MONTY PYTHON'S LIFE OF BRIAN (UK 1979) HANDMADE FILM/PYTHON PICTURES MICHAEL PALIN, ?, TERRY JONERIC IDLE     Date: 1979

Jezus Chrystus pogromca zombie, czyli o filmach obrażających uczucia religijne słów kilka.

Wesołych Świąt! Dzisiejszy wpis traktować będzie o tym w jaki sposób twórcy obrażają uczucia religijne w swoich filmach. Choć obrażanie uczuć religijnych to kwestia bardzo względna, jednych coś poruszy, innych niekoniecznie, jeszcze innych, tych z totalnym dystansem do wiary rozbawi jak należy. Wczoraj ustaliliśmy sobie  w komentarzach na fanpage dość jasno: Pasja Gibsona filmem obraźliwym nie jest i według Waszego osądu jest najbardziej prawdopodobną wersją wydarzeń jaka miała wtedy miejsce zarówno z perspektywy osób wierzących jak i niewierzących. Warto sobie w tym okresie zerknąć na kilka nieco odmiennych wersji wydarzeń lub też po prostu wariacji reżyserów i scenarzystów na temat chrześcijańskich dogmatów. Zapraszam do czytania!

MONTY PYTHON'S LIFE OF BRIAN (UK 1979) HANDMADE FILM/PYTHON PICTURES MICHAEL PALIN, ?, TERRY JONERIC IDLE Date: 1979

ŻYWOT BRIANA (Life of Brian, 1979, reż. Terry Jones). Monty Python obowiązkowo musi otworzyć to zestawienie, gdyż ten film to esencja jazdy po bandzie. Brian zostaje uznany omyłkowo za Mesjasza i to jest początek serii niefortunnych zdarzeń jakie przeżyje. Mamy tu całą gamę żartów, żarcików i dowcipasów różnego kalibru, ale łączy to wszystko szczytna idea otworzenia oczu na pewne sprawy i grożenie paluszkiem w kierunku ślepo podążających za wszelakimi Zbawicielami. Oczywiście z tego filmu pochodzi sztandarowa piosenka Always Look On The Bright Side of Life i marzyłoby mi się by kiedyś, właśnie w Wielkanoc, publiczna telewizja wyświetliła ten film w porze wieczorowej, tuż po Wiadomościach. Cóż, marzenie ściętej i nabitej na pal głowy. Tak czy siak ten film to fenomen, który nie stracił na aktualności i wbijający szpilę tam gdzie trzeba.

satan-south-park[1]

MIASTECZKO SOUTH PARK (South Park: Bigger, Longer & Uncut, 1999, reż. Trey Parker). Tutaj chyba wszystko jest jasne, zarówno wizerunek Jezusa, Boga jak i Szatana jest odpowiednio zniekształcony przez szalonych twórców. Nie tylko film obraża, ale i serial i to dość bezpośrednio, bez silenia się półśrodki. Podobna sytuacja ma miejsce w Family Guy, ogólnie te dwa seriale są jednym wielkim fuckerem wymierzonym w świętoszkowate Stany Zjednoczone, które kryją w sobie więcej brudu niż moglibyśmy sobie wyobrazić. Mimo tego całego obrażania obie serie cieszą się niesłabnącą popularnością, a czasem wręcz zarzucają gorzką pigułkę prawdy, którą ciężko jest przełknąć politykom, znanym celebrytom, jak i szarym mieszkańcom. Lubić nie musicie, ale znać wypada.

2006_the_da_vinci_code_008[1]

KOD DA VINCI (The Da Vinci Code, 2006, reż. Ron Howard). Okej, tutaj mamy przykład dość wiernego choć skrótowego przeniesienia prozy Dana Browna na język filmu. Tom Hanks jest na tropie romansu Jezusa z Marią Magdaleną, a ścigany jest przez religijnego fanatyka, do tego ma jeszcze innych duchownych na głowie i generalnie skandal wisi w powietrzu. Nie jest to najbardziej udany film Howarda, Anioły i Demony zbierały już lepsze noty, ale nie wywołały takiej medialnej burzy. Rzecz jasna rozchodzi się o to co zostało ukryte na obrazie Ostatnia wieczerza Leonardo da Vinci. Było głośno, było burzliwie, ale jakoś potem ucichło i film obecnie często można zobaczyć na Polsacie i koszu z filmami po dyszce.

Linda-Blair-in-The-Exorcist-1973[1]

EGZORCYSTA (The Exorcist, 1973, reż. William Friedkin). Opętanie głównej bohaterki w tym dziele do tej pory robi wielkie wrażenie. Dziewczynka w którą wstąpił Szatan bluźni, masturbuje się krzyżem i pluje zieloną flegmą. O jej duszę walczy dwóch księży, ale wiecie, to jest starej daty horror, tutaj się nic nie musi dobrze kończyć. Film doczekał się niepotrzebnych kontynuacji i ma dwa Oscary na koncie. Warto też obadać przy okazji równie ciekawego Omena o Antychryście tkwiącym w małym dziecku, to filmy, które ukazały się w latach 70 i miały ogromny wpływ na obecne produkcje spod znaku opętania i egzorcyzmów (które niestety nie grzeszą oryginalnością czy nawet poprawnym wykonaniem).

STIGMATA, Patricia Arquette, 1999.

STYGMATY (Stigmata, 1999, reż. Rupert Wainwright). W tym dziele stygmaty (czyli te same znamiona, które miał Chrystus po zmartwychwstaniu na dłoniach, stopach i boku) przytrafiają się twardej ateistce. Nie jest to jednorazowa akcja, więc po pewnym czasie zaczyna interesować się tym Watykan, a sprawą zajmować duchowny. Film ten pokazuje spór wiara vs nauka, więc jeśli interesują Was przypadki płaczących krwią świętych figur i rzecz jasna samych stygmatów to koniecznie obejrzyjcie, w rolach głównych nagrodzona Oscarem Patricia Arquette, Gabriel Byrne i Jonathan „Wielki Wróbel” Pryce. Dzieło to jest trzymającym za gardło horrorem więc jeśli jaracie się łączeniem wiary ze straszeniem to propozycja to dla Was obowiązkowa.

The-Devils-1050x640[1]

DIABŁY (The Devils, 1971, reż. Ken Russell). Rusell to piekielnie (he, he) niedoceniony twórca, który popełnił w swojej karierze takie dzieła jak Odmienne stany świadomości. W tym dziele obcować będziecie z historią duchownego, który nie przestrzega celibatu i żeni się ze swoją kochanką wywołując skandal. Być może nie brzmi to tak obrazoburczo jak mogłoby się wydawać, ale im dalej w fabułę tym mocniej i boleśniej. Polecam do spółki obejrzeć też polskie dzieło Matka Joanna od Aniołów, o opętanych zakonnicach. W roli siostry Jeanne w „Diabłach” wciela się nagrodzona Oscarem Vanessa Redgrave, a sam film jest uważany za najbardziej bezkompromisowy i obraźliwy w całym dorobku reżysera, który odszedł w wieku lat 84 w roku 2011.

angela 22

DOGMA (1999, reż. Kevin Smith). Jeśli rozumiecie definicję tak zwanych dogmatów to wiecie jak bardzo przewrotny jest to film już u samego podłoża. Witajcie w świecie gdzie aniołowie się buntują i mordów dokonują, gdzie główna bohaterka jest dalekim potomkiem Jezusa Chrystusa, gdzie Jay i Cichy Bob pełnią bardzo ważną religijną funkcję, a szatańskie pomioty przybierają formę dzieci. Jest to obrazoburcze, ale w tak genialny sposób, że po prostu uwielbiam do tego filmu wracać. Smith obśmiał chyba wszystkie możliwie wyobrażenia na tematy religijne, a w roli duchownego obsadził starego ateusza George’a Carlina. Ponad dwie godziny wyśmienitej zabawy także dla najbardziej zaprawionych w bojach katolików bowiem oni wyłapią tutaj dużo biblijnych nawiązań i żarcików. I pamiętajcie – dystans, dystans albo wszyscy zginiemy!

The-last-Temptation-of-Christ-still[1]

OSTATNIE KUSZENIE CHRYSTUSA (The Last Temptation of Christ, 1988, reż. Martin Scorsese). Zauważyliście, że o większości filmów mistrza mówi się z zachwytem na ustach, a ten się wymownie przemilcza? Spowodowane jest to zbyt mocnym uczłowieczeniem Jezusa, zbyt mocnym wyodrębnieniem człowieka z Boga. Pokazanie go jako osoby, która ma dylemat między zbawieniem świata a pozostaniem „zwyczajnym” osobnikiem, który założy rodzinę i dożyje zwyczajnej starości stało się przedmiotem sporów wśród widzów, a reżysera od czci i wiary odsądzono. Film ma znakomitą obsadę: w rolę Chrystusa wciela się Willem Dafoe, w Judasza Harvey Keitel, Pawłem i Szawłem jest Harry Dean Stanton a w Poncjusza Piłata wcielił się kosmiczny jak zawsze David Bowie. Uczta ta trwa ponad dwie i pół godziny, otwartym umysłom polecam po stokroć.

1226630524_3[1]

JEZUS CHRYSTUS – ŁOWCA WAMPIRÓW (Jesus Christ Vampire Hunter, 2001, reż. Lee Demarbre). Jeden z pierwszych projektów kanadyjskiego reżysera, który w późniejszych latach popełnił chociażby Smash Cut z Sashą Grey (horror, nie pornol). Ten film jest mieszanką horroru, komedii, filmu akcji i musicalu, a tytuł mówi wszystko. Nie jest to produkcja wysokich lotów, ale warta odnotowania, bo jednak typowi udało się skroić prawie półtoragodzinny film, w którym Jezus spuszcza łomot wampirom mordującym lesbijki z pomocą meksykańskiego zapaśnika i pewnej motocyklistki. Fabularnie to właściwie wszystko, a i tak za dużo. Wiecie, taka niszówka, która trafia tu w ramach czystej, acz wartej ogarnięcia ciekawostki.

Fist_of_Jesus[1]

FIST OF JESUS (2012, reż. Adrián Cardona, David Muñoz). Hiszpańska krótkometrażówka, trwająca kwadrans, do znalezienia na You  Tube. Rzecz jasna coś mocno obraźliwego znajdą tutaj mocno uparci i doszukujący się blasfemii we wszystkim. Krótko mówiąc Jezus wskrzeszając Łazarza popełnia wielki błąd, bowiem ten powraca do życia jako krwiożercze zombie. Tym samym nasz bohater musi spuścić konkretny łomot tym, którzy zostali zarażeni nim stworów zrobi się tyle ile w The Walking Dead (dziś w nocy przedostatni odcinek 6 sezonu!). To takie zabarwione czarną komedią gore, które jest bardzo solidnie zrobione, więc jeśli szukacie czegoś bez większego sensu za to w klimacie świątecznym to proszę uprzejmie, taki tam deser!

2[1]

Chore zwyrole, czyli o kontrowersyjnych reżyserach słów kilka (CZĘŚĆ 1)

Jutro wpis świąteczny, w którym wskażę Wam najbardziej kontrowersyjne, „antyreligijne”, jak to określają przeciwnicy tych tytułów filmy. Dziś jednak słów kilka o twórcach, którzy swoimi dziełami albo mocno oburzyli opinię publiczną, albo tworzą dzieła dość mocno niezrozumiałe i abstrakcyjne. Podejrzewam, że większość nazwisk zabrzmi Wam znajomo, swego czasu były one bowiem na językach nie tylko kinematograficznych maniaków, ale też zwyczajnych zjadaczy chleba. Zapraszam do czytania!

2[1]

TOM SIX. Ten pan jest twórcą trylogii Ludzkiej stonogi. Jego obleśny projekt spotkał się zarówno z uznaniem, szczególnie wśród maniaków gore i wszelakich dewiacji jak i ostrą krytyką ze względu na słabe wykonanie (szczególnie części pierwszej). Pierwszy segment w moich oczach to nic innego jak całkiem dobry horror stworzony za niewielki budżet, pełen niedociągnięć, ale jakiś tam specyficzny urok posiadający. Dwójka to już patologia pełną gębą w czerni i bieli z dość niejednoznacznym zakończeniem, a trójka to wręcz pastisz tego co Six stworzył wcześniej. W obsadzie trójki są bowiem aktorzy z pierwszej i drugiej części, była pornogwiazdka Bree Olson, Eric Roberts i sam Six, który w pewnej scenie puszcza pawia na szybę. Nikt do końca nie wie co przyświecało Sixowi by zrealizować takie historie, widać, że ten pan zrobił to czysto dla siebie niezrażony opiniami z zewnątrz. Strach pomyśleć co jeszcze wykombinuje w przyszłości. Six ma obecnie 42 lata.

srdjan-spasojevic-1290892192657[1]

SRDJAN SPASOJEVIĆ. Twórca niesławnego Srpskiego Filmu. W wywiadach mówił, że chciałby, żeby jego dzieło było jeszcze brutalniejsze i bardziej policzkujące widza. Ponoć dzieło to pokazuje Serbię w bardzo krzywym i niepokojącym zwierciadle i jest wyrazem sprzeciwu przeciwko sytuacji gospodarczej w tym kraju. Można jedynie dywagować nad tym czy to co chciał przekazać reżyser rzeczywiście wybrzmiało jak należy, grunt, że dzieło Spasojevicia jest rylcem z najbardziej hardcore’owej półki. Zakazany w wielu krajach, cenzurowany, wywołujący obrzydzenie… dramat. Dramat z elementami pornograficznymi, gore i całą paskudną resztą. Do tego bardzo przyzwoicie zagrany (aktor grający Milosa pojawiał się u Kusturicy). Ten pan ma jeszcze na koncie segment w The ABC’s of Death i obecnie 40 wiosen na karku.

eli-roth-on-the-set-of-knock-knock[1]

ELI ROTH. Kumpel Tarantino, który wystąpił w roli sierżanta Donny’ego Donovitza w „Bękartach Wojny” (sam też reżysersko przyłożył się do jednego z segmentów dzieła). Roth słynie z niezbyt oryginalnych, za to paskudnych wizualnie horrorów. Zaczynał od Śmiertelnej gorączki, w której odbijała się jego prawdziwa choroba – łuszczyca skóry. Największy rozgłos przyniosły mu jednak obie części Hostelu, ze względu na tematykę i bezkompromisową brutalność (szczególnie w części drugiej, która jedynkę wręcz zmiata z powierzchni ziemi, a dodatkowo jest momentami prześmieszna). Z The Green Inferno już mu się tak do końca nie udało, a dość poważną wpadką jest zeszłoroczne Kto tam? Polecam też obczaić Klauna horror z jego udziałem w roli głównej. Z tym panem jest ewidentnie coś nie tak… Eli ma obecnie 43 lata.

859610_main_scale_450xauto[1]

PASCAL LAUGIER. Obecnie 44 letni twórca bardzo mocnego, trzymającego za gardło Martyrs. Skazani na strach. Poza tym jakże ważnym dla francuskiego horroru dziełem legitymuje się równie ciekawymi XIII, Człowiek z Cold Rock Szeptami w mroku. Widać nieco ten obłęd w oczach, z Martyrs mierzyłem się już ze trzy razy i za każdym nieco inaczej widzę ten film. Czekam na coś równie budzącego emocje i wywrotowego od tego pana, wierzę, że jeszcze czymś nas mocno spoliczkuje. Póki co wpisuje się w poczet reżyserów zdrowo zwichniętych na umyśle, czyli takich, jakich lubiłem od zawsze. Do dzieła panie Laugier, od 2012 żeś się pan niczym nowym nie wylegitymował.

e-elias-merhige-20040826064325859-000[1]

E. ELIAS MERHIGE. Twórca owianego po dziś dzień legendami i niesamowitymi opowieściami Begotten nie ma na koncie wielu filmów, ale te które ma są jak najbardziej pokręcone i godne uwagi. Poza surrealistycznym dziwadłem warto obejrzeć Cień wampira – wizję kręcenia „Nosferatu” z udziałem prawdziwego wampira, pokręcony, nieco w klimacie Cronenberga Sprawca zero i ponownie surrealistyczny, krótkometrażowy Din of a Celesital Birds, który jest ostatnim jak do tej pory dziełem reżysera, a z roku 2006 pochodzi. Merhige chyba już nie ma zamiaru popełnić niczego nowego, ale swój niepodważalny wkład w kino dziwne ma niepodważalny. Twórca ma obecnie 51 lat.

quentin_dupieux[1]

QUENTIN DUPIEUX. Znany także jako Mr. Oizo. Na początku był surrealistyczny Steak, który przeszedł bez echa, a następnie już przygody Roberta w Morderczej oponie. Swojego dziwacznego stylu Dupieux trzymał się też w kolejnych filmach to jest Wrong, Wrong Cops Reality. Podoba mi się, że bawi się formą, treścią i właściwie w nosie ma konwencje i wszelakie filmowe mody. Jest tak bardzo abstrakcyjnym twórcą zarówno filmowym jak i muzycznym. Quentin ma obecnie 41 lat.

ruggero_deodato_top[1]

RUGGERO DEODATO. Ten niepozornie wyglądający 76 latek jest mistrzem kina kanibalistycznego i włoskiego gore. Znacie z pewnością jego Cannibal Holocaust (u nas pod tytułem Nadzy i rozszarpani), a być może kojarzycie Krwawe pranie, Dom na skraju parku, Zapomniany świat kanibali czy Barbarzyńcy. Był tępiony w środowisku filmowym za to, że podczas kręcenia jego kanibalistycznego klasyka mordowane były prawdziwe zwierzęta. Pojawił się gościnnie u Eliego Rotha w Hostelu rzecz jasna w woli bogatego psychola, który płaci za torturowanie innych.

buttgereit[1]

JÖRG BUTTGEREIT. Ten pan stworzył niesławne, obrzydliwe obie części Nekromantika. Widać od razu, że zwyrolem jest konkretnym, choć to nie jedyne dziwadła jakie ma na koncie. Surrealistyczny z deka Shramm i mocno odjechany Król śmierci to dzieła, które raczej nie spodobają się zwolennikom niedzielnych wieczorków przed telewizorkiem z rodzinką. Buttgereit wciąż tworzy, ale równie kontrowersyjnego co miłosne ruchanie trupa nie stworzył. Obecnie ma 52 lata, a skoro Necromantika stworzył w 1987 roku to jakim zwyrolem musiał być za dzieciaka…

Takashi+Miike+Portrait+Session+7th+Rome+Film+n-rkjm6WT9lx[1]

TAKASHI MIIKE.  Ten pan to japoński magik określany mianem tamtejszego Tarantino tylko podniesionego do potęgi entej. W swojej bogatej, liczącej ponad 90 tytułów filmografii ma takie tytuły jak Ichi Zabójca, Visitor Q, Sukiyaki Western Django, 13 zabójców i chyba najbardziej rozpoznawalną Grę wstępną. Ten wyjątkowo płodny twórca ma też na koncie chociażby aktorską wersję animowanego Yattamana. W wieku 55 lat mieć tak bogaty dorobek i wciąż tworzyć? Szacuneczek wielki, plus pielęgnacja japońskiej sztuki jako, za przeproszeniem, pojebanej i niezrozumiałej dla większości odbiorców.

pasolini-2[1]

PIER PAOLO PASOLINI. Twórca Salo, czyli 120 dni Sodomy nie dożył premiery swojego najbardziej kontrowersyjnego dzieła. W wieku 53 lat został zamordowany ze szczególnym okrucieństwem przez jednego bądź więcej osobników, tego do dziś nie ustalono. 20 dni po jego śmierci odbyła się premiera tego prowokacyjnego przekładu prozy markiza de Sade na język filmu. Ten pan odpowiada za nieco mniej głośne, ale niemniej budzące emocje Opowieści kanterbryjskie, Dekameron, Kwiat tysiąca i jednej nocy czy Ewangelię wg św. Mateusza. Już pierwszego kwietnia tego roku do kin wejdzie biografia Pasoliniego, w którego wcielił się Willem Dafoe. Ponoć jednak jest to niezbyt ciekawe spojrzenie na twórczość bardzo ciekawego artysty.

P.S. Części drugiej zestawienia spodziewajcie się całkiem niedługo!

6aac9ed143ac6a2ca576814367a31fa8[1]

To nie jest jakiś tam „dołek”, czyli o filmowych bohaterach z depresją słów kilka.

Nigdy nie miałem depresji więc teoretycznie nie jestem upoważniony do pisania o niej jako osoba nią osobiście nie dotknięta. Na bardzo ciężką depresję od wielu lat cierpi jednak jena z najbliższych osób z mojego otoczenia, którą obserwuję codziennie od dłuższego czasu. Kiedyś zupełnie nie rozumiałem tej choroby i wydawało mi się, że wystarczy się zebrać w sobie, powiedzieć sobie, że wszystko będzie dobrze i przejdzie jak ręką odjął. Nie przejdzie. Nieważne jakie sukcesy by się odnosiło, nieważne jakie sukcesy odnosiliby ludzie z naszego otoczenia – to jest choroba, z której można się leczyć, ale która zostaje w człowieku na zawsze. Widzę to po oczach mojej najbliższej osoby nawet wtedy kiedy jest szczęśliwa. Dla aktora to wielkie wyzwanie by wcielić się w osobę z depresją gdyż składa się na nią cała gama zachowań, reakcji, która odróżnia nam osobę chorą na depresję od zwykłego melancholika, introwertyka czy też emo, na których moda na szczęście minęła, a którzy w dość krzywy sposób swego czasu zachowania „depresyjne” manifestowali. Bo depresja to nie jest łażenie z żyletką na łańcuszku, ani słuchanie My Chemical Romance (z całym szacunkiem do fanów, The Black Parade to klasa sama w sobie). Ludzie mający depresję raczej nie lubią się nią chwalić, bo kto lubi krzyczeć, że jest chory? Robin Williams (Między piekłem a niebem, polecam mocno bo w temacie) tego najlepszym przykładem. Przez lata za maską uśmiechu ukrywał swoją chorobę. Postaram się Wam podrzucić kilka znakomitych filmów, w którym bohaterowie cierpią na silną depresję. Rzecz jasna jak najbardziej wiarygodne. Zapraszam do czytania.

godziny-the-hours[1]

VIRGINIA WOOLF (Godziny, 2002, reż. Stephen Daldry). Nicole Kidman została nagrodzona za swoją interpretację jak najbardziej zasłużonym Oscarem. Postać Virginii jest autentyczna, była modernistyczną pisarką i feministką, która cierpiała na bardzo silną depresję. W filmie Woolf pracuje nad swoją powieścią Pani Dalloway. Choroba doprowadziła pisarkę do samobójstwa, nie potrafiła poradzić sobie ze swoimi demonami, więc 28 marca 1941 roku z kieszeniami napełnionymi kamieniami rzuciła się do jeziora. Pozostawiła po sobie listy pożegnalne, jeden do siostry, drugi do męża. W filmie na podstawie powieści Michaela Cunninghama widzimy jak proza Woolf odbiła się na jej czytelniczkach. Dodam jedynie, że Kidman jest w filmie praktycznie nierozpoznawalna i dość mocno przypomina realną Woolf, której depresja wręcz wyzierała z oczu.

6aac9ed143ac6a2ca576814367a31fa8[1]

LESTER BURHMAN (American Beauty, 1999, reż. Sam Mendes). Bohater tego jakże magicznego filmu ma tak zwany kryzys wieku średniego, który objawia się antypatycznością wobec świata, mimo, że najgorzej się nie układa. To ta wewnętrzna pustka, aż krzyczy w nim, pragnie jakiejś rewolucji, witalności i odmiany. Burhman czuje, że jego życie to równia pochyła i chce coś z tym zrobić póki nie jest za późno. Gość popada w totalne zauroczenie koleżanką swojej córki, co raczej do niczego dobrego nie może doprowadzić. W Lestera wciela się fenomenalny Kevin Spacey, a film poza ciepłym, ale wnikliwym stadium depresji oferuje nam też głębsze spojrzenie na proste piękno świata, które powinniśmy czerpać garściami póki mamy czas. Film dostał pięć Oscarów, za najlepsze zdjęcia, za najlepszą reżyserię, aktora pierwszego planu, scenariusz oryginalny i w kategorii filmu roku. Absolutna perełka.

wristcutters2[1]

ZIA (Tamten świat samobójców, 2006, reż. Goran Dukić). Zia to młody chłopak, który postanawia ze sobą skończyć, ale jak się okazuje dla samobójców przeznaczone jest specjalne, depresyjne miejsce, w którym mogą, ale nie muszą przewartościować swojego życia. To świat podobny do naszego tylko, że bardziej mroczny i wykrzywiony przez zgorzkniałych bywalców. Chłopak nie zostaje jednak sam sobie na pastwę pośmiertnego losu, ma szansę sam wyciągnąć się z tego co wpadł i dać szansę swojej duszy na wieczny spokój. Owszem, to mocno metaforyczny obraz, który nie każdemu podejdzie, ale wart jest zachodu chociażby dzięki występowi Toma Waitsa, który wesolutkich piosenek nie tworzy. Być może dla niektórych ten film będzie zbyt zagmatwany lub „too soft”, ale w sposób metaforyczny ubiera temat tego wpisu jak należy, warto mu poświecić swój czas.

maxresdefault[1]

GEORGE FALCONER (Samotny mężczyzna, 2009, reż. Tom Ford). Colin Firth w roli profesora, któremu świat się zawala po utraceniu wielkiej miłości. Bo każda choroba, szczególnie o podłożu psychicznym musi mieć swoje podłoże. Kiedy z życia Falconera znika najważniejsza osoba jego życia gość zaczyna odczuwać przygnębienie, które ładuje go w głęboki psychiczny kanion, w którym tkwi na szczęście nie sam. Do pionu będzie próbować go postawić jego dawna przyjaciółka (w tej roli Julianne Moore). To film pięknie nakręcony i pokazujący nie tylko problem depresji ale i miłości jako takiej, nie wspomniałem bowiem na początku iż profesor jest homoseksualistą. Jak bardzo ta informacja zmienia Wasze postrzeganie tego dzieła odpowiedzcie sobie we własnych serduszkach. Ja film ten jak najbardziej polecam.

melancholia930a[1]

JUSTINE (Melancholia, 2011, reż. Lars Von Trier). Apokaliptyczny dramat kontrowersyjnego reżysera pokazuje nam bohaterkę graną przez fenomenalną Kirsten Dunst (przy okazji polecam Przekleństwa niewinności, także w temacie), która popada w tak głęboki letarg, że nie jest w stanie zjeść swojego ulubionego posiłku. Film ma to do siebie, że pokazuje nam bohaterów nie tyle w obliczu eksterminacji co w obliczu prawdy, która zawsze wychodzi na jaw, która wyłazi z człowieka w ekstremalnych sytuacjach i kopie tam gdzie boli najmocniej. W Antychryście także można doszukać się wątku depresyjnego, ale tam wszystko zmienia się w fizyczny i psychiczny terror, w Melancholii zaś obcujemy z o wiele bardziej realną wizją, a sam fakt armagedonu nie powoduje depresji tylko wyciąga już wcześniej tkwiącą z bohaterów. Jedno z najciekawszych dzieł reżysera w jego przebogatym dorobku.

248630.1[1]

KATHY NICOLO (Dom z piasku i mgły, 2003, reż. Vadim Perelman). W przypadku Kathy depresja łączy się z frustracją i walką o dom po pechowej licytacji. Żeby odzyskać mieszkanie nie cofnie się przed niczym, także zobaczymy jej odhumanizowanie i determinację. W Kathy wciela się znakomita Jennifer Connelly, w jej rywala świetny Ben Kingsley. Film powstał na podstawie powieści Andre Dubusa o tym samym tytule. To wyjątkowy dramat psychologiczny, który pokazuje nam pewne mechanizmy i zachowania jakie niszczą nas jako ludzi od środka. Depresja łączy się często z agresją, z psychicznymi problemami, które doprowadzają do takich miejsc jak szpital dla psychicznie chorych. Ale to nie jest to samo co bycie wariatem. To raczej wewnętrzny paraliż, strach, który wykręca i wypłukuje szczęście z oczu.

221490.1[1]

CRAIG GLINER (Całkiem zabawna historia, 2010, reż. Ryan Fleck, Anna Boden). Kier Gilchrist wciela się w nastolatka, który ma tak głęboką depresję, że trafia na oddział psychiatryczny, gdzie może dostać szansę na odrodzenie swojej cierpiącej duszy i umysłu. Pomogą mu w tym Bobby (Zach Galifianakis) i Noelle (Emma Roberts). I to jest rzeczywiście zabawna historia o ludziach, którzy poznają się w miejscu gromadzącym ludzi wyjątkowych. Bo Bob staje się mentorem Craiga, a Noelle wymarzoną miłością. Bo z depresji wyjść można, można ją zaleczyć i wyciszyć i sprawić, że nie będzie się uaktywniać i dręczyć. Żeby nie było, że Wam tu zapodaję same, nomen omen, depresyjne propozycje. Przyznam, że najbliższa mi osoba także poznała bardzo ciekawych znajomych kiedy przebywała w zakładzie psychiatrycznym. Także takie historie z palca nie są wyssane, choć często kończą się powrotem do tego miejsca.

Chatroom057[1]

JIM (Pokój na czacie, 2010, reż. Hideo Nakata). Bardzo ciekawy dramat i thriller w jednym, w którym jeden z bohaterów Jim (Matthew Beard, Gra tajemnic) bierze antydepresanty i uzależnia się pewnego manipulującego nim osobnika – Williama (Aaron Taylor-Johnson, Kick Ass). Poznają się panowie na czacie, i są częścią takiej internetowej paczki, do której należy jeszcze kilka osób. Które zostają odepchnięte kiedy William zdaje sobie sprawę jak łatwo mu bawić się Jimem. Właśnie. Depresja, która doprowadza do bardzo, bardzo, bardzo niebezpiecznych zachowań się tu moi drodzy wkrada. Mamy bohatera, który daje sobie wejść na głowę, jego „dołek”, jak to się mawia odbiera mu właściwie wolną wolę. Film w jakimś stopniu mógł zainspirować naszych twórców, kiedy majstrowali Salę samobójców, którą niedługo omówię do spółki z moją lubą. Ale niech Was to nie odwiedzie od obejrzenia Pokoju na czacie, to dwa różne dzieła.

Winona-Ryder-as-Susanna-Kaysen-girl-interrupted-20395553-806-623[1]

SUSANNA KAYSEN (Przerwana lekcja muzyki, 1999, reż. James Mangold). Co prawda Angelina Jolie ukradła ten film (Oscar), ale nie jest główną bohaterką tej nietuzinkowej opowieści. Susanna (Winona Ryder) gra tu pierwsze skrzypce podczas tej przerwanej lekcji. Jej postać ma ciekawe, zdystansowane podejście do świata, w którym depresja łączy się z ironicznym i sarkastycznym podejściem do świata. Bo wiecie, depresja to nie jest codzienne siedzenie w kącie nieruchomo, to choróbsko które sobie w człowieku siedzi, ale raz się wycisza a raz nasila. Ten film to przede wszystkim historia niekonwencjonalnej przyjaźni, taka nieco babska odpowiedź na Lot nad kukułczym gniazdem. Wciąż jednak jest to dzieło nieco inny problem poruszające. Bardzo lubię ten film i chętnie do niego wracam.

Nicolas-Cage-Ben-Sanderson-Leaving-Las-Vegas[1]

BEN SANDERSON (Zostawić Las Vegas, 1995, reż. Mike Figgs). Jeśli ktoś Was kiedyś zapyta z takim paskudnym uśmieszkiem na pysku czy Nicolas Cage ma Oscara, to powiedzcie, że tak, że za Zostawić Las Vegas. Jego Ben to człowiek, który postawił na autodestrukcję alkoholem, który uznaje, że jego życie jest tak zniszczone, że pozostaje mu się zapić za porządną odprawę jaką dostał przy zwolnieniu. A Las Vegas nigdy nie śpi i napić się zawsze można. Więc Ben pije i nawet fakt, że poznał uroczą prostytutkę Serę (znakomita Elizabeth Shue) nie przeszkadza mu w realizacji swojego planu. To już jest głęboki rów i niechęć wobec pomocy z zewnątrz, świadome i powolne samobójstwo. Film ciężki, ale potrzebny i świetnie, świetnie zagrany. Jakaż szkoda, że Nic wpadł w pułapkę kina klasy Zet…

P.S. Rzecz jasna mógłbym wymienić jeszcze kilka tytułów, ale prawdopodobnie powstanie druga część, więc tam będę kontynuować temat. Dzięki za udział i oczekujcie też zestawienia filmów depresyjnych, ale o depresji nie opowiadających!

DA-PRESS-SHOT-2015[1]

RANKING ZRYTYCH TELEDYSKÓW #02: Die Antwoord

DA-PRESS-SHOT-2015[1]

Jako, że już 3 czerwca podczas Orange Warsaw Festiwal pojawi się nietuzinkowa grupa Die Antwoord postanowiłem przyjrzeć się bliżej ich pokręconym teledyskom. Grupa powstała w roku 2008 w Republice Południowej Afryki z inicjatywy pana Ninja, który odkrył Yo-Landi, a których wspiera DJ Hi-Tek. Grupa zyskała popularność dzięki mieszaniu rave’u z rapem, oryginalnej stylówie i specyficznemu językowi w jakim nawija swoje piosenki zwanym afrikaanis. W ich teledyskach jest zawsze maksymalne szaleństwo i odjazd w duchu seksualnego surrealizmu, plastikowego i pastiszowego kiczu oraz sporo podskórnego narkotycznego mroku. Wierzcie, że wybranie kolejności „zrytości” tych obrazków do najłatwiejszych nie należy, ale kto jak nie ja?! Zapraszam do czytania, słuchania i oglądania! A na końcu macie jeszcze mały filmowy bonus, nie przegapcie!

12.WAT POMP (2009, $O$). Tutaj nie dzieje się nic szczególnego, ale widać już wszystkie charakterystyczne cechy tej grupy: język, szybka nawijka, strojenie głupich min, skakanie i maska DJ Hi-Teka. Widać, też napis „Tension”, który stał się potem tytułem ich drugiego albumu. Póki co jeszcze są grzeczni i tylko trochę dziwni ale artystycznie już siebie jak najbardziej świadomi. Taka mała zapowiedź tego co zaczęło dziać się później…

11.ZEF SIDE. Taki mały wycinek z życia na dzielni naszych bohaterów. W tle leci kawałeczek utworu Beat Boy, dowiadujemy się, że DJ Hi-Tek mieszka z babcią, a Ninji i Jolka znają się od dawna po sąsiedzku, zespół zaś założyli bo połączyła ich pasja do muzy, a Hi-Tek miał działającego peceta. Nie jest to wideo do żadnego z konkretnych utworów, raczej coś na kształt informatora o istocie grupy jako takiej. Ninja w portkach z logiem Pink Floyd wywija swoim… ummm… przyrodzeniem. Ogólnie bardzo sympatyczna scenka.

10.ENTER THE NINJA (2010, EP 5). Die Antwoord to zespół, który miał tak zwany drugi start, po sukcesie tego numeru ich debiutancki krążek już pod barwami Interscope został wydany ponownie w roku 2010. To takie DA w pigułce, w klipie Ninja tłumaczy po swojemu miłość do kultury ZEF, a Yo-Landi jest tylko miłym dla oka dodatkiem śpiewającym refren. W teledysku pojawia się chory na progerię przyjaciel grupy, który jakiś czas temu zmarł. DA wręcz gloryfikuje brzydotę ludzkiego ciała, wszelakie zniekształcenia i odchyły od „normy”, gdyż sami tacy perfekcyjnie niedoskonali są i zdają sobie z tego sprawę. Uczynili z tego seksualną broń co widać na kolejnych klipach. Ten jeszcze należy do grupy „dziwnych”, ale jeszcze nie pojebanych.

9.FOK JULLE NAAIERS (2012, Ten$ion).  Kiedy klipy DA są utrzymane w czerni i bieli to robią się jakieś takie… ciężkie. Agresywne i mroczne. Ten kawałek dość mocno sugeruje, że z tą ekipą nie ma żartów, a ich ziomki to paskudy jakich mało i nie chcielibyście ich spotkać w ciemnym zaułku. To jeden z „normalniejszych” ich klipów, choć odjazd DJ Hi-Teka na koniec robi swoje. Nie dość, że bluzgajo i grożą że zajebio to jeszcze ich DJ w dziwacznej masce obiecuje, że zerżnie kogo trzeba w tyłek. A Ninja wygląda w tym klipie wyjątkowo creepy i nieprzyjaźnie. Warto zwrócić uwagę, że Ci wszyscy towarzyszący młodzieńcy w jakimś stopniu nawet fizycznie przypominają naszych bohaterów. To musi być ciekawa i nietuzinkowa społeczność.

8.I FINK U FREEKY (2012, Ten$ion). Jeden z największych hitów grupy tak komercyjnie jak i artystyczne. Także utrzymany w czerni i bieli ma nam do zaoferowania Jolkę bez mejkapu, paralitycznie dęsujacego Ninję, a także możemy zobaczyć córkę tych państwa, z fryzurką po mamie. Do tego jeszcze gotowanie obiadu z jakimiś paskudnymi karaluchami i ponownie koledzy o unikalnych facjatach robiący dziwne miny. Ogólnie to strasznie pozytywny kawałek opatrzony dość kontrastującym z muzyką klipem. Aż mi się przypomina jak byłem na iFestival w 2014 roku to zajebiście się do tego skakało,

7.RICH BITCH (2012, Ten$ion). W tym klipie DA ewidentnie naigrywają się z nowobogackiego stylu życia, plastikowego blichtru i bycia znanym z tego, że jest się znanym. Visser jest tutaj nie tylko bogatą szmatą, ale też kimś na kształt samej Matki Boskiej i przyznam, że w tym wdzianku jest jej całkiem do twarzy. Natomiast Ninja w tych swoich okularkach z marychą i wąsikiem i zębiskami po prostu rozwala system. Tylko ile osób uznało, że DA gloryfikuje taki styl życia, a nie że go tępi. Że niby sodówka uderzyła do głowy? Cóż, ironię i sarkazm niełatwo jest w sztuce wyłuskać.

6.BABY’S ON FIRE (2012, Ten$ion). Tym razem widzimy małą słodką Yo-Landi w roli osóbki, która sprowadza chłopców do swojego pokoju, a jej troskliwy brat Ninja zrobi wszystko by chłopakom natłuc. A Jolka chłopaczków zmienia, a Ninja ich dopaść nie może. Ciekaw jestem czy na tych uliczkach RPA życie tak rzeczywiście czasem wygląda, czy to kolejna zgrywa. Gdyby tak wyglądały amerykańskie komedie z „zazdrosnymi”, walecznymi braćmi to rzecz jasna oglądałbym na okrągło. Ach, nie wiem czemu, ale kolorystycznie klipy DA przypominają mi czasem świat Wesa Andersona. Te kontrasty, te kadry. Niby dwa różne światy, a jednak jakieś punkty styczne są. A sam kawałek w sobie mocno imprezowy.

5.COOKIE THUMPER (2014, Donker Mag). Dzieci nie bierzcie narkotyków, bo będziecie mieć takie wizje jak Jolka i skończycie z bezzębnym Murzynem w łóżku. Mocno to erotyczne filmiszcze, choć Visser swoimi minami potrafi sprowadzić to napięcie do podłogi i wywołać szczery uśmiech. Co ciekawe Yo-Landi wciela się tutaj w dziewczynę jeszcze chodzącą do szkoły, której podoba się diler. Ten sam koleś, którego widać w klipie do Fok Julle Naaires. Czyli trochę jakby trochę przewrotnie skonstruowana przestroga przed tym, że można z czarnym bolcem w tyłku skończyć.

4.UGLY BOY (2014, Donker Mag). Kogo my tu mamy? Gościa w masce Apex Twina (a może to on?), Jacka Blacka bez oka, Marilyna Mansona z różą, tańcząca Ditę Von Teese, Flea z Red Hot Chilli Peppers w koszulce Zef i Carę Delevingne z cygarem. Z tego połączenia wyszło coś bardzo osobliwego, a muzycznie po prostu przesmacznego. DA pokazują, że mają zajebistych znajomych, którzy się pokazują w ich klipach i wygłupiają do tego. Oczywiście tekstowo można rozumieć tutaj słabość Jolki do Ninjego, ale z tego co wiem, to mimo iż mają wspólne dziecko prywatnie nie są już parą.

3.PITBULL TERIER (2014, Donker Mag). Cieszę, się, że DA są otrzaskani z filmową klasyką i na swój sposób zinterpretowali utwór, który pojawia się w filmie Czarny kot, biały kot Emita Kusturicy, do którego jest tam sporo wizualnych nawiązań. Poza tym coś na kształt opętania, ciekawa wizja śmierci jako kobiety odprawiającej dzikie tańce i ten unikalny dla nich styl łącznia zefowej kultury z rejwem, niemal prodigy;owym czadem i seksualnością, która aż emanuje z Yo-Landi. Z mojej perspektywy to ich drugi najbardziej pokręcony szajs. Kiedyś mi się wydawał najbardziej pokręcony, ale zdanie mi się zmieniło…

2.FATTY BOOM BOOM (2012, Ten$ion). To jest absolutnie obłędny teledysk, wręcz szamański, atakujący kolorami, a do tego pokazujący stosunek grupy do Lady Gagi, która zostaje pożarta przez lwa. Dość ciekawe obśmiewanie stereotypów i pokazywanie sposobu myślenia ludzi o krajach takich jak RPA. W tym klipie mają tak finezyjne stroje, że to się w głowie nie mieści. W sumie zamiast czytać mój opis to lepiej sobie posłuchać i samemu sobie dowolnie to szaleństwo interpretować. Ach, jak to oglądam to myślę też o sporcie, piłce nożnej i dzikich stadionowych tańcach, zupełnie ni wiem dlaczego…

1.EVIL BOY (2009, $O$).  Przyznam, że ten klip urósł (he, he) w moich oczach do rangi najbardziej pojebanego. Bardzo psychodeliczne wideo gdzie Yo-Landi ma chociażby oczy zamiast sutków, wokół niej kręcą się białe myszki, a całość generalnie wychwala męskie przyrodzenie choć jest też metaforą dorośnięcia i przekształcenia się z chłopca w mężczyznę. Niektórym może się ten klip dość niekomfortowo oglądać, bo wręcz jesteśmy otoczeni przez gigantyczne wacki, ale ten klip jest cholernie męski paradoksalnie. Po niezłych dropsach musieli być gdy to realizowali, podpowiem jedynie, że figurka chłopca z wielkim penisem była widoczna już w klipie do Enter The Ninja.

BONUS: Umshini Wam (2010, reż. Harmony Korine). Krótkometrażówka nakręcona przez Harmony Korine, gdzie Ninja i Yo-Landi w dziwacznych strojach (Pikachu!) popierniczają przez okolicę na wózkach inwalidzkich. Czuć klimacik twórcy Skrawków. Dość mocno surrealistyczny, kwaśny filmik, który pokazuje jak mocno mają zryte banie nie tylko DA, ale i sam reżyser. Endżoj!

top-4-hot-damn-moments-from-the-walking-dead-episode-14-twice-as-far-899413[1]

Mistrz gryzienia w krocze, czyli o 14 odcinku 6 sezonu „The Walking Dead” słów kilka”

Twórcy TWD znów nas zaskoczyli tak jak należy i nieco zagrali na nosie czytelnikom komiksu jednocześnie realizując jedną z ciekawszych scen sprzed pojawienia się Negana. W sieci pojawiła się już informacja sugerująca, że finałowy odcinek będzie trwać ponad godzinę i będzie wyjątkowo brutalny. Sami aktorzy twierdzą, że introdukcja Negana będzie niesamowita więc możemy spodziewać się eliminacji jednego z główniejszych bohaterów wśród których typuje się Abrahama, Carol, Maggie, Daryla i przede wszystkim Glenna jako jeśli twórcy mieliby zrealizować komiksowy koszmar. Przyznam, że Twice as Far nieco pokrzyżował moją wizję finału, ale za to zapowiada coś mega trzymającego za gardło w odcinku East Something To Fear (tytuł tego drugiego jest żywcem wzięty z komiksu, to w tym tomie pierwszy raz pojawia się Negan).

W introdukcji do odcinka widać powtarzającą się sekwencję dnia codziennego: liczenie zapasów, zmiana warty, Carol na ławeczce z różańcem i papieroskiem, i tak dalej. Alexandiria tętni życiem, choć zagrożenie czyha nad głową. Rick odwiedza Morgana i pyta go po co zbudował celę. Mistrz Zen odpowiada, że po to by następnym razem mieli wybór i tyle ich właściwie widzimy w tym odcinku, no poza Morganem, który niepokojąco patrzy na pustą, skrzypiącą ławeczkę. Daryl pielęgnuje swój motocykl i przypomina sobie o tym jak poznał Dwighta. Abraham i Eugene wyruszają poza Alexandrię, jak się później dowiadujemy w poszukiwaniu miejsca do budowy amunicji. Rosita dość niezobowiązująco romansuje z synalkiem Deanny, a potem wyrusza z Darylem i wymuszającą na nich wycieczkę Denise w poszukiwaniu leków. Niestety dla pani doktor podróż okazuje się tą ostatnią…

top-4-hot-damn-moments-from-the-walking-dead-episode-14-twice-as-far-899413[1]

A może by tak paring Rosita-Daryl? 

W tym odcinku zarówno Eugene jak i Denise chcą udowodnić swoją wartość, to że są przydatni społeczności i samodzielni. Eugene ma jednak problem z zabiciem dość nietypowego zombiaka oblanego metalem i kłóci się na tyle ostro z Abrahamem, że rozstają się w gniewie. Denise, Daryl i Rosita znajdują sklep z lekami, w którym wydarzyła się historia dość makabryczna (matka prawdopodobnie zamordowała swoje dziecko bo było za głośno a działo się to już podczas apokalipsy), która tak przeraża Denise, że ta wychodzi ze sklepu. Bohaterowie ruszają torami, choć Daryl za pierwszym razem nie chciał nimi iść gdyż za bardzo kojarzą mu się z drogą do Terminusa. Po raz pierwszy od bardzo dawna, co prawda bezimiennie ale mówi o swoim bracie Merle’u, którego los poznaliśmy jeszcze za czasów Gubernatora. Podczas łażenia po torach Denise udaje odważniaka i dostaje się do samochodu z którego wyciąga zombiaka. Ledwo udaje jej się go zabić, dostaje za to reprymendę, ale tłumaczy to zaufaniem do Daryla i poczuciem samotności Rosity, za głupotę uznaje fakt, że nie powiedziała Tarze, że ją kocha (Tara zmyła się z panem dredziastym nie wiadomo gdzie i podejrzewam, że w finale możemy zobaczyć ich trupy), a chwilę później dostaje strzałę w oko, która pozbawiła życia w komiksie Abrahama. Paradoks w kontekście tego, że jakiś czas temu ratowała życie Carlowi, który stracił oko. Za atakiem stoi Dwight, który „nieco” się zmienił. Jego poparzona twarz to z pewnością kara wymierzona przez Negana za ucieczkę. Zakładnikiem jest Eugene, który odwraca uwagę Saviorsów wskazując gdzie ukrył się Abraham. Dokładnie tak jak w komiksie gryzie Dwighta prosto w krocze, co doprowadza do ostatecznej wymiany ognia i odwrotu Zbawców. Eugene jest ranny, a nasza ekipa wraca do Alexandrii pozostawiając tymczasowo ciało martwej Denise na torach.

image-7[1]

Nie podskakuj bo Eugene odgryzie Ci fiuta!

Ostatnie sceny przedstawiają Eugene’a odpoczywającego i naciskającego Abrahama by przeprosił. Ten rzuca znakomity tekst, że jeszcze nie widział nikogo tak zajebiście gryzącego w fiuta, a następnie udaje się do Sashy, która w końcu pozwala mu wejść do domu. Coraz więcej romansów w TWD moi drodzy, im więcej tym bardziej boleśnie będą przeżywać swoje straty kolejni bohaterowie. Daryl i Carol chowają Denise, a kilka scen później widzimy Tobina, który czyta list od Carol, która zmyła się z Alexandrii. Będzie to miało swoje konsekwencje w kolejnym epizodzie, w trailerze widać, że Daryl ruszy na poszukiwania, podobnie Morgan, którego być może zobaczymy konno. Obawiam się, ze nasza ulubienica bardzo źle trafi i zostanie ranna. Widać też, że nasi bohaterowie twierdzą iż Daryl ruszył z misją samobójczą biorąc pod uwagę co dzieje się na zewnątrz. Dodam jeszcze od siebie, że śmierć Denise = brak lekarza w Alexandrii  = Maggie i Glenn będą musieli często odwiedzać pana doktora w Hilltop, a każda ranna osoba będzie miała mniejsze szanse na przeżycie (bo Denise była wręcz cudotwórczynią, naprawiła Carla). Cóż jeszcze rzuciło mi się w oczy? Ano to, że od pewnego czasu nie narzekamy na nudę i jest mega intensywnie i brutalnie. Trup się ściele gęsto, a finał… cóż, finał może być bardzo gruby a otworzenie kolejnego sezonu jeszcze grubsze gdyż to ponieważ Negan zostanie nam na stałe w serii. Także 7 sezon może być dość radykalny jeśli choć trochę pójdzie tropem komiksu. Jeszcze tylko jeden odcinek i finał, jaram się jak zombiaki w Aleksandryjskim jeziorku jakiś czas temu. Do przeczytania za tydzień!

267731-147736[1]

Od pornosa do dramatu, czyli o gwiazdach filmów XXX próbujących klasycznego aktorstwa.

Dnia 14 marca 2016 roku niejaka Marina Ann Hantizis obchodziła swoje 28 urodziny. Jeśli zupełnie nic Wam nie świta, to podpowiem: to prawdziwe imiona i nazwisko niejakiej Sashy Grey, która swego czasu uchodziła za najbardziej wyuzdaną aktorkę branży porno. Branży budzącej skrajne emocje, której nie da się od tak zignorować i spuścić (he, he) na nią zasłonę milczenia. Twórcy filmów porno dość mocno trzymają rękę na pulsie kina popularnego oferując wszelakie porno parodie znanych tytułów, ale o tym jeszcze wpis będzie bo to całkiem poważne przedsięwzięcia niosące ze sobą często dość wysokie koszty. Urodziny Sashy to dobry pretekst by przybliżyć Wam kilka często już niezwiązanych z branżą osób, które próbowały swoich sił w „normalnym” aktorstwie. Niektórzy próbowali epizodycznie, inni wręcz odcięli się od swoich korzeni i na stałe weszli do przemysłu filmowego. I nie spinajcie tyłków o to, że w ogóle o tym piszę, niektóre przypadki są bardzo ciekawe i być może nawet nie macie świadomości, że kiedyś uczestniczyli w nieco innym rodzaju biznesu. A zresztą, to mój blog i mogę pisać o czym chcę! Rączki na kołdrę i zapraszam do czytania!

news-1449467636-5725_large[1]

SUNNY LEONE. W rzeczywistości Karenjit Kaur Vohra, lat 34, kanadyjsko-indyjska aktorka pornograficzna, która swoich sił próbuje w Bollywoodzie. Choć zobaczycie ją też w amerykańskiej komedii Dziewczyna z sąsiedztwa oraz Skok na cnotę. Ale w jej przypadku bardziej liczą się Ragini MMS 2, Jism 2, Shootout at Wadala a szczytem jej filmowych marzeń wydaje się (uwaga!) thriller-dramat-musical trwający 2,5 h Ek Paheli Leela, w którą gra główną rolę. Jakże urocze dziewczę na otwarcie zestawienia!

terraoko-2015120433-7[1]

BRIDGET POWERS.  Czyli Cheryl Marie Murphy, obecnie 35 letnia Królowa fetyszystów pewnego konkretnego podgatunku XXX. Bridget ma bowiem 117 centymetrów wzrostu, jest więc karłem. Wiecie, Bridget-midgt, he, he. Jak widać pani ta nie ma ani większych, ani mniejszych kompleksów ze sobą. I mignęła na dużym ekranie w Niebezpiecznym umyśle, S.W.A.T. Jednostka specjalna, Małe jest piękne czy Tamten świat samobójców. A jeśli by się ktoś zastanawiał dla kogo jest porno z karłami to podpowiem: poza fetyszystami porno z karłami oglądają… inne karły. Ta-daaaah!

WUT

JENNA JAMESON. A tak naprawdę Jennifer Marie Massoli. Zanim Jenna ostatecznie rozstała się ze swoją własną twarzą (po serii operacji plastycznych ciężko ją rozpoznać) pojawiła się kilku niewysokich lotów produkcjach, w tym najbardziej rozpoznawalnych Zombie striptizerkach gdzie wystąpiła u boku Roberta Englunda aka Freddy’ego Kruegera. Poza komediowymi Częściami intymnymi warto obadać horror Evil Breed: The Legend of Samhain czy Horrorween. Obecnie niestety przypomina szpetnego potwora z napompowanymi ustami. A tatuaże jej paradoksalnie nie pomagają (w przeciwieństwie do takiej Christy Mack czy Janince Lindemulder, do której w jakiś sposób się upodobniła). Jenna ma obecnie 41 lat i jak tak dalej pójdzie to za kilka się rozpadnie.

hayativebiyografisi_sibel-kekilli-kimdir-boyu-yasi-kilosu-nedir2[1]

SIBEL KIKELLI. 35 letnia obecnie Sibel na moje oko ma urodę typu „za ładna na porno”. A jednak. Tą panią znają doskonale wszyscy fani Gry o Tron, gdzie wcielała się w zdradliwą kochankę Tyriona. Wcześniej potwierdziła swój talent w dramatach Głową w mur czy Obca oraz filmach Kebab Connection czy Ostatni pociąg. Sibel jest ciekawym przypadkiem potwierdzającym, że korzenie w branży filmów XXX nie wykluczają posiadania prawdziwego talentu aktorskiego. Nie powinno się patrzeć na aktorkę ze względu na jej przeszłość. Zresztą czy ktoś ma pretensje do Sly Stallone’a, że też zaczynał w tej branży? Ups.. A może się wygadałem  i teraz będziecie cisnąć po Rockym. Cóż jeśli tak to trudno. Tak czy siak Sibel to bardzo porządna aktorka i życzę jej wszystkiego najlepszego w filmowej karierze.

Rocco Siffredi, oggi 18 ottobre 2011 a Roma durante la presentazione del film 'Matrimonio a Parigi' dI Claudio Risi. ANSA/ GUIDO MONTANI

ROCCO SIFFREDI. Właściwie Rocco Tano, obecnie 51 „Włoski Ogier”, który szczyci się własną wytwórnią filmów pornograficznych. Rzecz jasna należy przytoczyć tutaj jedną jego bardziej istotnych produkcji z nurtu XXX – Rocco Invaded Poland, w którym dmuchał Polki-amatorki. Wiem, że miałem tutaj rozprawiać o kinie poważnym, ale no nie sposób nie wspomnieć o tym epizodzie. Poza epizodem w całkiem nieźle kojarzonym u nas filmie 99 franków, w którym wciela się nomen omen w aktora porno, w jego filmowym emploi liczą się dwa mocne dramaty erotyczne: Romance Anatomia piekła. Szczególnie na ten drugi warto zwrócić uwagę, bo, jakby to nie brzmiało, obcować będziecie z Roccem na poważnie. Rocco jest swoistą ikoną kina dla dorosłych, wspominają go w swoich kawałkach tacy zwyrodnialcy z naszego podwórka jak Arka Satana czy Jama Zła.

e08645b44961aae03b2ec28f297c7337[1]

TRACI LORDS. Ummmmm bardziej będą kojarzyć tą panią starsi czytelnicy, którzy załapali się jeszcze na obecnie vintage porn. Traci była skandalistką już na początku kariery, swego czasu wyszło na jaw, że do branży dostała się nielegalnie zawyżając swój wiek. W 1990 wystąpiła u boku Johnny’ego Deppa w musicalu Beksa, w którym pokazała, że rzeczywiście grać potrafi. Epizodycznie pojawiała się w kultowych serialach takich jak Kochane kłopoty, Świat według Bundych, MacGyver, Viper, Opowieści z krypty, Melrose Palce, Żar tropików, Herkules, Nash Bridges. Jeśli o filmy chodzi to warto obejrzeć z nią takie tytuły jak Chirurgiczna precyzja, Zack i Miri kręcą porno, W czym mamy problem, Blade – Wieczny łowca czy Stukostrachy. Na moje oko jest ona drugą obok Sibel Kikeli aktorką posiadającą rzeczywisty i solidny talent aktorski nie sprowadzający się jedynie do mignięcia na ekranie. Traci ma obecnie 47 lat i naprawdę nazywa się Nora Louise Kuzma.  Przyznam, że wygląda olśniewająco i cieszę się, że nie zrobiła sobie tego co Jenna.

ron-jeremy_gmtq[1]

RON JEREMY. Ronald Jeremy Hyatt ma obecnie 63 lata i epizodycznie przewinął się przez całkiem sporo produkcji. Ten wąsaty tłuścioszek jest ikoną gatunku, potężnie wyposażonym przez naturę i kiedyś ponoć nawet obdarzony przystojnością. Ustrzelenie go nie należy do najłatwiejszych, ale jak już się uda to radocha gwarantowana, taką to pocieszną ma facjatę. Często pojawia się w produkcjach Tromy (Tromeo i Julia, Poultrygeist: Noc kurczęcich trucheł, Toxic Avenger 4, Return to Nuke’ Em High, Terror Firmer), a jeśli chodzi bardziej lub powszechnie rozpoznawalne tytuły to muszę wskazać Pogromców duchów, Bruce’a Wszechmogącego,  Orgazmo, Żyć szybko umierać młodo, Spun, Adrenalina 2. Pod napięciem, Święci z Bostonu czy Detroit Rock City. To powinno być szukanie obowiązkowe na zasadzie „gdzie jest Wally”. Ron pojawił się też w przezabawnej przeróbce Wrecking Ball w wykonaniu youtube’owego śmieszka Barta Bakera, a także… przygotował własną, bardzo obleśną przeróbkę, w której tak jak Miley Cyrus w oryginale liże młotek i ujeżdża kulę do wyburzania. Gość ma niesamowity dystans do siebie. Szacuneczek.

267731-147736[1]

SASHA GREY. Obecnie 28 letnia, emerytowana (jak to brzmi XD) gwiazda filmów XXX swoją przygodę z filmem fabularnym rozpoczęła od współpracy z nagrodzonym Oscarem Stevenem Sodenberghem (Traffic, Erin Brockovich, Wielki Liberace) od niezbyt udanego, eksperymentalnego projektu Dziewczyna zawodowa, gdzie Grey wciela się w ekskluzywną call-girl. O wiele lepiej ta pani sprawdza się w slapstickowym kinie grozy (Smash Cut), a już obowiązkowym rylcem nieco w klimacie pierwszej Piły jest Would You Rather. Warto też wymienić I Melt With You czy Link do zbrodni (aka Open Windows, tam partneruje jej Eliah Wood, który sam ma nazwisko jak gwiazdor porno). Dorzucę jeszcze dziwaczny The Scribbler i to chyba póki co wszystko na czym warto zawiesić oko. A jeśli dużo gracie, to usłyszycie ją w kultowym Saints Row. Grey wydała już dwie książki i muzykowała ongiś w zespole aTelecine z pogranicza industrialu i noise’u. Pojawiła się też w teledyskach min. The Roots, Eminema i The Smashing Pumpkins. Bardzo jestem ciekaw czym nas jeszcze zaskoczy.

P.S. W teledyskach Eminema i Hollywood Undead pojawiła się Lisa Ann, w Ludzkiej stonodze 3 Bree Olson, Ashlyn Gere w Willardzie, Belladonna w Wadzie ukrytej, Ginger Lynn w Bękartach diabła, Chasey Lain w Orgazmo a James Deen w The Canyons i tak bym mógł jeszcze długo wymieniać. Tak czy siak u niektórych kończy się na pojedynczych epizodach, inne panie starają się pokazać, że potrafią coś więcej niż tylko wypiąć tyłek i otworzyć buzię. Oczekujcie za czas jakiś zestawienia porno parodii!

5 piw

„Kąpałem się z gumowym rekinem” – wywiad z Jakubem Pelczarem (Na Trzeźwo Nie Warto)

Zawsze sobie obiecywałem, że jak już będę miał porządnie wyglądającego bloga to będą się na nim znajdować wywiady przeprowadzane w taki sposób, że sam bym je chętnie czytał. Co prawda format dzisiejszych pytań nie sprawdziłby się w przypadku wielu innych potencjalnych przepytywanych, ale w przypadku Jakuba, twórcy NTNW był wręcz wskazany, taki to nietuzinkowy osobnik. Z wywiadu dowiecie się czy ogląda te wszystkie dziwne filmy, ze swoim dziobakiem, czemu woli oglądać filmy „pod wpływem” i czy chciałby robić ciasteczka z płodami! Zapraszam do czytania! W komentarzach typujcie kolejnych osobników bądź osobniczki, z którymi powinienem przeprowadzić wywiad!

5 piw

Stanley: Siema, siema na początku powiedz mi po ilu jesteś piwach w momencie kiedy przeprowadzamy wywiad?

Jakub Pelczar: Czołem! Choć jest późny wieczór, to dopiero zwlokłem się z łóżka i walczę z potwornym kacem, dlatego zamiast piwka, raczę się sokiem marchwiowym i przykładam kota do skroni. Choć nie jest wykluczone, że niedługo pobiegnę do monopolowego po „środki pierwszej potrzeby”.

S: Pomysł na bloga jest przedni, czuć na kilometr, że to strona prowadzona z dystansem, bez napinki i działa trochę na zasadzie „marnuję sobie dla Was życie, doceńcie to!” Kiedy to się wszystko dokładnie zaczęło i jaki był pierwszy film, którego recenzja pojawiła Ci się w głowie pod wpływem alkoholu?

J: Pierwszym był „Ośmiorekin”, produkcja na pewno dobrze Ci znana. Od zawsze miałem zdrowo nawalone pod czachą, jeśli chodzi o „płetwiasto-zębaty” temat, tak więc jak pewnie się domyślasz, kąpałem się z gumowym rekinem, zbierałem wycinki w gazetach i nagrywałem na VHS wszystkie programy, jakie tylko leciały w Tv. A sam blog był wynikiem połączenia trzech rzeczy: pasji, o której wspomniałem, zamiłowania do dziwacznych filmów gore oraz wypadku w dzieciństwie… wsadziłem dwa nity do kontaktu i wywarło to na mnie długotrwały wpływ. A jeśli chodzi o „poświęcanie się” dla dobra ludzkości, to masz absolutną rację. Jestem takim filmowym, zdeprawowanym, acz dobrym samarytaninem.

S: Widziałeś zapewne w swoim życiu, podobnie jak ja, wiele srogiego filmowego gówna. Możesz przytoczyć choć kilka najbardziej ekstremalnych, pokręconych scenek, które śnią Ci się po nocach sprawiając, że musisz sięgnąć po kolejnego browarka by zniknęły?

J: Może cię to zaskoczy, ale najbardziej zapadła mi w pamięć scena śmierci rekina w „Szczękach”. Zawsze uważałem, że to bardzo głęboka postać, która nie jest rozumiana przez ludzi, bo przecież to całe pożeranie żywych istot i statków prawdopodobnie było spowodowane infekcją dziąseł, których nie mógł wymasować z powodu zbyt krótkich płetw. Natura bywa czasami okrutna, ale nigdy tak, jak człowiek.

S: Wśród tego badziewstwa zdarzają się pewnie jakieś zaskakujące perełki, byłbyś w stanie wymienić, powiedzmy 5 najbardziej zaskakujących, do których podchodziłeś jak do jeża, a okazało się, że pozostawiły po sobie pozytywne wrażenie?

J: Jasne, to się zdarza, choć jak sam wiesz, nie jest to częste. Pozytywnie zaskoczył mnie remake „Piątku trzynastego”, lekko dziwaczna „Chirurgiczna precyzja”, niskobudżetowy „Abominable” z Henriksenem i Combsem, najnowszy „Samurai Cop 2”, który jest kompletnie odjechany oraz „Adam Chaplin”, splatter gore, przy którym siedziałem jak wryty.

S: W jaki sposób docierasz do tych wszystkich szalonych tytułów? Jak je odkrywasz? Robisz research będąc lekko już najebanym? Bo mam wrażenie, że niektóre tytuły znajdujesz w tak głębokiej otchłani, że nawet Nietzsche by nie chciał do niej zajrzeć.

J: Tym razem nie będę ściemniał ani koloryzował, a powiem szczerą prawdę. Bardzo dużo czasu spędzam w internecie na wyszukiwaniu ciekawych pozycji i bywa, że w trakcie poszukiwań natrafiam na stronki, które powinny zarzucić mój komputer taką ilością szajsu, że wydolnościowo przypominałby ZX Spectrum. Ale takie szukanie się opłaca, choć pewien jestem, że buszowanie po przepastnych głębiach cyberprzestrzeni prędzej czy później wyjdzie mi bokiem. Jestem w stanie się o to założyć.

S: Zdarzyło Ci się zacząć coś oglądać, a potem powiedzieć stop i zrezygnować zerkając ukradkiem na czym by się tu powiesić? Jakiś film doprowadził Cię do takiej ostateczności, że miałeś ochotę nałożyć jetpack i odlecieć z tej planety?

J: Największe trudności miałem z filmami Davida DeCoteau. To facet, który przez ostatnie kilka lat kręci jedynie gejowskie pseudohorrory, w których największy nacisk położony jest na ukazywanie męskich klat oraz (nie bójmy się tego słowa) pindoli, które potrafią zaatakować widza w najmniej spodziewanym momencie. Mimo wszystko żadnego z tych gniotów nie przewinąłem ani o sekundę i z iście tytanicznym wysiłkiem wytrzymywałem do końca, choć zawsze na granicy alkoholowego „zejścia”.

S: Z tego co wiem to masz swoją łanię, która musi mieć żelazną banię by być z takim zwyrolem. Razem oglądacie te pokręcone filmy, czy raczej nie łączysz pracy z prywatą i romantycznymi uniesieniami?

J: Mój dziobak, jak zwykłem ją nazywać często ogląda ze mną różne filmidła, ale z reguły lekkie horrory, czasem jakieś fajne Gore, choć nie czerpie z tego takiej satysfakcji jak ja. Pamiętam jednak, że gdy poinformowałem ją o moim zamiarze obejrzenia „Porno E.T”, ta stanowczo kazała mi zaczekać, by razem ze mną rozkoszować się podziwianiem perypetii przyjaznego przybysza z kosmosu, dymanego przez ludzi z epoki wiktoriańskiej. Było miło.

S: Pamiętam, że dłubałeś na You Tube, zapowiadałeś też wdźięcznie brzmiący film „Oknokalipsa”. Co się dzieje z tymi filmowymi projektami? Będziesz jeszcze straszyć swoją facjatą na YT lub w filmach?

J: Straszyć będę, ale z „Oknokalipsą” niestety nie wyszło. Jeden z głównych aktorów ukończył trzy dni zdjęciowe, które miały miejsce pod granicą Słowacji, a potem zrezygnował. By ukończyć w połowie nakręcony film, musiałbym wyciąć wszystkie sceny z jego udziałem, a to oznaczałoby bardzo dużą stratę i praktycznie rzecz biorąc, kręcenie wszystkiego od nowa. Za to pojawię się epizodycznie w dwóch filmach Tomira Dąbrowskiego oraz jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, wyreżyseruję Lovecraftowski horror pod koniec tego roku.

S: Wydaje się oczywistym, że z blogerem legitymującym się piwkiem podczas oglądania filmów powinni zainteresować się reklamodawcy związani z browarnictwem i innymi napojami wyskokowymi. Pojawiły się już jakieś zacne oferty współpracy? Jeśli to temat tabu to luzik, nie musisz odpowiadać!

J: Próbowałem nawiązać kontakt z reklamodawcami około roku temu, ale to był błąd, ponieważ miałem wtedy zbyt małą grupę czytelniczą, co pewnie zniechęciło potencjalnych partnerów biznesowych. Teraz, choć zasięg mam dwukrotnie większy, wciąż wolę czekać z wysyłaniem ofert. Poczekam jeszcze dziesięć, dwadzieścia lat i pewnie wrócę do tematu, chyba że ktoś odezwie się wcześniej.

S: Czy alkohol rzeczywiście jest niezbędny do przetrwania „fabuł”, które oglądasz, czy tak na dobrą sprawę większość dałoby się obejrzeć choćby bez łyczka piwka?

J: Pewnie że niekiedy by się dało, ale piwo poszerza granice świadomości i pozytywnie wpływa na szyszynkę, pozwalając dostrzec to, co nieuchwytne. Jeśli widziałeś „From Beyond” z Jeffrey’em Combsem, to z pewnością kumasz o co chodzi. I odpowiadając na pytanie, którego nie zadałeś, a bardzo chcesz: nie, nie jestem uzależniony.

S: Nie obawiasz się, że tematyka tych koszmarnych filmów w końcu się wyczerpie i będziesz musiał albo zamknąć ten grajdołek, albo poszerzyć go tematycznie? Na przykład o chujowe, łzawe komedie romantyczne z aktorstwem rodem z Trudnych spraw? Nie dusisz się tak właściwie w dość hermetycznej tematyce?

J: Ja żyję tą tematyką i nie przeszkadza mi jej hermetyczność. Bo gdzie indziej można zobaczyć faceta wyłażącego z ziemskiej macicy, gdzie mógłbym podziwiać rozterki miłosne Frankensteina gwałciciela czy też wpatrywać się z zachwytem w animacje, których powstydziłby się trzynastolatek? Ten temat ma przed sobą długą przyszłość i bardzo wątpię, że braknie mi materiału do recenzowania.

S: Czy jest film, którego byś się nie podjął obejrzenia? Może być mainstreamowy, może być z Twojej, że tak to ujmę półki. Czego nie tkniesz Nietrzeźwy Krytyku?

J: O ile nie uważam czasu za straconego, siedząc przy szmirach typu „Czarna lalka z piekła rodem”, to gdybym miał zobaczyć „50 twarzy Grey’a” czy którąś z naszych rodzimych komedii, wyprodukowanych przez ostatnie dziesięć lat, byłby to marnotrawstwo owego czasu. Każdy ma jakieś granice, a pewien jestem, że prędzej czy później zwymiotowałbym, jeśli byłbym wystawiony na „podziwianie” ekspresji Karolaka czy powtarzających się schematów, które serwują widzom polscy scenarzyści.

S: Czy poza pływaniem w filmowym szambie coś Cię jeszcze szczególnie interesuje? Masz jakieś hobby? Pasje? Karmienie łabędzi cegłami, podpalanie żłobków, wypiekanie ciasteczek w kształcie płodów?

J: Z tymi płodami ująłeś mnie za serce! Chciałbym je wypiekać, ale kiepski ze mnie kucharz. Co do innych rodzajów zainteresowań, to kiedyś zdarzyło mi się pisać opowiadania, zmajstrowałem nawet jedną gównianą książkę, która i tak poszła do spalenia, sporo grałem w kapelach metalowych na gitarze basowej i namiętnie unikałem świeżego powietrza oraz sportu. Teraz nie mam za dużo czasu na inne rzeczy (dwa koty w domu, sam rozumiesz) tak więc skupiam się na blogu i okazjonalnie czytam Terry’ego Pratchetta, choć moim ukrytym marzeniem jest gra na Mikro-Banjo.

S: Czy Twoim zdaniem są jeszcze jakieś zupełnie nieporuszone w kinie tematy, o których czas najwyższy stworzyć wiekopomne dzieło? W sumie to nie ma już żadnych granic dobrego smaku przynajmniej w kinie undergroundowym i amatorskim więc podrzuć kilka chorych tematów o których filmy chciałbyś zobaczyć.

J: Teraz to mnie zagiąłeś. Nie mam zielonego pojęcia, co ci zwyrole mogą jeszcze wymyślić, choć nie ukrywam, że przyjmę na klatę wszystko, co ociera się o ekstremę. Jedyne, czego mógłbym nie oglądać do końca życia, są azjatyckie produkcje, w których napięcie budowane jest poprzez wykorzystywanie olbrzymiej ilości pierdów, posyłanych w twarze aktorek. Nie moja para kaloszy.

S: W którym momencie nastąpił przełom na Twoim blogu, zauważyłem, że zainteresowanie nim wzrasta z miesiąca na miesiąc i to nie może być dziełem przypadku, no chyba, że biegasz za ludźmi i obiecujesz im browary za lajki, które potem i tak obalasz w domu?

J: Może to cię zdziwi, ale robię to co zawsze. Straszę czytelników, wysyłam im robione w Paincie rysunki cmentarzy i nachodzę ich w domu, jeśli zbyt rzadko udostępniają moje wypociny. Także jak widzisz, robię dokładnie to samo co każdy szanujący się bloger i za tym nagłym wzrostem zainteresowania nie kryje się żadna tajemnica. Chyba, że Rogaty Pan faktycznie przyjął ofiarę z zeszłego miesiąca.

S: Dostawałeś już może wiadomości od „czytelników”, którzy sugerowali, że zgłoszą Twój fanapage, lub doprowadzą do zamknięcia bloga za rozprzestrzenianie treści wulgarnych, erotycznych, pełnych zgnilizny moralnej i ogólnego rozmijania się z rozumem?

J: Ostatnio miałem taki przypadek, ale było to moje niedopatrzenie, ponieważ umieściłem na facebookowym fanpage’u nieocenzurowany plakat filmu „Jezus Chrystus: Seryjny gwałciciel”. W sumie był tam ukazany jedynie nagi tyłek panienki, która dźwigała krzyż, ale jak wiadomo, nie ma nic bardziej obrazoburczego niż damskie pośladki. Zdarza się też, że dostaje maile od czytelników, którzy z uporem maniaków ślą pod moim adresem bluzgi i kwieciste wiązanki, ale to mnie tylko rozbawia. Uważam, że jeśli nie chcesz czegoś widzieć, to po prostu nie patrz i idź sadzić marchew.

S: Poza pływaniem w odmętach kinematograficznej padaczki żywisz się jeszcze „normalnymi” produkcjami? Oglądasz mainstreamowe produkcje, najpopularniejsze seriale, dzieła tworzone z pietyzmem i będące wybitną w wielu oczach sztuką? Jest jakiś reżyser któremu oddałeś swoją duszę i obejrzysz cokolwiek by nie wypuścił?

J: Każdy reżyser ma na swoim koncie większe lub mniejsze wtopy, tak więc nie sugeruje się raczej znanymi nazwiskami, bo im bardziej się na coś napalam, tym większa jest szansa, że film będzie capił niczym gnijący wielbłąd. Ale jeśli chodzi o mainstream, uwielbiam, a wręcz ubóstwiam „Osadę” Shyamalana czy „Mad Max: Fury Road”, które mogę oglądać bez końca. Podobnie zresztą jak „Co robimy w ukryciu”, jedną z niewielu komedii, która dosłownie wbiła mnie w fotel.

S: Czy Pan Nietrzeźwy słucha jakiejś mocnej muzy? Bo wygląda na klasycznego metalucha, który szepce swojej wybrance przed snem Hammer Smashed Face Cannibal Corpse. A może to tylko pozorne i złudne wrażenie i pieścisz swoje uszy Arką Noego?

J: Sporo słuchałem Cannibali, byłem nawet do pewnego stopnia fanatykiem tego zespołu, ale z czasem, zwłaszcza gdy sam porzuciłem muzykowanie, moja fascynacja death metalem wyraźnie spadła. Teraz co jakiś czas odświeżam sobie różnego rodzaju perełki, jak „Thru our scars” zespołu Fleshgod Apocalypse czy też „Dechristianize” Vital Remains. A teraz cię zaskoczę. Od kilku lat najbardziej gustuję w soundtrackach z gier pochodzących z Pegasusa i Gameboy’a. Uwielbiam te staroszkolne dźwięki i melodyjki.

S: Mamy pierwszy kwartał roku niepańskiego 2016, masz już jakieś plany co do NTNW, które chciałbyś zrealizować do końca roku. Udało Ci się wypuścić koszulki z całkiem atrakcyjnym wizualnie logosem, więc to już masz za sobą. Jakieś konkretne plany podbicia kosmosu?

J: Kosmos może zaczekać, bo w planach mam także kufle oraz spot reklamowy, który będę niedługo kręcił. Za jakiś czas zapewne uda się także przekroczyć tysiąc recenzji oraz mam nadzieję zachować zdrowie i urodę, które są źródłem zazdrości największych gwiazd Hollywood.

S: Na koniec gdy już jesteśmy zapewne obaj najebani powiedz coś miłego do czytelników, namów ich by Cię zaczęli czytać czy coś, rozliczymy się po publikacji, tysiaczka na czysto przelejesz na konto i wszyscy będą happy. Pozdrówki, buziaki, smyraki, siusiaki.

J: Ty już się nabombiłeś, a mi właśnie minął kac, także otwieram pierwsze piwko, które wygrałem na promocji. A co do was pysiaczki, którzy czytacie ten wywiad, mam jedno bardzo ważne przesłanie, które mam nadzieję, że przekażecie dalej. Myjcie ręce po skorzystaniu z ubikacji, bo godne to i sprawiedliwe, a honoru nie ujmujące. A tak na poważnie, mam nadzieję że wywiad was zainteresował (Stanley, przelew będzie jutro) i choć część z was zaglądnie czasem na „Na trzeźwo nie warto”, by wraz ze mną ryć sobie beret przy naszych kochanych, gniotowatych produkcjach. Ciao!

LINK DO BLOGA: http://www.natrzezwoniewarto.pl/

LINK DO FANPAGE: https://www.facebook.com/NaTrzezwoNieWarto/?fref=ts

aaron-paul[1]

PRZED I PO SUKCESIE #01: Obsada „Breaking Bad”.

Sugerowaliście mi bym zajął się ciekawostkami dotyczącymi filmów, seriali i ich twórców. Jakoś tak już mam od dawien dawna, że szczególnie jarają mnie korzenie danego aktora lub aktorki, momenty przełomowe dla ich kariery, ale też to co działo się z artystami, kiedy kurz opadł i musieli oni zacząć szukać nowych ról. Na pierwszy ogień idzie obsada kultowego Breaking Bad, którego emisja zakończyła się na 5 sezonach w roku 2013. Nie trzeba było rozwlekać tej historii do kolejnych niepotrzebnych rozdziałów, wszystko sidło jak należy, a twórcy i odtwórcy głównych ról stali się idolami widzów z krajów wszelakich. Co się z nimi działo nim trafili do obsady? I jak radzą sobie obecnie? Zapraszam do czytania!

bryan-cranston-wants-to-play-a-nasty-marvel-villain-could-he-play-this-villain-652383[1]

BRYAN CRANSTON (Walter White). Część z Was z pewnością należy do elitarnego grona osób, któremu Cranston już zawsze będzie kojarzyć się z Halem, ojcem niejakiego Malcolma w Zwariowanym świecie Malcolma. To druga najważniejsza serialowa, a do tego komediowa rola Bryana, za którą lubiłem go od dawna. Pod koniec lat 80 i przez prawie całe 90 zaznaczał swoją obecność w filmach telewizyjnych, których tytuły można spokojnie przemilczeć. Swoją obecność w kinie wysokich lotów zaznaczył w Szeregowcu Ryanie, następnie, już po sukcesie w Malcolmie, w przezabawnej Małej Miss. Następnie był rzeczony wielki i chyba dla samego Cranstona niespodziewany sukces BB. Po nim zaczęły się sypać coraz ciekawsze propozycje i tutaj należy wymienić Contagion – Epidemia strachu, Drive, Operacja Argo, Z dystansu, Pamięć Absolutną czy Godzillę. No i rzecz jasna Trumbo, za kreację którego został nominowany do Oscara. Bryan bywał reżyserem odcinków BB i Malcolma, a także innych seriali jak Współczesna rodzina Biuro. Gościnnie możemy zobaczyć, albo usłyszeć go w Simpsonach, Power Rangers, Z Archiwum X, Słonecznym patrolu, Jak poznałem Waszą matkę, Babilon 5, Sabrina, nastoletnia czarownica, Trzecia planeta od słońca, Family Guy, Robot Chicken czy Rockefeller Plaza 30. Bryan ma obecnie 60 lat, a jego tata Joe 101 lat. Zdrowa rodzinka!

aaron-paul[1]

AARON PAUL (Jesse Pinkman). Zacznę od tego, że wystąpił w dwóch dość popularnych teledyskach: Thoughtless Korna i White Trash Beautiful Everlasta. Ten gość jest bardzo naturalny w swojej grze Jessego, ale to nie oznacza, że był wcześniej jakimś totalnym amatorem. Śmignął w kilku powszechnie znanych tytułach takich jak K-PAX, Wieczny student czy Mission Impossible. W trakcie tworzenia BB w roku 2009 pojawił się w rimejku horroru Ostatni dom po lewej a kolejne lata przyniosły już totalny mainstream: Exodus: Bogowie i królowie, Need for Speed, Nauka spadania, a ostatnio Ojcowie i córki. Aktor ma obecnie 36 lat,  dodam, że mogliśmy go uświadczyć w takich serialach jak Z Archiwum X, CSI: Miami, Kości, Zabójcze umysły, CSI: Las Vegas czy Beverly Hills, 90210. Postać Jessego miał zostać uśmiercona już w pierwszym sezonie BB, ale Vince Gilligan widząc chemię (he, he) pomiędzy Cranstonem a Paulem zmienił zdanie.

annagunn[1]

ANNA GUNN (Skyler White). W najbardziej znienawidzoną postać z całej serii wciela się aktorka najbardziej wcześniej znana z produkcji HBO – Deadwood. Jeśli jesteście poszukiwaczami to dostrzeżecie ją w Juniorze ze Schwarzenegerem i Wrogu publicznym ze Smithem. Jeszcze grając w BB pojawiła się w Czerwonym stanie Kevina Smitha, a jeśli o seriale chodzi to szukajcie jej przed BB w takich produkcjach jak Ostry dyżur, Sześć stóp pod ziemią, podczas lub niedługo po końcu emisji BB w Magii kłamstwa Zabójczych umysłach, a jeśli lubicie ją na tyle mocno po tym co odwalała jej postać to badajcie film Chłopiec z czerwonym wózkiem i miniserial Gracepoint, amerykański odpowiednik Broadchurch także z udziałem Davida Tennanta. Jak widać tej pani występ w BB kariery mocno nie rozwinął, może to przez zbytnią identyfikację Anny ze Skyler? Gunn ma obecnie 47 lat.

dean-norris-american-dad[1]

DEAN NORRIS (Hank Schrader). Ten pan jest aktorem bardzo charakterystycznym, nie w sensie natychmiastowej rozpoznawalności, a przypisywanym mu postaciom. Przed BB mogliśmy go wyłapać w takich filmach jak Zabójcza broń 2, Gremliny 2, Pamięć absolutna, Terminator 2: Dzień sądu, Kosiarzu umysłów, Żołnierze kosmosu, Gattaca-Szok przyszłości, Negocjator, Cela, Tylko jeden czy Mała Miss (a więc ciekawostka, Hank i Walter w jednym filmie!). Zwykle grał policjantów, szeryfów, dowódców jednostek specjalnych i akurat w BB swoje emploi utrzymał, ale za to w jakim stylu. Po BB sytuacja się drastycznie nie zmieniła, ale warto zwrócić uwagę na jego rolę w serialu Pod kopułą, będącą adaptacją powieści Stephena Kinga. Norris ma obecnie 52 lata.

betsy-brandt-scandal[1]

BETSY BRANDT (Marie Schrader). Przed występem w BB Brandt była praktycznie anonimowa (dwa filmy, o których naprawdę niewiele wiadomo i epizody w Ostrym dyżurze, CSI:Las Vegas, Bez śladu). Można więc uznać, że pojawiła się prawie znikąd by zagrać w bardzo irytujący i naturalny sposób. Szczerze nie znosiłem Marie do spółki ze Skyler, ale przyszedł taki czas gdzie jej współczułem, sami wiecie kiedy. Betsy wielkiej kariery już potem nie zrobiła, możecie ją uświadczyć w takich produkcjach jak Masters of Sex. Magic Mike czy The Michael J. Fox Show gdzie gra drugą główną rolę. Podobnie jak Gunn utkwiła w pewnym wizerunku w pewien sposób odcinającym drogę do dalszej kariery.  Betsy ma 39 lat.

rj-mittePS_3124976k[1]

RJ MITTE (Walter White Junior). Ciekawy przypadek z tego Mitte, bo ani wcześniej w niczym nie zagrał, ani później w niczym istotnym się nie pojawił. Gość zajął się modelingiem, a jego lekkie porażenie mózgowe pomogło mu wcielić się w postać kreowaną w BB jeszcze sprawnej i bardziej wiarygodnie. W ramach ciekawostki dodam, że pojawił się w teledysku do Dead Bite Hollywood Undead u boku samiusieńkiej Lisy Ann, która gra w nim jego gorącą mamuśkę. Zresztą w tym klipie jest zatrzęsienie gwiazdeczek porno. Ktoś tu miał niezłe szczęście 😀 Ten pan ma póki co na karku 23 wiosny.

tumblr_o0s5owt0HV1s65j0uo5_1280[1]

BOB ODENKIRK (Saul Goodman). Jak często zdarza się, że postać drugoplanowa dostaje swój własny spin-off? Znacie odpowiedź, trzeba być wyjątkowo uzdolnioną bestią by wcielić się w swoją postać na tyle charyzmatycznie by miała ona swoją rację bytu w serialu o jej losach. Na pewno warto zerknąć na film Spotkajmy się w więzieniu, który wyreżyserował i w którym sam zagrał, po sukcesie BB trzeba zobaczyć dwa filmy z jego udziałem: nominowaną do Oscara Nebraskę Cudowne tu i teraz. I rzecz jasna znakomity występ w serialowym Fargo. Obecnie Better Call Saul cieszy się niesłabnącą popularnością, kultowy status Boba rośnie i moim zdaniem to jeden z tych aktorów, o którym jeszcze będzie bardzo głośno. Bob ma obecnie 53 lata.

celebrating-the-arts-in-american-dinner-party-with-distingui[1]

GIANCARLO ESPOSITO (Gustavo „Gus” Fring). Kariera tego pana sięga jeszcze lat 80 i oferuje nam całkiem sporo zacnych tytułów nim zaczął być jedną z najciekawszych postaci uniwersum BB. Rób co należy, Czarny blues, Noc na Ziemi, Malcolm X, Podejrzani, Dym, Nic do stracenia, Półmrok. Aktor drugiego planu, który swój kunszt ma znakomicie opracowany. Zerknijcie sobie na inny serial z jego udziałem Dawno, dawno temu, a jeśli interesuje Was mainstream dla młodzieży to ucieszy Was jego rola w Więzień labiryntu: Próby ognia. Gus to postać, o której moim zdaniem wciąż wiadomo za mało, a szkoda, co jak co twórcy bardzo zaskoczyli rozwiązaniem jego konfliktu z Heisenbergiem. Esposito ma obecnie 57 lat.

quotes-of-jonathan-banks[1]

JONATHAN BANKS (Mike Ehrmantraut). Jonathan jest najstarszym tutaj osobnikiem, 69 letnim, trzymającym się znakomicie. Przed BB wcielał się głównie tak jak Norris w postacie charakterystyczne i niezbyt przyjemne w obcowaniu. Warto wspomnieć Czy leci z nami pilot, Gliniarz z Beverly Hills, 48 godzin, reszta to typowa sensacja gorszego sortu. Dzięki BB nastąpił gruby przełom i rola życia Banksa. Pojawił się też w Community, ale jego kariera kwitnie dzięki Better Call Saul, o którym wspominałem przy okazji Odenkirka. Chłop z tak przerażającą i unikalną facjatą, że może grać tyyyylko tych złych. I jest w tym bardzo dobry.

Krysten-Ritter-Jessica-Jones-11202015[1]

KRYSTEN RITTER (Jane Margolis). Jej osiągnięcia przed występem w BB należy zacząć wymieniać od ról w serialach Kochane kłopoty, Weronika Mars czy Plotkara. W latach emisji BB pojawiła się w 27 sukienkach, Wyznaniach zakupoholiczki  i raczej nieistotnych wypierdkach pokroju Wampirzyc czy Dziewczyny z ekstraklasy. Obecnie pani ta buduje sobie pomnik za życia wśród fanów Marvela gdyż wciela się w coraz popularniejszą Jessicę Jones. To już kamień milowy w jej karierze i potem może być tylko lepiej kibicuję i podziwiam nietuzinkową urodę. Ritter ma obecnie 34 lata.

P.S. Piszcie w komentarzach, obsadę jakiego serialu mam rozpracowywać w następnej kolejności!

24170730-4d67-4757-b842-474b5168cd71[1]

Nie patrz dziecko, czyli najgorsze zgony w disneyowskich animacjach.

Jako, że sieć kin Helios wyszła nam, kinomanom, na przeciw z propozycją ponownego obejrzenia Króla Lwa (dla dzieciaków, które jakimś cudem filmu jeszcze nie widziały to może być niesamowite przeżycie, zazdroszczę, że będą go mogły obejrzeć po raz pierwszy na dużym ekranie, mi nie było to dane) postanowiłem sprokurować mało przyjemne zestawienie związane z animacjami ze studiaWalta Disneya. Przewrotnie i przekornie zapodam Wam tutaj moje wielce subiektywne zestawieni najgorszych zgonów jakie zgotowali twórcy postaciom disneyowskim. Zapewniam Was, że nie będzie to jedyna mroczna wycieczka w rejony disneyowskie w tym roku! Zapraszam do czytania! Nie liczyłem tutaj zgonów z kooperacji Disneya z Pixarem, na to jeszcze przyjdzie czas!

Nooooooo

10.GASTON (Piękna i bestia, 1991, Kirk Wise, Gary Trousdale). Zacznijmy od czegoś… eeeee… lekkiego? Bo Gaston tyko spada w otchłań. A wcale nie musiał. Bestia wcześniej daruje mu życie, następnie wspina się do Belli i zostaje dźgnięty przez zazdrośnika, który chwieje się na dachówkach i spaaaaaada, a w jego oczach, tak moi drodzy, to można uchwycić, w jego oczach widać maleńkie czaszki. Ta scenka jest mniej makabryczna dopóki się ich nie zobaczy. Ale co się zobaczy to się nieodzobaczy. Brrrrrr… Dobry zgon na otwarcie zestawienia.

Ups

9.KRÓLOWA (Królewna śnieżka i siedmiu krasnoludków, 1937, reż. David Hand). Królowa pod postacią wiedźmy ucieka przed krasnoludkami i chce na nie zepchnąć wielki kamień. Gubi ją moment na złowieszczy, triumfalny śmiech – w skałę uderza piorun, odrywa się, a wiedźma spada wraz z nią i kamieniem, który zapewne ją przygniata. Bardzo wymowne są krążące nad czarownicą sępy w tej scenie, które zapewne potem podzieliły się miedzy sobą jej padliną. Yuuuummmy! Jeśli właśnie jecie kolację to tym bardziej smacznego życzę 🙂

1274139_1378164440866_full[1]

8.DIABOLINA (Śpiąca królewna, 1959, reż. Clyde Geronimi). Diabolina, czy też Maleficent (brzmi wdzięczniej, prawda?) przemienia się w smoka i zostaje przebita mieczem przez księcia.Krew tryska z rany, a bestia chce capnąć chłopaka ostatkiem sił. Jednak pada martwa i praktycznie się rozpuszcza pozostawiając po sobie coś na kształt zwiędłej skóry. Nie mam wątpliwości, że mogło to w roku wypuszczenia filmu budzić wielkie emocje, smok robi wrażenie, a sama Diabolina oczyszczona dopiero w filmie aktorskim z udziałem Angeliny Jolie jest przecież złem wcielonym.

method[1]

7.DR. FACILIER (Księżniczka i żaba, 2009, John Musker, Ron Clements). Ciekawy przypadek zgonu, który bardziej docenią dorośli niż dzieci, a jednak wysoko ocenionego z mojej perspektywy. W ostatniej „zwyczajowo” animowanej propozycji Disneya czarny charakter zostaje wciągnięty tam gdzie jego miejsce, do zaświatów w klimacie voo-doo. Mam nadzieję, że ten film nie przyczynił się w żadnej mierze do zainteresowania się przez dzieciaki czarną magią. Swoją drogą to taki pół-zgon i nieco inna wersja piekła niż ta zasugerowana kilka pozycji wyżej. Facilier przynajmniej miał świadomość, że trafi do krainy do której nikt by nie chciał.

Boom

6.SHAN-YU (Mulan, 1998, reż. Barry Cook, Tony Bancroft). Rozczłonkowanie! Gdyby animacje Disneya były bardziej graficzne z nieba posypały by się ochłapy mięcha pozostałe z Shan-Yu. Tymczasem jego wybuchowa śmierć zostaje przykryta deszczem fajerwerków tak kolorowych, że aż odwracających uwagę od tego, że oto właśnie Mulan przy pomocy Mushu właśnie rozerwała kolesia na kawałki. Na szczęście ja jestem tym perfidnym typem, który z chęcią rozbudzi Waszą wyobraźnię i nakieruje ją na raining blood and meat. Wolę wizję, w której jego kawałki radośnie sobie fruwają gdzie się da.

maxresdefault[1]

5.URSZULA (Mała syrenka, 1989, reż. John Musker, Ron Clements). Tutaj mamy bardzo ciekawy przypadek. Urszula najpierw zostaje przebita na wylot, a potem porażona piorunem co w kontakcie z wodą smaży ją natychmiast. Jej moreny wcześniej też giną w dość nieprzyjemny sposób (nawet resztki z nich jakieś zostają, w tym oczko!). Należało się paskudnej suce, oj należało, to postać skrajnie antypatyczna i budząca we mnie szczerą odrazę. Poszła na dno razem z okrętem a jej bezwładne macki w ostatnich drgawkach go oplotły. Twórcy tych animacji to tacy kabareciarze, jajarze, którzy przemycają znacznie więcej niż oczy widzą.

Hunchback[1]

4.SĘDZIA KLAUDIUSZ FROLLO (Dzwonnik z Notre Dame, 1996, reż. Kirk Wise, Gary Trousdale). Trzeba niezłe kwasy brać i zapijać absyntem by na takie pomysły wpadać. W sensie już samej realizacji adaptacji powieści Victora Hugo Katedra Maryi Panny w Paryżu, która to powieścią jest przygnębiającą i kończącą się znacznie gorzej niż animacja. Przemoc psychiczna wobec głównego bohatera, swoista forma rasizmu i fałszywa religijność – to wszystko tu znajdziemy łącznie z gorejącym stosem przygotowanym dla Esmeraldy. Piosenka Frolla jest podszyta rządzą i erotycznym napięciem, ale to jeszcze nie jest szczyt wszystkiego co w tym „animowanym familijnym musicalu” możemy uświadczyć.  Podczas finałowej sceny Frollo wraz z kamiennym gargulcem wpada do wrzącej ołowianej lawy niczym Gollum do wulkanu patrząc w oczy samemu diabłu. Dorosły widz wie, że metaforycznie właśnie pochłonęło go piekło, natomiast dziecko może się tą sceną mocno przerazić. Zdecydowanie jeden z  paskudniejszych zgonów na liście.

tarzan-claytons-death_133981-fli_1367575657[1]

3.PAN CLAYTON (Tarzan, 1999, reż. Chris Buck, Kevin Lima). Mimo ostrzeżeń Tarzana pan Clayton ogarnięty rządzą mordu podcina sobie liany na których się utrzymuje, i w które się zaplątuje. Doprowadza to do dość nieprzyjemnego finału jego żywota, gdyż to ponieważ zawisa na lianach. Tym razem twórcy poszli o krok dalej, w scenie, w której Tarzan schodzi z drzewa i uderza błyskawica widać cień dyndającego Claytona. Kiedy o tym pomyślę aż się łapię za szyję i odruchowo sprawdzam czy wszystko w porządku, lot z tak dużej odległości na pewno sprawił, że potem wyglądał jak pogruchotana szmaciana lalka. Makabryczność w wykonaniu jakże uroczych pracowników Disneya.

24170730-4d67-4757-b842-474b5168cd71[1]

2.SKAZA (Król Lew, 1994, reż. Rob Minkoff, Roger Allers). Mamy tutaj przykład zgonu postaci negatywnej lubianej przez widzów, a ginącej w wyjątkowo okrutny sposób. W pierwotnej wersji scenariusza Simba miał podzielić los ojca i zostać strącony przez Skazę ze skały, ale twórcy się opanowali i zaserwowali widzom bardzo wymowną scenę, w której, choć oczywiście tego nie widzimy, hieny rozszarpują czarny charakter na strzępy za życia. To przerażające ileż może sobie dopowiedzieć nasza wyobraźnia. Tym samym mamy tutaj troszeczkę działanie według zasad karmy, że konsekwencje pewnych czynów zawsze na koniec obracają się przeciwko temu co zło popełnia.

HenryW54ba654563274[1]

1.KOMANDOR LYLE TIBERIUS ROURKE (Atlantyda – zaginiony ląd, 2001, reż. Kirk Wise, Gary Trousdale). Cała Atlantyda, to jedna wielka jazda po bandzie. Trup ściele się tam gęsto, a najgorszy zgon zalicza główny schwarzcharakter, który zostaje raniony przez Milo odłamkiem energetycznego kryształu. Jego ciało zaczyna się przekształcać w coś na kształt ruchomego posągu, a potem zostaje pokruszone przez śmigło. Dość abstrakcyjna, ale na moje oko przerażająca śmierć, która pasowałaby do tych okropnych zejść rodem z Indiany Jonesa. To mój personalny faworyt, który pojawia się tak wysoko także dlatego, że Atlantyda to cholernie niedoceniony disneyowski film a znakomity i z bardzo seksowną „księżniczką”. I to by było na tyle, dzięki za uwagę i do przeczytania jutro!

the-boondock-saints[1]

Irlandia to stan umysłu, czyli filmowy wpis na dzień Świętego Patryka.

Irlandia to bardzo ciekawy kraj, który nie powinien nam się kojarzyć tylko z U2, The Canberries, My Bloody Valentine, Thin Lizzy czy Flogging Molly do spółki z Dropkick Murphys, czterolistną koniczynką i „zielonym” piwkiem. Wczoraj prezentowałem Wam zestawienie najciekawszych aktorów pochodzących zarówno z samej Irlandii jak i z Irlandii Północnej, która jak wiadomo należy do Wielkiej Brytanii, ale nie zmienia to faktu, że mieszkańcy tamgo obszaru są bardziej Irlandczykami niż Brytyjczykami. Dzięki kinematografii możemy sobie chociaż wyobrazić jak piękny to kawałek naszej planety i jak wyjątkowy. Przed Wami zestawienie 15 filmów, na których warto zawiesić oko jeśli chce się cokolwiek więcej o tym kraju dowiedzieć! I nie, nie wszystkie były tam kręcone, ale jak najbardziej możecie dojrzeć w nich reprezentantów tego krewkiego kraju!

song-main[1]

15.SEKRETY MORZA (Songs of the Sea, 2014, reż. Tomm Moore). Ten film najlepiej obejrzeć do spółki z Sekretem księgi z Kells tego samego twórcy z 2009 roku. Przepiękna, delikatna kreska pozwoli Wam zanurzyć się w odmętach irlandzkich mitów i legend, a w pouczający, acz nie moralizatorski sposób opowie też o najważniejszych wartościach w życiu. Bohaterką jest 6-letnia dziewczynka, która wyrusza na poszukiwania mamy wraz z braciszkiem, by dowiedzieć się jaką wartość ma rodzina. Dzięki udziałowi rodowitych Irlandczyków jako aktorów dubbingujących – Brendana Gleeson (przedstawiać nie muszę, wiadomo, jeszcze się tu pojawi) i Fionnuli Flanagan (w tym momencie pozdrawiam fanów Zagubionych, pani ta grała Eloise Hawking) film jest jeszcze bardziej wiarygodny i magiczny. I bardzo dobry na otwarcie tego zestawienia.

calvary01[1]

14.KALWARIA (Calvary, 2014, reż. John Michael McDonagh). Jakże piękne irlandzkie widoczki towarzyszyć Wam będą przy ten niepięknej do końca historii. W rolę duchownego wciela się tutaj ikoniczny dla Irlandii aktor – Brendan Gleesson znany bardziej jako Szaolonooki Moody z potterowskiej sagi. Duchowny będzie musiał zawalczyć z cyniczną społecznością miasta, z grzesznikami, którzy będą mu w stanie pogrozić w samym okienku konfesjonału. Obsada jest tutaj zaiste doborowa, bo poza Gleesonem na ekranie brylują Chris O’Dowd (Roy z The ID Crowd), Aidan Gillen (Littlefinger z Gry o Tron) czy Dylan Moran (Wysyp żywych trupów). Mocny to film i uderzający z obu stron: zarówno w przeciwników jak i zwolenników kościoła katolickiego. Polecam zobaczyć i samemu sobie zdanie wyrobić.

bloodysunday02[1]

13.KRWAWA NIEDZIELA (Bloody Sunday, 2002, reż. Paul Greengrass). Jeśli zastanawialiście się kiedyś o czym jest piosenka Sunday Bloody Sunday grup U2 to spieszę z wyjaśnieniami. Był rok 1972 kiedy to w Irlandii Północnej podczas protestu mieszkańców prowincji Derry, dokładnie 30 stycznia doszło do masakry, w której zginęło 13 osób w tym dzieci. Protest był dowodzony przez Ivana Coopera, którego portretuje tutaj James Nesbitt (znany z roli Bofura w Hobbicie). Film z niemal dokumentalną precyzją oddaje ciężar tamtego dnia, który zapisał się czerwonymi zgłoskami w historii świata jako takiego. Nie powinniśmy zapominać o takich wydarzeniach więc choć nie jest to propozycja łatwa i przyjemna w odbiorze, wręcz przeciwnie, ryjąca baniak swą dosłownością stanowczo zbyt mocno, to tym bardziej powinniście go obejrzeć.

4[1]

12.ŚNIADANIE NA PLUTONIE (Śniadanie na Plutonie, 2005, reż. Neil Jordan). Zanim poczęstuję Was wpisem o ekranowych transwestytach i ogólnie rzecz ujmując mężczyznom przebranym za kobiety to chciałbym przywołać tutaj dzieło, w którym bryluje Cillian Murphy wcielający się w młodego osobnika o pseudonimie Kitten, który ze swojej rodzimej Irlandii wyrusza do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu, a jakże, akceptacji i szczęścia. To słodko-gorzka a do tego rock’n’rollowa historia ponownie obfituje w najbardziej znane irlandzkie nazwiska: jest Gleeson, jest Liam Neeson, jest też Stephen Rea znany chociażby z Utopii. Jak takie transformacje były przyjmowane w latach 70? Zobaczcie sami i sprawdźcie, czy Murphy poczuł swojego bohatera, który odkrywa, że miał się urodzić dziewczynką. Ciepły to film i ważny dla irlandzkiego kina będący adaptacją powieści Patricka McCabe’a.

butcherboy[1]

11.CHŁOPAK RZEŹNIKA (The Butcher Boy, 1997, reż. Neil Jordan). Skoro już padły nazwiska Jordana i McCabe’a to wypada wspomnieć o drugiej adaptacji powieści tego pana, traktującej tym razem o losach chłopca, który wychowuje się w patologicznej rodzinie – ojciec jest alkoholikiem, matka ma problemy psychiczne. Akcja dzieje się w latach 60 w irlandzkim miasteczku, a nowym wynalazkiem jest wtedy hipnotyzująca wtedy wszystkich telewizja. Chłopak oddaje się wraz z kumplem fantazjowaniu o… ha! mam Was zboczuchy!.. byciu bohaterem komiksowym, a telewizja jeszcze bardziej jego wyobraźnię podsyca. Nie doprowadzi to jednak do niczego dobrego, bo nie jest świat kolorowych nieruchomych rysunków i tekstów tkwiących w dymkach, tylko szara i brutalna rzeczywistość. Wyjątkowy to film w swej prostocie i zbrodniczo wręcz niedoceniony. Ale od czego są takie zestawienia jak te? Od wyławiania perełek, a jakże!

Hanmore_10[1]

10.GŁÓD (Hunger, 2008, reż. Steve McQueen). Michaela Fassbendera współpracy z McQueenem odsłona pierwsza. I dla wielu do dziś najmocniejsza. Śledzić będziemy tutaj losy członków IRA (Irlandzka Armia Republikańska), którzy postanawiają sobie wywalczyć status nie terrorystów a więźniów politycznych. Główny bohater Bobby Sands przeprowadza w tym celu bezwzględny strajk głodowy. Film otwiera trylogię na którą składają się jeszcze Wstyd Zniewolony, dzieła jakże ludzkie w swej istocie. W roli ojca Morana znany z Gry o Tron Liam Cunningham. Na moje oko to jeden z tych filmów, który sprawił, że Fassy się totalnie wybił i jest teraz tam gdzie jest. Mocne, mroczne, brudne kino dla widzów o stalowych nerwach. Najlepiej dla takich co seans Mechanika z Christianem Bale mają już za sobą.

Once+2006[1]

9.ONCE (2006, reż. John Carney). Dla odmiany dzieło kameralne i chwytające za serce, a do tego czyściutko irlandzkie, bez kooperacji z innymi krajami. On jest ulicznym grajkiem z dzielnic Dublina, ona czeską emigrantką, mimo, że wiele ich dzieli łączy ich miłość do muzyki i trudna miłość. Film otrzymał Oscara za najlepszą piosenkę (Falling Slowly), Glen Hansard i Markéta Irglová po sukcesie jakże niezależnego filmu założyli zespół The Swell Season i ruszyli w trasę co dokumentuj film zatytułowany po porostu tak jak ich zespół. Once to jeden z tych filmów, który pokazuje nam co się dzieje po tak zwanym „i żyli długo i szczęśliwie”. Życie to nie jebajka, nie głaszcze nas po jajkach, więc możemy tu zobaczyć oblicze miłości trudnej i burzliwej. Ale wartej zachodu i walki co chyba jest największą siłą tego dzieła.

NYL7yO80A9o[1]

8.JA W ŚRODKU TAŃCZĘ (Inside I’m Dancing, 2004, reż. Damien O’Donnell). Nie jedyny film w zestawieniu, w którym bohater jest sparaliżowany. Co ciekawe James McAvoy potem także zasiadł na wózku, tyle że w roli młodego doktora Xaviera w X-Menach. Dzieło opowiada o czerpaniu radości z życia mimo paraliżu i tego całego syfu, który się z tym wiąże. Rory i Michael to fajny ekranowy duet, a wszystko to rozgrywa się w dublińskiej scenerii. Nie jest to co prawda film tak poprawiający nastrój jak Nietykalni, ale ma w sobie sporo ciepła i uroku i tej wścieklizny znanej tylko McAvoyowi. Mniej znane dzieło na naszych ziemiach, jakże warte ogarnięcia.

wind-that-shakes-the-barley-0[1]

7.WIATR BUSZUJĄCY W JĘCZMIENIU (The Wind That Shakes the Barley, 2006, reż. Ken Loach). Opowieść o krwawej walce o niepodległość kiedy to Irlandia była okupowana przez Brytyjczyków w latach 20 XX wieku. Główny bohater Damien zamiast zostać lekarzem wstępuje do IRA i wraz z grupą młodych mężczyzn podejmuje walkę o niepodległość. Czy była to walka z wiatrakami musicie już zobaczyć sobie sami, główną rolę gra tutaj Cillian Murphy, w obsadzie także Liam Cunningham i bardzo ciekawy Padaric Delaney. Istotnym faktem fabularnym, który powinien namówić Was do seansu, jest fakt, że w dziele tym stają przeciwko sobie rodzeni bracia, którzy wybierają przeciwne strony barykady. Bratobójcza walka według kontrowersyjnego reżysera Kena Loacha, podana do stołu. Smacznego życzę.

Six-Shooter-small[1]

6.SZEŚCIOSTRZAŁOWIEC (Six Shooter, 2004, reż. Martin McDonagh). Najlepszy film krótkometrażowy nagrodzony Oscarem za 2004 rok opowiada dość szokującą historię o ludziach, których łączy to, że stracili kogoś bliskiego. I to, że siedzą ze sobą w jednym przedziale w pociągu. Z bardzo irytującym gościem, który im dogryza. To czarna komedia więc możecie się domyśleć co się dalej stanie. Będzie łubudubu. Coby było bardziej intrygująco obsada jest, że tak powiem klasyczna: obu Gleesonów tu uświadczycie. Jedyny krótki metraż w zestawieniu, ale jakże ciekawy i warty dalszego polecenia. 27 minut czystej eskalacji sami wiecie czego.

Michael_Collins_Movie_Dublin[1]

5.MICHAEL COLLINS (1996, reż. Neil Jordan). Nazwa IRA padła już tutaj w różnych kontekstach, przed Wami więc dzieło opowiadające o sprawcy całego zamieszania, człowieka wiodącego lud na barykady, którego gra Liam Neeson. Akcja dzieje się w roku 1916, i udowadnia, że w imię wolności krew przelać czasem po prostu trzeba, inaczej wróg nigdy nie ustąpi. To dzieło opowiada o człowieku, który zapragnął wyzwolić swój kraj okupowany przez Brytyjczyków przez setki lat. W obsadzie chociażby znakomity Stephen Rea, a historia jak najbardziej zalicza się do tych biograficznych. Być może dla niektórych może być to dzieło zbyt skrótowe, al moim zdaniem jak najbardziej warto zerknąć i samemu się skonfrontować.

878ca4b830a1485cba48de5b403f717c[1]

4.MOJA LEWA STOPA (My Left Foot: The Story of Christy Brown, 1989, Jim Sherdian). Daniel Day-Lewis to magik ekranowy o czym przekonacie się też czytając pozycję numer trzy. W Biograficznej opowieści o Christym Brownie  dowiecie się o sile umysłu, która przezwycięża paraliż cielesny. Pan Brown jest malarzem i pisarzem, który tworzy swoje dzieła jedyną sprawną częścią ciała – lewą stopą. Opiekuje się nim pani Brown (Brenda Ficker), która od dziecka rozwijała w nim artystyczne talenty. Poświęcenie Lewisa dla roli było niesamowite, nie schodził z wózka inwalidzkiego nawet podczas przerw w kręceniu poszczególnych scen. Zarówno on jak i Brenda zostali nagrodzeni za swoje kreacje Oscarami. Jest to jeden z tych filmów, który wyjątkowo mocno pokazuje nam i pozwala wczuć w osobę niepełnosprawną.

in-the-name-of-the-father-4[1]

3.W IMIĘ OJCA (In the Name of the Father, 1993, reż. Jim Sherdian) Grany przez Daniela Day-Lewisa Gerry Conlon to postać autentyczna, który został niesłusznie oskarżony o przestępstwo i skazany na dożywocie. Do więzienia trafił też jego ojciec Giuseppe (świętej pamięci Pete Postlethwaite), razem postanawiają wywalczyć swoją wolność i udowodnić wielką sądową pomyłkę za pomocą bardzo upartej prawniczki (Emma Thompson). Akcja filmu rozgrywa się w ogarniętym zamieszkami Belfaście i jest to ten cholernie perfekcyjny film, który zbiera bardzo wysokie noty, choć do najlżejszych nie należy. Day-Lewis ma nosa do przyjmowania rewelacyjnych kreacji i ta jest jedną z najważniejszych w jego dorobku obok tej w Mojej lewej stopie, która padła oczko niżej).

Frank Costello (JACK NICHOLSON) and Billy Costigan (LEONARDO DiCAPRIO) get ready for a meeting with the Chinese Triad in Warner Bros. Pictures’ crime drama “The Departed.”  PHOTOGRAPHS TO BE USED SOLELY FOR ADVERTISING, PROMOTION, PUBLICITY OR REVIEWS OF THIS SPECIFIC MOTION PICTURE AND TO REMAIN THE PROPERTY OF THE STUDIO. NOT FOR SALE OR REDISTRIBUTION.

2.INFILTRACJA (The Departed, 2006, reż. Martin Scorsese). W tym jakże zacnym dziele nagrodzonym 4 Oscarami rodowitym Irlandczykiem jest Frank Costello genialnie wykreowany przez Jacka Nicholsona. Jest on szefem tak zwanego Irish Mob, istniejącego od XIX w. gangsterskiego podziemia narodzonego rzecz jasna w Irlandii, a rozsianego rzecz jasna po Stanach, Kanadzie i Wielkiej Brytanii, ale także, co ciekawe w Australii. Irlandzkiego klimatu nadaje tutaj chociażby muzyka i świetne wykorzystanie I’m Shipping Up To Boston Dropkick Murphys. Infiltracja fabularnie jest jedynym remakiem w historii, który dostała Oscara za najlepszy film roku. Scorsese bazował na hongkońskim klasyku Infernal Affairs – Piekielna gra z roku 2002. Niestety obawiam się, że większość najpierw obejrzała film Martina i porównując go z oryginałem ciut zaniżyła ocenę dla materiału źródłowego. Tak czy siak warto zobaczyć oba dla świetnej historii i znakomitych kreacji aktorskich!

the-boondock-saints[1]

1.ŚWIĘCI Z BOSTONU (The Bondoock Saints, 1999, reż. Troy Duffy). Zanim Norman Reedus dostał ciepłą (póki co, tam nikt nie jest bezpieczny w 100%) posadkę w The Walking Dead,  a Sean Patrick Flanery zniknął z radaru praktycznie na dobre, zagrali w kultowym w pewnych kręgach dziele, o dwóch święcie przekonanych Irlandczykach iż misję od Boga mających. A misją tą usunięcie wszelakich mętów tego świata. Boston jest miejscem przesiąkniętym rodowitymi Irlandczykami tak więc to bardziej „zielone” dzieło niż amerykańskie. W obsadzie jeszcze znakomici Willem Dafoe, Bill Conelly i absolutnie szalony David Della Rocco. Scena z kotem to jest absolutny majster nad majstry!  Kontynuacja przeboju na szczęście spod ręki tego samego reżysera ujrzała światło dzienne w roku 2009, a więc 10 lat po premierze jedynki i jak najbardziej trzyma poziom.

Rzecz jasna to tylko mały wycinek kina w irlandzkich klimatach, mam nadzieję, że za rok zaproponuję Wam zupełnie inne tytuły! W komentarzach piszcie jakiś tytułów Wam zabrakło Jak zwykle tylko tyle tytułów to stanowczo za mało by przedstawić pełny obraz kinematografii danego kraju, ale komuż z drugiej strony chciałoby się czytać opisy 30 czy 50 filmów! Także miłego oglądania i smacznego piwka życzę!

Murphy(1)[1]

Zanim wypijesz zielone piwko, czyli o aktorach irlandzkiego pochodzenia słów kilka.

Zanim jutro zasiądziecie do czytania wpisu o najciekawszych irlandzkich lub w irlandzkich klimatach się poruszających filmach, chciałbym Wam przybliżyć nieco sylwetki najciekawszych aktorów pochodzących z Irlandii. Trzeba przyznać, że to cholerne zdolniachy, które są rozchwytywane jak należy. Także zerknijcie sobie na zestawienie, być może któreś nazwisko Was nieco zaskoczy, ale na pewno też ucieszy!

Colin Farrell Wallpaper @ go4celebrity.com

10.COLIN FARRELL. Urodzony w 1976 roku w Dublinie, obecnie ma więc 39 lat. Mam wrażenie, że jest dość mocno niedocenionym twórcą, w ostatnich latach może pochwalić się kreacjami w dość wymagających produkcjach takich jak chociażby Lobster. Najbardziej rozpoznawalne filmy z jego udziałem to Alexander, Telefon, Wojna Harta, Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj, Parnassus czy Daredevil. Mogliśmy go też oglądać w drugim sezonie serialu Detektyw produkcji HBO, który choć uważany jest za sporo gorszy od pierwszego to postacią zmęczonego życiem Raya Velcoro jak najbardziej łapie u mnie plusa. Colin należy do typu totalnych kobieciarzy, ze znaną tu i ówdzie Alicją Bachledą-Córuś (Pan Tadeusz) ma nawet syna, a jeśli dobrze pamiętam to poznali się na planie całkiem ciekawego filmu Ondine.

Murphy(1)[1]

9.CILLIAN MURPHY. Ten nietuzinkowej urody aktor obecnie najbardziej kojarzony jest z serialem Peaky Blinders. Swoją obecność w mainstreamowym kinie zaznaczył występami przede wszystkim w nolanowskiej trylogii Batmana gdzie wcielał się w Scarecrowa. Inne obowiązkowe propozycje filmowe z tym panem w roli głównej to 28 dni później… od którego jego kariera nabrała tempa, Śniadanie na Plutonie, Wiatr buszujący w jęczmieniu, Red-Eye, W stronę słońca, Incepcja czy Transcendencja. Aktor urodził się w roku 1976, ma więc obecnie 39 lat (a skubany nie wygląda) w miejscowości Cork.

michael-fassbender1[1]

8.MICHAEL FASSBENDER. Co prawda urodził się w Niemczech, ale został wychowany w Irlandii,  a to wszystko dzięki temu, że jego tata jest Niemcem a mama Irlandką. Fassy gdzieś tam mignął sobie w 300, ale w pierwszoplanowej kreacji pokazał się w dziele Głód. Później z McQueenem współpracował jeszcze przy Wstydzie Zniewolonym. Mainstream zna go przede wszystkim jako młodego Magneto oraz z roli w Bękartach Wojny Tarantino. W jego bogatej filmografii uświadczymy takie ciekawe tytuły jak Eden Lake, Frank, Prometeusz, Fish Tank, Slow West, Makbeta czy Jobsa za którego został nominowany do Oscara. Aktor urodził się w 1977 roku, ma więc obecnie 38 lat.

 MI+Liam+Neeson+Getty[1]

7.LIAM NEESON. Urodził się w Bellymenie, w Irlandii Północnej w roku 1952. To jeden z tych aktorów, który jakimś cudem nie został nagrodzony Oscarem do tej pory. Powszechnie znany z roli Qui-Gon Jinna w Mrocznym widmie. W jego przebogatej filmografii brylują takie dzieła jak wstrząsająca Lista Schindlera, tasiemcowata seria Uprowadzona, komedia romantyczna To właśnie miłość, historyczne Gangi Nowego Jorku, oraz Rob Roy, Michael Collins, Misja, Człowiek ciemności, Drużyna A czy Życie.po.Życiu. Ostatnio aktora widywano w bardzo kiepskim stanie, okazało się, że przygotowuje się do roli w filmie Milczenie Boga.

gabriel-byrne2[1]

6.GABRIEL BYRNE. Urodzony 65 lat temu w Dublinie Byrne jest jednym z bardziej niedocenionych aktorów swojego pokolenia. Głównie dostawał role bohaterów negatywnych lub niejednoznacznych, został nagrodzony Złotym Globem za rolę w serialu Terapia. Na dużym ekranie pojawił się w takich filmach jak Człowiek w żelaznej masce, Podejrzani, I stanie się koniec, Stygmaty, Wróg publiczny, Ścieżka strachu, Wspaniały świat, Truposz. W tym roku będziecie go mogli zobaczyć w dziele Głośniej od bomb. Mam nadzieję, że zostanie jeszcze należycie doceniony.

stars-hinter-der-maske-brendan-gleeson-mad-eye-moody-imago[1]

5.BRENDAN GLEESON. Szalonooki Moody z potterowskiej serii to już nobliwie wyglądający 60 latek pochodzący podobnie jak Byrne z Dublina. Ma na swoim koncie kreacje w tak ciekawych dziełach jak Kalwaria, Safe House, Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj, Sufrażystka, Generał, Mission Impossible 2, Gliniarz, Reguła milczenia, Albert Nobbs, Wzgórze nadziei czy Śniadanie na Plutonie. Jego syn Domhnall poszedł w jego ślady i obecnie świetni sobie radzi w świecie filmu, ale o nim za chwileczkę… Grunt, że jaki ojciec taki syn!

HOLLYWOOD, CA - DECEMBER 16: Actor Domhnall Gleeson attends the premiere of 20th Century Fox and Regency Enterprises' "The Revenant" at the TCL Chinese Theatre on December 16, 2015 in Hollywood, California. (Photo by Frazer Harrison/Getty Images)

4.DOMHNALL GLEESON. Urodził się w tym samym mieście co jego tata Brendan, Dublinie, 32 lata temu.W serii o Potterze wcielał się w Billa Weasleya i była to rólka, która właściwie była przepustką do dalszej kariery. Bardzo dobrze dobiera sobie role, wystarczy obejrzeć serial Czarne lustro i filmy takie jak Ex Machina, Czas na miłość, Niezłomny, Zjawa, Frank. Pojawił się też w bardziej mainstreamowych  produkcjach z Anną Kareniną Brooklynem na czele, ma też szansę na kultową kreację w uniwersum Gwiezdnych Wojen, w Przebudzeniu mocy pojawił się w roli złowrogiego generała Huxa. Wiem, że kilku znakomitych aktorów w tym zestawieniu się nie pojawia, ale za taki przebieg kariery jak najbardziej się rudemu należy.

SNheadshotpic1_large[1]

3.SAM NEILL. Ten pan swoje największe pięć minut w mainstreamie miał dzięki Parku Jurajskiemu. Ale wolę go pamiętać z takich baniorylców jak Opętanie, W paszczy szaleństwa, Wspomnieniach niewidzialnego człowieka, Ukryty wymiar. Z seriali też go znacie jeśliście śledzili Dynastię Tudorów Peaky Blinders. Neil to nieco zapomniany aktor z bogatym dorobkiem wystarczy wymienić jeszcze kontrowersyjny Fortepian, Martwą ciszę czy Polowanie na czerwony październik. W tym roku pojawia się w dramacie i thrillerze w jednym, filmie Porwót, który będzie miał premierę 18 marca. Sam urodził się w Omagh, w Irlandii Północnej 68 lat temu.

Mcc0032685. Telegraph. Michael Gambon arrives for the premier of the final instalment of the Harry Potter series 'Harry Potter and the Deathly Hallows Part Two' in Trafalgar Square in central London July 07, 2011. Picture by Christopher Pledger

2.MICHAEL GAMBON. To ten pan zastąpił Richarda Harrisa, także znakomitego irlandzkiego aktora (Hrabia Monte Christo, Gladiator, Cyrulik syberyjski) na stanowisku Albusa Dumbledore’a w potterowskiej serii. Gambon. 75 letni obecnie Gambon urodził się w Dublinie i jest aktorem bardzo wszechstronnym o czym świadczą wstępy w Mary Reily, Jeździec bez głowy, Ali G, Gosford Park, Bezprawie, Przekładaniec, Dobry agent, Jak zostać królem,polecam też serial Fornitude Trafny wybór. Ten drugi powinien brzmieć Wam znajomo, jest to bowiem adaptacja powieści dla dorosłych samej J. K. Rowling.

peter-otoole[1]

1.PETER O’TOOLE. Nagrodzony Oscarem honorowym w roku 2003 urodzony w Connamarze O’Toole dożył 81 lat, odszedł w roku 2013. Był bardzo wysokim człowiekiem, metr dziewięćdziesiąt a jego sztandarową kreacją była tytułowa rola w dziele Laurence z Arabii trwającego ponad 3 i pół godziny, nagrodzonym 7 Oscarami! Warto obejrzeć z nim takie dzieła jak Jak ukraść milion dolarów, Lew w zimie, Prywatna wojna Murphy’ego, Wyższe sfery, Kaligula, Ostatni cesarz a w późniejszych latach Troja czy Gwiezdny pył. Moim skromnym zdaniem dożył pięknego wieku i słusznie został nagrodzony jeszcze za swojego życia, które miał zresztą długie i bogate.

P.S. Warto też wspomnieć o innych Irlandczykach takich jak Pierce Brosnsn (najbardziej znany z roli Jamesa Bonda, moim zdaniem to dość przeceniany aktor) Jonathan Rhys Meyers (Dynastia Tudorów) Aidan Gillen, Liam Cunningham i Michael McElhatton, Ciaran Hinds (odpowiednio Littlefinger, ser Davos i stary Bolton i Mance Rayder w Grze o Tron), Ray Stevenson (Rzym), Robert Sheehan (Misfits), Stephen Rea (Utopia) czy Aidan Turner (Poldark).

the_walking_dead-season_6-episode_13-5.0.0[1]

My nie jesteśmy tacy jak wy, czyli o 13 odcinku 6 sezonu „The Walking Dead” słów kilka.

Ostatnio widzieliśmy naszych bohaterów najpierw w nastroju wielce bojowym, potem byli przerażeni, następnie triumfowali by chwilę później dowiedzieć się, że jednak mają przesrane. Maggie i Carol zostają uprowadzone przez ekipę należącą do Negana na czele której stoi mocno niezrównoważona Paula. Wcześniej jednak Carol specjalnie pudłuje trafiając dość irytującego koleżkę w ramię. Jest to punkt wyjścia do całego odcinka, któremu twórcy starali się nadać mocno psychologiczny rys. Tydzień temu o tym nie wspominałem, ale Carol zaczęła przechodzić dość niepokojącą, rozmiękczającą ją przemianę i za to można winić Morgana i jego moralizatorskie gadki. Kopci, liczy osoby, których pozbawiła życia, stała się po prostu bardziej… ludzka. Pamiętacie jej minę kiedy zastrzeliła Wilka w No Way Out? To była mina osoby, która czuła się winna. Bohaterka nam się psychicznie podłamuje i części fanów się to mocno nie podoba, odkąd wyrosła na etatowego badassa. Za to Maggie zaczęła zachowywać się jak wściekła lwica, której zadaniem jest obronić nienarodzone jeszcze potomstwo.

the_walking_dead-season_6-episode_13-5.0.0[1]

Motto dzisiejszego odcinka brzmi: „That escalated quickly”.

Nasze panie siedzą więc związane w niezbyt przyjemnym budynku, kojarzącym mi się z Terminusem. Przesłuchanie Maggie nie przynosi żadnego skutku, agresywny ranny pajac atakuje Paulę, a następnie „ptaszyny” jak ładnie określa panie paląca i charcząca, niezbyt przyjemna baba. Kiedy przychodzi do rozmowy o Neganie dowiadujemy się, że jego ludzie metaforycznie się za niego uważają. Paula opowiada jak wyglądało jej życie przed apokalipsą, że zabiła swojego szefa, że dopuściła się strasznych rzeczy i uważa Carol za strasznego tchórza, co wcale nie jest takie dziwne, zważywszy jak bohaterka się zachowuje. Carol się zapowietrza, dusi się, płacze, wygląda jakby się modliła, a z jej oczu wyziera żal i strach. Maggie natomiast znajduje podczas przesłuchania nić porozumienia z przepytującą ją laską, której Daryl wysadził chłopaka. W końcu Paula postanawia, że dokona wymiany z Rickiem, w tym czasie dziewczyny się uwalniają i robią totalny rozpierdol. Carol znowu staje się na chwilę osobą z zimną krwią pociągającą za spust. „Na chwilę” bowiem chce darować życie Pauli, mówi jej by uciekała, a czym to się skończyło dobrze wiemy. Rudzielec zostaje podczas szamotaniny nadziany na wystającą metalową rurę, a zombiaczek częstuje się jej twarzą. Nasze bohaterki muszą jeszcze spalić kilku kolesi, a chwilę później przybywa odsiecz. Rick zabija zakładnika, który twierdzi, że jest Neganem i tylko Carol rozumie w jakim kontekście to powiedział. Zaciska pięść i rani się o różaniec, który wcześniej pomógł jej się uwolnić.

walking-dead-the-same-boat-4[1]

Trzeba było nie zadzierać z dziewczynami, ech…

Jakby się kto zastanawiał czemuż odcinek zowie się The Same Boat spieszę donieść, że chodzi tutaj o  sytuację w jakiej znaleźli się bohaterowie. O przeciwnikach grupy Ricka nie dowiadujemy się zbyt wiele, wiadomo zaledwie tyle, że Paula raczej nie traktuje ciężarnej Maggie i przerażonej Carol jako zagrożenia. Nie zgadza się ze stwierdzeniem, że ich grupy są do siebie podobne. Natomiast kopcąca, kaszląca babka zauważa, że są „na tej samej łodzi”, czyli mają równo przejebane i albo oni, albo wy. Twórcy bardzo długo utrzymują bohaterów przy życiu i pozwalają im wyjść bez szwanku z bardzo ekstremalnych sytuacji. Za to intrygujących, zapowiadających się na bardzo ważnych dla fabuły wybijają bardzo szybko. Szkoda, bo Paula zapowiadała się na tyle ciekawie, że aż mi było przykro, że więcej jej nie zobaczymy. Z drugiej strony przyzwyczajanie się do bohaterów zarówno w tym serialu jak i w Grze o Tron czy Zagubionych mija się z celem. Do końca sezonu zostały 3 odcinki, na finałowy jest przewidywana introdukcja Negana, w którego wcieli się Jeffrey Dean Morgan (wierzcie mi, śledzenie czołówki i napisów popłaca). Czy zobaczymy bardzo mocną komiksową scenę, na którą czekają dzikie zastępy fanów TWD? Tego dowiemy się niedługo, ostatni odcinek zostanie wyemitowany w nocy z 3 na 4 kwietnia. Natomiast spin off serialu Fear The Walking Dead powróci już 10 kwietnia i będzie nam oferować 15 nowych odcinków. Będzie źle czy będzie dobrze, okaże się w praniu. Póki co zacieram rączki na kolejne epizod bo w sneak peaku pojawili się Carol  i Daryl, czyli jakże często parowani bohaterowie. To by było na tyle i do przeczytania za tydzień!

z19738539QMaria-Peszek-w-teledysku-do--Modern-Holocaust-[1]

Ze skrajności w skrajność, czyli o kontrowersji w polskiej sztuce słów kilka.

Przyznaję, że jestem beznadziejnym rozmówcą jeśli chodzi o dyskutowanie na takie tematy jak polityka, patriotyzm czy szeroko rozumiana „polskość”. Nie sympatyzuję z żadną partią, nie jestem w stanie określić czy dana władza jest lepsza czy gorsza od poprzedniej i to nie jest tak, że mnie to nie obchodzi, to po prostu nie jest coś co leży w obszarze moich zainteresowań, nie posiadam „specjalistycznej” wiedzy by się w nich udzielać. Najbliżej mi do siedzenia w centrum tego całego pierdolnika, choć pewnie znaleźli by się tacy, którzy analizując moje teksty zaczęli by mędrkować czy jestem prawy czy lewy i tak dalej. To nie jest też tak, że nie mam zdania na najbardziej „gorące” obecnie tematy, ale czy to od razu sprawia, że z miejsca muszę być przypisany do jakiejś konkretnej grupy? Jednego jestem pewien – nie jest kolorowo, chociażby wczoraj dowiedziałem się ze straszącej w centrum Warszawy tablicy, że jestem winny państwu ponad 21 tysięcy (tak, mam na myśli tablicę z długiem publicznym). Najbardziej znam się na sztuce, którą interesuję się od lat, a ta stoi, czy tego chcemy czy nie, kontrowersjami wszelakiej natury: od polityki, poprzez religię na erotyce skończywszy. Oglądając filmy, słuchając muzyki, czytając książki obcujemy z poglądami danego twórcy na konkretny temat. Moim głównym konikiem są filmy, które co tu dużo mówić, bywają zwierciadłem danego kraju piętnującym wszystkie przywary lub gloryfikującym jego wcale nie tak chwalebne z pewnej perspektywy zasługi dla świata. Amerykanie potrafią się z siebie śmiać w sposób bardzo niewybredny (na przykład South Park, konkretnie jeżdżący po stereotypach stand-upowcy), ale też bezczelnie stawiają się jako kraj lepszy od innych (tutaj przodują chociażby filmy przekoloryzowane wojenne bądź biograficzne, często pokazujące bohaterów jako herosów na tle bombastycznej muzyki i odpowiednio zniszczonej bądź sielankowej scenerii). Zwykło się mawiać, że takie Oscary chociażby to czyste targowisko próżności, gdzie bogacze nagradzają innych bogaczy za filmy w pewnym sensie siejące swoistą propagandę, będącą wizją reżysera lub scenarzysty. Wciąż jednak nie jest to kraj, który by sobie nie radził tak bardzo z tak zwanym multi-kulti jak nasz maleńki grajdołek, który w ostatnich latach zdaje się wojować sam ze sobą bardziej niż zwykle. Powiedzonko, że sami sobie zgotujemy IV rozbiór Polski się znikąd nie wzięło, mam wrażenie, że budujemy między sobą więcej barykad niż pomostów i niewątpliwie sztuka, kultura, a więc i popkultura zostają w to w miejsca wciągnięte.

z19738539QMaria-Peszek-w-teledysku-do--Modern-Holocaust-[1]

Dzisiejszy wpis „sponsoruje” ostatni singiel Marii Peszek. Za chwilę się dowiecie dlaczego.

Weźmy dla przykładu chociażby światowy sukces artystyczny grupy Behemoth, która to w ostatnich latach święci niepodważalne triumfy potwierdzając je nie tylko kontrowersyjną otoczką, ale i muzyką i kondycją koncertową jako taką. Przez ostatnich kilka lat Nergal stał się postacią na celowniku tabloidów, kościoła i osób, które o twórczości grupy mają nikłe pojęcie. Metal sam w sobie w naszym kraju siedzi sobie gdzieś na peryferiach zainteresowania obrońców moralności i jeszcze parę lat temu był traktowany jako wybryk długowłosych osobników miłujących czerń i „piłującą” uszy muzykę. Ktoś zwracał szczególną uwagę na tematykę tekstów Vadera albo Kata? Czy Kazik i Kult spotykali się z tak otwartym ostracyzmem w latach swojej największej świetności? Było to wszystko nieco bardziej wyważone, a o pewnych tematach się po prostu milczało. Tymczasem teraz mamy osobników palących tęcze, wychowanych na Sabatonie „patriotów”, śmieszkujących z papieża na chanach, stworzenia „Trybsonopodobne”, zaciekłych ateistów kończących gimnazjum, hipsterów, homofobów, Terlikowskich, Stonogów, Kukizów i Bóg wie kogo tam jeszcze. Rzecz w tym, że wszyyyyystko jakiś czas temu zostało porozdmuchiwane do niebotycznych rozmiarów, a pisząc „wszystko” mam na myśli dosłownie „wszystko”. Zniknął złoty środek, dyplomacja, próg tolerancji zjawisk wszelakich oscyluje raz wokół jednej skrajności, raz wokół drugiej na przeciwnych biegunach. Jasne, warto mieć, a nawet trzeba mieć swoje poglądy, ale wykrzykiwanie ich innym w twarz już nie jest takie przyjemne, szczególnie jeśli wyrażane są językiem wulgarnym i prostackim, a mającym na celu obrony jakichś chlubnych wartości. To jest klątwa internetowej „anonimowości” (ujmuję ją w nawias bo moim skromnym zdaniem takowa nie ma do końca racji bytu) i tego, że można bluzgać na innych pod przykrywką nicku na YT czy innym forum. Fani, czy też częściej ostatnio fanatycy, bliskiego im systemu wartości są wręcz gotowi rozszarpać na strzępy kogoś co im podpadnie swoim własnym punktem widzenia. Wczoraj będąc na zlocie fanów Grupy Filmowej Darwin pytałem się chłopaków o hejterów i przyznali, że pojawiały się sądowe groźby o obrazę uczuć religijnych, bo ludzie nie kumają nawiasu w jaki sztuka pewne treści umieszcza. Co zabawne często napastliwe komentarze są puentowane czymś w rodzaju „Jak Ci się nie podoba to wypierdalaj z kraju„, a z drugiej strony ileż to się nasłuchałem, że prawdziwy Polak nigdy ziemi ojczystej nie powinien opuścić, bo to nie po bożemu i że patriotyzmu za grosz. Ścierające się frakcje za cholerę nie dojdą do porozumienia szczególnie w najbliższych miesiącach, ostatnio znów zaczęło wrzeć z kilkunastu powracających jak bumerang tematów, wśród których ja wybrałem trzy jako punkt dalszej części mojego wywodu.

Jeśli jeszcze mnie czytacie i nie zmęczyło Was moje bycie ni to ciepłym ni to zimnym to spieszę donieść, że tematy te są gorące niczym poranne bułeczki. Choć jeden już powoli stygnie i bardzo dobrze, bo ileż można się pastwić. Chodzi mi tu o przypadek Macieja Stuhra podczas rozdania gali Orłów 2016. Owszem jego żarciki nie były (ojojoj) wysokich lotów, ale cholernie mnie rozbawiły w kontekście smętnego prowadzenia całości. No i sobie o tym napisałem na fanpage, rozpętując shitstorm i „tracąc” czytelników. „Tracąc”, bowiem zaprawdę powiadam Wam – nie potrzebuję na stronie ludzi, którzy do pewnych rzeczy nie potrafią złapać dystansu i spinają się o byle sucharek. Zazdroszczę w tym momencie chociażby Brytyjczykom, którzy chociażby dzięki casusowi Monty Pythona i „Małej Brytanii” wyrobili sobie zaaaaajebisty dystans do siebie jako mieszkańców takiego, a nie innego kraju. Nie spodziewałem się, że moje poparcie dla Maćka i jego rozruszania nudnej jak flaki z olejem imprezy zakończy się niemalże atakiem na moją osobę. To trochę tak jakbym napisał, że lubię film „Pokłosie” lub cieszę się, że „Ida” dostała Oscara i został z miejsca skreślony bo ktoś ma w dupie czy mam na myśli walory artystyczne tych dzieł czy treść formalną w nich zawartą. Tymczasem można oberwać po łbie za samo lubienie niekonwencjonalnych kadrów w „Idzie” lub za przyznanie się, że Czop i młody Stuhr odwalili kawał dobrej roboty w „Pokłosiu”. Noż kurwa, czy to czyni ze mnie „antypolskiego sympatyka żydostwa”? Luuuudzie, zastanówcie się dwa razy nim coś napiszecie, srsly. Owszem, żarciki Maćka mogły kogoś urazić, zostać uznane za niesmaczne, ale fala gówna jaka się wylała po tym wszystkim nie jest przecież tego warta, a kije w dupach krzykaczy aż płoną od ruchów posuwistych. Mam wrażenie, że jedno krzywe spojrzenie już rodzi w co niektórych agresora najwyższej rangi. Zresztą zobaczcie ileż wkurwienia wywołuje ostatnio u ludzi obosieczne w znaczeniu słówko „polaczek”. Bo można je rozumieć w kontekście pogardliwym jak i podsumowującym pewien stereotypowy sposób myślenia (tutaj kłania się szczególnie Zapytaj Beczkę i interpretacja bohatera przez Krzysztofa Gonciarza).

Tak moi drodzy, wciąż rozprawiam o kontrowersji w sztuce i wcale nie zbaczam z tematu. Drugi przykład jaki się dziś pojawia to czysta płachta na byka, którą artystka, w tym przypadku sama dzierży i jeszcze się nią owija. Było o niej głośno gdy manifestowała swój ateizm, a przecież „nikt” jej o to nie prosił. Jest głośno i teraz bo wiatr zasiała to i burzę zbiera. Maria Peszek. Artystka, której twórczość do mnie osobiście nie trafia, ale jako, że staram się być na bieżąco z głośno komentowanymi utworami to obadałem czym jest ten już z nazwy prowokujący Modern Holocaust. Tak zwany strzał w kolano, bo chciałam dobrze, a wyszło po bandzie. Po pierwsze artystka w pewnym sensie broni się przed hejterami, których nieraz sprowokowała i zarzuca im nienawiść nie tylko do niej ale i do siebie nawzajem. I to się chwali, to celna obserwacja w jej stylu poparta kilkoma fajnymi linijkami. Okej. Aaaaaaale nooooo luuuuudzie, po pierwsze forma jest, przynajmniej na moje oko, dość przeszarżowana (ten tancerz na tle płomieni wypada dość groteskowo, rozumiem, że to miało być coś na zasadzie artyzmu, ale wyszło średnio strawnie), po drugie, no kurwa, holokaust, Hitler, Stalin, Putin i Bin Laden (ja wiem, że to są metafory, hiperbole, ja wiem). Porównanie internetowego hejtu do najstraszniejszej w dziejach ludzkości eksterminacji („aaaa pfffff, przecież to tylko Żydzi, więc jebać„) i dorzucenie nazwisk takich a nie innych miało najwyraźniej na celu wzmocnić przekaz, ale moim zdaniem spartoliło wszystko permanentnie. Jeśli to jest srogiego rodzaju ironia, albo sarkazm to i tak jest zaserwowana w sposób dość niesmaczny i w tym momencie Maciek Stuhr ze swoim „tu polewem” wypada jak uczestnik szkółki niedzielnej. Także konsekwencją tego jest jeszcze większy pocisk po artystce i choć kubeł pomyj jest ogromny to paradoksalnie zasłużony, choć ponownie ubrany w bardzo brzydkie słowa i groźby wręcz karalne. To jest moi drodzy tak zwany przerost formy nad treścią i kontrowersja dla samej kontrowersji, bo przecież takie teksty nie powstają bez premedytacji i przemyślenia konsekwencji. Treść utworu niby jest uniwersalna i ponadczasowa, ale mam wrażenie, że za jakiś czas tak samo jak stuhrowskie dowcipasy zostanie przykryta grubą warstwą kurzu. A koncerty i tak sobie Maria na pniu wyprzeda i dalej liście od hejterów zbierać będzie. Tylko, że tym razem takowi będą się mieli czym wylegitymować – Modern Holocaustem właśnie.

filing_images_e6cc590d65c7[1]

Czy jeśli sympatyzuję z Krzysiem i lubię jego program to jestem lewakiem?

Ostatnim gorącym tematem jest oczywiście to co rozpętało się po oficjalnym umieszczeniu na YT trailera, do filmu „Smoleńsk” w reżyserii Antoniego Krauzego. Zamach to czy nie zamach? Brzoza pancerna czy pancerna brzoza? Ludzie będą walić na ten film drzwiami i oknami bo przecież to temat równie wdzięczny co te na których całą swoją karierę oparł Dan Brown od Kodu Da Vinci. Założenie, że ten film będzie zły fabularnie to jedno, ale przecież może być dobrze zagrany i ukręcony, choć trailer na to nie wskazuje. Reakcja internetu była natychmiastowa, ponad milion wyświetleń zajawki na You Tube i proporcje 16 tysięcy łapek w dół do 10 tysięcy w górę (choć w tych w górę można też liczyć te przewrotne, „bekowe”). Nie brakuje śmieszków, że to będzie odpowiedź na Spotlight. Rzecz w tym, że to jest żerowanie na tragedii, a nie rzeczywista próba ustalenia gdzie leży prawda, bo przecież to czysta fikcja reżysera i aż trzech poza nim scenarzystów, co dobrze nie wróży. Do tego ten dramatyczny slogan, że prawda nas przerazi. Przerazi nas co najwyżej wizja twórców i próba pewnej propagandy i manipulacji, być może sprawnie zagranej i nawet zjadliwej choć szczerze w to wątpię. Mam nieodparte wrażenie, że film będzie jeszcze dodatkowo zamerykanizowany, próbujący trzymać nas za gardło, a to polskim twórcom średnio wychodzi. Gdzie w tym wszystkich domysłach szacunek dla ofiar katastrofy? Uważam, że gdyby twórcy dodali kategorię „biograficzny”, albo strzelili nam po pysku informacją, że „historia jest oparta na faktach” to przegięli by pałę po całości. Jak to wszystko wyjdzie okaże się po premierze, póki co w trailerze widać mało znajome twarze i product placement Asusa i Apple’a.

Cóż ja tym wpisem chciałem Wam przekazać? Ano to, że w imię sztuki dokonywać można rzeczy kontrowersyjnych, ale wartościowych artystycznie jak w przypadku Behemoth (choć kilka zachowań lidera grupy można uznać za sprytne, lecz wykalkulowane zagrania) lub granicę dobrego smaku przekraczające, będące bronią obosieczną, czyli nie do końca trafiony w punkt choć z założenia piętnujący to co powinno być piętnowane Modern Holocaust Marii Peszek. Można też, choć miejsca mieć to nie powinno zmieszać sztukę z polityką i teoriami spiskowymi w taki sposób by nie było to zmuszającą do refleksji, ale jednak rozrywką, tylko twardym do przełknięcia kawałkiem szajsu, a na takowy zapowiada się Smoleńsk (choć mogę się mylić). To dociskanie gazu do dechy słusznie budzi odzew w necie, ale reakcje bywają tak skrajnie przepełnione nienawiścią i jadem, że aż się smutno robi. Ze świecą szukać wyważonych opinii, że na przykład piosenka Peszkowej jest po prostu zła, przesadzona i tak na dobrą sprawę nie zmieniająca mentalności ludzkiej, za to komentarzy, które na temat autorki padają z jej własnych ust w tekście można odnotować całą krytyczną masę. Sztuka dialogu zanikła, sztuka konwersacji z oponentem wyparowała, zostały utrzymujące niebezpieczne stereotypy skrajności, które przynoszą same szkody także dla artystów, a i nakręcają rozmaitych hochsztaplerów do dalszego przekraczania granic, bo przecież się sprzeda, bo pójdzie w eter i narobi szumu. Czyli wychodzi na to, że niektórzy twórcy wręcz dokarmiają hejterów świadomie, a potem płaczą, że im iksiński pod nowym kawałkiem rychłego zgonu bądź Sybiru życzy. Marzeniem mojej ściętej z miejsca głowy jest by obie strony wyhamowały lub zaczęły zlewać to co może wywołać ostry ból dupy, bo po prostu się nie da, a żelazne zasady psychologii tłumu rządzą się swoimi prawami. Bo nie ma nic gorszego od narodu skłóconego między sobą, przeraża mnie szczerze jak bardzo aktualne są wiekowe kawałki To my Polacy Hansa, Ludzie przeciwko ludziom Fenomenu czy Dzisiaj mnie kochasz jutro nienawidzisz Sweet Noise. Brzmię jakbym nie lubił mojego kraju, jakbym nie lubił swoich rodaków i generalnie powinienem spierdalać jak mi się nie podoba. A może po prostu jak to nawijali WWO nie powinniśmy bać się zmiany na lepsze? Sami sobie odpowiedzcie na to pytanie. Ode mnie na dziś tyle, trochę chaotycznie się to Wam mogło czytać, ale i tak dzięki i mam nadzieję, że tego wpisu co jakiś czas Wam przeszkadzać nie będą. To byłem ja, Stanley i jego Zryta Bania. Do przeczytania next time!

e4f36bcc4f05e5751cb341b6d622.1000[1]

Pod osłoną klasztoru, czyli recenzja filmu „Niewinne” (2016)

Trafiłem na ten film trochę przypadkowo, bo plany na wczorajszy wieczór miałem zupełnie inne. Przed seansem poczęstowano mnie niezmiennie przezabawnym trailerem „Smoleńska”, który to film na sto procent Wam w połowie kwietnia zrecenzuję. Najnowsze dzieło Anne Fontaine (Coco Chanel, Idealne matki) opowiada opartą na faktach historię polskich zakonnic, które przeżyły najgorszy koszmar z możliwych pod koniec II Wojny Światowej  – były wielokrotnie gwałcone przez rosyjskich żołdaków. Większość z nich zaszła w ciążę i wokół moralnych rozterek bohaterek obraca się cała fabuła. W zimnym i ponurym klasztorze nie powinno być miejsca dla małych dzieci, a szczególnie owoców tak nieczystego czynu jakim jest gwałt – takiego zdania jest matka przełożona, w którą świetnie wciela się lodowata Agata Kulesza. To ten typ surowej opiekunki sióstr, który nie znosi sprzeciwu, a ugina się tylko w wyjątkowych okolicznościach. Okoliczności takowe pojawiają się, bowiem większość sióstr, które wcześniej nawet nie współżyły z mężczyznami teraz są ciężarne, a źle odebrany poród grozi śmiercią zarówno ich jak i noworodków. Jedna z sióstr w akcie desperacji udaje się do francuskiej lekarki Mathilde (urocza Lou de Laâge), która ma jednorazowo odebrać poród, a ostatecznie okazuje się jedyną nadzieją dla jeszcze sześciu ciężarnych kobiet. Między młotem a kowadłem znajduje się siostra Maria (dawno nie widziana, znakomita Agata Buzek), która z jednej strony jest wierna swojej przełożonej, z drugiej wspiera swoje siostry w najcięższych chwilach.

e4f36bcc4f05e5751cb341b6d622.1000[1]

Agata Kulesza słusznie jest jedną z najbardziej rozchwytywanych aktorek ostatnich lat.

Choć teoretycznie najważniejszą postacią jest lekarka to jej losy jakoś mnie mało interesują, kiedy opuszcza mury klasztoru by pracować czy umawiać się z kolegą po fachu jakoś mnie to nie rusza. No, poza sceną, w której prawie zostaje zgwałcona przez rosyjskich zwyrodnialców. Bardziej wkręciłem się w konflikt jaki rodzi się na linii Maria-przełożona, oraz na decyzjach jakie podejmują ciężarne, w większości młode dziewczyny. Nie wszystkie są w klasztorze z powołania, nie wszystkie są takie święte, ale najmniej święta okazuje się ta, której byśmy o to nie podejrzewali. Nie zamierzam Wam tutaj zdradzać szczegółów, ale za murami klasztoru w imię Boga dokonują się tam czyny najprościej rzecz ujmując nieludzkie, choć nie pokazane w szczególnie brutalny sposób. Nie uświadczycie tu dosadnych scen gwałtów, wszystko odczytacie z oczu bohaterek, szczególnie siostry Marii. Intrygujący jest sposób pokazania całkowitego oddania się Bogu i posłuszeństwa wobec matki przełożonej, która także jest jedną z ofiar, ale uważa, że każdy powinien nosić swój krzyż z godnością i oddać się Opatrzności. Nie jest to więc pokazanie klasztorów jako miejsc, które mózgów nie piorą, wręcz przeciwnie, pewne nałożone „z góry” zasady wyraźnie sprawiają, że zagubione dziewczęta nie mogą decydować za siebie. Jednak pojawienie się lekarki dużo zmienia w myśleniu pań, choć zaślepiona swoją misją matka przełożona dba by kontakt Mathilde z siostrami był ograniczony do niezbędnego minimum.

Podoba mi się, że tak ciężki temat jest przez reżyserkę ugryziony w sposób na tyle delikatny by film nie wywoływał niepotrzebnych skandali, a jedynie pozwalał nam się zastanawiać nad tym co tkwi w głowach kobiet, które czują się nieczyste i wbrew tytułowi bardzo winne. O ile sam film w sobie nie jest mega ciężkiego kalibru to nadrabia nieprzyjemnym zimowym otoczeniem i rodzącymi się przynajmniej w moim łbie nieprzyjemnymi scenami, które widać w oczach siostry Marii. Jeśli o wiarygodność obrazu chodzi to wszystko gra i buczy, nasze rodaczki biegle zasuwają po francusku, a wisienką na torcie jest całkiem zabawna postać siostry Ireny (Agata Kulig, która dość mocno przypomina mi Léę Seydoux). Przyznam, że to wszystko bardziej boli po seansie niż w jego trakcie, dopiero kiedy się wyjdzie z kina nachodzi refleksja, że kiedyś, kiedyś żyły sobie takie siostry zakonne, którym nie było dane w spokoju oddać się modlitwie i łączniu z Bogiem, które musiały przeżyć fizyczny i psychiczny terror i zostać w pewnym stopniu przymusowo matkami, choćby z samej nazwy, bo przecież każde życie według ich filozofii jest darem od Najwyższego.

00050ZTJ3MTC84XE-C322-F4[1]

Lekkość z jaką Agata Buzek kreuje siostrę Marię budzi mój szczery szacunek.

Nie żałuję niemal dwóch godzin spędzonych na seansie, bo nie brakuje tu ani afirmacji życia, ani wytykania hipokryzji w skostniałych systemach klasztornej izolacji, gdzie ciało jest tylko skorupą wiążącą duszę. „Niewinnym” wmawia winę sama matka przełożona, jednocześnie dławiąc się zasadami jakie sama wyznaje. Obawiam się, że w naszym kraju film ten może zostać dość chłodno przyjęty przez bardzo wierzących, bowiem nie dość, że mocno uderza w niehumanitarny humanitaryzm zakonów (do których zgarnia się często odrzucone przez społeczeństwo jednostki, ofiary przemocy i osoby, które w „starym” życiu miały sporo na sumieniu) to jeszcze pokazuje, że można mieć wybór, a i straszy się piekłem jeśli się wyboru „niewłaściwego” dokona. Siostry żyją w ciągłym strachu nie o swoje nienarodzone dzieci, a o skazane na potępienie dusze. Indoktrynacja sięga tam zenitu, a głos rozsądku jakim jest zarówno Mathilde jak i Maria spotyka się z tłamszeniem przez budzącą respekt i nie pozwalającą myśleć za siebie przełożoną. Podobną sytuację mieliśmy w American Horror Story: Asylum, to ten sam rodzaj bardzo surowego miejsca, gdzie powinna królować asceza, a niby wkradło się plugastwo i hańba. Polecam zmierzyć się z tym tytułem i wysnuć wnioski samemu, historia to poruszająca jak należy i nie próbująca na siłę wyciskać łez. Dobra robota pani Fountain, ten film na pewno pozostawi we mnie dość mocny i refleksyjny ślad.

Tool-band[1]

RANKING ZRYTYCH TELEDYSKÓW #01: Tool

Tool-band[1]

Tool to niewątpliwie jeden z najwybitniejszych zespołów naszych czasów. Posiada na koncie 4 albumy długogrające, EP Opiate i album live – Salival. Ich teledyski to kopalnia przedziwnych postaci, wizji, często dość paskudnych i kojarzących się z horrorami. Najczęściej tworzone metodą poklatkową, polegającą na animowaniu przegotowanych wcześniej laleczek. Tool to Narzędzie zarówno w rękach muzyków jak i fanów, każdy może sobie ich twórczość interpretować zupełnie inaczej i to jest w nich najlepsze. Szkoda, że na kolejne albumy grupy czeka i po dziesięć (póki co) lat, ale prawdziwa sztuka rodzi się w bólach. Zerknijcie sobie na zestawienie ich najlepszych teledysków, które Wam dziś przygotowałem!

8.HUSH (EP Opiate, 1992). Jedyny klip nie przygotowany przez Alexa Jonesa, nadwornego twórcy klipów grupy. Prosty obrazek, w którym muzycy walczą z cenzurą, nakładając na siebie tabliczki ze znienawidzonym napisem PARENTAL ADVISORY, które przyczyniło się nieraz do zmniejszonej sprzedaży płyt (oznacza ono tyle co ostrzeżenie dla rodziców o wulgarnej zawartości piosenek). Zaklejone usta muzyków także są jak najbardziej wymowne.

7.VICARIOUS (10 000 Days). Chyba najmniej do mnie przemawiający klip jako, że zrobiony metodą komputerową do spółki z autorem okładek Toola, Alexa Grey’a. Fabularnie jak zwykle pokręcone do granic możliwości z naciskiem na stworzonka wyłażące z oczodołów, oczy na dłoniach i swoistą apokalipsę. Ale i tekst jest dość ostry, krytykujący krwiożerce media i zwiastujący zagładę ludzkości. To niestety jedyny oficjalny klip promujący ostatni album grupy. Teledyski do The Pot Jambi to jedynie bardzo dobre, ale fanowskie produkcje.

6.SOBER (Undertow, 1993). Utwór sam w sobie jest najbardziej rozpoznawalnym w dorobku Toola. Jeśli dobrze rozumiem, to troszku jest w nim o alkoholizmie, ale i o szaleństwie, widzimy bowiem muzyków niczym pacjentów szpitala dla obłąkanych. Widać w nim ten cały kunszt animacyjny laleczek i pomysłowość Jonesa, który jest też przecież gitarzystą grupy. Jakie banie muszą mieć Ci osobnicy by powoływać do życia takie światy. Zawsze po obejrzeniu choć jednego ich klipu (wyłączając Hush) czuję się przemaglowany od góry do dołu.

5.PRISON SEX (Undertow, 1993). To nie jest klip o tym jak to pan panu dobrze w celi robi, bo więzieniem może być też dom. Ogólnie kawałek traktuje o wykorzystywaniu seksualnym i tego się trzymajmy. Teledysk wzmacnia ten przekaz i daje popalić swoją „brzydotą”. Nie widziałem jeszcze tak ciekawie zakamuflowanego protestu przeciwko pedofilii. Klip może też nawiązywać do osobistych przeżyć wokalisty jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało.

4.STINKFIST (Ænima, 1996). Maynard daje w teledysku swój upust wobec „stosunku”, he he, do seksu analnego (stąd tytuł). A obrazek do utworu jest jak najbardziej „disturbing”. Postacie stworzone jakby z piachu, zdeformowane, bez kończyn, majaczące w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Ten klip chyba najbardziej mnie przeraża ze wszystkich i o ile do utworu wracam często to do klipu już niekoniecznie. Mają nasrane we łbach muzykanty mocno, oj mocno.

3.ÆNEMA (Ænima, 1996). Tutaj dzieją się rzeczy bardzo, że tak powiem „morskie”. Bo i kawałek opowiada o tym, że wszystko powinno utonąć, przewrotnie i po maynardowskiemu. Mamy więc dziwnego pana, który rzuca sześcianem, w którym siedzi dziwny ludzik, mamy płód i widoczki rodem z horrorów, które nie chcielibyście by się Wam przyśniły. Tak się grało w 96 roku moi drodzy, takie klipy się odwalało i robiło ludziom, he he, wodę z mózgu. 

2.SCHISM (Lateralus, 2001). Historia w teledysku jest niemal romantyczna. Szczególnie w jeśli zestawi się ją z tekstem do tego wyjątkowego utworu. Mamy więc skradające się dziwne postacie, które wyciągają z siebie różne części ciała że tak to niefortunnie ujmę. Do tego nie brakuje paskudnych dziwnych stworków bez oczu za to z szerokimi gębami i tej niebieskawej kolorystyki znanej z większości ich klipów (których i tak jest jak na lekarstwo). Hipnotyzuje, ogłupia, przeraża. Tool w pigułce.

