MENU
  • Richonne znowu w akcji, czyli o dwunastym odcinku 7 sezonu „The Walking Dead”

    Marzec 7, 2017 6:36 pm Dodał stanley

    Zdążyłem się naczytać opinii, że w epizodzie zatytułowanym Say Yes nie dzieje się zupełnie nic. Że nudy i flaki z olejem i ten nieszczęsny jeleń wygenerowany komputerowo szczypie w oczy. Że za dużo romansowania za mało konkretów. Owszem, był to epizod, który na upór można i nazwać fillerem, zapychaczem, ale kilka dość istotnych popychających fabułę wydarzeń miejsce miało. A kto się z paringu Ricka i Michonne ten mógł się nimi nasycić po sam korek. Akurat sam wątek poszukiwania broni, szamki i rozmaitego stuffu należał do standardowych i dał pole do popisu by pokazać nam kilka zabawnych i lżejszych scenek. I tak ten sezon jest przytłaczający i „męczący” widzów, więc była to jakaś odmiana.

    gallery-1488724791-walking-dead-712-3[1]

    Richonne – jedni uwielbiają, inni nie znoszą.

    Moment w którym Michonne myślała, że straciła Ricka nie miał na celu nas zmylić lub zrobić z widzów idiotów, tylko pokazać jak bardzo jest to ważna postać w życiu naszej wojowniczki. Różnie to bywało między bohaterami, kiedy Rick wpadł w obłęd w Alexandrii to Michonne nie miała oporu przed znokautowaniem go. A teraz nasi milusińscy znaleźli chwilę oddechu przed tym co nieuniknione. Owszem, te scenki miłosne nic wielkiego do serialu nie wnoszą, ale do relacji bohaterów jak najbardziej. Uwiarygodniają ich miłość, cementują ją. Padające gdzieś pokątnie sugestie, że któreś z nich może zginąć ma nas psychicznie nastroić i jeszcze bardziej do nich przywiązać. A sama akcja w wesołym miasteczku była całkiem zacna, przypomniał mi się epizod kiedy to Rick i Daryl ścigali Jezusa. Niby było to niezobowiązujące i zabawne, acz miłe dla oka. Na chwilę mogliśmy zapomnieć, że gdzieś tam w oddali czai się Negan, który miażdży swoim kijem ludzkie czaszki, albo wrzuca nieszczęśników żywcem do pieca. Dopiero scenka ze zbieraczami złomu przypomniała mi jaka jest misja i po co się tak poświęcają. Broni nigdy nie jest za wiele, zbieracze są zachłanni, ale w końcu udaje się dojść do porozumienia.

    gallery-1488724713-walking-dead-712-1[1]

    No przecież wiadomo, że powie.

    Generalnie to ten odcinek stał pod znakiem rozterek bohaterów z naciskiem na Tarę i Rositę. Tara zamierza ujawnić w końcu sekret o Oceanside, Rosita natomiast wciąż się obwinia o to, że żyje, że przez nią wszyscy zginęli i postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Miło, że w końcu ktoś w Alexandrii wspomniał o nieszczęsnym Eugene. Rosita jest dla mnie jedną z bardziej oczywistych postaci do odstrzału, szkoda jedynie, że w swoją akcję mająca na celu zabicie Negana wciąga Sashę. Wydaje mi się, że są to dwie postacie, które zginą w ostatnim odcinku tego sezonu. Mówi się też, że do ósmego może nie dociągnąć Eugene czy nawet Morgan. Ale to wszystko są spekulacje. Fakty są natomiast takie, że w następnym epizodzie zobaczymy Carol w nastroju „look at the flowers”, a i Ezekiel będzie dzierżyć broń. Wszystko dąży do wybuchowej konfrontacji, dla jednych zbyt mozolnie budowanej dla innych raz w sam raz. Należę do tej drugiej grupy, lubię bardziej wyciszone odcinki o czym wspominałem już wielokrotnie. Życzyłby sobie tylko więcej praktycznych, a mniej sztucznych efektów specjalnych, bo przecież to zombie apokalipsa, tu nie ma miejsca na fejkowe landszafty i zwierzątka, tu musi być naturalnie i z mięchem. Jako, że odcinek nie był wielce wymagający analizy to na dziś ode mnie tyle i do przeczytania za tydzień, po emisji intrygująco zatytułowanego epizodu Bury Me Here.

    Komentarze

    Kategorie: