Poznalismy-nowe-szczegoly-fabuly-filmu-Solo-A-Star-Wars-Story_article[1]

Przygody młodego przemytnika, czyli recenzja „Han Solo: Gwiezdne wojny – historie

Tak właściwie to ten film mógł być totalną katastrofą. Wielokrotnie przepisywany scenariusz, zmiany na stołkach reżyserskich, w pewnym momencie mogło się nawet wydawać, że realizacja spin-offu nie dojdzie do skutku. Promocja filmu też nie należała do najbardziej angażujących, jakby twórcy mając świadomość, że film jest tak zwanym „samograjem” po prostu obroni się sam. Przeliczyli się i to także w tym finansowym znaczeniu, bowiem na dzień dzisiejszy Solo: A Star Wars Story jest finansową klapą. Być może fani sagi czują już lekki przesyt, być może Ci, którzy rozczarowali się The Last Jedi powoli zaczynają markę jaką jest Star Wars po prostu przekreślać.

Poznalismy-nowe-szczegoly-fabuly-filmu-Solo-A-Star-Wars-Story_article[1]

Han… Jesteś spoko, po prostu spoko.

Nie wszystkich też przekonał casting – Alden Ehrenreich fizycznie właściwie w ogóle nie przypomina Harrisona Forda i ostatecznie z mojego punktu widzenia wypada po prostu sympatycznie, lecz mało zawadiacko, nie ma tego błysku w oku. Próbuje udźwignąć postać ikoniczną i za to szacuneczek, bowiem dwoi się i troi byśmy go polubili. Rzecz w tym, że Han Solo sobie po prostu w tym filmie jest i uczy się jak odróżniać dobro od zła, momentami jest dość fajtłapowaty i strachliwy, jeśli twórcy mieli na celu odczarować tego bohatera i pokazać nam go od innej strony to jak najbardziej im się udało. Inna sprawa czy fani serii taką wizję zaakceptują. Co do samej fabuły to jest ona prosta, akcja rozgrywa się w tak zwanej mikroskali i przede wszystkim traktuje o tym w jakich okolicznościach Han i Chewie się poznali i jak wyglądała jego relacja z Lando (zawadiacki Donald Glover zdecydowanie kradnie film, tego się nie da podważyć). Pozostałe postacie czyli Qi’Ra (Emilia Clarke), Beckett (Harrelson gra Harrelsona) i Dryden Vos (sporo razy widzieliśmy już Paula Bettany’ego jako złola, czyż nie?) specjalnie angażujące nie są i mają właściwie kilka cech na krzyż. Najciekawiej wypada paradoksalnie droid L3-37 o feministycznych (!) poglądach (to już standard w świecie SW, że droidy są najbardziej wyszczekane lub urocze i zabawne). W sumie zabrakło mi kilku postaci z otoczenia Solo na których choćby cameo mogli czekać zatwardziali fani, za to pojawiła się postać, która widzów może wprawić w niemałą konsternację (szczególnie tych co nie mieli styczności z animowanym Rebels).

Film trwa ponad dwie godzinki i choć nie mogę powiedzieć by mu jakoś strasznie mocno siadało tempo, to momentami miałem wrażenie jakby zabrakło pomysłów na pewne wątki, postacie, kosmiczne galopowanie tam i na zad ma swój urok, ale czy my już tego gdzieś nie widzieliśmy? Ileż to razy zagrażały bohaterom asteroidy, gigantyczne, niemal żywcem wzięte z prozy Lovecrafta potwory, a i uciekać przed złym Imperium trzeba było? Moim zdaniem takie Rogue One wypada znacznie lepiej mimo powielania pewnych zależności między postaciami, tam była galeria nietuzinkowych bohaterów, barwnych, zapadających w pamięć. Jeśli Han Solo ma po prostu pozostać standalone’m bez kontynuacji to raczej w przyszłości nie będziemy nad min wielce dyskutować, natomiast jeśli miałby się stać „intrem” do kolejnych odsłon przygód kultowego bohatera to już zupełnie inna sprawa. Przebudzenie mocy dzięki The Last Jedi nabrało nowych barw, a Rogue One świetnie się wpisało w kanon jako brakujące ogniwo między Zemstą Sithów Nową nadzieją. Mam tu na myśli to, że Solo wypada „mało starwarsowo”, na chwilę obecną traktuję go jako film bardzo przyjemny, ale nie taki, którego będę wielkim fanem. Oczywiście spotkałem się już z opiniami, że jest lepszy, bardziej klimatyczny od The Last Jedi, który z perspektywy czasu jawi się jako wręcz przeładowany wszystkim co najbardziej „starwarsowe” i przez to wielu widzów przytłoczył lub rozbroił absurdalnymi fabularnymi rozwiązaniami. Solo jest filmem bezpiecznym, nie robiącym w świecie Star Wars żadnej większej rewolucji, może świadczyć o lekkiej zadyszce twórców, którzy chcą wycisnąć z nowego pokolenia fanów hajsik, a i starych chcą złapać na sentymenty właśnie Historiami. 

Disney-przedstawil-nowe-plakaty-filmu-Solo-A-Star-Wars-Story_article[1]

Podsumowując, Solo to film dobry, po prostu dobry, broniący się zdjęciami, kilkoma zacnymi żarcikami, o którym może i za kilka lat zapomnimy, ale wstydu serii nie przynosi, nie ma go za co za bardzo krytykować, ale też nie ma co mega chwalić. Może i taki jest ogólnie zamysł na Historie, ale myślę, że dopiero kolejne produkcje mają to szansę wyartykułować. Mówi się, że w planach jest już film o moim ulubieńcu, że kolejny w kolejce do swojej przygodówki jest Boba Fett. Liczę, że twórcy podejdą do tej postaci z większą inwencją, jako że w sumie o najbardziej znanym w star warsowej popkulturze łowcy głów wiemy niewiele. Mówi się też, że swoje własny film dostanie też Ladno (tylko czy ta postać serio go potrzebuje, czy to po prostu kwestia pozycji Glovera w światku filmowo-muzycznym?) i Obi-Wan (którego po prostu musiałby zagrać McGregor!), a i o samym Vaderze chciałoby się oddzielnej produkcji. Rzecz w tym, czy te filmy, jeśli już powstaną, nie będą tylko ładnymi wydmuszkami „zapychającymi” uniwersum. Takim bowiem sympatycznym zapychaczem wydaje się sam Solo, taka przystawka przed dziewiątą częścią sagi. Póki co pozostawiam nas z pytaniami bez odpowiedzi i mocną siódemką. Fajny Solo jest fajny.

7/10

PRZYPOMINAM O KONKURSIE Z LEGO® !

Maul

Do rozdania mam 9 zestawów Darth Maul (zestaw 75537). Jeśli chcecie go wygrać to wystarczy, że odpowiecie mi na dwa proste pytania, a w trzecim wykażecie się własną kreatywnością! Odpowiedzi ślijcie mi na maila zbstanleya@gmail.com

1.Pod jakim pseudonimem artystycznym działa Donald Glover wcielający się w młodego Lando?
2.Którą rocznicę premiery „Nowej Nadziei” obchodzimy w tym roku?
3.Kogo widziałbyś/widziałabyś w roli młodego Hana Solo, gdyby casting zależał od Ciebie?

Konkurs trwa od dziś (31.05) przez najbliższe dwa tygodnie (do 14.06). Zwycięzców powiadomię o wygranej drogą mailową!

DF-12925

TOP 10 STANLEYA: 10 najgorszych ekranowych par filmowych i serialowych.

Są takie ekranowe pary, że jak się je widzi to się nóż w kieszeni otwiera, zęby się ścierają od zgrzytania, żyła pulsuje na skroni, a oczy krwawią. Bardzo lubię ekspresyjne, kipiące od emocji i erotycznego napięcia pary filmowe, sztuką jest zagrać tak między sobą by chemia uderzała w nozdrza z siłą rozjuszonego nosorożca. Niestety zdarzają się pary tak pokraczne, że ich starania i mizdrzenie się do siebie wywołuje u mnie odruch wymiotny i to nie tylko dlatego, że jestem z góry źle nastawiony do danego tytułu. Postanowiłem się przyjrzeć bliżej filmowym parom, między którymi tak bardzo iskrzy, że nie idzie tego znieść, lub po prostu są dla siebie bardzo destrukcyjne, a zależność między nimi jest po prostu toksyczna. Nie, nie ma tu państwa Lannisterów, bowiem wyłamują się z pewnego utartego schematu zbyt mocno. Zapraszam do czytania!

 AnakinPadme-HaydenNatalie-anakin-and-padme-25491236-1900-1227[1]

ANAKIN SKYWALKER I PADME AMIDALA (Gwiezdne Wojny). Większość fanów SW chyba się ze mną zgodzi, że jest to parka, od której zalotów miłosnych robi się niedobrze, a ich podchody są czystym marnotrawieniem ekranowego czasu. Macie jakieś wątpliwości? Zobaczcie jak zbudowano relację Hana i Lei i jak bardzo ona wciąż działa nawet w Przebudzeniu mocy. 

13850401708422[1]

BRUCE WAYNE I RACHEL DAWES (Batman – Początek). Tutaj muszę się przyczepić przede wszystkim do Katie Holmes, która pasuje do klimatu filmu jak świni siodło. Jej Rachel po prostu nie pasuje do Wayne’a i słusznie podmieniono ją na bardziej wiarygodną Maggie Gyllenhaal. Tutaj ewidentnie coś nie pykło.

DF-12925

EDWARD CULLEN I BELLA SWAN (Zmierzch). Chyba nie muszę się zbytnio rozpisywać. Jest to jedna z bardziej niestrawnych par ever. Przesłodzona, gapiąca się non stop na siebie i nic z tego nie wynika. Nie widzę między nimi więzi emocjonalnej i nie jestem w stanie tego usprawiedliwić tym, że Edward jest martwy. Zresztą, to jest tak źle nakręcona relacja, aż zęby bolą, z całej franczyzy najlepszy jest pełnokrwisty soundtrack.

d3c53e30-2e57-0133-71ee-0a67ec7fcf67[1]

HARRY POTTER I GINNY WEASLEY (Harry Potter). Gdyż to ponieważ przyzwyczaił się człowiek do tej nieszczęsnej Ginny jako dziewczynki i nie mogłem jej strawić jako dorastającej kobietki. No po prostu nie. I nie, to że jest ruda nie ma wpływu na odbiór jej jako takiej. I nie jest brzydka, jest po prostu nijaka i nie iskrzy między nią a Harrym tak jak miedzy Ronem i Hermioną.

p_676096[1]

CHRISTIAN GREY I ANASTASIA STEEL(Pięćdziesiąt twarzy Greya). Emmmmm… Ummmmm… W sumie to samo co ze Zmierzchem tylko tak z 69 razy gorzej.

YhZFm1B[1]

BARNEY STINSON I ROBIN SCHERBATSKY (Jak poznałem Waszą matkę). Ponieważ wieloletni przyjaciele nijak nie powinni się ze sobą wiązać, nie i już.

Hannibal-Will-Graham-and-Hannibal-Lecter-embrace[1]

HANNIBAL LECTER I WILL GRAHAM (Hannibal). Nie jest to para sensu stricte, ale żyć bez siebie nie mogą i biegają za sobą aż do zmęczenia materiału. Uwielbiam ich relację, ale no jako „para” są dobijający i sypią poezją na lewo i prawo, że aż ciężko wytrzymać. I zapultali się w tej swojej miłości-nienawiści, szczególnie w ostatnim sezonie, że miałem czasem dosyć.

6b2282a0-e069-0131-6ccf-0aa0f90d87b4[1]

BILL COMPTON I SOOKIE STACKHOUSE (Czysta krew). Bo ten ich wampirzy romans staje się w dalszych etapach tak bardzo nieznośny i męczący, że aż kły bolą.

skyler4[1]

WALTER WHITE I SKYLER WHITE (Breaking Bad). Ponieważ jest to jedna z najbardziej destruktywnych par w historii telewizji. Walter przez swoje szaleństwo zaniedbuje rodzinę, Skyler staje się bardzo, bardzo, bardzo irytujcą suką.

s5-13-01[1]

RACHEL GREENE I JOEY TRIBBIANI (Przyjaciele). Ponieważ wieloletni przyjaciele nie powinni się ze sobą wiązać. nie i już (2). I to by było na tyle, dzięki za uwagę i do przeczytania next time!

DRV-12153.NEF

TOP 10 STANLEYA: Najlepsi małomówni filmowi bohaterowie.

Niektórzy ludzie po prostu mają wpisane w swój charakter bycie milczkiem. Zwykle są to ludzie albo zamknięci w sobie, albo długo namyślający się nad swoimi wypowiedziami, nie rzucający słów na wiatr. W filmach także pojawiają się takie postacie, ich udział w produkcjach ma często dość symboliczny wydźwięk, ponieważ to co powiedzą może po prostu puentować film. Co ciekawe postacie te, choć nieskore do dyskusji potrafią stać się naszymi ulubieńcami. Zapoznajcie się więc z moimi topowymi postaciami, które przez cały film raczej nie wiele mówią, a całkiem sporo robią. Zapraszam!

3f25a490bccfb08f5853036e01614b65[1]

 WÓDZ BROMDEN (Lot nad kukułczym gniazdem, 1975, reż. Miloš Forman). Wódz zrobił to co uznał za najlepsze dla McMurphy’ego. Wiecznie smutny Indianin jest jedną z najbardziej zapadających w pamięć postaci, które niewiele mówią, a do tego są taaaaaakie wysokie. Niestety odtwórcy roli Wodza, Willa Sampsona nie ma już między nami, odszedł w wieku 53 lat w 1987 roku.

DRV-12153.NEF

DRIVER (Drive, 2011, reż. Nicolas Winding Refn). Bardzo stylowy film, w którym Refn pokazuje, że jara go kino Tarantino, lata 70 i manewrowanie światłem i kolorami. Kierowca dużo nie mówi, ale całkiem dużo robi i jest bardzo słowny (he, he). Jedna z tych postaci, która nie stosuje półśrodków dla osiągnięcia własnego celu.

4759684-2633578629-liqui[1]

T-1000 (Terminator 2: Dzień sądu, 1991, reż. James Cameron). Robert Patrick to ma groźną facjatę. Perfekcyjnie wcielił się w przeciwnika Arniego w drugiej części przygód Connorów. Film ma już ponad 25 lat i wciąż kopie zadki aż miło, totalnie wyprzedził swój czas. A T-1000 po dziś dzień jest jedną z bardziej przerażających niehorrorowych postaci jaką widziałem na ekranie.

NapDynamite_035Pyxurz[1]

PEDRO (Napoleon Wybuchowiec, 2004, reż. Jared Hess). Pedro chce zostać przewodniczącym klasy, ale nie ma zbyt dużej siły przebicia. Jest flegmatyczny i jakby „wyłączony” z obiegu, bardzo pasuje do tytułowego Napoleona, geeka pełną gębą. To jeden z tych filmów, które nie każdy pojmie, ale spróbować zobaczyć powinien.

AmerBeauty_087Pyxurz[1]

RICKY FITTS (American Beauty, 1999, reż. Sam Mendes). Ricky bardzo ostrożnie dobiera słowa. Zbiera piękno tego świata na kasetach, kręci reklamówki na wietrze i buja się w córce głównego bohatera jednocześnie się z nim ziomkując i paląc trawę. Nie jest to może najbardziej milcząca postać zestawu, wręcz przeciwnie, gada całkiem sporo i z sensem, ale jest milczkiem i bardzo dużo filozofuje.

539633_847b28787de12d59ae8352c27d4a561d_large[1]

JOHN COFFEY (Zielona Mila, 1999, reż. Frank Darabont). John jest wielkoludem o gołębim sercu, który bardzo źle trafił. Posądzony o dwukrotne morderstwo siedzi w celi śmierci w oczekiwaniu na wyrok. Ma niezwykłe umiejętności i odpowiada niczym małe dziecko na pytania strażników. Portretował go nieżyjący już Michael Clarke Duncan.

Edward-Scissorhands[1]

EDWARD NOŻYCORĘKI (Edward Nożycoręki, 1990, reż. Tim Burton). Jedna z moich topowych kreacji Deppa, który jeszcze wtedy nie był tak bardzo manieryczny i irytujący. Edward to takie pocieszne stworzenie, które praktycznie nawet po głowie się podrapać nie może. Kiedy się zakochuje wszystko robi się jeszcze bardziej skomplikowane, w końcu nie chce skrzywdzić swojej ukochanej, a przez społeczeństwo jest traktowany jak dziwak. Piękny i poruszający film, jeden z najlepszych od pana Burtona.

Boba-Fett_61fdadfd[1]

BOBA FETT (Gwiezdne Wojny). Historia Fetta i jego ojca jest całkiem ciekawa. Już jako dziecko był mocno nieufny i mało mówił. Kiedy przejął zawód po ojcu jeszcze bardziej ograniczył się w słowach na rzecz czynów. Fett to jedna z moich ulubionych postaci, właściwie niewiele o nim wiadomo, jest skuteczny i wedle podań Expanded Uniwerse przeżył połknięcie przez sarlacca. Czekam na filmy poświęcone właśnie jego postaci.

valhalla-rising[1]

JEDNOOKI (Valhalla: Mroczny wojownik, 2009, reż. Nicolas Winding Refn). Nie usłyszycie w tym filmie głosu Mikkelsena ani przez chwilę. Dość wieloznacznie można interpretować jego postać, nie jest powiedziane, że to człowiek, pojawiły się w necie teorie, że to bóg. Jak jest naprawdę wiedzą pewnie tylko Mads i Nicolas, przyznam, że to bardzo ciekawy film, niezłe doświadczenie, lecz nie dla tych co żyją tylko dziką akcją na ekranie. Do refleksji i rozkminy.

tumblr_n1mgstQRWO1smt873o1_500[1]

CICHY BOB (większość filmów Kevina Smiha z naciskiem na Sprzedawców z 1994). Którz inny mógłby zwieńczyć taki zestaw? Bob to postać grana przez Kevina Smitha, która rzadko się odzywa, ale jeśli już to jego słowa są albo kluczowe, albo padają kiedy już nie może wytrzymać. Szacun za wytrzymywanie z Jayem przez te wszystkie lata. I to by było na tyle, dzięki za uwagę i do przeczytania next time!

clerks-73a6075f71dd54f3[1]

TOP 10 STANLEYA: Najbardziej pechowe filmowe postacie.

Po wczorajszej porażce w meczu Polska-Portugalia naszła mnie refleksja na temat pechowości w naszym życiu. Nasi odwalili kawał znakomitej roboty i po prostu zabrakło im odrobiny farta by przejść dalej. Pewne sytuacje były po prostu cholernie pechowe. I tak się zacząłem zastanawiać, które postacie filmowe mają najbardziej pod górkę. Jest ich całkiem sporo, ale wybrałem swoje zdecydowanie ulubione. Także zerknijcie sobie na luźne, weekendowe zestawienie prawdziwych filmowych pechowców! Zapraszam!

naked-gun-from-the-files-of-police-squad-nordberg-oj-simpson-gun-badge-review[1]

DETEKTYW NORDBERG (Naga Broń 1-3). Kiedy Twoim kolegą po fachu jest Frank Drebin to wiedz, że coś się dzieje. Coś wyjątkowo niedobrego. Nordberg najczęściej obrywał rykoszetem i często trafiał na szpitalne łóżko lub wózek. Odtwórcą roli jest podejrzany o dwukrotne morderstwo popularny także jako koszykarz O. J. Simpson. No i widzisz takiego śmieszka na ekranie i nawet do głowy nie przyjdzie, że mógłby własną żonę zabić.

the-big-lebowski_steve-buscemi[1]

THEODORE DONALD „DONNY” €KERABATSOS (Big Lebowski, 1998, reż Joel Coen). Postacie grane przez Steve’a Buscemi’ego rzadko kiedy mają łatwe życie. Donny to chłopak, który problemów nie robi, ale którego problemy się imają. Staje się nieszczęsną ofiarą całego konfliktu będącego główną osią fabularną i nawet jego podróż post-mortem należy do cholernie pechowych. Bracia Coen w szczytowej formie.

clerks-73a6075f71dd54f3[1]

DANTE HICKS (Clerks – Sprzedawcy 1 2, reż. Kevin Smith).  Tego dnia Dantego nawet nie miało być w robocie. Ale był i tym samym brał udział w bardzo niefortunnych wydarzeniach. A żeby tego było w drugiej części wcale nie wiodło mu się najlepiej już od początku. Się zastanawiam czy posiadanie takiego przyjaciela jak Randall to też nie rodzaj jakiegoś specyficznego pecha.

64b8595149bbc1719a4929ef844d082a[1]

PETER PARKER (Spider Man 1-3, reż. Sam Raimi). Jego rodzice nie żyją, wujek zostaje zamordowany, a do tego gryzie go radioaktywny pająk. Peter Parker to chodzące nieszczęście, a jeszcze bardziej uwypukla to część trzecia, dzie próbuje zgrywać kozaka i totalnie mu to nie wychodzi. Okej, dziewczynę ma pierwsza klasa, ale poza tym pech towarzyszy mu bardzo często, szczególnie gdy nie nosi kostiumu.

f1bd39d3849eb1c82978d5841dd1d1bc[1]

SCRAT (Epoka Lodowcowa 1-5). A wszystkiemu winien orzech. Wiewiór zawsze powoduje wypadki w swojej szaleńczej pogoni za zdobyczą lub sam wpada w tarapaty. I jego szczęście wymyka mu się z łapek zazwyczaj w ostatnim momencie. Nie mogło go tu zabraknąć bo praktycznie przyczynia się do kolejnych zmian na naszej planecie.

n0H[1]

JOHNNY (The Room, 2003, reż. Tommy Wiseau). Świat wyraźnie nie lubi Johnny’ego, który nie może wieść spokojnego życia, ledwo co widzi na oczy i wtrynia dziwne zdania w zwyczajnie brzmiące dyskusje. To jedna z najbardziej zapadających w pamięć postaci kina, niestety nie ze względu na wybitność, a mającą maksymalnie spierdolone życie, szajbniętych znajomych i  zdradliwą sukę za narzeczoną. Tyś go tear apart Lisa, jak mogłaś!

larry[1]

LARRY GOPNIK (Poważny człowiek, 2006, reż. Joel Coen, Ethan Coen). Czarniutka komedia braci C to przykład filmu, w którym na głównego bohatera wszystko zwala się nagle i jednocześnie. Żona go zdradza, jej kochanek proponuje mu opuścić dom i zamieszkać w niezbyt przyjemnym mieszkaniu, a do tego jego kariera naukowa zaczyna się chwiać. Coeneowie pokazują, że jak ma się coś sypnąć. Po równie pechowym Tajne przez poufne ponownie trafili całkiem zacnie, polecam serdecznie!

the_butterfly_effect02[1]

EVAN TREBORN (Efekt Motyla, 2004, reż. J. Mackye Gruber, Eric Bress). Kiedy masz możliwość skakania w czasie, a i tak wszystko co zrobisz obraca Twoje życie w gruzy to niewątpliwy znak, że albo jesteś przeklęty, albo masz niemiłosiernego pecha. Efekt motyla to świetny i dający do myślenia film, gdzie Kutcher pokazał, że jak chce to czasem potrafi. Z drugiej strony to film, który świetnie traktuje o przeznaczeniu i o tym, że tak czy siak nie można go oszukać.

bruce-willis-john-mcclane[1]

JOHN MCCLAIN (Szklana pułapka 1-5). Srsly, jeśli terroryści upierają się tylko na Tobie to znaczy, że masz wielkiego pecha, którego jakoś tam sobie pod koniec rekompensujesz co prawda, ale jednak. Jednak przez większość czasu masz mega przesrane i sam to zresztą widzisz.

luke-skywalker-_0[1]

LUKE SKYWALKER (Gwiezdne Wojny IV – VI). Poznaj legendarnego mistrza Jedi, niech zginie na Twoich oczach całkiem niedługo. Poznaj niesamowicie seksowną dziewczynę, która okazuje się Twoją siostrą, poznaj swojego tatę, który okazuje się masowym mordercą, dusicielem, Haydenem Christiansenem i ziomkiem co znał Jar Jara. Ach, no i strać swoich ukochanych krewnych po ataku szturmowców, którzy nie potrafią strzelać. Luke to postać, którą los cały czas wystawia na ciężkie próby. Ale i tak go lubimy i mocno kibicujemy.

shining_jack_stare[1]

TOP 10 STANLEYA: Najgorsi filmowi ojcowie.

Z okazji Dnia Ojca przygotowałem Wam jakże sympatyczne zestawienie najgorszych ekranowych tatusiów, których stanowczo nie chcielibyście poznać. Ich dzieci albo mają z nimi zerowy kontakt, albo są upokarzane, krzywdzone lub dzieją się z nimi inne straszne rzeczy. Oczywiście polecam też zajrzeć do artykułu na temat najgorszych matek, który możecie przeczytać tutaj: http://zrytabaniastanleya.pl/top-10-stanleya-najgorsze-filmowe-matki/

The movie "American Beauty", directed by Sam Mendes and written by Alan Ball. Seen here, Kevin Spacey as Lester Burnham. Initial theatrical wide release October 1, 1999. Screen capture. © 1999 DreamWorks. Credit: © 1999 DreamWorks / Flickr / Courtesy Pikturz. Image intended only for use to help promote the film, in an editorial, non-commercial context.

LESTER BURNHAM (American Beauty, 1999, reż. Sam Mendes). Nagrodzony sześcioma Oscarami debiutancki obraz Mendesa pokazał nam właściwie dwóch złych ojców, ale postać Franka Fittsa jednak ma w sobie ojcowskie cechy, a Lester wydaje się ich być zupełnie pozbawiony. Właściwie to olewa swoją córkę i bezustannie mizdrzy się do jej koleżanki, jara blanty z jej chłopakiem, a jego egoizm czyni z niego koszmarną głowę rodziny. Lester zorientował się, że nie jest jeszcze za późno na drugą młodość, szkoda, że zaczął się dowartościowywać kosztem swojej rodziny. Sir Kevin Spacey w wybornej formie, przyznam, że jest to aktor, który do perfekcji opanował tak zwany „sarkastyczny uśmiech”.

fathers_day_friday_night_seitz-slide-1[1]

DWIGHT HANSEN (Chłopięcy świat, 1993, reż.  Michael Caton-Jones). Postać Dwighta Hansena, którą portretuje Robert DeNiro była inspirowana prawdziwym ojcem Tobiasa Wolffa, pisarza i wykładowcę literatury, którego relacje z nowym ojcem w dzieciństwie, były, delikatnie mówiąc, ciężkie. Tyran, alkoholik, niestroniący od przemocy – tak w kilku słowach można streścić jestestwo tego pana. Wielki szacunek dla młodziutkiego jeszcze wtedy DiCaprio za dotrzymanie kroku aktorskiemu już wtedy wielkoformatowemu Robertowi.

rwanyl87p3wvf5czu03m[1]

NOAH CROSS (Chinatown, 1974, reż. Roman Polański).  Postać Crossa jest nieco skryta i unikająca rozgłosu, staroświecka i wydająca się niegroźną, ale to tak naprawdę gość, który trzęsie całym otoczeniem i jest prawdziwym potworem dla swojej rodziny. Morderstwo męża swojej córki to dopiero początek tego na co go w sumie stać. Zdradzać nic więcej nie chcę, bo to piękny noirowy kryminał, w którym Polański składa hołd dziełom z lat 30. Nie mam wątpliwości, że to jedna z paskudniejszych postaci tutaj zagrana przez dwukrotnego laureata Oscara, Johba Hustona, który odszedł jeszcze w latach 80-tych w pięknym wieku 81 lat. Sam aktor też był niezłym ziółkiem za życia, był bowiem aż pięciokrotnie (!!!) żonaty.

Daniel-Plainview1[1]

DANIEL PLAINVIEW (Aż poleje się krew, 2007, reż. Paul Thomas Anderson). Plainview to postać oślepiona przez ropę naftową. A raczej przez możliwość zarobienia na niej. Pozbawiony jakichkolwiek skrupułów pozostawia swojego adoptowanego syna po tym, jak ten w wyniku wypadku traci słuch. Kiedy chce się pływać w morzu pieniędzy to takie drobiazgi nie powinny spędzać snu z powiek, prawda? Daniel Day-Lewis wykreował potwora w filmie mrocznym, gęstym i dusznym od negatywnych emocji. Dzieło konkurowało w wyścigu oscarowym z To nie jest kraj dla starych ludzi, ostatecznie ostało dwa Oscary w tym rzecz jasna dla fenomenalnego Lewisa.

Ed-Wilson-Natural-Born-Killers[1]

ED WILSON (Urodzeni mordercy, 1994, reż. Olivier Stone). Przez kogo Mallory Knox wyrosła na kogo wyrosła? Ano przez swojego obleśnego tatuśka, który pojawia się co prawda w retrospekcjach, ale swoją obecnością dobitnie naznacza zarówno bohaterkę jak i widza. Sitcomowe ujęcie scen z jego udziałem sprawia jakby oglądało się jakąś bardzo skrzywioną i patologiczną wersję Świata według Bundych. To postać tak antypatyczna, że momentalnie życzy jej się szybkiego zgonu z rąk własnej córki, świetnie zagrana przez Rodneya Dangerfielda. Zresztą, czyż cały film nie jest tak skonstruowany, że zaczynamy kibicować postaciom skrajnie negatywnym, chaotycznym, ale jednocześnie romantycznym? No właśnie!

the_stepfather_glaring[1]

JERRY BLAKE (Ojczym, 1987, reż. Joseph Ruben). Terry O’Quinn znany z roli Johan Locke’a w serialu Zagubieni miał dzięki temu dziełu swoje pierwsze ważne pięć minut. Wciela się w psychopatycznego, seryjnego mordercę, który najpierw podrywa panienki, później się z nimi hajta, a kiedy w końcu się znudzi to je zabija. Siłą rzeczy staje się więc nie najlepszym ojczymem dla córki swojej nowej partnerki. Remake z roku 2009 nie posiada za grosz oryginału z lat 80 i choć stara się jak może to i tak nie wychodzi. Polecam nie tylko fanatykom LOST (do których sam należę), ale przede wszystkim dobrych choć nieco archaicznych thrillerów.

fathers_day_friday_night_seitz-slide-3[1]

BILL MAPLEWOOD (Happiness, 1998, reż. Todd Solondz). Todd Solondz to prowokator pierwszej klasy, jego obrazy zazwyczaj wywołują burzę i spotykają się z bardzo mieszanymi opiniami, by wspomnieć chociażby ciężarowe Palindromy, Witaj w domku dla lalek Życie z wojną w tle. W Happiness pokazuje nam postać ojca-pedofila, który czai się na kolegę swojego synka. Portretuje go wyglądający niegroźnie Dylan Baker, problem w tym, że jego Bill jest… świetnym ojcem, poświęcającym się rodzinie i to o wiele bardziej niż jego żona, rzecz w tym, że jego skłonności wcale nie pomagają wystawić mu jednoznacznej opinii. Zresztą cały film to galeria bohaterów odpychających i intrygujących jednocześnie poszukujących tytułowej szczęśliwości.

royal-tenenbaums-560[1]

ROYAL TENNENBAUM (Genialny klan, 2001, reż. Wes Anderson). Szkoda, że Gene Hackman zakończył karierę już w 2004 roku, mam wrażenie, że przez to stał się aktorem nieco zapomnianym. A przecież wcielił się chociażby w barwnego Royala Tennenbauma, ojca marnotrawnego, który postanawia się pogodzić z rodziną jakże barwną i niecodzienną. Rodziną, która mimo niebagatelnych osiągnięć jest rozbita i staje nagle w obliczu powrotu głowy rodziny, oznajmiającego, że jest śmiertelnie chory i chce się pogodzić i pożegnać. Brzmi to wszystko mega smutno, ale pamiętajcie, że to film przewrotnego śmieszka Wesa Andersona, który od ładnych lat jest jednym najciekawszych przedstawicieli kina autorskiego.

shining_jack_stare[1]

JACK TORRANCE (Lśnienie, 1980, reż. Stanley Kubrick). Oczywiście biorę poprawkę na to jak na Jacka oddziaływał hotel, do którego się wprowadził ze swoją rodziną, ale po tej postaci po prostu widać, że jest podskórnie zła i bardzo podatna na manipulacje. Kiedy więc siły nieczyste przejmują nad nim kontrolę szybko postanawia się pozbyć zarówno żonki jak i synka. Synka nie mniej creepy niż on (REEEEEDRUUUUM). Jedna z najlepszych, najbardziej zapadających w pamięć kreacji Jacka Nicholsona. Watro dodać, że Stephenowi Kingowi, autorowi powieści się film nie podobał, za to krytyka i widzowie okrzyknęli go dość szybko żelaznym klasykiem kina grozy.

Darth-Vader_6bda9114[1]

ANAKIN SKYWALKER (aka DARTH VADER) (saga Gwiezdnych Wojen). Od maksymalnie irytującego, nadpobudliwego gnojka do jednego z najbardziej respektowanych czarnych charakterów – taką drogę przebył Anakin Skywalker, aspirujący do miana Jedi narwaniec, który przeszedł na ciemną stronę Mocy. Niestety mrok pochłonął go na tyle, że swojego własnego syna był gotów nawet zabić, ostatecznie trwale go okaleczył ucinając rękę. Ja wiem, że ostatecznie się opamiętał i na sam koniec wrócił na dobrą drogę, ale nie można mu przyznać by był dobrym ojcem i człowiekiem. Pamiętajmy, że to postać, która wyrżnęła gromadkę niczemu niewinnych dzieci, mordująca przez długie, długie lata w co bardziej nieprzyjemne sposoby. I to by było tyle na dziś, dzięki, że zajrzeliście sobie poczytać! Do następnego!

dZ2qU[1]

10 filmowych złoczyńców, których powszechnie lubimy.

Kiedyś już podejmowałem się tego tematu, analizując na jakich podstawach kibicujemy filmowym złoczyńcom, którzy podbijają nasze serca na tyle mocno, że zaczynamy wręcz niezdrowo się nimi fascynować lub co gorsze utożsamiać z ich filozofiami. Na szczęście większości naszych zimnokrwistych mordów, prób zniszczenia świata i innych tego typu zabiegów dokonujemy w naszych głowach i potrafimy odróżnić prawdę od ekranowej fikcji. I to, że lubimy postacie zepsute do cna, niejednoznaczne lub budzące kontrowersje nie czyni nas wcale złymi ludźmi. Dziś podsunę Wam Top 10 najbardziej lubianych postaci z filmów, jutro z seriali, także bądźcie gotowi na jutrzejszą kontynuację zestawienia!

3272[1]

1o.MAGNETO (X-Men). Przykład postaci, za której postępowaniem stoi traumatyczna przeszłość. Niegdyś po stronie, którą można by uznać za dobrą, przyjaciel Xaviera, którego postępowanie wynika z zachowań ludzi wobec inności jego i jemu podobnych. Portretowany przez Iana McKellena i Michaela Fassbendera jest od lat bohaterem fascynującym, nic dziwnego, że potrafiącym jednoczyć wokół siebie zagubione stworzenia, bądź też przekabacającym na swoją stronę. Jeśli o komiksowych antagonistów chodzi to z podobną polubownością traktuje się Lokiego z Avengersów czy filmowego doktora Octopusa z drugiej części Spider Mana. Zarówno Tom Hiddleston jak i Alfred Molina dają znakomity popis więc nic dziwnego, że ich interpretacje podobają się widzom. Loki to taki trochę ciamajda, a w Octopusie tkwi iskierka dobra przez co łatwiej nam ich polubić mimo niecnych intencji.

Severus-Snape-Wallpaper-hogwarts-professors-32796947-1024-768[1]

9.SEVERUS SNAPE (Harry Potter). Bardzo łatwo jest nienawidzić Bellatrix Lestrange i Dolores Umbridge. Lord Voldemort to także postać, z którą trudno by sympatyzować. Natomiast Severus Snape jest postacią z szarej strefy, który przez swoją niecodzienną konstrukcję został zrozumiany dopiero w ostatnim tomie powieści Rowling. Siłą ekranowego Snape’a jest interpretacja (wierzyć mi się nie chce) zmarłego w tym roku Alana Rickmana, który postaci negatywne takie jak Hans Gruber ze Szklanej pułapki czy szeryfa Nottingham w Robin Hoodzie także uczynił lubianymi choć przecież na to nie zasługiwały. Siła charyzmy aktora to klucz to zrozumienia dlaczego lubimy ekranowych niegodziwców.

maxresdefault[1]

8.ALEXANDER DELARGE (Mechaniczna pomarańcza). Identyfikowanie się z filozofią Alexa nie jest zbytnio zdrowe, to socjopata pierwszej wody, który szerzy terror na lokalną skalę, ale jakimś cudem swoją chłopaczkowatą facjata budzi pozytywne reakcje. McDowell w młodości krótko mówiąc pociągający dla płci pięknej, a jego Alex mógł się podobać młodym zbuntowanym ludziom. Nawet na Pyrkonie widziałem jego cosplay. Jego zamiłowanie do mleka i muzyki klasycznej sprawiało, że budził niezdrową sympatię. A i żal mi go było podczas jego przymusowej kuracji. Polecam przeczytać książkę by bardziej się wgryźć w charakter tej postaci.

gary-oldman-leon[1]

7.NORMAN STANSFIELD (Leon Zawodowiec). Gary Oldman w swojej popisowej, szalonej kreacji skorumpowanego gliniarza polującego na Leona i Matyldę. Rozdygotany, chaotyczny, plujący jadem na wszystkie strony. I kochany przez dzikie tłumy. Dlaczego? Któż to wie? W każdym razie jest to postać z najlepszego obok Piątego elementu filmu Bessona, gdzie Oldman też wciela się w tego złego, Zorga, jeszcze bardziej budzącego ciepłe uczucia przez swoją fajtłapowatość. To, że Oldman nie dostał za Stansfielda Oscara do dziś mnie uwiera tu i ówdzie.

don_karleone_mafiozi[1]

6.VITO CORLEONE (Ojciec chrzestny). Marlon Brando udowodnił, że jest jak wino i nie musi grać przystojniaka, by wszystkich pokasować swoją interpretacją. Podobnie De Niro w roli młodego Vito z drugiej części. Jakoś tak się złożyło, że lubimy śledzić losy gangsterów i nie mamy nic przeciwko temu, że dochodzą do władzy i sieją terror, śmierć i zniszczenie, o ile są to filmowi przestępcy. Adaptacja powieści Mario Puzo dziś jest żelazną klasyką dramatu kryminalnego, a w rozmaitych filmach i serialach obcujemy z mniej lub bardziej pozytywnie nastrajającymi przestępcami.

Ponyvaregény3.jpg

 5 & 4.VINCENT VEGA & JULES WINNIFIELD (Pulp Fiction). Tych panów nie należy rozdzielać, to chyba oczywiste. Ich siła tkwi w tym w jaki sposób ze sobą dyskutują i o czym. Mimo, że są gośćmi od brudnej roboty to nam to nie przeszkadza, nam to nie wadzi. Tarantino potrafi tak konstruować złych osobników, że podbijają nasze serducha nawet jeśli są nazistami (Hans Landa z Bękartów wojny) lub handlarzami niewolników (Calvin Candie z Django). Tkwi to w aktorskim kunszcie ich odtwórców, w zachowaniu i często też, co zaskakujące, w poglądach. Prawie każdy zna kogoś co albo zawsze chciał mieć, albo ma portfel z napisem Bad Motherfucker. Tych gości nie mogłoby zabraknąć na takiej liście.

Prezydent-Urugwaju-to-Tyler-Durden[1]

3.TYLER DURDEN (Podziemny krąg). Okej, tu można się sprzeczać o istotę jako takiego pojawienia się tej postaci w zestawieniu. Nie chcę spojlerować tym, którzy nie oglądali (a znajdą się tacy, zapewniam). Tyler jest ucieleśnieniem anarchii wymierzonej w konsumpcyjne środowisko. Metodą małych kroczków siejącą destrukcję u podstaw cywilizacji. Nic tak nie niszczy życia codziennego ludzi jak nagłe zachwianie się ich świata choćby na chwilę. Świata momentami wyidealizowanego, niczym z Matrixa. Tyler robi swoje maleńkie „pranki”, a potem nagle wpada na pomysł wysadzania budynków. Dąży do nowego ładu i uświadamiania zabieganemu tłumowi, że są tylko pyłkiem na tym łez padole. I jak tu go nie kochać?

dZ2qU[1]

2.JOKER (Mroczny Rycerz). Kreacja tragicznie zmarłego Heatha Ledgera odbiła się echem w popkulturze niedługo po premierze filmu i trwa po dziś dzień. Nikt nie neguje znakomitej interpretacji Nicholsona, wszyscy pokładamy nadzieję w nowym spojrzeniu na tę postać przez Jareda Leto. W animowanej wersji niepodzielnie rządzi Mark Hamil. Ale to Joker Ledgera poprzez swoją chaotyczną postawę i filozofię zdobył serca widzów. A kto nie był przekonany do Ledgera ten musiał odszczekać wszystko po seansie. Od głosu, poprzez zachowanie, stylówę i cały plan zniszczenia postać bardzo wdzięczna do lubienia. I to już się nigdy nie zmieni.

56[1]

1.DARTH VADER (Gwiezdne wojny). Oczywiście jest to złoczyńca numer jeden, którego uczynków nie można negować nawet w kontekście nawrócenia się i wybaczenia mu przez Luke’a. Za tym jaki jest stał nie tylko Imperator, ale i wrodzony gniew, porywczość, Ciemna Strona bardzo szybko go pochłonęła i nie wypuściła niemal do samego końca. Cieleśnie postać skrzywdzona przez własnego Mistrza, mająca podstawy do gardzenia Jasną Stroną. Liczę, że w Łotrze Jeden (HUE HUE HUE) będzie nam go dane zobaczyć. Analiz postaci Vadera jest w necie wiele więc można sobie poczytać więcej i bardziej specjalistycznie. A ukoronowaniem Lorda niech będzie nazwanie najpopularniejszej polskiej death metalowej grupy na świecie – VADER!

FAJT

Gdyby postacie z filmów i seriali miały Facebooka (ODCINEK 1)

Wczoraj cierpiałem na permanentną bezsenność i zacząłem kminić o czym gadałyby ze sobą postacie filmowe gdyby miały Fejsa. I tak kminiłem, kminiłem aż wykminiłem póki co dziesięć takich wymian zdań. Pomysł w internecie nie nowy bo i Facecje przecież od dawna istnieją. Nie wiem czy podobne wymiany zdań się pojawiły w języku angielskim bo nie sprawdzałem, ale niektóre wymiany zdań są tak bardzo oczywiste. Bawcie się dobrze, jutro wpis o złoczyńcach, których kochamy mimo, że są stricte negatywnymi i antypatycznymi osobnikami!

MECHANICZNA POMARAŃCZA

Mechaniczna

PODZIEMNY KRĄG

FAJT

DEADPOOL

Deadpool2

PIŁA 

Piła

HANNIBAL

Hannibal

BATMAN VS JOKER

BatmanSztos

AMERICAN PSYCHO

 American

GWIEZDNE WOJNY: PRZEBUDZENIE MOCY

Przebudzenie

MIASTECZKO TWIN PEAKS

Twin Peaks

SIEDEM

Siedem

Dajcie odzew w komentarzach czy chcecie więcej i z jakimi filmami i serialami majstrować fejsowe rozmowy i statusy!

13059622975_881c003231_b[1]

Przelecieć Hermionę, Smerfetkę lub Daphne, czyli o porno parodiach słów kilka.

Zastanawialiście się kiedyś po co tak właściwie komu porno parodie? Zastanawialiście się kto by chciał oglądać aktorów i aktorki porno przebranych za postacie z najbardziej znanych produkcji filmowych? Ja się zastanawiałem i doszedłem do wniosku, że nasze zwyrodniałe głowy lubią sobie wyobrażać jakby to było gdyby Harry Potter po kątach się Hermioną grzmocił. Albo Frodo z jakąś ładną elfką. Albo Wolverine ze Storm i tak dalej… A porno parodie są wizualizacją naszych wyobrażeń w mniej lub bardziej profesjonalnym stylu. I wierzcie mi moi drodzy, w te filmy ładowana są srogie pieniądze, które zwracają się z nawiązką. Przed Wami pierwsza część zestawienia filmów dla dorosłych, które parodiują klasyczne już dzieła filmowe. Gwarantuję Wam, że przynajmniej kilka tytułów Was zaskoczy!

Pirates-XXX[1]

PIRATES XXX i PIRATES XXX 2: STAGNETTI’S REVENGE. Obie części parodii Piratów z Karaibów należą do najdroższych w historii porno biznesu. W filmie jest nawet bardziej niż szczątkowa fabuła, która zajmuje całkiem dużo ekranowego czasu. W produkcji udział biorą profesjonaliści i profesjonalistki głównie związani z Digital Playground: Jesse Jane, Evan Stone, Tommy Gunn, Janine Lindermulder, Belladonna, Sasha Grey, Stoya czy Katsuni. Z mojego researchu wynika, że na produkcje poszło więcej niż, uwaga, milion dolarów, więc w ramach ciekawostki powinni obejrzeć to także Ci co pornografią, nawet stylizowaną się mocno brzydzą.

13059622975_881c003231_b[1]

THIS AIN’T THE SMURFS XXX PARODY. Tak, dobrze widzicie. Filmowa parodia Smerfów. Bardziej jest jednak inspirowana filmem kinowym niż serialem animowanym przynajmniej jeśli o wygląd Gargamela chodzi. A jeśli o konfiguracje kto z kim i jak to już sami się możecie domyśleć. Potwierdzam, że części ciała pod ubrankami też mają niebieskie.

5KWT8Ys[1]

SCOOBY DOO XXX. Jakoś mnie specjalnie nie dziwi fakt powstania tej parodii bo materiał źródłowy jest do tego bardzo wdzięczny. Propsy za dobór ciuchów i jako taką charakteryzację. Nie, nie odnotowałem zoofilii, co być może niektórych rozczaruje. Nie, nie poszli na całość. Nie, pies nawet nie patrzy na to wszystko.

always-wanted-a-pokemon-porno-parody-merry-christmas1[1]

STROKEMON: THE XXX PARODY. Oczywiście parodia Pokemonów. Tak, Ash posuwa Pikachu. Jest też epizod siostry Joy z Brockiem i nie brakuje Zespołu R. Respekt dla kolesia, który był w stanie przelecieć laskę w takim żółciutkim kostiumie jak tu widać. No ale skoro w poprzedniej parodii uczestnicy zabawy byli się w stanie parzyć będąc całkowicie niebiescy to co to właściwie za wyczyn…

maxresdefault[1]

E.T. XXX. Przyznam, że im bardziej w tym grzebię tym bardziej załamuję ręce, a jednocześnie jestem pełen podziwu dla tego, że tym ludziom się po prostu chciało coś takiego zmajstrować. Popyt i podaż idą w parze więc na takie produkcje serio musi być zapotrzebowanie. Wiem, że powstania pewnych produkcji nikt nigdy nie będzie w stanie wytłumaczyć.

filing_images_f2a1c72ded5f[1]

GAME OF BONES. Parodia „Gry o Tron” jest sama w sobie dość dziwacznym pomysłem, bo w materiale wyjściowym seksu jest i tak co niemiara. No ale kto bogatym zabroni? Nie zdradzę Wam kto z kim by nie psuć zabawy. A czy ktoś ginie? Tego też się musicie samo dowiedzieć jeśli będziecie mieli odwagę.

stxxx-2[1]

STAR TREK XXX PARODY. Niesamowite, że ten koleżka nawet przypomina sir Patricka Stewarta. Kolejna z przeróbek z dbałością o szczegóły i starająca się przemycić choć szczątkowy humor. Dla tych, którzy grają w tego typu filmach to musi być nie lada wyróżnienie, bo w pewnym sensie wcielają się w postacie totalnie kultowe. Tylko pamiętajcie, że co się zobaczy to się nieodzobaczy.

yhairytwatter[1]

HAIRY TWATTER. Porno parodii HP jest przynajmniej kilka, ale ta najbardziej utkwiła mi w głowie ze względu na swój tytuł. Podejrzewam, że gdyby szkolne mundurki miały wyglądać tak jak u tych pań, to pomysł ich wprowadzenia, który swego czasu się pojawił byłby przyjęty dużo, dużo cieplej.

the-most-popular-porn-parodies-searches-of-2015-14-photos-10[1]

STAR WARS XXX PARODY. Bardzo często nagradzana w środowisku pornograficznym parodia, solidnie przygotowana od strony technicznej i kostiumowej. Chwebacca w akcji, Leia w akcji, „szturmowczynie”, które które w końcu coś umieją. Dodam, że pierwotnie bohaterowie komedii Kevina Smitha Zack i Miri kręcą porno także mieli w planie nakręcić parodię Gwiezdnych Wojen.

0thehumansexipedeildottore_586[1]

THE HUMAN SEXIPEDE. Ummmmm… Jakby to ująć… Jest to nic innego jak porno parodia Ludzkiej stonogi co samo w sobie jest tak mega popierdolone, że mi się w głowie nie mieści. Ale powstało, powstało podobnie jak parodia chociażby pierwszej Piły z udziałem samego Rona Jeremy’ego. Im bliżej końca zestawienia tym dziwniej się robi.

EvilHead-2012-06_zps9fa873eb[1]

EVIL HEAD. Bez kitu, jest to parodia Martwego Zła, rzecz jasna tego klasycznego z Brucem Campbellem. Zaskakujący wybór i podobno całkiem zabawna, serio zabawna parodia poza rzecz jasna seksualnymi uniesieniami. Ale to wciąż nie jest szczyt tego co można pornolem sparodiować.

22accd14da2a8d87cadee269c582b11ceeac706ac34d694697b42712e549c39a_1[1]

EDWARD PENISHANDS. Oldchoolowa parodia Edwarda Nożycorękiego. Główny bohater ma penisy zamiast rąk i jak widać po gifie próbowano dość specyficznych żarcików, które stanowczo ryją banie zbyt mocno. Wybaczcie, że wybrałem ten hipnotyzujący gif, ale no nie mogłem się powstrzymać.

IMG_1304[1]

THE SIMPSONS XXX PARODY. Bardzo ładny dobór kolorów muszę przyznać. Ktoś tu się przyłożył do swojej roboty i mógłby pracować u Wesa Andersona. Mam jakieś nieodparte wrażenie, że akurat z oglądania tej parodii co niektórzy mogliby czerpać niemałą przyjemność, bo odtwórczyni Marge jest całkiem naturalnie atrakcyjna. A że żółta? To już zupełnie inna sprawa. Dodam jedynie, że w podobnym tonie jest utrzymana przeróbka Family Guy’a.

Rzecz jasna możecie też znaleźć parodie chociażby Spider Mana, Batmana, X-Menów czy Sin City. Strach pomyśleć co jeszcze pracownicy pornolandu wymyślą… Tak czy siak dzięki za uwagę! Do przeczytania wkrótce.

supercoolpics_01_08042015191804[1]

NAJLEPSZE FILMOWE SCENY IMPROWIZOWANE – CZĘŚĆ 1

Jako, że mamy już praktycznie weekend nie chcę zaprzątać Waszej głowy jakimiś poważnymi tematami. Chciałbym, by Zryta Bania Stanleya czasami była też miejscem czysto rozrywkowym i oferującym Wam ciekawostki najróżniejszej maści. Dziś temat, na który pewnie już nieraz natknęliście się w sieci, ale tego typu wpisów nigdy dość. Improwizacji z filmów wcale nie jest tak łatwo wychwycić, w końcu w scenariuszach filmowych może być praktycznie wszystko. Ja jednak jako poszukiwacz takich smaczków wszelakich zamierzam cyklicznie dostarczać Wam takowych scenek, choć w sieci sobie ich już sami poszukacie (żebyście mi się za bardzo nie rozleniwili). No to co? Lecimy z częścią pierwszą!

supercoolpics_01_08042015191804[1]

10. PODZIEMNY KRĄG (Fight Club. 1999, reż. David Fincher). Pamiętacie jak Tyler Durden poprosił „Jacka” by uderzył go w twarz jak najmocniej potrafi? Edward Norton trafił wtedy Brada Pitta w ucho bardzo, bardzo mocno, reakcja jaką obserwujemy u Tylera nie pojawiła się w scenariuszu, aktor dość ekspresyjnie i po „tylerowskiemu” okazał ból. To się nazywa moi drodzy niewychodzenie z roli. Warto też przyjrzeć się nieco zaskoczonej reakcji Nortona na to co zrobił. Fight Club to po dziś dzień mój absolutny film numer jeden i mógłbym go oglądać w nieskończoność. Spodziewajcie się go też w jednym z najbliższych artykułów poświęconych łamaniu 4 ściany na ekranie.

Calvin-Candie-Django-1[1]

9. DJANGO (Django Unchained, 2012, reż Quentin Tatantino). Nagrodzony ( w końcu!) w tym roku Oscarem Leonardo DiCaprio w swojej sztandarowej odpychającej roli Calvina Candie jest po prostu fenomenalny nie tylko poprzez samą interpretację postaci, ale też przez poświęcenie dla niej. W pełnej napięcia scenie przy stole z czaszką i młotkiem jesteśmy świadkami jak Leo niszczy szklankę i rozcina sobie rękę szkłem. Niewzruszony krwią kontynuuje grę, a swoją rękę wyciera z niej o twarz przerażonej Kerry Washington. Nie było opcji by tak genialna improwizacja nie znalazła się w filmie tym samym nadając postaci Candiego jeszcze głębszego, odrażającego wymiaru. Pomijając fakt, że Leo powinien już mieć Oscara za co gryzie Gilberta Grape’a to ta właśnie rola jest jedną z licznych, za które rzucałbym w niego statuetkami.

maxresdefault[1]

8. FULL METAL JACKET (1987, reż. Stanley Kubrick). Tutaj przede wszystkim improwizowane są wypowiedzi sierżanta Hartmana (naturszczyk R. Lee Ermey). Aktor wcielający się w niego przez 11 lat służył w Aemrykańskiej Piechocie Morskiej skąd wyniósł jakże kwiecisty język musztry. Wyobraźcie więc sobie jakie emocje musieli czuć aktorzy, pod których adresem leciały wiązanki, które słyszymy na ekranie. „You’re so ugly you could be a modern art masterpiece!” – to tylko jeden z wielu wybornych fristajli jakie wyrzucał z siebie Ermey, który nie zakładał kariery aktorskiej. Film wyraźnie podzielony na dwie części opowiada nie tylko o piekle jakie przeżywają wojskowi, ale też jest jednym z ważniejszych rozrachunków z wojną w Wietnamie.

o05vzk[1]

7. MROCZNY RYCERZ (The Dark Knight, 2008, reż. Christopher Nolan). Joker-anarchista, według Ledgera, jest obecnie postacią absolutnie kultową, a status ten zapewniła mu nie tylko całkowita przemiana psychiczna aktora, ale i kilka smaczków takich jak nie wpisane w scenariusz klaskanie za kratami i scena wysadzania szpitala gdzie zaciął się mechanizm odpowiadający za wybuch budynku. Zamiast skonfundować się, ze coś poszło nie tak Ledger nadal w swojej roli tak długo bawił się włącznikiem aż doszło do lekko opóźnionej eksplozji, którą widzimy w filmie. Fenomenalnie nakręcona to scena z oddalającą się kamerą i Jokerem wsiadającym do autobusu.

maxresdefault[1]

6. LŚNIENIE (The Shining, 1980, reż. Stanley Kubrick). Adaptacja powieści Stephena Kinga ponoć się bardzo pisarzowi nie podoba, jak dla mnie jest jednak świetna i zawiera jakże kultową nie wpisaną w scenariusz kwestię Jacka Torrance’a „Here’s Johnny!”. Jack Nicholson odwalił kawał znakomitej roboty i przez lata był kojarzony z graniem postaci niespełna rozumu (Lot nad kukułczym gniazdem, Batman, Dwóch gniewnych ludzi). Jeśli miałbym wskazać horror, który rzeczywiście straszył, w czasach, w których się ukazał to byłby to właśnie ten. A co do samego Kubricka, nie jest to ostatni film, który pojawi się w tym zestawieniu, ale nie uprzedzajmy faktów…

maxresdefault[1]

5. ŁOWCA ANDROIDÓW (Blade Runner,  1982, reż. Ridley Scott). Poruszający monolog Roya Batty’ego (Rutger Hauer) w finałowej scenie niejednego chwycił za serce, a chwyta jeszcze bardziej kiedy się wie, że był całkowicie improwizowany.  „All those moments will be lost in time, like tears… in… rain. Time to die.” Monolog umierającego androida tak bardzo wpisał się w popkulturę, że był wykorzystywany  chociażby w muzyce, pojawił się sparafrazowany w ostatnim na płycie „Genexus” utworze Expiration Date, mojej ukochanej grupy Fear Factory. Zarówno sama scena jak i wspomniany utwór to prawdziwe perełki, film z pewnością znacie, utwór polecam obczaić!

hannibal_lecter_1990[1]

4. MILCZENIE OWIEC (Silence of the Lambs, 1991, reż. Jonathan Demme). Sir Anthony Hopkins w formie olimpijskiej. Mimo, że na ekranie pojawił się w roli Hannibala Lectera ledwie kwadrans zdobył Oscara i zaimprowizował bardzo istotną dla filmu scenkę. A raczej dźwięk jaki z siebie wydobywa gdy rozprawia z agentką Starling (Jodie Foster) o wytrawnie przyrządzonej wątrobie popijanej winem. Hsssssss było więc dźwiękiem, który Lecter-Hopkins wydobył sam z siebie. Zwróćcie uwagę jak barrrrrdzo przerażona była Foster w tej scenie. Pełny autentyk, który do dziś budzi grozę. P.S. Tak, ja też ubolewam, że nie będzie czwartego sezonu Hannibala z Mikkelsenem. Ale pisałem Wam swego czasu, że koniec trzeciego był PERFEKCYJNY!

taxidriver[1]

3. TAKSÓWKARZ (Taxi Driver, 1979, reż. Martin Scorsese). Robert DeNiro jako wyrzutek społeczeństwa biorący za fraki wszelakie męty tego świata. Jego Travis Bickle to postać, z którą trudno sympatyzować w pełni, ale intrygująca i zmuszająca do refleksji. Kwestią improwizowaną, przemieloną przez popkulturę jest w tym przypadku wymówiona ta do lustra: You taking to me? Film jakimś cudem oparł się oscarowej Akademii, ale i tak należy do jednego z najwybitniejszych opowiadających o samotności i byciu odszczepieńcem. Czasem aż chciałoby się wziąć sprawy w swoje ręce jak Travis i ruszyć w świat w celu porządnego oczyszczenia go.

clockwork-2[1]

2. MECHANICZNA POMARAŃCZA (A Clockwork Orange, 1971, reż. Stanley Kubrick). Scena brutalnego gwałtu w domu pani posiadającej wiele erotycznie wyglądających figurek jest zaiste groteskowa z powodu piosenki, którą śpiewa Alex DeLarge (Malcolm McDowell). Jest to Deszczowa piosenka z musicalu o tym samym tytule, którą śpiewał Frank Sinatra. To w pewien sposób powinno uświadomić widzów, że to film dziejący się w NASZEJ rzeczywistości, a nie jakiejś przekrzywionej. Film do dziś budzi sporo kontrowersji i jest pod względem finałowym mocno różniący się od książki. Ale to wciąż bardzo dobra i wizjonerska adaptacja jak na tamte czasy. Jeden z tych filmów, do którego wracanie jest wyjątkowo bolesne.

CFj8H9eW0AA5sEr[1]

1. GWIEZDNE WOJNY EPIZOD V: IMPERIUM KONTRATAKUJE (Star Wars: Episode V – The Empire Strikes Back, 1980, reż Irvin Kershner). Taki drobiazg a jak zmienił historię kina. To jedno z najszczerszych wyznań miłosnych w filmie ever, proste acz powtarzane (nie tylko przez maniaków SW) w kontekście popkultury wielokrotnie. Gdyby Han Solo po prostu odpowiedział Lei w ten sam sposób to jego postać nie miała by tak zadziornej głębi.

– I love You.

– I know. 

Dzieje się to tuż przed zamrożeniem Hana w karbonicie. Imperium kontratakuje słusznie jest uznawane za część najlepszą sagi. Nie ma w niej irytujących Ewoków, ani Jar Jara, jest przynajmniej moim zdaniem najbardziej dopracowaną i mroczną częścią sagi z kultową improwizacją.

Jeśli Wam się wpis spodobał to dajcie odzew w komentarzach i oczekujcie drugiej części wpisu o improwizacjach już wkrótce! Piszcie też jakie są Wasze ulubione takie sceny!