Poznalismy-nowe-szczegoly-fabuly-filmu-Solo-A-Star-Wars-Story_article[1]

Przygody młodego przemytnika, czyli recenzja „Han Solo: Gwiezdne wojny – historie

Tak właściwie to ten film mógł być totalną katastrofą. Wielokrotnie przepisywany scenariusz, zmiany na stołkach reżyserskich, w pewnym momencie mogło się nawet wydawać, że realizacja spin-offu nie dojdzie do skutku. Promocja filmu też nie należała do najbardziej angażujących, jakby twórcy mając świadomość, że film jest tak zwanym „samograjem” po prostu obroni się sam. Przeliczyli się i to także w tym finansowym znaczeniu, bowiem na dzień dzisiejszy Solo: A Star Wars Story jest finansową klapą. Być może fani sagi czują już lekki przesyt, być może Ci, którzy rozczarowali się The Last Jedi powoli zaczynają markę jaką jest Star Wars po prostu przekreślać.

Poznalismy-nowe-szczegoly-fabuly-filmu-Solo-A-Star-Wars-Story_article[1]

Han… Jesteś spoko, po prostu spoko.

Nie wszystkich też przekonał casting – Alden Ehrenreich fizycznie właściwie w ogóle nie przypomina Harrisona Forda i ostatecznie z mojego punktu widzenia wypada po prostu sympatycznie, lecz mało zawadiacko, nie ma tego błysku w oku. Próbuje udźwignąć postać ikoniczną i za to szacuneczek, bowiem dwoi się i troi byśmy go polubili. Rzecz w tym, że Han Solo sobie po prostu w tym filmie jest i uczy się jak odróżniać dobro od zła, momentami jest dość fajtłapowaty i strachliwy, jeśli twórcy mieli na celu odczarować tego bohatera i pokazać nam go od innej strony to jak najbardziej im się udało. Inna sprawa czy fani serii taką wizję zaakceptują. Co do samej fabuły to jest ona prosta, akcja rozgrywa się w tak zwanej mikroskali i przede wszystkim traktuje o tym w jakich okolicznościach Han i Chewie się poznali i jak wyglądała jego relacja z Lando (zawadiacki Donald Glover zdecydowanie kradnie film, tego się nie da podważyć). Pozostałe postacie czyli Qi’Ra (Emilia Clarke), Beckett (Harrelson gra Harrelsona) i Dryden Vos (sporo razy widzieliśmy już Paula Bettany’ego jako złola, czyż nie?) specjalnie angażujące nie są i mają właściwie kilka cech na krzyż. Najciekawiej wypada paradoksalnie droid L3-37 o feministycznych (!) poglądach (to już standard w świecie SW, że droidy są najbardziej wyszczekane lub urocze i zabawne). W sumie zabrakło mi kilku postaci z otoczenia Solo na których choćby cameo mogli czekać zatwardziali fani, za to pojawiła się postać, która widzów może wprawić w niemałą konsternację (szczególnie tych co nie mieli styczności z animowanym Rebels).

Film trwa ponad dwie godzinki i choć nie mogę powiedzieć by mu jakoś strasznie mocno siadało tempo, to momentami miałem wrażenie jakby zabrakło pomysłów na pewne wątki, postacie, kosmiczne galopowanie tam i na zad ma swój urok, ale czy my już tego gdzieś nie widzieliśmy? Ileż to razy zagrażały bohaterom asteroidy, gigantyczne, niemal żywcem wzięte z prozy Lovecrafta potwory, a i uciekać przed złym Imperium trzeba było? Moim zdaniem takie Rogue One wypada znacznie lepiej mimo powielania pewnych zależności między postaciami, tam była galeria nietuzinkowych bohaterów, barwnych, zapadających w pamięć. Jeśli Han Solo ma po prostu pozostać standalone’m bez kontynuacji to raczej w przyszłości nie będziemy nad min wielce dyskutować, natomiast jeśli miałby się stać „intrem” do kolejnych odsłon przygód kultowego bohatera to już zupełnie inna sprawa. Przebudzenie mocy dzięki The Last Jedi nabrało nowych barw, a Rogue One świetnie się wpisało w kanon jako brakujące ogniwo między Zemstą Sithów Nową nadzieją. Mam tu na myśli to, że Solo wypada „mało starwarsowo”, na chwilę obecną traktuję go jako film bardzo przyjemny, ale nie taki, którego będę wielkim fanem. Oczywiście spotkałem się już z opiniami, że jest lepszy, bardziej klimatyczny od The Last Jedi, który z perspektywy czasu jawi się jako wręcz przeładowany wszystkim co najbardziej „starwarsowe” i przez to wielu widzów przytłoczył lub rozbroił absurdalnymi fabularnymi rozwiązaniami. Solo jest filmem bezpiecznym, nie robiącym w świecie Star Wars żadnej większej rewolucji, może świadczyć o lekkiej zadyszce twórców, którzy chcą wycisnąć z nowego pokolenia fanów hajsik, a i starych chcą złapać na sentymenty właśnie Historiami. 

Disney-przedstawil-nowe-plakaty-filmu-Solo-A-Star-Wars-Story_article[1]

Podsumowując, Solo to film dobry, po prostu dobry, broniący się zdjęciami, kilkoma zacnymi żarcikami, o którym może i za kilka lat zapomnimy, ale wstydu serii nie przynosi, nie ma go za co za bardzo krytykować, ale też nie ma co mega chwalić. Może i taki jest ogólnie zamysł na Historie, ale myślę, że dopiero kolejne produkcje mają to szansę wyartykułować. Mówi się, że w planach jest już film o moim ulubieńcu, że kolejny w kolejce do swojej przygodówki jest Boba Fett. Liczę, że twórcy podejdą do tej postaci z większą inwencją, jako że w sumie o najbardziej znanym w star warsowej popkulturze łowcy głów wiemy niewiele. Mówi się też, że swoje własny film dostanie też Ladno (tylko czy ta postać serio go potrzebuje, czy to po prostu kwestia pozycji Glovera w światku filmowo-muzycznym?) i Obi-Wan (którego po prostu musiałby zagrać McGregor!), a i o samym Vaderze chciałoby się oddzielnej produkcji. Rzecz w tym, czy te filmy, jeśli już powstaną, nie będą tylko ładnymi wydmuszkami „zapychającymi” uniwersum. Takim bowiem sympatycznym zapychaczem wydaje się sam Solo, taka przystawka przed dziewiątą częścią sagi. Póki co pozostawiam nas z pytaniami bez odpowiedzi i mocną siódemką. Fajny Solo jest fajny.

7/10

PRZYPOMINAM O KONKURSIE Z LEGO® !

Maul

Do rozdania mam 9 zestawów Darth Maul (zestaw 75537). Jeśli chcecie go wygrać to wystarczy, że odpowiecie mi na dwa proste pytania, a w trzecim wykażecie się własną kreatywnością! Odpowiedzi ślijcie mi na maila zbstanleya@gmail.com

1.Pod jakim pseudonimem artystycznym działa Donald Glover wcielający się w młodego Lando?
2.Którą rocznicę premiery „Nowej Nadziei” obchodzimy w tym roku?
3.Kogo widziałbyś/widziałabyś w roli młodego Hana Solo, gdyby casting zależał od Ciebie?

Konkurs trwa od dziś (31.05) przez najbliższe dwa tygodnie (do 14.06). Zwycięzców powiadomię o wygranej drogą mailową!

api79rzaw__23668.1523990302[1]

KLOCKI LEGO® STAR WARS HAN SOLO – Przegląd zestawów i MEGA KONKURS!

Z okazji premiery Solo: A Star Wars Story firma LEGO® przygotowała nowe zestawy pojazdów i postaci związanych z sagą. Zostałem poproszony o przegląd zestawów, na końcu wpisu czeka na Was konkurs, w którym do wygrania będą zacne zestawy! A już dziś recenzja samego filmu, na który tak długo czekaliśmy!

75210_Box1_v29[1]

ŚMIGACZ MOLOCHA™ (75210, cena 229,99 zł)

Han Solo w młodości przerąbał sobie u niejednego kosmicznego gangstera. W tym zestawie znajdziecie złowrogiego Molocha i jego kompana Rebolta oraz stworzenia znane jako psy koreliańskie. Jeśli tak jak ja lubicie odtwarzać sobie sceny z filmów to przed Wami jeszcze jeden wart inwestycji zestaw!

