MENU
  • Przysięga na paluszka, czyli podsumowanie American Horror Story: Kult

    Listopad 19, 2017 10:16 pm Dodał stanley

    Siódmy sezon American Horror Story z podtytułem Kult kilka dni temu dobiegł końca. Swego czasu popełniłem wpis, w którym gorąco namawiałem Was do skonfrontowania się z tym najbardziej do tej pory przyziemnym sezonem AHS. Motyw sekty przewijał się już w rozmaitych filmach czy serialach by tylko wspomnieć najbardziej oczywisty Kult z 1973 roku. Dla niewtajemniczonych dodam, że akcja rozgrywa się zaraz po wygranych przez Trumpa wyborach, a głównym bohaterem jest tak na dobrą sprawę młody chłopak, Kai Anderson, który dąży do… jak to sztampowo brzmi… do przejęcia władzy nad światem za pomocą wprowadzenia anarchii i nienawiści między kobietami a mężczyznami.

    1-ahs-cult.w710.h473[1]

    Kai to wyjątkowo chory pojeb

    Jakiś środków straszenia użyli twórcy tym razem by nam się włos jeżył na głowie? Przez dłuższy czas liczył się motyw przerażających przebierańców przywdziewających maski klaunów (w tym sezonie kłania się też chociażby mocno polityczna Noc oczyszczenia). Wokół Kaia siejącego terror zaczynają się zbierać coraz dziwniejsi i co bardziej oddani mu ludzie, którzy wierzą w niego na tyle ślepo, że są nawet w stanie oddać za niego życie. Ten sezon obfituje w historyczne retrospekcje przez co Evana Petersa widzimy nie tylko w roli szalonego Andersona, ale też Charlesa Mansona, Andy’ego Warhola, Jima Jonesa, Davida Koersha, Marshalla Applewhite’a, a nawet Jezusa Chrystusa i w każdą z tych postaci Evan wciela się totalnie inaczej pokazując wielki kunszt i bezproblemowe przeskakiwanie z postaci w postać. Widać więc kim Kai się inspiruje, kto jest dla niego wzorem, coraz bardziej uwidaczniają się jego cele ale też lęki, bowiem im dalej w fabułę tym bardziej nie ufa swoim najbliższym – siostrze Summer i bratu Rudy’emu. Ten sezon zdecydowanie jest oparty na tak zwanych lękach pierwotnych, irracjonalnych, bohaterowie są straszeni niepewną przyszłością, rozpadem rodziny, terroryzuje się ich przede wszystkim psychicznie doprowadzając tym samym na skraj załamania nerwowego. Zapytacie czy to dobrze, biorąc pod uwagę, że AHS miało zazwyczaj paranormalny charakter. Jeszcze jak! Zdecydowanie jest to sezon oparty o świeże pomysły i logicznie wynikający z wygranej Trumpa (nie oszukujmy się, to dzięki temu, że wygrał, sezon wygląda tak a nie inaczej, czy może po prostu dzięki nowemu prezydentowi istnieje). Wydaje mi się, że do największej paranoi doprowadza właśnie zasadzenie ziarna terroru, akcja po akcji, morderstwo po morderstwie, tak by już nikt się nie czuł bezpieczny, a jednocześnie na tyle sprawnie by to wyglądało jak mieszanie bohaterom w głowach.

    Drugą centralną postacią serii jest bowiem Ally Mayfair-Richards grana przez Sarę Paulson, która w początkowych odcinkach jest po prostu kolejną z ofiar szalonego Kaia. Kobieta nie czuje się pewnie w Ameryce pod rządami Trumpa, jest bowiem lesbijką, która wraz z żoną wychowuje adoptowanego syna. Paulson gra postać początkowo wielce irytującą, prawdziwą królową krzyku, która biega bez ładu i składu próbując uzyskać jakiekolwiek informacje. Po pobycie w wariatkowie Ally odkrywa w sobie nową siłę i postanawia zasilić sektę Kaia, która rozrosła się na tyle, że pewne sceny z przemawianiem przypominały mi Fight Club. Powstaje zgromadzenie „kosmicznych małp”, które sterowane przez Kaia wykonuje każde jego polecenie. Warto też zauważyć, ze większość osób, które przysięga Kaiowi cokolwiek na paluszka później w dość spektakularny sposób ginie, szczególnie kiedy nie chce się przyznać do prawdy. W tym sezonie jednak każdy każdego oszukuje, coś przed sobą ukrywa i ściemnia, że umie w coś co wie tylko lider ich klubu. A trzeba przyznać, że w tym sezonie każdy co się przewinie przez ekran zostaje albo ranny, albo uśmiercony w mocno krwawy sposób. Sezon też może nie straszy w klasyczny sposób, ale ma w sobie to wciągające w sam środek sekty coś, co sprawiło, że bardzo, bardzo chciałem oglądać kolejne epizody. I nie zawiodłem się finałowym twistem i transformacją postaci, a bardzo też podobały mi się historyczne retrospekcje.

    Czy chciałbym wspomnieć o  czymś jeszcze? Czołówka mi się bardzo podobała, wielce klimatyczna, mroczna, z inną zniekształconą muzyką niż w poprzednich sezonach (tak, pamiętam, Roanoke nie miało czołówki wcale). Podobało mi się pojawienie Twisty’ego w bardzo fajnych epizodach, świetnie wypadli aktorzy nieco zapomniani jak Leslie Grossman chociażby w świetnej roli wrednej sąsiadki Ally. Ten sezon będę bardzo ciepło wspominać, bowiem dostarczył mi i rozrywki na wysokim poziomie i sporo tematów w mojej głowie, sporo pytań na które nie znam odpowiedzi. Ten serial potrzebował takiego drugiego oddechu, przyziemnej tematyki, która sprawi, ,że niektórzy mieszkańcy Ameryki się nad sobą zastanowią i to nie Ci z najwyższych sfer, ale Ci, którzy mają pławo głosu, a potem wybierają takiego stwora jak Trump. Co prawda nie sądzę by po dojściu Donalda do władzy lud zaczął się sugerować jego programem na tyle by powoływać do życia sekty, ale no nie ma co ściemniać, że ten sezon nie jest najbardziej ludzki.

    american-horror-story-recap1[1]

    Od zastraszonej matki, do pewnej siebie pani polityk…

    Ten sezon pochłonął mnie bardziej niż Roanoke i Hotel, miał też mniej mielizn niż Freakshow i wyrósł po zakończeniu na bardzo solidny i mocno „ahaesowy”. Mięsisty, ze świetnym tempem i napięciem i dla mnie po prostu… za krótki. A czy są nawiązania do poprzednich sezonów? Oczywiście, tutaj wskazałbym Coven, ale jest też nawiązanie do Asylum i oczywiście Freakshow poprzez niewielki udział Twisty’ego. Podsumowując, to „Evan Peters show” było prześwietne i chętnie sobie kiedyś obejrzę ponownie ku jeszcze głębszej analizie. Ode mnie 9/10 za całą historię i już czekam na kolejny sezon! Do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: