MENU
  • STANLEY OBSERWUJE: Jak i po co rozmawiać o filmach?

    Styczeń 4, 2017 7:11 pm Dodał stanley

    Dziś postanowiłem podzielić się z Wami historią, która przydarzyła mi się pod koniec zeszłego roku. Zostałem zaproszony do pewnej szkoły w moim mieście jako, że uczniowie mieli za zadanie napisać recenzję na zaliczenie. Pod czujnym okiem pani nauczycielki wystąpiłem dwa razy przed niesfornymi uczniami z pogranicza gimnazjum i liceum. Pierwszej grupie nie za bardzo chciało się słuchać, druga była znacznie bardziej aktywna i przejawiała być może kurtuazyjnie zainteresowanie moim gadaniem. Problem pojawił się już na samym początku kiedy zapytałem się jakie filmy i seriale oglądają. Od razu zaznaczyłem, że nie chodzi mi o filmiki youtuberów, choć kiedy przyszła pora na małą dygresję to Grupę Filmową Darwin czy też Z Dupy młodzież jak najbardziej wychwalała. Rzecz w tym, że o filmach jako takich niewiele byli mi w stanie powiedzieć, raczej padały nazwy blockbusterów pokroju marvelowskich adaptacji lub najpopularniejszych seriali animowanych z South Parkiem Blok Ekipą na czele lub anime w rodzaju Dragon Balla Naruto. Co do seriali to rządziła Gra o tron, The Walking Dead Breaking Bad co wcale mnie nie zdziwiło. Natomiast o klasycznych filmach nie wiedzieli nic, bo po prostu ich nie oglądali. Zacząłem się zastanawiać w czym tkwi problem i doszedłem do kilku wniosków, którymi chciałbym się z Wami podzielić.

    Brad-Pitt-Fight-Club[1]

    Jeśli miałbym wskazać JEDEN film, który TRZEBA w życiu zobaczyć, to byłby to „Fight Club”.

    Setki razy się na to żaliłem więc i wyżalę się po raz kolejny: w moim mieście, Ostródzie, nie ma kina. Kino było, ale zostało przemienione na Biedronkę jakoś w okolicach lat 2004-2005. Młodzi ludzie niekoniecznie mają czas i pieniądze by śmigać do kin znajdujących się w okolicach (na przykład w Łukcie, Iławie czy przede wszystkim w Olsztynie). Głównie więc jeśli coś oglądają to na kompie, często w średniej jakości, ewentualnie na DVD, choć przecież to też swoje kosztuje. Tak czy siak nie są do kina przyzwyczajeni, nie traktują tego miejsca tak jak traktowano kiedyś, jako miejsca gdzie sztuką filmową można się rozkoszować i chłonąć wszystko, od fabuły i kreacji aktorskich, poprzez muzykę, montaż i efekty specjalne. Filmy oglądane na kompie czy w telewizji często po prostu dużo tracą, kino stało się więc z jednej strony miejscem na poły elitarnym, a na poły czysto rozrywkowym, w końcu najchętniej oglądane produkcje to wciąż albo blockbustery, albo polskie komedie najczęściej romantyczne. A jak przypomnę sobie na jakie filmy zabierało się szkolne wycieczki to też włącza mi się lampka alarmowa (chodziło się na Pasję, było się na specjalnym pokazie Listy Schindlera, nie wiem jak jest teraz, ale narzucanie oglądania czegokolwiek to nigdy nie jest dobry pomysł). Tam więc gdzie nie ma kina, nie ma też do końca filmowej edukacji, ani ducha kinematografii, który przecież działa na magię kina zupełnie inaczej niż domowe zacisze.

    The-Godfather-1010x568[1]

    Tak, są na świecie ludzie, którzy nie widzieli „Ojca Chrzestnego”

    Niewiedza na temat klasyki kina (na dwie około 20 osobowe klasy może dwie osoby oglądały Ojca chrzestnego czy Podziemny krąg) bierze się z braku czasu, który w szkołach mógłby być poświęcany na naukę o kinematografii jako takiej, o jej historii i osiągnięciach. Młodzi ludzie rozpatrują kino bardzo powierzchownie, nie wgryzają się w fabułę, symbolikę, odniesienia i lekcje jakie niosą ze sobą klasyczne produkcje. A o takich dziełach jak Pulp Fiction czy Mechaniczna pomarańcza należałoby pogadać by nie wyglądały jak krwawe, pełne brutalności produkcje bez drugiego dna czy głębszego kontekstu. Niestety rzadko zdarzają się w dzisiejszych czasach dyskusje z prawdziwego zdarzenia, a na rozmaitych forach pokroju Filmwebu częściej natykam się na mało merytoryczne wymiany zdań w rodzaju „Film jest zajebisty, a komu się nie podobał temu chuj w dupę” niż na jakiekolwiek omówienia walorów danej produkcji. Czy można to w jakikolwiek sposób zmienić? Owszem i wcale nie trzeba sięgać do tekstów krytyków, którzy wyżej srają niż dupę mają. Moim zdaniem warto po prostu do kina chodzić grupowo, albo jeśli się nie ma takiej możliwości po prostu robić sobie spotkania w domach podczas których po seansie się po prostu będzie rozmawiało, na luzie, bo przecież nie wszyscy musimy być znawcami (sam do wybitnych znawców nigdy nie należałem i należeć nie będę, najbliżej mi do obserwatora, który po prostu po seansie wysnuje kilka głębszych wniosków). W szkołach natomiast powinny się pojawić jakieś kółka dla miłośników kinematografii, ogarnięcie rzutnika i opłacenie licencji na wyświetlanie dobrych filmów to nie jest jakiś koszmarny wydatek. W szkołach uczy się młodych ludzi o historii, literaturze, muzyce, sztuce, ale stanowczo za mało miejsca poświęca się popkulturze i tej mojej ukochanej filmowej muzie.

    01112458[1]

    O takich filmach jak „Mechaniczna pomarańcza” po prostu trzeba rozmawiać.

    W tytule wpisu zadaję pytanie „po co rozmawiać o filmach?”, a odpowiedź nie jest wcale taka prosta. Co nam daje dyskutowanie o kinematografii? Ano to, że jeśli ogląda się filmy biograficzne lub historyczne to można sobie porównać rzeczywistość z filmową fikcją, filmy o zacięciu filozoficznym, surrealistycznym bądź po prostu mega zryte produkcje bowiem można je rozpatrywać na kilku różnych płaszczyznach, omawiać na setki sposobów. Przede wszystkim warto jednak rozmawiać tak po prostu, wymienić się wiedzą, perspektywą, odczuciami, które dla każdego są wielce indywidualne. Moim skromnym zdaniem w internecie nie do końca się rozmawia, raczej rzuca ogólnikami, z których niewiele wynika. Dlatego serdecznie polecam Demowy Kinowy Ekspres Ichabod i Sfilmowanych na You Tubie jako twórców, którzy prowadzą mięsiste dyskusje o kinematografii, jednocześnie nie kreując się na wybitnych znawców (no dobra, Dem czasem szarżuje i widać, że woli kino offowe niż mainstream, ale robi to z wielkim smakiem i „humorkiem”). Tak więc wiecie już, że warto rozmawiać o filmach, poświęcać im dużo czasu, wiecie też po co rozmawiać, pozostaje więc kwestia JAKIE filmy oglądać. Powiem Wam tyle: warto oglądać po prostu dobre filmy, takie jakie uważacie za dobre Wy, albo takie, które podpowiedzą Wam takie osoby jak ja czy wspomniani przeze mnie twórcy (a z piszących to rzecz jasna Zwierz Popkulturalny). Nie ma definicji dobrego filmu jako takiej, niektóre filmy są tak złe, że aż dobre, inne silą się na bycie tak dobrymi, że są przegięte więc trudno to zdefiniować. Po prostu oglądajcie, chłońcie i bawcie się dobrze podczas seansów i rozmów po nich. Z taką refleksją końcową Was pozostawiam. Do przeczytania następnym razem!

    Komentarze

    Kategorie: