MENU
  • Strawa dla oczu, umysłu i duszy, czyli recenzja „Blade Runner 2049”.

    Październik 7, 2017 3:13 pm Dodał stanley

    W dobie naprawdę marnych rimejków, kiepskich sikłeli i prikłeli obawy wobec kontynuacji „Blade Runnera” miałem… dość umiarkowane. Denis Villeneuve udowodnił swoim „Arrival”, że kino s-f mu nie straszne, ba, jego przedostatni obraz jest powiewem świeżości w gatunku i jednym z moich ulubionych filmów ostatnich lat.

    blade-runner-2049[1]

    Trudno tu szukać dzikich tłumów postaci w jednym kadrze. Ten film jest o samotności w przyszłości, o zagubieniu jednostki, która poszukuje celu w swojej egzystencji.

    Odbiór nowego spojrzenia na znany już temat możecie mieć wieloraki, w zależności od tego kiedy oglądaliście oryginał lub czy w ogóle oglądaliście oryginał (moja partnerka nie oglądała, a bardzo jej się podobało). Kilka scen i wątków jest tributem dla oryginału, ale na dobrą sprawę oglądamy zupełnie oryginalną historię, skupiającą się na postaci K. granej przez Ryna Goslinga (który swoją stonowaną mimiką świetnie pasuje klimatu filmu, jest jakby trochę nieobecny). K. snuje się po mrocznych zakątkach zindustrializowanych dzielnic i wykonuje swoją brudną robotę – pozbywa się replikantów starej daty, którzy próbują się ukrywać gdzie się da i jakoś żyć między ludźmi. K. jest łowcą wyborowym i bezwzględnie wiernym systemowi do czasu, bowiem im więcej dowiaduje się o otaczającym go świecie i sobie samym tym bardziej zauważa, że świat nie jest czarno-biały. Fabularne wolty w końcu łączą jego ścieżki z nieco dzikim Deckardem (Harrison Ford wcielił się w tą postać na luzie, jakby nie minął szmat czasu od kiedy się w nią „przemienił”), a czarny charakter grany przez Jareda Leto okazuje się ostatecznie mniej znaczący niż by się wydawało. Dlatego, że zarówno pierwsza jak i druga część „Łowcy” to dzieło opierające się na filozofii, refleksyjności nad ludzką egzystencją i nad pragnieniem maszyn by być ludźmi.

    Mam wrażenie, że „2049” to jeszcze mocniejszy pod względem rozważań film. I choć nie padają w nim kwestie, które przejdą do historii kina, to cały film jest jednym wielkim traktatem, nad którym będziemy się głowić przez lata. Podczas seansu zastanawiałem się nad kruchością wspomnień, nad ulotnością naszego życia, nad okrucieństwem do jakiego zdolny jest człowiek i o prawach do życia istot powoływanych do niego przez ludzi. I nie dostałem żadnych jednoznacznych odpowiedzi, nie czułem się, że postacie swoimi rozważaniami chcą mi przekazać prawdy objawiony za pomocą łopaty. Monotonny ton filmu, ogromne otaczające bohaterów przestrzenie, gra świateł i cieni, nieco senny nastrój pozwoliły mi się w filmie zatopić, wysnuć sporo niezbyt radujących mnie wniosków, ale jako całość film mnie absolutnie zachwycił, pochłonął i p przede wszystkim nie wynudził. Monumentalizm mnie nie przytłoczył, stonowana i będąca mocno w tle muzyka nie przeszkadzała w odbiorze. Byłem pod wielkim wrażeniem kolosalnych budowli, monstrualnych pomników, gigantycznych, wyzierających z ekranu reklam, a jednocześnie mogłem oddać się refleksji, a nie skupiać się na tym czy coś ważnego mi z fabuły nie ucieknie. Właśnie, nie. Scenariusz nie jest wielce zagmatwany, jest dużo miejsca na oddech, o czym niech świadczy wprowadzenie Deckarda, dopiero w okolicach ostatniej godziny filmu (a trwa dwie i pół).

    Blade-Runner-2049-trailer[1]

    Tworzymy coraz bardziej niebezpieczne technologie, które mogą nas kiedyś zastąpić. Nie zastanawiamy się nad konsekwencjami tego jak mali możemy się stać w świecie komputerów inteligentniejszych od ich twórców.

    Ze względu na scenografię, udźwiękowienie, kolorystykę i całą mistyczną otoczkę „Blade Runnera 2049” zdecydowanie należy obejrzeć najpierw w kinie. Poszukiwaniem kopii w internecie odbierzecie sobie sporo walorów artystycznych, które są kluczowe dla tego filmu, zdecydowanie mającego sporo zarówno z oryginału jak choćby z „2001: Odysei kosmicznej”, która jest przecież uważana za najnudniejszy film s-f będąc jednym z najgenialniejszych filmów s-f. Jak widzicie zarysowałem Wam jedynie fabułę, ponieważ nie chcę Wam psuć zabawy, zdradzać twistów i odsłaniać kolejnych warstw fabuły. Niech Wam wystarczy, że jest to godna oryginału kontynuacje strawa dla oczy, umysłu i duszy. Bardziej się już rozpisywać nie muszę. Zdecydowanie jest to jeden z definiujących rok 2017 filmów. Po krótkim na namyśle, daję tłuste i okrągłe 10/10. Musicie ten film zobaczyć.

    Komentarze

    Kategorie: