vincent-main_3059063415[1]

THE WORST and THE BEST of 2017: Kino polskie.

Wydaje mi się, że polskie kino tkwi, delikatnie mówiąc, w lekkiej stagnacji. Od kilku ładnych lat dominują płaskie jak naleśnik komedie romantyczne, nie pojawił się jeszcze żaden porządny horror z prawdziwego zdarzenia, a najlepszymi filmami okazują się zazwyczaj ciężkostrawne dramaty portretujące nasz naród jako zapijaczony, pogrążony w wiecznej depresji i nieprzyjazny wobec wszystkiego co nowe. Oczywiście kinematografia ujmuje wszystko w metaforycznym nawiasie, ale jeśli mielibyśmy spojrzeć na nasz kraj z zewnątrz, z perspektywy osoby trzeciej to jawi się głównie jako albo wyidealizowany i pełen lukru lub wręcz przeciwnie, jako brudny, smutny i rozpadający się od środka. Sytuacji nie ratują też polskie seriale, które albo są bezdennie głupimi tasiemcami, albo nieudolnymi zagranicznymi kopiami (Belle Epoque), albo pokazują z całkiem udanym skutkiem mroczną naturę człowieka (Belfer, Wataha). Skoro już się wyżaliłem na kondycję naszego filmowego podwórka to przydałoby się je jakoś podsumować na podstawie pięciu, jak to sobie ustaliłem, przykładów filmów bardzo złych i pięciu dobrych, bądź bardzo dobrych. Zanim przejdę do sedna chciałbym wyróżnić showmaxowego Fanatyka, który w słodko-gorzkim tonie ujął esencję pasty o wędkarzu. Pojawiły się też filmy mocno kontrowersyjne, jak Pokot Agnieszki Holland i filmy może nie tyle bardzo złe co ze zmarnowanym potencjałem (Amok, Ach śpij kochanie). Co ciekawe nawet w adaptacji prześmiewczego tekstu zapachniało smarzowszczyzną, co jest dość znamienne. A teraz przejdźmy do…

THE WORST OF 2017

1200x800_ovozyh[1]

5.NA UKŁADY NIE MA RADY (reż. Christoph Rurka). To jest tak bzdurne i nudne, że ja pierdolę. To jest film o niczym z bohaterami, o których nie chcesz widzu nic wiedzieć, kurwa, tu nawet trailer został skomponowany w tak bezpłciowy sposób, że aż zęby bolą. Kogo my tu mamy w obsadzie? Andrzeja Gałłę z Kiepskich, Michała Milowicza (kogo on jeszcze bawi?!), Jana Wieczorkowskiego (Klan, pamiętamy!), totalnie nie przyciągającego uwagi Małeckiego i Glinkę, która lepiej by pozostała przy Barwach szczęścia. Nie napisałem o czym to film? O gościu co dostaje posadę wiceministra, a że się na tym nie zna to się tak strasznie śmiesznie robi. NOPE.

682411_1.1[1]

4.PORADY NA ZDRADY (reż. Ryszard Zatorski). Lubicie oglądać filmy, z których produkt placement wycieka w podobnym guście jak w Truman Show? No pewnie, że nie lubicie. Lubicie polskie komedie romantyczne? Może i macie takie guilty pleasure, nie mi oceniać. Ale to jest po prostu złe połączenie polskiej komedii romantycznej z koszmarnym wciskaniem produktów jak leci. Fujka! Do tego postaci tak nieangażujące i sztampowe, że ała. Nope, nope, nope, nope.

szatankazaltanczyc-01-foto-paweltkaczyk-manana_29ac42da11[1]

3.SZATAN KAZAŁ TAŃCZYĆ (reż. Katarzyna Rosłaniec). Na tle tego intelektualnego bełkotu takie Galerianki wypadają nawet… spoko? Koszmarne Bejbi blues jest do przełknięcia biorąc pod uwagę co tam się za abstrakcja odpierdala. Szkoda Berusowej w takiej kreacji bohaterki upadającej przez dragi i alkohol mimo osiągniętego sukcesu. To jest niby taka układanka, którą każdy sam sobie może poskładać w dowolny obrazek, ale każdy z nich jest potem i tak mega koślawy i nic z niego nie wynika. „Sex, drugs i Instagram” – to jest hasło promocyjne tego… ych, filmu. Nie dajcie się nabrać na formę, bowiem treści tam nie ma.

maxresdefault[1]

2.TOTEM (reż. Jakub Charon). Myślę, że dobrą recenzją tego filmu byłby dwa pseudo słowa „iks” i „de”. Zatrudnił pan reżyser Popka i Sobotę i myślał, że raperzy do kina przyciągną. No niestety, trzeba być Vegą i mieć w zanadrzu aktorów, którzy zrobią dla swojego mistrza wszystko za pieniążki by sobie pozwolić na ekstrawagancję jaką jest ten film. A jest nią bowiem opowiada o dwóch ziomkach co to chcą handlarzy dragami okraść. Hasło promocyjne głosi „Świat, do którego nie chcesz się zbliżyć„. Podmieńcie sobie słowo „świat”, na słowo „film” i w tym momencie mogę postawić kropkę.

z22451707IE,Botoks[1]

1.BOTOKS (reż. Patryk Vega). Swego czasu mój wpis, w którym ostro i bez ogródek krytykowałem podejście do filmowej materii pana Vegi spotkał się całkiem nielichym odzewem, a głos zabrali nie tylko przeciwnicy reżysera, ale też zwolennicy, których tłumaczenia niestety były dość mętne i albo opierały się na ślepym zawierzeniu w „oświeconego reżysera”, albo sprowadzały się do „argumentu”, że to po prostu dobra i nieszkodliwa na dobrą sprawę rozrywka. Jeszcze dobrze kurz nie opadł po jego ostatnim dokonaniu, a już zaczęły pojawiać się materiały promujące Kobiety mafii. I mimo, że nie widziałem jeszcze najnowszego dzieła reżysera, to czuję się jakbym już je znał na wylot i wiedział z jakich klocków jest zbudowane. Z bardzo podobnych co Botoks rzecz jasna. Kilka mniej lub bardziej niewiarygodnych scen, w których próbuje się widzowi wcisnąć coś co mocno rozmija się z prawdą, wulgarni, zdegenerowani bohaterowie, tak cyniczni lub zepsuci, że aż nienaturalni i „taśmowi”, kilka żenujących żartów podprowadzonych z internetu, martwych memów i tak dalej i przepis na wielką, sensacyjną i ze wszech miar kontrowersyjną opowieść mamy gotowy. Żeby to jeszcze miało posmak guilty pleasure to szłoby jakoś wybaczyć. Niestety kilka ostatnich projektów reżysera to uciecha dla Karyn i Sebixów do spółki z niezbyt ogarniętymi umysłowo przeciwników medycyny, szczepionek i oczywiście samych lekarzy. Nie byłoby to tak niebezpieczne gdyby nie fakt, że masy wierzą w tą fikcję i domagają się kolejnych jej dawek. A Vega nie spoczywa na laurach, bowiem już pod koniec stycznia będzie można oglądać serialową wersję Botoksu na Showmaxie. A hajs się będzie zgadzać.

THE BEST OF 2017

maxresdefault[3]

5.CZŁOWIEK Z MAGICZNYM PUDEŁKIEM (reż. Bodo Kox). Dla jednych zdecydowany przerost formy nad treścią i zbyt duża ilość oczywistych cytatów (Fight Club), dla innych bardzo ciekawy i oryginalny film o miłości w konwencji s-f. Film traktuje o mężczyźnie, który posiada specjalne pudełko do przenoszenia się w czasie. Kiedy utknie w 1952 roku jego ukochana ruszy mu na ratunek. Jeśli jeszcze nie przyprawia Was o zawrót głowy udział Olgi Bołądź w niemal każdej produkcji to powinniście sięgnąć i sami ocenić czy film jest jedynie ambitną wydmuszką, czy może czymś rzeczywiście bardzo dobrym. Ale to już musicie rozstrzygnąć w swoim własnym serduszku.

serce-milosci-main_a84baba9ad[1]

4.SERCE MIŁOŚCI (reż. Łukasz Ronduda). Kolorystycznie to jest przepiękny film, a fabularnie będzie chyba najbardziej bliski wszelakim artystycznym odmieńcom, którzy utożsamią się głównymi bohaterami. Warto zobaczyć także ze względu na obsadę, której często się na ekranie nie widuje: świetny Jacek Poniedziałek i zjawiskowa Justyna Wasilewska przypominająca momentami aktorki z dawnych lat. Film ten jednocześnie jest hołdem dla osób jarających się sztuką, a jednocześnie pokazuje jak można się zatracić w poszukiwaniu oryginalności, unikalności i pomnika trwalszego niż ze spiżu.

vincent-main_3059063415[1]

3.TWÓJ VINCENT (reż. Dorota Kobiela, Hugh Welchman). Koprodukcja polsko-brytyjska, w której zobaczycie ruchome prace Vincenta van Gogha. Przepiękna animacja, wciągająca, intrygująca historia pokazująca jak malarz żył i przybliżająca jego tajemniczą śmierć. Film jest kategoryzowany jako „animowany dramat kryminalny”, i śmiało mogę stwierdzić, że takiej produkcji jeszcze nie było i to nie tylko na naszym podwórku, na polu światowym. W zagranicznym dubbingu udział wzięli chociażby Jerome Flynn (Gra o Tron, Ripper Street, Black Mirror) nagrodzona w tym roku Złotym Globem Saoirse Ronan, Chirs O’Dowd (IT Crowd), Aidan Turner (Poldark), a Van Gogha nieznany szerzej Robert Gularczyk, któremu serdecznie życzę rozwoju kariery!

maxresdefault[1]

2.NAJLEPSZY (reż. Łukasz Palkowski). Śmieszkowania z plakatu promocyjnego końca nie było, ale kiedy film wszedł na ekrany to wielu widzom mowę odjęło. Okazało się, że to bardzo dobry biograficzny film, od reżysera świetnych Bogów, któremu udało się świetnie ugryźć nie tylko postać głównego bohatera (Jakub Gierszał, ktoś jeszcze pamięta go z Sali samobójców?), ale także postaci drugoplanowych (Jakubik, Kot, Gajos, Żmijewski, Woronowicz). Tutaj każdy ma swoje ciekawe, większe lub mniejsze miejsce, a sama produkcja jest z cyklu tych podnoszących na duchu, korzystająca z trafnych metafor . Oczko wyżej postawiłem jednak film pewnego debiutanta i w tym momencie już wiecie o jaki film mi chodzi.

10455549-cicha-noc-w-kinach-od-24-listopada-900-600[1]

1.CICHA NOC (reż. Piotr Domalewski). Hasło promocyjne tego filmu jest starym porzekadłem i głosi, że „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach”. Nie da się zaprzeczyć, że na wszelakich spędach rodzinnych często dochodzi do nieporozumień, na weselach zawsze musi być wujek śmieszek, który chce by się piło z nim wódkę i tak dalej. Niby są to utarte stereotypy, ale na dobrą sprawę sprawdzają się. Domalewski korzystając w odpowiednich proporcjach ze sprawdzonych patentów Smarzowskiego utkał portret zwyczajnej rodziny, która pierze brudy w świątecznych okolicznościach. Można się trochę pośmiać, ale raczej jest to nerwowy śmiech bowiem gdzieś z tyłu głowy ma się podobne sytuacje, o których albo się słyszało, albo było świadkiem. I wbrew pozorom nie jest to ani pochwała patologii, ani próba uwypuklenia jej i pokazania skąd się bierze.  Każdego może ponieść, porwać nieco za daleko, szczególnie w okresie świąt, który jest nielicho stresujący. Zdecydowanie jeden z najciekawszych i dających do myślenia polskich filmów w ostatnim czasie.

I to by było na tyle na dziś, do przeczytania next time, już wkrótce podsumowanie filmowe roku 2017 i wpis podsumowujący co dobrego i złego działo się ogólnie w zeszłym roku. A pomiędzy kilka dobrych recenzji się trafi, oczekujcie!

Komentarze