25791879367_0b7df2faf3[1]

ŚMIGACZ HANA SOLO™ (75209, 129,99 zł)

Han i Qi’ra zwiewają przed Molochem. Czym mu się narazili? Tego Wam zdradzić nie mogę, powiem jedynie, że ten zestaw podobnie jak i ścigacz Molocha bardzo mi leży, zawsze mi się podobały te lekko unoszące się nad ziemią maszyny (szczególnie ta, w której podróżowali sobie Luke i Ben!). Dodam, że w obu zestawach są wyrzutnie laserów! No i figurka dziewczyny Hana kusi, w końcu jest wzorowana na samej Matce Smoków, Emilii Clarke!

75207-Imperial-Patrol-Battle-Pack-1-600x600[1]

IMPERIALNY PATROL (75207, cena 59,99 zł)

Jeśli cenicie sobie ilość figurek w zestawach, to w tym małym acz zacnym są aż cztery. Możecie sobie dzięki niemu odtwarzać scenki z rodzaju „szturmowcy dalej nie potrafią strzelać, ale się starają”.

75211.2.big-700x525[1]

IMPERIALNY MYŚLIWIEC TIE™ (75211, cena 329,99 zł)

Drugi co do wielkości zestaw w tej serii. Zawsze chciałem mieć taką maszynkę, w zestawie czterech osobników, których tożsamości Wam nie zdradzę by zabawy nie popsuć. Oczywiście jest możliwość umieszczenia figurki w kokpicie i strzelania laserami. Zestaw wysoki na 23 cm o 20 cm długości i 19 cm szerokości, także całkiem solidny i TIE fighter. Niestety za dzieciaka mogłem sobie o takim bajerze tylko pomarzyć, mam nadzieję, że w tym roku się to zmieni!

api79rzaw__23668.1523990302[1]

SOKÓŁ MILLENNIUM™ (75212, cena 799,99 zł)

Największy i najdroższy zestaw z serii. W filmie o Hanie Solo zobaczymy scenę, na którą wielu czekało od lat: jak to się właściwie stało, że nasz bohater stał się właścicielem tego kultowego pojazdu. W zestawie osiem figurek w tym młody Lando. Z tym zestawem można wyprawiać cuda rozmaite. Jak głosi opis zestawu: Wewnątrz statku znajduje się ładownia z dwoma kontenerami, komputer nawigacyjny, kanapa i stół do holograficznych szachów Dejarik, bar, łóżko, schowek na amunicję oraz hipernapęd z narzędziami. Jak dla mnie cud, miód i orzeszki, szczególnie dla tatusiów, którzy udając, że kupują zestaw dla dzieciaków sami spędzą długie godziny na składaniu.

hansolobrickheadz2[1]

BRICKHEADZ – HAN SOLO™ (41608, cena 44,99 zł)

91gV2rgY6sL._SX466_[1]

BRICKHEADZ – CHEWBACCA™ (41609, cena 44,99 zł)

BrickHeadz™ to zestawy, które swoim wyglądem przypominają mi Figurki Pop Vinyl. Do tej pory ukazały się zestawy figurek do własnoręcznego składania związane z takimi tytułami jak Powrót do przyszłości, Avengers: Infinity War, Iniemamocni 2, Justice League, Jurassic World: Fallen Kingdom i oczywiście Star Wars. Jeśli chcecie sobie postawić na półce zarówno Hana jak i Chewbaccę będziecie Was to kosztować około 90 zł.

LEGO-Star-Wars-Buildable-Figures-FB-Image[1]

LEGO® w tym sezonie ma też do zaoferowania zestawy z Hanem Solo™ (75535), szturmowcem – strzelcem (75536) oraz Darthem Maulem™ (75537) (tak zwane buildable figures). Zawsze mi się tego typu zestawy kojarzyły z kulkowymi Bionicle’ami, a w dodatku mają też cechy LEGO Technic, są ruchome i mierzą mniej więcej 25 cm. Skoro już wiecie jak wyglądają tegoroczne zestawy wydane z okazji premiery Hana Solo to możemy przejść do wyzwania końcowego bowiem mam dla Was…

MEGA KONKURS!!!

Maul

Do rozdania mam 9 zestawów Darth Maul (zestaw 75537). Jeśli chcecie go wygrać to wystarczy, że odpowiecie mi na dwa proste pytania, a w trzecim wykażecie się własną kreatywnością! Odpowiedzi ślijcie mi na maila zbstanleya@gmail.com

1.Pod jakim pseudonimem artystycznym działa Donald Glover wcielający się w młodego Lando?
2.Którą rocznicę premiery „Nowej Nadziei” obchodzimy w tym roku?
3.Kogo widziałbyś/widziałabyś w roli młodego Hana Solo, gdyby casting zależał od Ciebie?

Konkurs trwa od dziś (31.05) przez najbliższe dwa tygodnie (do 14.06). Zwycięzców powiadomię o wygranej drogą mailową!

FAJT

Gdyby postacie z filmów i seriali miały Facebooka (ODCINEK 1)

Wczoraj cierpiałem na permanentną bezsenność i zacząłem kminić o czym gadałyby ze sobą postacie filmowe gdyby miały Fejsa. I tak kminiłem, kminiłem aż wykminiłem póki co dziesięć takich wymian zdań. Pomysł w internecie nie nowy bo i Facecje przecież od dawna istnieją. Nie wiem czy podobne wymiany zdań się pojawiły w języku angielskim bo nie sprawdzałem, ale niektóre wymiany zdań są tak bardzo oczywiste. Bawcie się dobrze, jutro wpis o złoczyńcach, których kochamy mimo, że są stricte negatywnymi i antypatycznymi osobnikami!

MECHANICZNA POMARAŃCZA

Mechaniczna

PODZIEMNY KRĄG

FAJT

DEADPOOL

Deadpool2

PIŁA 

Piła

HANNIBAL

Hannibal

BATMAN VS JOKER

BatmanSztos

AMERICAN PSYCHO

 American

GWIEZDNE WOJNY: PRZEBUDZENIE MOCY

Przebudzenie

MIASTECZKO TWIN PEAKS

Twin Peaks

SIEDEM

Siedem

Dajcie odzew w komentarzach czy chcecie więcej i z jakimi filmami i serialami majstrować fejsowe rozmowy i statusy!

supercoolpics_01_08042015191804[1]

NAJLEPSZE FILMOWE SCENY IMPROWIZOWANE – CZĘŚĆ 1

Jako, że mamy już praktycznie weekend nie chcę zaprzątać Waszej głowy jakimiś poważnymi tematami. Chciałbym, by Zryta Bania Stanleya czasami była też miejscem czysto rozrywkowym i oferującym Wam ciekawostki najróżniejszej maści. Dziś temat, na który pewnie już nieraz natknęliście się w sieci, ale tego typu wpisów nigdy dość. Improwizacji z filmów wcale nie jest tak łatwo wychwycić, w końcu w scenariuszach filmowych może być praktycznie wszystko. Ja jednak jako poszukiwacz takich smaczków wszelakich zamierzam cyklicznie dostarczać Wam takowych scenek, choć w sieci sobie ich już sami poszukacie (żebyście mi się za bardzo nie rozleniwili). No to co? Lecimy z częścią pierwszą!

supercoolpics_01_08042015191804[1]

10. PODZIEMNY KRĄG (Fight Club. 1999, reż. David Fincher). Pamiętacie jak Tyler Durden poprosił „Jacka” by uderzył go w twarz jak najmocniej potrafi? Edward Norton trafił wtedy Brada Pitta w ucho bardzo, bardzo mocno, reakcja jaką obserwujemy u Tylera nie pojawiła się w scenariuszu, aktor dość ekspresyjnie i po „tylerowskiemu” okazał ból. To się nazywa moi drodzy niewychodzenie z roli. Warto też przyjrzeć się nieco zaskoczonej reakcji Nortona na to co zrobił. Fight Club to po dziś dzień mój absolutny film numer jeden i mógłbym go oglądać w nieskończoność. Spodziewajcie się go też w jednym z najbliższych artykułów poświęconych łamaniu 4 ściany na ekranie.

