MENU
  • Rodzinne rewolucje, czyli o siódmym odcinku siódmego sezonu „Gry o Tron”.

    Sierpień 28, 2017 5:57 pm Dodał stanley

    Naczytałem się bardzo wielu komentarzy, jakoby poziom GoT spadł na łeb na szyję odkąd fabuła wyprzedziła książkowy oryginał. Dla mnie osobiście najlepszym sezonem był 6, w którym twist gonił twist i szczęka opadła mi wielokrotnie. Owszem, serial stał się bardziej historią fantasy niż opowieścią o politycznych zagrywkach, ale cóż z tego skoro bawię się oglądając go lepiej niż na oglądając pierwsze sezony (co dla niektórych może brzmieć jak herezja, sorry memory). Do spotkania pretendentów do tronu w końcu dojść musiało, w końcu największym zagrożeniem są teraz Biali Wędrowcy, dziwią mnie jednak komentarze jakoby serial stał się przewidywalny i nudny, bowiem do pewnych oczywistych oczywistości fabuła prowadziła od dawien dawna.

    DH7xEMAXcAE1DUg[1]

    Lannisterowie są przykładem wyśmienitej rodziny patologicznej.

    Jak dla mnie poza czasowymi nieścisłościami, teleportacjami wręcz i paroma fabularnymi uproszczeniami wszystko jest czystym złotem. Drobne rozmowy poszczególnych bohaterów na początku epizodu bardzo mi się podobały, czy to Tyriona z Podrickiem i Bronem, czy w szczególności Brienne i Ogara, którzy zamiast rzucić się sobie do gardła wyglądali na pełnych podziwu dla swoich umiejętności i w pewien sposób przecież razem dbali o Aryę, której obecnie mogliby się mocno obawiać. To, że ktoś zmienił stronę barykady nie sprawiło od razu, że przeszłość i sympatia została zachowana. Podobała mi się zapowiedź Cleganebowl, nie uważam też by wymiany zdań między bohaterami były niepotrzebne, przecież każdy ma tam komuś coś do wygarnięcia, a bohaterowie spotykają się by zawiązać rozejm w najbardziej wojennym dla siebie czasie. Kiedy Ogar wypuszcza bestię strach w oczach Cersei jest bezcenny. Dawno Mad Queen nie była tak zaskoczona i przerażona, choć pewnie smoki też zrobiły na niej niemałe wrażenie. Oczywiście potencjalny sojusz  musiał zostać zniwelowany przez wiernego i zakochanego po uszy w Dance Jonie, który nawet w takiej chwili nie potrafił zachować zimnej krwi i zrobić dobrej zagrywki. Do akcji wkracza więc Tyrion, który składa wizytę siostrze, z którą odbywa emocjonującą rozmowę, w której jednak nie ma śladu jego dawnych pazurów. Tyrion stał się bardziej szlachetny, bardziej stonowany i to nie wszystkim się spodobało. Jak widzieliśmy później być może podobnie jak Jorah i Jon zakochał się w Dance. Reakcja Eurona, jak się potem okazało mocno wystudiowana także była na początku zaskakująca, niestety póki co nie jest to postać, hucznie przecież zapowiadana, jako godna naszej nienawiści jaką żywiliśmy do Joffrey’a i Ramsaya. Krótki moment między Brienne a Jaimem także bardzo przypadł mi do gustu, bowiem jej słowa, jako osoby wielce honorowej były ostre jak nigdy.

    Bardziej jednak niż rozmowa Cersei z Tyrionem miała znaczenie konwersacja z Jaimem, który zauważył jak daleko od rozsądnego rozumowania jest jego siostra. Nawet fakt, że jest w ciąży nie powstrzymał go przed odejściem, a fakt, że królowa zagroziła mu śmiercią z rąk Góry ostatecznie zadecydował o opuszczeniu King’s Landing. Świetny był motyw kiedy tereny uzurpowane przez Lannisterów pokrył śnieg. Bezwzględna zima nadeszła by rozprawić się ze wszystkimi. Wierzę w teorię, że Jaime ostatecznie pozbawi życia swojej siostry, która ostatecznie nie okaże się być ciężarna lub poroni. Chciałbym też, żeby zarówno Jaime jak i Tyrion przeżyli do samego końca, choć niestety w to wątpię gdyż Arya nie popuści nikomu co skrzywdził jej rodzinę, a Jaime jakby nie patrzeć uszkodził Brana nieodwracalnie. Choć z drugiej strony, jeśli brać pod uwagę, że swoim zachowaniem wypełnił część jakiejś większej przepowiedni to czy powinniśmy mu to mieć za złe? Gdyby Bran nie spadł z wieży to Hodor nie byłby Hodorem, a przecież był nim od samego początku tej historii, a więc wypadek MUSIAŁ się wydarzyć.

