MENU
  • Pierwszy dzień reszty Twojego życia, czyli o finałowym odcinku 7 sezonu „The Walking Dead”.

    Kwiecień 4, 2017 8:13 pm Dodał stanley

    Niektórzy po zobaczeniu tego odcinka postanowili zakończyć swoją przygodę z serialem. Twórcy postanowili zaryzykować i dać możliwość widzowi wybrać czy zostanie z serialem czy nie, jako, że nie było w nim cliffhangera, sezon właściwie zatoczył koło. Dla jednych odcinek był zbyt podniosły i fabularnie dziurawy, dla innych wręcz idealny jeśli przyjmiemy, że to już dawno nie jest survival horror, a dramat z zombie apokalipsą w tle. W sumie to Norman Reedus (Daryl) miał rację porównując go nieco do gibsonowskiego Bravehearta. Nie zabrakło głębokich przemów w wykonaniu Ezekiela i Maggie, tribute’u dla Glenna i co dla wielu zaskakujące obecności Abrahama we flashbackach w głowie Sashy. Gdyby Abe posłuchał swojej świeżo upieczonej dziewczyny i został w Alexandrii to nie zginąłby z rąk Negana i wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Ogólnie to poszatkowana konstrukcja odcinka mi przypadła do gustu, bo lubię kiedy wszystko trzeba sobie po drodze poukładać, ale część widzów żaliła się, że przerywniki wybijały z rytmu. A przecież pierwszy odcinek tego sezonu był zbudowany na podobnym „rwaniu”.

    the-walking-dead-episode-716-negan-morgan-post-800x600[1]

    Kultowa komiksowa scena „wymiany” została poprowadzona zupełnie inaczej.

    Wydarzyło się bardzo dużo więc pozwólcie, że zacznę od początku. Dwight za wszelką cenę chciał udowodnić swoją lojalność, o tym czy przeżyje zadecydował Daryl, z który zna go przecież najlepiej. Podobało mi się zawzięte namawianie Tary do ukatrupienia go, ale najważniejsza i tak była wiadomość jaką Dwight zostawił w trakcie chaotycznej bitwy. Figurka z napisem „nie wiedziałem” oznacza tu, że chłop nie był świadomy układu Negana ze śmieciarzami. Którzy są grupą do jak najszybszego odstrzału. To postacie wykreowane na maksymalnie irytujące i prymitywne i przez to średnio wiarygodne, bo wyglądają na bardziej dzikich i nieokrzesanych od Zbawców. Zresztą, Negan nawet ich nie szanuje, w przeciwieństwie do podskórnego podziwu dla uporczywości grupy Ricka. Zdrada śmieciarzy była więc dość oczywistym i oczekiwanym twistem. To prawdopodobnie Jadis doniosła Neganowi o planowanym zamachu.

    Podobało mi się zaskoczenie Ricka na widok odmienionego Eugne’a, który stał się nagle jedną z najbardziej niejednoznacznych postaci, bowiem wydających się grać do obu bramek. W końcu to on podarował Sashy pigułkę i bez mrugnięcia okiem skłamał przed Neganem, że być może po prostu się udusiła. Tak więc nie jest to dla mnie postać stracona, raczej mająca głowę na karku i starająca się przetrwać na własnych zasadach. Co ciekawe za najbardziej tchórzliwe postacie uważam teraz te należące do grupy śmieciarzy. Rozpylenie „mgły” to była baaaardzo słaba zagrywka z ich strony i wcale nie uważam by mieli być istotną częścią armii Negana. Kiedy zombie-Sasha zaatakowała Negana to bardzo trzeźwo zareagował Carl, który staje się coraz bardziej złożoną i przydatną postacią. Oczywiście od życia jego i Michonne zależy psychiczne zdrowie Ricka, który tym razem, kiedy ponownie klęczał przed Neganem przyjmował los swój i jego syna z siłą i godnością ścierając głupi uśmieszek z twarzy Negana. Na szczęście do akcji wbiła się Shiva (czy tylko mi się wydaje, że poprawiono jej animację?) robiąc epicką rozwałkę i totalnie zaskakując naszego śmieszka z kijem. Tak, oczywiście, to było przewidywalne, ale jakże potrzebne. Tylko coś mało ofiar po obu stronach jak na taką wymianę ognia było, no ale nie zamierzam się czepiać bo i tak to jeden z najlepszych epizodów tego sezonu. Do tego Michonne dostała taki łomot jaki jej się jeszcze nigdy nie przytrafił i nawet myślałem przez chwil kilka, że może jednak wyzionie ducha. Jestem więc finałem bardzo usatysfakcjonowany i podobało mi się oddanie honoru naszym ulubionym „upadłym” bohaterom, może w nieco zbyt zmuszającym do wzruszeń tonie.

    Sonequa Martin-Green as Sasha Williams, Michael Cudlitz as Sgt. Abraham Ford - The Walking Dead _ Season 7, Episode 16 - Photo Credit: Gene Page/AMC

    Mi TWD wciąż dostarcza autentycznych wzruszeń.

    Cieszę się, że twórcy poprowadzili wątek Sashy do końca. Była to postać, która zasługiwała na godne zakończenie jej wątku. Straciła brata Tyreese’a, straciła chłopaka Boba, a na koniec straciła Abrahama. Na początku podchodziliśmy do niej nieufnie i wydawała się postacią nawet i trzeciego planu, potem rosła, rosła i rosła, aż w końcu stała się bohaterką, której losem zaczęliśmy się przejmować. To nie było jakieś tam samobójstwo, to była odważna decyzja i poświęcenie się dla grupy. Także wielkie dzięki dla Sonequy Martin-Green za portretowanie jej przez kilka ładnych lat. Teraz pozostaje mi czekać n sezon 8, a wcześniej obejrzeć 3 Fear The Walking Dead. Także dzięki za uwagę i do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: