MENU
  • TOP 10 STANLEYA: Pieśni apokaliptyczne (CZĘŚĆ 1)

    Wrzesień 18, 2017 8:02 pm Dodał stanley

    Podobno 23 września ma być kolejny koniec świata! Przeżyłem ich już kilka, a ten najbardziej spektakularny miał miejsce zdecydowanie w 2012 roku, od którego minął już szmat czasu, czyż nie? Na wszelki wypadek postanowiłem Was przygotować do nadchodzącej apokalipsy i umilić oczekiwanie dyszką, znakomitych w moim odczuciu, piosenek o tematyce końca świata! Endżoj!

    1200px-Doors_electra_publicity_photo[1]

    The Doors dla atencji!

    THE DOORS – The End (album The Doors, 1967). Utwór ten znalazł się na ścieżce dźwiękowej do filmu Czas apokalipsy z 1979 roku (reż. Francis Ford Coppola) będącym luźną adaptacją Jądra ciemności Josepha Conrada. Jedno z najgenialniejszych połączeń muzyki z obrazem, momentalnie ten utwór kojarzy mi się z wojennymi obrazami pokazanymi w dziele Francisa. Uważam, że to bardzo dobry opener mojego zestawienia, choć z drugiej strony, czy nie powinien znaleźć się na samym końcu?

    MINISTRY – End Of Days Part 1 & 2 (album The Last Sucker, 2007). Szanuję Wujka Ala niemożebnie. Ministry byli prekursorami industrialnego metalu, w którym nie brakuje gruzowatego łomotu, jak i rock n’ rollowego czadu. Na albumie The Last Sucker Al rozliczał się z polityką George’a W. Busha, a na koniec albumu zaserwował potężny cios pod postacią dwuczęściowego kolosa z niesamowicie melodyjnym refrenem z dziecięcym chórkiem w tle. Ponad trzynaście minut, które hipnotyzują, wchłaniają i zmuszają do zastanowienia się dokąd to wszystko zmierza. Uwielbiam!

    SOUNDGARDEN – Black  Hole Sun (album Superunknown, 1994). W tym numerze panuje taka ćpuńska atmosfera, psychodelia wylewa się z każdego dźwięku. Człowiek łapie takie chwilowe otępienie, podstępny chillout, po czym zostaje wessany w czarną dziurę raz na zawsze. Ciężko mi uwierzyć, że Chrisa Cornella nie ma już między nami. Na szczęście muzyka, którą współtworzył zostanie z nami tak długo póki sami nie odejdziemy lub póki się świat nie skończy.

    NINE INCH NAILS – The Day The World Went Away (album The Fragile (Left), 1999). Dźwięki generowane przez Trenta Reznora i spółkę generalnie nawet w swojej najłagodniejszej odmianie momentalnie przywodzą na myśl, że zaraz stanie się coś apokaliptycznego. Te wszystkie zgrzyty, stukoty, elektroniczne plumkania, dźwięki rozmaite zawsze mi się kojarzyły. Co ciekawe muzyka NIN potrafi być też niebezpiecznie seksowna, ale o muzyce, która jest czystym seksem opowiem przy innej okazji.

    DAVE MATTHEWS BAND – When The Worlds End (Oakenfold Remix) (album The Matrix Reloaded: The Album, 2003). Wybrałem remiks Oakenfolda, ponieważ ma znacznie bardziej złowieszczy klimat niż oryginał, który oczywiście bardzo szanuję. Swego czasu ścieżkę do Reaktywacji katowałem na zdechłym już kaseciaku. Polecam ogólnie dokonania Dave’a, jakoś mało znany w naszym kraju mi się wydaje.

    SEPULTURA – Troops of Doom (album Shizophrenia, 1987). Tutaj jakiś rozbudowany komentarz się właściwie mija z celem. Stara Sepultura, która jeszcze siedząc gdzieś pomiędzy deathem a thrashem zaserwowała słuchaczom krótką petardę o końcu świata. Bo kto powiedział, że zagłada musi być epicka i długa? A może po prostu nas zmiecie jak ten numer?

    DEFTONES – Tempest (album Koi No Yokan, 2012). Chino lubuje się w pisaniu dość enigmatycznych, oderwanych od rzeczywistości tekstów, często wydających się zbitką nie do końca mających sens zdań. Jednak kiedy wgryziemy się w liryki Tempest można wychwycić nawiązania do końca świata według kalendarza Majów. Muzycznie to jest genialny numer, zresztą jak cały ich przedostatni album (żeby nie było, Gore też kocham, resztę dyskografii znam na wyrywki).

    THE CURE – The End of the World (album The Cure, 2004). Głos Roberta Smitha jest jedynym w swoim rodzaju i nawet jeśli tekst traktuje o końcu świata to słucha się niczym przyjemnej piosenki z jakże ładną muzyką. W twórczości The Cure zawsze jednak była nutka złowieszczości i dużo smuteczkowania, nic dziwnego, że stali się tak bardzo popularni wśród gotyckiej młodzieży.

    GOODSPEED YOU! BLACK EMPEROR – East Hastings (album F#A#∞, 1998). Niektórzy artyści wolą obywać się bez słów. Działający na pograniczu post rocka, shoegaze i post metalu GY!BE wystarczyła muzyka ilustracyjna, czysto instrumentalna by oddać nastrój nadchodzącego końca świata. Jest to chyba najtrudniejsza do przyswojenia ścieżka w tym zestawieniu. Ale chyba jednocześnie najbardziej poruszająca wyobraźnię jeśli o temat zagłady ludzkości się rozchodzi.

    DIMMU BORGIR – Progenies of the Great Apocalypse (album Death Cult Armageddon, 2003). Na koniec zostawiłem rzecz bardzo pompatyczną, podniosłą i charakterystyczną dla symfonicznego black metalu, który jest już gatunkiem mocno wyeksploatowanym i lekko trącącym kiczem. Dymne Borki tym kawałkiem właściwie otworzyli sobie drzwi do masowego odbiorcy, bowiem czegoś tak melodyjnego, hiciarskiego, teatralnie-filmowego można było się wcześniej doszukać jedynie u  Cradle of Filth. Taki bardziej rozrywkowy akcent na sam koniec tej stawki. Endżoj!

    W części drugiej min. BLACK SABBATH, JETHRO TULL, PINK FLOYD i MARILYN MANSON. Oczekujcie!

    Komentarze

    Kategorie: