e4f36bcc4f05e5751cb341b6d622.1000[1]

Pod osłoną klasztoru, czyli recenzja filmu „Niewinne” (2016)

Trafiłem na ten film trochę przypadkowo, bo plany na wczorajszy wieczór miałem zupełnie inne. Przed seansem poczęstowano mnie niezmiennie przezabawnym trailerem „Smoleńska”, który to film na sto procent Wam w połowie kwietnia zrecenzuję. Najnowsze dzieło Anne Fontaine (Coco Chanel, Idealne matki) opowiada opartą na faktach historię polskich zakonnic, które przeżyły najgorszy koszmar z możliwych pod koniec II Wojny Światowej  – były wielokrotnie gwałcone przez rosyjskich żołdaków. Większość z nich zaszła w ciążę i wokół moralnych rozterek bohaterek obraca się cała fabuła. W zimnym i ponurym klasztorze nie powinno być miejsca dla małych dzieci, a szczególnie owoców tak nieczystego czynu jakim jest gwałt – takiego zdania jest matka przełożona, w którą świetnie wciela się lodowata Agata Kulesza. To ten typ surowej opiekunki sióstr, który nie znosi sprzeciwu, a ugina się tylko w wyjątkowych okolicznościach. Okoliczności takowe pojawiają się, bowiem większość sióstr, które wcześniej nawet nie współżyły z mężczyznami teraz są ciężarne, a źle odebrany poród grozi śmiercią zarówno ich jak i noworodków. Jedna z sióstr w akcie desperacji udaje się do francuskiej lekarki Mathilde (urocza Lou de Laâge), która ma jednorazowo odebrać poród, a ostatecznie okazuje się jedyną nadzieją dla jeszcze sześciu ciężarnych kobiet. Między młotem a kowadłem znajduje się siostra Maria (dawno nie widziana, znakomita Agata Buzek), która z jednej strony jest wierna swojej przełożonej, z drugiej wspiera swoje siostry w najcięższych chwilach.

e4f36bcc4f05e5751cb341b6d622.1000[1]

Agata Kulesza słusznie jest jedną z najbardziej rozchwytywanych aktorek ostatnich lat.

Choć teoretycznie najważniejszą postacią jest lekarka to jej losy jakoś mnie mało interesują, kiedy opuszcza mury klasztoru by pracować czy umawiać się z kolegą po fachu jakoś mnie to nie rusza. No, poza sceną, w której prawie zostaje zgwałcona przez rosyjskich zwyrodnialców. Bardziej wkręciłem się w konflikt jaki rodzi się na linii Maria-przełożona, oraz na decyzjach jakie podejmują ciężarne, w większości młode dziewczyny. Nie wszystkie są w klasztorze z powołania, nie wszystkie są takie święte, ale najmniej święta okazuje się ta, której byśmy o to nie podejrzewali. Nie zamierzam Wam tutaj zdradzać szczegółów, ale za murami klasztoru w imię Boga dokonują się tam czyny najprościej rzecz ujmując nieludzkie, choć nie pokazane w szczególnie brutalny sposób. Nie uświadczycie tu dosadnych scen gwałtów, wszystko odczytacie z oczu bohaterek, szczególnie siostry Marii. Intrygujący jest sposób pokazania całkowitego oddania się Bogu i posłuszeństwa wobec matki przełożonej, która także jest jedną z ofiar, ale uważa, że każdy powinien nosić swój krzyż z godnością i oddać się Opatrzności. Nie jest to więc pokazanie klasztorów jako miejsc, które mózgów nie piorą, wręcz przeciwnie, pewne nałożone „z góry” zasady wyraźnie sprawiają, że zagubione dziewczęta nie mogą decydować za siebie. Jednak pojawienie się lekarki dużo zmienia w myśleniu pań, choć zaślepiona swoją misją matka przełożona dba by kontakt Mathilde z siostrami był ograniczony do niezbędnego minimum.

Podoba mi się, że tak ciężki temat jest przez reżyserkę ugryziony w sposób na tyle delikatny by film nie wywoływał niepotrzebnych skandali, a jedynie pozwalał nam się zastanawiać nad tym co tkwi w głowach kobiet, które czują się nieczyste i wbrew tytułowi bardzo winne. O ile sam film w sobie nie jest mega ciężkiego kalibru to nadrabia nieprzyjemnym zimowym otoczeniem i rodzącymi się przynajmniej w moim łbie nieprzyjemnymi scenami, które widać w oczach siostry Marii. Jeśli o wiarygodność obrazu chodzi to wszystko gra i buczy, nasze rodaczki biegle zasuwają po francusku, a wisienką na torcie jest całkiem zabawna postać siostry Ireny (Agata Kulig, która dość mocno przypomina mi Léę Seydoux). Przyznam, że to wszystko bardziej boli po seansie niż w jego trakcie, dopiero kiedy się wyjdzie z kina nachodzi refleksja, że kiedyś, kiedyś żyły sobie takie siostry zakonne, którym nie było dane w spokoju oddać się modlitwie i łączniu z Bogiem, które musiały przeżyć fizyczny i psychiczny terror i zostać w pewnym stopniu przymusowo matkami, choćby z samej nazwy, bo przecież każde życie według ich filozofii jest darem od Najwyższego.

00050ZTJ3MTC84XE-C322-F4[1]

Lekkość z jaką Agata Buzek kreuje siostrę Marię budzi mój szczery szacunek.

Nie żałuję niemal dwóch godzin spędzonych na seansie, bo nie brakuje tu ani afirmacji życia, ani wytykania hipokryzji w skostniałych systemach klasztornej izolacji, gdzie ciało jest tylko skorupą wiążącą duszę. „Niewinnym” wmawia winę sama matka przełożona, jednocześnie dławiąc się zasadami jakie sama wyznaje. Obawiam się, że w naszym kraju film ten może zostać dość chłodno przyjęty przez bardzo wierzących, bowiem nie dość, że mocno uderza w niehumanitarny humanitaryzm zakonów (do których zgarnia się często odrzucone przez społeczeństwo jednostki, ofiary przemocy i osoby, które w „starym” życiu miały sporo na sumieniu) to jeszcze pokazuje, że można mieć wybór, a i straszy się piekłem jeśli się wyboru „niewłaściwego” dokona. Siostry żyją w ciągłym strachu nie o swoje nienarodzone dzieci, a o skazane na potępienie dusze. Indoktrynacja sięga tam zenitu, a głos rozsądku jakim jest zarówno Mathilde jak i Maria spotyka się z tłamszeniem przez budzącą respekt i nie pozwalającą myśleć za siebie przełożoną. Podobną sytuację mieliśmy w American Horror Story: Asylum, to ten sam rodzaj bardzo surowego miejsca, gdzie powinna królować asceza, a niby wkradło się plugastwo i hańba. Polecam zmierzyć się z tym tytułem i wysnuć wnioski samemu, historia to poruszająca jak należy i nie próbująca na siłę wyciskać łez. Dobra robota pani Fountain, ten film na pewno pozostawi we mnie dość mocny i refleksyjny ślad.

Komentarze