Calvin-Candie-Django-1[1]

9. DJANGO (Django Unchained, 2012, reż Quentin Tatantino). Nagrodzony ( w końcu!) w tym roku Oscarem Leonardo DiCaprio w swojej sztandarowej odpychającej roli Calvina Candie jest po prostu fenomenalny nie tylko poprzez samą interpretację postaci, ale też przez poświęcenie dla niej. W pełnej napięcia scenie przy stole z czaszką i młotkiem jesteśmy świadkami jak Leo niszczy szklankę i rozcina sobie rękę szkłem. Niewzruszony krwią kontynuuje grę, a swoją rękę wyciera z niej o twarz przerażonej Kerry Washington. Nie było opcji by tak genialna improwizacja nie znalazła się w filmie tym samym nadając postaci Candiego jeszcze głębszego, odrażającego wymiaru. Pomijając fakt, że Leo powinien już mieć Oscara za co gryzie Gilberta Grape’a to ta właśnie rola jest jedną z licznych, za które rzucałbym w niego statuetkami.

maxresdefault[1]

8. FULL METAL JACKET (1987, reż. Stanley Kubrick). Tutaj przede wszystkim improwizowane są wypowiedzi sierżanta Hartmana (naturszczyk R. Lee Ermey). Aktor wcielający się w niego przez 11 lat służył w Aemrykańskiej Piechocie Morskiej skąd wyniósł jakże kwiecisty język musztry. Wyobraźcie więc sobie jakie emocje musieli czuć aktorzy, pod których adresem leciały wiązanki, które słyszymy na ekranie. „You’re so ugly you could be a modern art masterpiece!” – to tylko jeden z wielu wybornych fristajli jakie wyrzucał z siebie Ermey, który nie zakładał kariery aktorskiej. Film wyraźnie podzielony na dwie części opowiada nie tylko o piekle jakie przeżywają wojskowi, ale też jest jednym z ważniejszych rozrachunków z wojną w Wietnamie.

o05vzk[1]

7. MROCZNY RYCERZ (The Dark Knight, 2008, reż. Christopher Nolan). Joker-anarchista, według Ledgera, jest obecnie postacią absolutnie kultową, a status ten zapewniła mu nie tylko całkowita przemiana psychiczna aktora, ale i kilka smaczków takich jak nie wpisane w scenariusz klaskanie za kratami i scena wysadzania szpitala gdzie zaciął się mechanizm odpowiadający za wybuch budynku. Zamiast skonfundować się, ze coś poszło nie tak Ledger nadal w swojej roli tak długo bawił się włącznikiem aż doszło do lekko opóźnionej eksplozji, którą widzimy w filmie. Fenomenalnie nakręcona to scena z oddalającą się kamerą i Jokerem wsiadającym do autobusu.

maxresdefault[1]

6. LŚNIENIE (The Shining, 1980, reż. Stanley Kubrick). Adaptacja powieści Stephena Kinga ponoć się bardzo pisarzowi nie podoba, jak dla mnie jest jednak świetna i zawiera jakże kultową nie wpisaną w scenariusz kwestię Jacka Torrance’a „Here’s Johnny!”. Jack Nicholson odwalił kawał znakomitej roboty i przez lata był kojarzony z graniem postaci niespełna rozumu (Lot nad kukułczym gniazdem, Batman, Dwóch gniewnych ludzi). Jeśli miałbym wskazać horror, który rzeczywiście straszył, w czasach, w których się ukazał to byłby to właśnie ten. A co do samego Kubricka, nie jest to ostatni film, który pojawi się w tym zestawieniu, ale nie uprzedzajmy faktów…

maxresdefault[1]

5. ŁOWCA ANDROIDÓW (Blade Runner,  1982, reż. Ridley Scott). Poruszający monolog Roya Batty’ego (Rutger Hauer) w finałowej scenie niejednego chwycił za serce, a chwyta jeszcze bardziej kiedy się wie, że był całkowicie improwizowany.  „All those moments will be lost in time, like tears… in… rain. Time to die.” Monolog umierającego androida tak bardzo wpisał się w popkulturę, że był wykorzystywany  chociażby w muzyce, pojawił się sparafrazowany w ostatnim na płycie „Genexus” utworze Expiration Date, mojej ukochanej grupy Fear Factory. Zarówno sama scena jak i wspomniany utwór to prawdziwe perełki, film z pewnością znacie, utwór polecam obczaić!

hannibal_lecter_1990[1]

4. MILCZENIE OWIEC (Silence of the Lambs, 1991, reż. Jonathan Demme). Sir Anthony Hopkins w formie olimpijskiej. Mimo, że na ekranie pojawił się w roli Hannibala Lectera ledwie kwadrans zdobył Oscara i zaimprowizował bardzo istotną dla filmu scenkę. A raczej dźwięk jaki z siebie wydobywa gdy rozprawia z agentką Starling (Jodie Foster) o wytrawnie przyrządzonej wątrobie popijanej winem. Hsssssss było więc dźwiękiem, który Lecter-Hopkins wydobył sam z siebie. Zwróćcie uwagę jak barrrrrdzo przerażona była Foster w tej scenie. Pełny autentyk, który do dziś budzi grozę. P.S. Tak, ja też ubolewam, że nie będzie czwartego sezonu Hannibala z Mikkelsenem. Ale pisałem Wam swego czasu, że koniec trzeciego był PERFEKCYJNY!

taxidriver[1]

3. TAKSÓWKARZ (Taxi Driver, 1979, reż. Martin Scorsese). Robert DeNiro jako wyrzutek społeczeństwa biorący za fraki wszelakie męty tego świata. Jego Travis Bickle to postać, z którą trudno sympatyzować w pełni, ale intrygująca i zmuszająca do refleksji. Kwestią improwizowaną, przemieloną przez popkulturę jest w tym przypadku wymówiona ta do lustra: You taking to me? Film jakimś cudem oparł się oscarowej Akademii, ale i tak należy do jednego z najwybitniejszych opowiadających o samotności i byciu odszczepieńcem. Czasem aż chciałoby się wziąć sprawy w swoje ręce jak Travis i ruszyć w świat w celu porządnego oczyszczenia go.

clockwork-2[1]

2. MECHANICZNA POMARAŃCZA (A Clockwork Orange, 1971, reż. Stanley Kubrick). Scena brutalnego gwałtu w domu pani posiadającej wiele erotycznie wyglądających figurek jest zaiste groteskowa z powodu piosenki, którą śpiewa Alex DeLarge (Malcolm McDowell). Jest to Deszczowa piosenka z musicalu o tym samym tytule, którą śpiewał Frank Sinatra. To w pewien sposób powinno uświadomić widzów, że to film dziejący się w NASZEJ rzeczywistości, a nie jakiejś przekrzywionej. Film do dziś budzi sporo kontrowersji i jest pod względem finałowym mocno różniący się od książki. Ale to wciąż bardzo dobra i wizjonerska adaptacja jak na tamte czasy. Jeden z tych filmów, do którego wracanie jest wyjątkowo bolesne.

CFj8H9eW0AA5sEr[1]

1. GWIEZDNE WOJNY EPIZOD V: IMPERIUM KONTRATAKUJE (Star Wars: Episode V – The Empire Strikes Back, 1980, reż Irvin Kershner). Taki drobiazg a jak zmienił historię kina. To jedno z najszczerszych wyznań miłosnych w filmie ever, proste acz powtarzane (nie tylko przez maniaków SW) w kontekście popkultury wielokrotnie. Gdyby Han Solo po prostu odpowiedział Lei w ten sam sposób to jego postać nie miała by tak zadziornej głębi.

– I love You.

– I know. 

Dzieje się to tuż przed zamrożeniem Hana w karbonicie. Imperium kontratakuje słusznie jest uznawane za część najlepszą sagi. Nie ma w niej irytujących Ewoków, ani Jar Jara, jest przynajmniej moim zdaniem najbardziej dopracowaną i mroczną częścią sagi z kultową improwizacją.

Jeśli Wam się wpis spodobał to dajcie odzew w komentarzach i oczekujcie drugiej części wpisu o improwizacjach już wkrótce! Piszcie też jakie są Wasze ulubione takie sceny!