MENU
  • Przemoc, krew, seks i puzzle, czyli o „American Gods” słów kilka.

    Maj 9, 2017 9:10 pm Dodał stanley

    American Gods to serial, który jest adaptacją powieści Neila Gaimana o tym samym tytule. To zdanie powinno zelektryzować nie tylko fanów tej konkretnej pozycji w dorobku autora, ale właściwie całego jego dorobku łącznie z Koraliną Gwiezdnym pyłem. Dlaczego? Bowiem proza Gaimana wydaje się tak właściwie nieprzekładalna na język filmowy czy też serialowy. Jest wielowątkowa i wyjątkowo poplątana, nie stroni od przemocy, wulgarności, specyficznego, czarnego humoru i galerii bohaterów, których dość trudno sobie wyobrazić. Szczególnie w przypadku Amerykańskich Bogów, których ogarnięcie zajmie Wam być może cały sezon.

    631015328_1280x720[1]

    Po obejrzeniu pierwszego docinka będziecie równie zagubieni co Cień.

    Pierwszy odcinek serii od Starz (tak, to stacja, która dała nam fenomenalne Ash kontra Martwe Zło) nie daje widzowi żadnej taryfy ulgowej. Punktem wyjścia jest tutaj pokazanie żywotu i rywalizacji bóstw mieszkających w Ameryce. Gwarantuję Wam, że jeśli nie mieliście styczności z książką Gaimana to tak właściwie nie będziecie wiedzieć co obejrzeliście. Będziecie równie zagubieni co główny bohater imieniem Cień, który w dzień swojego wyjścia z więzienia dowiedział się, że jego żona nie żyje. Cień spotka w samolocie pana Wednesdaya, który zaproponuje mu pracę, która wywróci jego życie do góry nogami. Cień ma przerażające senne wizje, a pan Wednesday wie o nim o wiele więcej niż tamten by chciał.  I to właściwie tyle co mogę zdradzić z fabuły by za bardzo Wam nie narobić mętliku w głowie.

    Historia póki co przypomina zlepek sennych wizji, koszmarnych, pełnych przemocy i rytualnego seksu, właściwie bez myśli przewodniej. Nie zdziwię się wcale, jeśli będziecie tak skonsternowani, że po pierwszym odcinku zechcecie sobie dać spokój i poszukać czegoś fabularnie bardziej poukładanego. Rzecz w tym, że póki co dostaliście jedynie kilka elementów układanki i to nie pasujących do siebie, póki co nawet nie ułożycie z nich ramki. Ja lubię w serialach to, że w kolejnych odcinkach znajduję brakujące puzzle, które mogę sobie po czasie sensownie poukładać. Póki co jaram się więc jak to wszystko wizualnie pięknie i przerażająco momentami wygląda. Jak sceny ze sobą współgrają lub kontrastują, jak świetnie są napisane dialogi i jak szybko akcja prze do przodu właściwie nie pozostawiając nam czasu na ochłonięcie z kolejnych „WHAT THE FUCK?”. Do tego dochodzi rewelacyjna muzyka i ten amerykański brud wiecznie goszczących tych samych pijusów barów, niekończących się hajłejów.

    American Gods Season 1 2017

    Polubienie pana Środy zajęło mi dosłownie kilka chwil.

    Jeśli momentami dość poetycki ton całości wydaje Wam się znajomy to musicie mieć  świadomość kto za tym wszystkim stoi poza Gaimanem. Bryan Fuller, gość, który dokarmiał nas przez trzy sezony wizją żywota niejakiego Hannibala Lectera i Willa Grahama, a i w starych, dobrych Herosach palce maczał. Natomiast wśród reżyserów odcinków trafili się chociażby David Slade (Breaking Bad), Vincenzo Natali (Cube, Westworld) czy Guillermo Navarro (Oscar za zdjęcia do Labiryntu Fauna). Co do obsady to także nie mam zbytnio pytań, bowiem Ian McShane jest klasą samą w sobie, a Ricky Whittle znany z The 100 ma szansę na stworzenie postaci, którą zapamiętamy na bardzo długo. W kolejnych odcinkach obsada też gruba: Emily Browning, Peter Stormare, Orlando Jones, Crispin Glover, Gillian Anderson czy Jeremy Davis. W rolach stworzeń mniej lub bardziej boskich. Tak więc cała masa tajemnic i bogów przed nami, a dla samego McShane’a, który totalnie kradł Deadwood warto brnąć w ten pokręcony serial dalej. Wybaczcie jeśli mój wpis jest chaotyczny, ale pierwszy raz nie wiedziałem jak ugryźć temat! To serial zryty od pierwszych minut i jeśli tak mają wyglądać kolejne epizody to szykuje nam się rylec podobnego kalibru co Legion, Black Mirror czy wspomniany Hannibal. Oglądajcie więc uważnie, chłońcie jak najwięcej szczegółów i układajcie te puzzle po swojemu! Polecam!

    Komentarze

    Kategorie: