MENU
  • STANLEY OBSERWUJE: Czy horrory wciąż są straszne?

    Styczeń 8, 2017 9:36 pm Dodał stanley

    Przede wszystkim, na samym początku musicie sobie zadać bardzo proste, a jednocześnie dość złożone pytanie: czego się boicie? Kiedy w roku 1896 premierę miał film Wjazd pociągu na stację w Ciotat braci Lumière ludzie podobno byli tak przerażeni, że opuszczali salę, myśleli bowiem, że pociąg rzeczywiście w nich wjedzie. Filmowa groza zadomowiła się na kinowych ekranach jeszcze za czasów kina niemego i takie dzieła jak Nosferatu – symfonia grozy czy Gabinet doktora Caligari były fundamentalne dla gatunku. Im bardziej filmowy horror ewoluował tym bardziej zmieniały się środki wyrazu i wymiary straszenia. Grozę kreowano sugestiami, wyobrażeniami tego co dla ludzkiego oka i umysłu było nieuchwytne, nienamacalne, a przede wszystkim co kojarzyło się ze Złem. Fascynacje wampirami, wilkołakami, mumiami czy zombie zostały wyparte przez duchy, opętania i przede wszystkim Szatana. Dziecko Rosemary, OmenEgzorcysta – te filmy choć jakże różne odnosiły się do wiary, religii branej jak najbardziej dosłownie. Dopiero w latach 80-tych pełną gębą zaczęło widzów straszyć kino eksploatacji, krwawe, groteskowe i uznawane za obrzydliwe. Serie o zdeformowanych seryjnych mordercach, niezniszczalnych i odradzających się w kolejnych częściach jednak bardzo szybko się wypalały i stawały karykaturami, bardziej budzącymi śmiech niż strach (trudno w to uwierzyć, ale dotknęło to nawet serię o Teksańskiej masakrze piłą mechaniczną). W latach 90-tych filmowy horror też miał się całkiem nieźle, mocno trzymały się slashery, a do głosu zaczęły dochodzić horrory egzotyczne z japońskimi klasykami na czele (Ring najznakomitszym przykładem). Era post matrixowska przyniosła kilka kolejnych znakomitych tytułów, zaczął się kształtować nurt foud footage zapoczątkowany przez niskobudżetowy Blair Witch Project. Twórcy szukali nowych form wyrazu, zaczęli mieszać gatunki (dobrym przykładem Piła czerpiąca garściami z konwencji thrilleru przynajmniej w pierwszej odsłonie), uderzać w bardziej dramatyczne tony, szukać w ekranowej grozie refleksji (znakomite Pozwól mi wejść, zawoalowany w wampirzej relacji Tylko kochankowie przeżyją). W tym gatunku zrobił się swoisty rozkrok między skrajną komercjalizacją, brutalizacją i poszukiwaniem czegoś zupełnie nowego z różnymi skutkami, bowiem gatunek ten dość mocno się przez lata wyeksploatował. Szczytem niesmaku było sklasyfikowanie jako film grozy Zmierzchu, do złagodzenia wizerunku ekranowej grozy przyczyniły się też seriale takie jak fantastyczne rzecz jasna The Walking Dead (chyba bardziej z zombiakami nie możemy być już oswojeni i nie ukrywajmy, bardziej w tym serialu przerażający są ludzie niż zombie), czy kłaniający się w pas takim klasykom horroru s-f jak Obcy Coś serial Stranger Things. Ekranowa groza przeszła wiele metamorfoz, flirtowała z gotykiem (dzieła Tima Burtona), komedią (Marwica mózgu, Martwe Zło 2, Co robimy w ukryciu, Dracula – wampiry bez zębów, Rodzina Addamsów i tak dalej). Jak każdy gatunek także i horror rozmienił się w końcu na drobne uderzając łbem w ścianę, której co prawda nie da się przebić, ale kilkoma tytułami wciąż można sprawić, że będziemy po seansie czuć się nieswojo i często oglądać przez ramię. Tutaj wymieniłbym chociażby innowacyjne choć nie do końca rozumiane Coś za mną chodzi, The VVitch czy Babadook. No i oczywiście Dom w głębi lasu będący summą summarum wszystkiego co w horrorach było najlepsze.

    img_1330985276[1]

    Cóż myśli sobie Graf Orlok patrząc na współczesne kino grozy?

    Widzowie dzielą się tak właściwie na dwie grupy reagujące na filmy grozy: taką, którą dany film przestraszy i taką, po której spłynie jak po kaczce nieważne jakiej będzie treści. O to czy film jest straszny czy też nie można się kłócić w nieskończoność i jedno czego jestem pewny to, że obecnie panują czasy koszmarnego recyklingu gatunkowego, kliszowości, tanich zabiegów w rodzaju jump scare i innych tego typu nie pozwalających się horrorowi jako gatunkowi ponownie rozwinąć skrzydeł. Nie za bardzo mamy wpływ na odruchy innych osób niż my sami, tak więc nas może przerażać coś zupełnie innego niż naszych znajomych, albo nie przerażać zupełnie nic co sprawi, że oglądanie horroru będzie wątpliwą rozrywką, ewentualnie po prostu nudną. Nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi czy horrory wciąż straszą, można jedynie wskazać ich obecne słabe punkty, które dla mnie są oczywiste. Cóż jednak jeśli ktoś kto nie miał styczności z klasyką grozy zabierze się za nią na przykład od Obecności lub Sinister. Co jeśli kogoś przeraża przemoc, krew, flaki, a duchy nie robią żadnego wrażenia? Wszystko zależy od psychiki widza, od jego wrażliwości i co najważniejsze od okoliczności w jakich film ogląda. Zupełnie inaczej odbierze się film w kinie, jeszcze inaczej w telewizji, zupełnie inaczej oglądając na kompie. Inaczej odbierze się oglądając samemu, inaczej oglądając w grupie, kiedy seans może przerodzić się po prostu w dobrą zabawę i kupę śmiechu. Jeśli więc oczekiwaliście ode mnie jasnej i klarownej odpowiedzi, to muszę Was niestety rozczarować i zawieść. Owszem, horrory w XXI wieku wciąż są straszne, ale i niestraszne jednocześnie, równie dobrze moglibyśmy tutaj rozpatrywać komedię jako gatunek, który się mocno zdewaluował, ale klasyki wciąż bawią kolejne pokolenia. Moim zdaniem po prostu musicie szukać i zagłębić się w Was samych, zastanowić się co Was przeraża, a co zupełnie nie rusza, w końcu jaki jest sens iść na film o duchach czy kosmitach jeśli się w nie ani ociupinkę nie wierzy? Z takim punktem zaczepienia Was zostawiam, do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: