MENU
  • TOP 10 STANLEYA: Podsumowanie muzyczne 2016 (POLSKA)

    Grudzień 19, 2016 9:35 pm Dodał stanley

    Podsumowania jakichkolwiek dziedzin kultury to nigdy nie jest łatwa sprawa, bowiem zawsze się o czymś zapomni, coś się pokrzywdzi, umieści za wysoko albo za nisko, albo się wcale nie umieści. Z serialami się jakoś uporałem, choć rzecz jasna nie zabrakło głosów, że kilka tytułów pominąłem. I pewnie tym razem też nie zabraknie takich głosów. Dlatego najpierw krótka introdukcja zanim przejdę do dziesiątki najlepszych krążków roku 2016. Zapraszam do czytania i słuchania rzecz jasna.

    problem-2560x1300_c[1]

    Miałem w tym roku niezły Pro8b3m by wybrać tylko 10 płyt.

    Chyba jednym z najbardziej kontrowersyjnych albumów tego roku jeśli chodzi o kapele mainstreamowe był krążek 2005 YU 55 grupy Coma. Nawet najwierniejsi fani mieli problem z zaakceptowaniem przejawu kosmicznego ego Piotra Roguckiego, którego wiersz stał się warstwą tekstową nowego albumu. Kilka nowych kawałków takich jak Lipiec, Taksówka, W cwał, Zaduszki czy Łąka 3 jest bardzo udanych, ale całości zdarza mi się słuchać bardzo rzadko, całość to srogi przerost formy nad treścią. Nie zdziwię się jeśli zespół wkrótce powie sobie stop, lub wróci do grania tego co wychodziło im najlepiej (tak kochani hejterzy, wiem, że według Was w ogóle już grać nie powinni). Za to w obozie Vader żadnej większej rewolucji nie było, The Empire jest krążkiem dość bezpiecznym, w sensie, że starzy fani łykną bez popity, za to nowych może przybyć dzięki bardziej thrashowemu, a nawet heavy metalowemu podejściu do muzyki. Mam nadzieję, że grupa ogarnie kogoś tworzącego bardziej wyraziste okładki, bowiem ostatni obrazek, który dość mocno współgrał z muzyką miał moim zdaniem miejsce przy okazji świetnego Impressions In Blood. Hunter natomiast ostatnio tworzy albumy, przy których jakoś nie potrafię zatrzymać się na dłużej. NieWolność jest po prostu solidnym krążkiem, ale nie wzbudza we mnie takich emocji jak fenomenalny HellWood. Za to Acid Drinkers przyjebali takim krążkiem, że wszyscy położyli uszy po sobie i większość głosów była taka, że powstał krążek równie mocny co Verses Of Steel a nawet Infernal ConnectionPeepShow jest bardzo jasnym punktem ich dyskografii pełnym koncertowych strzałów w zęby. Jako że nie samym metalem człowiek żyje to przypadły mi bardzo do gustu nowe dokonania takich artystów jak grupa Hey, Organek, Fisz Emade Tworzywo, którzy przyrządzili bardzo smakowite albumy. A kawałek Biegnij dalej sam Fisza to jeden z najlepszych utworów z alternatywnego podwórka w tym roku, bardzo w klimacie dokonań ojca (dla niezorientowanych Wojciech Waglewski z Voo Voo). Muszę też przyznać, że krążki hip hopowców takich jak Małpa czy Łona i Webber także mocno dawały radę.

    Maniacy dźwięków ekstremalnych nie mieli w tym roku podstaw do narzekania. Nowe wydawnictwa Ulcer, The Dead Goats i debiut Mentor są dowodem na to, że na podwórku death metalowym wszystko rozkłada się jak należy i czasem ładnie podśmierduje Szwecją. W black metalu także działo się sporo i ciekawie, ze wskazaniem na długaśny, będący czymś na kształt „czarnego słuchowiska”, wyziew wprost od Cultes Des Ghoules i koncertowe cerkiewne mielenie Bathuski na trasie z Behemoth. Na poletku retro thrashowego łojenia najbardziej w tym roku moim zdaniem wybił się ThermiT, swoje stonerowo-sludge’owe walcowanie zaproponowali w nowej odsłonie (i własnym sumptem) panowie z Sunnata, a poszukiwacze projektów, które nie dają się łatwo sklasyfikować powinni zawiesić uszy na longach ARRM Wędrowcy-Tułacze-Zbiegi. Tyle jeśli chodzi o wyróżnienia, które niestety nie załapały się na moją ostateczną dyszkę najlepszych wydawnictw tego roku.

    DZIESIĘĆ NAJLEPSZYCH KRĄŻKÓW 2016 ROKU WEDŁUG STANLEYA

    10.VOTUM – :Ktonik:. Polska scena progresywna może być dumna z zespołów takich jak Votum. To grupa,  której udało się uniknąć tak niezdrowego dla prog metalu patosu, którego tak bardzo nie trawię chociażby u Dream Theater. Votum spokojnie mogłoby grać trasy z grupami takimi jak Katatonia, Opeth czy Porcupine Tree, to ten sam rodzaj wrażliwości i balansowania na pograniczu subtelności i dokładania do pieca. Cieszę się, że nie jest to muzyka przekombinowana, że od wszelakich łamańców są tu zdecydowanie ważniejsze emocje płynące z dźwięków i wokali. Znakomity krążek.

    9.MOANAA – Passage. Czy post metal w roku 2016 może jeszcze ekscytować? Jak najbardziej, jeśli nie będziemy po każdym takim wydawnictwie oczekiwać odkrywania nowych lądów. Moanaa to zespół, który tka swoje utwory ze znajomo brzmiących elementów, ale robi to z takim wyczuciem, że nie sposób się oprzeć. Życzę większej rozpoznawalności na naszej scenie i jeszcze ciekawszego kombinowania, oby się chłopakom chciało dalej rozwijać. Tylko brzmienie by mogło być bardziej gruzowate, dociążone. Takie tam moje marudzenie, Passage jako całość to jak najbardziej album wciągający i godny Waszej uwagi.

    8.ENTROPIA – Ufonaut. Entropia postanowiła się gatunkowo zupełnie nie ograniczać. O ile na Vesper czuć było inspiracje sceną post black metalową, tak na Ufonaut kłaniają się wszelkie kosmiczne awangardy, totalnie wyrywające się klasyfikacjom eksperymenty, niepokojące orientalizmy, generalnie dźwięki, które jeszcze jakiś czas temu nie miałyby racji bytu w tak ekstremalnej muzyce. Sądzę, że muzyka ta trafi nawet do wyznawców starego, dobrego Kobonga, a jednocześnie tych, dla których Diabeł tkwi w szczegółach.

    7.TIDES FROM NEBULA – Safehaven. Tak się zastanawiałem czy TFN to post rockowe granie nie spowszedniało, czy się nie zamotali w tej swojej formule. I doszedłem do wniosku, że choć już Ameryki nie odkrywają to wciąż tworzą muzykę, którą potrafią poruszyć człowieka. I że wciąż w ramach swojego dość ograniczającego ich stylu się rozwijają i szukają. To już ich czwarty longplay, a oni dalej potrafią mnie zaczarować, mimo, że z post rockiem mi ostatnio nie po drodze.

    6.OBSCURE SPHINX – Epitaphs. To stękanie, że najnowszy album OS jest zachowawczy i świadczy o stagnacji, czy też graniu po prostu „bezpiecznie” mnie zupełnie nie przekonuje. Ten zespół to wciąż jest bestia, która wie jak zadawać rany, które się nie chcą potem zagoić. Oczywiście wielka w tym zasługa nawiedzonej jak trzeba Wielebnej na wokalu, ale w warstwie muzycznej wciąż jest na granicy niepokojącego piękna i dołującego walcowania. Mnie ten album się bardzo podoba i radzę się w niego solidnie wsłuchać.

    5.THY WORSHIPER – Klechdy. Jakoś nigdy nie przepadałem za słowiańskimi melodyjkami, folklorem i tego typu dość mocno przaśnym dla mnie sztafażem. Muzyka Thy Worshiper jest jednak tak zwanym wyjątkiem od reguły bowiem w tych odpustowych momentami dźwiękach czai się czyste zło i smoła. Teksty są na tym krążku są wielce intrygujące, czasem dość wulgarne i  (sam nie wiem czy zamierzenie) po prostu rozbrajające. W połączeniu z muzyką jest już mniej śmiesznie. Większości kapel próbujących łączyć tak skrajne elementy nie wychodzi z tego obronną ręką, brzmi topornie i zbyt „biesiadowo”. Thy Worshiper natomiast to taka strzyga czy inna wiła, której bym w nocy nie chciał spotkać.

    4.RIVERSIDE – Eye of the Soundscape. Ten album nie był przez grupę Riverside planowany w takim kształcie w jakim się ukazał, przynajmniej takie mam wrażenie. Wydaje mi się, że został wydany został by zamknąć ten smutny rozdział w ich karierze. Całkowicie instrumentalny, utrzymany w bardziej elektronicznych klimatach. Ale to wciąż Riverside jakie znamy i kochamy, pełne pasji, malujące niesamowite pejzaże swoimi instrumentami. Nie chcę się tutaj zbytnio rozwodzić, bo to jest album do dość intymnej kontemplacji i u każdego wywoła inny rodzaj emocji. Ciekaw jestem czy to już ich ostatni, ostatni krążek, czy stworzą coś jeszcze jako trio.

    3.BLINDEAD – Ascension. Mówią „fani” Blindead, że poszli w złym kierunku, że się rozmyli, że post rocki grać zaczęli, i że z nowym wokalistą to już nie to samo. Ja to nazywam ewolucją, bowiem już na Affliction było kilka muzycznych sygnałów, że w taką stronę się muzyka grupy rozwinie. Cieszę się, że nie utknęli w tej formule, która sprawiła, że post metal od jakiegoś czasu stał się dużo mniej ekscytujący niż kiedyś. W tej muzyce jest więcej światła i powietrza, ale nie brakuje mroku znanego z poprzednich płyt. Dalej się zachwycam i uważam, że to jeden z najlepszych bandów na naszej scenie.

    2.PRO8L3M – Pro8l3m. Dla mnie to nawet nie jest album hip hopowy. Dla mnie to jest historia opowiedziana za pomocą bitów i słów. Pełny, świadomy koncept dotyczący człowieka otoczonego przez ulotne przyjemności, których zarówno nadmiar jak i brak doprowadza do wewnętrznej destrukcji jednostki. Muzycy się znikąd nie wzięli, mają już na koncie mixtape „Art Brut”, na którym „podkradali” najlepsze fragmenty polskich utworów artystów nieco zapomnianych i z hip hopem nie związanych. A tekst do 2040 to jest istne mistrzostwo świata i okolic.

    1.FURIA – Księżyc milczy lutyKiedyś przeczytałem taką opinię, że Furia to jest taka Coma black metalu. Że Nihil tworzy bełkotliwe teksty, że wszystko jest takie pretensjonalne i ogólnie przerost formy nad treścią i diablik z pudełka. Chyba jedynie złośliwi i zatrzaśnięci w swoich true skorupkach metalowcy potrafią takie bzdury wymyślać. Furia to dla mnie zespół cholernie autentyczny, naturalnie się rozwijający i poszukujący ekspresji tam gdzie inne kapele nie mają odwagi. To jest tak zacny krążek, że jedynie z Nocelem się jak dla mnie o palmę najlepszej ich płyty bije, choć przecież starsze dokonania to nie były dzieła w kontekście black metalu wielce zachowawcze. Jeśli w zeszłym roku karty w BM rozdawały Mgła i Batushka to w tym roku zdecydowanie robi to Furia. Ode mnie tyle na dziś, do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: