą na łopatki.

maxresdefault[1]

KAPITAN BOMBA. W sumie wiele nie przekłamię jeśli powiem, że jest to animacja, w której jest równie dużo kultowych tekstów co w Psach Pasikowskiego. Bomba jest niebieskookim blondynem z dupką na brodzie, ale kiedy trzeba to napierdala do alienów jak trzeba. Bomba to kreskówka za którą tęskni chyba najwięcej fanów. Warto wspomnieć o animacjach dziejących się w tym samym uniwersum czyli Kapitanie Torpedzie, Galaktycznych lekturach i znakomitym Laserowym Gniewie Dzidy. Oglądajcie Bombę tępe chuje!

hqdefault[1]

KOLEŚ GIT. KOLEŚ GIT PIERDOLI ZASADY I NIE JEST FRAJEREM! Tyle w temacie! No dobra, może nie. Trzeba przyznać, że dizajn postaci znacznie odbiega od tego do czego byliśmy przyzwyczajeni. Jaki kraj taki Johnny Bravo.

29248102151044363459406[1]

KOŃ RAFAŁ. Z założenia pomysł podobny do Pieska Leszka, ale wyewoluował w nieco innym, bardziej ambitnym kierunku. Koń Rafał nie tylko hasa ale przeżywa też fajne przygody, szczególnie w odświeżonej wersji. Trzeba przyznać, że animacje Git Produkcji stają się coraz dokładniejsze i szczegółowe.

maxresdefault[1]

BUŁGARSKI POŚCIGGG. Jest to animowana kontynuacja wydarzeń, które miały miejsce w Bułgarskim pościkku, oparta podobnie jak Generał Italia na żarcikach językowych. To już bardziej rzecz dla zaprawionych maniaków ZF Skurcz. I bardzo dobrze, że powstało choć kilka odcinków przygód tych panów.

maxresdefault[1]

BLOK EKIPA. Obecnie najpopularniejsza kreskówka od Git Produkcji która broni się nie tylko zgrabnie stworzonymi postaciami, ale też fabułkami portretującymi życie dresików w stolicy. Są więc konfidencji pod postacią rudego, są łatwe panienki takie jak Solaris i jest powiew nowoczesności bowiem Spejson prowadzi vloga, a Wojtas szukał żony niczym rolnik. Tym razem Walaszek trafił w punkt i większość odcinków ma już ponad milion odsłon na YT. To w sumie moja ulubiona obok Bomby kreskówka z całego dorobku GP.

Przed wielkim sukcesem Blok Ekipy na You Tube mogliśmy obcować z takimi formatami jak Filmowe Viceversum gdzie pojawiały się kultowe postacie z filmów, będącego ciekawą formą reklamy Zeszytowego sadystę, parodiującą seriale rodzinne Rodzinkę Krejzoli, przygody Osy Aldony i Bąka Andrzeja, czy niejakiego Agenta Tomka. Było też kilka mniejszych lub większych seryjek, które nie doczekały się kontynuacji. Obecnie Git Produkcja wypuściła też kilka serii, którymi próbują podbić widzów zagranicznych. Są to oparte o przygody małpy i banana Adversaries, przygodach wróbla Bird Brain i alternatywnych wizjach pewnych wydarzeń What If… Jak widać po komentarzach widzowie jednak woleli by nowe odcinki przygód postaci doskonale im już znanych. Czy jeszcze kiedyś się ich doczekamy? Czas pokaże!

game_of_thrones_s06e01_jon_snow[1]

A kto umarł ten nie żyje, czyli o pierwszym odcinku 6 sezonu „Gry o tron”.

Oczekiwanie dobiegło końca! Gra o tron powróciła na ekrany telewizorów dzięki HBO i ponownie zgromadziła przed nimi dzikie tłumy żądne rozwinięcia szokujących wątków rozgrywających się w finałowym epizodzie sezonu piątego, Mother’s Mercy. Oto co zaobserwowałem po podwójnym seansie odcinka The Red Woman, który dość sporo powiedział nam na temat Melisandre, do której niejeden widz ślinił się w przeszłości. Odcinek domknął kilka wątków i zapoczątkował kolejne intrygujące wydarzenia, no ale po kolei, w końcu to GoT i i nie wszystko idzie ogarnąć tak od razu.

game_of_thrones_s06e01_jon_snow[1]

Jon jest niewzruszony Twoją reakcją na pierwszy odcinek 6 sezonu.

 Pierwsza scena pokazuje nam jak bardzo martwy jest Jon Snow. Bardziej martwy niż ostatnio, nie oszukujmy się. Ser Davos i najbliżsi ziomkowie Jona zgarniają jego ciało i barykadują się przed ekipą Thorne’a. Wpuszczają tylko zszokowaną Melisandre, która zdaje sobie sprawę, że jej wizje niekoniecznie musiały być prawdziwe. Czerwona kapłanka opuszcza salę, a Eddison rusza po jedyne wsparcie jakie może uzyskać, do Dzikich. Tymczasem Thorne próbuje się wybielić i zrobić z Jona potencjalnego niszczyciela Straży. Ser Davosowi daje czas do wieczora na poddanie się, a ten stara się jak najbardziej zyskać na czasie. Warto tutaj wspomnieć o przywiązaniu Ducha do Jona i czuwaniu nad nim. Między wilkorem a Jonem jest połączenie wyjątkowe i teoretyzuje się o przeniesieniu jego jaźni do ciała bestii. Z drugiej strony scena z Melisandre, która okazuje się być bardzo wiekowym stworzeniem sugeruje, że kapłanka poświeci się dla ożywienia Jona. Po śmierci Stannisa, po niepotrzebnym spaleniu na stosie jego córki nie pozostał jej nikt, bo kiedy tylko Davos dowie się o poświęceniu dziewczynki to ruda będzie miała przechlapane. Wiemy, że Melisandre się konserwuje i widziała duuuuużo więcej niż pozostali bohaterowie. I być może jest gotowa na odejście, wyglądała na mocno zrezygnowaną i poddającą się. Czy może jeszcze coś zmienić w fabule pokażą najbliższe odcinki.

Nie zmieniając zimowej scenerii przejdę teraz do tego co słychać na terenach Boltonów. Ramsay prawie że opłakuje swoją kochankę, ale potem jak to on każe rzucić jej ciało ogarom na pożarcie. Tatuś sugeruje mu, że jak się Sansa nie znajdzie to będzie w baaaardzo kiepskiej sytuacji i po twarzy naszego ukochanego zwyrola widać jak bardzo mu się to nie uśmiecha. Theon i Sansa uciekają wpław ale trafiają na żołdaków Boltonów, z tarapatów wyciąga ich Brienne i coraz lepiej walczący Podrick. Theon jest już praktycznie sobą, a Sansa zgadza się na ochronę ze strony walecznej blondynki. Czy ruszą w stronę Castle Black czy gdzieś indziej? Wiadomo, że Littlefinger pojawi się już wkrótce, wydaje mi się więc, że jednak obiorą inny kierunek i właśnie z nim się spotkają. A Theon znowu zobaczy się z rodziną. Być może będą chcieli odnaleźć Aryę, która obecnie odbywa trening i zupełnie nic nie widzi. Żeby stać się nikim musi przejść jeszcze długą drogę. A od następnego odcinka zobaczymy też w końcu Brana, także u żywych Starków będzie się sporo działo. A czy zobaczymy nieżywych? Ponoć szykują się solidne retrospekcje…

arya[1]

Arya nie widzi przeszkód, by dać się wciągnąć w najbliższy sezon.

Przenieśmy się teraz na chwilę do gorącego Dorne, na którego wątek twórcy chyba nie mają pomysłu i chcą zepchnąć na dalszy plan. Żmijowe córcie i była kochanka Oberyna dokonują małej rzezi, pozbywając się Dorana, jego wiernego sługi i jego syna, który dostaje bardzo efektywną dzidę od tyłu na pokładzie statku. Dla wielu to bardzo rozczarowujące potraktowanie wątku Dornijczyków, do władzy dobrały się właśnie niezrównoważone i mordercze kobiety, które staną się celem Lannisterów. Po śmierci Myrcelli Jamie i Cersei będą chcieli krwawego odwetu. Scena rozmowy rodzeństwa jest bardzo poruszająca, Cersei opłakuje córkę i przyznaje się do bycia podłą i złą osobą. Wspomina o przepowiedni, która zaczęła się spełniać wraz ze zgonem Joffreya a potem Tywina. Według niej ma umrzeć także Tommen, ale Jamie wa wyjebane w przepowiednie i przysięga, że Lannisterowie wezmą co im się należy. Do obrony mają zmodyfikowanego Górę, poleje się więc krew religijnych fanatyków, choć Wielki Wróbel póki co czuje się bezpiecznie. Jest postacią niejednoznaczną i choć jest fanatykiem to przy życiu utrzymuje go mądrość. Do zmian zaczyna przekonywać Margery, która pragnie się dowiedzieć czegokolwiek o swoim bracie. Czekam na brutalny zgon najbardziej irytującej postaci od czasu Joffreya czyli tej pierdolonej septy pastwiącej się na kim popadnie. Będzie cierpieć, powiadam Wam, oj będzie.

Tymczasem w Meereen grasują Harpie, a Daenerys jest uznawana za matkę, która opuściła swoje dzieci. Tyrion i Varys przechadzając się miastem stwierdzają, że do Westeros sobie nie wrócą prędko bowiem spłonęły wszystkie statki. Czuć rebelię i chaos, a że danka wpadła w łapy Dothraków to może być już tylko gorzej. No właśnie… Danny. Danny jest niewolnicą napompowanego khala, który nie wzrusza się jej długaśnym mianem. To całkiem zabawna scena, bowiem pewna siebie Daenerys wyrzuca z siebie swoje wszystkie tytuły a na dzikim koleżce nie robi to większego znaczenia. Kiedy gość dowiaduje się, że była żoną khala Drogo uwalnia ją z więzów, ale nie ma opcji by wróciła do Meereen, ma trafić do domu w którym mieszają wszystkie wdowy po khalach. Ups, brak elementarnej wiedzy na temat bycia khaleesi nie popłaca. Przynajmniej wiemy, że Daario i Jorah są na tropie swojej ukochanej królowej. Choróbsko Joraha powoli się pogłębia, ale cóż z tego skoro ma ważną misję.

I to w sumie tyle jeśli chodzi o ten epizod. Musimy przygotować się, że Boltonowie będą chcieli ruszyć tropem Sansy, że Arya będzie dalej przechodzić szkolenie, Davos i Eddison z ziomkami będą bronić ciała Jona, Lannisterowie będą chcieli wziąć odwet na religijnej sekcie, a Tyrion dotrze do smoków. Zapowiada się najbardziej emocjonujący sezon do tej pory, otwarcie było mocne i konkretne. Do końca tego sezonu znowu uszczupli nam się grono bohaterów. Rzecz w tym, że w większości zostali Ci najważniejsi i najciekawsi… Do przeczytania za tydzień!

2-lisa-ann-detronee-par[1]

STANLEY OBSERWUJE: W czym tkwi sukces branży porno?

Wydawać by się mogło, że biznes pornograficzny działa na bardzo prostej zasadzie ograniczającej się do napędzającego podaż popytu. Pornografia ma uatrakcyjnić samotnikom masturbację lub nastroić kochanków do wspólnych igraszek. Jest często postrzegana jako sprowadzająca akt seksualny do czystej, hedonistycznej zabawy, do której nie potrzeba być zakochanym, w tym świecie seks nie wynika z miłości, acz z czystej chuci, pożądania, zachcianki. Pornografia odkryła to co przez lata było tematem tabu: zwierzęce instynkty tkwiące w ludziach, skłonność do uprawiania seksu nie tylko z jednym partnerem, chęć dominacji lub bycia upadlanym, a więc wszystko to co powszechnie uważane jest za niemoralne i doprowadzające do upadku gatunku ludzkiego.

2-lisa-ann-detronee-par[1]

Lisa Ann nie jest już w branży, ale jest wciąż najpopularniejszą aktorką na PornHubie. Jest tak zwanym MILF-em, skrót ten znaczy tyle co Mother I Like to Fuck. Sasha Grey nie łapie się obecnie na pierwszą dziesiątkę, natomiast na drugim miejscu plasuje się Mia Khalifa, libańskiego pochodzenia, która w jednym z filmów wystąpiła w muzułmańskim stroju narażając się tym samym religijnym ekstremistom.

Zapewne jak byliście jeszcze w wieku wczesnego dojrzewania to zdarzyło Wam się podglądać filmy dla dorosłych najczęściej lecące w paśmie nocnym na Polsacie, Tele 5 a w późniejszych latach chociażby na TVN Turbo. Były to tanie erotyki lub filmy pornograficzne w wersji soft pozbawione scen penetracji i nie ukazujące genitaliów. Kończyło się więc na widoku damskich piersi, pośladków i łona u pań i wychuchanych wydmuchanych klat i tyłków u panów. Całą resztę „profanacji” miłości i seksu podrzucił nam internet, w którym dotarcie do stron z filmami XXX to kwestia kilku sekund. Portale takie jak PornHub czy YouPorn czyli pornograficzne odpowiedniki YouTube wyparły taśmy wideo czy nawet DVD bo po co kupować pornole na legalnych nośnikach skoro są fragmentarycznie dostępne w sieci. Biznes się nie zachwiał, a mokre marzenia dorastających, kipiących od hormonów młodych ludzi zaczęły się wizualizować.

Pierwszym wyznacznikiem sukcesu biznesu porno była więc czysta ciekawość aktu seksualnego przede wszystkim u dojrzewających ludzi, to nie jest taki młody sektor rozrywki jak mógłby się wydawać. A im bardziej masowa rozrywka się staje, im bardziej powszednieje tym większe pieniądze z niej można wycisnąć czyż nie? Nic dziwnego, że branża pornograficzna rozrosła się w zastraszającym tempie bo nie dość, że można było zarobić na dystrybucji filmów to jeszcze na samym występie w danej produkcji i to całkiem nieliche pieniądze. Nie moi drodzy, nie liche pieniądze, nie psie pieniądze, żadne tam drobniaki. Zakładam tu bowiem związanie się z branżą na dłużej niż na jednorazowy występ bo zabrakło na zapłacenie rachunków. Biznes to biznes, i choć pogardliwie wymawia się często słowo „aktor”, „reżyser” czy „scenarzysta” w kontekście filmu pornograficznego to obecnie wygląda to o wiele bardziej profesjonalnie niż kiedyś. Część znanych nazwisk należy obecnie do konkretnych wytwórni takich jak chociażby Digital Playgronud specjalizujących się w dostarczaniu pornografii wysokiej jakości. Pod terminem wysoka jakość kryje się tutaj zarówno wystrój pomieszczeń, stroje, montaż, muzyka i szczątkowa, ale jednak fabuła. Zresztą, nie sięgając daleko, poronoparodia Piratów z Karaibów pochłonęła milion dolarów budżetu i zwróciła się wielokrotnie tak, że drugą część można było już zmajstrować za 8 milionów (za ten hajs zrealizowano nie najgorsze efekty specjalne, na pewno lepsze niż chociażby w naszym Wiedźminie). Ale na co to komu i po co to komu skoro głównym celem pornografii jest zrobienie sobie dobrze i pójście spać lub puszczenie w tle do romantycznych uniesień? Takie pytanie może sobie zadać właśnie część z Was, a ja służę odpowiedzią.

d5d2e7d9f13d103d2dd05df95a0592e9[1]

Sasha Grey po opuszczeniu branży porno zaczęła występować w filmach fabularnych, napisała dwie niezbyt ciepło przyjęte książki oraz występowała w grupie noiseowej aTelecine. Co ciekawe ta pani jest jedynie o rok ode mnie starsza, natomiast wspomniana wyżej Mia Khalifa jest rocznikiem 1993, ma więc obecnie 24 lata. 

Pornografia choć może uczynić z odbiorcą i jego psychiką wiele złego jest taką samą formą rozrywki jak niektóre gry komputerowe, filmy z gatunku blockbusterów czy albumy z muzyką taneczną. To nie jest sztuka wysokich lotów, ale też taką być nie musi, ma zaspokoić najbardziej podstawowe ludzkie instynkty. I tu swoje zadanie jak najbardziej spełnia, jednak wraz z profesjonalizacją się biznesu filmy porno zaczęły aspirować do bycia czymś więcej. Kolejnym powodem, który sprawił, że ludzie nie odwrócili się od filmów porno, które przecież mają często zerową fabułę i ograniczone środki ekspresji stały się preferencje odbiorców. Każdy z nas ma jakiś gust: mężczyźni gustują w brunetkach, blondynkach, rudych, niebieskookich, brązowookich i tak dalej, pani lubią wysokich, umięśnionych, zarośniętych, łysych, długowłosych i tak dalej. Zanim poznajemy dogłębnie (he, he) charakter naszej drugiej połówki to zwracamy uwagę na wygląd. I branża porno o tym doskonale wie. Panie występujące w filmach pornograficznych to bardzo często farbowane rudzielce, blondyny czy „czarne”, panowie zwykle są umięśnieni i przystojni, o tym niech świadczy status niejakiego Bryana Matthewa Sevilli znanego bardziej pod pseudonimem James Deen, który jest bożyszczem kobiet. Sprytnie działa tutaj też jego pseudonim artystyczny nawiązujący do kultowego aktora Jamesa Deana zmarłego w bardzo młodym wieku. Działa więc tutaj więc pewien psychologiczny haczyk, który zresztą sprawdza się w przypadku innych artystów związanych z branżą: Stone, Starr, Love, Gunn, Sins, pseudonimy te mają budzić w widzu erotyczne skojarzenia zanim jeszcze rozpocznie seans.

151201152330-01-james-deen-file-super-169[1]

James Deen jest w branży pornograficznej takim typowym amantem, który potrafi być brutalnym dominatorem. Kontrastuje to z jego całkiem przyjemną aparycją i przyjaznym uśmiechem. Pozory bardzo mylą, jego była partnerka Stoya posądziła go wykorzystywanie seksualne i gwałty poza planem. Został wobec niego złożony pozew zbiorowy, o tej sprawie możecie poczytać sobie w sieci. 

Branża pono sukcesywnie utrzymuje pewne stereotypy i pieści zmysły wyobrażeniami przeciętnego zjadacza chleba. Kiedy oglądamy filmy porno to bohaterami często są dostawcy pizzy, czyściciele basenów, hydraulicy, przedstawiciele klasy średniej. Tak więc przeciętny Iksiński pracujący w takim zawodzie może sobie pozwolić na odlot swojej wyobraźni oglądając filmik. Podobnie działa to na zasadzie fabułek, gdzie seks uprawia przyrodnie rodzeństwo, syn z macochą, uczennica z nauczycielem czy pacjent z lekarką. To wszystko znakomicie się sprzedaje ponieważ spełnia podświadome marzenia widzów. Owszem, w branży porno realizuje się też filmy w których symuluje się gwałty, w których dochodzi do seksu zbiorowego z jedną kobieta (tak zwany gang bang), orgii, a bardzo popularny serwis Kink oferuje doznania ze świata BDSM czyli seksu z elementami fizycznego i psychicznego upodlenia, doprowadzenia na skraj fizycznego i umysłowego wyczerpania. Rzecz w tym, że uczestnicy tych przedsięwzięć są świadomi tego na co się piszą i próba przenoszenia do rzeczywistości tego co jest nieprawdziwe, nakręcone, zmontowane, gdzie seks uprawia się pod okiem kamerzystów, reżyserów, makijażystów, a ujęcia tak jak i w normalnych filmach po prostu się powtarza, jest jak najbardziej skutkiem złego interpretowania ekranowego produktu. Zwróćcie uwagę, że kilka aktorek z branży pozwało niedawno wspomnianego Sevillę za gwałt na planie. Zabawne prawda? Bo jak można prostytutkę zgwałcić? Otóż coś takiego jak wolna wola i prawa człowieka w tej rozrywkowej instytucji także funkcjonuje. Ale to jest temat na oddzielny wpis, bo ja tu o przyczynach popularności, a jeszcze ich kilka zostało.

Mia-Khalifa[1]

Mia Khalifa, myśleliście o niej czytając ten wpis zupełnie „przypadkowo”. Przyznajcie, że chcieliście bym wrzucił jej zdjęcie. Cobyście nie musieli szukać w internetach, kim jest sprawczyni zamieszania z muzułmańskim strojem. Khalifa otwarcie przyznaje się, że swoją postawą manifestuje kobiecą wolność podważa tym samym kulturalne dogmaty tych najbardziej „pokojowo” nastawionych ekstremistów. 

Poza zaspokajaniem naszych preferencji co do wyglądu branża dba też o to by dla siebie znaleźli coś przedstawiciele każdej rasy, płci i orientacji seksualnej oraz grupy wiekowej. Ogromną popularnością cieszą się więc takie oficyny jak Nubile Films, gdzie najczęściej można zobaczyć akty seksualne nakręcone w sposób bardzo sensualny i można by powiedzieć delikatny, rozgrywające się w jasnych pomieszczeniach z użyciem relaksacyjnej muzyki i jest to podgatunek najczęściej oglądany przez młode kobiety. Jest sektor filmów pornograficznych dla homoseksualistów, biseksualistów a nawet karłów. Ogromną popularnością cieszą się azjatyckie produkcje z filigranowymi dziewczętami, ale coby nie było, każda aktorka i aktor porno musi mieć ukończone lat 18, branża porno jako taka tępi wszelaką pedofilię, choć wiadomo, że niektóre filmiki mogą nakręcać potencjalnych patusów, wspominałem, że wszystko zależy od odbiorcy i jego umysłu. Czarnoskórzy odbiorcy też nie mają na co narzekać, szczególnie oglądając filmy od Blacked gdzie czarnoskórzy panowie z ogromniastymi warunkami zabawiają się głównie z białymi paniami najczęściej o naturalnych piersiach i delikatnych rysach. Do łask stanowczo wraca naturalność i młodość, takich pań jak Lisa Ann czy Sasha Grey już w branży od lat nie uświadczymy. Dodam też, że dla zwolenników seksu analnego powstała oficyna Tushy (można to odczytać jako „tu szaj” czyli „zbyt nieśmiały”, kolejna sztuczka psychologiczna) gdzie w każdym filmiku dochodzi do wiadomego rodzaju penetracji. Podsumowując ten rozdział dywagacji: w branży dba się o każdego potencjalnego klienta, każdy znajdzie coś dla siebie, a dodatkowo można też zweryfikować swoje preferencje, odkryć co się podoba lub nie podoba, czego by się chciało spróbować lub jednak uznać za zbyt śmiałe. W branży porno całkiem pokaźna grupa twórców spełnia erotyczne marzenia reszty świata.

Na koniec pozostaje mi wspomnieć o tym, że branża pielęgnuje sama siebie i od 1984 przyznaje tak zwane AVN-y, odpowiedniki Oscarów na wielkiej gali, która gromadzi wszystkich zaangażowanych w pornobiznes. Za co rozdawane są statuetki? Oczywiście za najlepszy film, za najlepsze sceny seksu oralnego, analnego, grupowego, dla najlepszego aktora i aktorki pierwszego i drugiego planu i w bardzo wielu innych kategoriach. O tym jednak napiszę oddzielny wpis, bo to całkiem ciekawy temat. Branża jest więc w pewnym sensie bardzo próżna podobnie jak Akademia rozdająca Oscary. Jak widzicie nie oceniam biznesu pornograficznego jako stricte dobrego ani złego, uważam jednak, że rozkwit filmów pornograficznych przyczynił się do rewolucji seksualnej i obalił pruderyjność jako coś będącego w naturze człowieka. Do dziś trwają spory czy aktorzy i aktorki porno to jeszcze ludzie czy już zwierzęta i czy mają prawo do zakładania rodzin, w jaki sposób oddzielają pracę od życia codziennego i domowego i czy są z góry skazani na ognie piekielne. Mi pozostaje przytoczenie argumentu wolnej woli i nieoceniania bliźniego swego, że ma drzazgę w dupie samemu mając w niej belkę. Bardzo lubimy się spinać o coś czego nie rozumiemy, co wydaje nam się niebezpieczne lub odstające od powszechnie przyjętej normy.

adventure-time-san-diego-comic-con-2015[1]

8 seriali ery nowego Cartoon Network, które warto oglądać.

Ramówka Cartoon Network przez lata przeszła ewolucję, która jednak przyczyniła się do znacznego spadku popularności kanału. Ofertę programu zdominowały seriale wątłej jakości, niezbyt ciekawe seriale związane z Lego, Transformersami czy koszmarne Gormiti. Przybywam Wam z pomocą wyboru tego co w obecnym CN jest najbardziej zjadliwe choć nie nadające się do oglądania dla dzieciaków. Obadajcie sobie zestaw zaledwie 8 obecnie wartych uwagi kreskówek powstałych od 2010 roku! Endżoj!

PPGirls[1]

8.ATOMÓWKI (The Powerpuff Girls, 2016). Zupełnie nowa seria Atomówek, która startuje już 24 kwietnia, to jest jutro o godzinie 8:30. Dlaczego wybrano akurat ten serial do bycia pomostem pomiędzy starymi, dobrymi czasami, jest mi bliżej nieznane, grunt, że postacie nie różnią się zbytnio od swoich pierwowzorów zarówno pod względem wyglądu jak i charakteru. Bójka, Bajka i Brawurka powracają by kopać złoczyńcom tyłki i ponownie zmierzyć się z klasycznymi już czarnymi charakterami. Postać burmistrza jest tak samo ciapowata jak była, jest klimacik, ale też przebija się nowoczesność. Do tego dochodzi bardzo dobra kampania promocyjna kreskówki z aplikacją pozwalającą na przekształcenie swojej osoby na atomówkowy avatar. Słyszałem, że mają powstać nowe odcinki Samuraja Jacka, widać że włodarze stacji chcą tym samym przyciągnąć dojrzałych, wychowanych na takich tytułach odbiorców, którym niekoniecznie przypadły do gustu kolejne tytuły z mojej listy.

maxresdefault[1]

7.MIĘDZY NAMI MISIAMI (We Bare Bears, 2015). Fikuśne polskie tłumaczenie sugeruje animację dla najmłodszego widza, ale wypadałoby byście mieli świadomość, że tak nie jest. Zachowany jest tu klimat starych anime (dizajn postaci), bohaterami jest niedźwiedź grizzly, polarny i panda, czyli trzy gatunki niedźwiedzi, o których animacji było już całkiem sporo. Każdy z innym charakterem, nawykami i odchyłami. Jeśli kreska wydaje Wam się dziwnie znajoma to podpowiem, że całością stoją osobnicy od Steven Universe, znajdującego się nieco wyżej. Z wszystkich wymienionych tu animacji ta wydaje się najnormalniejsza, ale nie dajcie się zbyt łatwo zwieść. Dla pożeraczy popkultury jak znalazł, zresztą obecna ramówka nowego CN właśnie na takiej strawie się obecnie opiera.

Clarence2[1]

6.CLARENCE (2014). Momentami mocno psychodeliczna kreskówka, która ma nas przenieść do świata dzieciństwa. Główny bohater to mocno nadpobudliwy i niezbyt ładny dzieciak, który wiedzie beztroskie życie z ukochaną mamą i ma całkiem ciekawych, charakternych przyjaciół. Nie oszukujmy się, to nie jest poziom Ed, Edd i Eddy, Clarence jest nieco młodszy i dużo mniej rozgarnięty nawet od najgłupszego z trójki naszych ulubieńców. Jest to jednak na tyle nietuzinkowe i momentami niepokojące, że warto zobaczyć i samemu zadecydować, czy się z głównym bohaterem zaprzyjaźnić. Za dozę szaleństwa i treści bardzo nieodpowiednich dla dzieciaków miejsce 6.

maxresdefault[3]

5.WUJCIO DOBRA RADA (Uncle Grandpa, 2013). Wystarczyło mi obcowanie z jednym odcinkiem tego serialu by stwierdzić, że to postmodernistyczne arcydzieło w swoim pokopanym gatunku. Realistyczna tygrysica, gadający kawałek pizzy, dziwaczne stworzenie z gatunku smokowatych i on, Wujcio Dobra Rada, szajbus z gatunku nieuleczalnych. Zapytacie państwo czy ta kreskówka ma wartość edukacyjną? Ni chuja. To niczym nieskrępowany odlot po grzybasach najgrubszego kalibru. Twórcy nieraz puścili już oczko do tych, którzy sztuką, kinematografią czy muzyką interesują się na co dzień. Wystarczy wspomnieć jeden z epizodów gdzie Wujcio przez chwilę do słudzenia przypomina popierdoleńca jakim był G.G. Allin. Nie widzę przeciwwskazań dla wszelakich zwolenników abstrakcji i surrealizmu w animacji. Nie uważam jednak, że jest to kreskówka, która powinna lecieć w pasmie dla najmłodszych odbiorców. Momentami jest to zbyt niezrozumiałe i mogące budzić strach w dziecku poniżej, powiedzmy, 10 roku życia.

maxresdefault[1]

4.STEVEN UNIVERSE (2013). Wszyscy już wiedzą jak wielką miłością darzę adaptację przygód Scotta Pilgrima. Jeśli i Wam się podobało, a ze Stevenem nie mieliście styczności to polecam nadrobić gdyż jest to utrzymane w radosnym i komisowym stylu. Steven nie jest typowym superbohaterem. Nie ma świadomości swojej mocy i w sumie to jest tylko średnio rozgarniętym chłopcem, którego często ponoszą pozytywne emocje. Czuwają nad nim trzy Perła, Ametyst i Granat, na swój sposób atrakcyjne obrończynie świata. Pomagają dzieciakowi zrozumieć jego moc, ukrytą w krysztale znajdującym się w jego… pępku. To serial o bardzo typowym przygodowym rysie, który podsuwa nam najbardziej podstawowe wartości w życiu takie jak przyjaźń, odwaga, poświęcenie. Jest idealny dla geeków i  choć znajdują się w nim ewidentne podteksty to warto go polecić także młodszemu odbiorcy. Bardzo sympatyczna kreska i fabuła, która udowadnia, że nie trzeba być przystojnym i wysportowanym by być super.

3267_974061[1]

3.ZWYCZAJNY SERIAL (Regular Show, 2010). W Stanach Zjednoczonych podgatunek tak zwanych buddy-movies jest bardzo popularny. Harold i Kumar, Jay i Cichy Bob, Cheech i Chong, można by długo wymieniać. Dojrzewający widz powinien się zaprzyjaźnić z przygodami Mordechaja i Rigby’ego zakorzenionych w czasach klasycznego rock n rolla czy starych konsol. Bohaterowie mówią slangiem obecnie mocno archaicznym, zajmują się sprzątaniem parku, a ich nadzorcą jest gadający automat z gumami kulkami. Pomysł by uczynić przyjaciółmi szopa i sójkę jest przedni, bohaterowie spierają się praktycznie o wszystko, a ich przygody są stanowczo z gatunku „that escalated quickly”. Najbardziej w serialu odnajdą się maniacy lat 80 i 90, dla współczesnych dzieciaków postacie mogą wydać się nieatrakcyjne i nieuniwersalne. Tymczasem dla mnie Zwyczajny serial jest bardzo, bardzo nadzwyczajny i zawsze jak mam czas to chłonę z wielką przyjemnością. Do tego dochodzą pierwsze uniesienia i rozczarowania miłosne Mordechaja. Cud, miód i orzeszki. Ciekawostka: Hopowi w wersji oryginalnej głos podkłada Mark Hamill znany bardziej jako Luke Skywalker.

tumblr_o0e2gex6sX1ueru94o4_1280[1]

2.NIESAMOWITY ŚWIAT GUMBALLA (The Amazing World of Gumball, 2011). Kiedyś nie potrafiłem się do tej animacji przekonać, wydawała mi się zbyt abstrakcyjna i pozbawiona sensu. Tymczasem każdy odcinek ma całkiem niezłą puentę i daje do myślenia (epizod z cofaniem i przyspieszaniem czasu to majstersztyk!). Gumball Waterson jest synem królika i kota, ma siostrę która też jest króliczkiem, sam jest kotkiem, a jego brat jest złotą rybką, która potrafi chodzić imieniem Darwin (nie sądzę by imię było przypadkowe). Chodzą do najdziwniejszej klasy ever. Zarówno dyrektor (przypominający wujaszka Coś z Rodziny Addamsów) jak i nauczyciele są pokręceni, a uczniowie jeszcze bardziej. Każde stworzenie jest bardzo specyficzne, mamy i tyranozaura, i robota i dość niebezpieczny dla obojga związek balonika z kaktusem. Najciekawsza moim zdaniem jest relacja Gumballa z Penny, która jest skrzyżowaniem łosia lub jelenia z fistaszkiem. Mimo ekscentrycznego wyglądu bohaterów i szalonych przygód bazą jest życie dwunastolatka przeżywającego rozmaite rozterki. I za to uwielbiam ten serial! Ach, dodam jedynie że wiekuiste propsy za cenę w autobusie gdzie kierowca tłumaczy różnice miedzy gatunkami metalu. Kiedy słowo „grindcore” jako gatunek muzyczny pada w animacji innej niż Metalocalypse to wiedz, że coś się dzieje!

adventure-time-san-diego-comic-con-2015[1]

1.PORA NA PRZYGODĘ (Adventure Time, 2010). Wokół cholernie zagmatwanej fabuły Adventure Time narosło już tyle torii i tłumaczeń, że twórcy muszą być z siebie cholernie dumni. Pozornie kolorowa przygodówka o przygodach chłopca Finna i psa Jake’a jest naszpikowana treściami dla widza dorosłego, o czym świadczą zawalone po brzegi sale na prelekcjach konwentowych o tej animacji. Dla jednych to post-nuklearny świat, dla innych świat alternatywny do naszego. W tym świcie jest jeszcze świat wykreowany przez Lodowego Króla i tak dalej i tak dalej. Tutaj każda postać coś reprezentuje, ma swoje miejsce i jest totalnie unikalna. Owszem, są tu przygody, ale jest też wątek osierocenia głównych bohaterów, miłosne uniesienia Finna do niejednej królewny, problemy z akceptacją konsolki do gier BMO, a taka KGK reprezentuje próżność, natomiast Słoniczka bezgraniczne i ślepe zaufanie. Niezrozumienie tego serialu bierze się z braku przykładania się do fabuły. Odcinki nie są ułożone chronologicznie, całość sobie trzeba poukładać samemu i należycie zinterpretować. Dla mnie to największa perełka na nowym CN, najbardziej udana fabularnie, ze świetną kreską i dozą mega zrytych scen. Nie widziałem tak znakomitej kreskówki o sile przyjaźni od baaaardzo dawna. Nie jest to animacja dla dzieci co prawda, ale dobrze, że w ogóle jest bo mówi, podobnie jak Steven Universe o rzeczach ważnych i trudnych tematów się nie boi. Obecnie emitowany jest już 7 sezon i na tym się nie skończy. Nie mam wątpliwości, że to jedna z najważniejszych kreskówek XXI wieku.

GoT

Gdyby postacie z filmów i seriali miały Facebooka (ODCINEK 2)

W zeszłym tygodniu zaserwowałem Wam taki oto wpis: http://zrytabaniastanleya.pl/gdyby-postacie-z-filmow-i-seriali-mialy-facebooka-odcinek-1/ w którym podrzuciłem Wam wymyślone przez siebie dialogi lub statusy z fejsa postaci filmowych i serialowych. Jako, że Wam się to spodobało i chcieliście więcej to dziś macie kontynuację! Endżoj i miłego weekendu!

GRA O TRON

GoT

LUDZKA STONOGA

Ludzka

HARRY POTTER

HP

Harry

BrudnyHarry

FORREST GUMP

Gospel

THE WALKING DEAD

TWD

LŚNIENIE

Jack

LAS VEGAS PARANO

Fear

ZMIERZCH

ZmierzchOne

Scott Pilgrim (MICHAEL CERA) and Ramona Flowers (MARY ELIZABETH WINSTEAD) in the amazing story of one romantic slacker?s quest to power up with love: the action-comedy "Scott Pilgrim vs. the World".

TOP 10 STANLEYA: Filmy, które uwielbiam, a większości się nie podobały.

Zapewne znaleźliście się w takiej niezręcznej sytuacji, że próbowaliście wytłumaczyć fenomen Waszego ulubionego filmu osobom, którym zupełnie nie podszedł. Mimo, że broniliście go do krwi ostatniej to pod koniec dyskusji z miną osoby pokonanej poddawaliście się i dawaliście spokój. Dziś będziecie mogli skonfrontować się z dyszką filmów, które mi się cholernie podobają, ale nie znajdują poklasku u większości moich znajomych, czy to tych z realu czy to z internetu. Zapraszam do czytania i podawania swoich ulubionych filmów, które Wam się podobają, a Waszym znajomym niekoniecznie.

RAT RACE, Seth Green, Vince Vieluf, 2001

10. WYŚCIG SZCZURÓW (Rat Race, 2001, reż. Jerry Zucker, średnia na Filmweb 6,6). Uwielbiam głupie komedie. Szczególnie te z Leslie Nielsenem i pierwsze dwa Straszne filmy. Ten, moim zdaniem brawuro poprowadzony film, o istocie ludzkiej chciwości jest znakomicie obsadzony (Cleese, Godlberg, Gooding Jr, Atkinson, Green, Lovitz) i obfituje w zgrabne gagi, których ze świecą szukać we współczesnych dennych komediach opierających się na kloacznym humorze i podtekstach seksualnych. Za kasę ludzie są w stanie robić naprawdę dziwne i nieprawdopodobne rzeczy. Mistrzowskie cameo Kathy Bates jest mistrzowskie i nie kumam jak można ocenić ten film niżej niż na 8 punktów. Tymczasem wśród moich znajomych przodują 6, które na Filmwebie znaczą tyle co „niezły”. Może to kwestia częstego puszczania tego filmu w TV, może fakt, że ma już swoje lata i oferuje nieco inny rodzaj humoru niż obecne „komedie”.

babadook1[1]

9.BABADOOK (The Babadook, 2014, reż. Jennifer Kent, średnia na Filmweb 5,9). Australijko-kanadyjski horror o samotnie wychowującej syna kobiecie, która zupełnie sobie nie radzi. Jej dom nawiedza tytułowe przerażające stworzenie niewiadomego pochodzenia. Ten film za bardzo jest porównywany do Sinistera, Naznaczonego czy Obecności a moim zdaniem portretuje nieco inny problem niż pozostałe wymienione filmy (o interpretację możecie zapytać mnie na privie). Owszem, nie jest to film pozbawiony wad, ale ma w sobie wszystkie elementy, za które można uznać go za rewelacyjny debiut, którego pozazdrościć może wielu zaczynających twórców. To, że historię wyreżyserowała kobieta nie jest bez znaczenia, podejrzewam, że zgrabnie przemyciła do fabuły swoje własne lęki.

"THE VOICES", 2013 Director: Marjane Satrapi, Dreiundzwanzigste Babelsberg Film GmbH

8.GŁOSY (The Voices, 2014, reż. Marjane Satrapi, średnia na Filmwem 6,2). Twórczyni znakomitego, animowanego Persepolis zaskoczyła fabułą opowiadającą o schizofreniku Jerry’m, który kiedy nie bierze swoich leków porozumiewa się ze swoimi pupilami, psem i kotem, reprezentujących odpowiednio dobro i zło. Jerry jest przeciętnym pracownikiem fabryki, podoba mu się koleżanka z pracy, ale w wyniku nieszczęśliwego wypadku jej głowa ostatecznie ląduje w jego lodówce. Ryan Reynolds w wyśmienitej, przed deadpoolwoej formie pokazuje, że umie wcielić się psychopatę. Skąd taka niska ocena? Wynika to z faktu, że film próbowano sprzedać jako komedię. I to nie czarną. Tymczasem poza dubbingowanymi przez Reynoldsa zwierzakami i gadających głów nie ma tu zbyt wiele do śmiechu, szczególnie kiedy bohater zażywa swoje leki. To mroczny dramat i thriller w jednym. Jeśli ktoś oczekiwał rozrywki to zawiódł się srogo, ja oglądałem ze szczeną na podłodze.

Scott Pilgrim (MICHAEL CERA) and Ramona Flowers (MARY ELIZABETH WINSTEAD) in the amazing story of one romantic slacker?s quest to power up with love: the action-comedy "Scott Pilgrim vs. the World".

7.SCOTT PILGRIM KONTRA ŚWIAT (Scott Pilgrim vs. the World, reż. Edgar Wright, ocena na Filmwebie 6,7). To, że ten film nie doczekał się dystrybucji do polskich kin to jest jakaś kpina. Wcale nie trzeba znać komiksowego odpowiednika historii by dać się ponieść tej absurdalnej, kolorowej historii, w której główny bohater ma za zadanie pokonać byłych swojej przyszłej dziewczyny. To zdecydowanie jeden z tych filmów, który albo chwyci od razu, albo się go nie skuma i odrzuci. Wyraziści bohaterowie (Kieran Culkin kradnie każdą scenę w której się pojawia), komiksowe udźwiękowienie (pojawiające się na ekranie napisy w rodzaju BANG! BOOM!) i totalnie odjechana historia, która rozebrana na czynniki pierwsze ma nie za wiele sensu, ale jako całość mnie porwała absolutnie. Ach, niskie oceny biorą się też z niechęci do Michalea Cery. Ja tam gościa lubię. I co teraz Baniorylce?

the-mist-marcia-gay-harden[1]

6.MGŁA (The Mist, 2007, reż. Frank Darabont, ocena na Filmwebie 5,8). Kolejna adaptacja Stephena Kinga w reżyserii twórcy Zielonej mili Skazanych na Shawshank. W obsadzie przyszłe gwiazdy The Walking Dead (jest tu ekranowa Carol, Dale i Andrea). Grę Thomasa Jane’a od lat ocenia się jako średnią, ale w tym dziele jak najbardziej dał radę. Pomijam niezbyt udane efekty specjalne (macki…), ale cała koncepcja jest znakomita i mocno antyreligijna (postać pani Carmody, która żądała ofiary z syna głównego bohatera). Dla mnie momentami horror pełną gębą z ponurym finałem, „nieco” różniącym się od papierowego oryginału. Nie szukajcie tu jednak straszenia na siłę. To bardziej filozoficzna rozkmina nad istotą zorganizowanej wiary (pani Carmody twierdzi, że Bóg zesłał na nich apokalipsę). Jaram się tym filmem po dziś dzień i lubię do niego wracać.

maxresdefault[1]

5.MORDERCZA OPONA (Rubber, 2010, reż. Quentin Dupieux, ocena na Filmwebie 5,1). Ja naprawdę bardzo lubię ten film. Mimo ślimaczego tempa i niezbyt atrakcyjnego bohatera pierwszoplanowego ujmuje on idealnie istotę kina surrealistycznego. Robert jest oponą o paranormalnych zdolnościach i potrafi wysadzać ludzkie głowy w powietrze. Do tego zakochuje się w pewnej dziewczynie u rusza jej śladem bezdrożami nieświadom policyjnego pościgu. Jego przygody obserwują przez lornetki rozmaici widzowie, a narracji podejmuje szeryf. A wszystko to by powiedzieć widzowi, że nie wszystko musi mieć sens, cel i trzymać się utartych schematów. Moim zdaniem sporo zawiniło polskie tłumaczenie, które z góry wrzuciło ten film do worka z kinem klasy B. A Rubber to całkiem udany traktat o sensie bezsensu. No ale czego się spodziewać bo osobniku na co dzień skrywającym się pod pseudonimem Mr. Oizo?

warm-bodies-image-nicholas-hoult-2[1]

4.WIECZNIE ŻYWY (Warm Bodies, 2013, reż. Jonathan Levine, ocena na Filmwebie 6,4). Kiedyś przeczytałem bardzo krzywdzącą opinię o tym filmie, jakoby był niczym Zmierzch tylko, ze zombie. I taki ktoś musi być wyjątkowo ograniczony lub nie oglądał koszmarku o wampirach. Nicolas Hoult, którego bardzo lubię (Skins, Był sobie chłopiec, nowi X-Meni, nowy Mad Max) wciela się w świeżego nieumarłego, który ma świadomość swojego zgonu i zakochuje się w pewnej dziewczynie. Ludzie, skąd porównanie do Zmierzchu?! Tam padają znakomite teksty i są odniesienia do klasyki horroru (chociażby Zombie pożeracze mięsa Fulciego). Podoba mi się motyw ożywiającej siły miłości i mimo całej krytyki z jaką spotkał się film, ja go bardzo lubię i dziś sprawiłem go sobie na DVD (srsly, w Biedrze stoi po 9,99!). Guilty pleasure? Może odrobinę.

martyrs[1]

3.MARTYRS. SKAZANI NA STRACH (Martyrs, 2008, reż. Pascal Laugier, ocena na Filmwebie 6,2). To bardzo ważny dla mnie film. Horror z filozoficznymi ambicjami stawiający ważkie pytania o sens ludzkiego cierpienia i czy jest coś po drugiej stronie. Zaczyna się niczym krwawe kino zemsty by zmienić kierunek w połowie, na spektakl ciężkiego kalibru. Zwróćcie uwagę na sceny metodycznych, zimnych tortur z tak zwanym „no offence” w tle. Film zyskuje dzięki atrakcyjności bohaterek i jest to reprezentant krwawej francuskiej sceny do której dorzuciłbym Najście Blady strach. Jest jednak czymś więcej niż mega brutalną, nieprzyjemną w odbiorze sieczką. Ale nie każdy to pojmuje i zarzuca się dziełu Laugiera przerost formy nad treścią. Cóż, ja lubię takie dzieła i cieszę się, że mam je na półce.

e0bdb-255897-15b15d[1]

2.SRPSKI FILM (2010, reż. Sdjan Spasojević, ocena na Filmwebie 4,7). Wiele już o tym filmie napisałem, znajduje się we wszelakich zestawieniach filmów skrajnie odrzucających i na był zakazywany w wielu krajach. Losy podtatusiałego aktora porno wkręconego w nowoczesny, artystyczny film pornograficzny eskalują bardzo szybko, a poziom ekstremy równoważy coś na kształt bardzo czarnego humoru. To nie jest jakiś tam amatorski debiut, film jest solidnie nakręcony, a odtwórca głównej roli współpracował z Kusturicą. Uważam jednak, że reżyser wykorzystał dramatyczny potencjał historii i pod nawałem krwi, spermy i agresji wybrzmiewa opowieść o zdesperowanej rodzinie, która ładuje się w gigantyczne bagno. Do tego myśl przewodnia jest podobna jak do tej w Hostelu: na świecie nie brakuje zwyrodnialców, którzy zapłaciliby krocie za coś takiego jak „new born porn”. Film ku przestrodze, który bardzo lubię w nieco innym sensie niż pozostałe.

Mordecai

1.DOM W GŁĘBI LASU (The Cabin in the Woods, 2012, reż. Drew Goddard, średnia na Filmwebie 5,5). To jeden z najbardziej niedocenionych filmów ever moim zdaniem. Horror-pastisz-pułapka. Konglomerat wszystkich horrorowych klisz, wymieniający wszystkie zachowania bohaterów tandetnych straszydeł klasy B. Im dalej w fabułę tym bardziej byłem zagubiony, ale i rozbrojony. I podobnie jak w Wyścigu szczurów obcujemy z zakładami kto wygra i dotrwa do końca. Młoda obsada jest przednia, a występ pewnej bardzo znanej aktorki pod sam koniec jest jego zwieńczeniem i wisienką na torcie. Znajdźcie mi drugi taki film, w którym jest tryton, jednorożec, zombie, postacie wzorowane na Hellraiser i puszczanie oczka do maniaków każdego podgatunku kina grozy. Kolejne dzieło, którym się mogę pochwalić na półce. Kto nie kuma ten trąba. Dzięki za uwagę i do następnego!

fear-the-walking-dead-s02e02-we-all-fall-down-curiosidades-005[1]

Już nigdzie nie jest bezpiecznie, czyli od drugim odcinku drugiego sezonu „Fear The Walking Dead”.

Wyobraźcie sobie taką sytuacje. Rozpoczęła się apokalipsa zombie i musieliście spieprzać łodzią bo na brzegu roi się od nieumarłych. W wodzie wcale nie jest bezpieczniej, bo przecież trupy swobodnie się w niej przemieszczają. Wszystkie znane Wam środki transportu takie jak helikoptery czy samoloty, jeśli byli na nich zarażeni uległy wypadkom, powpadały na rozmaite budynki, na środki dróg, do mórz i oceanów. Tkwicie na luksusowej łodzi z podejrzanym czarnoskórym osobnikiem, który oznajmia, że albo się go będziecie słuchać, albo wysiadka. Wy nie macie broni, on ma. Przesrane prawda? Niby nasi bohaterowie nie są aż w tak tragicznej sytuacji, bo mają przy sobie zimnokrwistego i inteligentnego Salazara, który odkrył, że Strand chce się udać do Meksyku, ale i tak ciekawie nie jest. Szczególnie, że ludzie zaczynają tracić zmysły, są bardziej porywczy i agresywni. Apokalipsa odbiera rozum, trafia w świat nagle, niespodziewanie i za cholerę nie znamy jej źródła.

fear-the-walking-dead-s02e02-we-all-fall-down-curiosidades-005[1]

Co knujesz zły bracie bliźniaku Tyreese’a?

Pobyt bohaterów w domku pewnej, wydawałoby się zwyczajnej rodziny, jest bardzo pouczający. Mimo, że ogrodzili się siatką, mimo, że mają broń do pozbywania się nieumarłych, to głowa rodziny jest przygotowany na najgorsze. Krótko mówiąc, rodzinka jest skazana na straty, przedłuża swój czas na tym świecie, a mający kręćka na punkcie przynależności do miejsca urodzenia ojciec trójki dzieci ma w planie właściwie wszystkich otruć. Jego żona jest poważnie chora, a najstarszy syn nie do końca radzi sobie z emocjami i wciąż chodzi z bronią. I tylko dzieciaczków szkoda, bo jak stwierdza Nick nie mają przed sobą zbyt różowej przyszłości. Nie myślimy o tym oglądając TWD, pomyślcie ile siły Rick wkłada w ochronę Corala i Judith, pomyślcie, że każdy dzień to dla tej małej istotki kolejny dzień życia podczas apokalipsy. Nic dziwnego, że ciąża Maggie zostaje przyjęta z niepokojem przez całą grupę. Wracając do FTWD, motyw z dzieciakami bardzo mi się podobał. Trochę to wina Nicka, bo przeszukując dom rodziny ich goszczącej odkrył pigułki, które przyuważyła dziewczynka. Dziewczynka się otruła i niczym w „Świcie żywych trupów” zaatakowała własną matkę. Rzadko widujemy przemienione dzieci prawda? Ogólnie tempo odcinków w tym sezonie jest znacznie lepsze, biorąc pod uwagę, że upadają całe miasta, a tereny zaczynają „przejmować” walkerzy to wszystko nabiera nowych, zgniłych kolorów. Mimo otwartego terenu robi się klaustrofobicznie, czuć osaczenie i desperację bohaterów. Zarzuca się spin-offowi TWD o wiele więcej nielogicznych zachowań niż można by przypuszczać. Poza otwartym narażaniem się na zagrożenie nasi bohaterowie postępują po prostu tak a nie inaczej, bo w obliczu takiego zagrożenia aż trudno myśleć bardzo trzeźwo. Przyznam, że rozumiem zachowanie gościa, który pod koniec odcinka zabrał braciszka z pokładu Abigail, szkoda jedynie, że nie poznamy jego dalszych losów.

Widząc trailer do trzeciego epizodu podjarałem się mocno, bo w końcu pojawią się bohaterowie, którzy przeżyli atak wirusa na pokładzie samolotu (pod wpisem możecie ogarnąć całą scenę, Nick był świadkiem awarii samolotu). Trailer dość mocno sugeruje, że z kimś nam się przyjdzie pożegnać, a być może nawet nie z jedną postacią. Wiem, że wiele osób by odetchnęło z ulgą jeśli zniknęliby Chris i Travis. Pamiętajmy ile osób z pierwotnej obsady TWD oglądamy po dziś dzień, także kolejny odstrzał jest nieunikniony! Jest zdecydowanie lepiej niż w pierwszym sezonie, a survival zacznie się pełną gębą już niedługo! Także kto jeszcze nie dał szansy FTWD niech spróbuje, do przeczytania za tydzień!

imgThe%20Rasmus3[1]

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI #01: Muzyczne Hity (1999 – 2004, część 1)

Jakiś czas temu w koszmarnym programie Twoja twarz brzmi znajomo zobaczyłem Katarzynę Zielińską wykonującą utwór In The Shadows grupy The Rasmus. Mimo, że było to co najmniej nędzne wykonanie, to przypomniało mi w mig czasy beztroskie i przyjemne kiedy o siedzeniu na Facebooku dzikimi godzinami nie było mowy. I wiecie co? Wtedy to nawet popowe szajsy jakoś lepiej brzmiały i zapadały w pamięć, mimo, że ich wykonawców pokrył kurz zapomnienia. Dlatego dzisiejszy wpis rozpoczyna cykl artykułów o utworach, które napędzały przynajmniej moje dorastanie. A czy Wasze też? Sprawdźcie!

imgThe%20Rasmus3[1]

The Rasmus to wbrew pozorom ważny dla mnie zespół, dlatego sygnuje ten wpis. 

 THE RASMUS – In The Shadows (2003, album Dead Letters). Ten zespół był swego czasu cholernie popularny w naszym kraju, pojawił się nawet w programie „Bar” gdzie wypromowała się niejaka Doda. Paragotycka stylówa wokalisty zachwyciła dziewczęta, a rockowy szlagier wpadł też w ucho niejednemu młodemu chłopakowi. Nie istniało jeszcze coś takiego jak emo, kapele pokroju My Chemical Romance dopiero raczkowały. Skrillex występował wtedy jeszcze jako Sonny Moore w grupie From First To Last, a In The Shadows dobiegało z każdej lodówki. Jak wspomniałem band miał na mnie niebagatelny wpływ, dzięki nim poznałem Apocalypticę i HIM, a tym samym później fińską scenę metalową z Nightwish, Amorphisem czy przebierańcami z Lordi na czele.

EVANESCENCE – Bring Me To Life (2003, album Fallen). Podobnie jak Dead Letters album Fallen posiadam na kasecie i chwalę się nim po dziś dzień. Za gówniarza byłem w Amy Lee beznadziejnie zakochany, zarówno w jej mrocznym wizerunku jak i głosie. Jakiś czas później zostało mi uświadomione, że Evanescence bliżej do modernistycznego nurtu nu-metalowego niż do gotyckiego metalu. Tak czy siak Bring Me To Life stał się jednym z moich absolutnych kawałków w roku 2003, a kasetę z całym albumem mam mocno zajeżdżoną. Niestety ani The Open Door z 2006, ani tym bardziej Evanescence nie powtórzyły sukcesu debiutu, a zawirowania personalne doprowadziły nomen omen do zniknięcia grupy z radaru.

THE CALLING – Wherewer You Will Go (2001, album Camino Palermo). Niewiele jestem właściwie w stanie napisać o tym zespole, bo wydali w sumie dwa krążki i słuch o nich zaginął. Nie wyróżniali się absolutnie niczym na tle wczesnego Nickelback czy 3 Doors Down i są tak zwanym one-hit wonder, czyli kapelą, której udało się tylko raz i potem nigdy więcej. Tak czy siak jeśli zastanawialiście się czyjego autorstwa jest ten bardzo chwytliwy i prościutki utworek to właśnie dostaliście odpowiedź. To było strasznie zaraźliwe i chcąc nie chcąc siedzi po dziś dzień w głowie.

HOOBASTANK – The Reason (2003, album The Reason). Okres tak zwanych wczesnych lat 2000 obfitował w kapele uprawiające post-grunge i pochodne. Takie, których niby wstyd słuchać, a jednak robiących znacznie lepszą niż lwia część obecnych gwiazdeczek popu. Hoobastank wpisuje się w ten nurt idealnie, to taki zespół widmo z dość niezbyt chwytliwą na moje oko i uch nazwą. Ale The Reason swego czasu śmigało wszędzie i jeśli ktoś nie kojarzy to pewnie unikał radia i telewizora jak ognia. To już trzeci kawałek z roku 2003 w zestawieniu, tamten rok był takim ostatnim podrygiem klasycznego nu-metalu, w przyszłym roku miało się ukazać The Subliminal Verses Slipknot, Reise, Reise Rammstein czy American Idiot Green Day.

GORILLAZ – Clint Eastwood (2001, album Gorillaz). Wszyscy słuchali, ale mało kto zdawał sobie sprawę kto za tym stoi. Ano Damon Albarn z Blur, którzy pod koniec lat 90 zaszaleli hitem Song 2. Połączenie funku, rapu, rock z animowaną konwencją spodobało się globalnie i nie jednorazowo, bowiem kolejne albumy sprzedawały się równie dobrze, a i kilka hitów wykroili na skalę światową. Rzecz jasna najbardziej problematyczne w ich przypadku były koncerty, ale nie ma rzeczy niemożliwych więc i takowe się odbyły dzięki wizualizacjom. Znajdźcie mi drugi taki nieistniejący i animowany zespół. To jest niepowtarzalność idąca w parze z talentem.

MAROON 5 – This Love (2004, album Songs About Jane). Pamiętacie czasy kiedy ten zespół nie był pretensjonalnym tworem pewnego megalomana? Kiedy tworzył lekkostrawne piosenki inspirowane funkiem? To mógł być całkiem spoko band, ale zachciało się tworzyć popowy szajs pełną gębą. Obecnie nie mogę zdzierżyć oglądania gęby Adama Levine gdziekolwiek się pojawi, bo kojarzy mi się z gównianym muzykowaniem dla mało ambitnych słuchaczy. Pamiętam, że „Teraz Rock” pokładał w nich nadzieję na całkiem sympatyczny band, ale wątpię, że redakcja spodziewała się takiego obrotu ich kariery.

CRAZY TOWN – Butterfly (2001, album The Gift of Game). Pisać o tym zespole jako nu-metalowym byłoby dużym przegięciem, w sumie jako o rap core-owym takoż. To taki potworek, który próbował w zeszłym roku zaistnieć ponownie. Biorąc pod uwagę zawartość albumu singiel o motylku był najmniej reprezentatywny i najbardziej słuchacza oszukujący. Bazujący na samplu z kawałka Red Hot Chili Peppers zapewnił grupie upragnione pięć minut także w moim domu, bo album ten posiadam na kasecie. Posiada chyba jedną z najbardziej charakterystycznych okładek tamtych czasów z diablicą z lizaczkiem. Cóż, kolejne własnoręcznie już sklecone kawałki nie miały siły przebicia i grupa utknęła, w którejś tam lidze muzyki dla w sumie nie wiem kogo. Ale kto Butterfly nie zna ten w ciemnej piwnicy mieszkać musiał.

AFROMAN – Because I Got High  (2001, album Because I Got High). Tylko ktoś kto nigdy nie był w takim stanie jak Afroman nie zrozumie fenomenu tego utworu. Prosta piosenka, która wyniosła go na chwilę na szczyt i na tym się skończyło w sumie. W teledysku pojawiają się Jay i Cichy Bob co jeszcze dodaje mu atrakcyjności. Takich kawałków słucha się do spółki z największymi hitami Cypress Hill kiedy jest się na dobrej drodze do podróży w kosmos. Rzecz jasna kiedy pierwszy raz słyszałem ten kawałek to po prostu podobał mi się w nim ten luzacki klimat, to było przed pierwszym kontaktem z wiadomo czym. Do dziś kawałek do którego mam spory sentyment.

T.A.T.U. – All The Things She Said (2002, album 200 km/h in the Wrong Lane). Zaczęło się od nośnego Nas ne dogonyat jeszcze w języku rosyjskim, ale dopiero ten kawałek w języku angielskim narozrabiał porządnie także w moim jestestwie. To jest przykład znakomitego marketingu i nosa do tworzenia kawałków na pogranicza rocka, popu i elektroniki, którego teraz ze świeca szukać. Do tego dziewczęcy, szkolny wizerunek wokalistek i ta lesbijska otoczka robiły swoje. Swego czasu to był budzący najwięcej seksualnych skojarzeń europejski duet. Niestety skandaliki nie wystarczyły na utrzymanie popularności, a pałeczkę kontrowersyjności przejęły znacznie poważniejsze zespoły pokroju Rammstein.

BLOODHOUND GANG – The Bad Touch (1999, album Hooray For Boobies). Na koniec dzisiejszego wpisu nie mogłoby zabraknąć jednego z najbardziej obleśnych zespołów świata. Aparycja wokalisty to czysta komedia, tak w sumie wyobrażam sobie klasycznego hobbita. Ich seksistowskie hiciorki latały w rozgłośniach radiowych z lepszym lub gorszym skutkiem, ale to The Bad Touch zapisał się w historii zespołu jako hit numero uno. Band do dziś ma wierne grono fanów oczekujących nowego albumu niczym dziecięcia prezentu na Gwiazdkę. Wydaje mi się, że jeszcze coś tam wypuszczą, ale tylko najwierniejsi zwrócą na to uwagę, bo takie złote strzały (he, he) zdarzają się raz na całą karierę.

Kapitan

KONKURS NA 35.000 FANÓW!

W życiu bym się nie spodziewał, że kiedyś będę liczyć czytelników w tak grubych tysiącach! Z okazji przekroczonej całkiem niedawno bardzo ładnej liczby fanów na fanpage mam dla Was konkurs, w którym do zgarnięcia będą kozackie nagrody ufundowane przez olsztyńskiego Heliosa i firmę odzieżową Graffreak! Zanim zaczniecie się głowić nad trzema bardzo prostymi pytaniami konkursowymi obczajcie nagrody!

FILMY OD HELIOSA!

 Ziarno

Bardzo udana adaptacja powieści kryminalnej Zygmunta Miłoszewskiego i przewrotna komedia Marka Koterskiego może wpaść w Wasze łapki. W obu filmach znakomity Robert Więckiewicz!

PLAKATY OD HELIOSA!

Kapitan

Jeszcze przed premierą Wojny bohaterów plakat z tego filmu może się znaleźć na Waszej ścianie lub suficie. Do tego znakomity poster szalonego Hardcore Henryktórego recenzje niedawno czytaliście na blogu!

BON TOWAROWY O WARTOŚCI 100 zł OD GRAFFREAK!

IMG_6360

IMG_6401

5.daw3898 5.daw4140 bw 5.daw4344 (1)

Jest to nagroda główna w konkursie, a za stówkę w Graffreak można zgarnąć całkiem sporo! Tak więc jeśli czujecie się freakami to ciuszki powinny Wam się spodobać! Po pełny asortyment kliknijcie w logo poniżej!

1465272_424017601079130_3927746422480359945_n[1]

KLIK!

Poniżej macie trzy pytania konkursowe, odpowiedzi piszcie na maila zryta.bania.stanleya@gmail.com z dopiskiem na jakie nagrody czaicie się najbardziej! Rozwiązanie w niedzielę o godzinie 19 na fanpage FKRBZM i w poście konkursowym, także nie zapomnijcie do niego wrócić! Wygrywają rzecz jasna TRZY osoby!

PYTANIA KONKURSOWE!

1.Jak nazywa się monstrualny królik, który nawiedza głównego bohatera filmu „Donnie Darko”?

2.Podaj imię i nazwisko autora powieści, na podstawie której powstał film „Podziemny krąg” z 1999.

3.Wymień tytuły filmów Quentina Tarantino, które zostały nagrodzone statuetką Oscara w dowolnej kategorii (podpowiem, że jest ich 4).

Część nagród ufundowało kino Helios, którego repertuar możecie obczaić poniżej!

Helios Polska

ROZWIĄZANIE KONKURSU! Filmy na DVD otrzymuje Sławek Korczyk, plakaty z „Civil War” i „Hardcore Henry” Julia Pradelok , a bon od Graffreak Joanna Rejner! Gratuluję! Kolejny konkurs powinien odbyć się jakoś po 15 maja czyli trzecich urodzinach bloga! /Stanley