the-walking-dead-season-8-episode-13-review-do-not-send-us-astray_0[1]

Taka jest cena wojny, czyli o trzynastym odcinku ósmego sezonu „The Walking Dead”.

Moi drodzy! Ponownie nadciągam do Was z nocnym wpisem o nowym epizodzie The Walking Dead. To był bardzo dynamiczny epizod, z wartką akcją i sporą ilością nawiązań do poprzednich, nieco pokrytych już przez kurz sezonów. Jak zwykle postanowiłem dla Was wyłowić to co najbardziej wryło mi się w czerep, tym razem byliśmy świadkami obrony Hilltop i akcji rodem z sezonu więziennego, choć nie zabrakło kilku absurdalnych momentów, ale na to przymykam jak zwykle oko, w końcu to TWD! Oczywiście jak zawsze mam tu na myśli nietykalność pewnych postaci, które są ważne dla dalszej fabuły. Simona się kule nie imały zupełnie, choć oczywiście straty były po obu stronach. Dla mnie to takie lustrzane odbicie akcji z Ezekeielem, który ze swoją ekipą wpadł w jakże oczywistą pułapkę. Charakterystyczny gwizd Simona także miał nam przypomnieć o osaczeniu z pierwszego odcinka siódmego sezonu, a masakra jaka się dokonała po obu stronach, że coraz bardziej nam się skład będzie uszczuplać i w końcu bohaterowie znowu będą musieli ruszyć na poszukiwanie nowych ludzi. Podobała mi się bardzo różnica między Dwightem a Simonem, ten drugi woli zostać ukarany i nie ma zamiaru trzymać się planu Negana, tak jak Rick nie zamierza spełnić ostatniej woli Carla.  Zerknijmy więc na najważniejsze smaczki tegoż odcinka, pod koniec natomiast słów kilka napiszę o zajawce następnego i szepnę co nieco o czwartym sezonie Fear The Walking Dead.

the-walking-dead-season-8-episode-13-review-do-not-send-us-astray_0[1]

Niby po tej samej, a jednak po przeciwnej stronie barykady.

Morgan znowu szaleje, wizje to oczywiście metafora poczucia winy za to, że według niego pozwolił Henry’emu go zabić. Dzieciak się mocno we wszystko wmieszał, jest nieodpowiedzialny i już się naczytałem komentarzy, że powinien spojrzeć na kwiatki. Akcja z otworzeniem prowizorycznego więzienia dla Zbawców i Gregory’ego była opłakana w skutkach, choć część byłych więźniów mocno wzięło sobie do serca słowa Simona o tym, że są uszkodzeni i postanowili stanąć po stronie Maggie. Która to swoim stanowczym liderowaniem wyrasta powoli na drugiego Ricka. Jej otwarte przypominanie, że nie jest już Greene tylko Rhee jest bardzo wymowne, sama siebie nazywa też Wdową i podkreśla, że zdaje sobie sprawę z kosztów jakie poniesie podczas morderczej walki o ukatrupienie Negana. Mam nieodparte wrażenie, że jej szłoby znacznie lepiej w walce z nim, Rick mimo swoich starań wciąż jest kilka kroków za nim.

Wspominałem już o callbackach do okresu Gubernatora, jak widać Tara nabrała rozumu i zaczęła bronić Dwighta, skumała, że raniąc ją (nie oszukujmy się, nie otruł jej) tak naprawdę ocalił ją przed Simonem. Natomiast Daryl wcześniej Dwighta broniący znowu jest po ciemnej stronie mocy. Tara nawiązała do tego, że kiedyś stała po stronie Gubernatora (co było jej wytykane na forach przy okazji odcinka sprzed dwóch tygodni). Nawet o Merle’u kilka nieciepłych słów padło z ust Daryla i to był ten taki przebłysk, że był kiedyś bardzo ciekawą postacią. Tu wciąż się rozmawia o tym, że powinno się dać szansę swoim wrogom, że można się jakoś pogodzić, że wojna jest bezsensowna i zbiera ogromne żniwa. Akcja z gorączką i tym całym chaosem, kiedy ranni się przemienili przypominała dość mocno więzienny okres kiedy zaraza doprowadziła do srogiej czystki. Jedni nazwą to wtórnością, inni konsekwentnym puszczaniem oczka i ciągłością fabularną.

Inną przypadłością TWD jest żegnanie się z postaciami. Dlatego swoje pięć minut otrzymał Tobin, który przecież miał drobny romans z Carol i mocno narozrabiał po przemianie. Yup, w tym świecie nie może być zbyt wielu lekarzy, skoro mamy Siddiqa to panią w okularkach trzeba było odgryźć. To, że Carol musiała dobić Tobina też jest znamienne, ileż ta babka przeszła od samego początku serialu, wcale się nie dziwię, że swego czasu szukała swoich Bieszczad. No i podejrzewam, że niedługo będzie musiała zafundować Henry’emu te same kwiatki co pewnej uroczej dziewczynce. Dzieci w TWD totalnie nie umieją się zachować i jedynie Carl wychodził na ludzi, a Enid jest jedyną ciekawą młodą postacią. Reszta zachowuje się jak we mgle i to tylko do nieszczęść doprowadza.

TWD_813_GP_1013_0011_RT[1]

Dzieciaku, zgiń ASAP!

Reasumując ten epizod bardzo mi się podobał i gdyby tylko więcej takich dynamicznych sekwencji a mniej gadania by było to oglądałoby się z wypiekami na ryju. A tak to po prostu mamy dobre momenty, wszyscy są zbyt rozsypani po wielu miejscach i to uwiera najbardziej. Co do tego co zobaczymy w najbliższym czasie to kolejne intrygujące fakty z życia Jadis, która uprowadziła Negana i jak podejrzewam będzie go traktować niczym kartę przetargową. Czy będzie chciała handlować z Rickiem, czy z Hilltop i na czym jej tak naprawdę zależy? Śmietnisko okazało się całkiem niezłą przykrywką dla wielu ukrytych rzeczy, pamiętam jak narzekałem, że ta grupa jest zbyt przerysowana i śmieszna, a okazało się, że jest na nią solidna koncepcja. Więcej Wam zdradzać nie chcę bowiem nie każdy lubi zajawki oglądać.

Na koniec muszę Wam powiedzieć, że czwarty sezon Fear The Walking Dead zapowiada się delikatnie mówiąc grubo. Większość z Was słyszała pewnie o crossoverze z TWD, a że miałem już przyjemność zerknąć na dwa odcinki to mogę Was zapewnić, że jest na co czekać. Zajawka obiecuje dużo, ale nie zdradza najważniejszego. Będziecie zaskoczeni, sam zrobiłem solidne whoooah oglądając (dzięki AMC Polska! dzięki Movies Room!) Oczywiście jak embargo na recenzje zejdzie to Wam strzelę porządny tekst, który na stronie Movies Room się właśnie pojawi. Ode mnie tyle na dziś, do przeczytania next time!

Komentarze