Andrew Lincoln as Rick Grimes, Chandler Riggs as Carl Grimes - The Walking Dead _ Season 8, Episode 8 - Photo Credit: Gene Page/AMC

Konsekwencje głupich decyzji, czyli o ósmym odcinku ósmego sezonu „The Walking Dead”.

Fani TWD należą do wyjątkowo dociekliwej społeczności, która nawet stworzyła portal The Spoilong Dead, na którym wymieniają się przeciekami z planu serialu. Na podstawie tego czy dani aktorzy pojawiają się na planie, jakie zdjęcia wrzucają na Instagramie, jak wyglądają (np. czy mają długie czy krótkie włosy, lub czy dostali angaż do nowego filmowego lub serialowego projektu) są w stanie wysnuć teorie kto i w którym odcinku zginie. Teorii wokół półfinałowego odcinka ósmego serialu też nie brakowało i choć serial w ostatnich latach znacznie stracił zainteresowanie widowni to nie brakuje maniaków, którzy wciąż analizują każdy odcinek przygód Ricka i spółki. Ja należę do osób umiarkowanie spekulujących, ale przyznam, że informacja o tym iż Chandler „Coral” Riggs udaje się na studia dała mi mocno do myślenia. I co tu dużo mówić, ósmy epizod potwierdził moje obawy w związku z pożegnaniem postaci młodego Grimesa. Jego uśmiercenie podzieliło wielce fanów The Walking Dead, część się po prostu zasmuciła, część ucieszyła, gdyż postaci nie lubiła, lecz coraz więcej głosów pojawiło się w zupełnie innym tonie a mianowicie, że „jak to możliwe, że Carl zginął, a bezużyteczne postacie wciąż się wałęsają po ekranie”. Premiera odcinka dziewiątego, który zostanie wyemitowany za 75 dni zweryfikuje, czy było to dobre posunięcie i czy oglądalność sezonu się poprawi. Póki co jednak pozwólcie, że skupię się na tym co How It’s Gonna Be miał do zaoferowania, a następnie wysnuję kilka teorii odnośnie tego jak dalej potoczy się fabuła kolejnych epizodów.

Andrew Lincoln as Rick Grimes, Chandler Riggs as Carl Grimes - The Walking Dead _ Season 8, Episode 8 - Photo Credit: Gene Page/AMC

Czy pokojowe rozwiązanie w ogóle jest możliwe?

Jeśli mieliście dość dramatycznych zbliżeń na strudzone twarze bohaterów to i tym razem musieliście się nieźle zirytować. Zbliżenia stały się znakiem rozpoznawczym tego sezonu, tak byśmy mogli jak najdokładniej czytać z oczu coraz bardziej zmęczonych wojną z Neganem postaci. Szybka retrospekcja z udziałem Carla i Ricka trochę mnie zaniepokoiła, szczególnie, że syn Ricka wyraźnie dał do zrozumienia ojcu, że ta wojna nie ma sensu, że grupy powinny dojść do porozumienia, współpracować i żyć ramię w ramię. HALO, przecież apokalipsa się nie skończyła nieumarli wciąż się po okolicy wałęsają, a grupy zamiast oczyszczać teren ze sobą walczą. Carla zaczęło to wszystko przerastać i w pewnym momencie zaczął nawet pisać list do ojca, pożegnalny, wynika więc z tego, że chciał odejść i zacząć żyć na własną rękę. Atak zbawców pokrzyżował mu plany i stwierdził, że pod nieobecność ojca przejmie jego rolę i choć spróbuje podjąć negocjacje ze Zbawcami. Co ciekawe w kilku punktach swojego wywodu trafił Negana w czuły punkt, choć ten nie był dłużny wspominając chociażby o Gracie, którą Rick oddał swego czasu Aaronowi pod opiekę. Nie udało mu się niczego osiągnąć, Zbawcy i tak zaatakowali i w końcu rozpoczęła się rozpierducha, która po prostu musiała w końcu nastąpić. Rzecz w tym, że Sanktuarium nie jest już takie bezpieczne, a zniszczenie takiego azylu jak Alexandria jest, delikatnie mówiąc, średnim pomysłem. Im bardziej centryczny dla Carla stawał się ten odcinek tym więcej przesłanek o jego odejściu zaczęło do mnie docierać. Kiedy mówił, że i tak umrze, kiedy widać było, że nie może się tak sprawnie poruszać to czułem, że coś się wydarzy. Rzecz w tym, że jego odejście nie było dla mnie tak dramatyczne jak chociażby śmierć Hershela i oczywiście Abrahama i Glenna. Zwykłe ugryzienie i to poza ekranem. Czy na to zasłużyła jego postać? Liczę, że w dziewiątym odcinku jego odejście wybrzmi jak należy, póki co zamiast mnie dobić to nieprzyjemnie zaskoczyło.

Co do reszty postaci w tym odcinku to bardzo mało poświęcono im czasu. Raczej migali na ekranie niż mieli coś ciekawego do zrobienia. Żadnego mocnego pierdolnięcia ze strony Daryla, Carol, Morgana? Jedynie Maggie pokazała, że „ma jaja” i nie poddała się po akcji, w której niemal zginął Jerry. Oczywiście „przypadkiem” zginęła postać mało istotna dla fabuły, czy ktokolwiek się przejął (poza postaciami) gościem, którego zabił Simon? No właśnie. Za to Maggie wybrała do zabicia gościa mającego jakiekolwiek znaczenie, którego już wcześniej widzieliśmy i który miał swoje 5 minut. Motyw z trumną bardzo spoko, takie zostawienie wiadomości pokazuje, że Maggie się nie ugnie i raczej już nie posłucha Jezusa.

Motyw w Królestwie… Ech… Ezekiel jak zwykle bohatersko broni swojego ludu, a lud stoi za nim murem. Ten wątek jest do przesady przeładowany patosem, ale no cóż, taki jest „urok” całego tego sezonu. Zamknął bramę i dał się stłuc, wiadomo tyle, że warty jest obecnie więcej żywy niż martwy. Ach, i jeszcze jedno, muzyka w tym segmencie, totalnie z dupy, dziwna strasznie, jakaś taka… zbyt „przygodowa”?

Najfajniejszy, przynajmniej dla mnie był wątek Eugene’a, którego dręczyły wyrzuty sumienia po tym jak pomógł Zbawcom wydostać się z pułapki. Gość wciąż myślami jest przy starej ekipie, choć bezpieczniej czuje się wśród Zbawców, w końcu czuje się doceniony i potrzebny. Ostatecznie jednak pomaga Gabrielowi i doktorowi opuścić Sanktuarium, świadomy konsekwencji swojego czynu. Jak spojrzą na niego jego byli przyjaciele? Dwight wyznał, że Eugene pomógł Zbawcom, gdyby nie jego ingerencja to nie zaatakowaliby Alexandrii. Z drugiej strony pewnie będzie go bronić Gabriel, o ile w ogóle uda mu się w jednym kawałku dotrzeć do reszty ekipy.

Jako, że o Złomiarzach nie ma co pisać (tchórze i tyle) to zerknijmy na wycieczkę Enid i Aarona. Chcieli pogadać z babeczkami z Oceanside, a zamiast tego po prostu mogą zginąć (Enid, tyś głupia, po co od razu strzeliłaś?). Jako, że lubię Aarona, i bardzo chcę zobaczyć reakcję Enid na śmierć Carla (przecież ze sobą kręcili!) to życzę im jak najlepiej i mam nadzieję, że jakoś (oby sensownie) z tego wyjdą.

Fajnie, że Michonne miała swój moment, od jakiegoś czasu mam wrażenie, że to postać zostawiona bez jakiegokolwiek pomysłowego wątku, podobnie zresztą jak Daryl, który podejmuje same nieprzemyślane decyzje (pośrednio przez niego zginął Glenn, a konsekwencją ataku Sanktuarium był… atak Zbawców, simple as fuck). Mam problem z tym, że narobiło się tyle grupek, że jest taki podział i co chwilę pojawiają się postacie, których udział w serialu strasznie rozmywa fabułę. No cóż, może następny sezon będzie bardziej zwarty, jeśli zna się komiks i wie się co nadciąga to może być znacznie ciekawiej (rzecz w tym, że bez udziału Carla kilka wątków jest z góry skreślonych). Krótka walka Ricka z Neganem była całkiem niezła, AAAALE, czy na dobrą sprawę Rick nie miał szans by go zabić? Przypominam że zdarzyło mu się zagryzać kolesi na amen, Garetha rozjechał zanim wątek z kanibalami się na dobre rozkręcił, a Negan wygląda na totalnie niezniszczalnego. Owszem Negan jest zajebistym badassem, ale nawet jego teksty, szczególnie w tym odcinku były niczym echo tego co już kiedyś mówił. Pora obrać nowy kierunek, wpompować świeżą krew w wyświechtane schematy, ileż to się naczytałem opinii od ludzi, że Fear The Walking Dead zrobiło się bardziej emocjonujące i po prostu lepsze.

Chandler Riggs as Carl Grimes, Danai Gurira as Michonne - The Walking Dead _ Season 8, Episode 8 - Photo Credit: Gene Page/AMC

Dorastał na naszych oczach, Będę tęsknić.

Podsumowując, był to epizod, w którym zginęła postać, na którą stawiało się, że przeżyje do samego końca serii, że wręcz przejmie stery po ojcu jeśli zginie. Nie stanie się tak i czuję, że kolejny odcinek to będzie wielkie przeżywanie Ricka jego śmierci połączone z killer modem. Rzecz w tym, że snuje się teorie, jakoby Rick miał okazać Neganowi miłosierdzie i osadzić go w klatce (tak było w komiksie). Ja jednak mam nadzieję, że twórcy sobie nie strzelą w kolano i takiego pomysłu nie zrealizują gdyż TOTALNIE przeczyłby temu co Rick obiecywał Neganowi wielokrotnie. Nawet śmierć Carla nie powinna mieć wpływu na jego decyzję czyż nie? Bohaterowie są już na tyle odczłowieczeni, że jeden ludzki gest nie zmyje z nich krwi osób, które zabili przez ponad siedem sezonów. Dlatego jeśli Rick spenia to liczę na Maggie, serio liczę, że to ona może być osobą, która zaciuka Negana. Piszcie w komentarzach czy Wam się podobało, czego oczekujecie po następnych epizodach i do przeczytania w lutym. Bez Carla się będzie jakoś tak wyjątkowo dziwnie to oglądać…

Dark Season 1

Wszystko ma swój czas, czyli Stanley kontra „Dark”.

Zwykle tworzę swoje wpisy w towarzystwie muzyki. Dzięki niej słowa wręcz się ze mnie wylewają i układają w miarę sensowną całość, którą potem czytacie. Tym razem jestem jednak zmuszony zerwać ze swoją tradycją bowiem Dark jest zbyt złożonym tworem i mogłoby mi coś istotnego umknąć. Przyznam, że AŻ TAK wielopłaszczyznowego serialu się nie spodziewałem, nawet biorąc pod uwagę, że odpowiadają za niego magicy pracujący dla Netflixa. Zapewniam Was, że sam na początku pogubiłem się nie tylko w wątkach, ale nawet w imionach bohaterów, z początku wydają się bowiem tacy… zwyczajni. Jakby to powiedział Radosław Kotarki: „Nic bardziej mylnego”…

Dark Season 1

Nie dajcie się zwieść skojarzeniom. „Dark” to wielce oryginalna produkcja.

W małym niemieckim miasteczku, w roku 2019 dochodzi do tajemniczego zniknięcia małego chłopca. I to zaginięcie chłopca i jego przeniesienie się w czasie do roku 1986 może kojarzyć się ze Stranger Things. Szczerze wątpię, że Dark zdobędzie tak ogromną publiczność w wieku dojrzewania jaką cieszy się ST. Jest to fabuła zdecydowanie dla widzów pełnoletnich, zafascynowanych podróżami w czasie, wszelakimi paradoksami związanymi z czasoprzestrzenią, wpływem przeszłości na przyszłość i przyszłości na przeszłość. Opowieść jest na tyle złożona, poszatkowana, w dużej mierze oparta o wymianę zdań między bohaterami, że wymaga większego skupienia niż w przypadku ST. Porównanie do Stranger Things miało więc zadziałać jako chwyt marketingowy i nie zdziwię się jeśli w jakimś stopniu wpłynie na ostateczną ocenę całości (gdyż to ponieważ część fanów ST zacznie oglądać, ale odbije się od skomplikowanej historii). To jest moi drodzy mystery show pełną gębą, dreszczowiec, w którym tak właściwie nawet nie mamy głównego bohatera, w wszystkie postacie się jakimś stopniu dopełniają. I to z cyklu „im więcej odpowiedzi, tym jeszcze więcej pytań”.

Co ciekawe ta cała nadprzyrodzona otoczka, tajemniczość, nawiedzony klimat nie przysłania bardzo przyziemnej opowieści o relacjach międzyludzkich i to psujących się od głowy. W małomiasteczkowej społeczności właściwie wszyscy się znają i skrywają wzajemnie przed sobą sekrety wielkiej wagi. Nawet kiedy w okolicy zaczynają się dziać dziwne rzeczy, zaczynają ponownie ginąć dzieci to i tak bohaterowie nie są wobec siebie na tyle szczerzy by ułatwiać rozwiązywanie zagadki nie tylko sobie ale i widzom. Z odcinka na odcinek zaczynają być coraz bardziej wyraziści, złożeni, zaskakujący, pełnokrwiści. A zwroty akcji, które mają nam zawrócić w głowie piętrzą się właściwie na każdym kroku. Nie ma sensu bym opowiadał Wam kto jest kim dla kogo bowiem streszczanie więzów rodzinnych i przyjacielskich w przypadku tej konkretnej historii nie jest takie oczywiste. I nawet jeśli część postaci Wam nie przypadnie do gustu to nie brak też tych z rodzaju „widziałem Cię przez 5 minut,  nie wiem jaki masz tutaj cel, ale jesteś najbardziej intrygującym osobnikiem serii”. A co do samego aktorstwa i atrakcyjności postaci, to zdecydowanie przeczą powiedzeniu, że „wszystko co niemieckie jest sztywne, drewniane i brzydkie”. Gdyby nie język niemiecki (uczulonym polecam wersję z lektorem) to śmiało można by stwierdzić, że to kolejna amerykańska produkcja na najwyższym poziomie.

Wypadałoby też wspomnieć o stronie technicznej serii, o elementach, które sprawiają, że produkcję ogląda się narastającym niepokojem. Tytuł bardzo dobrze oddaje kolorystykę serii. Otoczenie jest wyblakłe, słońca tam za dużo nie ma, bohaterowie często brodzą w solidnym deszczu, a otacza ich leśno-industrialna sceneria, której nie powstydziłby się David Lynch. Znacznie więcej punktów stycznych widzę tutaj ze starym Twin Peaks niż ze Stranger Things, zdecydowanie. Do tego czołówka jest po prostu magiczna, utwór Bena Fostera robi mega robotę, kawałki są świetnie dobrane do wydarzeń (jest też kilka smaczków dla starych metalowców!).

B823661921Z.1_20171201134403_000_GSM20LLT5.2_Super_Portrait[1]

Jak przeszłość wpływa na przyszłość? Jak przyszłość wpływa na przeszłość?

Dark jest obecnie serialowym ewenementem, netflixową perełką, zbudowaną z pozornie znanych nam elementów, które razem tworzą zupełnie nową jakość. Nie próbuje niczego udawać, nie przegina też przysłowiowej „pały” efekciarstwem i nadprzyrodzonymi zjawiskami. I wciąga niczym otchłań jaskini, w której zakrzywia się czas. Bowiem ani się nie obejrzycie, a już będziecie mieli cały sezon za sobą i będziecie zachodzić w głowę co tam się do cholery wydarzyło. I myślałby kto, że to ostatni tak fenomenalny serial, z którym przyjdzie nam się zmierzyć w tym roku. Nieeeee, moi drodzy, czwarty sezon Black Mirror na horyzoncie. I znów nie będę w nocy spać, i znów będę rozkminiać godzinami. Wyborny serialowy grudzień mamy tego roku!

9/10

the-walking-dead-season-8-episode-7-review-time-for-after[1]

Wszyscy nienawidzą Eugene’a, czyli o siódmym odcinku ósmego sezonu „The Walking Dead”.

Większość z nas zdążyła się już przyzwyczaić do pewnego schematu panującego w TWD. Odcinki otwierające sezony są zwykle bardzo mocne, pełne akcji, w następnych akcja gwałtownie hamuje i zaczyna się rozłazić, aż do półfinału sezonu, w którym ginie ktoś istotny, następnie mamy dwa miesiące przerwy, całkiem zacne otwarcie drugiej połówki sezonu, dłuuuużące się kolejne epizody i trzymający w napięciu finał sezonu zwykle kończący się cliffhangerem. Nie inaczej jest w przypadku tego sezonu, twórcy założyli, że materiał komiksowy z okresu All Out War przeniosą na tyle wiernie i szczegółowo, że większość odcinków fabularnie skupia się na dylematach bohaterów po której stoją stronie i strojeniu groźnych min przez Negana, którego pierwotny „urok” już jakiś czas temu przeminął . Widzowie przede wszystkim narzekają na brak logicznych zachowań bohaterów, na płomienne przemowy, które mają się nijak do brutalnej rzeczywistości (chyba najbardziej zadowoleni są ostatnio przeciwnicy złotoustego Ezekiela, który stracił niemal wszystkich swoich „rycerzy”).

the-walking-dead-season-8-episode-7-review-time-for-after[1]

Możecie go nienawidzić, ale nie chcielibyście być w jego skórze i miotać się pomiędzy nową a starą „rodziną”.

Ten odcinek w dużej mierze skupił się na postaci, którą fani serialu darzą bardzo mieszanymi uczuciami. Eugene to postać, która od samego początku dba głównie o swój tyłek, zdaje się być piątym kołem u wozu całej ekipy, choć przydaje się kiedy trzeba wykombinować coś bardziej skomplikowanego, czasem wręcz przypomina takiego post apokaliptycznego McGyvera tylko w tchórzliwej odsłonie. Eugene grzeje tyłek u Zbawców i jest mu tam na tyle dobrze, że stara się podlizywać Neganowi jak tylko się da. W tym epizodzie była przecież kuriozalna scena, w której próbował pocałować Negana w rękę. Eugene jest sprytniejszy niż się wszystkim wydaje i choć siły fizycznej ma tyle co kot napłakał to umie się kryć za innymi i to nas tak bardzo w jego osobie denerwuje. Jednocześnie jest to jedyna postać, która mówiąc dość rzeczowo o swoich przekonaniach wewnętrznie strasznie się miota (mamy więc scenę, w której bohater chce się upić), nie jest do końca wierna Neganowi, kłamie mu prosto w oczy. I przede wszystkim jej celem jest bycie użytecznym i docenianym, a przez co chronionym. Josh McDermitt świetnie grał w tym odcinku emocjami, szczególnie podczas rozmów z chorym Gabrielem i kiedy Dwight mierzył do niego z pistoletu na dachu. Fajna była też przebitka przy trumnie, z której wyszła w finale poprzedniego sezonu Sasha. Jestem pewny, że decyzja, którą podejmie Eugene, mam nadzieję, że już w półfinale sezonu, będzie opłakana w skutkach dla którejś z grup. Co do śmierci tej postaci to nie jest ona taka pewna, przynajmniej nie w najbliższym epizodzie.

Tymczasem Daryl, Tara, Michonne, Rosita i Morgan postanawiają olać plan Ricka i na własną rękę dorwać Negana, co oczywiście kończy się podziałem grupki na tych myślących logicznie (brawo Rosita! w końcu zrobiłaś coś sensownego, brawo Michonne, argument z Sashą podziałał jak należy). Pozostali są jednak tak zaślepieni w swoją chęć zemsty (halo, halo, przypominam, że Morgan ma na bakier z logicznym rozumowaniem), że zapominają o tym, że jednak warto trochę poczekać, aż Rick upora się ze swoją misją. Aaaaa, jebać go, wpierdolmy się zbawcom ciężarówą w Sanktuarium i zobaczmy co się stanie XD. Tego to już jest i dla mnie za dużo. Jak się człowiek spieszy to się Negan cieszy, może i Zbawcy nie mają za dużo broni, ale póki co udało im się zatamować hordę na schodach. A Eugene może przecież wpaść na jakiś tylko dla niego oczywisty pomysł, który pozwoli na ewakuację. Tak więc tytuł głupola odcinka zdobywają niestety Daryl, Tara i (niespodzianka XD) Morgan. To się naprawdę, źle dla kogoś z nich skończy, a obstawiam, że twórcy mogą się pozbyć Morgana (jako, że ten ma się i tak pojawić w Fear The Walking Dead) i Tary, która może i jest sympatyczna, ale na dobrą sprawę dużo do fabuły obecnie nie wnosi (a ofiary być muszą).

the_walking_dead_season_8_episode_7_1.0[1]

Mam wrażenie, że Jadis po prostu chciała sobie popatrzeć na spoconego, świecącego klatą Ricka.

Na koniec zostawiłem sobie dość osobliwy, żeby nie powiedzieć absurdalny wątek Ricka i Złomiarzy. Nie do końca pojmuję ideę przekabacania ich na „dobrą stronę mocy”, bowiem raz, że nie można im przecież ufać, a dwa to nie są zbytnio dobrymi wojownikami, w końcu brzydzą się brudzeniem sobie rąk. Jadis ma jakieś erotyczne ciągotki do Ricka (który swoją drogą ma niezłą klatę, przypomnijcie sobie tego chuderlaka z pierwszego sezonu). Rozwaliła mnie scena, w której powiedziała, że go wyrzeźbi, czasami to naprawdę zachodzi za daleko… Tak czy siak Rick znowu pokazał, że jest badassem i nie da sobie w kaszę dmuchać. Gdybym mógł doradzić twórcom, gdybym miał taką możliwość, to szczerze bym zaproponował uśmiercenie Negna na koniec tego sezonu. Wiem, że to jedna z tych postaci, dla których ten serial trzyma oglądalność, ale z drugiej strony TWD stało się już totalnie nierealne i Negan ma właściwie status podobny do Daryla, jest po prostu nietykalny. Właściwie to już przestałem wystawiać oceny poszczególnym odcinkom, coraz mniej mam też sił by w pełni bronić moich ulubieńców, ale jestem wierny i wierny pozostanę (wiem, że piszę to we wpisach co tydzień) i nawet jeśli te wpisy są dla garstki wiernych fanów to i tak powstawać będą. Także dzięki za uwagę i do przeczytania next time!

PunisherHeader-1[1]

Zemsta… zemsta nigdy się nie zmienia, czyli Stanley kontra „The Punisher”.

Mam nieodparte wrażenie, że dopiero seriale o superbohaterach na dobrą sprawę pokazały nam paletę barw jakimi się oni mienią. Dzięki wielowątkowym, trwającym nawet po kilka sezonów opowieściom poznajemy ich znacznie lepiej niż w dwugodzinnych filmach, w których akcenty trzeba rozłożyć zupełnie inaczej. Tam akcja jest skondensowana i nie ma za bardzo miejsca na portret psychologiczny postaci, natomiast w „tasiemcu” możemy się w superbohatera wgryźć o wiele głębiej. I bardzo dobrze, bowiem przynajmniej kilku superbohaterów zasłużyło na solidny portret. Seria o życiu Franka Castle doczekała się dwóch filmów kinowych, z czego ten z Thomasem Janem był zdecydowanie bardziej zjadliwy niż Strefa wojny. Nie brakowało bardzo niezadowolonych głosów, że poza napierdalanką filmy nie oferują wiele więcej. A przecież miotający się po utracie rodziny antyheros aż był materiałem na znacznie rozbudowaną historię. I z możliwości przedstawienia Castle’a w pełnowymiarowej historii skwapliwie skorzystali włodarze Netflixa, których przekonał jego drugoplanowy udział w Daredevilu. Faktem jest, że seriale te „odczarowały” spłaszczone i spaczone postacie, które poznaliśmy w filmach kinowych. Tak więc z niecierpliwością czekam, aż ktoś się złapie za takiego Spawna, o którego ekranizacji większość wolałaby zapomnieć. Przejdźmy jednak do meritum, czyli tego co zaoferowano w nam w netflixowym Punisherze.

PunisherHeader-1[1]

Jon Bernthal jako Frank Castle- casting idealny.

Już w pierwszych scenach widzimy Franka, który pozbywa się ostatnich osób odpowiedzialnych za śmierć swoich najbliższych. Nie jest to żaden spojler, bowiem nie jest to żadna futurospekcja, do której doprowadzi nas cała fabuła. Akcja serialu rozgrywa się, że tak to ujmę, po „daniu głównym”, które okazuje się jedynie przystawką do dalszych losów Castle’a. Frank nie może poradzić sobie z nachodzącą go przeszłością, dręczą go koszmary, wydaje się, że właśnie stracił jakikolwiek sens życia jakim była krwawa zemsta. Jest w martwym punkcie, a swoją frustrację wyładowuje pracując na budowie wyburzając ściany. Unika współpracowników, przez co uważany jest za dziwaka, z nikim nie chce się bliżej zapoznawać i tkwi w swojej wewnętrznej rozpaczy. Oczywiście do czasu. Już w drugim epizodzie fabuła zaczyna się klarować i poznajemy tło do dalszej motywacji do życia bohatera. Wydarzenia szybko przestają być czarno-białe, a widzowi coraz ciężej jest podjąć decyzję czy Franka potępiać czy jednak mu kibicować. Im więcej postaci poznajemy tym bardziej wszystko robi się zagmatwane, a sama rozpierducha schodzi nieco na dalszy plan. I moim zdaniem to działa na korzyść serii, bowiem poza rozwałką jest tutaj miejsce na jakąś głębszą refleksję dotyczącą istoty zemsty, poszukiwania celu w życiu, swoistego katharsis, które przecież wraz z wystrzeleniem ostatniego pocisku w stronę jedynego ocalałego wroga wcale nie musi przynieść ukojenia.

Nie chcę za dużo zdradzać twistów fabularnych, bowiem to dość obszerna opowieść więc skupię się wrażeniach estetycznych serii, a tych nie brakuje. Mega wrażenie zrobiła już na mnie sama czołówka, klimatyczna muzyka (usłyszycie min. Eddiego Veddera podczas dość brutalnej scenie), ciemne, ponure kolory, świetne kadry, w których ładnie jest podkreślony dystans pomiędzy postaciami, masa zbliżeń na Punishera byśmy jak najdokładniej widzieli emocje na jego niby kamiennej twarzy. Doskonale pamiętam Jona Bernthala w roli Shane’a w The Walking Dead i odstrzelenie go w drugim sezonie wyszło karierze aktora na dobre. Pojawiał się epizodycznie tu i tam (Furia, Baby Driver, Wilk z Wall Street) ale właściwie nie miał na koncie produkcji, którą dźwigałby sam. Można śmiało stwierdzić, że ukradł show samemu Daredevilowi, choć jego ekspresja jest bardzo powściągliwa i pozornie Punisher nie jest jakąś „wielką kreacją”. Jednak im dłużej będziecie chłonąć jego Franka Castle, tym więcej drobiazgów w jego grze zauważycie. Bernthal jest idealny do grania bezwzględnych twardzieli, ale w scenach rodzinnych nie wygląda jak klocek, jako ojciec i mąż także jest przekonujący.

the-punisher-trailer[1]

Tak jak Frank zmywa z siebie krew swoich wrogów, tak Netflix zmywa negatywne wrażenie po kilku nieudanych produkcjach o superbohaterach.

Punisher jest niejednoznaczny fabularnie, mega brutalny, krwawy, lecz przemoc nie jest tu celem a środkiem. Jej eskalacja jest niczym innym jak reakcją nie mogącego się pogodzić ze stratą najbliższych bohatera. Nie jest przerysowana, nie jest poza ekranem, twórcy się z widzem nie patyczkują, w obu filmach o Punisherze nie było tyle tak „rasowej”, ekranowej przemocy co w w kilku pierwszych odcinkach. I fani komiksowego Castle’a będą zadowoleni, natomiast lubujący się w kolorowych przygodach Avengersów przypadkowi widzowie mogą się mocno od tej produkcji odbić. Choć bardzo wątpię, że seria trafi pod strzechy „niedzielnych” widzów. Zdecydowanie o takiego Punishera nic nie robiliśmy. I końcówka tego roku zdecydowanie będzie należeć do niego.

9/10

14-bo-jack-horseman-review.w710.h473[1]

Depresja z końską twarzą, czyli Stanley kontra „BoJack Horseman”.

Dziś spadł pierwszy śnieg w moim maleńkim miasteczku i jakoś tak nieprzyjemnie się zrobiło. To znakomita okazja by przybliżyć fenomenalny serial animowany dla dorosłych jakim jest BoJack Horseaman. Znakomicie wyważony komediodramat od Netflixa obecnie liczy sobie cztery sezony, ale na upartego będziecie w stanie pochłonąć je, no, powiedzmy, w tydzień. Jest to historia, która Was jednocześnie rozbawi do łez, ale też odbierze wszelaką nadzieję na lepsze jutro. I choć bohaterem opowieści jest wyblakła gwiazda serialu familijnego z lat 90-tych, do tego o fizjonomii konia to nie można odmówić animacji uniwersalnego przekazu, prostych prawd, które nie zawsze do nas docierają.

14-bo-jack-horseman-review.w710.h473[1]

BoJacka bardzo trudno jest tak szczerze polubić, ale współczuje mu się niemal od samego początku.

BoJack nie potrafi pogodzić się z tym, że jego popularność drastycznie spadła odkąd przestano emitować serial Rozbrykani. W jego domu mieszka fajtłapowaty Todd, którego życie jest pasmem mniejszych lub większych nieszczęść, była BoJacka, a jednocześnie jego agentka, kotka Princess Carolyn, jest tak zapracowana, że nie ma czasu na życie prywatne, a kolejną postacią, która miesza w życiu Horsemana jest Diane, która ma napisać za niego książkę biograficzną, która przyniesie mu ponownie wielką sławę. Żeby tego było mało BoJacka „dręczy” średnio rozgarnięty pies-aktor-gwiazdor, pan Peanutbutter, który gra obecnie w serialu bliźniaczo podobnym do Rozbrykanych.

Na początku było mi dość ciężko przyzwyczaić się do samej kreski, jaki i do fabuły opowieści, nie do końca potrafiłem się wkręcić i potrzebowałem drugiego podejścia by w pełni docenić ten zwierzęco-ludzki świat. Im dłużej zacząłem się mu przyglądać tym bardziej wciągał mnie w spiralę śmieszno-smutnych sytuacji. Fabuła jest wielowątkowa, mnóstwo w niej retrospekcji, czy to z ekscesów BoJacka, czy z jego dzieciństwa, które miało niebagatelny wpływ na jego obecny charakter i skłonność do używek. Pięćdziesięcioletni BoJack desperacko pragnie znowu pragnie być w centrum uwagi, choć im dalej w fabułę tym nie do końca wiadomo czyją uwagę chce przykuć. Bowiem im bardziej zaczyna mu się powodzić na rozmaitych płaszczyznach tym bardziej zaczyna dostrzegać, że wszystko co się wokół niego dzieje jest niczym wydmuszka: po każdej wielkiej rewolucji przychodzi bolesny upadek, na który bohater jest wręcz przygotowany.

Serial nie tylko jest widza przyprawić o stany depresyjne, ale też obnaża mechanizmy działające w Hollywood, pokazuje ulotność karier wielkich nazwisk i nie ucieka od umieszczania prawdziwych znanych nazwisk. Pojawiają się więc odpowiedniki aktorów takich jak Andrew Garfield, Naomi Watts, Cate Blanchett, są też zwierzęce odpowiedniki chociażby takich reżyserów jak Cameron Crowe czy Quentin Tarantino. To świat rządny plotek, skandali, dramatów, na których inni budują swoją popularność. Cała ta otoczka ma jednak na celu uwypuklić samotność głównego bohatera i jego znajomych, którzy borykają się z samotnością, egzystencjalną pustką, dręcząca przeszłością i poszukiwaniem sensu w życiu. Ten kolorowy, „przyjaźnie” narysowany świat co chwile zaskakuje nokautującymi zwrotami akcji w jestestwie postaci i przyznam, że po obejrzeniu kilku bardziej dołujących odcinkach towarzyszyło mi bardzo nieprzyjemne uczucie, jakby ciężar doświadczeń BoJacka i spółki został zrzucony na moje barki. Z drugiej jednak strony jest tu wiele komicznych, absurdalnych sytuacji, które sprawiają, że nie jestem w stanie oprzeć się wracaniu do kolejnych odcinków. Wielkie brawa dla kreatorów serii, którzy podobnie jak twórcy Ricka i Morty’ego swoją pracę nad serialem traktują jak swoiste katharsis. Sentencje wypowiadane przez postacie są bowiem momentami głęboko filozoficzne, poruszające, zmuszające do zastanowienia się, co do cholery robimy ze swoim życiem i czy w ogóle warto żyć.

Oddzielny akapit zdecydowanie należy się aktorom dubbingującym w serialu, które, przyznam, że na pierwszy rzut ucha trudno rozpoznać. Will Arnett odwala fenomenalną robotę w roli BoJacka (nie jest on specjalnie znanym z twarzy aktorem, możecie go kojarzyć przede wszystkim z Arrested Development), ale chyba najlepiej słucha mi się mistrzowskiego Aarona Paula, czyli Jessego Pinkmana z Breaking Bad w roli nieporadnego Todda. Okazjonalnie w roli byłego przyjaciela BoJacka udziela się też Stanley Tucci, laureat dwóch Złotych Globów, znany z Igrzysk Śmierci, Nostalgii Anioła, Spotlight, Diabeł ubiera się u Prady czy Zostań. Robotę odwalają przednią i gwarantuję, że na „pierwszy rzut ucha” ich nie rozpoznacie. Do tego Paul jest też zaangażowany w produkcję całości, jest bardzo ważną jego częścią, więc jeśli za nim tęsknicie to koniecznie musicie sprawdzić BoJacka. 

o-bojack-facebook[1]

Bardzo szybko przyzwyczaicie się do tej ekipy.

Ten serial przybliży Wam co mogło dziać się przez lata w głowach takich artystów jak Robin Williams czy Jim Carrey, na co dzień bardziej komediantów, w prywatnym życiu osobników cierpiących na głęboką depresję. Pokaże Wam, że tak zwane gwiazdy to też zwykli ludzie, którzy nawet posiadając na koncie grube miliony dolarów nie są szczęśliwi, którzy zaraz po zejściu z planu filmowego stają się zupełnie innymi osobami. Gdybym miał ocenić serial po kilku pierwszych epizodach, to pewnie wystawiłbym mocną, zaangażowaną emocjonalnie ósemkę, ale obecnie, kiedy historię Horsemana, mam już głęboko we krwi, to nie wypada mi nie dać oceny maksymalnej, bowiem w kategorii współczesnej animacji jest to arcydzieło. Ode mnie tyle na dziś, bowiem więcej zdradzać Wam nie chcę, ta produkcja po paru odcinkach znakomicie zaczyna bronić się sama. Także do przeczytania next time!

Sabrina Gennarino as Tamiel, Thomas Francis Murphy as Brion, Andrew Lincoln as Rick Grimes, Pollyanna McIntosh as Jadis - The Walking Dead _ Season 8, Episode 6 - Photo Credit: Gene Page/AMC

Szukając sojuszników wśród wrogów, czyli o szóstym odcinku ósmego sezonu „The Walking Dead”.

W dzisiejszym wpisie chciałbym się bardziej skupić nad tym co nas czeka w najbliższym czasie. Jako, że ten odcinek był typowo przejściowym epizodem, w którym kilka wątków rozgrywało się jednocześnie warto się przyjrzeć nie tylko nim samym, ale też najbardziej prawdopodobnym konsekwencjom.

Sabrina Gennarino as Tamiel, Thomas Francis Murphy as Brion, Andrew Lincoln as Rick Grimes, Pollyanna McIntosh as Jadis - The Walking Dead _ Season 8, Episode 6 - Photo Credit: Gene Page/AMC

Mimo braku świeżych pomysłów wciąż kocham TWD i to się już nie zmieni.

Na początku chciałbym się skupić na postaci Ricka, jako, że było go tym razem w odcinku najmniej. To jest gość, który od zawsze planował całą masę rzeczy, gorzej było z ich realizacją. Tym razem też ma wielki plan, który uwzględnia chociażby pojmanie przez Złomiarzy. Złomiarzy, którzy są tak irytującą zgrają postaci bez charakteru, że mam nadzieję, na szybkie i bolesne odstrzelenie ich z Jadis na czele. Te ich wysławianie się działa mi strasznie na nerwy, a kpiąca buźka Jadis już niedługo nie będzie taka zadowolona, bowiem im bardziej Rick jest męczony tym mocniej się potem za swoje cierpienie mści. Zauważyliście nawiązanie do okresu z Terminusem? Jadis narysowała na drzwiach jego karceru, że tak to ujmę, literę A, którą był oznaczony wagon, gdzie kanibale przetrzymywali naszych milusińskich w czasach gdzie każdy odcinek TWD przyprawiał o dreszcze. I Rick oczywiście zemści się na tych złodupcach (i gołodupcach) prędzej niż później, jest to pewne.

Tymczasem jego syn łazikuje sobie z obcym typem, który na moje oko jest mooocno podejrzany i mówi się, że jest szpiegiem Negana. Jeśli rzeczywiście nim jest to słaby z niego wojownik, chłopaki wpadli w tak banalną pułapkę, że aż się chciało pacnąć w łeb. Oczywiście Carl nie mógł zginąć w tak durny sposób, ale twórcy by sobie nie odpuścili gdyby nie próbowali nam wkręcić sceny „pełnej napięcia”. Cóż, nie ze mną takie sztuczki od dawien dawna.

Niektórzy nie uczą się na swoich błędach i wciąż chcą załatwić Negana na własną rękę nawet wiedząc, że Sanktuarium jest otoczone przez hordę zombiaków. Michonne i Rosita trafiają na kolejny składzik broni i dwójkę Zbawców. Rosita pozbywa się kolesia w dość absurdalny sposób, wysadzając go w powietrze, natomiast do ucieczki z głośnikami (w celu odwrócenia uwagi hordy, ten numer też już znamy) nie dopuszcza Daryl i Tara. I ta czwórka chce się dostać do Sanktuarium by załatwić Negana. Jakoś tego nie widzę. Za to czuję, że Rosita lub Tara mogą zginąć. A Daryl ponownie może zostać uwięziony, bo przecież go nie zabiją.

Podobały mi się bardzo sceny w Hilltop i ten konflikt pomiędzy Jezusem i Maggie. Trzeba przyznać, że postać dobrotliwego nindży przestała ludziom pasować, kiedy zaczął być takim pacyfistą jak Morgan swego czasu. Maggie nigdy nie zapomni co uczynił jej Negan więc nie dziwi mnie jej podejście do uwięzionych Zbawców wśród których jest przynajmniej kilku, którzy gdyby tylko byli wolni to przystąpiliby do ataku. I to się dla niektórych mieszkańców Hilltop bardzo źle skończy. Najlepszą sceną odcinka jest zdecydowanie uwięzienie Gregory’ego, który jest krótko mówiąc totalnym padalcem, który chroni tylko swój tyłek. Jego dni są w tej grupie policzone i mam nadzieję, że czeka go zgon jeszcze w tej połowie sezonu.

Najbardziej smętna była nawijka między Carol i Ezekielem, który pogrąża się coraz bardziej w swojej beznadziejności i twierdzi, że już nie potrafi być Królem. Oczywiście w końcu mu przejdzie, ale taki okres przejściowy przechodzi w TWD właściwie każdy bohater. Fajna była scenka, w której Carol już właściwie chciała strzelać do drzwi. W ogóle to bardzo, bardzo, baaaardzo widać po trailerach jak nas oszukując obiecując duuuużo więcej niż dostajemy. Był to bowiem bardzo stonowany odcinek, przegadany i jak to ostatnio w TWD bywa z zombiakami w gratisie. Dlatego bardzo zaintrygowała mnie wieść o tym, która z postaci znajdzie się w spin-offie, czyli Fear The Walking Dead. Rozwiązanie jak najbardziej sensowne i pozwalające nam jeszcze bliżej poznać postać… Morgana. Tak! Jego fani w końcu otrzymają porządne backstory.

Kerry Cahill as Dianne, Joshua Mikel as Jared - The Walking Dead _ Season 8, Episode 6 - Photo Credit: Gene Page/AMC

Pewne jest, że więźniowie się w końcu zbuntują i Jezus pożałuje swojej decyzji.

Co do zajawki odcinka przyszłotygodniowego to nie zabraknie męczenia Eugene’a, któremu przypisuje się zdradę. Nie chcę za bardzo spojlerować, ale wyjścia widzę dwa: albo sprzeda Neganowi Dwighta, albo się do niego przyłączy. Nie ma innej opcji. Powróci też Morgan, Rick wylezie z „karceru”, a Negan będzie stroić miny. A ja wciąż będę oglądać i dla Was o tym pisać. Ja wiem, że magia tego serialu dawno się ulotniła, ale i tak kocham serduszkiem całym i kochać będę, taka przekora ze mnie. Na dziś tyle, do przeczytania next time!

22365261_1555445077811587_3004848518200107386_n[1]

TOP 10 STANLEYA: Koncerty, na które warto udać się w grudniu!

Idą święta, więc może warto sobie zrobić prezent pod postacią solidnego koncertu? Postanowiłem Wam zaproponować 10 wydarzeń, które będą miały miejsce w przyszłym miesiącu, mam nadzieję, że na części z nich się pojawię! Endżoj!

22709653_1700248830046846_350053904_n[1]

1 grudnia: Scorpions, Ergo Arena, Gdańsk. Niby wszyscy znają tylko Winds of Change, ale przecież ten legendarny band ma mnóstwo hitów, z których chętnie wystrzela się na nadchodzącym koncercie w Gdańsku. Jeśli nigdy nie byliście w Ergo Arenie to serdecznie polecam, byłem tam lata temu na Rammstein i ogromne wrażenie zrobił na mnie profesjonalizm hali.

Wydarzenie na FB: https://www.facebook.com/events/439784016395758/

18033462_1244548028996804_8207393256067465809_n[1]

2-3 grudnia: Jethro Tull, Klub Studio, Kraków; Hala Łuczniczka, Bydgoszcz. Zobaczenie grupy dowodzonej przez Iana Andersona to nie lada gratka dla fanów progresywnych, pokręconych dźwięków. Muszę przyznać, że grupy z progowego kręgu bardzo chętnie odwiedzają nasz kraj. Już w przyszłym roku zobaczyć będzie można chociażby King Crimson.

Wydarzenie na FB: https://www.facebook.com/events/204093290093670/

18446990_10158714212655486_5153391578099259615_n[1]

7 grudnia: Cigarettes After Sex, klub Progresja, Warszawa. Jeden z najbardziej docenionych zespołów ostatnich miesięcy zagra w stolicy. Dream pop, shoegaze, post rock? Trudno ich jednoznacznie zaszufladkować i to jest ich siłą. Jeśli lubicie się do muzyki pobujać, kręci Was muzyka chociażby Archive to serdecznie polecam!

Wydarzenie na FB: https://www.facebook.com/events/1906933679554794/

18700109_10158768119015486_6354792529316685668_n[1]

8 grudnia: Enter Shikari, klub Proxima, Warszawa. Wydaje mi się, że tych czubów nie muszę Wam specjalnie przestawiać. Miksują rocka, metal, hardcore z pokręconą elektroniką, wyróżniają się zaangażowanym, społecznym przekazem, a na żywo urywają dupę, potwierdzam, byłem trzy razy! Panowie będą promować swój nowy album The Spark.

Wydarzenie na FB: https://www.facebook.com/events/1889194111359994/

23472004_10156939997474517_9009885377738210009_n[1]

Między 8 a 30 grudnia: Vader, The Ultimate Incantation – 25 lat Chaosu. Z tego co słyszałem, to najbardziej wyjątkowy koncert tej trasy ma odbyć się w Olsztynie, rodzinnym mieście Petera i spółki. I wiem, że nie powinienem sobie tego koncertu odmówić. Zawsze rozpierdalali system, czy klubowo, czy na większych obiektach. Szczególnie, że na żywo będzie można usłyszeć CAŁY debiutancki album tego death metalowego commando.

Wydarzenie na FB (koncert w Olsztynie): https://www.facebook.com/events/509611449403203/

20429981_10155521735626069_3556470341889287937_n[1]

9 grudnia: Dio Returns, klub Progresja, Warszawa. Żyjemy w czasach, w których śmierć artysty nie wyklucza jego „dalszej kariery”. Ronnie James Dio powróci jako hologram w towarzystwie muzyków takich jak Simon Wright (AC/DC/Dio), Craig Goldy (Dio), Scott Warren (Dio), Bjorn Englan (Quiet Riot/Yngwie Malmsteen), a na wokalu gościnnie Tim „Ripper” Owens (Judas Priest/Iced Earth/Yngwie Malmsteen’s Rising Force) i Oni Logan (Lynch Mob). Na supporcie nasze rodzime CETI i Scream Maker.

Wydarzenie na FB: https://www.facebook.com/events/1438532536223656/

22489734_1658582147545318_5189426849896742849_n[1]

13 grudnia: Taco Hemingway – Hala Torwar, Warszawa. Sporo osób się z tego pana naśmiewa, ale nie można mu odmówić własnego stylu, specyficznej, magnetycznej maniery i tworzenia numerów, które momentalnie zostają w głowie. To ostatni koncert Taco przed dłuższą przerwą, przeniesiony na większy obiekt. Nie tylko fanom specyficznego hip-hopu polecam!

Wydarzenie na FB: https://www.facebook.com/events/1457119611062039/

22365261_1555445077811587_3004848518200107386_n[1]

14-15 grudnia: Merry Christless – Behemoth, Master’s Hammer, Mgła (14-go na supporcie Infernal War i In Twilights Embrace, 15-go Witchmaster i Mentor). klub Progresja. Nowa płyta Behemoth ma się ukazać w przyszłym roku, lub w 2019 roku. Zespół nie daje o sobie zapomnieć i w tym roku jest headlinerem Bezbożnej Wigilii. Towarzystwo mają zacne, koncert, który odbędzie się 15-go grudnia jest już wyprzedany. Możecie się jeszcze załapać na gig dzień wcześniej, ale radzę się spieszyć, bilety już się kończą!

Wydarzenie na FB: https://www.facebook.com/events/1205209396289877/

23244392_518849681846852_6528478150265879966_n[1]

15 grudnia: Spaceslug, Major Kong, Ignu, klub Andergrant, Olsztyn. Jeśli lubicie zjaraną muzę i mieszkacie w warmińsko-mazurskim, to ten koncert jest dla Was. Bardzo dobrze rozwijające się bandy siekną Wam przez łeb ociężałą mieszanką sludge i stonera. Dla fanów Dopelord czy Belzebong jak znalazł!

Wydarzenie na FB: https://www.facebook.com/events/176244709591148/

22141074_2086711174699332_2769826182414847083_n[1]

27 grudnia: X-Mass Noize – Blindead, Calm The Fire, Popsysze, klub Ucho, Gdynia. To już taki stały koncert odbywający się w Gdyni, pod koniec roku. Jeśli podobają Wam się obecne dokonania Blindead (mi się podobają) to serdecznie zapraszam na koncert, który będzie świetnym zakończeniem roku 2017. Ode mnie tyle na dziś i do przeczytania next time!

Wydarzenie na FB: https://www.facebook.com/events/499758733737611/

Jeffrey Dean Morgan as Negan, Seth Gilliam as Father Gabriel Stokes - The Walking Dead _ Season 8, Episode 5 - Photo Credit: Gene Page/AMC

O dwóch takich co musieli współpracować, czyli o piątym odcinku ósmego sezonu „The Walking Dead”.

Musiałem dwukrotnie zmierzyć się z tym epizodem by go w pełni docenić. Co prawda jestem mocno rozczarowany „spowiedzią Negana”, ponieważ tak naprawdę dowiedzieliśmy się z niej niewiele (uczył dzieci, zdradzał żonę chorą na raka, nie mógł jej dobić po przemianie, a kij nazwał jej imieniem), ale daje mi to pewną nadzieję na to, że dowiemy się więcej w niedalekiej przyszłości, a jego relacja z Gabrielem zostanie rozwinięta. Sądzę iż ten duet ma całkiem dobry potencjał ekranowy, a to co mówił Gabriel nieco usprawiedliwia jego „szokujące” co niektórych zachowanie.

Jeffrey Dean Morgan as Negan, Seth Gilliam as Father Gabriel Stokes - The Walking Dead _ Season 8, Episode 5 - Photo Credit: Gene Page/AMC

No nie będę ściemniał, że nie tęskniłem!

Odcinek zaczyna się od retrospekcji, w której Gabriel błaga Boga o cel swojej egzystencji, który jakby nie patrzeć poznajemy na końcu odcinka. Przyznam, że gościa długo nie lubiłem i uznawałem za darmozjada w grupie Ricka. Dopiero kiedy z trzęsiportka zmienił się w prawdziwego i wiernego Grimesowi survivora zacząłem się nim przejmować. Byłem w stanie zrozumieć dlaczego chciał uratować Gregory’ego, ta postać wciąż szuka odkupienia po tym jak zginęli przez niego wierni. Ale nie byłem w stanie skumać dlaczego, do jasnej cholery, kiedy miał okazję strzelić prościutko w Negana to wolał wysłuchać jego wyznania, odpuścić grzechy i oddać broń? Przekonała go perspektywa Negana, że to Rick rozpoczął ten cały ciągnący się już bardzo długo konflikt? Halo, chciałem zauważyć, że Negan kiedy chce to wszystko bierze siłą, więc Rick po prostu się bronił. Ale sam fakt, że postacie z zupełnie różnych stron barykady były zmuszone do współpracy bardzo mi się podobał. Z drugiej strony dostaliśmy już wielokrotnie przerabiane smarowanie się wnętrznościami zombiaków by wmieszać się w ich tłum. Na chwilę obecną Gabriel potrzebuje lekarza i to zdecydowanie bardziej niż Maggie. Misją duchownego jest odbicie dr Carlsona z rąk Zbawców, problem w tym, że pomóc może mu w tym jedynie Eugene…

No właśnie. Eugene. A raczej wątek całej ekipy, która zaczyna się między sobą oskarżać o to kto jest w grupie kretem. Wiadomo, że padnie na świeżaka, który wcześniej był w drużynie wroga, ale po stronie doktora Mądralińskiego stoi Dwight, który jak wiemy zmienił stronę konfliktu. Eugene i jego słowotok zdążył zirytować już większość współziomków i widzów (szczególnie, że bohater „zmienił” strony), ale ja tam wciąż gościa lubię i kibicuję, szczególnie, że nie wkopał Dwighta, którego przecież rozgryzł po farbie z żołnierzyków. Motyw z wzajemnymi podejrzeniami całkiem spoko poprowadzony, bardzo lubię postać Simona (nie tylko ze względu na to, że jak go widzę to jawi mi się Trevor z „GTA”, po prostu pan Steven Ogg jest mega aktorem). Gadka z Gregorym natomiast mocno rozwleczona, to był chyba najdłuższy wstęp do odcinka w TWD, czołówka ruszyła w okolicy 10 minuty (?!). No i bunt wśród pracowników zrozumiały, pokazano nam słabą stronę Zbawców, którzy pozbawieni dowódcy stają się jedynie bandą zdezorganizowanych osobników gotowych pozabijać się nawzajem. A Negan jest chodzącą charyzmą i stawia wszystkich do pionu, jest wręcz traktowany jak Bóg.

Norman Reedus as Daryl Dixon, Andrew Lincoln as Rick Grimes - The Walking Dead _ Season 8, Episode 5 - Photo Credit: Gene Page/AMC

Bijo się jak pszeczkolaky!

Zupełnie z boku epizodu rozegrały się sceny z Rickiem i Darylem, którzy wpadli w ostrą bójkę (beka, takich starć się często nie widuje XD). Rick nie chce wszystkich zabić, Daryl wręcz przeciwnie i trudno się dziwić postawie ich obu. Ricka męczą wyrzuty sumienia, Daryl natomiast wciąż ma w pamięci tortury jakie go spotkały w Sanktuarium i kolejne zgony osób chociażby takich jak Dennise. Tak więc poróżnieni panowie po eksplozji dynamitu się rozdzielają, Rick lezie z buta do Śmieciarzy, a Daryl zasuwa do Alexandrii. I w sumie najbardziej intrygujący jest ten cholerny helikopter, którego nie idzie nigdzie przypiąć (przyzwyczailiśmy się, że takich maszyn już od dawna w TWD nie ma!), a który z pewnością będzie mieć potem znaczenie, bo w TWD mało rzeczy się dzieje przypadkowo. Tak więc jest jeszcze szansa na rozkręcenie tego sezonu w dobrym kierunku. Czekam też na tego przyszłorocznego crossa z FTWD, to może być zastrzyk świeżej krwi dla obu serii. Kiedyś mi się TWD oglądało rewelacyjnie, teraz ogląda mi się dobrze. Wydaje mi się, że ta magia już nie wróci, ale nie przestanę oglądać i pisać o TWD póki się samo z siebie nie skończy. To by było na tyle na dziś, do przeczytania next time!

1-ahs-cult.w710.h473[1]

Przysięga na paluszka, czyli podsumowanie American Horror Story: Kult

Siódmy sezon American Horror Story z podtytułem Kult kilka dni temu dobiegł końca. Swego czasu popełniłem wpis, w którym gorąco namawiałem Was do skonfrontowania się z tym najbardziej do tej pory przyziemnym sezonem AHS. Motyw sekty przewijał się już w rozmaitych filmach czy serialach by tylko wspomnieć najbardziej oczywisty Kult z 1973 roku. Dla niewtajemniczonych dodam, że akcja rozgrywa się zaraz po wygranych przez Trumpa wyborach, a głównym bohaterem jest tak na dobrą sprawę młody chłopak, Kai Anderson, który dąży do… jak to sztampowo brzmi… do przejęcia władzy nad światem za pomocą wprowadzenia anarchii i nienawiści między kobietami a mężczyznami.

1-ahs-cult.w710.h473[1]

Kai to wyjątkowo chory pojeb

Jakiś środków straszenia użyli twórcy tym razem by nam się włos jeżył na głowie? Przez dłuższy czas liczył się motyw przerażających przebierańców przywdziewających maski klaunów (w tym sezonie kłania się też chociażby mocno polityczna Noc oczyszczenia). Wokół Kaia siejącego terror zaczynają się zbierać coraz dziwniejsi i co bardziej oddani mu ludzie, którzy wierzą w niego na tyle ślepo, że są nawet w stanie oddać za niego życie. Ten sezon obfituje w historyczne retrospekcje przez co Evana Petersa widzimy nie tylko w roli szalonego Andersona, ale też Charlesa Mansona, Andy’ego Warhola, Jima Jonesa, Davida Koersha, Marshalla Applewhite’a, a nawet Jezusa Chrystusa i w każdą z tych postaci Evan wciela się totalnie inaczej pokazując wielki kunszt i bezproblemowe przeskakiwanie z postaci w postać. Widać więc kim Kai się inspiruje, kto jest dla niego wzorem, coraz bardziej uwidaczniają się jego cele ale też lęki, bowiem im dalej w fabułę tym bardziej nie ufa swoim najbliższym – siostrze Summer i bratu Rudy’emu. Ten sezon zdecydowanie jest oparty na tak zwanych lękach pierwotnych, irracjonalnych, bohaterowie są straszeni niepewną przyszłością, rozpadem rodziny, terroryzuje się ich przede wszystkim psychicznie doprowadzając tym samym na skraj załamania nerwowego. Zapytacie czy to dobrze, biorąc pod uwagę, że AHS miało zazwyczaj paranormalny charakter. Jeszcze jak! Zdecydowanie jest to sezon oparty o świeże pomysły i logicznie wynikający z wygranej Trumpa (nie oszukujmy się, to dzięki temu, że wygrał, sezon wygląda tak a nie inaczej, czy może po prostu dzięki nowemu prezydentowi istnieje). Wydaje mi się, że do największej paranoi doprowadza właśnie zasadzenie ziarna terroru, akcja po akcji, morderstwo po morderstwie, tak by już nikt się nie czuł bezpieczny, a jednocześnie na tyle sprawnie by to wyglądało jak mieszanie bohaterom w głowach.

Drugą centralną postacią serii jest bowiem Ally Mayfair-Richards grana przez Sarę Paulson, która w początkowych odcinkach jest po prostu kolejną z ofiar szalonego Kaia. Kobieta nie czuje się pewnie w Ameryce pod rządami Trumpa, jest bowiem lesbijką, która wraz z żoną wychowuje adoptowanego syna. Paulson gra postać początkowo wielce irytującą, prawdziwą królową krzyku, która biega bez ładu i składu próbując uzyskać jakiekolwiek informacje. Po pobycie w wariatkowie Ally odkrywa w sobie nową siłę i postanawia zasilić sektę Kaia, która rozrosła się na tyle, że pewne sceny z przemawianiem przypominały mi Fight Club. Powstaje zgromadzenie „kosmicznych małp”, które sterowane przez Kaia wykonuje każde jego polecenie. Warto też zauważyć, ze większość osób, które przysięga Kaiowi cokolwiek na paluszka później w dość spektakularny sposób ginie, szczególnie kiedy nie chce się przyznać do prawdy. W tym sezonie jednak każdy każdego oszukuje, coś przed sobą ukrywa i ściemnia, że umie w coś co wie tylko lider ich klubu. A trzeba przyznać, że w tym sezonie każdy co się przewinie przez ekran zostaje albo ranny, albo uśmiercony w mocno krwawy sposób. Sezon też może nie straszy w klasyczny sposób, ale ma w sobie to wciągające w sam środek sekty coś, co sprawiło, że bardzo, bardzo chciałem oglądać kolejne epizody. I nie zawiodłem się finałowym twistem i transformacją postaci, a bardzo też podobały mi się historyczne retrospekcje.

Czy chciałbym wspomnieć o  czymś jeszcze? Czołówka mi się bardzo podobała, wielce klimatyczna, mroczna, z inną zniekształconą muzyką niż w poprzednich sezonach (tak, pamiętam, Roanoke nie miało czołówki wcale). Podobało mi się pojawienie Twisty’ego w bardzo fajnych epizodach, świetnie wypadli aktorzy nieco zapomniani jak Leslie Grossman chociażby w świetnej roli wrednej sąsiadki Ally. Ten sezon będę bardzo ciepło wspominać, bowiem dostarczył mi i rozrywki na wysokim poziomie i sporo tematów w mojej głowie, sporo pytań na które nie znam odpowiedzi. Ten serial potrzebował takiego drugiego oddechu, przyziemnej tematyki, która sprawi, ,że niektórzy mieszkańcy Ameryki się nad sobą zastanowią i to nie Ci z najwyższych sfer, ale Ci, którzy mają pławo głosu, a potem wybierają takiego stwora jak Trump. Co prawda nie sądzę by po dojściu Donalda do władzy lud zaczął się sugerować jego programem na tyle by powoływać do życia sekty, ale no nie ma co ściemniać, że ten sezon nie jest najbardziej ludzki.

american-horror-story-recap1[1]

Od zastraszonej matki, do pewnej siebie pani polityk…

Ten sezon pochłonął mnie bardziej niż Roanoke i Hotel, miał też mniej mielizn niż Freakshow i wyrósł po zakończeniu na bardzo solidny i mocno „ahaesowy”. Mięsisty, ze świetnym tempem i napięciem i dla mnie po prostu… za krótki. A czy są nawiązania do poprzednich sezonów? Oczywiście, tutaj wskazałbym Coven, ale jest też nawiązanie do Asylum i oczywiście Freakshow poprzez niewielki udział Twisty’ego. Podsumowując, to „Evan Peters show” było prześwietne i chętnie sobie kiedyś obejrzę ponownie ku jeszcze głębszej analizie. Ode mnie 9/10 za całą historię i już czekam na kolejny sezon! Do przeczytania next time!

the_walking_dead_season_8_episode_4_5.0[1]

Po prostu zwykły koleś, czyli o czwartym odcinku ósmego sezonu „The Walking Dead”

Jeśli uważnie czytaliście komiksy z serii o Żywych Trupach, to raczej Was nie zaskakują rozwinięcia wątków, które twórcy serwują w kolejnych epizodach ósmego sezonu. Jednym się to podoba, innym niekoniecznie, ale ciężko jest się w takich okolicznościach przyczepić do realizatorów serialu, jeśli już to do pokręconych pomysłów Roberta Kirkmana. Jeśli więc wydarzenia potoczą się tak jak w komiksie, to niebawem możemy spodziewać się efektownych zgonów postaci całkiem lubianych, ale nie zamierzam spojlerować, bowiem wiem, że jednak większość widzów obrazkowej historii nie czytała. Tak czy siak sezon ten odbierze nam kolejnych ulubieńców, ale to już widać było po twarzy Ricka w pierwszym odcinku. Póki co skupmy się nieco na królu Ezekielu, bowiem to w dużej mierze jemu poświęcony odcinek zatytułowany Some Guy. 

the_walking_dead_season_8_episode_4_5.0[1]

Lubię Ezekiela, choć często za dużo gada.

W tym odcinku nastąpiło po prostu odczarowanie bohatera, którego jedni uwielbiają za wyrazistość i tygrysa u boku, a inni nie trawią za egzaltowane, płomienne przemowy, z których niewiele wynika w obliczu śmigających kul i atakujących nieumarłych. Dostajemy bardzo ludzkiego bohatera, przerażonego, który właśnie stracił niemal wszystkich ze swojej gwardii, za którego życie oddało bardzo wiele osób, osłaniając go własnym ciałem. Ranny i zszokowany Ezekiel szybko trafia w ręce bezimiennego, nieprzyjemnego Zbawcy, o aparycji, no, powiedzmy Jeffreya Dahmera i staje się jego zakładnikiem. Słyszy kilka bardzo gorzkich słów pod swoim adresem i już, już w pewnym momencie ma się poddać, gdy do akcji wkracza Jerry i pięknie przepoławia okularnika. Wcześniej zadaje mu dość istotne pytanie nad którym wcześniej nad którym się często zastanawiałem. „Czy Negan wie jak masz na imię”? Zbawców jest bardzo wielu, rozsianych po rozmaitych budynkach i wątpię, że Negan rzeczywiście zna wszystkich „wyznawców” i przykłada wagę do tych, którzy nie są mu godni sznurówek wiązać. Rick, Maggie czy Ezekiel do swoich ludzi przykładają wielką wagę, znają ich znacznie lepiej, mam wrażenie, że w grupie Negana jest sporo zwyczajnego „armatniego mięsa”. Ludzka strona Ezekiela bardzo była w serialu potrzebna, początek odcinka bardzo klimatyczny, pokazujący jak wielki ciężar spoczywa na facecie, który kiedyś pracował w zoo.

Z tarapatów, w jakie wpada Ezekiel i Jerry wciąga ich Carol, które po raz kolejny śmiga na swoim morderczym modzie, zabijając wszystko co się wokół niej rusza. Na rozwinięcie postaci Carol już w serialu miejsca nie ma, ale jeśli by się jej twórcy pozbyli to stracilibyśmy jedną z najbardziej charyzmatycznych, zabójczych kobiecych postaci w serii, więc nie sądzę wbrew prognozom, że w tym sezonie się z nią pożegnamy. Szczególnie, że ogarnęła swoje załamanie, w przeciwieństwie do Morgana, który obecnie dla mnie jest postacią numer jeden do odstrzału, niestety. Carol i Jerry nie pozwalają by Ezekiel sobie odpuścił i ciągną go przez jakieś paskudne, bagniste tereny, zombiaki atakują i do akcji wkracza tygrysica, na którą tak często narzekają fani (jako, że jest tworem czysto komputerowym). Może i momentami to przejaskrawione zachowanie zwierzęcia w CGI mi przeszkadzało, ale trzeba przyznać, że w poruszający sposób pokazano jak poświęca się dla swojego pana. Czy mogła, czy też nie mogła sobie poradzić z zombiakami pozostaje kwestią sporną i kontrowersyjną, ale w komiksie także zginęła otoczona przez nieumarłych. A stracenie Shivy jest dla Ezekiela ciosem, po którym się długo nie podniesie, jego powrót do Królestwa, to jak bardzo emocji była pozbawiona jego twarz,  jak minął swoich poddanych bez słowa. Bardzo mi się to podobało, ten sezon może i jest pozbawiony fabularnych „zaskakiwek” i trup ściele się gęsto i nawet nie ma za bardzo czasu na rozpamiętywanie kolejnych zgonów, tak jest ich dużo.

TWD_S8_804_TAS_02-800x450[1]

R.I.P Shiva, fajny zwierzak z Ciebie był.

Co do akcji z Rickiem i Darylem to była na tyle klasyczna, że w sumie mogłoby jej nie być, chłopaki po prostu bez większego mrugnięcia okiem rozwalają to co im przeszkadza. Jestem bardzo ciekaw jak zareagują na Jezusowe rewelacje i jego pomysł trzymania Zbawców przy życiu. W kolejnym epizodzie, tęskniący za Neganem będą mieli okazję zobaczyć go w akcji (czy ojciec Gabriel sfajda się w gacie?), a Zbawcy wśród swoich będą zdrajcy szukać. My wiemy kto pomaga Rickowi i spółce, ale wydaje mi się, że może paść na świeżaka Eugene’a, który jest mistrzem w chronieniu tyłka, ale jakieś konsekwencje tego muszą w końcu nastąpić. Ode mnie tyle na dziś, wydaje mi się, że z emocjonalnego punktu widzenia, był to póki co najlepszy epizod tego sezonu (sena pożegnań z bliskimi miała zagrać na oczywistych strunach i czytając reakcję internetu stwierdzam, że jak najbardziej zrobiła swoje). To by było na tyle na dziś, do przeczytania next time!

z22506818O[1]

Prześwietlić umysł psychopaty, czyli Stanley kontra „Mindhunter”.

Netflix mimo kilku mniejszych lub większych serialowych i ewentualnie filmowych wpadek wciąż potrafi zaserwować widzom opowieści, które pozostawiają po sobie piętno na długie lata. Hype na drugi sezon Stranger Things nie przysłonił premiery skromnie zapowiadanego Mindhuntera, który zelektryzował przede wszystkim osobą reżysera, któremu temat seryjnych zabójców obcy nie jest nie od dziś. David Fincher swoim Siedem zmusił nas do zrewidowania poglądów na temat konstrukcji czarnych kryminałów, a w Zodiaku po prostu opowiedział klimatyczne story o jednym z najbardziej nieuchwytnych seryjnych morderców ever, tworząc napięcie, które można by ciąć nożem. W Podziemnym kręgu Zaginionej dziewczynie także obcowaliśmy z postaciami, które równo pod sufitem nie miały. Nic więc dziwnego, że dziesięcioodcinkowy Mindhunter szybko zyskał zainteresowanie nie wyskakując jednocześnie z lodówki, sedesu i szafy. Wystarczyło jedno dobre nazwisko i obietnica, że poznamy działanie umysłów seryjnych zabójców. Finalnie dostaliśmy dużo, dużo więcej.

mindhunter-s1[1]

Detektywi Tench i Ford w akcji. Szybko ich polubicie.

Akcja rozgrywa się w latach 70-tych, śledzimy poczynania dwóch dość różnych od siebie agentów FBI, którzy mają za zadanie szkolić policjantów w zakresie postępowania z psychopatami. Jako, że w okolicy zaczyna dochodzić do niepokojących wydarzeń, a w końcu także do morderstw, bardzo do siebie podobnych, nasi bohaterowie postanawiają na własną rękę i wbrew przełożonym uciec się do wcześniej niestosowanych metod by namierzyć mordercę. Czy poznanie postępowania innego przestępcy jest w stanie naprowadzić na trop kogoś uznawanego za nieuchwytnego? Czy zawsze musi być jakiś motyw? Jak duże znaczenie ma przeszłość niezrównoważonych osobników? I w końcu… czy można zacząć im współczuć, czy można ich zacząć rozumieć? Opowieść nie daje nam jednoznacznych odpowiedzi, i bardzo dobrze, bowiem im większe pole do interpretacji własnej tym lepiej. Zawsze jest jakieś tło, które potrafi zmienić naszą percepcję, rzucić nowe światło na coś co wydaje się jednoznaczne. Detektywi Ford i Tench zupełnie inaczej postrzegają wielokrotnego mordercę Kempera, ale nie da się ukryć, że pojawia się między nimi, a nim nić porozumienia, a ten daje im wskazówki co do postępowania osoby, której szukają.

W tamtych czasach była to innowacyjna i bardzo kontrowersyjna metoda działań, uznawano, że takie pogawędki z psycholami są zbyt humanitarne i stawiają ich w centrum uwagi, na świeczniku wręcz, bowiem mogą się wygadać i pochwalić dziełami swojego życia. Nie dziwcie się więc, że serial jest przegadany, że ma bardzo powolne tempo, a o przemocy bardziej się mówi niż ją pokazuje. Bardzo wiele graficznych opisów wystarczająco oddziałuje na wyobraźnię, nie musimy ich oglądać. I bardzo dobrze, że samych detektywów też możemy choć trochę poznać, gdyż nieco obawiałem się o schematyczność odcinków na zasadzie „co odcinek to rozmowa z kimś innym”. Tymczasem fabuła jest spójna i nie brak w niej miejsca na romans Forda i rodzinne kłopoty Tencha. Do tego dochodzi jeszcze wyśmienity dobór kawałków muzycznych jak chociażby Psycho Killer Talking Heads.

z22506818O[1]

Postać Kempera budzi naprawdę dużo skrajnych emocji.

Dzięki temu, że w obsadzie mamy aktorów mało znanych, acz bardzo dobrych to całość nabiera przerażającej wiarygodności. Niespieszne tempo także dodaje produkcji specyficznego ciężaru, a psychologiczne gry rozgrywające się między przesłuchującymi i przesłuchiwanymi są gęste, pełne polotu, oparte o znakomite dialogi. Nie wiem, czy tylko mi się to rzuciło w oczy, ale uważam, że poczciwa twarz Jonathana Groffa grającego Holdena Forda sprawia, że  do produkcji wkrada się całkiem sporo humorystycznych scen. Miałem w planie Wam to napisać bezspojlerowo i jak widać udało mi się, mam nadzieję, że ten sezon to tylko wprawka do kolejnego, który rozwinie historię i jeszcze bardziej pozwoli nam się wgryźć w myślenie seryjnych zabójców. Którzy mogą wyglądać jak najmilsi ludzie na świecie i być cholernie inteligentni. Ode mnie mocne 9/10 za całość i czekam na więcej, do przeczytania next time!

sQ5obuaZj55LryCfNiujDo[1]

Dwie strony medalu, czyli o trzecim odcinku ósmego sezonu „The Walking Dead”

Nagonka na TWD trwa w najlepsze. Fani narzekają, że nuda, że szczątkowa fabuła, że za dużo strzelania, że za mało zombie, że Rick już nie ten, że Negana za dużo, że to, że tamto. Wszystko źle! Prawda leży gdzieś po środku, lecz pragnę zauważyć, że wśród bohaterów, którzy się obecnie pojedynkują nie ma wojskowych, nie ma wielu strategów, nie ma osób nieskazitelnie czystych i każda decyzja niesie ze sobą opłakane konsekwencje. I z jednej strony rozumiem tych, którzy zarzucają, że serial stracił swój pierwotny urok i z survival horroru stał się płaczliwym melodramatem, ale z drugiej moim skromnym zdaniem właśnie ten ludzki pierwiastek nadaje serialowi unikalnego charakteru. Że w tej całej pochłaniającej człowieczeństwo apokalipsie jest jeszcze w ogóle na nie miejsce.

sQ5obuaZj55LryCfNiujDo[1]

Po dwóch stronach barykady, a niby po tej samej.

Beztroska Ezekiela już w tym odcinku się na nim zemściła, nieważne jak płomienną przemową by zarzucił, nieważne ile otuchy by swoją gadką dodawał to twarda rzeczywistość zweryfikowała jego „zajebistość” na otwartym polu. Dwie przeprowadzone bezbłędnie akcje jeszcze o niczym nie świadczyły, zresztą z punktu widzenia logiki były bardzo wątpliwe. Bo Zbawcy mają swoje sposoby na ukrycie i w sumie to przecież grupa wpadła w oczywistą pułapkę i ofiar nie zabraknie. Chciałbym, żeby Carol wpadła w swój „killer mode” i porozstawiała po kątach kogo trzeba jak w starych sezonach, póki co wydaje mi się słabo zagospodarowaną postacią i czekam na jakąkolwiek wspólną scenę z nią i z Neganem (którego prawdopodobnie zobaczymy dopiero w piątym odcinku).

Postawa Jezusa też nie wszystkim się może podobać, bowiem jego pacyfistyczne nastawienie może spowodować więcej szkody niż pożytku. To całe prowadzenie pojmanych Zbawców mogło się skończyć bardzo źle, szczególnie, że mamy wśród nich tego prowokującego Morgana koleżkę. Morgan jest obecnie pierwszą postacią do odstrzału, bowiem coraz bardziej pogrąża się w szaleństwie i po pojedynku z Jezusem postanowił odłączyć się od grupy. A wiecznie bezpieczny nie będzie, a ofiar w wojnie zabraknąć nie może. Uważam, że Maggie jest inteligentną przywódczynią i nie pozwoli by komuś stała się krzywda. Rzecz w tym, że teraz mają nowe gęby do wykarmienia, a to wciąż są Zbawcy więc ktoś może wywołać bunt wśród więźniów. Ten odcinek jak dla mnie wygrała scena z Gregorym pod bramą, reakcja Kala i ogólnie lekko komediowy jej ton. Jak dla mnie dni tego gościa są policzone, ale sprawia, że troszkę humoru w serialu i w sumie dzięki takiemu wężowi nigdy nic nie wiadomo więc czekam na rozwój wydarzeń. Jeśli Gabriel przeżyje potyczkę z Neganem to Greg może słono zapłacić za to, że go wtedy zostawił.

Co do sceny, która w tym odcinku miała być najbardziej poruszająca to mam pewne wątpliwości. Czy zdążyliśmy aż tak wgryźć się w relację Aarona i Erica by się wzruszyć śmiercią tego drugiego? Ładnie to było zagrane, bardzo naturalnie i tak po ludzku, ale wciąż jest to strata postaci z trzeciego planu, której dużo na ekranie nie uświadczyliśmy. Tak czy siak odejście Erica sprawia, że mamy wstępne podwaliny do relacji Aarona z… Jezusem, który w jednym z epizodów dał nam wyraźnie do zrozumienia, że woli facetów. Póki co Aaron dostał pod swoją opiekę Gracie, czyli dziewczynkę znalezioną przez Ricka. Mówi się, że w wizji Ricka to może być właśnie Gracie, a nie Judith, która może się stać ofiarą wojny z Neganem.

22905008_902843086551707_7621548686432645441_o[1]

Morales pokazał nam nieco inną perspektywę życia ze Zbawcami.

Bardzo podobała mi się rozmowa Ricka z Moralesem. Facet przeżył podobne piekło do Ricka, stracił całą rodzinę i w ostateczności to Zbawcom zawdzięcza życie. Słusznie, zauważył, że liczy się tu i teraz, że nie ma już tych ludzi, z którymi był blisko, że krótko znał Ricka, i że nie ma znaczenia co zrobił Negan grupie Ricka, ważne co uczynił dla Moralesa. Bardzo płytką zagrywką byłoby ze strony twórców przekonanie Moralesa, żeby przyłączył się do morderczej przecież ekipy Ricka. Rickowi nic nie zawdzięcza, Neganowi życie jako takie. Jest więc też druga strona medalu, jest spojrzenie z innej perspektywy na naszych ulubieńców. I jest też Daryl, który doskonale wie kogo zabił. Nawet jeśli Morales pojawił się tylko na chwilę, nawet jeśli stał się chwytem marketingowym, niespodzianką na krótką chwilę to jego spojrzenie mówi bardzo dużo o tym jak zmienili się bohaterowie. Nie ma już „oficer friendly”, jest za to człowiek, który strzela częściej niż Negan używa Lucille.

Uważam, że ten odcinek mimo ewidentnych akcji, przy których scenarzyści się wielce nie męczyli zaoferował nam całkiem sporo. Biorę też poprawkę, że bohaterowie nie są strategami, wyszkolonymi, zawodowymi żołnierzami czy płatnymi zabójcami. Są ludźmi, ludźmi, którzy aby przeżyć muszą uciekać się do decyzji, które będą się za nimi ciągnąć całe życie. Liczę przede wszystkim na backstory Negana, które w komiksie jest mocno poruszające, bowiem póki co znamy go tylko z tej bezwzględnej, szalonej strony. Kto nie chciałby zobaczyć genezy potwora, którym się stał? Kto nie chciałby się dowiedzieć dlaczego jego kij nosi takie a nie inne imię? Świat TWD jest bardzo pojemny i przed nami jeszcze bardzo dużo odkrywania go. A że odkrywamy go bardzo powoli? Cóż, jest to już taki tasiemiec, że w końcu zostaną z nim najwierniejsi fani tacy jak ja. Tacy, którzy każdy odcinek Wam przeanalizują. Póki co uważam, że ten epizod był lepszy od dwóch poprzednich. Ode mnie tyle na dziś, do przeczytania za tydzień!

first-trailer-happy-death-day[1]

Morderczy Dzień Świstaka, czyli recenzja filmu „Śmierć nadejdzie dziś”.

Z horrorami ostatnich lat sytuacja jest tak niejednoznaczna, że śmiało w ich kontekście można się posiłkować powiedzonkiem „na dwoje babka wróżyła”. Żyjemy w dobie wtórnych opowiastek, które zamiast straszyć żenują, dostajemy też historie pokroju Obecności, które czerpią z klasyków gatunku, ale nie są niczym nowym. Są też twórcy, którzy uderzają w ton bardziej eksperymentalny lub też po prostu niezbyt poważnie podchodzą do kina grozy i dzięki temu możemy się cieszyć filmami pokroju Uciekaj!, Co robimy w ukryciu, Areszt domowy, Coś za mną chodzi, Autopsja Jane Doe czy omawiany przeze mnie dziś Śmierć nadejdzie dziś. Który jest kawałkiem zajebistej rozrywki i łamigłówki w jednym.

first-trailer-happy-death-day[1]

Kto skrywa się pod maską niemowlaka?

Zakładam, że większość z Was wie czym jest tak zwany Dzień Świstaka, który miał miejsce nomen omen w filmie Dzień świstaka i w Na skraju jutra chociażby. Punkt wyjścia jest taki, że główny bohater przeżywa ten sam dzień na nowo, w przypadku Dnia po prostu się budząc, w przypadku Na skraju… ginąc i potem budząc się. W przypadku Śmierć nadejdzie dziś mamy do czynienia z przeżywającą ten sam dzień studentką, która ma dość irytujący charakter i jest uznawana za, oględnie rzecz ujmując, sukowatą. Wciela się w nią obdarzona nie tylko urodą, ale i znakomitą mimiką Jessica Rothe, które Tree jest bardzo ciekawą ni to final girl ni to scream queen. Nasza bohaterka bowiem ginie, by za chwilę obudzić się ponownie w swoje urodziny. Kiedy orientuje się, że wpadła w pułapkę czasu postanawia przechytrzyć mordercę. Zauważa, że ma całkiem sporo wrogów, których wpisuje na listę. Widząc, że mogła narazić się wielu osobom powoli zaczyna się zmieniać i odkrywa, że może przeżywać ten jeden dzień na wiele różnych sposobów i to trzeba przyznać całkiem zabawnych.

Happy Death Day nie sili się by być filmem wielce przerażających, napięcie budowane jest sprawnie w kilku początkowych scenach, ale kiedy już wiemy, że nasza bohaterka raczej zginie, to twórcy stawiają na przewrotną, czarną komedię, przy której można się nieźle zrelaksować. Tree zmienia bowiem nie tylko siebie, ale i swoje otoczenie, akcja toczy się dynamicznie, towarzyszy temu dobra muzyka i ogólnie mamy wszystko co najlepsze w teen slasherach. Szczególnie podoba mi się przemiana bohaterki, bowiem z antypatycznej suczy zmienia się, dość naturalnie, w laskę której kibicujemy. W horrorach zwykle nie ma miejsca na takie transformacje, ani na przedstawienie bohaterów w sposób choćby zbliżony do kompleksowego. Tutaj drogą całkiem zgrabnych skrótów udaje się dodać bohaterce atrakcyjności intelektualnej i przede wszystkim towarzyszymy jej w rozwiązywaniu zagadki komu zawiniła. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to chyba jedynie do tego, że film jest… za krótki. Chętnie bym popatrzył na zmagania Tree jeszcze jakiś kwadransik.

HDD3[1]

Jessica Rothe w takiej trochę śmiesznej, trochę strasznej konwencji odnajduje się świetnie.

Podsumowując, film jako horror się nie sprawdza i jest za lekki, jako thriller z zagadką jest świetny, jako komedia jeszcze lepszy. Tak więc polecam jak najbardziej się z nim zapoznać jeśli jeszcze gdzieś w waszych okolicznych kinach puszczają. Ode mnie tyle na dziś, do przeczytania next time!

8/10

maxresdefault[1]

Z fakturą będzie drożej, czyli o serialu „Egzorcysta” słów kilka.

W pewnych kręgach Blok Ekipa jest już uważana za bardzo ważny komentarz i odbierana znacznie głębiej niż tylko wulgarna kreskówka o dresikach przesiadujących na ławeczce i popijających browarka. Bartosz Walaszek swoją flagową produkcję upstrzył swoistymi odniesieniami do naszej niezbyt wesołej rzeczywistości. W poprzednich jego kultowych produkcjach pokroju Kapitana Bomby, Pod gradobiciem pytań, Miś Push-Upek itp. tego komentarza brakowało i muszę przyznać, że najnowsza kreskówka współtwórcy Braci Figo Fagot, Egzorcysta jest takim trochę nostalgicznym powrotem do historyjek, które głębszego znaczenia nie mają, ale ogląda je się całkiem przyjemnie.

Egzorcysta-showmax-1180x530[1]

Ale strzelać to Ty kolego nie umiesz 😀

Tytułowy egzorcysta nie jest tu nawet postacią kluczową, raczej wpada i robi rozpierduchę kiedy wszystkie inne środki zawiodą. Na co dzień zajmuje się pracami remontowo-budowlanymi, ale kiedy trzeba bierze giwerę do łapy i poluje na diabły, wampiry, duchy i inne poczwary rodem z koszmarów. Recz w tym, że nasz chłoptaś ma cela jak baba z wesela i wciąż jest obiektem śmieszków-chiszków demonów z którymi się mierzy. Wiadomo o nim niewiele, jedynie tyle, że ma znajomości i jest rozchwytywany zarówno wśród zwykłych zjadaczy chleba jak i wojsko czy duchownych. Oczywiście koleżka pobiera opłatę za robotę i zawsze podkreśla, że z fakturką będzie drożej.

Póki co obejrzałem na Showmaxie trzy dostępne epizody i muszę przyznać, że fajny ma ta seria klimacik. W pierwszym odcinku nawet nieźle jest zbudowana narracja i napięcie (serio) nim pojawią się rozrabiające diabełki. Nie ma też jakiejś kosmicznej liczy wulgaryzmów, a i golizny póki co nie pokazano. Nie jest to żadna nowa jakość w twórczości Walaszka, ale jako kreskówka, która trwa sobie 10 minut okładem dostarczy Wam odmóżdżającej rozrywki jeśli łykaliście do tej pory pozostałe produkcje tego twórcy. Serial ma mieć zaledwie trzynaście odcinków więc może dowiemy się czegoś więcej o głównym bohaterem, a może i furtka do drugiego sezonu się pojawi, kto wie. Póki co wiadomo, że nasz egzorcysta należy do tego samego uniwersum co Walo, Spejson i Wojtas bowiem pojawił się w jednym z odcinków. Cjalis nagrał też o nim całkiem zacny kawałek, chyba jeden z lepszych obok „Ciuralli”.

maxresdefault[1]

Wincyj takich diobłów!

Czekam na kolejne odcinki, bowiem śmieszkowania z horrorowej konwencji nigdy za wiele. Ciekaw jestem czy uda się w tej produkcji przemycić teksty, które potem przejdą do walaszkowej klasyki, bowiem potencjał jak najbardziej ta kreskówka do tego ma. Przydałoby się coś na miarę „tępych chujów” czy „Legia Warszawa…” Bawiłem się niezobowiązująco i stawiam póki co lekką ósemkę (takie bardziej siedem i pół, ale jeszcze daję pół by nasz bohater miał co pić). No i propsy za imiona stworzeń, w ciągu trzech odcinków było aż dwóch Dominików 😀 Ode mnie tyle na dziś, obczajcie jak kochacie BFF i Blok Ekipę i filmy grozy, do przeczytania next time!

196201[1]

POŻEGNANIE 2017

Podobnie jak w zeszłym roku wypadało mi wspomnieć tych, których już między nami nie ma. Niech spoczywają w pokoju. Dziękujemy Wam za to, że byliście i tworzyliście dla nas to wszystko!

OSOBOWOŚCI 

hugh0[1]

HUGH HEFNER. Założyciel legendarnego magazynu dla dorosłych Playboy. Filantrop i miliarder, o którym można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że miał nudne życie. I wątpię, że gdziekolwiek teraz jest to bawi się lepiej niż w swojej własnej posiadłości…

LUDZIE KINA I TELEWIZJI

d8fcf4c109f498d9_FB[1]

DEBBIE REYNOLDS I CARRIE FISHER. Debbie niedługo po odejściu swojej córki Carrie połączyła się z nią Mocą. Reynolds najbardziej znana jest z występu w Deszczowej piosence, Carrie to oczywiście najwspanialsza na świecie Księżniczka Leia z Gwiezdnych Wojen. Niech Moc będzie z Wami.

170226103633-02-bill-paxton-exlarge-169[1]

BILL PAXTON. Aktor charakterystyczny. Zagrał w takich filmach jak Obcy: decydujące starcie, Twister, Na skraju jutra, Apollo 13, Ręka Boga, Titanic. Nigdy nie doczekał się nominacji do Oscara.

LOS ANGELES, CA - February 23: Actor Harry Dean Stanton stands outside of his home on February 23, 2015 in Los Angeles, California. (Photo by Giles Clarke/Getty Images)

HARRY DEAN STANTON. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych aktorów drugiego i trzeciego planu, wiecznie z papierosem. Był jednym z tych aktorów, z którym bardzo lubił współpracować David Lynch, pojawił się w Twin Peaks, Dzikości serca, Prostej historii, Inland Empire. Charakterystyczne role zagrał też chociażby w Zielonej mili Obcym, na pierwszym planie pojawił się w wyjątkowym obrazie Paris, Texas.

John_Hurt_at_the_London_premiere_of_Tinker_Tailor_Soldier_Sp[1]

JOHN HURT. Wybitny brytyjski aktor, który niesamowitymi rolami dużymi i małymi dowartościował takie filmy jak 1984, V jak Vendetta, Człowiek słoń, Obcy, Tylko kochankowie przeżyją i serię o Harrym Potterze. Złoty Glob otrzymał za film Midnight Express.

(NYT17) NEW YORK -- Oct. 14, 2002 -- SAM-SHEPARD-FICTION -- During a recent visit to New York, Sam Shepard, 58, was here not as a playwright or actor, but in a less familiar role as a writer of fiction. He has a new book, "Great Dream of Heaven,'' a collection of short stories. In common with his plays, these are tales from the frontier of his imagination, richly populated by rascals and renegades. Shepard in Manhattan on Sept. 26, 2002. (Sara Krulwich/The New York Times)

SAM SHEPHARD. Jeden z tych wycofanych aktorów drugoplanowych. Zapamiętamy go z ról z filmów Pamiętnik, Helikopter w ogniu, Bracia, Sierpień w hrabstwie Osage czy Raport Pelikana na podstawie powieści Johna Grishama.

miguel_ferrer[1]

MIGUEL FERRER. Znany przede wszystkim z charyzmatycznej kreacji Alberta Rosenfielda z Miasteczka Twin Peaks. Poza tym wystąpił chociażby w RoboCopie, Hot Shots 2 czy serialu Agenci NCIS: Los Angeles. 

British actor Sir Roger Moore has died at 89, after "a short but brave battle with cancer," according his family and his agent.

ROGER MOORE. Niezapomniany agent 007 James Bond. Mogliśmy go także zobaczyć w takich filmach jak Quest, Ucieczka na Atenę, Wyścig Armatniej Kuli i oczywiście serialu Święty.

613009486[1]

ADAM WEST. Odtwórca pierwszego uważanego za kanonicznego Batmana. To były jeszcze czasy kiedy filmy o superbohaterach były pokraczne i niezamierzenie zabawne. Szacunek dla tego pana, bez niego Batman nie wyglądałby tak jak obecnie.

gettyimages-466420084-h_2017[1]

MICHAEL NYQVIST. Byłem bardzo niemile zaskoczony wiadomością o jego śmierci. Znamy go przede wszystkim z roli detektywa Mikaela Blomkvista w oryginalnej wersji serii Millenium. Pojawił się też chociażby w Johnie Wicku, Mission Impossible: Ghost Protocol czy serialu Zero Hour. 

170708-nelsan-ellis-2-ew-416p_c121febb19710c8dae27e905ba9632c2.nbcnews-ux-2880-1000[1]

NELSAN ELLIS. Fanami serialu Czysta krew wstrząsnęła wiadomość o śmierci Ellisa. Odtwarzał bardzo istotną dla fabuły i uwielbianą przez widzów postać Lafayette Reynolds. Poza tym mogliście go zobaczyć chociażby w Służących czy Kamerdynerze. 

NRVRNBAEOBHAVDQML7M5T5LY3U[1]

JOHN DUNSWORTH. Całkiem niedawno odszedł ulubieniec fanów serialu Chłopak z baraków. John grał postać Jima Laheya. Poza tym pojawił się w serialu Haven czy filmach takich jak Take This Waltz Kroniki portowe. Wypijcie za niego moi drodzy, na pewno by tego chciał.

gettyimages-455575686-h_2017[1]

MICHAEL PARKS. Jeden z tych panów co to się zwykle w stróżów prawa – zabijaków wcielał. Pojawił się i u Rodrigueza i u Tarantino w Od zmierzchu do świtu, Kill Bill, Grindhouse: Death Proof, Django. Maniacy pokręconych filmów zapamiętają go z roli szalonego naukowca z filmu Kieł Kevina Smitha.

170722104948-02-john-heard-file-exlarge-169[1]

JOHN HEARD. Przede wszystkim pamiętany z roli ojca Kevina w Kevin sam w domu. Swoją obecność zaznaczył też bardzo wyraźnie w Raporcie pelikana, Oczach węża, Przebudzeniach i serialu Skazany na śmierć.

life-times-martin-landau[1]

MARTIN LANDAU. Otrzymał Oscara za kreację Beli Lugosiego w dziele Ed Wood Tima Burtona. U Allena pojawił się chociażby w Zbrodniach i wykroczeniach. Musicie go także zobaczyć w Hazardzistach, Ed TV, Majestic Z archiwum X: Pokonać przyszłość. 

LUCCA, ITALY - APRIL 07: American film Director, screen writer and editor George Romero poses for a photo after attending a press conference during the Lucca Film Festival 2016 on April 7, 2016 in Lucca, Italy. (Photo by Laura Lezza/Getty Images)

GEORGE A. ROMERO. Swoją Nocą żywych trupów zdefiniował późniejsze kino spod znaku zombie apokalipsy. Przez lata pielęgnował swoje zombiaki, ale zdarzyło mu się też nakręcić adaptację powieści Stephena Kinga – Mroczna połowa. Ikoniczny reżyser kina grozy, któremu zawdzięczamy wygląd niektórych zombiaków w The Walking Dead, tak bardzo inspirującą miał twórczość.

image-original[1]

FRANK VINCENT. W klasycznej Rodzinie Soprano wcielił się w Phila Leotardo. Głownie kojarzony z ról mafiozów, mogliście go zobaczyć w Kasynie, Chłopcach z ferajny, Wściekłym byku (stała współpraca ze Scorsese) czy Cop Land, znakomitym filmie z Sylvestrem Stallone w roli głównej.

170514231603-powers-boothe-super-169[1]

POWERS BOOTHE. Zwykle grał postaci negatywne, poprzez swoją mało przyjazną, wręcz groźną aparycję. Zapamiętamy go z ról w takich filmach jak Sin City, Tombstone, Ręka Boga, Siła i honor czy serialu Agenci T.A.R.C.Z.Y (w Avengers też się pojawił).

53d146bc3dfbe.preview-620[1]

SONNY LANDHAM. W rolach twardzieli widzieliśmy go w Predatorze, Osadzonym, 48 godzinach. Fani horrów mogą go natomiast pamiętać z klasycznego już Ducha.

92120782[1]

RICHARD HATCH. Ten pan wystąpił w najważniejszych serialach lat 80-tych: Dynastii, McGyverze, Słonecznym patrolu, Gliniarz i prokurator. Jako Tom Zarek podbił serca fanów serialu science-fiction Battlestar Gallactica. 

Mandatory Credit: Photo by Ludovic Kazeba/REX/Shutterstock (580704b) Tobe Hooper 'MORTUARY' FILM PHOTOCALL, PARIS, FRANCE - 28 MAR 2006

TOBE HOOPER. Reżyser kulowych horrorów: Teksańska masakra piłą mechaniczną, Miasteczko Salem oraz Duch. Zaangażowany był też w serial Opowieści z krypty. Jak widać filmami grozy był przesiąknięty do szpiku kości.

28-jonathan-demme.w710.h473.2x[1]

JONATHAN DEMME. Tego pana zapamiętamy przede wszystkim za genialną reżyserię  Milczenia owiec, za którą otrzymał Oscara. Dwa lata po premierze Milczenia pojawił się drugi jego klasyczny film Filadelfia. Warto też sięgnąć po Kandydata Rachel wychodzi za mąż. Ostatnim jego filmem okazał się być Nigdy nie jest za późno z rock n rollową kreacją Meryl Streep.

B9326304069Z.1_20170218144604_000_G5BHF81DO.1-0[1]

WARREN FROST. Znany przede wszystkim z roli doktora Willa Haywarda z serialu Miasteczko Twin Peaks. Mogliście go też widzieć w adaptacji powieści Stephena Kinga – Bastion.

Gordon_Kaye_3[1]

GORDON KAYE. Bardzo mnie jego odejście zabolało bowiem kochałem jego Rene Artoisa w klasycznym już serialu komediowym ‚Allo ‚Allo. Jak cudownie łamał czwartą ścianę opowiadając nam co było  w poprzednich odcinkach… I miał wąs co niejedną kobietą trząsł!

MUZYCY

rs-leonard-cohen02-9f3d8003-0068-4dc4-8e2d-05de0c04179c-1-eea9be54-6684-4448-8c69-f133afce0d52[1]

LEONARD COHEN. Swoim mruczącym głosem koił nas w takich utworach jak In My Secert Life, Dance Me to the End of Love, Hallelujah, I’m Your Man. Ostatnią płytę You Want It Darker ukazała się niedługo przed jego odejściem. Do samego końca prezentował muzykę najwyższych lotów trafiających prosto w serce.

GREG_LAKE_01[1]

GREG LAKE. Współtwórca legendarnego trio Emerson, Lake and Palmer oraz muzyk King Crimson. Wybitny muzyk z nurtu rocka progresywnego. Współtwórca takich albumów jak In The Court Of Crimson King In The Wake of Poseidon. Z ELP nagrał klasyki Emerson, Lake And Palmer, Brain Salad Surgery czy Pictures at the Exhibition.

196201[1]

CHRIS CORNELL. Wokalista grup Soundgarden, Audioslave i Temple of the Dog. Pozostawił po sobie takie albumy jak Badmotorfinger, Superunknown, Out of Exile. Za utwór ponadczasowy w ich karierze uznaje się narkotyczny Black Hole Sun. Przyczyną śmierci było samobójstwo przez powieszenie.

chester-bennington-linkin-park[1]

CHESTER BENINGTON. Wokalista grup Linkin Park, Dead By Sunrise, Stone Temple Pilots. Artysta jednej z najpopularniejszych grup na świecie cierpiał wieloletnią depresję. Podobnie jak Chris wybrał odejście poprzez powieszenie. Klasyczne dla jego macierzystej grupy pozostają albumy Hybrid Theory oraz Meteora, choć dla mnie każde ich dokonanie jest niesamowite. A ostatni album One More Light po jego śmierci nabrał nowego, bardzo przykrego wymiaru.

RT_Chuck_Berry_MEM_161018Copy_16x9_992[1]

CHUCK BERRY. Był aktywny na scenie przez 64 lata. Dzięki niemu w rock n rollu pojawiły się elementy rhytm and bluesowe. Jego najsłynniejszymi utworami są Johnny B. Goode You Never Can Tell, do którego tańczyli w Pulp Fiction Vincent i Mia.

02-b-Gregg-Allman-press-photo-big-hassle-2015-billboard-1548[1]

GREGG ALLMAN. Współzałożyciel legendarnej grupy The Allman Brothers Band. Był bardzo płodnym muzykiem, oficjalna dyskografia nagrana w latach 1969 – 2004 liczy 18 albumów. Był artystą, który odcisnął gigantyczne piętno na rock n rollowej estetyce. (W tym roku samobójstwo popełnił inny muzyk TAAB, Butch Trucks strzelając sobie w głowę na oczach żony).

Tom-Petty[1]

TOM PETTY. Wokalista grupy Tom Petty and The Heatbreakers. Stworzyli takie hity jak Free Fallin’, Don’t Come Around Here No More, I Won’t Back Down, Learning To Fly. U nas muzyka Toma nie była zbyt popularna, w Stanach ma status prawdziwej legendy.

martin-eric-ain[1]

MARTIN ERIC AIN. Współzałożyciel legendarnych grup black metalowych – Hellhammer i Celtic Frost. Grał na gitarze basowej i udzielał się wokalnie. Dzieła za które go zapamiętamy to min. Morbid Tales, Into The Pandemonium czy Monotheist. 

czukay[1]

HOLGER CZUKAY. Lider legendarnej, krautrockowej grupy Can. Zajmował się tak zwanym „world music” zanim ten termin został w ogóle ukuty. Zajmował się także muzyką ambientową i był prekursorem samplingu, z którego przecież obecnie tak chętnie korzystają artyści… hip hopowi. U nas grupa Can wielkiej kariery nie zrobiła, ale nie da się ukryć, że Czukay był jedną z najistotniejszych postaci muzyki jako takiej.

robertmiles-920x584[1]

ROBERT MILES. Autor kultowego już utworu Children, który wystarczyło usłyszeń raz by zapamiętać go na zawsze. Dowiedziałem się o jego odejściu jakoś przypadkiem. I od tego czasu słucha mi się tego utworu jakby… smutniej.

ARTYŚCI Z NASZEGO PODWÓRKA

z22282236V,Grzegorz-Miecugow[1]

GRZEGORZ MIECUGOW. Wybitny dziennikarz, rozśmieszający nas w Szkle kontaktowym. Nie interesowały mnie jego poglądy na świat, lecz na popkluturę i kulturę i słuchałem bardzo chętnie jego inteligentnych wywodów.

z21122265V,Bohdan-Smolen-w-swojej-podmiejskiej-posiadlosci--3[1]

BOHDAN SMOLEŃ. Niezapomniany Edzio listonosz z Kiepskich, współtwórca jednego z najbardziej wpływowych kabaretów w Polsce – Tey, tworzonym do spółki z Zenonem Laskowikiem, który w okresie PRL-u mocno walczył z cenzurą. Prowadził też popularny program Ludzie listy piszą. Niestety ostatnie lata jego życia były usiane nieszczęściami i nawet biedą, mam wrażenie, że należny mu hołd został oddany dopiero po śmierci.

z21848075V,Zbigniew-Wodecki[1]

ZBIGNIEW WODECKI. Wszyscy zapamiętamy go za Pszczółkę Maję. Zbigniew Wodecki stworzył jednak wiele innych hitów takich jak Zacznij od Bacha, Chałupy Welcome To, Z Tobą Chcę Oglądać Świat. W ostatnich latach znowu stał się topowym artystą dzięki współpracy z grupą Mitch and Mitch. Wiadomość o jego śmierci zszokowała mnie bardzo, pamiętam, że miał wystąpić u mnie w mieście w ramach kabaretonu…

z22580973V,Wladyslaw-Kowalski[1]

WŁADYSŁAW KOWALSKI. Bardzo charakterystyczny aktor. Zapamiętały zarówno w małych jak i dużych rolach w filmach takich jak Body/Ciało, Excentrycy, czyli po słonecznej stronie miasta, Pogoda na jutro, Katyń czy Bogowie. Ja zapamiętałem go z serialu Maszyna zmian, Bank nie z tej ziemi Podróży pana Kleksa. 

1f39652bba2d29ff6807d1792be7f3be[1]

KRYSTYNA SIENKIEWICZ. Aaaaach, jak ta pani się cudownie śmiała. To była znakomita kabareciara, aktorka komediowa. Lubujący się w serialach z lat 80-tych mogą ją pamiętać z Rodziny Leśniewskich, natomiast w 90-tych jako babcia Alina bawiła nas w serialu Graczykowie. 

0006J74FAHMQSRI9-C122-F4[1]

WITOLD PYRKOSZ. Czterej pancerni i pies, Janosik, Sami swoi, Alternatywy 4, Vabank… Tam się „dziadek z M jak Miłość” przed laty udzielał. A Baniorylce to i tak najbardziej mu zapamiętają epizod z 13 posterunku, sztuką było zagrać takiego pokręconego osobnika z kamienną twarzą.

4e977bc0173b77fc6c88fc577d859245[1]

WIESŁAW MICHNIKOWSKI. Współtwórca kabaretu Starszych Panów i Dudek. Głos naszego ukochanego Papy Smerfa. Pojawił się w serii o panu Kleksie jako Doktor Paj-Chi-Wo i Seksmisji jako Jej Ekscelencja. Natomiast fani Czterech pancernych i psa pamiętają go jako felczera Stanisława Zubryka.

z17100162IH,Danuta-Szaflarska[1]

DANUTA SZAFLARSKA. Dożyła przepięknego wieku 102 lat. Grała w takich klasykach jak Zakazane piosenki, ale zainteresowanie wzbudziła w podeszłym wieku genialną rolą w Pora umierać. Wystarczyło, że pojawiła się na kilka minut w Pokłosiu by zelektryzować i ukraść cały film. Ostatnim filmem w jakim wystąpiła jest Moja matka i inni wariaci z rodziny z 2015 roku. W pewnym momencie zacząłem nawet wierzyć, że przeżyje nas wszystkich…

z22251402V,Janusz-Glowacki[1]

JANUSZ GŁOWACKI. To jemu zawdzięczamy scenariusze do filmów takich jak Rejs Trzeba zabić tę miłość. Ostatnim filmem do którego przygotował tekst był Wałęsa. Człowiek z nadziei.

zmarl-wojciech-mlynarski-416391-article[1]

WOJCIECH MŁYNARSKI. Współpracował z kabaretem Dudek, kojarzony przede wszystkim z Hybrydami i piosenkami Róbmy swoje, Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę, W co się bawić, Jesteśmy na wczasach, Nie ma jak u mamy. Niesamowity, głęboki miał głos, a jednocześnie ciepły, dodający jakiejś takiej otuchy.

sesja na terenie famuł Poznańskiego w Łodzi dla La Vie Magazine

GRZEGORZ KRÓLIKIEWICZ. Fani Mietczyńskiego mogli go kojarzyć ze względu na reżyserię jednego z najbardziej kuriozalnych „horrorów” w polskiej kinematografii – Drzewa. Stworzył też bardzo dziwny film Sąsiady z 2014. Większość jego dokonań jest wśród kinomanów niedzielnych zupełnie nieznana, lecz w środowisku filmowym był bardzo poważanym twórcą wielokrotnie nagradzanym odznakami i medalami.

z22233290IE,Andrzej-Blumenfeld[1]

ANDRZEJ BLUMENFELD. Był znakomitym aktorem dubbingującym. Usłyszeliście go chociażby w Epoce Lodowcowej, Harrym Potterze, Wiedźminie, WALL-E, Uncharted 4, Autach, Doom, Kung Fu Panda… Ponad 200 ról głosowych na koncie i raczej drugoplanowe role filmowe i serialowe. Powinniście go pamiętać z Pianisty, Różyczki, takich małych, epizodycznych, acz znaczących rólkach.

Oczywiście nie byłem w stanie wymienić wszystkich, którzy odeszli i jeśli kogoś pominąłem to nie miejcie mi tego za złe, starałem się o nikim nie zapomnieć. Przyjrzyjcie się bliżej artystom, których już między nami nie ma. I pamiętajcie by chłonąć kulturę ile się da, póki jej twórcy żyją i póki my żyjemy.

TWD_802_JLD_0523_0410-RT[1]

Całkiem zacna rozpierducha, czyli o drugim odcinku ósmego sezonu „The Walking Dead”.

Należę do tych osób, które bez względu na wszystko nigdy nie porzucą TWD. Naczytałem się komentarzy, że „I’m done with this show”, że stał się nudny, beznadziejny i tak dalej. A ja dalej brnę w historię Ricka i spółki, mimo, że nie towarzyszą mi takie emocje jak kiedyś. Serial przeszedł dość poważną ewolucję z survival horroru do postapokaliptycznego dramatu, gdzie zombie zeszły na dalszy plan. Jednych to uwiera, inni oglądają z jeszcze większym zainteresowaniem. Zdarzają się tam akcje nierealne, nielogiczne zachowania bohaterów, ale, no wiecie, show must go on. Wygląda na to, że ten sezon będzie znacznie dynamiczniejszy niż poprzedni, bardziej nastawiony na akcję, zgonów będzie więcej, a i część bohaterów będzie miała srogiego moralnego kaca po podjęciu pewnych decyzji.

TWD_802_JLD_0523_0410-RT[1]

Póki co mamy dużo strzelania i mało gadania, ale są to akcje tak pomysłowe jakby mogły być?

Akcję obserwujemy z czterech perspektyw: Aarona i pokaźnej ekipy Alexandryjczyków ostrzeliwujących Zbawców, Ricka i Daryla, którzy szukają broni według wskazówek Dwighta, Tary, Morgana i Jezusa, którzy mają sprzeczne spojrzenie na wojenne działania oraz Ezekiel, Carol i wojujących za Królestwo. Ten epizod ponownie podzielił widzów, na tych których zirytowało pacyfistyczne podejście Jezusa, oraz tych, którzy cieszą się, że w naszych bohaterach pozostało choć trochę człowieczeństwa. Scena z udającym poddanie się Zbawcą pokazuje dobitnie, że prędzej czy później pozostawienie przy życiu tak dużej grupy popleczników Negana może przynieść opłakane skutki. Podobało mi się, że planem Aarona i spółki nie było właściwie włamanie się na teren Zbawców, a jedynie wystrzelanie ich części, przez co doszło by do ataku przez przemienionych (co rzeczywiście się stało). Mam nieodparte wrażenie, że Erica nie da się już uratować, a oczywistą oczywistością jest, że zginie kilku głównych bohaterów. Nawet przez chwilę miałem wrażenie, że Morgan mógł oberwać za mocno i może jednak się z nim musimy pożegnać. Przypomniało mi się równie szybko, że twórcy wielokrotnie nam oszukiwali, że ktoś zginął by trzymać nas w napięciu.

W tym epizodzie dwójka bohaterów pierwszoplanowych wpadła w niezły rage mode i oczywiście mam na myśli Ricka i Morgana. W Morganie włączył się istny eksterminator powstrzymany przez Jezusa (pamiętacie kolesia przez którego zginął młody chłopak z Królestwa, aż przykre, że jeszcze go Morgan nie może ukatrupić). Rick natomiast pokazał, że wciąż ma krzepę kiedy trzeba, lecz prawdopodobnie zabił ojca małej dziewczynki, co nie da mu potem spokoju. Oczywiście największym zaskoczeniem odcinka miała być konfrontacja Ricka z dawno nie widzianą postacią w tym serialu, Moralesem, który obecnie stoi po „ciemnej stronie mocy”. Zagrywka to jak najbardziej słuszna, bowiem ktoś ze starej ekipy zdecydowanie powinien być bo złej stronie chociażby po to byśmy zobaczyli jak ocenia Ricka i jego wcześniejsze postępowanie. Nie można powiedzieć by Eugene był jednoznacznie zły, a już na pewno by był w stanie pociągnąć za spust w stronę Ricka. Morales natomiast musiał sporo przejść, że znalazł się tu gdzie się znalazł, jednak nie wyobrażam sobie by jego postać miała się stać wielce istotna dla dalszej fabuły.

Co do wątku „królewskiego” to był najbardziej chillowy, Carol ze swoim sceptycyzmem i Ezekiel z optymizmem mieli całkiem spoko chemię, niestety mam przeczucie niepokojące, że niedługo albo zginie on, albo ktoś wierny z jego świty (stawiam na Jerry’ego, to taka sympatyczna postać), ewentualnie, w jakiś efektowny sposób Shiva (powiem sporo kosztuje to raz, a dwa to temu sezonowi potrzebne jest kilka mocnych scen, takich, które jak już się pojawiają to kradną odcinek). Na razie zobaczyliśmy kolejny pokaz siły Shivy, choć wiemy też, że Zbawcy przygotowują się do przybycia ekipy z Królestwa.

TWD_S8_802_SP_REV[1]

Wydaje mi się, że Morgan zginie jeszcze w pierwszej połowie sezonu.

Warto też zerknąć w przyszłość, którą zapowiada trailer. Ponownie zobaczymy Maggie i to z tego co zauważyłem w Hilltop (gdzie jest Gregory, hmmm?), zobaczymy jakie relacje nawiążą nasi bohaterowie z pojmanymi Zbawcami (konflikt Morgan – długowłosy, wkurzający typ), no i ciąg dalszy starcia Ricka z Moralesem (czy przemówi mu do rozsądku i opowie jak Negan potraktował Glenna). Co do szczegółów to ponownie była akcja z aparatem tyle że dość mocno w tle, tym razem jeden z ludzi z Alekasndrii robił zdjęcia pojmanym Zbawcom. W końcu Negana trzeba czym upokorzyć, gdyż chodzi o coś więcej niż samą zemstę. Wciąż czerpię radochę z oglądania tego co dzieje się u moich ulubieńców i wciąż jaram się postacią Negana, choć dla samego serialu lepiej by jednak było gdyby sensownie zginął (w komiksie jest… hmmm, hmmm, „nieco” inaczej). Jako, że akcja zrobiła się bardziej gęsta i jest mało miejsca na filozoficzne rozkmniny to ode mnie tyle na dziś. Wesołego Halloween i do przeczytania za tydzień!

srepski[1]

Najbardziej obrzydliwe filmy świata (CZĘŚĆ 1-8)

ZEBRAŁEM. WSZYSTKIE. OSIEM. CZĘŚCI. W JEDNĄ!!!

Bierzcie i oglądajcie z tego wszyscy! Część 9 i 10 powinna się ukazać jeszcze w tym roku!

BRAINDEAD FOR THE TICKET FEES APPLY!!! film movie September 2000 Timothy Balme

1.MARTWICA MÓZGU (Braindead, 1992, reż. Peter Jackson). Zanim ten nowozelandzki reżyser zrewolucjonizował kino fantasy adaptacją Władcy Pierścieni po uszy siedział w klimatach gore, groteski i czarnego humoru. Martwica to jego najbardziej znane dokonanie „chorego” okresu kariery, na który składają się jeszcze Zły smak Przedstawiamy Feeblesów. O tych tytułach będzie mowa w kolejnych częściach cyklu, póki co słów kilka o filmie, który ukazał się w tym samym roku co wizualnie olśniewający Drakula Coppoli, a będący manifestem tego, że za nieduże w sumie pieniądze można stworzyć fascynującą i wysadzającą co niektórym głowy rozrywkę. Mamy więc historię romantyczną, w której uzależniony od matki Lionel poznaje piękną dziewczynę, ale żeby wszystko ułożyło się jak należy musi wcześniej zapanować nad rozprzestrzeniającą się zarazą, która zaatakowała najpierw jego mamusię, a potem chociażby pielęgniarkę i księdza. Jak na kino klasy B to mamy tutaj do czynienia z wieloma wątkami i nie ma tu żadnych świętość: kopulujące zombie, dziecko zombie, które ma być zmiksowane, latające kończyny i legendarna scena z kosiarką. Kocham ten film i wracanie do niego zawsze sprawia mi maksymalną uciechę.

Defaced

2.LUDZKA STONOGA 2 (The Human Centipede II (Full Sequence), 2011, reż. Tom Six). Zarówno w części pierwszej jak i trzeciej możemy natknąć się na wyjątkowo odrażające sceny, ale drugiej części nie przebije nic gdyż utrzymana w czerni i bieli po prostu ma za zadanie zmiażdżyć nam mózgi i sprawić, że wypłyną nam bokiem. Fabularnie historia traktuje o kolesiu, który „zauroczony” pierwszym filmem Sixa chce stworzyć własną stonogę i porywa 12 przypadkowych osób. Za pomocą prymitywnych narzędzi tworzy swoje dzieło, z którym potem odbywa stosunek seksualny. Dodam jedynie, że sam główny bohater jest odrażający i jest tym typem, którego nigdy nie chcielibyście spotkać w ciemnej alejce. Zapewniam Was, że nikomu się krzywda podczas kręcenia nie stała, a materiały z rodzaju behind the scenes ujawniają, że cała ekipa bawiła się przednio, a już najlepiej zdystansowany do siebie odtwórca głównej roli, który zresztą pojawił się potem w trzeciej części w zupełnie innej roli, w której całkiem sporo gada. Przy trójce chyba bawiłem się najlepiej, za to przy dwójce czułem największy dyskomfort i próbę przegięcia pały najbardziej jak się da. Cel reżyser osiągnął, film w kilku krajach został zbanowany i raczej nie cieszy się pozytywnymi recenzjami, no chyba, że wśród zwyrodnialców takich jak ja.

e0bdb-255897-15b15d[1]

3.SRPSKI FILM (2010, reż. Srdjan Spasojević). Niezbyt przyjemną laurkę wystawił serbskiej kinematografii pan reżyser, bowiem jest to jeden z najbardziej znanych obrazów z tamtego kraju. Sam twórca twierdzi, że jego dzieło nie jest tak mocne jak być mogło, ale przyznam, że nie chcę wiedzieć cóż za zwyrodnialstwa chciał tam jeszcze poupychać. Paradoksalnie to dobrze zagrany film z ładnymi zdjęciami, przezajebistą muzyką, który przemieliłem już tyle razy, że przestał na mnie robić jakieś większe wrażenie. Co my tu tak właściwie mamy? Główny bohater w akcie desperacji finansowej postanawia wrócić do pornobiznesu by zapewnić byt swojej rodzinie. Za reżyserię artystycznego pornola odpowiada szajbnięty Vukmir, który prezentuje naszemu bohaterowi tak zwane new-born porn, czyli gwałt na noworodku. A w pakiecie mamy jeszcze nekrofilię, pedofilię i przebijanie oka penisem w stanie wymuszonego wzwodu. Zadowoleni? Im częściej oglądam tym większy margines groteski zaczyna oddzielać ten film od rzeczywistości. Ale są tacy, którzy nie sprostają mu już za pierwszym razem i jakoś mnie to szczególnie nie zdziwi. Traktuję ten film mimo wszystko bardziej jako mocny dramat i thriller niż gore horror bo ma całkiem jasną myśl przewodnią i rozbrajający finał.

martyrs[1]

4.MARTYRS. SKAZANI NA STRACH (2008, reż. Pascal Laugier). Francuska kinematografia będzie się przewijać przez cykl bardzo często, nie dość, że kraj ten słynie z bardzo awangardowej odmiany black metalu i Gojiry, to jeszcze utrzymuje gatunek krwawego horroru w bardzo dobrej kondycji. Główne bohaterki to dość atrakcyjne dziewczyny, jedna z nich przeżyła w dzieciństwie koszmar i postanawia po latach zemścić się na oprawcach. Wydaje jej się, że ściga ją przerażające stworzenie, które nawet po dokonaniu zemsty nie daje jej spokoju. Film wyraźnie dzieli się na dwa segmenty i skupia na obydwu bohaterkach w podobnym stopniu. Im bardziej w fabułę, tym bardziej odkrywamy duchowy pierwiastek dzieła, a dzięki naturalistycznym pokazaniu tortur i obrzydliwości jesteśmy w stanie niemal poczuć ból dziewczyn. To wyjątkowo ciężki kaliber, który posiadam na swojej półce i dumnym z tego bardzo, gdyż Martyrs to dla mnie coś znacznie więcej niż powierzchownie by się wydawało. To horror filozoficzny i niejednoznaczny. A smaczkiem jest w nim drobna rola chwalonego zewsząd Xaviera Dolana. Amerykanie przyuważyli potencjał historii, ale już po samym trailerze rimejku zauważyłem, że nie mają szans na uchwycenie ducha oryginału. Także nie polecam oglądać, chyba, że się naprawdę uprzecie.

Hostel-2[1]

5.HOSTEL 2 (2007, reż. Eli Roth). Eli Roth nigdy nie aspirował do miana reżysera ambitnego, po prostu bawi się schematami i mówi do nas językiem klasycznego gore spełniając swoje chore fantazje w filmach takich jak Hostel, które sukces osiągnęły chyba tylko dzięki wiszącemu w powietrzu nazwisku Tarantino. Pierwsza część była paskudna, ale w dwójce wedle zasady „więcej, mocniej, krwawej” uświadczymy o wiele mocniejsze i gorsze sceny. Fabuła dla niezorientowanych: w Słowacji istnieją sobie takie przybytki ludzkich uciech, w których za pieniądze, grube pieniądze można sobie kogoś torturować do woli, a potem zabić. Tym razem trafia na mało rozgarnięte i napalone dziewczyny, które szybko staną się ofiarami zwyrodnialców. Plusem jest pokazania paru scen z perspektywy dwóch potencjalnych katów, jeden z nich jest niepewny swego, z drugiego aż bije żądza mordu. Mam wrażenie, że w dwójce mimo intensyfikacji doznań jest wiele więcej groteskowego czarnego humoru lub scen mimowolnie wywołujących śmiech zamiast ucisku w dołku. A może to ja przez lata się uodporniłem na tego typu szlachtowanie? Tego nie wiem, ale wiem, że film to kawał obrzydliwego i powszechnie znanego szajsu.

_MG_6641_5499-Approved[1]

6.BEZ LITOŚCI (I Spit on Your Grave, 2010, reż. Steven R. Monroe). To remake klasycznego rape and revenge, który to bardzo hermetycznym podgatunkiem horroru jest. Generalnie w takich filmach fabuła skupia się na tym, że główna bohaterka zostaje zgwałcona, a potem dokonuje srogiej i krwawej zemsty na oprawcach. Jako, że teraz mamy zupełnie inne, bardziej realistyczne metody obrazowania krwawych efektów specjalnych to historia zgwałconej kobieciny jest znacznie mocniejsza i bardziej wybrzmiewa, jest niczym ostrzeżenie, że słaba płeć potrafi wziąć odwet, choć w stan wątpliwości stawia się realność całej historii, w sensie zemsty na oprawcach. Jest ona finezyjna i każdy z panów kończy w inny sposób, ale czy jest realna? Czy jest możliwa? Tak czy siak ogląda się to wyjątkowo przyjemnie, z bananem na ryju widząc jak bohaterka wymierza sprawiedliwość na własną rękę. Kolejne części filmu już nie robią tak dobrego wrażenia, choć w części trzeciej ponownie pojawia się znana z jedynki Amy. Warto też sięgnąć po materiał wyjściowy by go sobie porównać z budzącym momentami czyste obrzydzenie rimejkiem.

THE TEXAS CHAINSAW MASSACRE [US 1974] GUNNAR HANSEN Date: 1974

7.TEKSAŃSKA MASAKRA PIŁĄ MECHANICZNĄ (The Texas Chainsaw Massacre, 1974, reż. Tobe Hooper). W latach 70 inspirowany żywotem Eda Geina film robił kolosalne wrażenie. Gromadka półgłówków trafia w miejsce, w którym żyje sobie beztrosko rodzinka kanibali, z Leatherfacem na czele, który nosi maskę z ludzkich skór, biega sobie z piłą mechaniczną i jest silnym skórkowańcem. Kontynuacje szybko zaczęły pogrążać serię, remake, co zaskakujące nie zdetronizował oryginału choć wulgarności mu nie brakowało. Zabrakło klimatu lat 70 gdzie wszystko było naturalniej brzydsze, paskudniejsze, może nieco kiczowate i kampowe, ale robiące większe wrażenie niż w jakiejkolwiek przeróbce. Historia idealnie trafiła w swój czas i najlepiej postawić się na miejscu widzów żyjących w tamtych czasach by zrozumieć jaki szok mógł wywołać tamten film. A Leatherface trafił do tej samej gromadki antybohaterów co Pinhead, Freddy, Jason i Mike, a co najważniejsze był jej prekursorem. Dzieło do dziś budzi kontrowersje i nie ma sobie równych jeśli o horrory z tamtych czasów się rozchodzi.

wjsq7qtgq3apjc73u4yo[1]

8. MARTWE ZŁO (Evil Dead, 2013, reż. Fede Alvarez). Rimejk klasyka Raimiego, w którym nie uświadczymy Asha Williamsa, za to czeka nas zderzenie z hurtową ilością krwi, flaków, amputacji i przede wszystkim opętania, jako, że zło przechodzi z jednego bohatera na drugiego. Klimatu oryginału film nie ma za grosz, ale jeśli ktoś się lubuje w pływaniu we wszelakich ludzkich szczątkach to polecam. Dzieło jest wręcz za bardzo krwawe i pulsujące tytułowym złem, nie ma nawet krzty humoru historii opowiadanej przez Raimiego i jest po prostu podniesionym do czerwonej potęgi spektaklem rozgrywającym się w opuszczonej chałupce. Trzeba przyznać, że efekty specjalne robią wrażenie, opętani bohaterowie wyglądają na swój sposób diabelsko i jak na wysokobudżetowy horror wszystko gra i buczy. Tylko historia kuleje i za mało w niej klimatu, ale cóż, nie można mieć wszystkiego, a efekt końcowy ostatecznie daje radę. Bardziej jednak polecam oryginalną trylogię i serial, które też robią robotę i mają w sobie to obrzydliwe, acz urocze coś.

The-Exorcist-Regan-Floating[1]

9.EGZORCYSTA (The Exorcist, 1973, William Friedkin). Tutaj mamy do czynienia z dziełem jednocześnie obrzydliwym jak i nagrodzonym Oscarami. Film, który jest kamieniem milowym jeśli o podgatunek horroru z opętaniem w roli motywu przewodniego chodzi. Kontynuacje fabularnie kuleją i dość mocno niszczą wizerunek jedynki, więc najlepiej pozostać przy oryginale, który omawiałem już niedawno przy okazji artykułu o filmach godzących w uczucia religijne. Film godzi też w żołądki, bo oferuje takie uciechy jak krwawa masturbacja krzyżem, obrót głowy bohaterki do 180 stopni i wymiotowanie zieloną flegmą. Walka o duszę dziewczynki łatwa nie jest, w filmie padają też wyjątkowo finezyjne i paskudne wyzwiska rzucane przez samego demona. Nie mam wątpliwości, że podobnie jak Teksańska masakra film w tamtych czasach robił kolosalne wrażenie. Do tego świetne kreacje księży i Ellen Bursty w roli matki opętanej dziewczynki. Jeden z absolutnie klasycznych horrorów ever.

tokyo-gore-police[1]

10.TOKIJSKA POLICJA GORE (Tokyo Gore Police, 2008, reż. Yoshihiro Nishimura). Nie byłbym sobą, gdybym nie zapodał czegoś mniej znanego na sam koniec, a wyjątkowo pojebanego rodem z Japonii. W tamtym kraju tego typu produkcje to norma, są bardzo w stylu anime i są wręcz hermetyczne i nie do przełożenia na żadne europejskie czy amerykańskie rimejki. Mamy więc post apokaliptyczną rzeczywistość i bohaterkę wymierzającą sprawiedliwość swoim mieczem. I mamy bandę finezyjnych kreatur, z którymi przyjdzie jej się zmierzyć i rozczłonkować, poszlachtować, pociąć, pokroić, przemielić i tak dalej. Gore jest tutaj co niemiara, ale Japończycy lubują się w pływaniu w takich cudacznych produkcjach, których nawet nie ma co próbować zrozumieć. Najlepiej je po prostu oglądać i trawić tylko narządami takimi jak żołądek, bez większego udziału mózgu. W takich okolicznościach papka ta jest całkiem smaczna i ma specyficzny, bardzo groteskowy wymiar. Oczywiście jest i część druga, ale wierzcie mi, że jeszcze nie jesteście na jej pojawienie się tutaj gotowi.

last-house-on-the-left-1972-740x493[1]

11.OSTATNI DOM PO LEWEJ (The Last House on The Left, 1972, reż. Wes Craven). Narodziny nurtu rape and revenge nastąpiły w atmosferze ogólnego skandalu. Craven debiutował tym filmem i dla wielu widzów fabuła była zbyt szokująca i brutalna. Grupka niezrównoważonych psychicznie patusów zamienia życie dwóch dziewcząt w prawdziwe piekło: gwałt, upokorzenie, przemoc fizyczna i psychiczna. Absolutna dewastacja przez bestie, które trafia wkrótce pod dach rodziny jednej z ofiar. Jak myślicie, jaka będzie zemsta? Taaaak, dokładnie taka jak sobie wyobrażacie. Dziełu towarzyszyło wymowne hasło promocyjne TO AVOID FAINTING KEEP REPEATING „IT’S ONLY A MOVIE… ONLY A MOVIE… ONLY A MOVIE… W 2009 powstał całkiem zgrabny remake tego dzieła z Aaroem Paulem w jednej z głównych ról. Polecam zerknąć na obie w ramach porównania.

nekromantik1[1]

12.NEKROMANTIK (1987, reż. Jörg Buttgereit). Tutaj za wiele nie trzeba tłumaczyć bowiem tytuł mówi sam za siebie. Tak zwany pociąg do zakopanego czyli nekrofilia zostaje sportretowana przez niemieckiego reżysera najwyraźniej zakochanego w takiej estetyce. Mamy więc opowiastkę pokrętnie romantyczną za niewielkie pieniądze, która doczekała się kontynuacji w roku 1991 oczywiście od tego samego zwyrola. Ale żebyście nie mieli niedosytu nekrofilii na całe Wasze życie to dorzucę, że można te podwójne danie uzupełnić seansem dokumentu Corpse Fucking Art z roku, w którym niesławne dzieło powstało. Co ciekawe ten pan ma też na koncie dwa bardziej znośne choć wciąż mocno eksperymentalne filmy, Króla śmierci Schramm na który każdy Rylec powinien swój czas poświęcić.

irreversible-2[1]

13.NIEODWRACALNE (Irréversible, 2002, reż. Gaspar Noé). Ostatnio pan reżyser w swoim Love nieco za bardzo rozpłynął się w swojej charakterystycznej, na poły artystycznej, na poły wręcz pornograficznej formule. Nieodwracale jest moim zdaniem jego najbardziej wyważonym i stąpającym twardo po ziemi dziełem. Pokazuje nam od tyłu to co już się wydarzyło i zmierza sobie spokojnie do sielankowego finału. Monica Bellucci występuje tutaj w ponad 20 minutowej scenie gwałtu, widz jest absolutnie bezradny i może tylko odwrócić głowę lub wyłączyć film jeśli jest słaby. Film jest wiec w pewien umowny sposób wyjątkowo obrzydliwy a paskudna scena z gaśnicą do dziś jest dla mnie niczym siarczysty policzek. Wyjątkowo mocny dramat, ale takich też nam potrzeba w czasach gdzie dużo rzeczy się ugrzecznia i przemyca między wierszami, to ten film wali w pysk tak długo aż widz nie straci przytomności.

400full-guinea-pig-2_-flowers-of-flesh-and-blood-screenshot[1]

14.KRÓLIK DOŚWIADCZALNY 2: KWIAT CIAŁA I KRWI (Ginî piggu 2: Chiniku no hana, 1985, reż. Hideshi Hino). Cała ta seria to zbiór mniej lub bardziej zapadających w pamięć krótkich metraży, trwających poniżej godziny i skupiających się na jak najdziwaczniejszej fabule i mieszaniu widzowi we łbie. Dokument to jeszcze czy fikcja? Była rzeźnia czy to tylko taka stylizacja. Legendy o snuffach krążą po ciemnych stronach internetów nie od dziś. Dla mnie to jednoznacznie jest specyficzny eksperyment nastawiony na szokowanie i poetyckiej formie. Oto pan w stroju samuraja deklamuje poezję ćwiartującego przy tym pewną kobietę. Ot cała fabuła. Ech… Japonia, tego nie ogarniecie.

Dani-in-the-movie-Cradle-Of-Fear-cradle-of-fear-19742917-400-255[1]

15.KOŁYSKA STRACHU (Cradle of Fear, 2001, reż. Alex Chandon). Jeśli tytuł Wam się kojarzy z pewnym zespołem to słusznie, w tym groteskowym gore występuje Dani Filth, wokalista black metalowych śmieszków z Cradle of Filth. Mamy więc 4 historię, które łączy postać mordercy dzieci, który mści się za swoje krzywdy. Dodam, że jest to groteska stricte brytyjska i jako takiego czarnego humoru z tamtejszych rejonów też tam szukajcie. Nie jest to dzieło wybitne wizualnie, raczej przypomina przerysowane klipy Kredek, ale w gatunku wybitnie brutalnych niewiele filmów mu podskoczy. Jeśli więc lubicie CoF (ja lubię, mam nawet Damnaion and A Day na półeczce) to koniecznie obadajcie, a tylko utrwalicie sobie wizerunek Daniego jako pociesznego diabełka z pudełka.

960_cannibal_holocaust_blu-ray_6o_758_426_81_s_c1[1]

16.NADZY I ROZSZARPANI (Cannibal Holocaust, 1980, reż. Ruggero Deodato). O tym filmie krążą legendy niesamowite. Faktem jest że ucierpiało sporo zwierząt, a ekipa filmowa musiała stawić się w komplecie by udowodnić, że żyje. Bardzo naturalistyczne kino kanibalistyczne doprawione wyjątkowo urokliwą muzyką. Już rok później ujrzał światło dzienne Cannibal Ferox, a w 2013 Eli Roth wypuścił na świat kłaniający się w pas temu dziełu The Green Inferno. Wydaje mi się, że jedynie w serialu Hannibal akt konsumpcji ludzkiego ciała bywał pokazywany w tak estetyczny sposób jak to tylko możliwe. Ostatnio bardzo ciekawym przykładem kina kanibalistycznego był westernowy Bone Tomahawk omawiany przeze mnie przed wczoraj na blogu.

0fb253_45855b8a94f943ec83f2d4a80f2bcadf[1]

17.MEN BEHIND THE SUN (Hei tai yang 731, 1988, reż, Tun Fei Mou). O oddziale 731 na World Painted Blood grupa Slayer nagrała piosenkę. Był to oddział, który dokonywał podczas wojny najbardziej popierdolonych eksperymentów na ludziach i zwierzętach, jakie możecie sobie wyobrazić. Odmrażanie rąk tak by zostały tylko kości to jedynie maleńka część tego co wypada mi Wam zdradzić. Ekstrema sięga tutaj bardzo wysoko dzięki naturalizmowi i znów nie do końca wiadomo czy przynajmniej w zwierzętach nie było prawdziwych ofiar. Najgorsze jest to, że nie jest to jedynie wymysł reżysera, a próba opowiedzenia tego co się tam działo naprawdę.

tumblr_m3snamxzR51rp562wo4_1280[1]

18.SALO, CZYLI 120 DNI SODOMY (Salò o le 120 giornate di Sodoma, 1975, reż. Pier Paolo Pasolini). Pasolini nie dożył premiery tego filmu, został zamordowany i tu należy rozwiać pogłoski, że przez jego plugawą zawartość. Dzieło podejmuj wątki z książki markiza De Sade i jest tu i jedzenie ekskrementów i seksualne poniżenie i generalnie wszystko co może się kryć pod pojęciami takimi jak disturbing, nasty and sadistic. Zwróćcie uwagę jak wielką pogardą darzył de Sade ludzi na wysokich stanowiskach tworząc inicjatorami książkowej orgii księcia, bankiera, biskupa i sędzię. Nie jest to dzieło, które z czystym sumieniem mogę polecić każdemu, ale jest to swoista klasyka złego smaku i wynaturzenia, a także lekcja tego do czego zdolni są ludzie. Brrrrr…

excision_horror_review-1[1]

19.CHIRURGICZNA PRECYZJA (Excision, 2012, reż. Richard Bates Jr.). Historia pewnej mało zadbanej młodej dziewczyny, która ma dość chore seksualne wizje i marzy by zostać chirurgiem. W przypadku tak rozchwianej psychiki lepiej jednak by to marzenie się nie spełniło… W realu grająca główną bohaterkę Analynne McCord jest przeurocza, ale cudowni charakteryzatorzy zrobili z niej tutaj stworzenie mocno odpychające. Co ciekawe jej mamę gra ex gwiazda porno, Traci Lords, jest też Roger Bart znany z Hostel 2 czy John Waters, o którym słów kilka za chwilę. To bardzo pokręcone dziełko, które przypadło mi do gustu z nie do końca wiadomych przyczyn.

Pink-Flamingos[1]

20.RÓŻOWE FLAMINGI (Pink Flamingos, 1872, reż. Jonh Waters). Waters pławił się przez lata w kiczu i kampie, ale to właśnie Różowe flamingi zapowiadane szumnie jako komedia przyniosły mu złą sławę. Mamy więc tutaj losy dość patologicznej rodzinki z transwestytą Divine na czele. Czegóż my tutaj uświadczymy? Chociażby konsumpcji psich odchodów, seksu oralnego, obsceniczności i niezbyt lotnego humoru doprawionego bardzo krzywym aktorstwem. Jeśli wydaje Wam się, ze nic co ludzkie nie jest Wam obce to możecie zrewidować swoje poglądy obczajając ten film. A z drugiej strony od Watersa polecam W czym mamy problem o seryjnej mamusi morderczyni. Przednia czarna komedia!

2318_14_screenshot[1]

21.PIŁA 4 (Saw IV, 2007, reż. Darren Lynn Bousman). Wydaje mi się, że czwarta odsłona tej jakże hajsogennej franczyzy sięgnęła swojego własnego szczytu już w scenie sekcji zwłok Jigsawa, czyli głównego czarnego charakteru serii. A potem wcale nie jest gorzej, ta część oferuje całkiem sporo pokręconego paskudnego szajsu, który wynika z poszczególnych pułapek. Nad popularnością całej serii można by się zastanawiać i dyskutować długo i zawzięcie. Dla mnie najlepszą, bezsprzecznie klasyczną jest oczywiście jedynka, która tchnęła nieco świeżego powietrza w zatęchłą formułę kina grozy. A filozofia Jigsawa mimo dość sporych luk logicznych do dziś jest jedną z ciekawszych reprezentowanych przez ekranowych złoczyńców.

aftermath[1]

22.PO GODZINACH (Aftermath, 1994, reż. Nacho Cerdà). Krótki, 30 minutowy hiszpański film, który opowiada o chirurgu, który po pracy zostaje w kostnicy by zająć się ciałem pewnej dziewczyny w taki sposób, w jaki niestety w dzisiejszych czasach łatwo sobie wyobrazić. Co ciekawe ten paskudny paskud ma już 22 lata i wciąż szokuje tak samo. Jeśli chcecie sobie w bardzo nieprzyjemny sposób wypalić oczy to serdecznie polecam. Stanowczo nie jest to film do wrażliwców, ale czy którykolwiek z filmów na tej liście jest?

taxidermia[1]

23.TAXIDERMIA (2006, reż. György Pálfi). Film traktuje o losach trzech pokoleń mężczyzn. Pokazuje ich pokręcone życie, w bardzo krzywym, groteskowym zwierciadle, a każdy segment całości jest gorszy od poprzedniego. Nie brakuje tutaj jednak głębi, sprcyficznej wrażliwości z której Pálfi słynie. Najbardziej przypadł mi do gustu czy raczej disgustu segment ostatni wyjaśniający tytułowe pojęcie. Taksidermia to bowiem sztuka wypychania zwierząt. Bohater tegoż segmentu trzyma w nim swojego niemożebnie tłustego ojca w klatce, sam postanawia na sobie dokonać tytułowego zabiegu. Tyle powinno Wam wystarczyć. Brrrr i mniam jednocześnie.

53294971f6455a74d75c0e4eaaae16[1]

24.MAMUSIA I TATUŚ (Mum & Dad, 2008, reż. Steven Sheil). Nie wiem czy miał to być jakiś ostrzegawczy komentarz dotyczący naszych migrujących do Wielkiej Brytanii, ale główną bohaterką jest Polka, która trafia pod strzechy szajbniętej rodziny. Żeby przetrwać musi przyłączyć się do ich sadystycznych, chorych, krwawych gierek. To nie jest film, który sprawi Wam jakąkolwiek przyjemność, no, chyba, że jesteście takimi samymi sadystycznymi zwyrolami jak główni bohaterowie. Mam wrażenie, że czasem po prostu zbiera się banda psycholi i po prostu tego typu filmami spełnia swoje chore marzenia.

1458649433_5-Visitor-Q-Takashi-Miike-2001-Japan[1]

25.VISITOR Q (Bijitâ Q, 2001, reż.  Takashi Miike). Miike to tutaj jeszcze powróci przy okazji minimum dwóch w jego dorobku klasycznych tytułów. Ten groteskowy wizerunek szajbniętej rodziny tu ukazanej można streścić do następującego: Pan Q odwiedza rodzinę, w której córka jest prostytutką i nawet z ojcem to zrobi jak jej zapłaci. Syn, nad którym się znęcają by wyładować złość bije matkę uzależnioną od heroiny. Ale to tylko taki wstępniak, bo to japońskie kino pełną gęba ze wszystkimi najbardziej odjechanymi koncepcjami jakie mogą przyjść do głowy. Miike w szczytowej, chorej „formie”.

gummo-bathtub-scene[1]

26.SKRAWKI (Gummo, 1997, reż. Harmony Korine). Brzydcy bohaterowie robiący brzydkie rzeczy w brzydkiej okolicy na tle „brzydkiej” muzyki. Soundtrack do tego filmu do „niszowi” (jak dla kogo) artyści z blackowego, hardcore’owego czy sludge’owego podwórka. To nie jest jakieś tam gore, nie jest to tak abstrakcyjny film jak ten opowiadający o panu Q. Najbardziej obrzydza, że to się dzieje jednak w naszej rzeczywistości. Z tych skrawków Korine układa całkiem artystyczny obrazek młodych ludzi żyjących sobie bez większego celu w latach 90. Akurat to jest film, który musicie zobaczyć, choć należy stanowczo do „najobrzydliwszych”.

44362350.cached[1]

27.SNOWTOWN (2009, reż. Justin Kurzel). Bardzo twardy film oparty na faktach, podobnie jak Gummo obowiązkowy dla każdego kinomana. Pewien chłopak niepotrafiący odnaleźć się w swoim środowisku znajduje sobie mentora, który okazuje się być kimś bardzo niebezpiecznym. Nie chcę zbyt wiele zdradzić, ale to jest film momentami bardzo odpychający i przerażający swoją prawdziwością. Co ciekawe pan reżyser tego działa w 2015 popełnił Makbeta z Fassbenderem, a teraz pracuje nad ekranizacją Assassin Creed. Szybki awans kariery muszę przyznać. Nie przegapcie tego obrazu, obiecuję Wam trzymający za gardło seans.

antichrist2[1]

28.ANTYCHRYST (Antichrist, 2009, reż. Lars Von Trier). Nie jest to najmocniejszy w przekazie film Triera (za takowe uważam Przełamując fale i Tańcząc w ciemnościach). Ten film natomiast należy do trylogii, na którą składa się późniejsza Melancholia i  Nimfomanka. Młode małżeństwo, które przeżywa stratę ich jedynego syna trafia do domku na odludziu gdzie nawiedza ich destrukcyjna siła, która sprawia, że chcą się zabić nawzajem. Jest tu kilka wybitnie niesmacznych scen, które musiały robić koooolosalne wrażenie w kinie, a czy negatywne czy pozytywne to już kwestia względna. W każdym razie wygrywa lis, który oznajmia rządy chaosu. Bardzo to dziwny film nawet jak na Triera, ale Gainsbourg i Dafoe prześwietni, magnetyczni i szaleni!

deadgirl21[1]

29.MARTWA DZIEWCZYNA (Deadgirl, 2008, reż. Gadi Harel, Marcel Sarmiento). Dwóch koleżków znajduje w opuszczonym szpitalu psychiatrycznym ciało martwej dziewczyny przykutej do łóżka. Bez większego zastanowienia postanawiają się z nią zabawić to jest gwałcić na zmianę bo czemu by nie? W końcu martwa to i protestować nie będzie. Aaaaach ta Amerykańska młodzież. Oczywiście dziewczyna okazuje się być czymś więcej niż tylko martwym ciałem, ożywa i oczywiście szybko rozpęta życie swoich oprawców w piekło. To jeden z tych filmów, które ma dość pokaźne grono zwichrowanych fanów. Przyznam, że i mi w całej swojej głupocie się podobało, bo działy się  tam naprawdę dziwne rzeczy. Także polecam, ale ostrzegam, jest gross.

adam-chaplin[1]

30.ADAM CHAPLIN (2011, reż. Emanuele De Santi). Na koniec tej części włoska krwawica, która nie zna kompromisów i jest tak bardzo krwawa, że bardziej już być nie mogła. Ale stanowczo jest to coś na czym oko fani totalnej i oderwanej od rzeczywistości rozpierduchy powinni zawiesić. Żona głównego bohatera zostaje zamordowana, postanawia on zacząć śledztwo na własną rękę i tym samym rozpoczyna odwet w stylu, który pochwalili by wszelacy filmowi terminatorzy. To akurat jest dzieło dla koneserów gore, splatterów i tego typu rozrywki. Reszta nie znajdzie tu wiele dla siebie.

gurotesuku_mb03[1]

31.GUROTESUKU (2009, reż. Kôji Shiraishi). Japońskie gore należy do jednego z najdziwniejszych i najbardziej przeładowanych przemocą podgatunków filmowego horroru. Oczywiście są mocno przerysowane i idzie złapać do nich dystans, ale w przypadku tego filmu mamy do czynienia z prościutką fabułą opierającym się na tym, że dwójka bohaterów zostaje porwana i poddana strasznym torturom. Krótkie to to (1 h 13 min) i tak jak tytuł głosi gość groteskowe, dokładnie tak jak ekranowa makabreska.

AmericanMary2[1]

32.AMERICAN MARY (2012, reż. Jen Soska, Sylvia Soska). Główna bohaterka jest studentką medycyny, która dostaje ofertę nie do odrzucenia. Za całkiem przyzwoity hajs ma dokonywać nielegalnych operacji w „medycznym undergroundzie”. Jak możecie się domyśleć zabiegi te będą niecodzienne i dziwaczne, które ładnie streszcza określenie body horror. W roli głównej całkiem atrakcyjna Katharine Isabelle znana z serialu Hannibal, w którym przecież też wykwintnie chorych akcji nie brakowało.

rob-zombie-s-house-of-1000-corpses-the-firefly-family-actor-walter-phelan-320573[1]

33.DOM 1000 TRUPÓW (House of 1000 Corpses, 2003, reż. Rob Zombie). Rob Zombie zaczynał swoją karierę od występów w zespole White Zombie, następnie rozpoczął karierę solową, a potem zamarzyło mu się zostać reżyserem. Zrealizował horror czerpiący ze staroszkolnych paskudnych horrorzysk, wykorzystał najbardziej ograne schematy i stworzył bestialski momentami obraz nie tak daleko leżący od jego pstrokatych teledysków. Postać kapitana Spauldinga jest obecnie klasycznym czarnym charakterem, a bohaterowie filmu powracają w nawiązujących do kina drogi Bękartach diabła. No i oczywiście w obsadzie Sheri Moon Zombie, żona tego jakże ciekawego muzykanta.

meg[1]

34.MEGAN IS MISSING (2011, reż. Michael Goi). Ten film zdecydowanie wygrywa naturalizmem. Takie historie się zdarzają. Opowieść o zniknięciu Megan wstrząsa, choć film momentami zdradza swoje amatorskie pochodzenie. Umawianie się z obcymi przez internet może mieć swoje opłakane konsekwencje i ten film to dobitnie pokazuje. Dzieło jest mocno przygnębiające i moim zdaniem słusznie przyczepia mu się łatkę horroru. Bo prawdziwy horror jest wtedy kiedy dzieje się w naszym życiu.

hqdefault[1]

35.SLAUGHTERED VOMIT DOLLS (2006, reż.  Lucifer Valentine). Pierwsza część trylogii, na którą składają się jeszcze ReGOREgitated Sacrifice Slow Torture Puke Chamber. Tytuły mówią same za siebie. W trzech częściach ta sama „aktorka” (nie ma nic poza tą trylogią na koncie) robi rzeczy przekraczające ludzkie pojęcie. Sprawa wygląda tak, że główna bohaterka zawiera pakt z Szatanem. Jest bulimiczką i prostytutką, i może stać się ofiarą seryjnego mordercy pań lekkich obyczajów. Generalnie syf niemiłosierny przeznaczony tylko i wyłącznie dla takich samych pojebusów jak Valentine. Nie polecam, ostrzegam, trzymajcie się od tego z daleka.

tumblr_m9ah62okcC1r6rjufo1_r1_500[1]

36.AUGUST UNDERGROUND’S MORDUM (2003, reż. Jerami Cruise, Killjoy, Fred Vogel, Cristie Whiles, Mike Schneider). Podobnie jak w przypadku SVD odradzam oglądanie tegoż tytułu będącego środkowym segmentem trylogii August Underground, tą najbardziej znaną. Jest to film stylizowany na snuff, w którym będziecie (choć mam nadzieję, że jednak nie) tortury i mordy bardzo naturalistyczne. Co ciekawe w tworzenie filmu zaangażowany był Killjoy z death metalowego zespołu Necrophagia mający obsesję na punkcie morderstw i wszelakiego gore.

the-machine-girl-02[1]

37.THE MACHINE GIRL (2008, reż. Noboru Iguchi). Zemsta! Zemsta dziewczęcia, które zamiast ręki ma karabin maszynowy i rozpruwa nim każdego wroga jaki stanie jej na drodze. Bardzo krwawe, bardzo przerysowane i momentami cholernie (czy zamierzenie czy nie tego nie wiem) zabawne. Te filmy rządzą się żelaznym prawem: aktorki w nich grające są nieprzeciętnej urody i raczej wyglądają na kruche i niewinne co po prostu jest przełożeniem na live action schematu w anime. Zemsta jest krwawa i zasłużona i przeobrzydliwa, gratuluję panu reżyserowi za ogarnięcie tej porąbanej fabuły. Ach, jest część druga, polecam ogarnąć jeśli jedynka Wam się spodoba.

72885-janhybsemhpjt5b15d[1]

38.ZOMBIE ASS: THE TOILET OF THE DEAD (2011, Noboru Iguchi). Martwica mózgu podniesiona do potęgi entej. Ten sam reżyser co poprzedniej propozycji tylko tematyka gówniana. Zombie wyłażące z wychodka i atakujące panienki. Sranie, pierdzenie, gore, generalnie fekalny humorek nie najwyższych lotów. Ten film powstał tylko i wyłącznie dlatego, bo mógł i nie ma najmniejszego sensu czy też przekazu. Jeśli z jakiegoś niewiadomego powodu macie fioła na punkcie kału to będziecie bawić się wyśmienicie 😀

037-pierre-clementi-theredlist[1]

39.SŁODKI FILM (Sweet Movie, 1974, Dušan Makavejev). Hedonizm, rozwiązłość, skandal na miarę Różowych flamingów Watersa. Kilka wątków, które łączą się ze sobą lepką nie tylko od cukru polewą. Dzieło w przewrotny i nieakceptowalny dla każdego sposób krytykuje konsumpcyjny styl życia świata lat 70. Mamy więc Wybory Miss (próżność, moi drodzy, próżność), mamy bardzo rozwiązłą proletariuszkę będącą kapitanem statku, mamy paskudną scenę z czekoladą i antysystemowy przekaz. Więcej nie zdradzę, akurat ten film warto obejrzeć i wyciągnąć zeń bardzo wyraźne wnioski.

zajawki-zombie-2[1]

40.ZOMBIE POŻERACZE MIĘSA (Zombie 2, 1976, reż. Lucio Fulci). Na koniec tej dyszki klasyczny horror Fulciego (uznawanego za równie szajbniętego twórcę co Ruggero Deodato (Cannibal Holocaust). Jest w nim okropna scena przebijania oka przez ostrą, drewnianą drzazgę, która jest wręcz wyznacznikiem tego, co pokazywały nam potem Piły Hostele. Rzecz zdecydowanie warta zachodu jeśli się jara horrorami. I tylko tytuł zwodniczy, bo wbrew pozorom to pierwsza część zombiakowego dziedzictwa Fulciego, który odszedł w 1996 roku.

Melancholie-der-Engel+1[1]

41.MELANCHOLIE DER ENGEL (2009, reż. Marian Dora). Mocno awangardowa produkcja balansująca na granicy próby powiedzenia czegoś drogą brutalnego artyzmu. Niestety kłania się niemiecka toporność, panuje tutaj chaos, a fakt, że całość trwa 2 godziny i 45 minut jest prawdziwą katorgą dla widza nawet mocno zaprawionego w boju. Także jest to dzieło raz, że dla wytrwałych, dwa, lubujących się we wszelakich wynaturzeniach ubranych w łatki „prawdziwej sztuki”. Nie dajcie się więc nabrać jeśli ktoś Was zapewni, że to dzieło, no powiedzmy podobne do Nostalgii Anioła, taki ktoś będzie po prostu Was trollować.

16BUNNY1-superJumbo[1]

42.THE BUNNY GAME (2010, reż. Adam Rehmeier). Historia prostytutki porwanej przez kierowcę ciężarówki i torturowanej przez niego. Dziewczyna o ksywie Bunny, budzi się ubrana w masce królika i jest poddawana testom wytrzymałości. Film ponoć bazuje na prawdziwych przeżyciach odtwórczyni głównej roli – Rodleen Gestic, której opętane wokalizy mogli usłyszeć fani grupy Deftones w piosence Knive Party pochodzącej z albumu White Pony z roku 2000.

779x519_mwtvzi[1]

43.GWAŁT (Baise-moi, 2000, reż. Virginie Despentes). Krótki film o zabijaniu, gwałceniu i wszelakich perwersjach. Czy zdziwi Was fakt, że odtwórczynie głównych ról były związane z półświatkiem pań lekkich obyczajów? No właśnie, francuski naturalizm, do tego odtwórczyni Nadine, Karen Lancaume zeszła z tego świata w wieku 32 lat w roku 2005. Trochę takie Nieodwracalne tyle, że pozbawione ładunku emocjonalnego i tego bijącego po ryju przekazu.

msp_gore09sm[1]

44.MORD W KAWAŁKACH (Murder-Set-Pieces, 2004, reż.  Nick Palumbo). Film, który już na okładce straszy widzów informacją, że jest to produkcja dla widzów, którzy ukończyli 21 lat, czyli są pełnoletni według prawa amerykańskiego. Opowiada o fotografie, który popada w morderczą manię. O tym, że to tylko film, sprawna manipulacja niech świadczy udział Tony’ego Todda, którego znacie chociażby z roli Candymana. Tutaj ma swój epizod jako… sprzedawca w sex shopie. Tylko dla odważnych ekstremistów.

1198x805_keckqx[1]

45.SEED: SKAZANY NA ŚMIERĆ (Seed, 2007, reż. Uwe Boll). Eeeeech. O filmach Bolla można by magisterki pisać, bo z uporem maniaka wypuszcza te swoje okropne produkcje. Tym razem opowiada o psycholu, który zostaje skazany na śmierć, na krzesło elektryczne, ale przeżywa i bierze krwawy odwet. Gdzieś to nawet było stylizowane na Siedem, Piłę czy Hostel, ale zabrakło finezji i tym samym toporność zabiła całkiem niezły pomysł. Niestety znalazł się szaleniec, Marcel Waltz, który nakręcił siedem lat później kontynuację nazwaną The New Breed.

inbred-663x454[1]

46.KRWAWA GOŚCINNOŚĆ (Inbred, 2011, reż.  Alex Chandon). Bardzo czarny humor towarzyszy temu dziełu. Bohaterowie trafiają na teren zapomniany przez Boga, gdzie mieszkają zwyrodniali rednecy w bardzo dziwnej społeczności, mający na celu tylko jedno: wybić intruzów co do nogi, krótko mówiąc krwawo ich ugościć. Warto zerknąć, bo w przeciwieństwie do wcześniej omawianych przeze mnie dzieł, tu są przebłyski kreatywności jeśli chodzi o epatowanie paskudnymi scenami, czyli można złapać do filmu całkiem zdrowy dystans. Straszne nie jest, obrzydliwe owszem, ale i zabawne, a to najważniejsze!

high-tension-2004[1]

47.BLADY STRACH (Haute Tension, 2003, reż. Alexandre Aja). Horror psychologiczny, który ma całkiem zgrabny background no i oczywiście reprezentuje bardzo krwawą Francję. Dwie kobieciny muszą uciekać przed psychopatycznym mordercą, w ruch idzie piła motorowa, a dzieło kończy się twistem z rodzaju takich jak lubię, kwestia tego, czy przyjmiecie go bez większych rozkmin, czy jest on prawdopodobny. Aja jako reżyser się nieźle wyrobił, polecam chociażby Rogi z Danielem Radcliffem w roli głównej.

frontieres[1]

48.FRONTIERE(S) (2007, reż. Xavier Gens). Hasła promocyjne grzmiały, że to nie jest film dla normalnych ludzi oraz dyskredytowały wszelakie części Piły, twierdząc, że przy takim stężeniu przemocy są po jako gore po prostu tępe. No ale jeśli bohaterowie wpadają w ręce neo-nazistów kanibali, to lekko nie będzie. Okrutny to atak na nasze zmysły, ale pod płaszczykiem brutalności próbujący przemycić nieco politycznego tła.

f4ae15d551e0a5f32bd64b75a3476f61[1]

49.GRINDHOUSE: PLANET TERROR (2007, reż. Robert Rodriguez). Ten film zapewne zna większość z Was, ale no nie mogłoby go tu zabraknąć, bo wali po oczach okropnościami aż miło. Kłaniający się w pas niszowemu kinu spod znaku eksploatacji obraz, obrazuje jak wyglądałaby toksyczna zombie inwazja wraz z body horrorem na czele. Polecam szczególnie scenę z przeobrażającym się Qunetinem Tarantino, masakrą jakże ładnej główki Fergie i scen z udziałem fenomenalnego Jeffa Faheya. A obsada powala: jest Bruce Willis, Rose McGowan, Michael Biehn, Freddy Rodriguez, Josh Brolin czy Naveen Andrews z Zagubionych. Bardzo, bardzo, bardzo lubię, nawet bardziej niż segment należący do Quentina.

130530033530931319[1]

50.NAJŚCIE (À l’intérieur, 2007, reż. Alexandre Bustillo, Julien Maury). Na finał wpisu kolejna francuska produkcja tym razem o szajbniętej kobiecie, która postanawia dosłownie wykroić z ciężarnej bohaterki jej dziecię niemal gotowe do przyjścia na świat. Lubię filmy, w których atrakcyjna pani wpada w szał i rusza z nożem na równie atrakcyjną i niewinną istotę. Jeśli podobał Wam się Martyrs to ten film to dla Was propozycja obowiązkowa.

tumblr_mhnqcvxg081rvnja4o1_500[1]

51.THE POUGHKEEPSIE TAPES (2007, reż.  John Erick Dowdle). Found footage pokazujące dokonania seryjnego mordercy, uwiecznione na kasetach wideo znalezionych w tytułowym miasteczku. Momentami jest to cholernie przerażające, gęsia skórka pojawi się u Was nieraz szczególnie gdy przyjmiecie przed seansem, że to się wydarzyło naprawdę. Polecam, ale jednocześnie ostrzegam, cholernie kopie.

maniac803big[1]

52.MANIAK (Maniac, 1980, reż.  William Lustig). Klasyk krwawego horroru, opowiadający o psychopacie, który wieczorami morduje i skalpuje kobiety. Główny bohater jest odpychający jak należy, ale poza okropieństwami troszkę poznacie funkcjonowanie tego typu osobników. W 2012 pojawił się remake z Elijah Woodem, który jeszcze nieco inaczej ujął całą historię i także jest godny Waszej uwagi.

begotten-3[1]

53.BEGOTTEN (1990, reż. E. Elias Merhige).  Surrealistyczny obraz, który jest nakręconymi tak nieprzyjaznymi dla widza metodami, że to głowa mała. Mamy tutaj postacie tak przerażające i zniekształcone, że lepiej tego w nocy nie oglądajcie. Jeśli się jednak odważycie to zwróćcie uwagę na warstwę filozoficzną filmu, a szczególnie postać Boga i to co się z nim dzieje. Żeby nie było, reżyser ma na koncie także „normalniejszy” film czyli balansujący na granicy filmowej groteski Cień wampira.

1316633391_gruz-200-2007-720p-bluray-rus-hdclub10293822-28-43[1]

54.ŁADUNEK 200 (Gruz 200, 2007, reż.  Aleksey Balabanov). Kto porwał córkę lokalnego sekretarza partii? Kto dokonał brutalnego morderstwa? Detektyw Żurow próbuje się tego dowiedzieć, w tym cholernie mrocznym filmie, przy którym Dom zły Smarzowskiego jest przyjemną wędrówką po parku. Niestety w wieku 54 lat twórca tego nokautującego dzieła odszedł od nas na zawsze. Ale jego dzieło pozostało i szokuje po dziś dzień. Nie śmiem polecić jednostkom o słabych nerwach, ale tych, którzy jakoś przełknęli Srpski Film, i szukają czegoś ambitniejszego polecam po stokroć.

klatkacristal2[1]

55.TRAS EL CRISTAL (1986, reż. Agustín Villaronga). Bardzo ciężki w odbiorze obraz ze względu na sceny jawnie pokazujące, że główny bohater był nazistą i pedofilem. W czasach, w których rozgrywa się film jest on przytrzymywany przez specjalną aparaturę, tak zwaną „szklaną klatkę”. Nieprzyjemnie się Wam to będzie oglądać, szczególnie w takie wakacyjne jeszcze dni, bo klimat duszny i klaustrofobiczny. Warto zobaczyć, ale ostrzegam, że cholernie może Was wyłomotać.

eden-lake[1]

56.EDEN LAKE (2008, reż. James Watkins). Mamy dwójkę bohaterów (Fassbender i Reilly), których sielankowy wypad za miasto zamienia się w piekło kiedy trafiają na grupę młodych sadystów z Jackiem O’Connellem (Skins) na czele. Mocny survival, który nie epatuje przemocą dla samej przemocy, acz bada przy okazji mroczną stronę ludzkiej natury. Lektura obowiązkowa.

Where-the-Dead-Go-to-Die-2012-Image-12[1]

57.WHERE THE DEAD GO TO DIE (2012,  Jimmy ScreamerClauz). Popierdolona na maksa animacja, w której srogi surreal i groteska miesza się z horrorem i wszelakimi odjazdami jakie możecie sobie wyobrazić. Piekło dla oczu i wrażliwych dusz, zaznaczę, że nie brakuje tu molestowania seksualnego syna przez ojca, czy bliźniaków syjamskich, z tym że tylko jednego żywego. Odlot większy niż Shrek is love, Shrek is life, przysięgam.

maxresdefault[1]

58.VASE DE NOCES (1974, reż. Thierry Zéno). Znany też pod tytułem The Pig Fucking Movie. Nudny jak flaki z olejem obraz, w którym główny bohater rucha świnię. Dosłownie. Nic więcej ciekawego się nie dzieje, no może poza sceną z martwymi świńskimi płodami, o ile to można nazwać ciekawym. Polecam omijać niczym Boku no piko czy jak to tam się pisze

mg_2341[1]

59.JESTEŚMY TYM CO JEMY (Somos lo que hay, 2010, reż. Jorge Michel Grau). Ciężki temat moi drodzy. Co się stanie jeśli tata-kanibal kopnie w kalendarz? Ano dzieci-kanibale będą musiały przejść przyspieszony kurs dojrzewania i polowania na swoje standardowe papu. Trochę dramat, trochę gore horror. Tak czy siak nie jest to przyjemne w oglądaniu, rzekłbym, że dość mocno atakujące zmysły.

feed1[1]

60.POKARM (Feed, 2005, reż. Brett Leonard). Film, w którym pobrzmiewają echa Siedem Finchera. Mamy więc detektywa, który próbuje wywęszyć trop pewnego psychola, którego wielkim marzeniem jest zakarmienie pewnej kobiety na amen. Dość paskudny film o dewiacji, o której często i głośno się nie mówi. Feedersi to osobnicy, którzy tuczą swoje drugie połówki dla swojego seksualnego zadowolenia.

slither-movie[1]

61.ROBALE (Slither, 2006, reż. James Gunn). Zabawnym jest, że pan Gunn kiedyś był związany z Tromą (o której za chwilę) by potem nakręcić całkiem udanych Strażników galaktykiRobale to horror i czarna komedia w jednym, w którym doszukacie się hołdu dla dzieł Cronenberga i Carpentera. Tytułowe robactwo mnoży się i infekuje mieszkańców zwyczajnego miasteczka zamieniając żywot społeczności w groteskowe piekło. Dla kreacji Michaela Rookera i Elizabeth Banks koniecznie musicie zobaczyć.

caleb-emerson-as-the-carl-jr-zombie[1]

62.POULTRYGEIST: NOC KURCZĘCICH TRUCHEŁ (Poultrygeist: Night of the Chicken Dead, 2006, reż. Lloyd Kaufman). Jest to jeden z najbardziej ekstremalnych filmów z wytwórni Troma dowodzonej przez niestrudzonego Lloyda Kaufmana, ojczulka niskobudżetowego kina, które z miejsca staje się kulowe wśród maniaków gore, groteski, kampu i fabuł tak abstrakcyjnych, że poświęcę jego kinu osobny artykuł. W Nocy… rzecz ma się następująco. Duchy Indian wstępują w kurczęcie truchła, bowiem restaurację imitującą KFC postawiono na gruzach starego cmentarza. Zapewniam, że będzie Wam ciężko łyknąć ten miks horroru, komedii i… musicalu łyknąć bez odpowiedniego zaprawienia się wcześniej.

960[1]

63.THE GREEN INFERNO (2013, reż. Eli Roth). Eli oddał po swojemu hołd Cannibal Holocaust wrzucając grupkę ekologów aktywistów prosto w szpony dzikusów kanibali. Niestety poza kilkoma mającymi wywołać skrajne obrzydzenie scenami film nie oferuje żadnego głębszego przesłania, punktuje jedynie sposobem wykonania, brutalnością i mięsistością. To niestety zdecydowanie za mało by mną potrząsnąć, ale i tak na liście pojawić się musi.

tusk1[1]

64.KIEŁ (Tusk, 2014, reż. Kevin Smith). Nie mam pojęcia co przyświecało Kevinowi podczas realizacji tego filmu, ale jeśli chciał nim wyrazić swoją miłość do filmów gore i surrealizmu to nawet mu się udało, choć artystycznie to klapa na całej linii. Główny bohater nieszczęśliwie wpada w ręce szaleństwa, który operacyjnie postanawia przekształcić go w morsa. Ot, i cały zarys fabuły, która skomplikowana nie jest, ale naszpikowana obrzydliwościami jak najbardziej. Stanowczo najdziwaczniejsza rzecz tego jakże zdolnego twórcy.

feuchtgebiete-film_43860818[1]

65.WILGOTNE MIEJSCA (Feuchtgebiete, 2013, reż. David Wnendt). Jeśli brzydzicie się tematami około toaletowymi, okresowymi, wydzielinami ludzkiego ciała, to trafiliście bardzo bardzo źle. Główna bohaterka przeprowadzi Was przez gęstwinę fetyszy, także seksualnych, tych bliższych powiedzmy Two Girls One Cup. Jeśli miejsca intymne to dla Was temat tabu, to uciekajcie od tego filmu jak najdalej. Jeśli jednak lubujecie się we wszelakich okropieństwach to będziecie zachwyceni.

ex-drummer_396009_20355[1]

66.EX DRUMMER (2007, reż.  Koen Mortier). Obraz moim zdaniem wpisujący się w klimat kultowego Gummo (Skrawki). Losy trzech upośledzonych muzyków, którzy poszukują perkusisty i trafiają na bardzo wyjątkowego gościa. Takiego zupełnie innego od nich, który ma interes w tym by zagrać z nimi jeden koncert. Rzecz w tym, że on nie umie grać na garach, gitarzysta jest głuchy, basista ma sztywną rękę, a wokalista wadę wymowy. A to wszystko w oparach zgrzytliwej muzyki i totalnego patologicznego szaleństwa, które czyni z takiego Trainspotting film bardzo grzeczny.

411708_1.1[1]

67.BORGMAN (2013, reż. Alex van Warmerdam). Dziwna sprawa z tym Borgmanem. To film aspirujący do całkiem filozoficznego tylko, że w dość odrażającej formie. Do poukładanej rodzinki trafia pewien włóczęga, który wywala ich poukładane życie do góry nogami. Do tego dzieło jest pełne niewymuszonego czarnego humoru, który złapie za serducho niejednego wykolejeńca. Hmmmm… a czy ta scenka nie kojarzy Wam się z filmem, o którym pisałem w opisie Ex Drummer? Hmmmm bo mi nawet bardzo! Smacznego oglądania!

fly[1]

68.MUCHA (The Fly, 1986, reż. David Cronenberg). Body horror mistrza dziwacznych produkcji, który dochrapał się Oscara za efekty specjalne. Właściwie cały film jest obrazem przemiany głównego bohatera w tytułowego insekta, widać też jak mężczyzna grany przez Jeffa Goldbluma zostaje pochłonięty przez destruktywne instynkty i pozwala na odczłowieczenie się. Wizualnie to kawał znakomitej roboty, majstersztyk, tworzący z Obcym Coś trójcę wzorcowego horroru s-f.

banned-movies-11[1]

69.ICHI ZABÓJCA (Koroshiya 1, 2001, reż. Takashii Mike). Sadystyczny obraz Miikego pokazuje nam groteskowy obraz azjatyckich mafiozów. W dziele rywalizują ze sobą dwaj bohaterowie sadomasochista Kikahara i tchórzliwy, acz znakomicie potrafiący mordować Ichi. Akcja dzieje się w mieście wielce grzesznym, gdzie rządzą burdele, przemoc wobec bliźniego i generalnie degrengolada i patologia. Co ciekawe film mimo przeładowania przemocą ogląda się wybornie i jest uznawany za jedno ze szczytowych osiągnięć japońskiej kinematografii.

s-a9652533eec38b40d1c0acb176542bf0039715b3[1]

70.CUTTING MOMENTS (1997,  Douglas Buck). Krótkometrażówka (niecałe 30 minut) o tym jak to się w pewnej rodzinie posypało, kiedy ojciec swoją miłość ze swojej żony na syna przeniósł. Żeby nie doszło do aktu nieczystego bohaterka postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i co nieco ukrócić. Paskudne to to, ale mocno sugestywne, dobre na zamknięcie tej dziesiątki.

maxresdefault[1]

71.KOLEKCJONER (The Collection, 2012, reż. Marcus Dunstan). Pierwsza część, The Collector  nie doczekał się promocji w naszym kraju. Za to kontynuacja z nieznanych mi przyczyn była dość mocno promowana, nawet pamiętam gigantyczne billboardy, które mijało się autostradami. Psychol ze swoich ofiar składa jakieś pokraczne miksy. Czy główny bohater odnajdzie porwaną dziewczynę na czas? Rzecz o podobnym kalibrze co chociażby Seed niejakiego Uwe Bolla.

calvaire2[1]

72.KALWARIA (Calvaire, 2004, reż. Fabrice Du Welz). Główny bohater, przystojny piosenkarz trafia do hotelu, którego właściciel wydaje się bardzo miłym człowiekiem. Mężczyzna okazuje się srogim psychopatą, który wmawia sobie, że Marc jest wcieleniem jego martwej żony. Zaczyna go torturować: min skalpować, gwałcić, a ostatecznie go krzyżuje (tytuł nie jest przypadkowy). Bardzo mocna propozycja, bardziej dramat niż horror, polecam poszukiwaczom bardzo mocnych wrażeń.

maxresdefault[3]

73.BLOODSUCKING FREAKS (1976, reż. Joel M. Reed). Przeokrutny atak na zmysły widza jeszcze z lat 70. W pewnym teatrze jego właściciel dokonuje tortur na scenie na porwanych kobietach. Widzowie myślą, że to ściema, ale to prawdziwe zamęczanie. Jeden z bardziej krwawych filmów na tej liście a do tego totalnie oldschoolowych. Bardzo ciężko go znaleźć, ale szukajcie a natraficie, być może pod tytułem The Incredible Torture Show. 

blooddiner2[1]

74.KRWAWY OBIAD (Blood Diner, 1987, Jackie Kong). Bardziej komediowe podejście do kanibalizmu. Panowie mięsożercy prowadzą restaurację ze zdrową żywnością, a ich celem nadrzędnym jest przywrócenie do życia bogini życia Shita. Mają już część potrzebnych elementów, ale wyruszają na poszukiwanie kolejnych. Trochę z mrugnięciem okiem do widza, także tych paskudztw nie bierzcie sobie do swoich wyciętych serduszek.

still-from-in-my-skin[1]

75.POD MOJĄ SKÓRĄ (Dans ma peau, 2002, reż. Marina de Van). Psychologiczny dramat o kobiecie, która nie odczuwa bólu. Zaczyna się więc okaleczać na własne życzenie, co raczej nie ułatwi jej kontaktów ze społeczeństwem. Jest to debiut reżyserski pani de Van, która jednocześnie wcieliła się w główną bohaterkę. Myślę, że ten film powinny  także obejrzeć osoby, które nie do końca pojmują jak ludzie mogą się ciąć, na jakich podstawach psychicznych. Bardzo mocny i jak to się mówi „ostry” film.

maxresdefault[1]

76.CANNIBAL FEROX (1981, reż. Umberto Lenzi). Drugi obok Cannibal Holocaust bardzo charakterystyczny film z nurtu kanibalistycznego. Porównywalny do Cannibal Holocaust, tyle że sporo od niego późniejszy. Była to próba przebicia tamtejszego dzieła. Znów trafiamy do dżungli, w której rdzenni mieszkańcy konsumują głupców, którzy nawiną się pod ich broń. Jak lubicie specyficzne kuchenne rewolucje to polecam, ale i tak na własną odpowiedzialność.

the-beyond[1]

77.HOTEL SIEDMIU BRAM (…E tu vivrai nel terrore! L’aldilà, 1981, reż. Lucio Fulci). Główna bohaterka trafia do hotelu nawiedzonego przez piekielne moce. Przed laty mieszkańca pokoju numer 36 wywleczono i ukrzyżowano, bowiem został posądzony o uprawianie czarnej magii. Fulci słynie z bardzo brutalnych filmów takich jak omawiany Zombie 2. Nie jest to film dobry aktorsko, ale za to epatuje mega paskudztwami, a przecież w tych zestawieniach także o to się rozchodzi.

maxresdefault[3]

78.OBLICZA ŚMIERCI (Faces of Death, 1978, reż. John Alan Schwartz). Film, który jak wieść gminna niesie jest dokumentem, przedstawiającym prawdziwe brutalne egzekucje na ludziach i zwierzętach. Nikt nie wie, które historie tu pokazane są tylko sprytną inscenizacją, czy prawdziwym zapisem ostatniego tchnienia. Coś na zasadzie filmowego snuffu, polecam odważnym, reszcie niekoniecznie.

audition[1]

79.GRA WSTĘPNA (Ôdishon, 1999, reż. Takashi Miike). Na poły jest to historia romantyczna pewnego pechowego mężczyzny, który poznaje niesamowicie piękną dziewczynę. Niewinna znajomość przekształca się perwersyjną zabawę pomiędzy szaloną Asami a biednym Shigeharu. Miike słynie z ekranowych paskudztw, także lojalnie ostrzegam, że im dalej w seans tym gorzej i bardziej pokręcone wizje są nam serwowane. A scena z odcinaniem nogi… aaaach przerażająca poezja.

girl_next_door_2007_12[1]

80.DZIEWCZYNA Z SĄSIEDZTWA (The Girl Next Door, 2007, reż. Gregory Wilson). Wstrząsająca historia dziewczyny torturowanej przez swoją własną ciotkę, która okazuje się psychopatką. Historia ta wydarzyła się naprawdę i została opisana przez Jacka Ketchuma. Przyjrzyjcie się dokładnie pokazanym tu zależnościom między bohaterami, kontrastowi pomiędzy schludnym ubiorem rodziny Chandlerów z cielesną męczarnią nieszczęsnej dziewczyny. Największym potworem, demonem, energetycznym wampirem ponownie okazuje się człowiek.

BAWCIE SIĘ DOBRZE PRZEBIERAJĄC W TYCH TYTUŁACH! HAPPY HALLOWEEN!

ST_201_202_Unit_0810_R_CROP.0[1]

Powrót do dziwnego miasteczka, czyli o „Stranger Things 2” słów kilka.

Pierwszy sezon Stranger Things był doskonały. Projekt braci Duffer okazał się strzałem w dziesiątkę, bowiem już od jakiegoś czasu zarówno w świecie muzyki jak i filmu zaczęła panować moda na retro klimaty. Udało się odtworzyć ejtisowy klimat, a jednocześnie produkcja ma na wskroś współczesny sznyt i bardzo dobre efekty specjalne, oczywiście nieco „uszkodzone”, tak byśmy mogli jeszcze bardziej w te ejtisy uwierzyć. Twórcy czerpali inspiracje z takich filmów jak Obcy, E.T., Stań przy mnie, To i oczywiście niszowych horrorów, których w latach 80-tych wychodziła cała masa. Wyraziste postacie dziecięce, ikona lat 90-tych pod postacią Winony Ryder, kultowe i na nowo przypomniane muzyczne kawałki, sporo lekkiego humoru kontrastującego z unoszącą się w powietrzu grozą i bardzo wiarygodne, pełnokrwiste relacje z bohaterami stały się przepisem na sukces.

ST_201_202_Unit_0810_R_CROP.0[1]

Tęskniłem za Wami chłopaki!

Poprzeczkę postawili sobie bracia bardzo wysoko, pierwszy sezon zakończył się efektownym i bardzo niepokojącym cliffhangerem. Drugi sezon okazuje się bezpośrednią kontynuacją dziejącą się rok później po dramatycznych wydarzeniach z pierwszego. Bardzo szybko wprowadzona jest trójka istotnych, nowych bohaterów: nowy chłopak Joyce imieniem Bob (Sean Astin znany przede wszystkim jako Sam z „Władcy Pierścieni”), oraz rodzeństwo Billy (agresywny koleżka, na którego leci większość lasek) i Max (rudowłosa dziewczyna jeżdżąca na deskorolce). Twórcy tym razem postanowili ugryźć historię nieco inaczej, nie skupiając się tak intensywnie na postaci Eleven, która przez cały sezon poszukuje prawdy o swojej rodzinie, matce i ojcu. Akcja w dużej mierze skupia się na postaci Willa, który ma przebłyski z Upside Down, oraz na relacjach postaci, które w poprzednim sezonie nie miały ze sobą za dużo styczności. Wciąż fenomenalną postacią jest Dustin, który w tym sezonie przeklina po swojemu całkiem dużo, zaczynają kwitnąć nowe romanse i jest… dużo bardziej stranger niż ostatnio. Mrok nabiera tutaj nowego wymiaru, jest więcej przemocy i scen rodem z horrorów. Jest też bardzo duży nacisk na muzykę, usłyszycie sporo dobrego rock n rolla, Duran Duran czy nawet starą Metallicę.

Co prawda nie ma takiego efektu „WOW” jak podczas oglądania pierwszej serii, ale ilość wątków, które się ze sobą przeplatają, wszelakie gagi, aura tajemniczości i rozwijanie osobowości i historii poszczególnych bohaterów sprawia, że drugi sezon ogląda się wyśmienicie. Poza tym akcja jest tak płynna jakby nagrano oba sezony za jednym podejściem, nie widzę tu żadnych błędów, ba odniesienia do niezakończonych wątków w jedynce są fajnie rozwinięte, a fani Barb będą bardzo ucieszeni, bowiem Nancy nie spocznie póki nie zdobędzie dowodów na to, że śmierć dziewczyny była wynikiem zbrodniczego działania laboratorium. Podziwianie Winony Ryder i Davida Harboura w akcji to także miód dla oczu, Joyce wciąż jest kobietą znerwicowaną i ześwirowaną na punkcie swojego syna, ale ma w sobie coś bardziej uroczego niż ostatnio, a szeryf Hooper… cóż, nie chcę za dużo zdradzać, ale ma tym razem nieco inne zadanie niż ostatnio, ma bowiem kogoś bardzo ważnego pod swoją opieką. Wydaje mi się, że ten sezon jest też bardziej dramatyczny, emocjonujący, kilka razy się prawie rozkleiłem. Bohaterowie dorastają, dojrzewają na naszych oczach, zakochują się w sobie i „przy okazji” walczą o to by świat nie został opanowany przez istoty z innego wymiaru. Jeszcze jedna rzecz rzuciła mi się  bardzo w oczy, ale to raczej fajne odtworzenie symbolu tamtych, zbuntowanych czasów: część bohaterów prawie nie rozstaje się z papierosem, może po prostu nie przykładałem do tego takiej wagi podczas oglądania poprzedniego sezonu, ale mam wrażenie, że kopcą jeszcze więcej i czerpią z tego wielką przyjemność.

stranger%20things%20season%202%20poster[1]

Tym razem zagrożenie jest o wiele potężniejsze…

W dobie kolejnych, bardzo dobrych adaptacji starych książek Kinga, wszechobecnej retro elektroniki, retro-rocka i metalu Stranger Things jest serialem-symbolem, który za kilka lat stanie się klasyką internetowej telewizji. Potencjał na trzecią serię jest, wątków, które proszą się o dalsze rozwinięcie nie brakuje, nic tylko czekać, aż Dufferowie ogłoszą oficjalnie przybliżoną datę trzeciego sezonu (obstawiam końcówkę przyszłego roku lub początek 2019). Kocham ten serial całym swoim nerdowskim serduchem i czekam na wasze opinie jak już się uporacie z 9 świetnymi odcinkami tego sezonu. Ode mnie tyle na dziś, w kolejce już czeka „Mindhunter”! Do przeczytania next time!