MENU
  • Seks, przemoc i kasa, czyli o dziesiątym odcinku trzeciego sezonu „Twin Peaks” słów kilka.

    Lipiec 18, 2017 7:47 pm Dodał stanley

    Za nami dziesiąty odcinek trzeciego sezonu „Twin Peaks”. Oznacza to, że jedynie 8 przed nami i ni hu hu nie jesteśmy bliżej zrozumienia czegokolwiek. Czytałem wiele komentarzy sfrustrowanych widzów, którzy uważają, że Lynch się nimi bawi, testuje ich cierpliwość i generalnie wydłuża część scen w męczący sposób. Czujecie się zmęczeni? Ja czuję mieszaninę fascynacji i wielkim, wielkim WTF. Musicie mieć bowiem świadomość, że część scen tylko pozornie nie ma większego znaczenia i często jest wyrwana z szerszego kontekstu. Rozumiem, że to może denerwować, że poprzednie sezonu TP były pod względem ciągłości fabularne bardziej spójne, a tutaj, jak za każdym razem wspominam, jest jedna wielka rozsypanka.

    17peaks-master768[1]

    Lynch wciąż bawi się tandetą, slapstickiem i komedią pomyłek.

    Ten epizod stanowczo stał pod znakiem przemocy, seksu i pieniędzy. Ileż to już historii o nich widzieliśmy opowiadanych na wszelakie możliwe sposoby? Setki, tysiące już. Ale nikt nie opowiada swoich historii tak jak Lynch, który dokonuje autocytatów, albo odnosi się chociażby do Mechanicznej pomarańczy w cenie kiedy młody Horne napada swoją babcię. Nie przypominało to sceny z wtargnięciem i gwałtem? Nowe TP jest wyjątkowo brutalne i mężczyźni wciąż podnoszą w nim ręce na kobiety. Córka Shelly też jest gnębiona psychicznie i fizycznie przez swojego chłopaka narkomana. To wszystko są jedynie scenki z piekła rodem, ale dają nam wgląd w to jak świat widzi Lynch. Nie brakuje w nim korupcji, gdzie stróż prawa ochrania młodego Horne’a i przejmuje list do szeryfa, nie brakuje zastraszania, okrucieństwa i morderstw. I o tym właściwie mówi też do swoich widzów doktor Lawrence Jacoby, którego regularnie ogląda chociażby jednooka Nadine. I takie sceny nadają „peaksowego” klimatu, przypominają gdzie wciąż jesteśmy, tylko po prostu 25 lat później. Rodzina Bena wciąż jest dysfunkcyjna, jeszcze bardziej niż przedtem, jego brat szaleje gdzieś w lesie po używkach, jego wnuk jest przestępcą i psycholem, a Johnny wciąż lubi walić głową gdzie się da, dlatego tym razem był związany i dość przerażającą zabawką.

    Ten cały brud, ból i terror zaserwowany nam przez Lyncha i Frosta jak zwykle był równoważony przez sceny rozbrajające, ocierające się o kicz i soap operę. Żona Dougiego bardzo sprytnie wykorzystała jego znakomitą formę urządzając mu nocną przejażdżkę, którą jak widzieliśmy nasz opóźniony kolega mocno docenił (scena jest przekomiczna, ręce „Coopera” latają jak pojebane). Naomi Watts pokazała, że wciąż jest mega pociągającą kobietą i świetnie radzi sobie w kreacji, w której wystrzeliwuje z siebie słowa z prędkością karabinu, a do tego musi zajmować się bardzo dużym dzieckiem. Sceny z braćmi, do których należy kasyno, które Dougie „obrobił” na ponad 400 tysięcy też były przednie, szczególnie smaczna była ta z polowaniem na muchę, która była tak rozbrajająco slapstickowa jak to tylko możliwe. Knepper i Belushi znakomicie zostali dobrani do siebie i nie wyglądają na najbardziej niebezpiecznych mafiozów na świecie. Kiedy dowiadują się, że Dougie niby ich okradł na 30 milionów to zaczynają coś knuć, ale trzeba przyznać, że daleko im z zachowania do sukinsynów pokroju Horne’a. Wiem, że niektórych te wątki irytują, ale ja jak najbardziej czekam na ich rozwinięcie.

    Naomi Watts in a still from Twin Peaks. Photo: Suzanne Tenner/SHOWTIME

    Dougie okazał się rewelacyjnym kochankiem 😀

    W tym odcinku sam Cole miał wizję Laury Palmer, o której serial nie pozwala nam zapomnieć, której duch wciąż się nad całością unosi. Ogólnie cała historia rozgrywająca się wokół agentów FBI jest bardzo ciekawa, szczególnie odkąd ujawniono tożsamość Diane. A Diane najwyraźniej wie więcej niż nam się wydaje bowiem z Evil Cooperem wymieniła się wiadomością sms-ową. Zauważyliście, że Cole zanim zobaczył Laurę narysował dziwne zwierzę nad którym unosiła się ręka. Podejrzewam, że bardzo wielu symboli i znaczeń tutaj nie wyłapaliśmy, że właściwie podrzuca nam się więcej wskazówek niż na pierwszy rzut oka jesteśmy w stanie wyłapać. Przyglądacie się uważnie artystom występującym w TP? Dobrze radzę, bowiem chociażby strój Rebeki Del Rio był bardzo charakterystyczny i nawiązywał do wyglądu dywanu w Czarnej Chacie. Diabeł jak zwykle tkwi u Lyncha w szczegółach, drobiazgach, tak małych, że chyba by ostatecznie pojąć całość trzeba by było sobie zrobić „randewu” ze wszystkimi sezonami, filmem i książkami by pojąć sens przyczyn i skutków. Jedno jest pewne. Bardziej pokręconego odcinka od 8-go już sobie nie wyobrażam. I to by było na tyle na dziś, do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: