MENU
  • STANLEY OBSERWUJE: Na czym opiera się fenomen Pokemon GO!?

    Lipiec 19, 2016 5:50 pm Dodał stanley

    Pamiętam, że jeszcze w zeszłym roku, na którymś z konwentów podczas prelekcji wspominałem, o tym, że wkrótce pojawi się aplikacja pozwalająca na łapanie Pokemonów i wszyscy dostaną szału biegając za stworkami ze znanej japońskiej kreskówki. Śmiałem się wtedy, że ludzie będą wpadać pod ciężarówki biegając za Charizardem i choć nie słyszałem jeszcze o tak tragicznych wydarzeniach to wiele się nie pomyliłem. Mamy rok 2016 a na punkcie łapania Poków jest istne szaleństwo. Niektórzy zachodzą w głowę dlaczego dojrzali ludzie, nawet Ci bliscy trzydziestki, lub też po niej biegają od Pokestopu do Pokestopu i zbierają wirtualne stworki. Odpowiedź wydaje się być prosta, ale jednocześnie składa się na nią kilka elementów. Bo mimo, że apka żre baterię na potęgę i często się zacina lub wyrzuca z siebie gracza to pokazuje jak ważny jest w naszym życiu sentyment do pewnych dóbr popkultury. Pokemony pojawiły się w zbiorowej świadomości zarówno dzieci jak i dorosłych w 1997 roku, w pierwszej generacji było ich 151, a ekrany kin podbił w roku 1998 Pokemon: Film pierwszy, w którym Mew zmierzył się z Mewtwo. Dzieciaki śledziły losy płaskiego jak naleśnik z charakteru Asha, którego jedynym celem życiowym było zostaniem Mistrzem Pokemon, dość krzykliwej Misty i zboczonego z deczka Brocka w poszukiwaniu mniej lub bardziej intrygujących stworzeń przypominających zwierzęta, rośliny, skały, czy nawet ludzi. Za dzieciakami uganiał się pechowy zespół R, w skład którego wchodziła dość ponętna Jesse, śmieszkujący James i gadający, wyjątkowy jak na pokemona Meowth, w każdym odcinku banda ta pragnęła porwać Pikachu dla niecnych celów swojego przełożonego. Ash posiadał też pojawiającego się okazjonalnie konkurenta Gary’ego, wnuka profesora Oaka, zadzierającego nosa i pokpiewającego z głównego bohatera. Niby była to zwykła schematyczna kreskówka, ale przynajmniej kilka odcinków było kontrowersyjnych (James ze sztucznym biustem, porażenie dzieci prądem przez Magnemitey i migotliwy, mogący doprowadzić do padaczki odcinek z Porygonem), a kilka niosło ze sobą przesłanie dotyczące miłości, przyjaźni czy poświęcenia (kiedy Pikachu został mocno ranny, kiedy Ash wypuścił swojego Butterfly, kiedy między nim a Misty prawie doszło do pocałunku, kiedy omal nie zginął w upiornym zamczysku, gdzie jego duch unosił się wraz z Ghastlym, Hunterem i Gengarem). To wszystko wymieniam z pamięci, tak bardzo Poki wryły mi się w mózg. Zbierałem naklejki z gumy Boomer, karty, tazosy, miałem nawet skarbonkę w kształcie Pikachu. A potem wraz z moim dorośnięciem faza na poki zniknęła, kolejne generacje poza drugą do mnie nie przemówiły i naturalną koleją rzeczy moja przygoda ze stworkami mieszkającymi w biało czerwonych kulkach się zakończyła. Ale pozostał mi do nich sentyment, który wykorzystało Nintendo i Niantic tworząc aplikację pozwalającą nam wcielić się w trenera Pokemon. W końcu pojawiła się namiastka możliwości wcielenia się w trenera Pokemon, łażącego po mieście i szukającego stworków w rozmaitych punktach czy to we dnie czy w nocy. Cóż z tego, że to nie jest realne, jeśli pozwala na spełnienie dziecięcego marzenia?

    Poki

    Zryty Stanley rusza na łowy!

    Sceptycy twierdzą, że gra odebrała młodszym i starszym użytkownikom rozum, że dzieciaki włóczą się po ulicach niczym chmara zombie i gapią się w ekran telefonów zamiast pod nogi. Dla mnie to jest bullshit, gra jest na tyle interaktywna, że zmusza do… wyjścia z domu. Wszelakie CS-y i Mincecrafty zostały wręcz zagrożone, bo większość woli spędzić słoneczny dzień na poszukiwaniu Squirtla nad jeziorem czy Onixa w terenach górskich. I bardzo dobrze! Przecież o to chodziło nam od lat! O to by znaleźć coś co pozwoli młodym oderwać się od kompa i zacząć korzystać z tego co natura dała. I tak też się stało, po ulicach mojego miasta śmigają wręcz gromadki młodych ludzi w poszukiwaniu swoich ulubionych stworków i nie ma w tym nic złego. Wciąż nie rozumiecie po co to wszystko? Sentyment do Was nie przemawia, bo nie lubicie serii lub jej jakimś cudem nie oglądaliście. No to postawcie się na miejscu tak zwanego kolekcjonera. Kolekcjoner zbiera rzadkie okazy rozmaitych rzeczy, poluje, kmini jak powiększyć swoją kolekcję o kolejny bezcenny dla niego item. Dokładnie na tym samym opiera się fenomen Poków – na zbieraniu, powiększaniu kolekcji, odkrywaniu w jakich miejscach są stworki, a logicznym jest, że pewne gatunki pojawiają się w miejscach dla nich naturalnych. Tak więc w grę wchodzi też pewien zmysł orientacji, domyślności instynkt, który pozwoli nam stwierdzić, że gdzieś tam coś się czai. Oczywiście bardzo ważny jest trening stworków i możliwość ich ewoluowania, przekształcania w formę wyższą, dojrzalszą. A jest to oczywiście konsekwencją naszego łazikowania i nabijania kolejnych leveli. Tak więc w pewnym sensie nasza postać dojrzewa, a my wraz z nią, jest coraz lepsza, dokarmia i dba o swoje zwierzątka, drałuje kilometry i łapie wszystko co popadnie. Nonsens? Nuda? Marnowanie życia? Cóż, jeśli tak Wam się wydaje to jesteście dość drętwi i nie macie w sobie wewnętrznego dziecka. Ja tam chcę mieć swojego Pikachu, daje mi to niesamowitą frajdę i mimo, że apka nie jest doskonała to zmusza do aktywności i myślenia. I to jest mega zajebiste. Strach tylko pomyśleć co jeszcze kiedyś zostanie wymyślone i na jakim etapie już parawirtualnej rzeczywistości jesteśmy, na jakim pułapie i co jest przed nami. Tym, którzy przyczynili się do tej być może krótkotrwałej zabawy pragnę pogratulować, ponieważ spełnili moje nierealne marzenie z dzieciństwa, a tym, którzy grają owocnych poszukiwań. A hejterom i zachodzącym w głowę what the fuck mogę tylko napisać tyle: jeśli nigdy nie mieliście dreszczyku emocji oglądając serial lub zbierając stuff z serialem związany, to nigdy nie skumacie o co w tym chodzi i tyle. A teraz pozwólcie, że udam się „złapać je wszystkie”!

    Komentarze