MTI5NDgzNzA2MDYxODI2Njkx[1]

10 serialowych złoczyńców, których powszechnie lubimy.

O wiele trudniej jest wybrać serialowych złoczyńców, których da się lubić od filmowych, gdyż to ponieważ psychologia takich postaci jest zwykle głębsza, poświęca im się więcej odcinków, zdobywają naszą sympatię na dłużej i biją się o palmę pierwszeństwa. Nie traktujcie więc tego zestawienia jako mojego żelaznego numerowanego rankingu, bo cyferki w tym przypadku są mocno umowne. Cieszę, się, że wczorajsze zestawienie spotkało się z mocnym odzewem i mam nadzieję, że z dzisiejszym będzie podobnie! Zapraszam do czytania!

negan-vs-rick[1]

BONUS: NEGAN (The Walking Dead). Nie można uznać, że tego bohatera powszechnie już lubimy, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, Negan stanie się tym złym, którego nie będziemy mieli dość na ekranie. Wygadany, bezwzględny, nie znający sprzeciwu wobec prawa, które sam stanowi. Gubernator był postacią o wiele bardziej chaotyczną i pod koniec swojej kadencji dość irytującą natomiast Negan jawi się jako psychopata twardo stąpający po ziemi. W komiksie jego postać jest najbardziej mieszającą w fabule nawet zza krat. Biorąc pod uwagę, że widzowie dość mocno są już znudzeni utrzymywaniem przy życiu niektórych postaci to pojawienie się Negana jest niczym powiew nieświeżego (w końcu wszędzie są zombie) powietrza. Jest to postać, która wzbudziła mój respekt i chorą sympatię od pierwszej minuty. Jeffrey Dean Morgan będzie za niego zbierać laury. I szczerze mówiąc to nawet jeśli zatłukł kogoś z moich ulubieńców to i tak go będę lubić, taki ze mnie dziwak.

media_zachary-quinto-sylar-fed98[1]

10.SYLAR (Herosi). Wydaje mi się, że sympatia do Sylara portretowanego przez Zachary’ego Quinto wynika z jego dość cynicznego podejścia do świata. Mimo absurdalnej acz unikalnej fabuły w pierwszym sezonie poznaliśmy Sylara jako postać zimną, z tym kpiącym uśmieszkiem, otwierającą czachy za pomocą nadludzkich zdolności i przejmującą zdolności swoich ofiar. Sylar był niczym terminator, na którego konfrontację z niemal każdym bohaterem czekało się jak na szpilkach. Szkoda, że w późniejszych sezonach postać została mocno rozwodniona i niejednoznaczna. Na szczęście w ostatnim sezonie pojawił Samuel Sullivan (Robert Knepper) i dało się jeszcze serial do końca obejrzeć.

benlinus[1]

9.BENJAMIN LINUS (Zagubieni). Meandry fabularne Lost trudno byłoby wytłumaczyć komuś, co nigdy serialu nie oglądał. Wychodzący z banalnego zdawałoby się punktu wyjścia serial, jakim był wypadek samolotu, który rozbił się na tajemniczej wyspie, przyciągał swego czasu przed ekrany miliony widzów i był jednym z pierwszych omawianych na szeroką skalę w necie tasiemców z własnym fandomem. Benjamin Linus jest dla serii postacią kluczową ponieważ jego uczynki są podyktowane wyjaśniającą się wraz z kolejnymi sezonami przeszłością. Mimo mieszania w głowach bohaterów, mimo intryg doprowadzających do zgonów, mimo podłości i bezwzględności Ben po dziś dzień jest jednym z moich faworytów. Michael Emerson jest aktorskim kozakiem, polecam obejrzeć Impersonalnych z jego udziałem w jednej z głównych ról.

Theodore-Bagwell-T-Bag-prison-break-37680852-960-640[1]

8.THEODORE „T-BAG” BAGWELL (Skazany na śmierć). Ciekawy przykład serialu do którego wkradła się schematyczność, a jednocześnie fabuła stała się w nim tak zawiła i absurdalna, że pod koniec zaczynałem po prostu nie łapać kto kogo dlaczego i po co. Jedyną postacią jaką utrzymywała moją uwagę był T-Bag w interpretacji bardzo niedocenionego Roberta Kneppera. Co prawda jego spryt nie uchronił go przed dołączeniem do klubu postaci „niezręcznych” (piszę w ten sposób by nie zrobić spojleru tym, którzy nie oglądali), ale jego pyszałkowaty, paskudny charakter sprawiał, że sympatyzowałem z psycholem pierwszej wody, który mordował, gwałcił i robił inne nieprzyjemne rzeczy Bogu ducha winnym ofiarom. Do powrotu Prison Break jestem nastawiony tak sobie. Chwilkę się podjarałem, tak jak Heroes Reborn, ale mi przeszło, niektóre seriale po prostu mają swój czas, największy boom na niestandardową ucieczkę z więzienia był ponad 10 lat temu! Niektórych trupów nie wypada odkopywać, ale pożyjemy, zobaczymy.

Jesse Pinkman (Aaron Paul) and Gustavo Fring (Giancarlo Esposito) - Breaking Bad - Season 4, Episode 6 - Photo Credit Ursula Coyote/AMC- 11013_BBAD4_ELVTD_UNIT_03061

7.GUSTAVO „GUS” FRING (Breaking Bad). Postać Gusa przeczy naszym oczekiwaniom wobec ekranowego złoczyńcy. To postać wycofana, ukrywająca robiąca wszystko pod, wydawałoby się idealną przykrywką. Gus stawia do pionu Waltera i Jessego, a jego pojawienie się w fabule ma niebagatelny wpływ na rozwój postaci samego White’a. Gus jest wyjątkowo skonstruowaną postacią z ciekawym i mocnym backstory, a Giancarlo Esposito ze swojej roli wywiązuje się przednio. Breaking Bad dla wielu było serialem, który dopiero w kolejnych sezonach wzrastał i pokazywał jak zło z człowieka wyziera. Dlatego nie umieszczałem w zestawie Waltera, bo to byłoby zbyt oczywiste. A Gus? Gus jest postacią wartą wspominania, szczególnie ostatni odcinek z jego udziałem pourywał widzom to i owo.

TITLE: SOPRANOS, THE (US TV SERIES) ¥ PERS: GANDOLFINI, JAMES ¥ YEAR: 2005 ¥ REF: TVS705FL ¥ CREDIT: [ THE KOBAL COLLECTION / HBO / NESTE, ANTHONY ]

6.TONY SOPRANO (Rodzina Soprano). Taki odpowiednik wczorajszego Vito Corleone. Portretowany przez nieżyjącego już niestety Jamesa Gandolfiniego Tony jest głową rodziny i członkiem mafii w New Jersey, która lekkiego życia z założenia mieć nie może. Nasz bohater cierpi na ataki paniki i postanawia leczyć się u psychiatry. Sympatyzujemy z nim bo choć obrał taką a nie inną ścieżkę to stara się być jak najlepszym ojcem i mężem. Cóż z tego, że jest w stenie bezwzględnie pociągnąć za cyngiel. Broni jedynie swojego potomstwa. Rodzina Soprano była jednym z najważniejszych seriali w „karierze” HBO jako kanału telewizyjnego, który od lat dostarcza nam zarówno strawy intelektualnej jak i czystej rozrywki. Odejście z tego świata pana Gandolfiniego było znakiem zamknięcia się pewnej telewizyjnej epoki ostatecznie i raz na zawsze.

E17TVa - For Dawidziak - DEXTER, the critically acclaimed drama series about a serial killer, which recently completed its second season on premium cable network SHOWTIME, makes an unprecedented appearance on network television when it premieres Sunday, Feb. 17 (10:00-11:00 PM, ET/PT) on the CBS Television Network. Pictured Michael C. Hall stars as a Miami blood-spatter analyst and serial killer on DEXTER. Photo: Christian Weber/Showtime. Maximum width 60 picas at 200 dpi. 2/12/08

5.DEXTER MORGAN (Dexter). Czy zdajesz sobie sprawę, że lubisz kogoś posiadającego w sobie Mrocznego Pasażera, bezwzględnego psychopatycznego mordercę, któremu co prawda serce mięknie wraz z kolejnymi sezonami, ale to wciąż bezwzględny eliminator nie tylko wszelakich mętów tego świata. Pamiętacie „Surprise Motherfucer”? No właśnie. Dex został niestety rozmieniony na drobne w najpóźniejszych sezonach, których widzowie wręcz nie mogli zdzierżyć. Za co lubimy Dextera? Za filozofię sprzątana ludzkich śmieci i uroczą aparycję Michaela C. Halla, który wybił się po znakomitej kreacji w Sześciu stopach pod ziemią. Jeśli nie jesteście się w stanie przekonać do postaci pierwszoplanowej to koniecznie oglądajcie serial dla złoczyńców takich jak Trinity Killer. Ten serial miał swoje wzloty i upadki, ale ostatecznie o jednym z najpopularniejszych morderców nie można zapomnieć.

mast-sherlock-s3-characters-moriarty-hires[1]

4.JIM MORIARTY (Sherlock). Ciekawy przypadek bohatera, który nie może żyć bez swojego „prześladowcy”, czyli Sherlocka. Moriarty podobnie jak Joker w Mrocznym Rycerzu reprezentuje zło chaotyczne, nacechowane traumatyczną przeszłością i dozą szaleństwa, którą genialnie żongluje Andrew Scott przyćmiewający Benedicta Cumberbatcha i Martina Freemana w każdej scenie ze swoim udziałem. Lubimy Moriarty’go bo przemawia głosem dystyngowanego anarchisty, psychola i jednocześnie zgrywusa-żartownisia. To sztuka stworzyć tak zapamiętałą postać w serialu mającym zaledwie 9 odcinków, na którego produkcję czeka się latami. Scott przylgnął do wizerunku Jima tak bardzo, że kiedy widzi się aktora w trailerach do filmów, w których się pojawia to rzecz jasna pierwsze co się myśli to „Jim!”. A jak mu było do twarzy w tej koronie…

Mads-Mikkelsen-as-Dr-Hannibal-Lecter-hannibal-tv-series-34286171-2742-2100[1]

3.HANNIBAL LECTER (Hannibal). Oczywiście na początku był uwielbiany przez widzów Hannibal w interpretacji Anthony’ego Hopkinsa, ale dzięki serialowi telewizyjnemu mogliśmy poznać głębiej charakter tej postaci i choć odrobinę jego przeszłość, która uczyniła go kanibalem budzącym naszą sympatię. Hannibal to postać, która podstawiając się wręcz pod nos potrafiła czmychnąć w ostatniej chwili lub zmylić tropy. Dzięki całkowitemu uzależnieniu od siebie Willa Grahama można było się nie obawiać o jego postać nawet kiedy już został pojmany. Trzeci sezon znacznie obniżył loty całości i utonął w artyzmie i psychodelicznych wizjach, ale finał miał piękny. Mads Mikkelsen jest Leceterem jakiego potrzebowały nasze czasy.

629015-ramsay-snow[1]

2.RAMSAY BOLTON (Gra o Tron). Ciekawy przypadek postaci tak skrajnie złej, że aż bardzo lubianej. Ramsay jest bękartem Roose’a Boltona, który sam z siebie jest już niezłym draniem. Bękarcia natura Ramsaya sprawia, że jest on znacznie gorszy od Joffrey’a, a jednocześnie dający się w specyficzny sposób polubić. Bardzo trudno jest odpowiedzieć dlaczego, ale na pewno łatwiej jest lubić postać, która pozbawia męskości tchórzliwego Theona (nie zapominajmy, że wydawało mu się, że pozbawił życia młodych Starków), a do tego portretowana jest przez Iwana Rheona znanego z serialu Misfits. Diabeł tkwi w szczegółach, niebieskooki Rheon jest młodym aktorem do którego wzdychają dziewczęta, mimo, że postaci Ramsaya na swojej drodze by spotkać nie chciały. W porównaniu z nim Lannisterowie wypadają jak grupka dzieciaków knująca jak zepsuć imprezę urodzinową nielubianemu koledze.

MTI5NDgzNzA2MDYxODI2Njkx[1]

1.FRANK UNDERWOOD (House of Cards). Po pierwsze sympatyzujesz z wyimaginowanym politykiem. Po drugie ten polityk łamie czwartą ścianę i się czasem do Ciebie odzywa, po trzecie ten polityk ma twarz Kevina Spacey’a. Po czwarte jeśli oglądasz House of Cards to z założenia kibicujesz antagoniście, chcesz by osiągnął swoje cele za pomocą manipulacji, morderstw i wszelakich złych uczynków. Sympatyzowanie z Underwoodem nie jest trudne, bo wypowiada on często nasze myśli i spostrzeżenia na temat władzy jako takiej. Serial ma gęsty klimat dzięki Davidowi Fincherowi, który stoi za tym wszystkim, a ze Spacey’em współpracował przy okazji genialnego Siedem. I to by było na tyle, piszcie w komentarzach kogo Wam zabrakło!

dZ2qU[1]

10 filmowych złoczyńców, których powszechnie lubimy.

Kiedyś już podejmowałem się tego tematu, analizując na jakich podstawach kibicujemy filmowym złoczyńcom, którzy podbijają nasze serca na tyle mocno, że zaczynamy wręcz niezdrowo się nimi fascynować lub co gorsze utożsamiać z ich filozofiami. Na szczęście większości naszych zimnokrwistych mordów, prób zniszczenia świata i innych tego typu zabiegów dokonujemy w naszych głowach i potrafimy odróżnić prawdę od ekranowej fikcji. I to, że lubimy postacie zepsute do cna, niejednoznaczne lub budzące kontrowersje nie czyni nas wcale złymi ludźmi. Dziś podsunę Wam Top 10 najbardziej lubianych postaci z filmów, jutro z seriali, także bądźcie gotowi na jutrzejszą kontynuację zestawienia!

3272[1]

1o.MAGNETO (X-Men). Przykład postaci, za której postępowaniem stoi traumatyczna przeszłość. Niegdyś po stronie, którą można by uznać za dobrą, przyjaciel Xaviera, którego postępowanie wynika z zachowań ludzi wobec inności jego i jemu podobnych. Portretowany przez Iana McKellena i Michaela Fassbendera jest od lat bohaterem fascynującym, nic dziwnego, że potrafiącym jednoczyć wokół siebie zagubione stworzenia, bądź też przekabacającym na swoją stronę. Jeśli o komiksowych antagonistów chodzi to z podobną polubownością traktuje się Lokiego z Avengersów czy filmowego doktora Octopusa z drugiej części Spider Mana. Zarówno Tom Hiddleston jak i Alfred Molina dają znakomity popis więc nic dziwnego, że ich interpretacje podobają się widzom. Loki to taki trochę ciamajda, a w Octopusie tkwi iskierka dobra przez co łatwiej nam ich polubić mimo niecnych intencji.

Severus-Snape-Wallpaper-hogwarts-professors-32796947-1024-768[1]

9.SEVERUS SNAPE (Harry Potter). Bardzo łatwo jest nienawidzić Bellatrix Lestrange i Dolores Umbridge. Lord Voldemort to także postać, z którą trudno by sympatyzować. Natomiast Severus Snape jest postacią z szarej strefy, który przez swoją niecodzienną konstrukcję został zrozumiany dopiero w ostatnim tomie powieści Rowling. Siłą ekranowego Snape’a jest interpretacja (wierzyć mi się nie chce) zmarłego w tym roku Alana Rickmana, który postaci negatywne takie jak Hans Gruber ze Szklanej pułapki czy szeryfa Nottingham w Robin Hoodzie także uczynił lubianymi choć przecież na to nie zasługiwały. Siła charyzmy aktora to klucz to zrozumienia dlaczego lubimy ekranowych niegodziwców.

maxresdefault[1]

8.ALEXANDER DELARGE (Mechaniczna pomarańcza). Identyfikowanie się z filozofią Alexa nie jest zbytnio zdrowe, to socjopata pierwszej wody, który szerzy terror na lokalną skalę, ale jakimś cudem swoją chłopaczkowatą facjata budzi pozytywne reakcje. McDowell w młodości krótko mówiąc pociągający dla płci pięknej, a jego Alex mógł się podobać młodym zbuntowanym ludziom. Nawet na Pyrkonie widziałem jego cosplay. Jego zamiłowanie do mleka i muzyki klasycznej sprawiało, że budził niezdrową sympatię. A i żal mi go było podczas jego przymusowej kuracji. Polecam przeczytać książkę by bardziej się wgryźć w charakter tej postaci.

gary-oldman-leon[1]

7.NORMAN STANSFIELD (Leon Zawodowiec). Gary Oldman w swojej popisowej, szalonej kreacji skorumpowanego gliniarza polującego na Leona i Matyldę. Rozdygotany, chaotyczny, plujący jadem na wszystkie strony. I kochany przez dzikie tłumy. Dlaczego? Któż to wie? W każdym razie jest to postać z najlepszego obok Piątego elementu filmu Bessona, gdzie Oldman też wciela się w tego złego, Zorga, jeszcze bardziej budzącego ciepłe uczucia przez swoją fajtłapowatość. To, że Oldman nie dostał za Stansfielda Oscara do dziś mnie uwiera tu i ówdzie.

don_karleone_mafiozi[1]

6.VITO CORLEONE (Ojciec chrzestny). Marlon Brando udowodnił, że jest jak wino i nie musi grać przystojniaka, by wszystkich pokasować swoją interpretacją. Podobnie De Niro w roli młodego Vito z drugiej części. Jakoś tak się złożyło, że lubimy śledzić losy gangsterów i nie mamy nic przeciwko temu, że dochodzą do władzy i sieją terror, śmierć i zniszczenie, o ile są to filmowi przestępcy. Adaptacja powieści Mario Puzo dziś jest żelazną klasyką dramatu kryminalnego, a w rozmaitych filmach i serialach obcujemy z mniej lub bardziej pozytywnie nastrajającymi przestępcami.

Ponyvaregény3.jpg

 5 & 4.VINCENT VEGA & JULES WINNIFIELD (Pulp Fiction). Tych panów nie należy rozdzielać, to chyba oczywiste. Ich siła tkwi w tym w jaki sposób ze sobą dyskutują i o czym. Mimo, że są gośćmi od brudnej roboty to nam to nie przeszkadza, nam to nie wadzi. Tarantino potrafi tak konstruować złych osobników, że podbijają nasze serducha nawet jeśli są nazistami (Hans Landa z Bękartów wojny) lub handlarzami niewolników (Calvin Candie z Django). Tkwi to w aktorskim kunszcie ich odtwórców, w zachowaniu i często też, co zaskakujące, w poglądach. Prawie każdy zna kogoś co albo zawsze chciał mieć, albo ma portfel z napisem Bad Motherfucker. Tych gości nie mogłoby zabraknąć na takiej liście.

Prezydent-Urugwaju-to-Tyler-Durden[1]

3.TYLER DURDEN (Podziemny krąg). Okej, tu można się sprzeczać o istotę jako takiego pojawienia się tej postaci w zestawieniu. Nie chcę spojlerować tym, którzy nie oglądali (a znajdą się tacy, zapewniam). Tyler jest ucieleśnieniem anarchii wymierzonej w konsumpcyjne środowisko. Metodą małych kroczków siejącą destrukcję u podstaw cywilizacji. Nic tak nie niszczy życia codziennego ludzi jak nagłe zachwianie się ich świata choćby na chwilę. Świata momentami wyidealizowanego, niczym z Matrixa. Tyler robi swoje maleńkie „pranki”, a potem nagle wpada na pomysł wysadzania budynków. Dąży do nowego ładu i uświadamiania zabieganemu tłumowi, że są tylko pyłkiem na tym łez padole. I jak tu go nie kochać?

dZ2qU[1]

2.JOKER (Mroczny Rycerz). Kreacja tragicznie zmarłego Heatha Ledgera odbiła się echem w popkulturze niedługo po premierze filmu i trwa po dziś dzień. Nikt nie neguje znakomitej interpretacji Nicholsona, wszyscy pokładamy nadzieję w nowym spojrzeniu na tę postać przez Jareda Leto. W animowanej wersji niepodzielnie rządzi Mark Hamil. Ale to Joker Ledgera poprzez swoją chaotyczną postawę i filozofię zdobył serca widzów. A kto nie był przekonany do Ledgera ten musiał odszczekać wszystko po seansie. Od głosu, poprzez zachowanie, stylówę i cały plan zniszczenia postać bardzo wdzięczna do lubienia. I to już się nigdy nie zmieni.

56[1]

1.DARTH VADER (Gwiezdne wojny). Oczywiście jest to złoczyńca numer jeden, którego uczynków nie można negować nawet w kontekście nawrócenia się i wybaczenia mu przez Luke’a. Za tym jaki jest stał nie tylko Imperator, ale i wrodzony gniew, porywczość, Ciemna Strona bardzo szybko go pochłonęła i nie wypuściła niemal do samego końca. Cieleśnie postać skrzywdzona przez własnego Mistrza, mająca podstawy do gardzenia Jasną Stroną. Liczę, że w Łotrze Jeden (HUE HUE HUE) będzie nam go dane zobaczyć. Analiz postaci Vadera jest w necie wiele więc można sobie poczytać więcej i bardziej specjalistycznie. A ukoronowaniem Lorda niech będzie nazwanie najpopularniejszej polskiej death metalowej grupy na świecie – VADER!

FAJT

Gdyby postacie z filmów i seriali miały Facebooka (ODCINEK 1)

Wczoraj cierpiałem na permanentną bezsenność i zacząłem kminić o czym gadałyby ze sobą postacie filmowe gdyby miały Fejsa. I tak kminiłem, kminiłem aż wykminiłem póki co dziesięć takich wymian zdań. Pomysł w internecie nie nowy bo i Facecje przecież od dawna istnieją. Nie wiem czy podobne wymiany zdań się pojawiły w języku angielskim bo nie sprawdzałem, ale niektóre wymiany zdań są tak bardzo oczywiste. Bawcie się dobrze, jutro wpis o złoczyńcach, których kochamy mimo, że są stricte negatywnymi i antypatycznymi osobnikami!

MECHANICZNA POMARAŃCZA

Mechaniczna

PODZIEMNY KRĄG

FAJT

DEADPOOL

Deadpool2

PIŁA 

Piła

HANNIBAL

Hannibal

BATMAN VS JOKER

BatmanSztos

AMERICAN PSYCHO

 American

GWIEZDNE WOJNY: PRZEBUDZENIE MOCY

Przebudzenie

MIASTECZKO TWIN PEAKS

Twin Peaks

SIEDEM

Siedem

Dajcie odzew w komentarzach czy chcecie więcej i z jakimi filmami i serialami majstrować fejsowe rozmowy i statusy!

halloween-1982-1[1]

10 najczęstszych horrorowych klisz filmowych.

Filmowe horrory od lat rządzą się pewnymi konkretnymi prawami i schematami ogrywanymi do bólu. Jeśli wydaje Wam się, że „kiedyś już coś takiego podobnego widziałem/łam” to macie rację, już w latach 80 i 90 horror jako gatunek zaczął zjadać swój własny ogon i tym samym opierać się na wkoło tych samych patentach. Jakie są najczęściej stosowane? Możecie przeczytać poniżej. A lekturę uzupełnić seansami Krzyków Domu w głębi lasu, które dokonują dekonstrukcji gatunku do samych podstaw. Z którymi schematami spotkaliście się najczęściej? Piszcie w komentarzach!

10. IM BARDZIEJ ODLUDNE MIEJSCE TYM „LEPIEJ”. Oczywiście dla potencjalnych morderców i stworów wszelakich. Bohaterowie horrorów to często młodzi ludzie, którzy wyruszają sobie w celach rozrywkowych do domków w górach jak w Zombie SS, domków w lasach jak w Martwym źle, Śmiertelnej gorączce lub rzecz jasna obśmiewającym ten schemat Domu w głębi lasu. Bohaterom często psuje się też samochód podczas złej pogody i tym samym mogą trafić na takie persony jak doktorek z Ludzkiej stonogi. Nie zapominajmy też o Teksańskiej masakrze piłą mechaniczną i wszelakich dziwnych posesjach czy zamczyskach, nad którymi wiecznie leje. Każdy logicznie myślący osobnik takie miejsca mija nim jeszcze dobrze zamajaczy mu na horyzoncie, natomiast bohaterowie horrorów lgną do nich jak muchy.

halloween-1982-1[1]

Michael lubi jak się bohaterowie rozdzielają.

9. „A MOŻE BY SIĘ TAK ROZDZIELIĆ?” Rozdzielać to się można w „Scooby Doo” gdzie bardziej się potwora łapie niż przed nim ucieka. Tymczasem w rozmaitych produkcjach, szczególnie slasherach, bohaterowie wpadają na genialny pomysł by się przegrupować i tym samym wpadają w sidła czarnych charakterów. Nigdy, ale to nigdy nie należy się rozdzielać, bo w kupie siła szczególnie kiedy przez cały film jest TYLKO JEDEN ścigający osobnik z nożem. Niestety inteligencja bohaterów współczesnych horrorów mieści się na spokojnie na łyżeczce do słodzenia herbaty. Wymieniać tytułów chyba nie muszę, zdarza się to praktycznie w każdej młodzieżówce, a w Domu w głębi lasu zostało idealnie wyśmiane.

8. WASZ CZARNOSKÓRY KOLEŻKA DŁUGO NIE POŻYJE. Nie wiem czy to podskórny rasizm twórców, czy po prostu tak się przyjęło, ale jak to się mówi „czarny ginie pierwszy”. Czyli jeśli nie ma na początku kogo odstrzelić to trafia na czarnego. Albo na wyjątkowo głupią blondynkę, która może wyzionąć ducha w wyjątkowo przyjemny dla oka sposób. Nie zawsze tak było. W Nocy żywych trupów Romero z 1968 roku jedną z nielicznych postaci, która dotrwała do końca był czarnoskóry Ben. Tak czy siak do horrorów wkradła się klisza, że czarny szybko ginie. Także w idealnej odwrotności horroru taki bohater powinien być otoczony przez innych najlepiej zbitych w ciasną grupkę osobników.

7. UDANY SEKS? SZYBKI ZGON! Czy w tym filmie są cycki? To filozoficzne pytanie pada bardzo często w kontekście horrorów, które poza gore nie wnoszą do gatunków nic nowego (czyli na przykład kolejne odcinki Drogi bez powrotu). Mordercy nie znają litości dla uprawiających seks nastolatków i atakują ich jeszcze podczas stosunków lub zaraz po. Cycki i krew dobrze się sprzedają więc takimi zabiegami będziemy karmieni w rozmaitych konfiguracjach przez długie, długie lata.

texas-chainsaw-massacre[1]

Leatherface nie pogardzi porządną gleba tuż pod jego nogami.

6. BOHATER OBOWIĄZKOWO MUSI SIĘ PRZEWRÓCIĆ PODCZAS UCIECZKI. Albo na coś wpaść. Jest to schemat, który ma stopniować napięcie, ale jest wyeksploatowany do cna i raczej ma nam uświadomić, że bohaterowie to straszne łamagi. I rzecz jasna podczas pościgu czarny charakter depcze uciekającemu po piętach, nie potrafi go dogonić albo czymś w niego po prostu rzucić. Ach i jak się nasz milusiński przewróci to albo jest ofiarą na miejscu albo dostaje takiego speeda, że podnosi się w ułamku sekundy i dalej pędzi niczym Struś z bajki. Zapewne wypierdoliliście się nieraz nawet na prostej ścieżce i wiecie, że takie otrzepanie się nie jest łatwe a i  siniaków i zadrapań często u bohatera potem szukać.

5. UGABUGA, CZYLI FAŁSZYWE STRASZENIE. Czyli wszelakie sceny, które mają nas przerazić, albo na zasadzie, że jeden z bohaterów straszy drugiego (zawsze im jest bardzo do śmiechu w takich opuszczonych domkach czy innych mrocznych lasach), albo na zasadzie trzaskających drzwi, okien czy innych wydających głośne dźwięki przedmiotów (o jakie przerażające są wybijające konkretną godzinę zegary). Fałszywe straszenie to także sprawne użycie „nawiedzonej” muzyki w scenie, w której ktoś wpada na pajęczynę, albo krzyczy bo zobaczył mysz. I takie zabiegi zabierają bardzo dużo miejsca w filmach. Kiedyś były one serwowane z większą klasą i wyczuciem teraz mają łatać fabularne dziury i brak fajnych pomysłów na rzeczywiste straszenie.

4. SCHOWAM SIĘ DO SZAFY, NA PEWNO MNIE NIE ZNAJDZIE. Albo w jeszcze bardziej idiotyczne miejsce, które ograniczy moje ruchy. Filmowi bohaterowie zamiast spieprzać z czterech ścian za wszelką cenę ładują się do ciemnych, ciasnych pomieszczeń lub ładują w sam środek nawiedzonych lasów, postanawiają uciec wpław lub chowają się w takich miejscach, że nawet niewidomy by ich znalazł. Tak więc bohaterowie nie mają za bardzo instynktu samozachowawczego, raczej ładują się śmierci pod same nogi.

ScaryWallpaper15[1]

Liczyliście na ile sposobów próbowano uśmiercić Jasona? Nie, ja też nie.

3. PRZEDSTAWICIELE PRAWA SĄ BEZUŻYTECZNI. Wszelacy policjanci, ochroniarze, strażnicy, szeryfowie. Kiedy tylko pojawiają się na ekranie to możecie być pewni, że długo nie pociągną, nawet jeśli mają na nazwisko Grey. Co ciekawe stróżowie porządku często obrywają rykoszetem, pojawiają się przypadkiem lub są wplątywani w sam środek wydarzeń przez co nie do końca wiedzą jak się do danej sytuacji przygotować. A ich spluwy przegrywają z wszelaką bronią białą, o której mowa podpunkt wyżej. Także jeśli jesteś bohaterem horroru, to nie licz, że pan z odznaką Cię uratuje. Co najwyżej to Ty będziesz ratować jego i raczej Ci się nie uda.

2. NÓŻ TO REKWIZYT NUMER JEDEN. Do spółki z wszelakimi wariacjami na jego temat. Są też maczety,  siekiery piły mechaniczne, haki i sporadycznie broń palna, ale no jaką frajdą jest oglądanie rozstrzeliwania kogoś skoro można popatrzyć na jego podrzynane gardło, odrąbywane kończyny, dekapitacje i tak dalej. Filmowe noże wchodzą w bohaterów jak w masełko i równie łatwo je się w nich wbija co wyjmuje. Co prawda nigdy nikogo nie dźgnąłem, ale fizyka jasno przeczy takiemu szlachtowaniu z finezją i lekkością. Noże to oczywiście ulubione narzędzia postaci ze slasherów, że wymienię Ghostfaceów z Krzyku czy Michaela Mayersa z Halloween. Oczywiście sekret noża tkwi w tym, że jest bardzo powszechnym domowym przedmiotem, którego braku w swoich szufladach baaaardzo byście się obawiali.

1. CZARNE CHARAKTERY SĄ NIEMALŻE NIEZNISZCZALNE. Szczególnie te pojawiające się we wszelakich kontynuacjach. Chucky, Jason, Freddy, Michael… cokolwiek by się im nie zrobiło to wracają jeszcze silniejsi lub w ostatnich podrygach dokonują jeszcze kilku zacnych mordów. Strzelanie nic nie daje, czasem nawet podpalenie jest średnim pomysłem, bo zły zasuwa dalej podpalając wszystko wokół. Podobnie ma się sprawa z duchami, które zdają się już być ostatecznie wypędzone by zaatakować w ostatnich minutach, lub zaznaczyć swoją obecność po sprawie, bo przecież sequel musi mieć jakąś wątłą podstawę. Także nie cieszcie się przedwcześnie jeśli wbijecie przeciwnikowi topór w głowę lub napakujecie strzałami. Z konfrontacji z półbogami raczej nie wychodzi się żywym. I to by było na tyle dzięki, że znów wpadliście na bloga!

fearinlinejpg-c7526e_765w-640x426[1]

Ahoj, panie kapitanie, czyli o pierwszym odcinku drugiego sezonu „Fear The Walking Dead” słów kilka.

Wiele osób kręciło nosem oglądając FTWD, bo raz, że cholernie trudno było się przyzwyczaić do nowych twarzy w tym samym uniwersum co TWD, a dwa to postacie są póki co jeszcze mało wyraziste i popełniają błędy, które sugerują, że za grosz nie mają instynktu samozachowawczego. Pocieszam się, że przynajmniej łatwiej sobie wybrać postacie, które jak najszybciej powinny zniknąć z obsady i mam tu na myśli Chrisa, syna Travisa i Lizy, którą pożegnaliśmy pod koniec poprzedniego sezonu. Jest to postać tak skrajnie irytująca i przysparzająca grupie więcej szkody niż pożytku. Ja rozumiem, że apokalipsa, że matka nie żyje i sytuacja do końca dla młodego nie jest zrozumiała, ale swoim zachowaniem doprowadza mnie do szału. Reszta bohaterów zaczyna się ogarniać i poza stanowczym i sprytnym, choć podejrzanym Strandem lubię też Salazara, Nicka (choć mógłby jakoś lepiej wyglądać) i Madison, która stara się być wciąż człowiekiem dobrym, choć podbramkowość sytuacji zmusza do porzucenia wszelkiej moralności.

fearinlinejpg-c7526e_765w-640x426[1]

Więcej życia w fabule proszę a będzie bardzo dobrze!

Travis, Alicia i Ofelia są mi póki co mocno obojętni, niestety FTWD to nie TWD gdzie bohaterowie niemal od razu przypadali nam do gustu. Ale w spin-offie bardziej rozchodzi się o genezę całej plagi, o to jak zachowują się ludzie podczas apokalipsy, jak bardzo jesteśmy bezbronni i jak bardzo wszelakie wynalazki, które jako ludzkość wymyśliliśmy potrafią obrócić się przeciwko nam. Naszych wyjątkowych farciarzy zastajemy w momencie opuszczania lądu i przenoszenia się na Abigail – luksusową łódź Stranda. „Kapitan” wyraźnie zaznacza jakie panują tam warunki, i że albo się wszyscy będą słuchać, albo wysiadka. I żadnych dodatkowych innych osób na pokładzie, co jest wyraźnie moralne niegodziwe dla Madison, bohaterowie dostrzegają bowiem szalupę ratunkową, ale pod rygorystycznym zakazem Stranda nie pomagają ocalałym. Moim zdaniem słusznie, bo iluż tam może być zarażonych lub po prostu złych. Ze złymi zresztą kontakt nawiązuje nierozważna Alicia, okazuje się, że do łodzi zbliża się grupa osób bynajmniej pokojowo nie nastawionych. Wnioski nasuwają się same: nie ufać nikomu, anarchia doprowadziła ludzi do zezwierzęcenia i by przeżyć są w stanie zrobić praktycznie wszystko.

Dość istotnym momentem odcinka było pożegnanie Lizy, której ciało Chris bezceremonialnie wrzucił do wody. Podobał mi się sposób oddania emocji zarówno jego jak i otaczających go, jak wspominałem, jest to postać, która stanowi zagrożenie dla grupy i pewnych rzeczy zupełnie nie pojmuje. Próba odpłynięcia była zaiste idiotyczna i mam wrażenie, że grupa wykruszy się przez totalną głupotę co niektórych obecnych w serialu. Do tego stanowczo potrzebujemy więcej truposzy i akcji, opening do odcinka był znakomity i życzyłbym sobie więcej takiego napięcia i osaczenia. Bo na wodnym otoczeniu daleko twórcy nie zajadą, ale raczej zdają sobie z tego sprawę. Mam nadzieję, że Fear The Walking Dead rozkręci się już w następnych epizodach, to może być całkiem wdzięczny czasoumilacz w oczekiwaniu na sezon 7 TWD. Zakładam, że skoro czytacie te słowa to nie porzuciliście serialu i chcecie wiedzieć czy warto do niego wrócić. Póki co jak najbardziej można dać szansę i oczekiwać, że się rozkręci. W końcu niektórym serialom potrzeba było czasu i dobrych pomysłów by się w nie maksymalnie wciągnąć. Czekam na kolejny epizod i do przeczytania za tydzień!

hardcore-henry-trailer-01[1]

Wystrzałowa jazda bez trzymanki, czyli recenzja filmu „Hardcore Henry” (2016)

Odkąd zobaczyłem trailer do tego dzieła to nie mogłem się doczekać aż będę mógł zasiąść w kinowym fotelu i choć trochę poczuć się jak główny bohater Henry. Z pewnością jest to jedno z najbardziej oryginalnych i innowacyjnych dzieł jakie było mi dane zobaczyć w ostatnich latach, jest ono bowiem stworzone całkowicie z perspektywy głównego hardcore’owca, świat widzimy jego oczami i możemy sobie co najwyżej wyobrazić jego fizjonomię, jedyne co wiadomo to to, że ma tatuaże i stał się cyborgiem, który jest idealną maszyną do zabijania. Już na początku film jego żona zostaje porwana a do akcji wkracza Akan, czarny charakter obdarzony nadludzkimi, można by rzec paranormalnymi zdolnościami.

hardcore-henry-trailer-01[1]

Życie Henry’ego to nie przelewki. Życie Henry’ego to hardcore.

Generalnie w przygody Henry’ego wmieszani są Ruscy, a jedynym pomocnikiem Henry’ego wydaje się jakimś cudem niezniszczalny Jimmy, w którego wciela się fenomenalny Sharlto Copley, którego znamy z Dystryktu 9, Elizjum czy Czarownicy. To dzięki niemu film jest pełen ciętego humoru, główny bohater bowiem nie posiada głosu, jest niedokończonym dziełem nieświadomym do końca swoich zdolności. Tempo filmu jest porównywane do Adrenaliny ze Stathamem, wszystko wokół wybucha, trup ściele się gęsto, nie brakuje krwawych jatek, których nie powstydziliby się twórcy ekstremalnych strzelanek komputerowych. Zresztą całe dzieło jest niczym takie gry, bo nie dość, że zapożycza z nich perspektywę to i efekty specjalne i „odżywanie” Henry’ego są doskonale znajome. Fabuła jest czystym pretekstem do finezyjnych manewrów kamery, absurdalnych scen, rozwałki czysto rozrywkowej i odprężającej mózg. Można się wyłączyć i zacząć chłonąć ten świat. Wszystko jest wspaniale przerysowane, brutalne i jak się głębiej zastanowić to dziur fabularnych i logicznych jest tyle ile kulek ładowanych we wrogów głównego bohatera. Kto by się tam jednak zastanawiał nad prawidłowościami i konsekwencjami jakie powinny wynikać z fabuły skoro można po prostu odpłynąć i dać się pochłonąć technicznym wygibasom.

hardcore-henry-STX-Entertainment[1]

Spokojnie Henry, to tylko krewetka z Dystryktu 9. 

Czasem widać, że budżet kulał i parę rzeczy jest niedopracowanych, ale nie psuje to zbytnio odbioru widzowi, szczególnie jeśli nastawi się na to, że idzie na czysta rozpierduchę, która wynika z trailera. Choć miejsce na głębszą refleksję też się znajdzie więc jeśli podobają Wam się rozkminy nad posthumanizmem i tym co w najbliższej przyszłości może wyniknąć z postępu technologicznego. Świetną robotę robi tutaj muzyka (bezbłędne wykorzystanie klasyka Queen Don’t Stop Me Now), cięte dialogi i rólka Tima Rotha, która jest bardziej istotna niż się zdaje. Jeśli miałbym oceniać fabułę i jakiekolwiek prawdopodobieństwo choćby jednego wątku w historii to byłoby lipnie, ale tutaj liczy się to co robi Henry, jak robi, gdzie się przemieszcza i ogólnie ten rosyjski klimacik całości. Chcecie zobaczyć eksplodujące głowy, jędrne cycuszki, pościgi pieszo przez zatłoczone ulice, rozkładanie całej masy wrogów niczym w drugim Martixie to idźcie na Hardcore Henry’ego do kina póki go grają, bo jest to film pod wielki ekran skrojony. Za kilka lat to będzie taki instant classic, który albo zapoczątkuje nowy podgatunek filmów tworzonych z perspektywy pierwszej osoby, albo stanie się jednorazowym strzałem prawie w dychę. Prawie, bo daję 9 punktów i czekam na kontynuację, bo porzucić takiego bohatera byłoby sporym nietaktem, jest potencjał na drugą część. Można się znakomicie bawić na filmie bez gigantycznego budżetu i 3D? Jak najbardziej! Henry jest tego wystarczającym dowodem.

9/10

Seans miałem okazję zobaczyć dzięki współpracy z Kinem Helios i zespołowi Strzelnicy w Sosnowcu!

Helios Polska

strzelnica_logo_black_zbs

FACEBOOK: https://www.facebook.com/strzelnica.sosnowiec/?fref=ts

12966160_1073750039338089_1125556998_n[1]

Trzy dni w innym wymiarze, czyli Stanley na Pyrkonie!

Przez trzy dni na blogu się wpis nie pojawił, ale przyczyna takiego stanu rzeczy była prosta – bawiłem się na największym konwencie w kraju,  Pyrkonie, który odbywał się w malowniczym Poznaniu w dniach od 8 do 10 kwietnia. W tej cyklicznej imprezie w tym roku wzięło udział około 35 tysięcy maniaków fantastyki i s-f, mangi i anime, cosplayów, LARP-ów, planszówek czy RPG. Nie zabrakło popularnych autorów książek, blogerów i youtuberów, widziałem chociażby Mishon, Pawła Opydo, Dema i Gurigiego na swoich specjalnych stoiskach, Wardęgę, czy rapera Słonia (a co wynikło z moich spotkań z niektórymi będzie można odczuć na blogu za czas jakiś).

12966160_1073750039338089_1125556998_n[1]

Dzikie tłumy wszędzie.

Byłem tam zarówno zwyczajnym uczestnikiem jak i prelegentem więc mogłem to wszystko obserwować z nieco szerszej perspektywy i przyznam, że nie ominęły mnie te same bolączki co innych bywalców imprezy. Kolejki ciągnące się nie tylko do sal prelekcyjnych, ale i toalet, jadłodajni i stoisk z wszelakiej maści koszulkami i zabawkami nie miały końca. Wbicie się na niektóre prelekcje graniczyło z cudem więc czasem sobie po prostu odpuszczałem, szczególnie, że dostanie się z jednego pawilonu na drugi było czasem kwestią bitych 15-20 minut. Na swojej własnej prelekcji, w której omawiałem korzenie horroru jako gatunku filmowego i to co się z nim dzieje w ostatnich latach miałem pełną salę (gdzieś tak z 200 osób) i ponoć koło 100 za drzwiami, której niestety nie wpuszczono, ze względu na restrykcje organizacyjne. Ani jedna „gratisowa” duszyczka (czyli ktoś kto nie miał gdzie siedzieć) nie mogła przebywać na sali. Przyznam, że na początku byłem spięty i stremowany, bo dawno nie występowałem przed tak dużym gronem obserwatorów, ale jakoś to poszło i było swobodnie i zabawnie. Dziwnie było dostać swój pierwszy fanart i słyszeć potem na korytarzach, że się odwaliło dobrą robotę, bo jakoś nie jestem przyzwyczajony do fejmu płynącego z prowadzenia bloga. Mam nadzieję pojawić się na kolejnej edycji z kolejnymi prelekcjami i bardzo chciałbym poprowadzić jakiś konkurs, bo na innych konwentach sprawiało mi to mega przyjemność. Sam nic nie wygrałem w żadnym konkursie co jest znakiem, że muszę uzupełnić swoją wiedzę, a kilka filmów obejrzeć jeszcze raz.

12992256_1073749876004772_443065504_n[1]

Kiedyś takiego zbuduję.

Ta szalenie kolorowa impreza nie obyła się bez wszelakiej maści freaków, przebierańców, w śród których wyłapałem przede wszystkim Deadpoolów, Wolverineów, Pokemony, czarodziejów rodem z Harry’ego Pottera, Nazguli, Batmanów, Supermanów, postaci z rozmaitych anime od Naruto, poprzez Another po Helsinga skończywszy. Na stoiskach wystawców takich jak Yatta, Bad Pixel, Grumpy Geeks czy Kreatorium każdy mógł znaleźć coś dla siebie i choć ceny były kosmiczne, to nie brakowało zapaleńców, którzy zostawiali przy kasach małe fortuny na koszulki, mangi, figurki, książki, komiksy i stuff, którego nawet nie umiem słowami określić. Podejrzewam, że przez całą imprezę nawet wszystkich zakamarków gigantycznego kompleksu jakim jest budynek Międzynarodowych Poznańskich Targów nie zwiedziłem. Bardzo podobała mi się prelekcja o trollowaniu i failach w anime, to był chyba najlepsza prelekcja (poza moją, he, he), która sporo mi powiedziała o postrzeganiu anime jako takim. Totalnie hipnotyzowało mnie stoisko z modelami z klocków Lego. I to nie tylko według instrukcji, ale przede wszystkim własnych pomysłów. Jaram się strasznie takimi rzeczami powstającymi od podstaw, pozdrawiam więc ekipę Zbudujmy To, bo to co robicie to kawał dobrej roboty.

12969216_1073751222671304_462661618_n[1]

Kiedyś zacznę zbierać!

Nie wypada mi nie wspomnieć o wielkiej imprezowni, w którą zamieniała się sala numer 11 kiedy już wszystkie konkursy były zakończone w piątek i sobotę. Dużo dobrej rockowej muzy, a potem mało strawnej vixowej muzy ale i tak poziom zabawy był przedni, a i ceny piwka nie przyprawiały o zawał serca. No i oczywiście byli moi znajomi z Ostródy i okolic, których serdecznie pozdrawiam (Olka, Adaś, miło było Was zobaczyć!). No i metaluchy. Cała masa mataluchów, od blackowców, poprzez vikingów, aż po klasyczne i neo thrashe i heavy (przynajmniej z wyglądu) co bardzo mnie cieszyło. Taaaaak, wiem, że widać, że byłem tam pierwszy raz i jaram się tym co dla innych jest chlebem powszednim, ale no musiałem taki wpisik popełnić. Dziękuję serdecznie wszystkim, którzy gdzieś tam mnie zaczepili, zagadali, wbili się na prelekcję i dawali odzew na fanpage nawet jeśli się nie złapaliśmy na Pyrkonie. Kolejną imprezą, na której się pojawią będą Dni Fantastyki we Wrocławiu w maju, więcej szczegółów już wkrótce! Do zobaczenia za rok, wtedy na pewno porównam tą edycję z następną, bo tak mi się podobało, że nawet nie zamierzam wielce marudzić. Także do zobaczenia za rok!

Ash vs Evil Dead

10 najciekawszych seriali na podstawie klasycznych filmów.

Nie wiem jak będzie z wpisami przez najbliższe trzy dni bo będę na Pyrkonie, a jako, że jest to konwent, który jest w dużej mierze także serialom poświęcony to postanowiłem machnąć wpis, dzięki któremu poznacie najciekawsze seriale oparte o filmowe materiały wyjściowe. Zapraszam do czytania! A już wkrótce recenzja wybuchowego Hardcore Henry! Oczekujcie!

6ed93196c5a84644_BILLY_BOB_THORNTON_03_ROAD_CAR_009.xxxlarge[1]

FARGO. Serial zakorzeniony jest w historii opowiedzianej przez braci Coen jeszcze w latach 90. Skupia się na losach małomiasteczkowej społeczności, w zimowej scenerii gdzie trup ściele się gęsto, a pieniądze są niczym paliwo napędzające cały świat. Oszustwa, malwersacje, brak skrupułów, aż końcu bezwzględne morderstwa – to nam pokazali Coenowie w roku pańskim 1996. Film zgarnął dwa Oscary dla Frances McDormand i za najlepszy scenariusz oryginalny. W obsadzie filmowej pojawiły się takie nazwiska jak Steve Buscemi, William H. Macy, Peter Stormare, natomiast w serialu, który ruszył w 2014 mamy już innych bohaterów, ale jakże zacne nazwiska: Billy Bob Thornton, Martin Freeman, Kirsten Dunst, Patrick Wilson, Colin Hanks, Oliver Platt czy Bob Odenkirk. Wiosna przyszła pełną gębą, a że zimy nie mieliśmy wcale to serdecznie polecam!

Ash vs Evil Dead

ASH KONTRA MARTWE ZŁO. Sam Raimi za kamerą, Bruce Campbell w roli Asha – czego by można chcieć więcej? Hmmmm… może zajebistej fabuły i Lucy Lawless w obsadzie? Oparte o serię Martwego Zła nowe przygody El Jefe są naładowane czarnym humorem, solidnym gore, przekleństwami i rozpierduchą po całości. Odcinki są nieco przykrótkie, ale i tak bawiłem się przednio oglądając to czym uraczyli nas twórcy. To przesmaczne groteskowe szaleństwo, którego drugi sezon już w tym roku. Pierwszy idzie nadrobić na upartego w jeden dzień, każda minuta tegoż przedstawienia to to co tygrysy lubią najbardziej. Ray Santiago i Dana DeLorenzo jako pomagierzy Asha są znakomici, a Dana jest całkiem seksowną bestią więc jest też na czym zawiesić oko. Serial nie uznaje żadnych kompromisów, więc nie musicie się obawiać cenzurowania czegokolwiek lub wygładzania. Każdy odcinek to sztos i znakomita rozrywka nie tylko dla maniaków oldschoolowych horrorów.

CBS_LIMITLESS_102_CLEAN_IMAGE_thumb_Master[1]

LIMITLESS. W zeszłym roku wystartował serial oparty o filmowe dzieło u nas przetłumaczone jako Jestem Bogiem, w którym główną rolę grał Bradley Cooper. Dla niewtajemniczonych: główny bohater filmu, pisarz w depresji zaczął przyjmować narkotyk TZN, który sprawia, że jest geniuszem i dorabia się wielkiego bogactwa. Mimo, że bohaterem serialu jest już zupełnie inny człowiek to punkt wyjścia jest ten sam: zwielokrotnione używanie mózgu, które może przynieść tyle samo pożytku co i szkód. To jeden z bardziej niezauważonych w naszym kraju seriali, który koniecznie musicie nadrobić jeśli bardzo podobał Wam się film. Jeśli jednak film Wam się nie podobał, to miejcie na uwadze, że to już jest zupełnie inna historia.

From Dusk Till Dawn: The Series, for El Rey Network and Miramax. L to R; Briana Evigan as Sonja Lam and D.J. Cotrona as Seth Gecko.

OD ZMIERZCHU DO ŚWITU. Robert Rodriguez postanowił opowiedzieć swoją klasyczną historię na nowo obsadzając w rolach bracki Gecko mało znanych aktorów, którzy co prawda nie mają tego samego magnetyzmu co Tarantino i Clooney ale w tej specyficznej, przerysowanej konwencji dają radę. Wyróżnia się przede wszystkim udział Roberta Patricka znanego przede wszystkim z drugiego Terminatora w roli upadłego duchownego. Serial zbiera mieszane opinie, ale jak ktoś lubi produkcje przy których nie trzeba za bardzo myśleć to powinien tasiemca polubić. Zawsze lepsze to niż niepotrzebne kontynuacje, które serie dość mocno pogrążyły. W roli Razor Charliego nie zabrakło oczywiście Danny’ego Thejo, szkoda, że nie ma za to Cheech Marina, ale nie można mieć wszystkiego. Trzeci sezon zamówiony, a skoro nie anulowano to hajs się zgadza.

bates-motel-motel-room[1]

BATES MOTEL. Znakomitym pomysłem było stworzenie serialu, który pokazywałby jak rodziło się szaleństwo w głowie Normana Batesa, głównego bohatera filmu Psychoza Alfreda Hitchcocka. W roli głównej Freddie Highmore, który kiedyś kojarzył nam się raczej z uroczym chłopcem z Marzyciela niż z psychopatycznym mordercą. W roli matki Normana, Normy Louise Bates znakomita i rozchwytywana ostatnio Vera Farmiga. Właśnie trwa piąty sezon serialu i trzeba przyznać, że odkąd się pojawił na ekranach, a więc od 2013 roku, to trzyma poziom i jest smakowitym kąskiem dla maniaków thrillerów i horrorów. Nie sądziłem, że Anthony Perkins będzie miał tak godnego następcę w kreowaniu postaci Batesa. A biorąc pod uwagę, że filmowe kontynuacje klasyka Hitchcocka były totalnymi niewypałami to tym lepiej, że mamy Bates Motel.

summer-glau-terminator-sarah-connor-chronicles-tv-series-season-2-promo-mq-01[1]

TERMINATOR: KRONIKI SARY CONNOR. Biorąc pod uwagę, że dwie ostatnie filmowe części serii były niezbyt udane to uważam, że warto sięgnąć po serial, który co prawda mocno kanoniczny nie jest, ale za to możemy pooglądać na ekranie twardą Summer Glau w roli Terminatorki, Lenę Headey w roli tytułowej i Thomasa Dekkera jako jej syna Johna. Serią można było cieszyć oczy w latach 2008-2009, pamiętam nawet jeden z odcinków Teorii Wielkiego Podrywu gdzie Sheldon i spółka podjarali się widząc Summer w pociągu. W serialu gra też Shirley Manson, wokalistka znanej tu i ówdzie grupy Garbage. Zaznaczam jedynie, że jeśli się w klasyku Jamesa Camerona nie odnaleźliście to w serialu tym bardziej się nie odnajdziecie. Także jest to produkcja od maniaków dla maniaków, którzy znają kwestie Arniego na wylot.

hannibal-nbc-cast-photo-md1[1]

HANNIBAL. Oczywiście można by mi zarzucić, że omawiam tu serial na podstawie powieści, a nie filmów, ale czerpie on bardzo dużo z każdej filmowej opowieści o Hannibalu Lecterze po trochu. Mads Mikkelsen jest w swojej kreacji fenomenalny, zimny, wyrachowany w działaniach i nieobliczalny jednocześnie. Doprowadza do obłędu Willa Grahama, w którego wciela się fantastyczny Hugh Dancy. Przyznam, że nawet te słabsze odcinki mi się podobały, bo to cholernie estetyczny, artystyczny i znakomicie nakręcony serial pełen szczegółów i wysmakowanych dodatków. A że jest to przerost formy nad treścią, że bohaterowie wyrzucają z siebie tak natchnione kwestie, że czasem aż chce mi się śmiać. Cóż, taki urok tej produkcji, która i tak rozwalała system w latach 2013 – 2015. Po dziś dzień jestem w tej produkcji zakochany i będę ją sobie odświeżać. Kanibalizm jeszcze nigdy nie był tak pociągający.

SG1Cast[1]

GWIEZDNE WROTA. Stargate SG-1 oparty był na klasyku s-f z roku 1994. Serialowa wersja była nadawana przez 10 lat od roku 1997 do 2007, w głównej roli występował Richard Dean Anderson znany bardziej jako McGyver. Serial traktuje o jednostce specjalnej, która dzięki gwiezdnym wrotom przemieszcza się między planetami wykonując rozmaite trudne misje. To ten sam pułap rozrywki co Star Trek, Battlestar Galactica czy Firefly także każdy fan s-f powinien sięgnąć bo to już absolutny, wiekowy klasyk, który nie powinien być zaniedbany. Szczególnie, że cholernie rozbudowuje uniwersum pokazane nam w oryginale gdzie w Jacka O’Neila wcielał się sam Kurt Russel. To także jeden z najdłuższych seriali, który jest oparty o filmowy materiał źródłowy. Stanley poleca nie tylko fanom s-f i kolesia, który z wykałaczki potrafił zmontować helikopter.

Agents of SHIELD returns

AGENCI T.A.R.C.Z.Y. Tutaj seria bazuje nie tylko na komiksach, ale też na kilkunastu już filmach marvelowskich o superbohaterach, która wręcz uzupełnia całe uniwersum i wzbogaca dodatkowymi wątkami. Od 2013 powstały już trzy sezony, a całość kręci się wokół przygód agenta Phila Coulsona, w którego wciela się Clark Glegg. Rzecz jasna by się tym wszystkim podjarać jak należy należy lubić adaptacje marvelowskich komiksów i komiksy jako takie, bo jest to rzecz jak najbardziej dla fanów tego jakże rozbudowanego już świata. W obsadzie chociażby Joel Gretsh (4400), Kyle McLachlan (Miasteczko Twin Peaks) czy Lucy „Xena” Lawless czy Peter MacNicol (Ally McBeal). Seria zbiera mieszane recenzje, ale mnie najbardziej boli jej tłumaczenie na język polski. No, ale nie chcę rozpętać kolejnej burzy więc po prostu sobie daruję i tyle.

mpddt1b8ktm2cvghyrfd[1]

BUFFY: POSTRACH WAMPIRÓW. W ramach ciekawostki umieszczam tu serial, którzy wszyscy znają, ale czy wiedzą, że powstał na bazie filmu? Przygody pogromczyni wampirów na dużym ekranie ujrzały światło dzienne już w 1992 roku i zostały przywrócone do życia w 1997 roku za sprawą tasiemca z Sarą Michelle Gellar w roli tytułowej. Nadawany był do 2003 roku a w obsadzie znaleźli się chociażby Alyson Hannigan (Jak poznałem Waszą matkę) czy David Boreanaz (obecnie w serialu Kości). Jeśli o potworną tematykę chodzi to doczekaliśmy się też swego czasu Blade: The Series Teen Wolf: Nastoletni wilkołak, opartego o film o tym samym tytule z Michaelem J. Foxem. Do oglądania Buffy specjalnie namawiać nie muszę, szczególnie, że to taki polsatowski klasyk co się go oglądało do spółki z Czarodziejkami i Sabriną.

1503908_10202237564355413_516818635189656636_n[1]

„Piękni panowie na tle kaloryferów” – wywiad z Katarzyną Czajką (Zwierz Popkulturalny)

Ci, którzy przeczytali mój pierwszy wywiad na nowym blogu zostali poinformowani, że będę starać dobierać się ciekawych gości do działu w wywiadami, takimi, którzy będą mieli coś ciekawego do powiedzenia w temacie nie tylko kinematografii. Uznałem, że Kasia Czajka czyli Zwierz Popkulturalny to osoba, którą koniecznie powinniście poznać jeśli jesteście chłonni wiedzy zapodawanej na luzie, od fanki do fanów rozmaitych filmowych i serialowych produkcji. A W kolejce do przepytania czekają już Masochista, Grupa Filmowa Darwin czy raper Gospel. Tymczasem obadajcie moją pisaninę ze Zwierzem! UWAGA ZACHOWAŁEM ORYGINALNĄ PISOWNIĘ U ZWIERZA! ŻADNYCH DODATKOWYCH PRZECINKÓW!

1503908_10202237564355413_516818635189656636_n[1]

Jeśli chcesz wyglądać epicko to strzel fotę na tle brytyjskiej flagi. 

Stanley: Hej Zwierzu! Mam wrażenie, że rozmawiamy w bardzo ciekawym momencie Twojego życia. Niedawno minęło 7 lat, odkąd prowadzisz bloga, który, mam wrażenie, jest dość istotnym źródłem wiedzy nie tylko dla rozkochanych w brytyjskiej kinematografii i serialach, ale ogólnie dla wszelakich zjadaczy wiedzy na temat popkultury jako takiej. Wiem, że pisanie to Twoja wielka pasja, ale czy nie łączy się z nią pewna edukacyjna misja? Czy Zwierz ma poczucie uświadamiania swoich czytelników, że to z czym obcują na co dzień, kultura i popkultura, to takie wiecznie nieodkryte lądy, które są celem Zwierza badań? 

Zwierz: Tak na pewno blog ma w pewnym stopniu rolę edukacyjną. Czasem mi się obrywa od bardziej „zaawansowanych” blogerów piszących o zjawiskach popkulturalnych, że właśnie trzymam się bardzo prostych rzeczy, czy czasem „Odkrywam Amerykę”. Zdaję sobie z tego sprawę, ale jednocześnie – właśnie o to chodzi – żeby zwrócić uwagę czytelników na pewne sprawy, które dla znawców są oczywiste a mogą dać wiele radości tym, którzy w świat popkultury dopiero wchodzą. W sumie z tym jest zawsze spory problem bo ludzie chcą wiedzieć więcej ale często mają wrażenie, że nie sposób się przebić. Mam nadzieję, że trochę w tym mi pomagam. I tak największą radość czerpię z tego, że mogę komuś coś pokazać, wskazać, wyjaśnić. W sumie chęć wyjaśnienia innym co kryje się w popkulturze stoi gdzieś na górze moich priorytetów w czasie pisania bloga.

S: Przyznam, że na wiele tematów, które porusza Zwierz sam bym nie wpadł, może dlatego, że jestem mężczyzną, może dlatego, że nie mam w ich zakresie odpowiedniej wiedzy. Skąd Katarzyna Czajka czerpie pomysły na wpisy, które niemalże codziennie można uświadczyć na blogu? Spisujesz sobie pomysły, robisz grubszy research, korzystasz z podpowiedzi czytelników? Jak to się dzieje, że blog od tylu lat po prostu tętni życiem i jest coraz lepszy?

Z: Myślę, że płeć niewiele ma z tym wspólnego. To znaczy, nie mam wrażenia, że poza zestawami pięknych panów na tle kaloryferów cokolwiek było bardzo kobiece (a i piękni panowie mogą zainteresować bez względu na płeć). Natomiast plusem popkultury jest to, że ciągle dostarcza nowych tematów – zarówno tych które oznaczają komentowanie rzeczywistości – a tu pojawiają się coraz to nowe problemy czy tytuły jak i te przy których trzeba pogrzebać. Dla mnie każdy seans to kopalnia tematów. Oczywiście najłatwiej znaleźć temat zadając sobie proste pytania np. dlaczego ten film powstał właśnie teraz, do czego odnoszą się bohaterowie, jak wygląda kwestia reprezentacji. Kiedy zaczniemy sobie zadawać mnóstwo pytań nagle okaże się, że jest pomysł na mnóstwo notek. Co do spisywania pomysłów, to noszę je w głowie trzymam je tam i czasem wypuszczam wcześniej czasem później. Natomiast tajemnicą rozwijania bloga jest po pierwsze – pisać o tym co naprawdę nas interesuje, nawet jeśli niekoniecznie zainteresuje to innych no i nigdy nie być z siebie 100% zadowolonym.

S: Jako, że minęło już 7 lat odkąd w tym siedzisz to czy jesteś w stanie przytoczyć mi i czytelnikom najbardziej rewolucyjne momenty na blogu? Czy tylko wpisy przysporzyły Ci popularności, czy może na sukces Zwierza złożyło się jeszcze jakieś tajemnicze coś?

Z: Myślę, że pierwszym takim przełomem były moje recenzje kolejnych odcinków 2 sezonu Sherlocka. Pisałam je po nocy tak by były absolutnie pierwsze w Polskim internecie. Serio jedną pisałam do 2 tylko po to by potem natychmiast zacząć pisać relację ze Złotych Globów. Dziś jestem już nieco spokojniejsza i czasem idę spać. Druga sprawa, to moje dwie negatywne recenzje – jedna – dawno temu Baby Blues i druga niedawno 50 Shades of Grey. Wyraźnie ludzie lubią kiedy jestem złośliwa. Jednak osobiście najbardziej przełomowy był chyba zeszłoroczny wpis o seksizmie. Wtedy poczułam że tekst napisany przeze mnie może przeczytać naprawdę mnóstwo osób. Ale dla tych co myślą, że w blogosferze można zostać gwiazdą przez noc. Niestety, dzień po notce którą polubiło 2 tys. Osób trzeba napisać kolejną którą polubi 50. Na tym chyba polega sukces. Nie na tej jednej fenomenalnej notce tylko na to by znaleźć w sobie siłę i napisać też tekst zupełnie zwyczajny.

sherlock[1]

Pisanie o drugim sezonie Sherlocka przyniosło Zwierzowi wielu nowych czytelników.

S: We wstępie zaznaczyłem, że uważa iż teraz jest dość intensywny okres z życiu Zwierza. Przyszła wiosna, nadchodzą konwenty, popularność rośnie i z pewnością Zwierz pojawia się na coraz większej ilości imprez. Do tego jeszcze dochodzi pisanie pracy doktoranckiej i książki o ile się nie mylę, prowadzenie podcastu z Pawłem Opydo i buszowanie na YT z Mysza Movie a do tego normalna praca. Moje pytanie więc brzmi: jakim cudem Zwierz mieści to wszystko nie tyle w 24 godzinach co w całym tygodniu, czy nawet miesiącu? Jakiś rygorystycznie ułożony plan dzienny czy tygodniowy? Urządzenie pozwalające cofać czas jak u Hermiony? A może tylko mi się wydaje, że to zajmuje tak dużo czasu i na luziku styka jeszcze na życie prywatne?

Z: Brzmi to dużo bardziej imponująco niż jest w rzeczywistości. Pisanie bloga to 2-3 godziny dziennie najczęściej między 23 a 1 w nocy. Czyli w godzinach kiedy i tak większość z nas nic produktywnego nie robi. Wtedy mój mózg pracuje najlepiej. Druga sprawa – nagrania z Pawłem oznaczają że raz w tygodniu nie muszę pisać długiej notki. Z Myszą widujemy się raz na dwa trzy miesiące i nagrywamy więcej niż jeden klip. Rzeczywiście doktorat idzie powoli ale dlatego, że pomiędzy napisaniem wstępu a pierwszego rozdziału w ramach prokrastynacji napisałam powieść. Niektórzy prokrastynują w sposób mniej twórczy ale ja naprawdę robiłam to dla frajdy. A życie towarzyskie? Cóż mam olbrzymie szczęście, że moi znajomi i bliscy są ludźmi którzy doskonale rozumeją że dom i praca to nie są dwa osobne byty. Można sobie godzinkę posiedzieć z laptopem, godzinę pograć w planszówkę i godzinę spędzić na rozmowie i jakoś się udaje. W każdym razie myślę, że do póki mam czas na rozmyślania to starczy mi czasu na wszystko. Bo właśnie to zajmuje najwięcej czasu. Myślenie.

S: Jako, że Zwierz siedzi w blogosferze znacznie dłużej niż ja to pozwolę sobie zapytać o jej kondycję. Ostatnio widzieliśmy się na Blog Forum Gdańsk i było całkiem sympatycznie, niedawno odbyła się Gala Twórców, która kiedyś była Blogiem Roku. Jak wygląda sytuacja blogosfry kulturalnej w kontekście tych wszystkich blogów parentingowych, podróżniczych, edukacyjnych, ekonomicznych czy lifestyleowych? Czy w tak hermetycznej społeczności twórców jest jeszcze miejsce na zupełnie nowe twarze i blogi, czy jednak wszystko sprowadza się do tak zwanej starej gwardii, która mimo że wciąż musi walczyć o uwagę czytelnika to nie robi już tego z taką świeżością jak kiedyś?

Z: Myślę, że osobie takiej jak ja naprawdę trudno ocenić stan blogosfery. Po prostu trochę za mało czasu spędzam w jej towarzystwie. Nie jest to żadna szlachetna izolacja, po prostu tak wyszło. Na pewno już teraz wiadomo, że młodzi ludzie raczej będą szli w kierunku YouTube co zostawia blogerom jednocześnie więcej miejsca ale też sprawia, że wielu szuka dla siebie też czegoś poza blogiem. Dziś wielu blogerów zakłada sklepy, publikuje, ma kanał na YouTube, podcast. Bo sam blog to nagle za mało. Widać też że co raz mniej w blogosferze liczy się popularność, albo inaczej – że wcale nie jest tak, że to najpopularniejsi twórcy są najbardziej zaangażowani w środowisko blogerskie. Angażują się przede wszystkim ci którzy trochę to środowisko w Polsce tworzyli, młodsi najczęściej przychodzą bez takiej potrzeby określania czym jest bloger czy blogosfera. Po prostu działają. Natomiast blogosfera kulturalna ma jeszcze mnóstwo możliwości rozwijania się. Po pierwsze jest nas mało, jesteśmy wciąż niedocenieni, nie dostrzega się potencjału i profesjonalizmu wielu blogerów. Ale jednocześnie ta nasza marginalna nieco rola oznacza, że jest sporo uwagi do przejęcia, sporo blogów do założenia i kanałów które mogą podbić serca widzów. Tak więc, piszcie o kulturze, pomieścimy się!

S: Skoro już przy blogach jesteśmy… Czy Zwierz ma czas na czytanie blogów koleżanek i kolegów po fachu? Jeśli tak to czy byłby skłonny podrzucić mi kilka zarówno popkulturalnych nazw jak i tych z innych dziedzin? Chętnie bym sobie poczytał, a i moi czytelnicy mogliby odkryć coś nowego.

Z: Przyznam bez bicia że czytam mało blogów. Ale mam swoich ulubionych autorów. Lubię Pawła Opydo (już nie Zombie Samurai), bardzo lubię czytać Ichaboda czy Lekturę Obowiązkową – świetne profesjonalne blogi. Świetny i nieco inny jest Mistycyzm Popkulturowy, zawsze warto czekać na 15 stronicową notkę Myszy no i z osób bardziej znanych to Riennahera ma moje serce za pisanie o sobie w bardzo inteligentny sposób – mądrze i bez upiększeń.

S: Jak wygląda współpraca ze Zwierzem? Wiem, że pewne wpisy powstają w wyniku współpracy z Netflixem, HBO czy też AXN, ale czy zawsze jest tak, że to firma się do Zwierza odzywa, czy może zdarzyło się, że Zwierz sam zostawił na siebie namiary? Chcę zweryfikować mit o tym, że blogerowi nie wypada odzywać się jako pierwszemu w sprawie współpracy, bo może zostać odebrany jako „cienki gracz”, który jest tylko łasy na kasę.

Z: Przyznam szczerze, że kilka razy w życiu przyszło mi do głowy, żeby odezwać się do firmy ale nigdy tego nie zrobiłam. Chyba z lenistwa, albo z takiego przekonania, że jeśli jestem coś gotowa napisać to muszę to napisać niezależnie czy ktoś mi da pieniądze czy nie. Pamiętam że przy karcie Cinema City Unlimited myślałam czy aby nie napisać do sieci ale chyba ostatecznie doszłam do wniosku, że moja opinia więcej jest warta jeśli wszyscy mają pewność, że to nie jest reklama. Natomiast nie uważam by było w tym coś złego, zwłaszcza jeśli ma się doby pomysł na współpracę. Dla mnie to tylko dowód na to, że blogi się profesjonalizują.

S: Czy są tematy o których Zwierz nigdy nie napisze, a które by pasowały do tematyki bloga? Albo czy są takie tematy, o których Zwierz chciałby napisać, ale boi się, że rozpętają niepotrzebną burzę, bo w necie wszystko jest trudniej wytłumaczyć niż w cztery oczy?

Z: Mój blog jest bardzo inkluzywny. Przynajmniej mam taką nadzieję. Na moim osobistym koncie na fb bardzo często piszę o tym co uważam w sprawach światopoglądowych, ale nie chciałabym zalewać tym bloga, głównie dlatego, że mam wrażenie iż nie tego ludzie chcą od zwierza. Ale jednocześnie- nigdy nie mów nigdy – na blogu było już sporo światopoglądowych tekstów, w sprawach które dzielą społeczeństwo i nic się nie zawaliło. Na pewno nigdy nie napiszę czegoś sprzecznego z moim światopoglądem tylko dlatego, że wiem iż przyniesie to popularność. Natomiast każdą burzę da się przetrwać jeśli wierzy się w to co się pisze.

S: Ostatnio Zwierz przyłączył się do Patronite, które interpretuję jako przystań dla twórców szukających finansowego wsparcia wśród swoich fanów. Jest to wsparcie dobrowolne i dzięki temu nikt nie powinien twierdzić, że twórca naciąga odbiorcę na kasę i dlatego program ten cieszy się taką popularnością. Zwierz w ciągu ostatnich kilku tygodni zebrał blisko setkę patronujących, moje pytanie więc brzmi czy się tego w jakimś stopniu spodziewałaś? Czy zgłosiłaś się tam spontanicznie, czy ktoś podpowiedział? Rozumiem, że artykuł, który napisałaś na blogu o całej idei bardzo pomógł w podjęciu decyzji czytelnikom?

Z: Pamiętam jak mówiłam znajomym, że po stracie fuchy jaką było pisanie dla Onet Autorzy muszę znaleźć jakiś sposób by zarobić dodatkowe 400-500 zł miesięcznie by mieć pieniądze na wydatki które ponoszę około bloga – od biletów na pociągi po bilety do kina. Spodziewałam się że maksymalnie będziemy mówić o kilkunastu osobach, może o 200 zł. To co się stało było dla mnie zaskoczeniem. Obiecałam wszystkim podziękować listownie i wciąż piszę listy 🙂 Myślę, ze artykuł wyjaśnił na czym polega idea – nie jest płaceniem za treść tylko wsparciem tych którzy ją tworzą. I to myślę przemawia do wielu osób. Poza tym uważam że mam z czytelnikami na tyle partnerskie stosunki, że oni wiedzą, że w sumie siedzimy w tym razem.

S: Skoro już mamy niepowtarzalną okazję porozmawiać to poprosił bym Cię byś wymieniła mi kilku aktorów, którymi się jarasz ostatnio najbardziej. Krótko mówiąc, trochę wsparcia estetycznego poproszę 😀 Mamy wspólnych czytelników, którzy na pewno się ucieszą!

Z: Ostatnio dzięki High Rise i dzięki The Night Manager w moim sercu znów zagościł Tom Hiddleston. Niewiele osób wie, ale na zwierza bardziej niż uroda działa talent, więc jak urodziwy aktor jest utalentowany – zwierz odlatuje. Po Daredevilu zwierz ma słabość do Charlie Coxa (miał ją wcześniej a teraz mu jakoś wróciło), no i jakoś zwierz ostatnio obejrzał kilka rzeczy z Richardem Maddenem i musi przyznać że nie było to przykre doświadczenie.

the-night-manager-2016-V07o[1]

Tom Hiddleston i Hugh Laurie – wystarczające powody by sięgnąć po The Night Manager.

S: Zwierzu czy jesteś w stanie wymienić choć kilka filmów, które miałaś zrecenzować, ale zrezygnowałaś z rozmaitych powodów i na odwrót, kilka tytułów, które miałaś sobie darować, a jednak omówiłaś na blogu. I dlaczego podejmowałaś takie a nie inne decyzje?

Z: Na blogu nie zrecenzowałam tylko jednego filmu który obejrzałam w kinie od założenia bloga i to był film Iluzja – zdenerwował mnie końcówką i w końcu recenzji nie napisałam. Natomiast czasem oglądam film już po premierze kinowej, kiedy wszystko napisano i mam poczucie, że nie mam żadnego własnego pomysłu na jego opisanie czy interpretację. I wtedy właśnie decyduję się nie pisać. Bo napisać recenzję tylko po to żeby była… przyznam szczerze, to rzadko kończy się czymś naprawdę ciekawym.

S: Jakie seriale ogląda ostatnio Zwierz? Ja szczerze mówiąc nie za bardzo mam czas na tasiemce, ale może przekonasz mnie i czytelników by się zabrali za jakiś konkretny tytuł?

Z: Crazy Ex- Girlfriend to serial który mnie zaskakuje, myślałam że będzie beznadziejny a tymczasem z odcinka na odcinek się zmienia. Nie mam pojęcia co z niego wyrośnie. Oglądam teraz Ranch – niby komediowy serial na Netflix ale całkiem ciekawy jeśli chce się rzucić okiem na nieco inną – nie wielkomiejską – Amerykę. Polecam też Real O’Neals – ciekawy komediowy serial o perfekcyjnej rodzinie, która w czasie jednego wieczoru okazuje się zupełnie nie perfekcyjna. Ogólnie ostatnio mam fazę na rzeczy lekkie i przyjemne.

S: Pogadajmy chwilę o polskiej kinematografii? Bo Zwierz zdaje się mieć ciekawe podejście do naszych rodzimych produkcji i chodzi chociażby na komedie romantyczne, które ja z zasady omijam. Czy są jakieś polskie filmy, które zrobiły na Tobie ostatnio bardzo pozytywne wrażenie?

Z: Chodzę na komedie romantyczne bo czekam aż jakaś będzie miała oryginalny pomysł. Ostatnio bardzo dobre wrażenie zrobili na mnie Ekscentrycy – komedia muzyczna, z ciekawym historycznym tłem, przyzwoitym humorem i bardzo dobrym aktorstwem. Nic wielkiego ale oglądało się miło. Mam za to olbrzymi szacunek do polskiej szkoły filmowej i naszych filmowych osiągnięć z przeszłości. Serio w Polsce nakręcono tyle niesamowitych filmów że aż żal że przez tyle lat udało się to roztrwonić. Choć ostatnio jest jakby nieco lepiej – Bogowie, Ida, Córki Dancingu – sporo jest takich perełek.

S: Jeśli dobrze pamiętam to Zwierz boi się horrorów. Jakiego gatunku w szczególności i dlaczego? Czy Zwierz ogląda horrory w kinie czy tylko w domowym zaciszu?

Z: Nienawidzę się bać. Serio, to jest jedna z tych rzeczy, której staram się unikać. Myślę, że to bujna wyobraźnia. Jeden horror pozostaje ze mną na całe życie, co więcej pod moim łóżkiem na pewno mieszka potwór. Nie przepadam za amerykańskimi remake japońskich horrorów – boję się ich bardziej niż oryginałów.

S: Jakie miejsce w życiu Zwierza zajmuje muzyka? Wydaje mi się, że dzielisz się nią z czytelnikami dość rzadko. Zwierz chodzi na koncerty czy to już się nie mieści w i tak napiętym grafiku? Jacy artyści podbijają serducho Zwierza najbardziej?

Z: Byłam w życiu na dwóch koncertach muzyki popularnej – Mumford and Sons w Stodole i Paul McCartneya na Narodowym. I tyle. Natomiast dużo częściej jestem na koncertach w Filharmonii i tu jest cała tajemnica. Moja muzyka to muzyk klasyczna, może z elementami muzyki filmowej, choć też symfonicznej. Jak mi źle słucham sobie Tańców Słowiańskich Dworzaka, jak mam dobry humor to jakiejś Symfonii Beethovena, kiedyś przez pół roku słuchałam tylko Don Giovanniego. Wymieniać można długo. To nie snobizm raczej taka socjalizacja. Ale muzyka nie jest dla mnie tak ważna jak dla innych ludzi. Nie umiem przy niej pracować, mogę bez niej żyć. Lubię muzykę, ale bardzo rzadko np. włączam playlistę na komputerze. Tak więc myślę, że nie ma nic dziwnego w tym że rzadko się nią dzielę.

mumford-and-sons[1]

Zwierz rzadko bywa na koncertach, ale był na koncercie Mumford and Sons

S: Czy jesteś w stanie zdradzić mi o czym w najbliższym czasie będę mógł poczytać u Ciebie na blogu? Jakieś konkretne pomysły na najbliższe miesiące? Na podcasty i na filmiki na YT?

Z: Sama chciałabym wiedzieć 🙂 Na pewno będą recenzje nowości, może znajdzie się trochę recenzji rzeczy na DVD w nieco innym kontekście niż może się wydawać. Co do podcastów… tematy wymyślamy bardzo na bieżąco. A YT? Jej zielonego pojęcia nie mam.

S: Zwierz jest istotą dość mobilną i często na konwentach się pojawiającą. Gdzie będzie można zobaczyć Cię na 100% w tym roku? I o czym będą Twoje prelekcje?

Z: Na Pyrkonie będę bez prelekcji, na Serialkonie będę mówić o amerykańskich remake brytyjskich seriali, w Olsztynie na Konferencji serialowej będę się zastanawiać czy Netflix produkuje seriale a potem gdzie nogi poniosą. Ale mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć do mojego ukochanego Torunia na Copernicon bo to mój najukochańszy konwent na świecie.

S: Książka Zwierza ujrzy światło dzienne już całkiem niedługo. Dość enigmatyczne na fanpage napisałaś, że będzie to fabuła o filmach. Możesz zdradzić coś więcej, czy wolisz by treść była całkowitą tajemnicą? Książka jest już całkowicie ukończona? Jeśli tak to ile zajęło Ci jej stworzenie i jak się poczułaś kiedy napisałaś ostatnie słowo?

Z: Akurat fabuła jest prosta do streszczenia – dwóch przyjaciół – Polak i Żyd zakładają w 1909 roku kino i… starają się nie zbankrutować. A w tle życie, historia i poborcy podatkowi. Książka jest ukończona od bardzo dawna, to ten przypadek kiedy do wydawnictwa trafia skończony maszynopis. Napisałam ją nieprzyzwoicie szybko bo jakieś sześć miesięcy, pisania na boku, bez takiego zacięcia „muszę napisać dziś pięć stron”. Kiedy napisałam ostatnią stronę poczułam się zaskoczona, ale też dumna. To pierwsza książka jaką w życiu skończyłam (kilka zaczęłam), byłam dumna że potrafię. Wtedy w ogóle jeszcze nie myślałam o publikacji.

S: Nie darowałbym sobie gdyby mnie zadał Ci tego pytania. Wymień mi pięć filmów, które „zryły Ci banię zbyt mocno”, i dlaczego?

Z: Requiem dla snu – oglądane w czasie młodzieżowej konferencji naukowej, bez przygotowania, bez żadnego opisu fabuły bez niczego – po jednym seansie wiedziałam że nie chce tego więcej oglądać.

Odyseja Kosmiczna 2001 – obejrzałam ją pierwszy raz jako bardzo młoda osoba, totalnie nic nie zrozumiałam z zakończenia. Przez lata myślałam że to wiek a potem okazało się że ten film po prostu ma enigmatycznie zakończenie.

Fight Club – bo mój brat powiedział mi tylko, że ten film wydaje się średni ale jest genialny i rzeczywiście.

Wszystko gra – bo nie byłam w stanie uwierzyć, że Allen nakręcił tak fenomenalne zakończenie filmu. Serio byłam poruszona.

An Amercian Tail – bo do dziś nie rozumiem jak ktoś zrobił animację o rosyjskich/ żydowskich myszkach uciekających przed pogromami do Stanów. Co oni pili pisząc ten scenariusz?

I to by było na tyle moi drodzy! Oczekujcie kolejnych wywiadów, a Zwierzowi serdecznie dziękuję za poświęcenie mi czasu! Szukajcie nas na w najbliższym czasie na Pyrkonie! 

walking-dead-ldoe[1]

Śmiertelna wyliczanka, czyli o finałowym odcinku 6 sezonu „The Walking Dead”.

Domyślam się, że macie całkiem sporo pytań dotyczących finałowego odcinka 6 sezonu The Walking Dead zatytułowanego The Last Day On Earth, postaram się więc odpowiedzieć na wszystkie nurtujące kwestie, które zadałbym sam sobie. Zacznę od tego, że odcinek bardzo mi się podobał, choć nie lubię wkręcania w rodzaju „90 minutowy odcinek finałowy”. Bzdura. Epizod bez reklam trwa około 65 minut i kończy się najbardziej „chamskim” cliffhangerem ever, który oczywiście wymusi na widzach rekordowe otwarcie kolejnego sezonu, bo przecież trzeba sprawdzić kto spotkał się z Lucille.

walking-dead-last-day-on-earth-4[1]

Komuś tutaj wyraźnie padło na głowę.

W tym odcinku nie zobaczyliśmy Tary, która jeszcze nie wie o tym co spotkało Denise, nie pojawili się też przedstawiciele Wzgórza, w tym jakże ciekawy Jezus. Ojciec Gabriel, który stał się niezłym kozakiem pozostał na straży Alexandii, a Enid została zamknięta w składziku. Można więc stwierdzić, że w razie ataku społeczność ma delikatnie rzecz ujmując przesrane, ale wątpię, że do takowego w najbliższym czasie dojdzie. Zresztą, świat TWD powiększył się nie tylko o grupę Negana (Zbawców) i Hilltop więc uwaga twórców skupi się już niedługo na miejscu zwanym Królestwem. Przedstawicieli Królestwa zobaczyliśmy w specyficznych, stylizowanych wręcz na zbroje strojach, mieszkańcy tej społeczności korzystają z koni do przemieszczania się. I takiego królewskiego konika dosiadł Morgan podczas poszukiwań Carol, która tak jak podejrzewałem została poważnie ranna i właściwie chciała skazać się na powolne samobójstwo. Morgan jednak uważa, że każde życie jest cenne więc szuka jej nawet kiedy ta każe mu odejść. Kobita wpada na rannego Zbawcę, który postanawia przedłużyć jej cierpienia jak tylko się da i ładuje w nią dwie kulki. Trafia jednak na Morgana, który łamie swój kodeks i ładuje w gościa cały magazynek. Wątek tej dwójki kończy się zapoznaniem z przedstawicieli Królestwa, którzy w komiksie pełnią bardzo ważną rolę.

Reszta odcinka skupia się wokół próby dowiezienia Maggie do lekarza z Hilltop i uniknięcia bezpośredniego kontaktu ze Zbawcami przez ekipę Ricka. Bardzo liczna grupa Negana zastrasza naszych bohaterów w bardzo drastyczne sposoby. Dają im jasno do zrozumienia, że porwali Michonne i Daryla, pokazują swoją siłę pastwiąc się nad gościem, którego grupa przebywała w tej samej bibliotece co Carol i Morgan. Morgan zresztą odciął wisielca, który był „dziełem” Zbawców. Odcinanie drogi ucieczki Rickowi i ekipie skutecznie doprowadza naszych bohaterów do paranoi i desperacji. Wpadają na ryzykowny plan zmylenia Zbawców przy pomocy kampera, którym ma kierować Eugene. Rick i spółka uciekają lasem, Maggie rozpalona leży na noszach. Wpadają wprost w pułapkę zastawioną przez hordę Negana, którego introdukcja robi wielkie wrażenie. Przerażenie w oczach Ricka jeszcze nigdy nie było tak wyraźne. Ostatnio z perspektywy kolan patrzyli na świat kiedy trafili do Terminusa. Ale tym razem Carol nie przyjdzie z pomocą, tym razem sama jej potrzebuje. Dwight otwiera samochód, w którym przetrzymują postrzelonego Daryla, Michonne, Rositę i Glenna. Negan wychodzi z kampera i rozpoczyna swój długaśny, znakomicie napisany monolog, w którym tłumaczy, że od dziś grupa Ricka jest na jego usługach i ma oddawać połowę swoich zdobyczy. Tłumaczy nowy porządek świata i oznajmia, że jednego z naszych ulubieńców będzie musiał zatłuc swoją Lucille. Robi to na zasadzie wyliczanki, choć domyślam się, że jego wybór nie był tak do końca przypadkowy. Rick wyrywa się do Carla, Glenn do Maggie, więc Negan łączy pewne fakty. Jest doprawdy znakomicie zimny i władczy, dlatego jego ekipa sama uważa się za Negana. Do tego posługuje się tym przerażającym, charakterystycznym gwizdem… Wyliczanka dobiega końca, ale nie wiemy kogo zatłukł Negan, gdyż pokazane jest to z perspektywy ofiary. Udźwiękowienie egzekucji jest zaiste brutalne, a całość zrobiła na mnie wielkie wrażenie właśnie dzięki tej perspektywie, na która tak wszyscy narzekają. Wsłuchajcie się w dźwięki rozgniatanego mózgu. MA-SA-KRA.

walking-dead-ldoe[1]

Ten pan od następnego sezonu będzie rozdawać karty.

Oczywiście w tym momencie muszę Wam odpowiedzieć na kogo obstawiam i kogo możemy z góry wyeliminować. Nie padło na Ricka i Carla – Negan mówi, że jeśli ktoś się poruszy to każe wydłubać Carlowi oko i nakarmić nim Ricka (plus mamy perspektywę osoby widzącej na oboje oczu). Po drugie Negan używa zwrotu w rodzaju „bierze to na klatę”. Odpadają więc wszystkie wszystkie panie, w szczególności osłabiona Maggie, która pewnie nie ruszyłaby się po pierwszym uderzeniu. Z całym szacunkiem ale odrzucam też Eugene’a, który został wcześniej pobity. Pozostają nam więc jeden spryciarz i dwaj twardziele. Glenn zginął w komiksie, ale twórcy niezbyt wiernie się go trzymają (Denise otrzymała strzałę zamiast Abrahama), poza tym przez większość tego sezonu były domniemania czy zginął czy nie. Daryl jest ranny więc czy miałby siłę powstać po takim ciosie? Wydaje mi się, że padło na silnego Abrahama, ale czy jest on aż tak wielkim ulubieńcem tłumów? Tak czy siak obstawiam, że zginął ktoś z tej trójki, niestety dopiero na jesieni poznamy prawdę. Z jednej strony zabieg twórców sprawił, że nie mogę się doczekać kolejnego sezonu z drugiej to wkurwił niemożebnie całe legiony fanów serii. Tak czy siak Jeffrey Dean Morgan jako Negan jest przerażający i fascynujący jednocześnie, a Lucille jest tym czego oczekiwałem. Obyśmy tylko w pierwszym odcinku 7-go sezonu nie otrzymali jakiegoś niefajnego przeskoku w czasie, bo scena egzekucji jest bardzo potrzebna już nie z perspektywy ofiary ale całej reszty ekipy. Ode mnie na dziś tyle, już za tydzień wpis o pierwszym odcinku drugiego sezonu Fear The Walking Dead!

FILE - In this Oct. 9, 2015 file photo, actor Norman Reedus attends AMC's "The Walking Dead" season six premiere fan event in New York. Reedus, who plays zombie-plagued Daryl Dixon on the hit AMC thriller, is hitting the road in a new AMC reality show as he takes viewers on a biker journey exploring motorcycle culture. The series, with the working title “Ride with Norman Reedus,” debuts in 2016. (Photo by Charles Sykes/Invision/AP, File)

PRZED I PO SUKCESIE #02: Obsada „The Walking Dead”

Finałowy epizod 6 sezonu już widziałem i jutro pojawi się o nim wpis! Korzystając z zamieszania jakie wywołało pojawienie się postaci Negana chciałbym przybliżyć drogę niektórych aktorów z tego serialu do wielkiej sławy. Gdzie mogliśmy uświadczyć ich wcześniej? Skąd możemy ich kojarzyć? Co się stało z tymi, których już w obsadzie nie ma? Sprawdźcie! Zapraszam do czytania! Nie uwzględniałem we wpisie aktorów i aktorek, które wcześniej nigdzie nie występowali, ani też specjalnie nie zrobili kariery po zakończeniu emisji serialu!

UNIVERSAL CITY, CA - OCTOBER 02: Andrew Lincoln arrives at AMC's "The Walking Dead" Season 5 Premiere held at AMC Universal City Walk on October 2, 2014 in Universal City, California. (Photo by Michael Tran/FilmMagic)

ANDREW LINCOLN (Rick Grimes). Ten przystojny Brytyjczyk, obecnie 42 letni swoją karierę zaczynał raczej od epizodów za to w dość znanych filmach. Należy tutaj przede wszystkim wymienić Human Traffic, To właśnie miłość, Burza hormonów, Jesteś taka piękna, Wichrowe wzgórza czy serial Kontra. Postać nieobliczalnego obecnie Ricka Grimesa przyniosła mu rzeszę wiernych fanów, którzy jednak nie są ślepo zapatrzeni w jego poczynania. Nie ma się co oszukiwać, że ta rola jest dla niego tym samym czym postać Waltera White’a dla Bryana Cranstona. Kamieniem milowym w karierze i pomnikiem jednocześnie.

FILE - In this Oct. 9, 2015 file photo, actor Norman Reedus attends AMC's "The Walking Dead" season six premiere fan event in New York. Reedus, who plays zombie-plagued Daryl Dixon on the hit AMC thriller, is hitting the road in a new AMC reality show as he takes viewers on a biker journey exploring motorcycle culture. The series, with the working title “Ride with Norman Reedus,” debuts in 2016. (Photo by Charles Sykes/Invision/AP, File)

NORMAN REEDUS (Daryl Dixon). To ciekawe jak bardzo ludziska pokochali postać, której nawet nie ma w komiksie. Reedus ma w sobie coś co magnetycznie przyciąga kobiety i sprawia, że wzdychają po kątach. Nic dziwnego, że został wybrany do roli Judasza w teledysku do Judas Lady Gagi. Gdzie można go było uświadczyć wcześniej? W takich filmach jak Mutant, Życie na niby, Osiem milimetrów, Plotka, Blade: Wieczny łowca II, Bohater z wyboru, Pandorum i przede wszystkim w obu częściach Świętych z Bostonu. Ostatnio natomiast pojawił się chociażby w Kronikach lombardu Psach mafii. Ma też mieć swój własny program motoryzacyjny już całkiem niedługo. Norman, w co osobiście trudno mi uwierzyć, ma obecnie 47 lat.

arrives at the premiere of AMC's "The Walking Dead" 2nd Season at LA Live Theaters on October 3, 2011 in Los Angeles, California.

JON BERNTHAL (Shane Walsh). W przypadku tego pana kariera zdecydowanie nabrała tempa kiedy został z serialu odstrzelony. Świetnie grając postać niezrównoważonego przyjaciela Ricka z pewnością zwrócił uwagę niejednego znakomitego twórcy, w tym samego Martina Scorsese, u którego pojawił się w Wilku z Wall Street. Wcześniej mogliście go zobaczyć w serialach Eastwick czy Nasza klasa. Watro wspomnieć Noc w muzeum 2, Nocną randkę, Autora widmo, Pacyfik, Legendy ringu, Infiltratora, Furię, Earl i ja i umierająca dziewczyna no i oczywiście Daredevila gdzie wciela się w komiksowego Franka Castle, czyli Punishera. Ten pan sobie świetnie radzi, oby tak dalej. Jon ma obecnie 39 lat.

david-morrissey-700x455[1]

DAVID MORRISSEY (Philip „Gubernator” Blake). Obecnie 51 letni Brytyjczyk nie powinien Wam się tylko kojarzyć z czarnym, chaotycznym charakterem z TWD. Warto obadać Klub samobójców, Chłopak na gwałt poszukiwany, Głosy, Kapitan Corelli, Stan gry, Blackpool, Stoned, Wykolejony, Nagi instynkt 2, Plaga, Wilcze prawo, Rozważną i romantyczną. Wielki sukces TWD nie przełożył się na granie na dużym ekranie Morriseya raczej uświadczycie potem w ciekawych serialach lub miniserialach takich jak The Driver, True Love, The Hollow Crown, South Riding Field of Blood.

Academy+Motion+Picture+Arts+Sciences+Celebrates+VAr3Z-8u6Nzl[1]

SCOTT WILSON (Hershel Greene). Scott ma obecnie 71 lat i jest żywym dowodem, że broda dodaje zajebistości. Gdzie mogliśmy go uświadczyć wcześniej? W bardzo wielu produkcjach i to cholernie znanych! Monster, Ostatni samuraj, G. I. Jane, Pearl Harbor, Brat naszego Boga, Przed egzekucją, Rok spokojnego słońca… Poza tym jeszcze wypada wspomnieć o Wielkim Stachu, Na krawędzi, Smutne miasto, Egzorcysta III, Zwierzak, Świetlik, a obecnie w serialu na podstawie klasycznego horroru Omen czyli Damien. Scott był jednym z moich obsadowych ulubieńców i bardzo mi było przykro, że jego postać zginęła w taki sposób.

Jeffrey+DeMunn+AMC+Walking+Dead+Panel+Comic+2YPDMm7-R_Ol[1]

JEFFREY DEMUNN (Dale Hovarth). Jeffrey ma obecnie 68 lat i było mi bardzo przykro kiedy zginął w tak bardzo głupi sposób. Długo tego nie potrafiłem Carlowi wybaczyć. Tego pana znamy przede wszystkim z Zielonej mili  a także Autostopowicza, Mgły, Inkarnacji, Tajne przez poufne, Skazanych na Shawshank, Świątecznego zła, Plazmy, Obywatela X, Majestic, Sztormu stulecia. Zauważyliście, że często pojawiał się w adaptacjach powieści Stephena Kinga? Zauważyliście, że za te adaptacje odpowiada Frank Darabont, który powołał do życia The Walking Dead? Przypadek? Nie sądzę!

Exclusive-Interview-With-Michael-Rooker-About-Guardians-of-the-Galaxy[1]

MICHAEL ROOKER (Merle Dixon). Ten pan wciela głównie w bohaterów negatywnych ze względu na dość charakterystyczną facjatę. Jego debiutem był występ w filmie Henry – Portret seryjnego zabójcy gdzie wcielił się w Henry’ego Lee Lucasa. Koniecznie trzeba odnotować występy w Szybkim jak błyskawica, JFK, Tombstone, Mrocznej połowie, Szczurach z supermarketu, Zabójczym układzie, Kolekcjonerze kości, 6-tym dniu, Replikancie, znakomitym horrorze Robale i już po sukcesie TWD w Strażnikach galaktyki. Postać Merle’a mimo, że była zła i odpychająca to przeze mnie bardzo lubiana. Szkoda, że nie mamy szans go już tam zobaczyć choćby w retrospekcjach. Rooker ma obecnie 60 lat.

7ac01833-aca8-4b3a-b33b-99d0e38b8afe-2060x1236[1]

LENNIE JAMES (Morgan Jones). Lennie jest 50 letnim aktorem z dość ciekawą i bogatą filmografią. Jest rodowitym Brytyjczykiem, a pojawił się w takich filmach i serialach jak Jerycho, Przekręt, Dla niej wszystko, Colombiana, Uwięziony, Wyposażony, Sahara, 24 Hour Party People, Nędznicy, Eliminator, Low Winter Sun, Miasto odkupienia. Tam warto go zobaczyć by skontrastować z jego uduchowioną kreacją Morgana, który pojawiał si i znikał by zostać w obsadzie na stałe. Jutro nieco więcej o jego postaci we wpisie o finałowym odcinku także już teraz zapraszam jutro na bloga!

Laurie_Holden_2012[1]

LAURIE HOLDEN (Andrea). Szkoda, że Holden uczyniła z Andreii tak irytującą postać, której KAŻDY chciał się w końcu z obsady pozbyć. Aktorka często współpracowała z Darabontem i lubi pojawiać się w horrorach. Warto wymienić Mgłę, Silent Hill, Majestic, Głupi i głupszy bardziej, Fantastyczna czwórka, Siedmiu wspaniałych. Obecnie ma 46 lat i zawsze uważałem, że jej gra aktorska podobnie jak pani poniżej jest nieco sztuczna. Dobrze, że obecnie w osadzie TWD są mniej doświadczone, ale za to o wiele ciekawsze i zdolniejsze aktorki.

Sarah-Wayne-Callies-Walking-Dead[1]

SARAH WAYNE CALLIES (Lori Grimes). Pierwsza postać jaką znienawidziliśmy dosadnie w serii. Jej kariera nabrała tempa już na etapie roli w serialu Skazany na śmierć, jednak to TWD katapultowało jej do pierwszej ligi… aktorek totalnie niestrawnych. Nic więc dziwnego, że wielkiej kariery obecnie nie robi, a można ją uświadczyć w takich filmach jak Epicentrum, Zabójczy szept, Wrota zaświatów, Twarze w tłumie, Po tamtej stronie drzwi. Nie są to tytuły z wysokich półek co wcale mnie nie dziwi. Za to pani, która zamyka zestawienie… Mam nadzieję, że jej kariera po TWD nabierze kolorów.

Lauren-Cohan-Backgrounds[1]

LAUREN COHAN (Maggie Greene). Lauren jest świetna. Poza występami w filmach takich jak Wieczny student 2, Wyścig śmierci 2, The Boy czy gościnnie w Pamiętnikach wampirów, Współczesnej rodzinie, Supernatural czy Chuck w tym roku już mignęła na ekranie jako… matka Bruce’a Wayne’a w Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości. Tak moi drodzy, być może nie każdy ją tam odnotował, ale to jest Martha, która jakże ważna była dla fabuły (ech…) tego filmu. Stawiam, że gdyby to ona zginęła w najbliższym czasie to drzwi kariery stanęłyby przed nią otworem. A może po prostu mam do niej słabość?

W ramach ciekawostki dodam, że Christian Serratos (Rosita) grała we wszystkich częściach „Zmierzchu”, Melissa McBride (Carol) pojawiała się w Darabontowej „Mgle”, a Chad Coleman (Tyreese), Lawrence Gillard Jr. (Bob) i Seth Gilliam (ojciec Gabriel) grali razem w The Wire czyli Prawie ulicy. Steven Yeun (Glenn) zaliczył epizodzik w Teorii Wielkiego Podrywu i miał być współlokatorem Sheldona (odcinek zanim zepsuła się winda). Michael Cudlith (Abraham) popisał się świetnymi rolami w Kompanii Braci Gliniarzach z Southland. Reszta obsady albo nie pojawiła się nigdzie, albo epizodycznie w mało istotnych produkcjach. Obsadę jakiego serialu mam wziąć pod lupę w następnym wydaniu cyklu? Piszcie w komentarzach!

13059622975_881c003231_b[1]

Przelecieć Hermionę, Smerfetkę lub Daphne, czyli o porno parodiach słów kilka.

Zastanawialiście się kiedyś po co tak właściwie komu porno parodie? Zastanawialiście się kto by chciał oglądać aktorów i aktorki porno przebranych za postacie z najbardziej znanych produkcji filmowych? Ja się zastanawiałem i doszedłem do wniosku, że nasze zwyrodniałe głowy lubią sobie wyobrażać jakby to było gdyby Harry Potter po kątach się Hermioną grzmocił. Albo Frodo z jakąś ładną elfką. Albo Wolverine ze Storm i tak dalej… A porno parodie są wizualizacją naszych wyobrażeń w mniej lub bardziej profesjonalnym stylu. I wierzcie mi moi drodzy, w te filmy ładowana są srogie pieniądze, które zwracają się z nawiązką. Przed Wami pierwsza część zestawienia filmów dla dorosłych, które parodiują klasyczne już dzieła filmowe. Gwarantuję Wam, że przynajmniej kilka tytułów Was zaskoczy!

Pirates-XXX[1]

PIRATES XXX i PIRATES XXX 2: STAGNETTI’S REVENGE. Obie części parodii Piratów z Karaibów należą do najdroższych w historii porno biznesu. W filmie jest nawet bardziej niż szczątkowa fabuła, która zajmuje całkiem dużo ekranowego czasu. W produkcji udział biorą profesjonaliści i profesjonalistki głównie związani z Digital Playground: Jesse Jane, Evan Stone, Tommy Gunn, Janine Lindermulder, Belladonna, Sasha Grey, Stoya czy Katsuni. Z mojego researchu wynika, że na produkcje poszło więcej niż, uwaga, milion dolarów, więc w ramach ciekawostki powinni obejrzeć to także Ci co pornografią, nawet stylizowaną się mocno brzydzą.

13059622975_881c003231_b[1]

THIS AIN’T THE SMURFS XXX PARODY. Tak, dobrze widzicie. Filmowa parodia Smerfów. Bardziej jest jednak inspirowana filmem kinowym niż serialem animowanym przynajmniej jeśli o wygląd Gargamela chodzi. A jeśli o konfiguracje kto z kim i jak to już sami się możecie domyśleć. Potwierdzam, że części ciała pod ubrankami też mają niebieskie.

5KWT8Ys[1]

SCOOBY DOO XXX. Jakoś mnie specjalnie nie dziwi fakt powstania tej parodii bo materiał źródłowy jest do tego bardzo wdzięczny. Propsy za dobór ciuchów i jako taką charakteryzację. Nie, nie odnotowałem zoofilii, co być może niektórych rozczaruje. Nie, nie poszli na całość. Nie, pies nawet nie patrzy na to wszystko.

always-wanted-a-pokemon-porno-parody-merry-christmas1[1]

STROKEMON: THE XXX PARODY. Oczywiście parodia Pokemonów. Tak, Ash posuwa Pikachu. Jest też epizod siostry Joy z Brockiem i nie brakuje Zespołu R. Respekt dla kolesia, który był w stanie przelecieć laskę w takim żółciutkim kostiumie jak tu widać. No ale skoro w poprzedniej parodii uczestnicy zabawy byli się w stanie parzyć będąc całkowicie niebiescy to co to właściwie za wyczyn…

maxresdefault[1]

E.T. XXX. Przyznam, że im bardziej w tym grzebię tym bardziej załamuję ręce, a jednocześnie jestem pełen podziwu dla tego, że tym ludziom się po prostu chciało coś takiego zmajstrować. Popyt i podaż idą w parze więc na takie produkcje serio musi być zapotrzebowanie. Wiem, że powstania pewnych produkcji nikt nigdy nie będzie w stanie wytłumaczyć.

filing_images_f2a1c72ded5f[1]

GAME OF BONES. Parodia „Gry o Tron” jest sama w sobie dość dziwacznym pomysłem, bo w materiale wyjściowym seksu jest i tak co niemiara. No ale kto bogatym zabroni? Nie zdradzę Wam kto z kim by nie psuć zabawy. A czy ktoś ginie? Tego też się musicie samo dowiedzieć jeśli będziecie mieli odwagę.

stxxx-2[1]

STAR TREK XXX PARODY. Niesamowite, że ten koleżka nawet przypomina sir Patricka Stewarta. Kolejna z przeróbek z dbałością o szczegóły i starająca się przemycić choć szczątkowy humor. Dla tych, którzy grają w tego typu filmach to musi być nie lada wyróżnienie, bo w pewnym sensie wcielają się w postacie totalnie kultowe. Tylko pamiętajcie, że co się zobaczy to się nieodzobaczy.

yhairytwatter[1]

HAIRY TWATTER. Porno parodii HP jest przynajmniej kilka, ale ta najbardziej utkwiła mi w głowie ze względu na swój tytuł. Podejrzewam, że gdyby szkolne mundurki miały wyglądać tak jak u tych pań, to pomysł ich wprowadzenia, który swego czasu się pojawił byłby przyjęty dużo, dużo cieplej.

the-most-popular-porn-parodies-searches-of-2015-14-photos-10[1]

STAR WARS XXX PARODY. Bardzo często nagradzana w środowisku pornograficznym parodia, solidnie przygotowana od strony technicznej i kostiumowej. Chwebacca w akcji, Leia w akcji, „szturmowczynie”, które które w końcu coś umieją. Dodam, że pierwotnie bohaterowie komedii Kevina Smitha Zack i Miri kręcą porno także mieli w planie nakręcić parodię Gwiezdnych Wojen.

0thehumansexipedeildottore_586[1]

THE HUMAN SEXIPEDE. Ummmmm… Jakby to ująć… Jest to nic innego jak porno parodia Ludzkiej stonogi co samo w sobie jest tak mega popierdolone, że mi się w głowie nie mieści. Ale powstało, powstało podobnie jak parodia chociażby pierwszej Piły z udziałem samego Rona Jeremy’ego. Im bliżej końca zestawienia tym dziwniej się robi.

EvilHead-2012-06_zps9fa873eb[1]

EVIL HEAD. Bez kitu, jest to parodia Martwego Zła, rzecz jasna tego klasycznego z Brucem Campbellem. Zaskakujący wybór i podobno całkiem zabawna, serio zabawna parodia poza rzecz jasna seksualnymi uniesieniami. Ale to wciąż nie jest szczyt tego co można pornolem sparodiować.

22accd14da2a8d87cadee269c582b11ceeac706ac34d694697b42712e549c39a_1[1]

EDWARD PENISHANDS. Oldchoolowa parodia Edwarda Nożycorękiego. Główny bohater ma penisy zamiast rąk i jak widać po gifie próbowano dość specyficznych żarcików, które stanowczo ryją banie zbyt mocno. Wybaczcie, że wybrałem ten hipnotyzujący gif, ale no nie mogłem się powstrzymać.

IMG_1304[1]

THE SIMPSONS XXX PARODY. Bardzo ładny dobór kolorów muszę przyznać. Ktoś tu się przyłożył do swojej roboty i mógłby pracować u Wesa Andersona. Mam jakieś nieodparte wrażenie, że akurat z oglądania tej parodii co niektórzy mogliby czerpać niemałą przyjemność, bo odtwórczyni Marge jest całkiem naturalnie atrakcyjna. A że żółta? To już zupełnie inna sprawa. Dodam jedynie, że w podobnym tonie jest utrzymana przeróbka Family Guy’a.

Rzecz jasna możecie też znaleźć parodie chociażby Spider Mana, Batmana, X-Menów czy Sin City. Strach pomyśleć co jeszcze pracownicy pornolandu wymyślą… Tak czy siak dzięki za uwagę! Do przeczytania wkrótce.

6A[1]

Wiedza, zabawa, integracja, czyli dlaczego warto jeździć na konwenty?

Tak zwane „krzywdzące stereotypy” nigdy się znikąd nie biorą. Powtarzane z ust do ust opinie po jakimś czasie zamieniają się w „powszechne prawdy”, mimo, że są często rozsiewane przez osoby niekompetentne, które jedynie „słyszały że…” coś tam, coś tam na dany temat. Stąd biorą się chociażby dość krzywdzące opowieści o Przystanku Woodstock, czy o konwentach, które są tematem mojego dzisiejszego wpisu. Byłem na kilku, i każdy różnił się znacznie od siebie zarówno pod kątem organizacji, jak i przebiegu imprezy, atrakcji i całej otoczki towarzyszącej. Nie chcę tutaj zagłębiać się w podziały konwentów na specjalistyczne, bardziej przeznaczone dla maniaków mangi, RPG czy LARP-ów, bo nie chodzi mi o to by Was od razu zniechęcić czy przestraszyć. Dziś moim zadaniem jest Wam raczej podpowiedzieć, dlaczego warto wybrać się na taką imprezę choćby raz i przeżyć najfajniejsze atrakcje na własnej skórze.

6A[1]

Takie widoki tylko na Pyrkonie. Zdjęcie z edycji 2014.

Krąży powszechna opinia, że na konwentach są tylko mangozjeby i przebierańcy, którzy są w stanie wydłubać oczy tym, którzy przekręcą nazwę postaci z ich ulubionego anime. To jest bzdura i wyolbrzymianie, a do tego nadawanie tym ludziom pewnych stereotypowych cech i zachowań, które nijak się mają do rzeczywistości. Bo to, że trafi się na jednego drechola słuchającego rapsów nie znaczy, że każdy słuchacz rapu to drechol, a miłośnik death czy black metalu nie musi być z założenia ateistą czy satanistą. Także bajki o tym, że na konwentach są tylko ludzie zacietrzewieni, wszechwiedzący i popierdoleni na punkcie swoich pasji można między bajki włożyć. Owszem zdarzają się osobnicy dziwni lub zdrowo jebnięci, ale nie stanowią oni większości uczestników takich imprez. I nie mogą stanowić pryzmatu, przez który należy oceniać całą imprezę, no bądźmy poważni.

Konwenty to przede wszystkim, przynajmniej z mojej perspektywy, źródła wiedzy nie tylko o fantastyce, nauce, popkulturze czy kinematografii. O ile prelegent jest dobrze przygotowany i opowiada na swój temat w sposób przystępny i zrozumiały to ma szansę nauczyć uczestników czegoś nowego, intrygującego, pogłębiającego wiedzę, szczególnie, że dzięki luźnej formule i możliwości swobodnych dyskusji z prowadzącymi. Sam bywam zarówno prelegentem jak i uczestnikiem więc wiem co mówię, podczas wymiany zdań i opowiadania rozmaitych ciekawostek można mieć masę ubawu, a i poważniejszych refleksji nie brakuje.

Dla mnie osobiście prelekcje są najmocniejszymi punktami konwentów, choć wiem, że część uczestników przyjeżdża głównie by sobie pograć lub wziąć udział w konkursach cosplay, LARP-ach i tak dalej. Dla każdego coś miłego jak to się mówi – mnogość atrakcji podczas konwentów to kolejny wabik by choć raz się tam pojawić i posłuchać często znakomitych gości, głównie pisarzy z naszego i zagranicznego podwórka, którzy tworzą fantastykę, lub komiksy (jak chociażby Dem, który jest stałym bywalcem takich imprez). Jest tam też od groma stoisk z gadżetami z przystępnych cenach, często można coś zacnego zgarnąć w loteriach i przede wszystkim poznaje się tam świetnych ludzi, którzy oglądają te same filmy i seriale, słuchają podobnej muzyki, po prostu są z tego samego nerdowskiego czy geekowskiego świata. Tylko na konwentach można uświadczyć sale, w których ludziska śpiewają nie tylko japońskie piosenki do specyficznego karaoke, tylko tam są bloki, gdzie ogląda się japońskie reklamy, tam bezwstydnie można się przyznać do swojej miłości do My Little Pony, Power Rangers, Pokemonów i być po 30. Dla mnie jako wiecznego dziecka to są miejsca idealne, które pozwalają mi na kilka dni zapomnieć o otaczającej rzeczywistości i dają posmak dzieciństwa. Otoczony przez koszulki, plakaty, kubeczki, figurki, gry, kostiumy, maski, zabawki i przede wszystkim rozgadanych kolorowych ludzi czuję się dobrze, podobnie jak na Woodstocku.

Oczywiście konwenty to także cała masa rozmaitych konkursów, wiedzówek z dziedzin wszelakich, w których muszę przyznać zdarzyło mi się nieraz polec mimo posiadania dość sporej wiedzy filmowej. Sam tez kiedyś takowe robiłem i przyznam, że ludziska mają wiedzę, ale też do pewnych dla mnie oczywistych szczegółów zupełnie nie przykładają wagi. Także nie przejmujcie się jeśli jeszcze nigdy nie zawędrowaliście na taki czy inny konwent, to nie są imprezy od maniaków dla maniaków, często panele przeznaczone są dla totalnie zielonych, nieogarniętych i początkujących osób, które tylko na samym wstępie do takiej imprezy będą miały problem by się tam odnaleźć. Uczestnikom konwentów zapewnia się często zniżki na pobyty w akademikach, promocyjne ceny szamki, a co bardziej wytrwali miewają możliwość przekimania się w budynkach, w których impreza jest organizowana. Zresztą wszelakich szczegółów szukajcie na oficjalnych stronach konwentów, które zamierzam Wam poniżej polecić. Sam pojawię się na kilku także będzie przynajmniej kilka okazji do zbicia piąteczki! Skoro już Was przekonałem to sprawdźcie gdzie pojawię się w tym roku, oraz gdzie warto się także udać gdzie niekoniecznie się pojawię!

12717659_1277024932313492_6845588176067047663_n[3]

PYRKON: 8-10 kwietnia, Poznań. (Największy konwent w kraju, będę się tam kręcić przez calutkie trzy dni, wystąpię 8 kwietnia od godzinie 20:00 i do 21:50 będę opowiadać o starych i współczesnych horrorach)

dni-fantastyki-konkurs-dla-grafikow1[1]

12. WROCŁAWSKIE DNI FANTASTYKI: 13 – 15 maja, Wrocław. (Jakiś czas temu otrzymałem zaproszenie więc się pojawię. Z jakim programem jeszcze nie wiem, wiem za to, że Wrocław to bardzo ładne i wdzięczne miasto)

10348357_571136513048676_5825773032400253211_n[1]

OLSZTYŃSKIE DNI FANTASTYKI I NAUKI: 3-5 czerwca, Olsztyn. (Oczywiście się pojawię, organizatorzy tej imprezy jako pierwsi wyciągnęli do mnie rękę. A do tego odbywa się na Wydziale Humanistycznym na UWM, na którym studiowałem dziennikarstwo)

12249673_1624359687826035_4961573720164514320_n[1]

BALTIKON: 29 – 31 czerwca, Sopot (Najprawdopodobniej się pojawię, bardzo podobała mi się poprzednia edycja)

12592601_975668532487653_1458896695663118995_n[1]

POLCON: 18 – 22 sierpnia, Wrocław (byłem już raz i mam nadzieję pojawić się ponownie!)

Rzecz jasna powinniście mieć też na uwadze takie imprezy jak SMOKON i IMLADRIS (Kraków), FALKON i  DRAGON (Lublin), COPERNICON (Toruń), ARKHAMER (Kalisz), G-CON (Starogard Gdański), JAGACON (Suchedniów), NYSKON (Nysa), TWIERDZA (Giżycko), BACHANALIA FANTASTYCZNE (Zielona Góra), SABAT FICTION FEST (Kielce). Na FB na pewno będę Was informować jak się bawię na Pyrkonie także oczekujcie wzmożonej aktywności na fanpage!

quentintarantino_0[1]

„Właśnie pracuję nad trzecią częścią „Kill Billa”‚” – wywiad z Quentinem Tarantino

Nie było mi łatwo utrzymać tego w tajemnicy. Dotarcie do Mistrza nie było łatwe, ale w końcu każdy na świecie, zna każdego na świecie, co zna każdego na świecie co może znać kogoś co zna kogoś co zna kogoś znającego kolegę kolegi Quentina Tarantino. I tak udało mi się dotrzeć do mojego filmowego guru, który odpowiedział na kilka moich pytań. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z zapisu tejże jakże pasjonującej rozmowy.

quentintarantino_0[1]

Stanley: Witaj Mistrzu! Jak zdrowie? 

Quentin Tarantino: A dziękuję, dobrze, trochę pochlałem wczoraj z Samuelem, ale kaca nie mam.

Stanley: Zacznę może od dość kontrowersyjnego pytania. Czy uważasz, że chłodne przyjęcie Hateful Eight ma znaczący związek z tym, że premiera miała miejsce w podobnym czasie co Przebudzenie mocy

Quentin Tarantino: Do chuja pana! Nienawidzę jebanego Disneya! Nie dość, że film wypuścili w tym samym czasie co mój to jeszcze zrobili z Kylo Rena płaczliwą ciotę! Dobrze, że Ennio zgarnął Oscara za muzykę, bo jakby Williams wygrał to bym mu wjechał na chatę i oszczał wszystkie instrumenty. Jebać Disneya! Tylko studio Ghibli! Włodarze Disneya mogą mi opylić kiełbachę.

Stanley: W Twoich filmach jest dużo wulgarności i brutalności, ale wydawało mi się, że na co dzień jesteś pokojowym człowiekiem. Chyba się myliłem… 

Quentin Tarantino: A zajebał Ci ktoś kiedyś laczkiem w czoło? Kurwa, jestem najbardziej agresywnym popierdolcem na tej planecie. A moje filmy są odzwierciedleniem mojego postrzegania go. Na pomysł stworzenia Pulp Fiction wpadłem kiedy biłem koleżankę meblem kuchennym po dupsku w takiej specjalnej koszuli białej. Tak jakbym udawał, że mam żonę, czaisz. A jak wpadłem na pomysł by Samuel opowiadał w Hateful Eight o robieniu lachy to w tym czasie lachę mi robił Leonardo DiCaprio. Myślisz, że tego Oscara to za nic dostał? Kurwa, ale się wkurwiłem.

Stanley: Czy Mistrz się właśnie nie przyznał, że stosuje przemoc wobec kobiet? I, że Leonardo przekupił Akademię by dostać statuetkę?… 

Quentin Tarantino: A co to kobiety jakieś gorsze? Ty kurwo! Kobiety mają prawo być bite tak samo jak mężczyźni. Równouprawnienie dziwkarzu! Właśnie pracuję nad trzecią częścią Kill Billa i będzie tam dużo bicia kobiet. A co do Leonardo… Kurwo, ciesz się, że piszemy przez neta, bo bym Cię dojechał i zniszczył. A zresztą znajdę tą Twoją jebaną Ostródę i tam wpadnę z Dannym, Robertem i Elim i spuścimy Ci łomot jak w Bękartach. Dobrze, że ten wywiad to fejk na Prima Aprilis bo już mnie chuj strzela i sobie stąd idę, goń się!

Stanley: Dziękuję za poświęcony czas i miłą atmosferę! Mimo wszystko był to dla mnie wielki zaszczyt. 

Quentin Tarantino: Pierdol się!

maxresdefault[1]

10 najdziwniejszych kanałów na You Tube (CZĘŚĆ 1)

Kto z Was nie zawędrował kiedyś na dziwną stronę You Tube łapa w górę! No las rąk zapewne się przede mną teraz by nie roztaczał. Prędzej czy później natrafiamy na coś co potem nie daje nam spokoju, jest dziwaczne, oderwane od rzeczywistości i potem padają pytania w rodzaju: „Jakim cudem ktoś to wymyślił?” Przed Wami 10 kanałów na YT, które uznałem za najdziwniejsze i totalnie ryjące baniak. Nie zabrakło też reprezentacji naszego kraju, między innymi rzecz jasna pod postacią przygód Agatki i pewnej bardzo poschizowanej wiewiórki. Zapraszam do czytania!

maxresdefault[1]

Jak skutecznie YouTube. Czyli Agatka wpisu by było.

 10. KRAINA GRZYBÓW TV. Zapewne oglądaliście kiedyś takie dziwaczne, oldschoolowe poradniki jak sobie radzić podczas wypadków, jak udzielać pierwszej pomocy i tak dalej podczas lekcji PO, czyli Przysposobienia Obronnego. Na podobnej zasadzie działa Poradnik Uśmiechu. Jest czymś w rodzaju wprawki przed jakąś nuklearną zagładą. Tylko, że na grubych dragach. Mamy tutaj postać Agatki i dziwacznej wiewiórki Małgosi, które to postaciami są niepokojącymi i zmieniającymi w jakieś pokręcone demony z piekła rodem. Powstał nawet kanał demontujący zawartość filmików z Krainy Grzybów TV, które co prawda pojawiają się rzadko, ale skutecznie mącą w głowie i pozostawiają nas z wielkim WTF na twarzy. Pogratulować twórcom inwencji i konsekwencji utrzymywania serii przy życiu. Póki co ukazało się 6 regularnych odcinków poradnika.

9.CYRIAK. Mocno odjechane animacje ten pan nam zapodaje. Dublujące się, lub wychodzące jedne z drugich zwierzęta, mutujące się zwierzęta bądź twarze i części ciała a do tego psychodeliczna muzyka na granicy próby zahipnotyzowania widza. Nie wierzę, że takie cuda mogłyby powstawać bez udziału narkotyków, ale widać też, że w życiu przydaje się matematyka, historia sztuki, fizyka, biologia i informatyka. Już Wy sobie sami odpowiedzcie dlaczego.

8.DON’T HUG ME. I’M SCARED. Jest to bardzo niepokojący kanał, w którym główni bohaterowie przypominają postacie z Ulicy Sezamkowej. Ich niegroźny wygląd kontrastuje z zawartością filmików, które zaczynają się niczym edukacyjne poradniki dla dzieci, a kończą niczym najgorsze horrory. Nie polecam oglądać pod wpływem narkotyków, ani samemu w nocy, produkcje te potrafią napędzić strachu i uruchomić w głowie najgłębiej poukrywane demony i pytania, których na co dzień sobie nie zadajemy. Kreatywność, czas, miłość, wiedza, zdrowa żywność jeszcze nigdy nie były tak przerażające…

7.HOW TO BASIC. Zaczęło się od filmiku, w którym autor po prostu rozbił jajko. Nic szczególnego. Ale potem zaczęły się filmiki instruktażowe, w których wszytko zaczęło iść bardzo szybko nie tak i bardzo abstrakcyjnie. Choć w tym szaleństwie jest metoda. Autor marnuje dużo jedzenia, głównie jajka, kurczaki, ryby i niszy bardzo drogocenne markowe przedmioty pod płaszczykiem na przykład naprawienia ich. Nikt nie wie jak gość wygląda, nie mam jednak wątpliwości, że kumpluje się z MaxMoeFoe i FilthyFrankiem.

6.DAVID FIRTH. Na kanale twórcy Salad Fingersa jest cała masa innych pokręconych fabułek, jedna dziwniejsza od drugiej. To wszystko co proponuje ten autor jest przepełnione brzydotą, rozmaitymi lękami, groteską, abstrakcją, surrealizmem i bardzo charakterystyczną dziwacznością. Autor sam z siebie jest wyjątkowo dziwacznie wyglądającym osobnikiem, który, jak podejrzewam, byłby albo świetnym rozmówcą, albo osobnikiem, z którego niczego sensownego nie dałoby się wyciągnąć. Oczywiście w sieci znajduje się sporo interpretacji SF, w tym bardzo ciekawa twierdząca, że bohater ma powojenną traumę i utracił swoich bliskich.

5.MEMORY HOLE. Bardzo krótkie formy stylizowane na stare taśmy wideo, na których dzieją się bardzo dziwne i randomowe rzeczy. Troszkę na zasadzie youtube’owego V/H/S czy innego found footage, które przedstawia zlepki scenek zatytułowanych na przykład The Power Of The Dark Lord, Death Is Coming, Picnic In Hell. Dzięki spójnej koncepcji kanał ten trafił do tego zestawienia i powoli wyrasta na jeden z bardziej unikalnych i ryjących banię. Bo przecież nie liczba subskrypcji a zawartość kanału się liczy, a ten robi robotę o czym przekonacie się oglądając więcej niż jedną propozycję od twórców.

4.MAXMOEFOE. Ten gość zje a potem wyrzyga wszystko. A do tego współpracuje z How To Basic, który ciska w niego czym się da. Gość bardzo dużo i finezyjnie przeklina i podejmuje się takich czellędży, że nasi czołowi youtuberzy mogliby mu buty czyścić. Rzecz jasna kanał nie ma zbyt dużej wartości edukacyjnej, ale z całej gamy kanałów mogących widza obrzydzić ma w sobie coś unikalnego. Mi po prostu Maxa ciężko nie lubić, mimo jego prymitywności i wręcz dążenia do autodestrukcji. Nie mogło go tu zabraknąć skoro jednego z jego kolegów już wymieniłem, a drugi pojawi się na samym, najwyższym tronie.

3.FIMCOW. Na tym kanale poznacie przygody Charliego Jednorożca oraz zobaczycie Lamy w kapeluszach. Czyli bardzo psychodeliczne narkotyczne odloty, w krótkich animowanych odcinkach. Filmiki, mają bardzo dużo wyświetleń i są już właściwie kultowe w internetowej popkulturze. Badanie tych cudeniek pewnie zajęłoby mi masę czasu, a interpretacja przygód Charliego… Cóż, wiadomo, na pewno takie wyjaśnienia gdzieś po sieci krążą. Jedno jest pewne – przygody Charliego jeszcze się nie skończyły i jeśli jakimś cudem się z nim pożegnaliście to wróćcie na kanał bo wciąż się dzieją na nim ciekawe rzeczy, a treści są aktualizowane.

2.KLOCUCH. Nikt nie wie kim Klocuch tak naprawdę jest. Wiadomo, że ostro trolluje, posługuje się specyficznym językiem i ma wiernych maniaków, którzy oglądają każdą jego produkcję i przeróbkę. Kilku twórców takich jak Dem czy NRGeek z pewnością znają go osobiście. Podobnym twórcą choć mniej zrytym, przynajmniej moim zdaniem jest Gurgie, który potrafi zrecenzować, tak jak i Klocuch dosłownie wszystko. Mówi się w kuluarach, że za Klocuchem stoi kilka osób, mówi się, że to któryś ze znanych polskich youtuberów, który tworzy sobie takie rzeczy po godzinach. Grunt, że podobnie jak Fuzionek i UnBoxAll należy do grupy tych twórców, których wyglądu powszechnie się nie zna i raczej nieprędko pozna.

1.TV FILTHY FRANK. Ten gość zapoczątkował modę na Harlem Shake, lubi przebierać się w różowe wdzianko i robić bardzo dziwne rzeczy. I rzeczywiście jest „filthy” na potęgę. To co dzieje się w jego filmikach ludzi o słabych żołądkach szybko wyeliminuje sprzed ekranów. Jest to postać, która wręcz definiuje mój dzisiejszy wpis więc nie dziwcie się, że zajmuje zaszczytną pierwszą lokatę. Wystarczy zobaczyć dowolny jego filmik by stwierdzić, że właśnie zobaczyło się jednego z najdziwniejszych osobników na naszej planecie.

e0bdb-255897-15b15d[1]

Najbardziej obrzydliwe filmy świata (CZĘŚĆ 1)

Być może niektórzy czytelnicy pamiętają podobny cykl jeszcze za czasów starego bloga, ale jako, że Zryta Bania Stanley’a to zupełnie nowe rozdanie postanowiłem do niego powrócić i odświeżyć jak należy. W tym stałym, mam nadzieję comiesięcznym cyklu będę Wam prezentować najbardziej paskudne, obleśne, wywołujące torsje filmy w ramach zarówno ostrzeżenia jak i czystej rozrywki dla najbardziej skopanych umysłowo czytelników. Zacznę od bardzo mocnej klasycznej dyszki, a potem wykopię dla Was przynajmniej kilka zgniłych perełek. Zapraszam do czytania!

BRAINDEAD FOR THE TICKET FEES APPLY!!! film movie September 2000 Timothy Balme

1.MARTWICA MÓZGU (Braindead, 1992, reż. Peter Jackson). Zanim ten nowozelandzki reżyser zrewolucjonizował kino fantasy adaptacją Władcy Pierścieni po uszy siedział w klimatach gore, groteski i czarnego humoru. Martwica to jego najbardziej znane dokonanie „chorego” okresu kariery, na który składają się jeszcze Zły smak i Przedstawiamy Feeblesów. O tych tytułach będzie mowa w kolejnych częściach cyklu, póki co słów kilka o filmie, który ukazał się w tym samym roku co wizualnie olśniewający Drakula Coppoli, a będący manifestem tego, że za nieduże w sumie pieniądze można stworzyć fascynującą i wysadzającą co niektórym głowy rozrywkę. Mamy więc historię romantyczną, w której uzależniony od matki Lionel poznaje piękną dziewczynę, ale żeby wszystko ułożyło się jak należy musi wcześniej zapanować nad rozprzestrzeniającą się zarazą, która zaatakowała najpierw jego mamusię, a potem chociażby pielęgniarkę i księdza. Jak na kino klasy B to mamy tutaj do czynienia z wieloma wątkami i nie ma tu żadnych świętość: kopulujące zombie, dziecko zombie, które ma być zmiksowane, latające kończyny i legendarna scena z kosiarką. Kocham ten film i wracanie do niego zawsze sprawia mi maksymalną uciechę.

Defaced

2.LUDZKA STONOGA 2 (The Human Centipede II (Full Sequence), 2011, reż. Tom Six). Zarówno w części pierwszej jak i trzeciej możemy natknąć się na wyjątkowo odrażające sceny, ale drugiej części nie przebije nic gdyż utrzymana w czerni i bieli po prostu ma za zadanie zmiażdżyć nam mózgi i sprawić, że wypłyną nam bokiem. Fabularnie historia traktuje o kolesiu, który „zauroczony” pierwszym filmem Sixa chce stworzyć własną stonogę i porywa 12 przypadkowych osób. Za pomocą prymitywnych narzędzi tworzy swoje dzieło, z którym potem odbywa stosunek seksualny. Dodam jedynie, że sam główny bohater jest odrażający i jest tym typem, którego nigdy nie chcielibyście spotkać w ciemnej alejce. Zapewniam Was, że nikomu się krzywda podczas kręcenia nie stała, a materiały z rodzaju behind the scenes ujawniają, że cała ekipa bawiła się przednio, a już najlepiej zdystansowany do siebie odtwórca głównej roli, który zresztą pojawił się potem w trzeciej części w zupełnie innej roli, w której całkiem sporo gada. Przy trójce chyba bawiłem się najlepiej, za to przy dwójce czułem największy dyskomfort i próbę przegięcia pały najbardziej jak się da. Cel reżyser osiągnął, film w kilku krajach został zbanowany i raczej nie cieszy się pozytywnymi recenzjami, no chyba, że wśród zwyrodnialców takich jak ja.

e0bdb-255897-15b15d[1]

3.SRPSKI FILM (2010, reż. Srdjan Spasojević). Niezbyt przyjemną laurkę wystawił serbskiej kinematografii pan reżyser, bowiem jest to jeden z najbardziej znanych obrazów z tamtego kraju. Sam twórca twierdzi, że jego dzieło nie jest tak mocne jak być mogło, ale przyznam, że nie chcę wiedzieć cóż za zwyrodnialstwa chciał tam jeszcze poupychać. Paradoksalnie to dobrze zagrany film z ładnymi zdjęciami, przezajebistą muzyką, który przemieliłem już tyle razy, że przestał na mnie robić jakieś większe wrażenie. Co my tu tak właściwie mamy? Główny bohater w akcie desperacji finansowej postanawia wrócić do pornobiznesu by zapewnić byt swojej rodzinie. Za reżyserię artystycznego pornola odpowiada szajbnięty Vukmir, który prezentuje naszemu bohaterowi tak zwane new-born porn, czyli gwałt na noworodku. A w pakiecie mamy jeszcze nekrofilię, pedofilię i przebijanie oka penisem w stanie wymuszonego wzwodu. Zadowoleni? Im częściej oglądam tym większy margines groteski zaczyna oddzielać ten film od rzeczywistości. Ale są tacy, którzy nie sprostają mu już za pierwszym razem i jakoś mnie to szczególnie nie zdziwi. Traktuję ten film mimo wszystko bardziej jako mocny dramat i thriller niż gore horror bo ma całkiem jasną myśl przewodnią i rozbrajający finał.

martyrs[1]

4.MARTYRS. SKAZANI NA STRACH (2008, reż. Pascal Laugier). Francuska kinematografia będzie się przewijać przez cykl bardzo często, nie dość, że kraj ten słynie z bardzo awangardowej odmiany black metalu i Gojiry, to jeszcze utrzymuje gatunek krwawego horroru w bardzo dobrej kondycji. Główne bohaterki to dość atrakcyjne dziewczyny, jedna z nich przeżyła w dzieciństwie koszmar i postanawia po latach zemścić się na oprawcach. Wydaje jej się, że ściga ją przerażające stworzenie, które nawet po dokonaniu zemsty nie daje jej spokoju. Film wyraźnie dzieli się na dwa segmenty i skupia na obydwu bohaterkach w podobnym stopniu. Im bardziej w fabułę, tym bardziej odkrywamy duchowy pierwiastek dzieła, a dzięki naturalistycznym pokazaniu tortur i obrzydliwości jesteśmy w stanie niemal poczuć ból dziewczyn. To wyjątkowo ciężki kaliber, który posiadam na swojej półce i dumnym z tego bardzo, gdyż Martyrs to dla mnie coś znacznie więcej niż powierzchownie by się wydawało. To horror filozoficzny i niejednoznaczny. A smaczkiem jest w nim drobna rola chwalonego zewsząd Xaviera Dolana. Amerykanie przyuważyli potencjał historii, ale już po samym trailerze rimejku zauważyłem, że nie mają szans na uchwycenie ducha oryginału. Także nie polecam oglądać, chyba, że się naprawdę uprzecie.

Hostel-2[1]

5.HOSTEL 2 (2007, reż. Eli Roth). Eli Roth nigdy nie aspirował do miana reżysera ambitnego, po prostu bawi się schematami i mówi do nas językiem klasycznego gore spełniając swoje chore fantazje w filmach takich jak Hostel, które sukces osiągnęły chyba tylko dzięki wiszącemu w powietrzu nazwisku Tarantino. Pierwsza część była paskudna, ale w dwójce wedle zasady „więcej, mocniej, krwawej” uświadczymy o wiele mocniejsze i gorsze sceny. Fabuła dla niezorientowanych: w Słowacji istnieją sobie takie przybytki ludzkich uciech, w których za pieniądze, grube pieniądze można sobie kogoś torturować do woli, a potem zabić. Tym razem trafia na mało rozgarnięte i napalone dziewczyny, które szybko staną się ofiarami zwyrodnialców. Plusem jest pokazania paru scen z perspektywy dwóch potencjalnych katów, jeden z nich jest niepewny swego, z drugiego aż bije żądza mordu. Mam wrażenie, że w dwójce mimo intensyfikacji doznań jest wiele więcej groteskowego czarnego humoru lub scen mimowolnie wywołujących śmiech zamiast ucisku w dołku. A może to ja przez lata się uodporniłem na tego typu szlachtowanie? Tego nie wiem, ale wiem, że film to kawał obrzydliwego i powszechnie znanego szajsu.

_MG_6641_5499-Approved[1]

6.BEZ LITOŚCI (I Spit on Your Grave, 2010, reż. Steven R. Monroe). To remake klasycznego rape and revenge, który to bardzo hermetycznym podgatunkiem horroru jest. Generalnie w takich filmach fabuła skupia się na tym, że główna bohaterka zostaje zgwałcona, a potem dokonuje srogiej i krwawej zemsty na oprawcach. Jako, że teraz mamy zupełnie inne, bardziej realistyczne metody obrazowania krwawych efektów specjalnych to historia zgwałconej kobieciny jest znacznie mocniejsza i bardziej wybrzmiewa, jest niczym ostrzeżenie, że słaba płeć potrafi wziąć odwet, choć w stan wątpliwości stawia się realność całej historii, w sensie zemsty na oprawcach. Jest ona finezyjna i każdy z panów kończy w inny sposób, ale czy jest realna? Czy jest możliwa? Tak czy siak ogląda się to wyjątkowo przyjemnie, z bananem na ryju widząc jak bohaterka wymierza sprawiedliwość na własną rękę. Kolejne części filmu już nie robią tak dobrego wrażenia, choć w części trzeciej ponownie pojawia się znana z jedynki Amy. Warto też sięgnąć po materiał wyjściowy by go sobie porównać z budzącym momentami czyste obrzydzenie rimejkiem.

THE TEXAS CHAINSAW MASSACRE [US 1974] GUNNAR HANSEN Date: 1974

7.TEKSAŃSKA MASAKRA PIŁĄ MECHANICZNĄ (The Texas Chainsaw Massacre, 1974, reż. Tobe Hooper). W latach 70 inspirowany żywotem Eda Geina film robił kolosalne wrażenie. Gromadka półgłówków trafia w miejsce, w którym żyje sobie beztrosko rodzinka kanibali, z Leatherfacem na czele, który nosi maskę z ludzkich skór, biega sobie z piłą mechaniczną i jest silnym skórkowańcem. Kontynuacje szybko zaczęły pogrążać serię, remake, co zaskakujące nie zdetronizował oryginału choć wulgarności mu nie brakowało. Zabrakło klimatu lat 70 gdzie wszystko było naturalniej brzydsze, paskudniejsze, może nieco kiczowate i kampowe, ale robiące większe wrażenie niż w jakiejkolwiek przeróbce. Historia idealnie trafiła w swój czas i najlepiej postawić się na miejscu widzów żyjących w tamtych czasach by zrozumieć jaki szok mógł wywołać tamten film. A Leatherface trafił do tej samej gromadki antybohaterów co Pinhead, Freddy, Jason i Mike, a co najważniejsze był jej prekursorem. Dzieło do dziś budzi kontrowersje i nie ma sobie równych jeśli o horrory z tamtych czasów się rozchodzi.

wjsq7qtgq3apjc73u4yo[1]

8. MARTWE ZŁO (Evil Dead, 2013, reż. Fede Alvarez). Rimejk klasyka Raimiego, w którym nie uświadczymy Asha Williamsa, za to czeka nas zderzenie z hurtową ilością krwi, flaków, amputacji i przede wszystkim opętania, jako, że zło przechodzi z jednego bohatera na drugiego. Klimatu oryginału film nie ma za grosz, ale jeśli ktoś się lubuje w pływaniu we wszelakich ludzkich szczątkach to polecam. Dzieło jest wręcz za bardzo krwawe i pulsujące tytułowym złem, nie ma nawet krzty humoru historii opowiadanej przez Raimiego i jest po prostu podniesionym do czerwonej potęgi spektaklem rozgrywającym się w opuszczonej chałupce. Trzeba przyznać, że efekty specjalne robią wrażenie, opętani bohaterowie wyglądają na swój sposób diabelsko i jak na wysokobudżetowy horror wszystko gra i buczy. Tylko historia kuleje i za mało w niej klimatu, ale cóż, nie można mieć wszystkiego, a efekt końcowy ostatecznie daje radę. Bardziej jednak polecam oryginalną trylogię i serial, które też robią robotę i mają w sobie to obrzydliwe, acz urocze coś.

The-Exorcist-Regan-Floating[1]

9.EGZORCYSTA (The Exorcist, 1973, William Friedkin). Tutaj mamy do czynienia z dziełem jednocześnie obrzydliwym jak i nagrodzonym Oscarami. Film, który jest kamieniem milowym jeśli o podgatunek horroru z opętaniem w roli motywu przewodniego chodzi. Kontynuacje fabularnie kuleją i dość mocno niszczą wizerunek jedynki, więc najlepiej pozostać przy oryginale, który omawiałem już niedawno przy okazji artykułu o filmach godzących w uczucia religijne. Film godzi też w żołądki, bo oferuje takie uciechy jak krwawa masturbacja krzyżem, obrót głowy bohaterki do 180 stopni i wymiotowanie zieloną flegmą. Walka o duszę dziewczynki łatwa nie jest, w filmie padają też wyjątkowo finezyjne i paskudne wyzwiska rzucane przez samego demona. Nie mam wątpliwości, że podobnie jak Teksańska masakra film w tamtych czasach robił kolosalne wrażenie. Do tego świetne kreacje księży i Ellen Bursty w roli matki opętanej dziewczynki. Jeden z absolutnie klasycznych horrorów ever.

tokyo-gore-police[1]

10.TOKIJSKA POLICJA GORE (Tokyo Gore Police, 2008, reż. Yoshihiro Nishimura). Nie byłbym sobą, gdybym nie zapodał czegoś mniej znanego na sam koniec, a wyjątkowo pojebanego rodem z Japonii. W tamtym kraju tego typu produkcje to norma, są bardzo w stylu anime i są wręcz hermetyczne i nie do przełożenia na żadne europejskie czy amerykańskie rimejki. Mamy więc post apokaliptyczną rzeczywistość i bohaterkę wymierzającą sprawiedliwość swoim mieczem. I mamy bandę finezyjnych kreatur, z którymi przyjdzie jej się zmierzyć i rozczłonkować, poszlachtować, pociąć, pokroić, przemielić i tak dalej. Gore jest tutaj co niemiara, ale Japończycy lubują się w pływaniu w takich cudacznych produkcjach, których nawet nie ma co próbować zrozumieć. Najlepiej je po prostu oglądać i trawić tylko narządami takimi jak żołądek, bez większego udziału mózgu. W takich okolicznościach papka ta jest całkiem smaczna i ma specyficzny, bardzo groteskowy wymiar. Oczywiście jest i część druga, ale wierzcie mi, że jeszcze nie jesteście na jej pojawienie się tutaj gotowi.

Ode mnie tyle, kolejnej odsłony cyklu spodziewajcie się pod koniec kwietnia! Dzięki za uwagę i do przeczytania next time!

vkfodfkoegrfr[1]

Czy Daryl i Carol żyją, czyli o 15 odcinku 6 sezonu „The Walking Dead” słów kilka.

Bohaterowie TWD to bardzo nieodpowiedzialne za swoje czyny stworzenia, często ładujące się w niebezpieczeństwo na własne życzenie. Z drugiej strony to osobnicy bardzo honorowi, cholernie odważni i nie bojący się zajrzeć śmierci prosto w oczy. Większość z nas na ich miejscu pewnie by speniała, ale takie osoby jak Rick czy Daryl są już obecnie zimnymi maszynami do zabijania, czy tego chcą czy nie. Nie wszyscy mają silną psychikę, niektórzy zaczynają pękać i podejmują radykalne kroki, rzecz jasna mam na myśli Carol. Jeszcze inni poczuwają się do umoralniania całej społeczności i chcą po prostu dobrze, dbają o swoje sumienie i twierdzą, że każde życie jest cenne – taką filozofię wyznaje Morgan. Każdy z bohaterów jest na swój sposób ciekawy, coś wnosi do alexanderyjskiej społeczności, ale niestety w następnym odcinku z kimś będziemy musieli się raz na zawsze rozstać. Ktoś zapłaci życiem za rozpierduchę jaką urządzili Rick z ekipą w Not Tomorrow Yet. Pozwólcie, że przyjrzę się bliżej w jakiej sytuacji są obecnie bohaterowie, także Ci, których w tym epizodzie widzieliśmy przez chwilę, lub nie pojawili się wcale. Nadchodzi czas podsumowań i obstawiań z kim się w najbliższym czasie pożegnamy, krótko mówiąc: kogo wybierze Negan by zapoznać z Lucille.

TWD_615_GP_1103_0137-RT-2040.0[1]

„Nie chcem, ale muszem”, czyli obecna Carol w pigułce 

Carol przez cały czas swojego jestestwa w grupie Ricka (a także poza nią) narozrabiała tyle, że nie  starczyłoby mi miejsca i czasu by to wszystko opisać. Morgan wspominał w tym odcinku epizod więzienny,  a sama zainteresowana nie może już dalej ze sobą wytrzymać i opuszcza społeczność bardzo szybko napataczając się na grupę Zbawców. Kobieta ponownie udaje niewiniątko i słabeuszkę, ale pięciu kolesi nie daje się tak łatwo zbyć. Bohaterka nie ma wyboru i robi małą masakrę, przy czym jej dalszy los jest nam nieznany, nie wiemy gdzie uciekła, czy została mocno ranna i czy ocalały koleżka, który przywłaszczył sobie jej różaniec czasem je nie odnajdzie. Jedno jest pewne: mamy do czynienia z Carol rozchwianą, zagubioną i mającą już tego wszystkiego powyżej uszu. Nie podobijała rannych Zbawców, bo prostu zwiała i nie jest już tak bohaterska jak widzi ją Rick, bliżej jej do tego jak widzi ją Morgan, który w następnym epizodzie będzie jej szukać konno. Obawiam się, że Carol możemy w ogóle nie zobaczyć w finałowym odcinku, ale mogę Was zapewnić, że bohaterka nie jest martwa, jest zbyt istotna dla fabuły i mimo wszystko zbyt silna by zginąć właśnie teraz.

Wątek z Morganem i Rickiem był bardzo ciekawy. Panowie wciąż stoją po przeciwnej stronie barykady, ale razem wyruszają szukać Carol i w końcu sobie pewne sprawy wyjaśniają. Morgan przewija historię jak pożarł się z Carol i jak uwierzył w przemianę wilka po czym odsyła Ricka do Alexandrii. Wciąż jest uznawany przez wielu za postać irytującą, ale gdyby nie on to moim zdaniem chaos, mord i wściekłość na dobre zapanowałyby w społeczności dowodzonej przez Ricka. Biorąc pod uwagę, że teraz Michonne jest jego dziewczyną (scena w łóżku kojarzy mi się z nieuchronnie utraconym rajem) to nie ma go kto utemperować, warto też mieć na uwadze, że po wypadu Carla Ricktator jest jeszcze bardziej apodyktyczny i całkiem blisko mu do Negana, którego introdukcja już w finałowym odcinku. Dodam jedynie, że jakimś cudem broń należąca do grupy Negana znalazła się w Alexandrii, a miał ją w ręku Carl (była oznaczona wyrytym kijem baseballowym owiniętym drutem kolczastym). Plotkuje się o tym, że wśród mieszkańców społeczności jest neganowska wtyczka, a stawia się na cichociemną Enid, ale twórcy musieli by to solidnie uzasadnić i uwiarygodnić.

vkfodfkoegrfr[1]

Mimo wielkiego uwielbienia dla postaci Daryla dość mocno obstawia się właśnie jego zgon. 

 Daryl jest postacią honorową i prostolinijną, za cel postawił sobie zemstę na Dwighcie za śmierć Denise. Obwinia się o nią, bo przecież mógł się pana D. pozbyć kiedy go poznał wtedy w lesie. Tymczasem Dwight jest już kimś bardzo ważnym i naznaczonym przez Negana, tak szybko się go nie pozbędziemy. W wyniku dezercji Daryla w tarapaty wpadają Rosita, Michonne i Glenn, którzy ruszają za nim w pościg i próbują przemówić do rozumu. Ostatecznie się rozdzielają, Glenn i Michonne wpadają w łapy Saviorsów (ten specyficzny gwizd jeszcze powróci…), a Rosita i Daryl idą z odsieczą. Daryl zostaje postrzelony przez Dwighta, ale NIE zastrzelony jak to niektórzy zaczęli wieszczyć. Nie, moi drodzy, sam Reedus potwierdza, że jeszcze jego postać nie zginęła, ale prawdopodobnie (nie według jego słów, a moich domysłów) to właśnie on spotka się z morderczą Lucille, choć wszystko wskazuje od dawna na Glenna, którego żonka ścięła sobie włosy na znak odcięcia się od tego co ją spotkało kiedy porwała ją ruda z ekipą. Zmiana wizerunku dla mnie zawsze oznaczała zmiany w życiu, niestety obawiam się, że Maggie będzie musiała udać się do Hilltop, do pana doktora, bo dostała boleści, których raczej jeszcze mieć nie powinna. Dodam od siebie, że scena pod prysznicem gdzie Glenn lekko dotyka jej siniaków jest bardzo wymowna i ładna, a piosenka Johnny’ego Casha wybrana do tego odcinka wręcz idealnie wpisała się w początek odcinka.

Następny, finałowy epizod Last Day on Earth będzie trwać z reklamami 90 minut więc bez nich ponad 60. Eugene będzie już gotowy do walki, Rick będzie chciał pertraktować z Saviorsami, ale oni tego chcieć nie będą, a Negan wymierzy karę komuś z naszych milusińskich swoim kijem. Po kimś będziemy gorzko płakać, z tego co czytałem to ma być najmocniejszy finał w historii serii jednocześnie zapowiadający erę Negana w kolejnym, potwierdzonym już sezonie 7. Będą zgony, będzie krew, będą zombiaki, a czas oczekiwania umili nam drugi sezon Fear The Walking Deadktórego premiera wypadnie na 10 kwietnia. Na dziś to tyle, do przeczytania za tydzień!

batsignal[1]

Superbohaterowie v oczekiwania widzów, czyli recenzja filmu „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości” (2016)

Mam wrażenie, że Deadpool narozrabiał w postrzeganiu komiksowych adaptacji bardziej niż może nam się wydawać. Na jego tle większość produkcji wypada niczym wielkie, napompowane przypowieści z oklepanymi frazesami, podniosłą muzyką i superbohaterami wykrzywiającymi się w bolesnych grymasach. Nadzieję, na nieco rubaszną i luzacką zabawę daje nam trailer do Suicide Squad, ale póki co przejdzie Wam zmierzyć się pojedynkiem Bruce’a Wayne’a i Clarka Kenta. Mam dla Was zarówno dobre jak i złe wiadomości dotyczące tego dzieła, które zbiera bardzo złe recenzje na zagranicznych portalach.

batsignal[1]

Ben Affleck jak najbardziej jest Mrocznym Rycerzem. Do tego zgorzkniałym i pełnym goryczy.

Po pierwsze i techniczne: to czy pójdziecie na wersję 2D czy 3D, nie ma większego wizualnego znaczenia, czułem się po prostu bliżej opowiadanej historii, a na seans 3D poszedłem tylko i wyłącznie dlatego, że pasował mi godzinowo (film trwa 2,5 godziny, przyznam, że po godzinie okulary zaczęły mnie nieco irytować, a pod koniec bardziej niż nieco, ale w końcu ich posiadanie nabrało większego sensu, bo była rozwałka). Po drugie: twórcy postarali się by zarówno Batmanowi jak i Supermanowi poświęcić mniej więcej tyle samo uwagi, na moje oko szala przechyla się bardziej na stronę Batmana pragnącego obsesyjnej zemsty na koleżce w czerwonej pelerynie. Czy Ben Affleck jest dobrym Batmanem? Na pewno nie tak głębokim jak ten wykreowany przez Christiana Bale’a, ale też film nie jest opowieścią o nim, rzecz jasna z udręczonej twarzy Bruce’a aż zieje tęsknota za rodzicami i nieartykułowane bardziej lęki przejawiające się wizjami sennymi. Podobnie jest z Supermanem: tęskni za ojcem, Lois jest jego oczkiem w głowie, a i o swojej kochanej mamusi nie zapomina. Krótko mówiąc mamy więc do czynienia z superbohaterami bardzo ludzkimi w swej istocie.

Konflikt między Batmanem i Supermenem nakręca się na kilka sposobów. Wayne oskarża Supermana o śmierć swoich pracowników, Kent zaś nie przechodzi obojętnie obok niekonwencjonalnych metod wymierzania sprawiedliwości przez Nietoperza. Na całej sytuacji najbardziej chce skorzystać Lex Luthor (Jesse Eisenberg, rola w rodzaju kochaj albo rzuć, mi się jego zapluwanie się i psychopatyczna szarża podobała, ale nie każdemu przypasi taka maniera i interpretacja, zdaję sobie z tego sprawę), który zaognia konflikt i poniekąd bawi się tym, że panowie za sobą nie przepadają. Do tego dochodzą jak zwykle politycy i media, którzy raz wybielają, a raz oczerniają, któregoś z bohaterów, w zależności od sytuacji. Oczywiście mamy wątek dziennikarski z Lois Lane w roli głównej, który średnio się sprawdził, za to każde pojawienie się Laurence’a Fishburne’a jako przełożonego Kenta w redakcji jest przednie. Humorystycznego akcentu dodaje też Jeremy Irons jako Alfred i przyznam, że aż chciałoby się go więcej. Film bowiem przez większość czasu usiłuje być mroczny jak cholera i tak ciężki byśmy też płakali z Batmanem nad losem jego rodziców.

maxresdefault[1]

Nigdy nie przepadałem za Supermenem, ale Cavill dał radę. I fajnie się wkurzał!

Dobrze, że wprowadzono Wonder Woman do fabuły, bo nie dość, że Gal Gadot jest atrakcyjna dla oka to jeszcze jej pojawienie się w pełnym rynsztunku nadchodzi w dynamicznym momencie a poprzedza je scena, która będzie nie bez znaczenia dla kolejnych filmów z serii. Bo niewątpliwie powstaną i będą próbować deptać po piętach marvelowskim produkcjom. Niestety jak mówiłem na początku mam też dla Was gorsze wiadomości. Film jest zdecydowanie za długu i momentami zbyt chaotyczny (sny Batmana), wiele wątków jest jedynie zasygnalizowanych, a trailer zdradza bardzo dużo z fabuły, więc jeśli znacie go na pamięć to możecie być srogo zawiedzeni jeśli o oś fabularną chodzi. Przydałoby się nadać temu konfliktowi między panami jakiejś głębi, bo poza udręczonymi twarzami Afflecka i Cavilla zdecydowanie brak czegoś więcej. Brak finezji i lekkości, jakieś takiej giętkości, elastyczności, która sprawia, że do nolanowskich Batnamów chętnie wracam, podobnie do X-Menów. Świt sprawiedliwości jest nadęty niczym klaty naszych herosów, bardzo poważny, złowieszczy nawet tam gdzie być nie musi, ale na pewno nie powiem, że jest zły i zasługujący na postawienie go obok, no powiedzmy, ostatniej Fantastycznej 4, co usilnie mają nam sugerować oceny.

Nie jest to zły film, ale nie jest też tak dobry jakby oczekiwani maniacy. Ci najbardziej wymagający po prostu jadą po nim jak po burej suce, inni tacy jak ja odnaleźli się w historii, nowego Batmana zaakceptowali bezboleśnie (nie oszukujmy się, nie jest to szczyt naszych marzeń, ale też nie jest to wielka wtopa biorąc pod uwagę, że kiedyś Nietoperzem był Val Kilmer i George Clooney). Film nie zasługuje na zbieranie takich cięgów jakie zbiera, jest solidny, efektowny, ale mógłby być mniej rozbuchany, przeładowany patosem i tą amerykańskością, w którą tak bardzo stara się uderzać i szpilę wbijać. Z drugiej strony kiedy obejrzy się trailer, to czy można spodziewać się czegoś innego? Dodam jedynie, że stwór, z którym panowie się naparzają, czyli Doomsday nie robi dobrego wrażenia i przypomina koszmarną mutację Wojowniczego Żółwia Ninja w CGI. Ogólnie wątek walki ze stworem jest jakby na doczepkę by film wydłużyć i zachwycić efektami specjalnymi. Tylko jak ma zachwycać jak nie zachwyca?

how-will-lex-luthor-play-into-batman-vs-superman-dawn-of-justice-520679[1]

Od zawsze lubiłem Eisenberga. Jako Luthor jest mocno chaotycznym młodzieńcem.

Spojlerów Wam tutaj nie zrobiłem, zresztą przed seansem pojawia się prośba od twórcy by w świat takowe nie szły. Za muzykę odpowiada Hans Zimmer i jest odpowiednio napompowana, natomiast producentem wykonawczym jest sam Nolan. Niezmiennie najlepszym filmem Snydera pozostają moim zdaniem Watchmeni, następnie 300 i może po czasie, nie licząc animowanych Strażników Ga’Hoole za trzeci najlepszy jego film uznam właśnie BvS. Zawsze będę za Batmanem, tym o twarzy Afflecka także, bo swoją „drewnianością” wpisał się w klimat filmu znakomicie, zaś Supermen nie będzie mi już tak obojętny jak był i mogę go określić mianem „sympatycznego” i zyskującego kiedy mocno się wkurzy (Cavill z czerwonymi oczyskami!). Dobry to film moim, który jednych mocno zaczaruje, innych bardzo rozczaruje. Na Filmwebie dałem 7,5 jakby się ktoś zastanawiał. Polecam wybrać się do kina, lecz swoje oczekiwania zredukujcie do minimum i broń Boziu nie przypominajcie sobie trailera przed seansem. Ach, gdyby tak przyciąć film o te pół godzinki, byłoby bardziej esencjonalnie i dynamiczniej. A tak jest dobrze, po prostu dobrze, tylko, że nie każdemu to będzie wystarczać do pełni szczęścia.