    Mam wrażenie, że wątek z Theonem został stanowczo za bardzo rozciągnięty i mogliśmy zobaczyć coś ciekawszego, bowiem wydaje mi się, że jego postać nie jest specjalnie lubiana, a jego jedynym atutem jest brak jaj dzięki czemu może zaatakować z zaskoczenia. Okej, można powiedzieć, że moment połowicznego rozgrzeszenia przez Jona był potrzebny, ale już długaśna walka ze swoim krewnym niekoniecznie. Wiemy jedynie, że Theon ma obecnie jeden jedyny cel – odkupić się w oczach tych kogo zawiódł z siostrą na czele. Wydaje mi się, że spotka go ostatecznie jakaś bohaterska śmierć podczas walki z Euronem, to spotkanie jest przecież nieuniknione.

    Tymczasem w Winterfell Littlefinger knuł sobie w najlepsze dalej mydląc oczy Sansie, że jej siostra chce ją zabić. Arya zostaje wezwana na osąd, lecz momentalnie wszystko odwraca się przeciwko Petyrowi, który miesza się w zeznaniach i tłumaczy jak to bardzo kochał Catelyn i Sansę zdradzając jedną i drugą. Scena wymieniania wszystkich grzechów Paluszka moim zdaniem jest świetna, a przewrotnością największą jest jego śmierć z rąk Aryi przy użyciu jego własnego noża. Petyr nie mógł przewidzieć, że Bran wie wszystko co już miało miejsce (choć jeszcze nie jest Trójoką Wroną idealną) i to go zgubiło. Internet bardzo entuzjastycznie zareagował na zgon Petyra, który od pewnego czasu szwendał się po ekranie bez większego sensu. Z postaci unikających śmierci ostał nam się więc ino Varys i Melisandre, ale na nich też może przyjść w końcu pora. Tylko jak to do cholery zostanie wszystko dopięte w ledwie 6 odcinkach? Na tą odpowiedź przyjdzie nam poczekać do 2018 lub 2019 roku.

    hbo-photo-2[1]

    Sansa stała się w końcu graczem liczącym się w całej historii.

    Jedna z ulubionych teorii widzów w końcu się potwierdziła! R + L = J! Podczas spotkania Sama i Brana otrzymujemy w końcu ostateczne potwierdzenie, że Jon Snow tak naprawdę jest Aegonem Targaryenem. Jesteśmy świadkami sceny ślubu Rheagara i Lyanny, a następnie powracamy na Wieżę Radości by wszystko było jasne na milion procent. W czasie kiedy to wszystko wychodzi na jaw Jon i Daenerys kochają się, jesteśmy więc świadkami kolejnego kazirodczego seksu choć tym razem przynajmniej bohaterowie nie są świadomi swoich rodzinnych konotacji. Internet zawrzał, że to takie oczywiste, że Jon jest Smokiem, ale przecież takiego potwierdzenia chcieliśmy od dawna, skąd więc to oburzenie, że serial stał się przewidywalny? No cóż, ludzie w internecie muszą ponarzekać. Ach, scenka w której Bran mówi Samowi, że jest Wroną jest wybitna, a jeszcze bardziej się uśmiałem jak pokazał liścik kiedy Sam myślał, że zobaczył wspomnienie, wykwintny śmieszek!

    Na koniec pozostaje nam epicka sekwencja zniszczenia muru przez Nocnego Króla dosiadającego Viseriona ziejącego niebieskim ogniem. Być może nie wszyscy pamiętacie, ale Nocny Król był kiedyś człowiekiem, a konkretnie Branem Budowniczym, dzięki któremu Mur powstał. Sam więc konstruktor doprowadził do upadku jego lwiej części by wraz z armią nieumarłych przedostać się dalej. Jeśli wydawało Wam się, że armia posuwa się w ślimaczym tempie to pomyślcie sobie, że Nocny Król od dawien dawna miał plan by zdobyć smoka i zaatakować na skalę dotąd niespotykaną. Nie przychylałbym się natomiast do teorii, że Bran Stark jest tak naprawdę Nocnym Królem, bo było by to czasowo mocno nielogiczne, choć teoria sama w sobie jest całkiem fajna. Ach, i wierzę, że Tormund i Beric nie zginęli, wydaje mi się, że jest im przeznaczone bardziej epickie odejście.

    Ten sezon GoT był bardzo szybki, momentami zbyt skrótowy i mógł nie zadowolić tych, którzy życzyli sobie więcej zgonów głównych bohaterów (w końcu z postaci pierwszoplanowych zginął tylko Petyr, a „przywróceni” do ekranowego życia zostali Genrdy i Jorah co jeszcze bardziej zagęściło nam listę pierwszoplanowych postaci. Myślę, że na dniach podsumuję najważniejsze momenty tego sezonu w takim TOP 10 jak w zeszłym roku. Póki co zostaje nam się cieszyć z tego co mamy i oczekiwać masy memów, które już zasypują internet. Dziękuję za to, że tydzień w tydzień czytaliście moje recapy (ostatni dostał 300 lajków!) i oczywiście będę Was na bieżąco informować na fanpage o najważniejszych informacjach na temat ostatniego sezonu. Do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: