MENU
  • THE BEST OF 2016: 5 najlepszych polskich filmów.

    Grudzień 27, 2016 8:46 pm Dodał stanley

    Ten rok dla polskiego kina był jednocześnie tragiczny jak i zaskakująco owocny, reprezentowany przynajmniej przez  kilka „kompletnych” dzieł, którymi spokojnie moglibyśmy się pochwalić na świecie. Nie zabrakło oczywiście filmowych pomyłek, filmów skrojonych pod niewybredną masową publiczność, która po prostu nie szuka w filmach niczego więcej niż zwyczajnej rozrywki. Pojawiły się więc takie potworki jak 7 rzeczy, których nie wiecie o facetach, Kochaj!, #WSZYSTKOGRA, Szkoła uwodzenia Czesława M., Kobiety bez wstydu i tym podobne bzdety, o których bardzo szybo zapomnimy. Jedynym filmem w klimacie komedii romantycznej nie zrobionej wedle koszmarnych prawideł była Planeta singli, choć i tutaj widzowie nie uniknęli wszędobylskiej facjaty pana Karolaka. Twórcy próbowali mierzyć się z takimi gatunkami jak thriller (Na granicy), kryminał (Sługi boże, Prosta historia o morderstwie) czy baśń dla młodzieży (Za niebieskimi drzwiami), i choć widać progres to nie można powiedzieć by filmy te nie były pozbawione potknięć i dziur fabularnych. Był też Smoleńsk, z którego obecnie mało co na szczście pamiętam. Silne kontrowersje budził Plac zabaw, który nie doczekał się szerszej dystrybucji, za to swoją finałową sceną oburzył niejednego widza, który miał z nim styczność. Próbowano portretować imprezujących młodych Polaków (Wszystkie nieprzespane noce), stojących na rozdrożu trzydziestolatków (Kamper), a nawet pokuszono się o wielce ryjący mózg eksperyment, który miał chyba zbyt rozmytą fabułę by ogólnie przypaść do gustu (Baby Bump). Doczekaliśmy się też kilku bardzo dobrych dokumentów takich jak Ikona o pracownicach szpitala psychiatrycznego, Komunia o wydarzeniu, które ma zjednoczyć rodzinę i Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham. Był to też rok odchodzenia wspaniałych reżyserów i aktorów, niestety nie zobaczymy już nowych filmów Wajdy czy Żuławskiego, nie zobaczymy już nigdzie Smolenia, Kociniaka czy Kopiczyńskiego. W kinie zresztą też zdecydowanie rządziły tematy dołujące, śmiertelnie poważne. Zresztą sami zerknijcie sobie na moją piątkę najlepszych filmów w tym roku.

    maxresdefault[5]

    5.PITBULL: NOWE PORZĄDKI (reż. Patryk Vega). Powiedzmy sobie jasno. To jest kino mocno rozrywkowe i nie ma już tego twardego, przygnębiającego klimatu co część pierwsza. Zbyt dużo tu elementów humorystycznych, które studzą dramatyczne zapędy i nie pozwalają filmu brać zbyt serio. Jest to zasługa przede wszystkim postaci Stracha i mocno przerysowanej Olki. Grabowski i Linda odwalają dobrą robotę. Niestety w Niebezpiecznych kobietach podobny schemat zgrzytał, była to swoista powtórka z rozrywki, tylko ugryziona z innej strony. No ale nie można narzekać na ten film jako na produkt relaksujący, obie części zgromadziły przed ekranami dzikie tłumy.

    Fotos_Art-130814-31_ad3858ca76[1]

    4.MOJE CÓRKI KROWY (reż. Kinga Dębska). Film do polskich kin wszedł na początku stycznia i choć podejmuje tematy ostateczne to nie brakuje w nim lekkiego humoru i takiej ciepłej atmosfery. Kiedy matka głównych bohaterek zapada na ciężką chorobę, to oddalone od siebie siostry próbują nawiązać ze sobą kontakt na nowo, odnaleźć więź i ją odbudować. Świetnie wypadają tutaj nie tylko Muskała i Kulesza, ale i panowie – znakomity Dziędziel i Dorociński. Oczywiście na panią Niemirską także warto zwrócić uwagę, w końcu to wokół jej postaci skupiają się emocje bohaterek. Niby jest to kino kobiece, ale na moje oko na tyle uniwersalne, że i panowie powinni zerknąć.

    0004tz712webbohc-c122_3598e7ef89[1]

    3.JESTEM MORDERCĄ (reż. Maciej Pieprzyca). Ten film jest utrzymany w takich chłodnych, jesiennych barwach, wszystko jest w nim ponure i takie nieprzyjemne. Polscy twórcy już do perfekcji opanowali pokazywanie naszego kraju jako pełnego błota, brudu, zła w czystej formie. Pieprzyca po znakomity, podnoszącym na duch Chce się żyć proponuje historię o jednym z najbardziej znanych seryjnych zabójców w kraju, który mordował tylko kobiety. Podejrzanego gra Arkadiusz Jakubik, który jest coraz bardziej rozchwytywany i całkiem słusznie. Nawet Adamczyk się odnajduje w roli gliniarza, Kulesza jak zwykle świetna, a i niepozorny Mirosław Haniszewski zdecydowanie daje radę. Polecam i mam jakieś takie nieodparte wrażenie, że film nie doczekał się należytej promocji, co przełożyło się na dość średnią frekwencję.

    1_b5543a72f9[1]

    2.WOŁYŃ (reż. Wojciech Smarzowski). Mam wrażenie, że Smarzowski chce z nas wycisnąć siódme poty każdym swoim filmem, że chce widzów stawiać pod ścianą i kazać patrzeć na brzydotę otaczającego nas świata. Masakra wołyńska „zasługiwała” na takie przypomnienie, na pokazanie do czego doprowadza polityczna niezgoda, która ostatecznie doprowadza do wojny między ludźmi, którzy kiedyś się przyjaźnili. Od samego początku towarzyszy nam widmo tego, że sielanka urwie się równie szybko jak się zaczęła. Dwie i pół godziny gehenny, która zostawia nas w otępieniu i totalnie bez siły. Znakomite są kreacje Arkadiusza Jakubika i debiutującej Michaliny Łabacz, którzy portretują swoje cierpienie bez szarżowania i przerysowywania. Film, który trzeba zobaczyć, ale do którego niekoniecznie będzie chciało się wracać.

    ostatniarodzina-01-foto-hubert-komerski_4523b2495e[1]

    1.OSTATNIA RODZINA (reż. Jan P. Matuszyński). To jeden z tych filmów, który wstrząsnął mną dogłębnie, ponieważ pod płaszczykiem biograficznej opowieści o Beksińskich portretuje po prostu niekonwencjonalną rodzinę, z jej wszystkimi wadami i zaletami. Kłótnie, zgody, małe radości, duże dramaty i śmierć, śmierć wisząca nad nimi niczym fatum. Ich sprzeczające się charaktery, ich docinki, ale też niemożność wytrzymania bez siebie nawzajem. Do tego genialne kreacje Koniecznej i Seweryna i dość kontrowersyjna interpretacja postaci Tomasza przez Ogrodnika. Do tego znakomicie dobrana muzyka i odtworzenie klimatu Polski w czasach kiedy o Beksińskich było głośno. Mój osobiście najlepszy seans tego roku. I to by było na tyle, dzięki za uwagę i do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: