MENU
  • Po prostu zwykły koleś, czyli o czwartym odcinku ósmego sezonu „The Walking Dead”

    Listopad 14, 2017 9:44 pm Dodał stanley

    Jeśli uważnie czytaliście komiksy z serii o Żywych Trupach, to raczej Was nie zaskakują rozwinięcia wątków, które twórcy serwują w kolejnych epizodach ósmego sezonu. Jednym się to podoba, innym niekoniecznie, ale ciężko jest się w takich okolicznościach przyczepić do realizatorów serialu, jeśli już to do pokręconych pomysłów Roberta Kirkmana. Jeśli więc wydarzenia potoczą się tak jak w komiksie, to niebawem możemy spodziewać się efektownych zgonów postaci całkiem lubianych, ale nie zamierzam spojlerować, bowiem wiem, że jednak większość widzów obrazkowej historii nie czytała. Tak czy siak sezon ten odbierze nam kolejnych ulubieńców, ale to już widać było po twarzy Ricka w pierwszym odcinku. Póki co skupmy się nieco na królu Ezekielu, bowiem to w dużej mierze jemu poświęcony odcinek zatytułowany Some Guy. 

    the_walking_dead_season_8_episode_4_5.0[1]

    Lubię Ezekiela, choć często za dużo gada.

    W tym odcinku nastąpiło po prostu odczarowanie bohatera, którego jedni uwielbiają za wyrazistość i tygrysa u boku, a inni nie trawią za egzaltowane, płomienne przemowy, z których niewiele wynika w obliczu śmigających kul i atakujących nieumarłych. Dostajemy bardzo ludzkiego bohatera, przerażonego, który właśnie stracił niemal wszystkich ze swojej gwardii, za którego życie oddało bardzo wiele osób, osłaniając go własnym ciałem. Ranny i zszokowany Ezekiel szybko trafia w ręce bezimiennego, nieprzyjemnego Zbawcy, o aparycji, no, powiedzmy Jeffreya Dahmera i staje się jego zakładnikiem. Słyszy kilka bardzo gorzkich słów pod swoim adresem i już, już w pewnym momencie ma się poddać, gdy do akcji wkracza Jerry i pięknie przepoławia okularnika. Wcześniej zadaje mu dość istotne pytanie nad którym wcześniej nad którym się często zastanawiałem. „Czy Negan wie jak masz na imię”? Zbawców jest bardzo wielu, rozsianych po rozmaitych budynkach i wątpię, że Negan rzeczywiście zna wszystkich „wyznawców” i przykłada wagę do tych, którzy nie są mu godni sznurówek wiązać. Rick, Maggie czy Ezekiel do swoich ludzi przykładają wielką wagę, znają ich znacznie lepiej, mam wrażenie, że w grupie Negana jest sporo zwyczajnego „armatniego mięsa”. Ludzka strona Ezekiela bardzo była w serialu potrzebna, początek odcinka bardzo klimatyczny, pokazujący jak wielki ciężar spoczywa na facecie, który kiedyś pracował w zoo.

    Z tarapatów, w jakie wpada Ezekiel i Jerry wciąga ich Carol, które po raz kolejny śmiga na swoim morderczym modzie, zabijając wszystko co się wokół niej rusza. Na rozwinięcie postaci Carol już w serialu miejsca nie ma, ale jeśli by się jej twórcy pozbyli to stracilibyśmy jedną z najbardziej charyzmatycznych, zabójczych kobiecych postaci w serii, więc nie sądzę wbrew prognozom, że w tym sezonie się z nią pożegnamy. Szczególnie, że ogarnęła swoje załamanie, w przeciwieństwie do Morgana, który obecnie dla mnie jest postacią numer jeden do odstrzału, niestety. Carol i Jerry nie pozwalają by Ezekiel sobie odpuścił i ciągną go przez jakieś paskudne, bagniste tereny, zombiaki atakują i do akcji wkracza tygrysica, na którą tak często narzekają fani (jako, że jest tworem czysto komputerowym). Może i momentami to przejaskrawione zachowanie zwierzęcia w CGI mi przeszkadzało, ale trzeba przyznać, że w poruszający sposób pokazano jak poświęca się dla swojego pana. Czy mogła, czy też nie mogła sobie poradzić z zombiakami pozostaje kwestią sporną i kontrowersyjną, ale w komiksie także zginęła otoczona przez nieumarłych. A stracenie Shivy jest dla Ezekiela ciosem, po którym się długo nie podniesie, jego powrót do Królestwa, to jak bardzo emocji była pozbawiona jego twarz,  jak minął swoich poddanych bez słowa. Bardzo mi się to podobało, ten sezon może i jest pozbawiony fabularnych „zaskakiwek” i trup ściele się gęsto i nawet nie ma za bardzo czasu na rozpamiętywanie kolejnych zgonów, tak jest ich dużo.

    TWD_S8_804_TAS_02-800x450[1]

    R.I.P Shiva, fajny zwierzak z Ciebie był.

    Co do akcji z Rickiem i Darylem to była na tyle klasyczna, że w sumie mogłoby jej nie być, chłopaki po prostu bez większego mrugnięcia okiem rozwalają to co im przeszkadza. Jestem bardzo ciekaw jak zareagują na Jezusowe rewelacje i jego pomysł trzymania Zbawców przy życiu. W kolejnym epizodzie, tęskniący za Neganem będą mieli okazję zobaczyć go w akcji (czy ojciec Gabriel sfajda się w gacie?), a Zbawcy wśród swoich będą zdrajcy szukać. My wiemy kto pomaga Rickowi i spółce, ale wydaje mi się, że może paść na świeżaka Eugene’a, który jest mistrzem w chronieniu tyłka, ale jakieś konsekwencje tego muszą w końcu nastąpić. Ode mnie tyle na dziś, wydaje mi się, że z emocjonalnego punktu widzenia, był to póki co najlepszy epizod tego sezonu (sena pożegnań z bliskimi miała zagrać na oczywistych strunach i czytając reakcję internetu stwierdzam, że jak najbardziej zrobiła swoje). To by było na tyle na dziś, do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: