MENU
  • „Piękni panowie na tle kaloryferów” – wywiad z Katarzyną Czajką (Zwierz Popkulturalny)

    Kwiecień 6, 2016 7:02 pm Dodał stanley

    Ci, którzy przeczytali mój pierwszy wywiad na nowym blogu zostali poinformowani, że będę starać dobierać się ciekawych gości do działu w wywiadami, takimi, którzy będą mieli coś ciekawego do powiedzenia w temacie nie tylko kinematografii. Uznałem, że Kasia Czajka czyli Zwierz Popkulturalny to osoba, którą koniecznie powinniście poznać jeśli jesteście chłonni wiedzy zapodawanej na luzie, od fanki do fanów rozmaitych filmowych i serialowych produkcji. A W kolejce do przepytania czekają już Masochista, Grupa Filmowa Darwin czy raper Gospel. Tymczasem obadajcie moją pisaninę ze Zwierzem! UWAGA ZACHOWAŁEM ORYGINALNĄ PISOWNIĘ U ZWIERZA! ŻADNYCH DODATKOWYCH PRZECINKÓW!

    1503908_10202237564355413_516818635189656636_n[1]

    Jeśli chcesz wyglądać epicko to strzel fotę na tle brytyjskiej flagi. 

    Stanley: Hej Zwierzu! Mam wrażenie, że rozmawiamy w bardzo ciekawym momencie Twojego życia. Niedawno minęło 7 lat, odkąd prowadzisz bloga, który, mam wrażenie, jest dość istotnym źródłem wiedzy nie tylko dla rozkochanych w brytyjskiej kinematografii i serialach, ale ogólnie dla wszelakich zjadaczy wiedzy na temat popkultury jako takiej. Wiem, że pisanie to Twoja wielka pasja, ale czy nie łączy się z nią pewna edukacyjna misja? Czy Zwierz ma poczucie uświadamiania swoich czytelników, że to z czym obcują na co dzień, kultura i popkultura, to takie wiecznie nieodkryte lądy, które są celem Zwierza badań? 

    Zwierz: Tak na pewno blog ma w pewnym stopniu rolę edukacyjną. Czasem mi się obrywa od bardziej „zaawansowanych” blogerów piszących o zjawiskach popkulturalnych, że właśnie trzymam się bardzo prostych rzeczy, czy czasem „Odkrywam Amerykę”. Zdaję sobie z tego sprawę, ale jednocześnie – właśnie o to chodzi – żeby zwrócić uwagę czytelników na pewne sprawy, które dla znawców są oczywiste a mogą dać wiele radości tym, którzy w świat popkultury dopiero wchodzą. W sumie z tym jest zawsze spory problem bo ludzie chcą wiedzieć więcej ale często mają wrażenie, że nie sposób się przebić. Mam nadzieję, że trochę w tym mi pomagam. I tak największą radość czerpię z tego, że mogę komuś coś pokazać, wskazać, wyjaśnić. W sumie chęć wyjaśnienia innym co kryje się w popkulturze stoi gdzieś na górze moich priorytetów w czasie pisania bloga.

    S: Przyznam, że na wiele tematów, które porusza Zwierz sam bym nie wpadł, może dlatego, że jestem mężczyzną, może dlatego, że nie mam w ich zakresie odpowiedniej wiedzy. Skąd Katarzyna Czajka czerpie pomysły na wpisy, które niemalże codziennie można uświadczyć na blogu? Spisujesz sobie pomysły, robisz grubszy research, korzystasz z podpowiedzi czytelników? Jak to się dzieje, że blog od tylu lat po prostu tętni życiem i jest coraz lepszy?

    Z: Myślę, że płeć niewiele ma z tym wspólnego. To znaczy, nie mam wrażenia, że poza zestawami pięknych panów na tle kaloryferów cokolwiek było bardzo kobiece (a i piękni panowie mogą zainteresować bez względu na płeć). Natomiast plusem popkultury jest to, że ciągle dostarcza nowych tematów – zarówno tych które oznaczają komentowanie rzeczywistości – a tu pojawiają się coraz to nowe problemy czy tytuły jak i te przy których trzeba pogrzebać. Dla mnie każdy seans to kopalnia tematów. Oczywiście najłatwiej znaleźć temat zadając sobie proste pytania np. dlaczego ten film powstał właśnie teraz, do czego odnoszą się bohaterowie, jak wygląda kwestia reprezentacji. Kiedy zaczniemy sobie zadawać mnóstwo pytań nagle okaże się, że jest pomysł na mnóstwo notek. Co do spisywania pomysłów, to noszę je w głowie trzymam je tam i czasem wypuszczam wcześniej czasem później. Natomiast tajemnicą rozwijania bloga jest po pierwsze – pisać o tym co naprawdę nas interesuje, nawet jeśli niekoniecznie zainteresuje to innych no i nigdy nie być z siebie 100% zadowolonym.

    S: Jako, że minęło już 7 lat odkąd w tym siedzisz to czy jesteś w stanie przytoczyć mi i czytelnikom najbardziej rewolucyjne momenty na blogu? Czy tylko wpisy przysporzyły Ci popularności, czy może na sukces Zwierza złożyło się jeszcze jakieś tajemnicze coś?

    Z: Myślę, że pierwszym takim przełomem były moje recenzje kolejnych odcinków 2 sezonu Sherlocka. Pisałam je po nocy tak by były absolutnie pierwsze w Polskim internecie. Serio jedną pisałam do 2 tylko po to by potem natychmiast zacząć pisać relację ze Złotych Globów. Dziś jestem już nieco spokojniejsza i czasem idę spać. Druga sprawa, to moje dwie negatywne recenzje – jedna – dawno temu Baby Blues i druga niedawno 50 Shades of Grey. Wyraźnie ludzie lubią kiedy jestem złośliwa. Jednak osobiście najbardziej przełomowy był chyba zeszłoroczny wpis o seksizmie. Wtedy poczułam że tekst napisany przeze mnie może przeczytać naprawdę mnóstwo osób. Ale dla tych co myślą, że w blogosferze można zostać gwiazdą przez noc. Niestety, dzień po notce którą polubiło 2 tys. Osób trzeba napisać kolejną którą polubi 50. Na tym chyba polega sukces. Nie na tej jednej fenomenalnej notce tylko na to by znaleźć w sobie siłę i napisać też tekst zupełnie zwyczajny.

    sherlock[1]

    Pisanie o drugim sezonie Sherlocka przyniosło Zwierzowi wielu nowych czytelników.

    S: We wstępie zaznaczyłem, że uważa iż teraz jest dość intensywny okres z życiu Zwierza. Przyszła wiosna, nadchodzą konwenty, popularność rośnie i z pewnością Zwierz pojawia się na coraz większej ilości imprez. Do tego jeszcze dochodzi pisanie pracy doktoranckiej i książki o ile się nie mylę, prowadzenie podcastu z Pawłem Opydo i buszowanie na YT z Mysza Movie a do tego normalna praca. Moje pytanie więc brzmi: jakim cudem Zwierz mieści to wszystko nie tyle w 24 godzinach co w całym tygodniu, czy nawet miesiącu? Jakiś rygorystycznie ułożony plan dzienny czy tygodniowy? Urządzenie pozwalające cofać czas jak u Hermiony? A może tylko mi się wydaje, że to zajmuje tak dużo czasu i na luziku styka jeszcze na życie prywatne?

    Z: Brzmi to dużo bardziej imponująco niż jest w rzeczywistości. Pisanie bloga to 2-3 godziny dziennie najczęściej między 23 a 1 w nocy. Czyli w godzinach kiedy i tak większość z nas nic produktywnego nie robi. Wtedy mój mózg pracuje najlepiej. Druga sprawa – nagrania z Pawłem oznaczają że raz w tygodniu nie muszę pisać długiej notki. Z Myszą widujemy się raz na dwa trzy miesiące i nagrywamy więcej niż jeden klip. Rzeczywiście doktorat idzie powoli ale dlatego, że pomiędzy napisaniem wstępu a pierwszego rozdziału w ramach prokrastynacji napisałam powieść. Niektórzy prokrastynują w sposób mniej twórczy ale ja naprawdę robiłam to dla frajdy. A życie towarzyskie? Cóż mam olbrzymie szczęście, że moi znajomi i bliscy są ludźmi którzy doskonale rozumeją że dom i praca to nie są dwa osobne byty. Można sobie godzinkę posiedzieć z laptopem, godzinę pograć w planszówkę i godzinę spędzić na rozmowie i jakoś się udaje. W każdym razie myślę, że do póki mam czas na rozmyślania to starczy mi czasu na wszystko. Bo właśnie to zajmuje najwięcej czasu. Myślenie.

    S: Jako, że Zwierz siedzi w blogosferze znacznie dłużej niż ja to pozwolę sobie zapytać o jej kondycję. Ostatnio widzieliśmy się na Blog Forum Gdańsk i było całkiem sympatycznie, niedawno odbyła się Gala Twórców, która kiedyś była Blogiem Roku. Jak wygląda sytuacja blogosfry kulturalnej w kontekście tych wszystkich blogów parentingowych, podróżniczych, edukacyjnych, ekonomicznych czy lifestyleowych? Czy w tak hermetycznej społeczności twórców jest jeszcze miejsce na zupełnie nowe twarze i blogi, czy jednak wszystko sprowadza się do tak zwanej starej gwardii, która mimo że wciąż musi walczyć o uwagę czytelnika to nie robi już tego z taką świeżością jak kiedyś?

    Z: Myślę, że osobie takiej jak ja naprawdę trudno ocenić stan blogosfery. Po prostu trochę za mało czasu spędzam w jej towarzystwie. Nie jest to żadna szlachetna izolacja, po prostu tak wyszło. Na pewno już teraz wiadomo, że młodzi ludzie raczej będą szli w kierunku YouTube co zostawia blogerom jednocześnie więcej miejsca ale też sprawia, że wielu szuka dla siebie też czegoś poza blogiem. Dziś wielu blogerów zakłada sklepy, publikuje, ma kanał na YouTube, podcast. Bo sam blog to nagle za mało. Widać też że co raz mniej w blogosferze liczy się popularność, albo inaczej – że wcale nie jest tak, że to najpopularniejsi twórcy są najbardziej zaangażowani w środowisko blogerskie. Angażują się przede wszystkim ci którzy trochę to środowisko w Polsce tworzyli, młodsi najczęściej przychodzą bez takiej potrzeby określania czym jest bloger czy blogosfera. Po prostu działają. Natomiast blogosfera kulturalna ma jeszcze mnóstwo możliwości rozwijania się. Po pierwsze jest nas mało, jesteśmy wciąż niedocenieni, nie dostrzega się potencjału i profesjonalizmu wielu blogerów. Ale jednocześnie ta nasza marginalna nieco rola oznacza, że jest sporo uwagi do przejęcia, sporo blogów do założenia i kanałów które mogą podbić serca widzów. Tak więc, piszcie o kulturze, pomieścimy się!

    S: Skoro już przy blogach jesteśmy… Czy Zwierz ma czas na czytanie blogów koleżanek i kolegów po fachu? Jeśli tak to czy byłby skłonny podrzucić mi kilka zarówno popkulturalnych nazw jak i tych z innych dziedzin? Chętnie bym sobie poczytał, a i moi czytelnicy mogliby odkryć coś nowego.

    Z: Przyznam bez bicia że czytam mało blogów. Ale mam swoich ulubionych autorów. Lubię Pawła Opydo (już nie Zombie Samurai), bardzo lubię czytać Ichaboda czy Lekturę Obowiązkową – świetne profesjonalne blogi. Świetny i nieco inny jest Mistycyzm Popkulturowy, zawsze warto czekać na 15 stronicową notkę Myszy no i z osób bardziej znanych to Riennahera ma moje serce za pisanie o sobie w bardzo inteligentny sposób – mądrze i bez upiększeń.

    S: Jak wygląda współpraca ze Zwierzem? Wiem, że pewne wpisy powstają w wyniku współpracy z Netflixem, HBO czy też AXN, ale czy zawsze jest tak, że to firma się do Zwierza odzywa, czy może zdarzyło się, że Zwierz sam zostawił na siebie namiary? Chcę zweryfikować mit o tym, że blogerowi nie wypada odzywać się jako pierwszemu w sprawie współpracy, bo może zostać odebrany jako „cienki gracz”, który jest tylko łasy na kasę.

    Z: Przyznam szczerze, że kilka razy w życiu przyszło mi do głowy, żeby odezwać się do firmy ale nigdy tego nie zrobiłam. Chyba z lenistwa, albo z takiego przekonania, że jeśli jestem coś gotowa napisać to muszę to napisać niezależnie czy ktoś mi da pieniądze czy nie. Pamiętam że przy karcie Cinema City Unlimited myślałam czy aby nie napisać do sieci ale chyba ostatecznie doszłam do wniosku, że moja opinia więcej jest warta jeśli wszyscy mają pewność, że to nie jest reklama. Natomiast nie uważam by było w tym coś złego, zwłaszcza jeśli ma się doby pomysł na współpracę. Dla mnie to tylko dowód na to, że blogi się profesjonalizują.

    S: Czy są tematy o których Zwierz nigdy nie napisze, a które by pasowały do tematyki bloga? Albo czy są takie tematy, o których Zwierz chciałby napisać, ale boi się, że rozpętają niepotrzebną burzę, bo w necie wszystko jest trudniej wytłumaczyć niż w cztery oczy?

    Z: Mój blog jest bardzo inkluzywny. Przynajmniej mam taką nadzieję. Na moim osobistym koncie na fb bardzo często piszę o tym co uważam w sprawach światopoglądowych, ale nie chciałabym zalewać tym bloga, głównie dlatego, że mam wrażenie iż nie tego ludzie chcą od zwierza. Ale jednocześnie- nigdy nie mów nigdy – na blogu było już sporo światopoglądowych tekstów, w sprawach które dzielą społeczeństwo i nic się nie zawaliło. Na pewno nigdy nie napiszę czegoś sprzecznego z moim światopoglądem tylko dlatego, że wiem iż przyniesie to popularność. Natomiast każdą burzę da się przetrwać jeśli wierzy się w to co się pisze.

    S: Ostatnio Zwierz przyłączył się do Patronite, które interpretuję jako przystań dla twórców szukających finansowego wsparcia wśród swoich fanów. Jest to wsparcie dobrowolne i dzięki temu nikt nie powinien twierdzić, że twórca naciąga odbiorcę na kasę i dlatego program ten cieszy się taką popularnością. Zwierz w ciągu ostatnich kilku tygodni zebrał blisko setkę patronujących, moje pytanie więc brzmi czy się tego w jakimś stopniu spodziewałaś? Czy zgłosiłaś się tam spontanicznie, czy ktoś podpowiedział? Rozumiem, że artykuł, który napisałaś na blogu o całej idei bardzo pomógł w podjęciu decyzji czytelnikom?

    Z: Pamiętam jak mówiłam znajomym, że po stracie fuchy jaką było pisanie dla Onet Autorzy muszę znaleźć jakiś sposób by zarobić dodatkowe 400-500 zł miesięcznie by mieć pieniądze na wydatki które ponoszę około bloga – od biletów na pociągi po bilety do kina. Spodziewałam się że maksymalnie będziemy mówić o kilkunastu osobach, może o 200 zł. To co się stało było dla mnie zaskoczeniem. Obiecałam wszystkim podziękować listownie i wciąż piszę listy 🙂 Myślę, ze artykuł wyjaśnił na czym polega idea – nie jest płaceniem za treść tylko wsparciem tych którzy ją tworzą. I to myślę przemawia do wielu osób. Poza tym uważam że mam z czytelnikami na tyle partnerskie stosunki, że oni wiedzą, że w sumie siedzimy w tym razem.

    S: Skoro już mamy niepowtarzalną okazję porozmawiać to poprosił bym Cię byś wymieniła mi kilku aktorów, którymi się jarasz ostatnio najbardziej. Krótko mówiąc, trochę wsparcia estetycznego poproszę 😀 Mamy wspólnych czytelników, którzy na pewno się ucieszą!

    Z: Ostatnio dzięki High Rise i dzięki The Night Manager w moim sercu znów zagościł Tom Hiddleston. Niewiele osób wie, ale na zwierza bardziej niż uroda działa talent, więc jak urodziwy aktor jest utalentowany – zwierz odlatuje. Po Daredevilu zwierz ma słabość do Charlie Coxa (miał ją wcześniej a teraz mu jakoś wróciło), no i jakoś zwierz ostatnio obejrzał kilka rzeczy z Richardem Maddenem i musi przyznać że nie było to przykre doświadczenie.

    the-night-manager-2016-V07o[1]

    Tom Hiddleston i Hugh Laurie – wystarczające powody by sięgnąć po The Night Manager.

    S: Zwierzu czy jesteś w stanie wymienić choć kilka filmów, które miałaś zrecenzować, ale zrezygnowałaś z rozmaitych powodów i na odwrót, kilka tytułów, które miałaś sobie darować, a jednak omówiłaś na blogu. I dlaczego podejmowałaś takie a nie inne decyzje?

    Z: Na blogu nie zrecenzowałam tylko jednego filmu który obejrzałam w kinie od założenia bloga i to był film Iluzja – zdenerwował mnie końcówką i w końcu recenzji nie napisałam. Natomiast czasem oglądam film już po premierze kinowej, kiedy wszystko napisano i mam poczucie, że nie mam żadnego własnego pomysłu na jego opisanie czy interpretację. I wtedy właśnie decyduję się nie pisać. Bo napisać recenzję tylko po to żeby była… przyznam szczerze, to rzadko kończy się czymś naprawdę ciekawym.

    S: Jakie seriale ogląda ostatnio Zwierz? Ja szczerze mówiąc nie za bardzo mam czas na tasiemce, ale może przekonasz mnie i czytelników by się zabrali za jakiś konkretny tytuł?

    Z: Crazy Ex- Girlfriend to serial który mnie zaskakuje, myślałam że będzie beznadziejny a tymczasem z odcinka na odcinek się zmienia. Nie mam pojęcia co z niego wyrośnie. Oglądam teraz Ranch – niby komediowy serial na Netflix ale całkiem ciekawy jeśli chce się rzucić okiem na nieco inną – nie wielkomiejską – Amerykę. Polecam też Real O’Neals – ciekawy komediowy serial o perfekcyjnej rodzinie, która w czasie jednego wieczoru okazuje się zupełnie nie perfekcyjna. Ogólnie ostatnio mam fazę na rzeczy lekkie i przyjemne.

    S: Pogadajmy chwilę o polskiej kinematografii? Bo Zwierz zdaje się mieć ciekawe podejście do naszych rodzimych produkcji i chodzi chociażby na komedie romantyczne, które ja z zasady omijam. Czy są jakieś polskie filmy, które zrobiły na Tobie ostatnio bardzo pozytywne wrażenie?

    Z: Chodzę na komedie romantyczne bo czekam aż jakaś będzie miała oryginalny pomysł. Ostatnio bardzo dobre wrażenie zrobili na mnie Ekscentrycy – komedia muzyczna, z ciekawym historycznym tłem, przyzwoitym humorem i bardzo dobrym aktorstwem. Nic wielkiego ale oglądało się miło. Mam za to olbrzymi szacunek do polskiej szkoły filmowej i naszych filmowych osiągnięć z przeszłości. Serio w Polsce nakręcono tyle niesamowitych filmów że aż żal że przez tyle lat udało się to roztrwonić. Choć ostatnio jest jakby nieco lepiej – Bogowie, Ida, Córki Dancingu – sporo jest takich perełek.

    S: Jeśli dobrze pamiętam to Zwierz boi się horrorów. Jakiego gatunku w szczególności i dlaczego? Czy Zwierz ogląda horrory w kinie czy tylko w domowym zaciszu?

    Z: Nienawidzę się bać. Serio, to jest jedna z tych rzeczy, której staram się unikać. Myślę, że to bujna wyobraźnia. Jeden horror pozostaje ze mną na całe życie, co więcej pod moim łóżkiem na pewno mieszka potwór. Nie przepadam za amerykańskimi remake japońskich horrorów – boję się ich bardziej niż oryginałów.

    S: Jakie miejsce w życiu Zwierza zajmuje muzyka? Wydaje mi się, że dzielisz się nią z czytelnikami dość rzadko. Zwierz chodzi na koncerty czy to już się nie mieści w i tak napiętym grafiku? Jacy artyści podbijają serducho Zwierza najbardziej?

    Z: Byłam w życiu na dwóch koncertach muzyki popularnej – Mumford and Sons w Stodole i Paul McCartneya na Narodowym. I tyle. Natomiast dużo częściej jestem na koncertach w Filharmonii i tu jest cała tajemnica. Moja muzyka to muzyk klasyczna, może z elementami muzyki filmowej, choć też symfonicznej. Jak mi źle słucham sobie Tańców Słowiańskich Dworzaka, jak mam dobry humor to jakiejś Symfonii Beethovena, kiedyś przez pół roku słuchałam tylko Don Giovanniego. Wymieniać można długo. To nie snobizm raczej taka socjalizacja. Ale muzyka nie jest dla mnie tak ważna jak dla innych ludzi. Nie umiem przy niej pracować, mogę bez niej żyć. Lubię muzykę, ale bardzo rzadko np. włączam playlistę na komputerze. Tak więc myślę, że nie ma nic dziwnego w tym że rzadko się nią dzielę.

    mumford-and-sons[1]

    Zwierz rzadko bywa na koncertach, ale był na koncercie Mumford and Sons

    S: Czy jesteś w stanie zdradzić mi o czym w najbliższym czasie będę mógł poczytać u Ciebie na blogu? Jakieś konkretne pomysły na najbliższe miesiące? Na podcasty i na filmiki na YT?

    Z: Sama chciałabym wiedzieć 🙂 Na pewno będą recenzje nowości, może znajdzie się trochę recenzji rzeczy na DVD w nieco innym kontekście niż może się wydawać. Co do podcastów… tematy wymyślamy bardzo na bieżąco. A YT? Jej zielonego pojęcia nie mam.

    S: Zwierz jest istotą dość mobilną i często na konwentach się pojawiającą. Gdzie będzie można zobaczyć Cię na 100% w tym roku? I o czym będą Twoje prelekcje?

    Z: Na Pyrkonie będę bez prelekcji, na Serialkonie będę mówić o amerykańskich remake brytyjskich seriali, w Olsztynie na Konferencji serialowej będę się zastanawiać czy Netflix produkuje seriale a potem gdzie nogi poniosą. Ale mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć do mojego ukochanego Torunia na Copernicon bo to mój najukochańszy konwent na świecie.

    S: Książka Zwierza ujrzy światło dzienne już całkiem niedługo. Dość enigmatyczne na fanpage napisałaś, że będzie to fabuła o filmach. Możesz zdradzić coś więcej, czy wolisz by treść była całkowitą tajemnicą? Książka jest już całkowicie ukończona? Jeśli tak to ile zajęło Ci jej stworzenie i jak się poczułaś kiedy napisałaś ostatnie słowo?

    Z: Akurat fabuła jest prosta do streszczenia – dwóch przyjaciół – Polak i Żyd zakładają w 1909 roku kino i… starają się nie zbankrutować. A w tle życie, historia i poborcy podatkowi. Książka jest ukończona od bardzo dawna, to ten przypadek kiedy do wydawnictwa trafia skończony maszynopis. Napisałam ją nieprzyzwoicie szybko bo jakieś sześć miesięcy, pisania na boku, bez takiego zacięcia „muszę napisać dziś pięć stron”. Kiedy napisałam ostatnią stronę poczułam się zaskoczona, ale też dumna. To pierwsza książka jaką w życiu skończyłam (kilka zaczęłam), byłam dumna że potrafię. Wtedy w ogóle jeszcze nie myślałam o publikacji.

    S: Nie darowałbym sobie gdyby mnie zadał Ci tego pytania. Wymień mi pięć filmów, które „zryły Ci banię zbyt mocno”, i dlaczego?

    Z: Requiem dla snu – oglądane w czasie młodzieżowej konferencji naukowej, bez przygotowania, bez żadnego opisu fabuły bez niczego – po jednym seansie wiedziałam że nie chce tego więcej oglądać.

    Odyseja Kosmiczna 2001 – obejrzałam ją pierwszy raz jako bardzo młoda osoba, totalnie nic nie zrozumiałam z zakończenia. Przez lata myślałam że to wiek a potem okazało się że ten film po prostu ma enigmatycznie zakończenie.

    Fight Club – bo mój brat powiedział mi tylko, że ten film wydaje się średni ale jest genialny i rzeczywiście.

    Wszystko gra – bo nie byłam w stanie uwierzyć, że Allen nakręcił tak fenomenalne zakończenie filmu. Serio byłam poruszona.

    An Amercian Tail – bo do dziś nie rozumiem jak ktoś zrobił animację o rosyjskich/ żydowskich myszkach uciekających przed pogromami do Stanów. Co oni pili pisząc ten scenariusz?

    I to by było na tyle moi drodzy! Oczekujcie kolejnych wywiadów, a Zwierzowi serdecznie dziękuję za poświęcenie mi czasu! Szukajcie nas na w najbliższym czasie na Pyrkonie! 

    Komentarze