1.PARABOL/PARABOLA (Lateralus, 2001). Trwający ponad 10 minut teledysk oferuje nam zdeformowanych dziwnych panów podczas tajemniczego rytuału, losy pewnego chudego ludka i Tricky’ego w kosmicznej wersji. Ale to tylko część wrażeń wizualnych idealnie połączonych z utworem, który wciągnął mnie w twórczość zespołu niczym wir wodny i nie wypuścił po dziś dzień. To po dziś dzień mój ulubiony klip tej nietuzinkowej grupy!

P.S. Piszcie w komentarzach teledyskom jakich kapel powinienem się bliżej przyjrzeć w dalszej kolejności!

donnie-main[1]

Weź pigułkę, czyli o schizofrenikach w filmie na Dzień Mężczyzny słów kilka.

Jako, że ostatnio na Dzień Kobiet przygotowałem Wam wpis o bardzo negatywnie nastawionych do świata paniach, dziś z okazji Dnia Mężczyzny chciałbym przybliżyć kilku panów cierpiących na schizofrenię. Nie jest to temat łatwy i przyjemny, ale bardzo ciekawy i łapiący za serducho. Niektórzy bohaterowie zaprezentowanych poniżej dzieł próbują walczyć ze swoim schorzeniem, inni odnajdują w nim bezpieczeństwo i wymykają się leczeniu. Co jakiś czas na blogu będzie pojawiać się wpis poświęcony poszczególnym schorzeniom najczęściej eksplorowanym w filmach. Myślę, że dzięki nim będzie nam też łatwiej odróżniać rozmaite choroby umysłowe, choć pamiętajcie – to są tylko filmy! – niektóre schorzenia ujęte są skrótowo, lub nie do końca odpowiadają rzeczywistości. Ale to już temat dla specjalistów, a ja takowym nie jestem, moim zadaniem jest Wam zarysować dane zagadnienie a po szczegóły odsyłam do znawców! Miłego czytania! Nie sugerujcie się kolejnością, nie jest ona wielce chronologiczna! No i rzecz jasna we wpisie są fabularne SPOJLERY więc jeśli nie chcecie się na nie nadziać to zrezygnujcie z czytania w tej chwili!

7c134f83-d33c-4b14-9b7e-02e088ee3ef2-2060x1236[1]

10.JERRY (Głosy, 2014, reż. Marjane Satrapi). Schizofrenia u głównego bohatera przejawia się rozmawianiem ze swoim psem i kotem oraz z obciętymi głowami ofiar. Ryan Reynolds dubbingował głosy swoich ekranowych pupili reprezentujących dobro (pies) i zło (kot). Niby stereotypowe ujęcie podziału na Jasną i Ciemną stronę Mocy, ale mnie film złapał tam gdzie trzeba. Świat po zażywaniu leków wygląda u Jerry’ego przerażająco – mieszka w brudnym, zapchanym przedmiotami i popakowanymi częściami ciał ofiar mieszkaniu, a głowę swojej przypadkowo zabitej koleżanki z pracy trzyma w lodówce. Takie cudeńko zaserwowała nam twórczyni znakomitego Persepolis. Smoliście czarna komedia ze znakomitą predeadpoolowską kreacją Wade’a Wilsona!

donnie-main[1]

9.DONNIE DARKO (Donnie Darko, 2001, reż. Richard Kelly). Kultowy młodzieżowy film, z młodym acz już perfidnie precyzyjnym w swej interpretacji Jakiem Gyllenhallem. Poza balansowaniem na granicy jawy i snu i wariacją na temat Alicji w krainie czarów film ten pokazuje nam wnętrze głowy solidnego schizofrenika, któremu wyobraźnia podrzuca obraz przepowiadającego apokalipsę królika Franka. Donnie nie jest do końca świadomy swojej choroby i brnie w nią coraz bardziej mimo kontaktu ze specjalistą w dziedzinie psychicznych zaburzeń. Wydaje mi się, że to ten rodzaj osoby chorej „na głowę”, z którą dość łatwo się utożsamić, bowiem Donnie często wypowiada opinie na temat otaczającego go świata, których sami byśmy się nie powstydzili.

shutter-island[1]

 8.EDWARD „TEDDY” DANIELS (Wyspa tajemnic, 2010, reż. Marin Scorsese). Ten film pokazuje jak się schizofrenikiem opiekować. W pewnym sensie rzecz jasna. Cała ta szopka przygotowywana dla Teddy’ego jest powtarzającą się serią przedstawień z udziałem zmęczonych już tym wszystkim lekarzy i strażników. I tylko pacjenci chorzy mentalnie jako takie zrozumienie okazują i nawet wskazówki bohaterowi podrzucają. Cała kryminalna intryga jest jedynie wymysłem mężczyzny, którego dotknęła w przeszłości straszna tragedia. Jednocześnie filmowa magia potrafi nam to wszystko pięknie zakamuflować i stąd taki szok na widok fabularnego twistu. W tym tkwi geniusz tegoż dzieła, które mimo, że jest z założenia mainstramowe i przeznaczone dla masowego odbiorcy, to broni się artystycznie. Film powstał na podstawie książki Denisa Lehane Wyspa skazańców, którą polecam przeczytać jeśli się ma jakieś wątpliwości co do filmowej fabuły.

fisherking-highercalling[1]

7.PARRY (Fisher King, 1991, reż. Terry Gilliam). Jedna z najsympatyczniejszych postaci w zestawieniu grana przez świętej pamięci Robina Williamsa. to mniej znany na tle innych filmów Gilliama film, który pokazuje schizofrenika jako postać z wielką traumą z przeszłości (to zazwyczaj punkt wyjścia do takich przemian i „spięć” w głowie schizofrenię powodujących, przynajmniej w filmach). Parry widzi smoki, jest kimś na kształt rycerza i jednocześnie bezdomnego profesora, który na swojej drodze spotyka dobrą duszę – radiowca Jacka Lucasa. To bardzo ciepły film, do którego lubię wracać, tak inny od 12 małp, Las Vegas Parano czy Brazil, a więc gilliamowskich klasyków. Co ciekawe nie jest to jedyny film w tym zestawie, w którym Jeff „Koleś” Bridges gra kogoś na kształt terapeuty, ale nie uprzedzajmy faktów.

yrPhUxZcTo68CFjsVCdHXYm8emP[1]

6.PROT (K-PAX, 2001, reż. Iain Softley). Kocham adaptację książki Gene’a Brewera od wielu wielu lat, pokazuje bowiem, że schizofrenia może być swoistym darem dla bohatera z traumą. Prot wierzy, że jest kosmitą, który przyleciał z planety K-PAX, i że niedługo na nią powróci. Także nie zakłada swojego zbyt długiego pobytu w zakładzie psychiatrycznym gdzie opiekuje się nim doktor Mark Powell (ponownie Jeff Bridges!). Prot postanawia, że zabierze jedną osobę z oddziału na swoją planetę i powierza pacjentom rozmaite zadania. Tym samym poprawia ich nastroje i przywraca chęć życia. Kevin Spacey jest niesamowity w swojej kreacji i od lat twierdzę, że to jeden z najlepszych zawodników w swoim fachu. A prot to tak ciepła i bezpretensjonalna postać, że aż chciałoby się zobaczyć jego dalsze losy (seria książkowa to póki co 4 tomy). Jeden z najbardziej lubianych przeze mnie osobiście bohaterów w zestawieniu.

RalphFiennes_Spider_2002[1]

5.DENNIS „SPIDER” CLEG (Pająk, 2002, reż David Cronenberg). Pająka portretuje demoniczny Ralph Fiennes, który znakomicie odnajduje się w rolach takich jak ta. Cronenberg przyzwyczaił nas do dzieł mrocznych i pokręconych takich jak eXistenZ czy Nagi lunch, tym razem opowiada nam o tym jak bohater cierpiący na schizofrenię radzić sobie musi po wypuszczenia z ośrodka dla psychicznie chorych. Jak się odnajdzie w świecie zewnętrznym? Ano nijak, bo przeszłość lubi dopadać każdego, a szczególnie bohaterów z wątłym zdrowiem psychicznym. Szczególnie, że bohater trafia do pensjonatu, w którym mieszkają osobnicy podobni do niego, a budynek znajduje się w okolicach, w których dorastał. Umysł ludzki jest niczym sieć pająka, a pająki lubią się zapuszczać tam gdzie ich być nie powinno (czyli wszędzie). Mocny dramat psychologiczny i thriller w jednym.

Filth[1]

4.BRUCE ROBERTSON (Brud, 2013, reż. Jon S. Baird). Ten film to jak czołowe zderzenie Trainspotting ze Złym porucznikiem. Nadragowany główny bohater jest typem, który podkręca swoją chorobę narkotykami, jest antypatyczny i zły, a jednocześnie budzi naszą sympatię bo to przecież James McAvoy. Ten film to taka jazda bez trzymanki, którą polscy dystrybutorzy długo ignorowali, a nawet jak już się w kinach pojawił to przeszedł, niestety, bez większego echa i jest obrazem kultowym przede wszystkim w pewnych kręgach. Kręgach takich jak Wy, drodzy czytelnicy. Nasz Bruce to podły manipulant sam popadający w obłęd. Chaos, chaos i jeszcze raz chaos na podstawie książki Irvine’a Welsha pod tytułem Ohyda, który zresztą napisał Ślepe tory, o które został oparty wspomniany Trainspotting.

the_soloist16[1]

3.NATHANIEL AYERS (Solista, 2009, reż. Joe Wright). Jaimie Foxx jako znakomity wiolonczelista, którego schizofrenia doprowadziła na skraj ubóstwa. Pomocną dłoń wyciągnie do Django sam Iron Man, tym razem w kostiumie nieznajomemu mu dziennikarza. Nathaniel Ayers to postać autentyczna, a dzieło skupia się próbie przywrócenia go do świata mimo jego poważnej choroby. Niech Was nie zwiedzie mające wyciskać łzy podejście to tematu, dzieło Wrighta, którego możecie kojarzyć z różnie ocenianej Pokuty nie jest ani do końca czarne (bez rasistowskich śmieszków mi tu!) ani białe. Ale na pewno jest ciekawe i pokazuje do czego może choroba doprowadzić mimo tkwiącego w człowieku talencie. No i Downey Jr. nie ustępuje Foxxowi i tworzy równie ciekawą kreację. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji obejrzeć to serdecznie polecam!

julien-donkey-boy-1[1]

2.JULIEN (Julien Donkey-Boy, 1999, reż. Harmony Korine). Juliena portretuje znany z Trainspotting Ewen Bremner, a jego świat jest równie nieprzyjemny dla oka jak ten bohaterów Skrawków, debiutanckiego obrazu Korine’a. Świat Juliena jest równie dziwny co prawdziwi osobnicy go otaczający, a wiec mocno rypnięta rodzina z ojcem i bratem na czele. Tylko w ciężarnej siostrze chłopak może odnaleźć pocieszenie. Film to zbitka scenek, która ma nam uświadomić co się dzieje w umyśle osoby chorej psychicznie. Ciężki klimat typowy dla tego reżysera (może Spring Breakers by tak mocno po dupie nie oberwało jakby wszyscy znali poprzednie dokonania Harmony’ego?), w którym dla zarówno dla chorych jak i zdrowych ludzi świat nie ma litości, a i okazuje się, że w każdym z nas jest wariat tylko mniej lub bardziej pielęgnowany.

3312[1]

1.JOHN FORBES NASH JR (Piękny umysł, 2001, reż. Ron Howard). Jeśli oglądaliście, to miejcie świadomość, że ekranowy Nash został dość mocno wybielony, a jego życie było o wiele bardziej intensywne i usiane problemami. John Nash jest postacią autentyczną, naukowcem, który cierpiał na schizofreniczne urojenia, które nie starzały się wraz z nim. Bohater nauczył się z nimi żyć i ignorować prześladujące go postacie (fikcyjny przyjaciel i jego siostrzenica oraz tajny agent wmawiający mu, że pracuje dla organizacji rządowych). Russel Crowe popisał się świetną grą aktorską, ale mogliśmy też obserwować dramat jego żony Alice (nagrodzona Oscarem Jennifer Connelly). Film jest tak sprytnie przemyślany, że ktoś kto nigdy o Nashu nie słyszał łatwo da się nabrać na ekranową manipulację. Z drugiej strony przystępnie pokazane spustoszenie jakie sieje schizofrenia nieźle może przerazić i zryć banię filmowemu laikowi. Z drugiej strony choroba nie przeszkodziła osiągnąć bohaterowi sukcesu o jakim zawsze marzył – szacunku wśród kolegów po fachu i nawet Nagrody Nobla. John Nash zmarł 23 maja 2015 roku.

Jeśli wydaje Wam się, że na liście brakuje chociażby Podziemnego kręgu to spieszę z wyjaśnieniami, że głównego bohatera jako schizofrenika nie traktuję, a przynajmniej nie całościowo. Narrator cierpi raczej na osobowość wieloraką, która nie jest tym samym co temat mojego dzisiejszego wpisu. Ale o posiadaczach takich dodatkowych „przyjaciół” w głowie słów kilka niedługo 🙂

PINK_ROSES_-_TO_JA![1]

To my, to wy, to oni, czyli recenzja albumu „To ! Ja” grupy PINK ROSES

PINK_ROSES_-_TO_JA![1]

W tle widać moje miasto – Ostródę! Widzicie jakie ładne?!

Pod koniec zeszłego roku otrzymałem od muzyków grupy Pink Roses ich debiutancki album do recenzji. Nie bardzo miałem go gdzie opisać, więc mam nadzieję, że mi wybaczą, że tekst dopiero pojawia się w marcu, kiedy to nowa odsłona bloga zaczyna swobodnie raczkować. Długo nad tym materiałem pracowali, wypuszczali single z teledyskami, koncertowali i brali udział w rozmaitych przeglądach. Muszę się od razu przyznać, że znam muzyków tej grupy osobiście może nie całkiem dobrze, ale na tyle by móc zostać posądzonym o kolesiostwo, gdyż z wokalistką Agnieszką chodziłem do tej samej klasy w liceum. Miałem kiedyś przyjemność pisać o ich demówkowej EP Revolta i wtedy padały porównania chociażby do naszego rodzimego Heya, jako, że będąca także aktorką pani Skrzypczak operuje podobną chrypką do Kasi Nosowskiej. W grupie udziela się na garach znany tu ówdzie Kornik (ex-Popcore, Cuba De Zoo), a pozostali muzycy się znikąd nie urwali i warsztat nielichy mają. I muszę przyznać, ze ten heyowy posmak ulatuje już przy pierwszym dopaleniu krążka. Pink Roses gra po prostu rocka z laską na wokalu, i to dość charakterystycznym wokalu, szybko zapadającym w pamięć.

Zaznaczę od razu, że teksty w języku ojczystym jakoś do mnie specjalnie nie przemawiają, ale może to wynikać z tego, że zdają mi się być bardziej adresowane do damskiego grona słuchaczy. Za to muzyka jak najbardziej mi odpowiada i brzmi solidnie. Jeszcze na etapie demówkowym twierdziłem, że gdzieś tam pobrzmiewają echa Queens Of The Stone Age, Foo Fighters a w numerze Przebijśnieg można wyłowić posuwisty, ciężkawy motyw rodem ze stonerów, bluesu i… Black Sabbath. To dość wiekowy numer i przyznam, że wciąż jeden z najlepszych. Nie znaczy to jednak, że świeży materiał jest jakiś gorszy, nic z tych rzeczy, mam wrażenie, że jednak dość chaotycznie na płycie poukładany. I bardzo mi przykro, że się Rozmowa z deszczem na płycie nie zmieściła. Kawałki są zwięzłe i może nawet troszkę przykrótkie, ale za to całkiem konkretne (Impas, Zapytaj mnie, Uśmiech Nr.3), w głosie Agnieszki słychać ten rodzaj szczerych emocji, który bardzo lubię.

To ! Ja to krążek, na którym czuć tą energię znaną tylko debiutantom, to muzyka, która płynie sobie bez zbędnego ciśnienia, udziwnień i niepotrzebnego rozwleczenia. Rock n roll nowoczesny i na swój sposób alternatywny. Nie widzę problemu by takie kawałki jak Zapytaj mnie nie miałyby podbić rozgłośni radiowych, nie tylko jakichś tam studenckich, ale też w rodzaju Radiowej Trójki czy Eski Rock. Nie jest to nic rewolucyjnego, ale bezczelnej przebojowości Różyczkom odmówić nie można. Myślę, że Pink Roses tym albumem po prostu spełnili swoje długo oczekiwane marzenie i na następnym albumie zaprezentują coś nieco innego i nawet bardziej do mnie przemawiającego. Póki co robota odwalona na piąteczkę, bo i brzmienie ładnie ukręcone i płytka bardzo ładnie wydana i wciąż promowana koncertami. Ciekaw jestem czy im się uda z tej mojej warmińsko-mazurskiej niszy wybić. Póki co życzę powodzenia, cierpliwości i publiki na koncertach. Różyczki jeszcze zdążą solidnie rozkwitnąć i mam nadzieję zapuścić korzenie w głowach słuchaczy na dłużej.

Tracklista: 1.Czekoladowe Czołgi, 2.Zmierzch, 3.Uśmiech Nr.3, 4.Przebijśnieg, 5.Chowanego, 6.Impas, 7.Manualna, 8.Schron, 9.Zapytaj Mnie, 10. A ku ku, 11.Ruch

Skład: Agnieszka Skrzypczak, Adam Goniszewski, Piotr Jakubiak, Marcin Kobryń, Bartłomiej Jursza.

FACEBOOK: https://www.facebook.com/PinkRosesPoland/?fref=ts

Jaroslaw Boberek fot.Robert Palka/Fotos-Art    Warszawa wrzesien 2011

MISTRZOWIE DUBBINGU: Odcinek 1 – Jarosław Boberek.

Jaroslaw Boberek fot.Robert Palka/Fotos-Art Warszawa wrzesien 2011

Dziś chciałbym się przyjrzeć bliżej jednemu z najbardziej intrygujących aktorów z naszego podwórka – Jarosławowi Boberkowi. To ciekawy przypadek aktora, który w filmach fabularnych występuje rzadko, najczęściej w epizodach, a produkcje, w których się pojawia nie są wysokich lotów. Z twarzy pan ten jest najbardziej rozpoznawalny za sprawą roli posterunkowego z Rodziny zastępczej, fani My Riot powinni go natomiast kojarzyć z teledysku do Botox. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę ale jego głos słyszycie prawdopodobnie codziennie w różnych okolicznościach. Czy to grając w gry komputerowe, czy oglądając telewizję, jest to bowiem artysta, który podkładał głos w ponad 500 produkcjach! I mam tu na myśli nie tylko animacje, ale też filmy fabularne dubbingowane na potrzeby polskiego widza. Czasu i miejsca by mi nie wystarczyło by wymienić jego wszystkie kreacje, postanowiłem więc wybrać te najbardziej charakterystyczne i uzmysłowić Wam jak bardzo szerokim spektrum głosu pan Boberek operuje. Endżoj!

37885_kaczor_donald_wedki_ryby[1]

Jest polskim licencjonowanym głosem Kaczora Donalda. Zdarzało mu się też dubbingować Hyzia, Dyzia i Zyzia. W ramach ciekawostki dodam, że polskim licencjonowanym głosem Myszki Miki jest Kacper Kuszewski (Marek z M jak Miłość), a Goofy’ego Krzysztof Tyniec (Kabaret Olgi Lipińskiej, Daleko od noszy).

Popeye-Cartoon-Character-Biography-History-Movies

Yup, kolejną powszechnie znaną postacią, za którą ten pan ręczy głosem jest Popeye.

1[1]

W reklamach TP SA jest głosem Serca.

8OW68H3[1]

We wszystkich częściach Madagaskaru i serialu Pingwiny z Madagaskaru użycza głosu Królowi Julianowi. Yup, piosenkę Wyginam śmiało ciało też śpiewa.

Ed+edd+n+eddy+fact+comp+the+shows+trademark+of_6df843_5437988[1]

Pan Jarosław przynajmniej w kilku kultowych kreskówkach Cartoon Network pokazuje swoje możliwości. Był Edem z Ed, Edd i Eddy.

tumblr_mdrma7inVW1rawb5do1_1280[1]

Jedna z bardziej porąbanych postaci w dorobku – Czerwony z Krowy i kurczaka Jam Łasica.

Muttley-scooby-doo-all-star-laff-a-lympics-39210831-1600-1200[1]

Jeden z najbardziej charakterystycznych śmiechów u postaci animowanej? Muttley aka Bałwan z Szalonych wyścigów Wredniaka i Bałwana w swych latających maszynach.

maxresdefault[1]

Bliźniaki Cramp doczekały się zmiany aktorów dubbingujących na swoją niekorzyść. W pierwotnej wersji językowej głosem Tony’ego mówi nasz dzisiejszy bohater.

maxresdefault[1]

Porze na przygodę znany jest jako KGK – Księżniczka Grudkowego Kosmosu.

fighting-monkey[1]

Kung Fu Panda jest Małpą.

goodcopbadcop_filmstill3[1]

Lego Przygoda – dobry i zły gliniarz.

vector-despicable-me-wallpaper-2[1]

Jak ukraść Księżyc wciela się w czarny charakterek – Wektora.

Garfield_Show_CN%20(2)[1]

Co prawda Garfield Show to czysta abominacja, ale jednak należy podkreślić, że pan Jarosław jest tam głosem tytułowego kota.

df77c647e65443d848a7230b4c2452df[1]

Natomiast w Sezonie na misia jest niedźwiedziem Bogusiem.

wallpapers_wide_jacques[1]

I jeszcze na koniec Jacques z Gdzie jest Nemo?

Siedzielibyście tu do rana gdybym miał kontynuować. Dodam, że jego głos możecie usłyszeć też w Shreku, Epoce Lodowcowej, Toy Story, Flintstone’ach, Jetsonach, Spider-Manie, X-Menach, Timonie i Pumbie, Pinkym i Mózgu, Kotopsie, Spongebobie, Atomówkach i niezliczonych produkcjach mniejszych lub większych, kultowych grach komputerowych jak Wiedźmin, Worms, Warcraft, Heavy Rain, Gothic, Age of Empires,Mass Effect a i usłyszycie go w dubbingu do Gwiezdnych Wojen (Watto) czy Hobbita (Alfrid). Absolutny mistrz swojego fachu idealny na otworzenie serii artykułów o najważniejszych głosach dubbingu. „Do przeczytania” w następnym odcinku!